Nie śpię, bo wielbię Riddicka #3: Riddick

Po odświeżeniu sobie Pitch Black i Kronik Riddicka, Gosiarella mogła już spokojnie ruszyć do kina na najnowszą część. Zakończenie ostatniej części sugerowało, że tym razem przygody Riddicka będą się ze sobą, w jakiś sposób łączyć. Gosiarella liczyła na dużą dawkę akcji, ciekawe przygody, rozwinięcie paru starych wątków i stworzenie kilku nowych. Najmocniej jednak trzymała kciuki by twórcy stworzyli coś podobniejszego do Kronik, niż do Pitch Black.


Premiera2013
Reżyseria: David Twohy
Gatunek:  Akcja, Sci-Fi
Czas trwania: 1 godz. 59 min.
Ocena: Raczej dobry


Minęło 5 lat od momentu, w którym stał się nowym przywódcą  Necromongerów. Właśnie tyle czasu zajęło mu ucywilizowanie się, a jego wrogom przygotowanie się do zamachu na jego życie. Podstępem ściągnięty na opuszczoną planetę, spaloną słońcem i wypełnioną morderczymi stworzeniami. Ledwo żywy, choć uznany przez swoich wrogów za martwego, Riddick musi zmierzyć się z kolejnymi zagrożeniami, począwszy od zmierzenia się z lokalnymi drapieżnikami, skończywszy na rozprawieniu z najemnikami. Jego cel jest prosty: odlecieć z tej zapomnianej przez Boga i ludzi planety na statku, nie bacząc ile ciał pozostawi za sobą. Akcja jest na tyle prosta, że śmiało mogę ją skrócić do: Riddick walczy z potworami (najpierw idzie mu to gorzej, a później wraca do formy), zamawia taksówkę, ludzie polują, ludzie giną, ponownie włączają się potwory. 

Swoją prostotą "Riddick" bardziej przypomina "Pitch Black", niż "Kroniki Riddicka". Mamy jeden główny wątek (wydostanie się z planety - again), jedno miejsce akcji (wypalona słońcem planetka, na której utknął niezależnie od siebie - again), z góry wyznaczony czas zakończenia akcji (warunki pogodowe zwiastujące plagę potworów - again) oraz kilka innych podobieństw, których wymienienie ocierałoby się o spoiler, więc sobie odpuszczę. Zastanawia mnie, czy twórcy filmu z premedytacją, chcieli wrócić do Riddickowych korzeni, czy po prostu nie mieli pomysłów na dobre rozwinięcie akcji? Jedyne co różni pierwszą i drugą część przygód o międzygalaktycznym awanturniku jest lekka dawka humoru wprowadzona do najnowszej części. 


W filmie zaprezentowano dwa typu potworów. Pierwsze przypominają mi skrzyżowanie psa z zebrą. Drugie zmutowanego z jaszczurką, skorpiona. Jako, że główny bohater powinien mieć jakiegoś kompana, jeden z psowatych potworków staje się jego towarzyszem. Swoją drogą wdzięczna i sympatyczna z niego bestyjka, która na swój uroczy sposób łagodziła moje rozczarowanie.
Riddick na całe szczęście mnie nie zawiódł. Waleczny, przystojny twardziel pierwszej klasy, który na każdym kroku przypominał widzom, jaki z niego zabijaka. Niemniej historia jest przedstawiona również ze strony najemników, czyli nowe mięsko dla potworów i Riddicka. Nauczona rozwojem akcji z dwóch poprzednich filmów, starałam się nie zżywać z postaciami drugoplanowymi.

Nie wiem, jak ocenić "Riddicka". Z jednej strony czuję się mocno zawiedziona, że nie kontynuowano koncepcji z drugiej części i powrócono do korzeni. Z drugiej jednak strony jestem w pełni świadoma, że film jest dobry i w normalnych okolicznościach (czyt. gdyby się tak nie zachwycała "Kronikami Riddicka") szczerze bym go wam polecała. Jeśli jednak czegokolwiek mogę być teraz pewna to tego, że cała seria zasługuję na uwagę i nigdy nie powinna być zapomniana przez widzów.