Czarne czy czerwone, czyli kasyno w filmach


Jest wiele motywów, które regularnie powtarzają się w filmach, zwłaszcza hollywoodzkich. Oczywiście — dobry i zły glina, bohater ostatniej akcji, ratowanie świata przez bohatera dosłownie sekundę przed eksplozją nuklearną i tak dalej. Swoją drogą, Was też irytuje, że ten zły zawsze musi dać dobremu szansę na ratunek, najczęściej przy okazji zupełnie bez sensu zdradzając mu swój plan zagłady świata (nr 3 na liście największych błędów czarnych charakterów)?


Wśród kolorowych motywów, które często znajdziemy w kinie, są także spektakularne sceny w kasynach. Chyba są tak pociągające ze względu na to, że to trochę taki magiczny świat, w którym wszystko jest możliwe. Świat, w którym wielu z nas nigdy nie było, chociaż może i by chciało się kiedyś wybrać.


Wielki Szu i James Bond


Akurat w polskim kinie scen kasynowych, czy wręcz filmów o tej tematyce nie ma prawie wcale. Oczywiście, był „Wielki Szu” ze wspaniałą rolą Jana Nowickiego i słynnym tekstem „Graliśmy uczciwie: ty oszukiwałeś, ja oszukiwałem — wygrał lepszy”. Problem w tym, że ten film to prehistoria, opowiada o pokerze, w jakiego nikt już dziś nie gra i o szulerach, jakich już nie ma.

Dziś w pokera gra się tak, jak na przykład James Bond, w Casino Royale. Odmiana Texas Hold'em jest uważana przez ekspertów za grę umiejętności, choć wiedzy o niej lepiej nie czerpać z filmów o agencie 007. Tak, zdradzę Wam w tajemnicy: w puli raczej rzadko znajduje się 115 milionów dolarów!


Co ciekawe, globalną popularność tej właśnie odmiany pokera zapoczątkował nie James Bond, ale... Jason Bourne! A dokładniej mówiąc Matt Damon. W „Rounders”, filmie Jona Dahla z 1998 roku, przyszły Jason Bourne gra studenta, zafascynowanego tą grą, który toczy spektakularne pojedynki z Johnem Malkovichem, a w końcu decyduje się zostać zawodowym pokerzystą. Co ciekawe, ten film stał się inspiracją dla historii, która jak na mój gust jest gotowym scenariuszem na hollywoodzki hit: 28-letni księgowy z Nashville wygrał online za 86 dolarów bilet do najważniejszego turnieju w roku, a następnie pokonał 838 rywali i został mistrzem świata. Zarobił przy okazji 2,5 miliona dolarów i sprawił, że wybuchł prawdziwy pokerowy boom.


Kto wygrał najwięcej?


Jednak w filmach gra się nie tylko w pokera. Na przykład chłopaki z „Kac Vegas” postanawiają spróbować swoich sił, grając w black jacka. Do zadania podchodzą poważnie: Alan czyta książkę z zaawansowanymi strategiami i tak przygotowany siada do gry. Doskonale zna zasady blackjacka, wie dokładnie, kiedy podwoić, kiedy rozbić, a kiedy podnieść stawkę. W efekcie wesoła ekipa opuszcza kasyno z kupą forsy.



Jeśli chodzi o ogrywanie kasyna, doskonale radziła sobie też inna ekipa – George'a Clooneya w serii filmów Ocean's Eleven, Ocean's Twelve i Ocean's 13. Tam nie chodziło jednak o wygrywanie w karty, czy ruletkę, tylko o przygotowanie doskonale zaplanowanego skoku na kasyno. Cel jednak był podobny: zgarnąć jak najwięcej kasy. Celem Oceana i jego paczki było ograbienie kasyna na 150 milionów, czyli nawet więcej niż w pokera wygrał James Bond. Faktem jest, że najwięcej wygrali... producenci filmu. Ocean's Eveven kosztował 85 milionów, a zarobił prawie pół miliarda. W sumie trzy części pochłonęły blisko 300 milionów, a przyniosły ponad 1,1 miliarda dolarów.
Nawiasem mówiąc, trwają przygotowania do kolejnej części: Ocean's 8, w której w małej roli znów pojawi się Matt Damon. Skoro mowa o kasynie i obstawianiu, śmiało można obstawiać, że film przyniesie twórcom kolejne setki milionów. Czyli jednak: czerwone wygrywa, ktoś tu trafił prawdziwą kumulację!

Ps. Co byście powiedzieli na polską wersję Ocean's Eleven?
Ps2. Których aktorów chcielibyście w niej zobaczyć?