15 debiutów serialowych 2015 roku

By 14:00


2015 minął, a Gosiarella oczywiście nie wyrobiła się z podsumowaniem najciekawszych jesiennych premier, chociaż zabierała się do tekstu kilkukrotnie. Postanowiłam to w końcu nadrobić, bo w przeciwnym wypadku opublikowałabym ten tekst dopiero w 2017 roku i byłby jaja. Wybrałam piętnastkę, bo jestem zbyt leniwa, by opisywać WSZYSTKIE premiery ubiegłego roku - zresztą to byłoby nieludzkie. Dlatego ograniczę się do najlepszych, najgorszych oraz tych, o których wcześniej pisałam (#leniwiecstyle).

UnReal


UnReal to zdecydowanie jedna z dwóch moich ulubionych premier. Dlaczego? Bo ciężko znaleźć podobny serial, a także dlatego, że w rewelacyjny sposób pokazuje, jak wygląda tworzenie programów reality show zza kulis. Byłam, widziałam i potwierdzam, że nie jest to ładne, miłe, ani bajeczne. Jeśli jesteście ciekawi, ale nie do końca przekonani do oglądania to kliknijcie w tytuł serialu oznaczony na różowa, a dowiecie się o nim więcej.

Heroes Reborn 

Mój drugi faworyt skupia się na osobach Evosach - osobach obdarzonych niezwykłymi zdolnościami, których jest na świecie coraz więcej. Zwykli ludzie nie ufają im, boją się ich i chcą ich zniszczyć. Jest to kontynuacja "Heroesów", w której ponownie trzeba uratować świat przed totalną zagładą! 
Przyznam się bez bicia, że od pierwszego odcinka byłam zakochana w oryginalnej serii, więc od początku miałam problem z tą produkcją, ponieważ z jednej strony cieszyłam się, że pojawi się ciąg dalszy, a z drugiej bałam się jak to wyjdzie (ale nic nie mogłoby być gorsze od 4 sezonu Heroesów). Na razie nie jest źle, ale zobaczymy co dalej. Ważnym jest abyście wpierw obejrzeli sześć kilkuminutowych odcinków "Heroes Reborn Dark Matters" łączących oba seriale, a dopiero później "Heroes Reborn". Na pierwszy rzut oka powiem Wam, że podoba mi się, że zachowano klimat oryginalnych Heroesów w stylu "ale co się tam dzieje? Na co patrzę? O co chodzi?! WTF?!", czyli widz ogląda serial, którego fabuły kompletnie nie da się ogarnąć. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że osoby nieoglądające oryginalnej serii mogą mieć łatwiej, bo sama ciągle zachodzę w głowę jak to wszystko może się tam dziać, skoro w "Heroesach" było tak i tak (czyt. nie zgadzają mi się niektóre rzeczy). Najchętniej już teraz poświęciłabym cały wpis temu serialowi, ale postaram się grzecznie poczekać do końca emisji pierwszego sezonu. 

Supergirl


Jako wierna fanka Marvela nie potrafię nawiązać dłuższej relacji z bohaterami DC Comics. Superman nigdy mnie do siebie nie przekonał, więc Supergirl miała pod górę. Nie będę kłamać pisząc Wam, że to dobry serial, ale zdecydowanie nie jest zły. Niemniej to serial o superbohaterce, więc czy mogę narzekać? Niektóre wątki są momentami nawet interesujące, ale osobiście oglądam od niechcenia. Jeśli to się zmieni to obiecuję, że poświęcę Supergirl osobny tekst na blogu.


Scream Queens


Jeśli czytaliście wcześniejszy tekst o Scream Queens to wiecie, że serial naprawdę mi się nie podobał i moim zdaniem twórcom nie wyszło parodiowanie slasherów. Szkoda, bo teoretycznie miał wszystko, co zapewniłoby mu sukces - świetną obsadę aktorską, interesujący pomysł, wysoki budżet i rewelacyjną kampanię reklamową, a jednak nie podołał. Chociaż i tak nie jest najgorszym serialem, jaki widziałam w tym roku, bo jest nim...

Ash vs Evil Dead


O zgrozo! Miałam napisać na jego temat osobny tekst. Właściwie miał dotyczyć tylko pilotażowego odcinka, ale poległam. I to poległam na całej linii, bo nawet tytuł królowej masochizmu nie pomógł w obejrzeniu tej masakry, ale może wyjaśnię o co chodzi. Głównym bohaterem jest Ash, czyli stary pierdziel z przerośniętym ego i IQ Homera Simpsona, który przed wieloma lata przywołał jakieś pradawne zło w stylu Constantina (no dobra, tak naprawdę serial jest kontynuacją filmów Armia ciemności i Martwe zło), a teraz robi niestworzone rzeczy i klepie po tyłkach dziewczyny, które mogłyby być jego córkami lub wnuczkami. Najgorsze jest to, że chyba na całym świecie tylko mnie ten serial załamuje swoim uwłaczającym poziomem. W każdym razie nie, nie i jeszcze raz nie!

Scream


Nie będę ukrywać, że przerobienie "Krzyku" na serial mnie zabolało. Od pierwszej minuty byłam jego wrogiem, ale nie potrafiłam przestać oglądać. I tak o to w końcu doszłam do momentu, w którym przestało być źle i zaczęło być całkiem ciekawie. Nawet czekam na kolejny sezon. W przeciwieństwie do dwóch wcześniej opisanych slasherowych seriali Scream nie idzie w parodię i chyba dlatego jest od nich lepszy. 


Zoo

W skrócie Zoo pokazuje, jak mogłoby dojść do zwierzęcej apokalipsy, czyli co by się stało, gdy zwierzaki w końcu postanowiły nam oddać za wszystkie okrucieństwa, jakie im wyrządziliśmy. Wierzcie mi (i twórcom serialu), że nie byłoby wcale milusio - zwłaszcza, że mają nad nami liczebną przewagę. Ta produkcja może nie jest najlepsza, ale ma w sobie coś interesującego, a przy tym zmusza, by dwa razy się zastanowić nad tym, jak traktujemy zwierzęta. Za to plus!

You, Me and the Apocalypse


Brytyjski serial - to ważna informacja, bo zazwyczaj za nimi nie przepadam, a w tym przypadku obejrzałam kilka odcinków i zamierzam do niego niebawem wrócić (nawet opisać go w osobnym poście). Skrócając fabułę ludzie dowiadują się, że niebawem w Ziemię uderzy kometa, która rozwali nam planetę. Nie fajnie! Mimo początkowej paniki, w końcu wracają do swoich codziennych zajęć, a my - widzowie próbujemy zorientować się, dlaczego dziwna banda pomyleńców znalazła się w prawdopodobnie jedynym schronie, który przetrwał zderzenie.

Wayward Pines


Wayward Pines jest ekranizacją książkowej trylogii Blake'a Crouch'a. Głównym bohaterem jest agent Ethan Burke, który po wypadku samochodowym budzi się w dziwnym, wręcz tajemniczym miasteczku, z którego nie ma powrotu do normalnego świata. Wszystko owiane jest tajemnicą, a my nie możemy być pewni, ani tego kto jest dobry a kto zły, ani czy nowo odkryta prawda w istocie jest prawdą. Sądzę, że bez wyrzutów sumienia mogę Wam napisać, że jest interesujący, a przy tym 10 odcinków tworzy zamkniętą całość.

Blood and Oil


Amerykańska opera mydlana skupiająca się na młodym małżeństwie marzycieli, które trafia do  Północnej Dakoty w czasie odkrycia potężnych złóż ropy naftowej. Pełni pasji i zapału starają się spełnić amerykański sen, jednak muszą stawić czoło potężnemu i wychowanemu baronowi naftowemu. Nie jestem pewna, co sądzić o tej produkcji. Z jednej strony to opera mydlana, a z drugiej bywa momentami interesująca i miło popatrzeć na lubianych aktorów.  

Telenovela


Serial wystartował w grudniu, więc obejrzałam dopiero trzy odcinki trwające po 20 minut, więc nie wiele mogę o nim napisać poza tym, że wydaje się skrzyżowaniem UnReal z Jane the Virgin. Innymi słowy akcja rozgrywa się za kulisami popularnej telenoweli i chyba ma być to serial komediowy (jeszcze nie jestem pewna, czy faktycznie mnie bawi). Niemniej jest pozytywny i zapowiada się nieźle, a przy tym gra w nim Eva Longoria, więc czy można go pominąć?

The Royals


Jesteście ciekawi, jak wyglądałaby Angielska rodzina królewska, gdyby była mniej...hmmm... dostojna za to bardziej patologiczna? The Royals wystartowali na początku roku i momentalnie podbili moje serce. Aktualnie emitowany jest drugi sezon, który jest jeszcze lepszy od poprzedniego! Pamiętajcie tylko, by nie brać ich całkiem na poważnie!

The Last Kingdom

The Last Kingdom jest ekranizacją cyklu Wojny Wikingów Bernarda Cornwella. Opowiada historię najazdów Wikingów/Duńczyków na IX-wieczną Brytanię, która jednoczy się pod przywództwem Alfreda Wielkiego. Nie jestem fanką tego okresu historycznego, jednak serial wyjątkowo przypadł mi do gustu. Możliwe, że przystojny Uhtred miał z tym coś wspólnego.

Into the Badlands


Serial jest adaptacją powieści chińskiej literatury Wędrówka na Zachód. Przenosimy się do świata postapo, jednak klimatem przypomina raczej serial historyczny, niż futurystyczny. Może to przez to, że akcja rozgrywa się w krainie władanej przez władców feudalnych? Może dlatego, że zamiast nowoczesnej technologii i zaawansowanej broni, twórcy prezentują nam masę scen skupiający się na sztukach walki i wywijaniu samurajskimi mieczami? W każdym razie został utrzymany w klimacie typowy dla stacji AMCPierwszy sezon specjalnie mnie nie poruszył, ale nie wykluczam, że kiedyś zainteresuję się drugim, bo ma swoje mocne strony.

Quantico

Każdy odcinek rozgrywa się w dwóch liniach czasowych. Jedną jest czas szkolenia nowych rekrutów na agentów FBI w Quantico, zaś druga ma miejsce po zakończeniu szkolenia, gdy któryś z nich okazuje się zamachowce, który podłożył bombę na stacji metra. Od samego początku serial mnie urzekł i nie mogę się doczekać rozwiązania zagadki. Uwielbiam!

Ps. Miało być 15 premier, więc jeśli zastanawiacie się, gdzie zginęły niektóre ciekawe tytuły z ubiegłego roku to przyjrzyjcie się liście serialowych premier sezonu letniego. Jeśli dalej czegoś brakuje to możecie podrzucić.
Ps2. A jaki jest Wasz ulubiony serial, który zadebiutował w 2015 roku?

You Might Also Like

0 komentarze