Looking For Anything Specific?

Header Ads

Lekcja ironii dla każdego. Znajdź swój ulubiony tytuł od królowej polskiej satyry

 

Ironia jest jak przyprawa. Dodana w odpowiedniej ilości potrafi wydobyć smak nawet z najbardziej banalnej historii. Przesadzona zamienia się w złośliwość, a używana bez wyczucia w zwykłe narzekanie. Nic więc dziwnego, że niewielu autorów potrafi posługiwać się nią naprawdę dobrze… chociaż zawsze będę twierdzić, że polscy autorzy uczynili z tego nasz znak rozpoznawczy.

Maria Czubaszek należała do tego grona. Jej teksty przez lata pokazywały, że inteligentny humor nie wymaga obrażania wszystkich dookoła, a jedynie trafnej obserwacji doprawionej dawką dystansu. Jeśli więc potraktować jej twórczość jak kurs ironii, każda pokazuje nieco inne oblicze ironii.

Dla tych, którzy lubią cięte riposty

Warto zajrzeć do: Boks na Ptaku, Blog niecodzienny

Nie każda riposta musi być długa, żeby bolała. Wręcz przeciwnie najcelniejsze bywają te najkrótsze. Zamiast rozwlekać argument, autorka potrafi zamknąć go w jednym zdaniu, które zostaje z czytelnikiem na długo.
Weźmy cytat:

“Są ludzie, których gdyby nie było, to by się ich wymyśliło. Ale są i tacy, którzy wprawdzie są, to by się ich nie wymyśliło. (…) Ja na przykład w życiu bym nie wymyśliła kogoś takiego jak posłanka Krystyna Pawłowicz. Żeby było dziwniej, pani profesor”.

Pierwsze dwa zdania idealnie opisują moje uczucia podczas obserwacji ludzi i późniejszego wymyślania bohaterów (poważnie, najbardziej odklejone postacie nie mają żadnego podjazdu do osób, które spotykam na co dzień). Kolejne idealnym przykładem, wręcz ilustracją. To dobra lekcja nie tylko humoru, ale i pisania. Im mniej słów potrzeba do przekazania myśli, tym mocniej wybrzmiewa puenta.

Lekcja? Puenta działa najlepiej wtedy, gdy nie potrzebuje pięciu akapitów wyjaśnień.

Dla fanów autoironii

Warto sięgnąć po: Każdy szczyt ma swój Czubaszek (autoironia jest osią całej narracji), Dziewczyny na ścianę i na życie (pokazuje ją bardziej w formie anegdot i wspomnień).

Podobno najłatwiej śmiać się z innych, a znacznie trudniej obrócić żart przeciwko sobie i zrobić to bez cienia fałszu. Nie wiem, nie znam. Moje ego i wtopy skutecznie zajmują całą dostępną przestrzeń. Maria Czubaszek chyba też nie znała i nie wiedziała, bo regularnie pokazywała, że autoironia nie jest oznaką braku pewności siebie, lecz świadczy o dystansie. Dzięki temu nawet najbardziej osobiste historie nie brzmią jak próba wybielania własnego wizerunku. To właśnie ta swoboda sprawia, że czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w szczerej rozmowie, a nie w starannie wyreżyserowanej autobiografii.

Lekcja? Najłatwiej rozbroić krytykę, zanim zrobi to ktoś inny. 

Dla tych, którzy cenią humor oparty na obserwacji

Dobrym wyborem będą: Blog niecodzienny, zbiory felietonów i krótkich tekstów.

Największym talentem Marii Czubaszek było dostrzeganie absurdów tam, gdzie inni widzieli zwyczajną codzienność. Kolejka w sklepie, rozmowa sąsiadów czy telewizyjna reklama wystarczały, by stworzyć błyskotliwy komentarz.
To cenna lekcja ironii: najlepsze żarty często nie wymagają wymyślania niezwykłych historii. Wystarczy uważnie patrzeć na świat… z naszego wylewa się wododospad absurdu, a żarty piszą się same. Niby przykre, ale jakże użyteczne!

Lekcja? Świat jest wystarczająco dziwny. Nie trzeba niczego wymyślać. 

Dla tych, którzy lubią humor z drugim dnem

Warto poznać: Nienachalna z urody oraz inne książki będące zapisem rozmów.

Nie każda ironia ma bawić od razu. Czubaszek często przeplata żart z refleksją, dzięki czemu czytelnik najpierw się uśmiecha, a chwilę później zaczyna zastanawiać, czy przypadkiem nie usłyszał właśnie czegoś całkiem poważnego. To jedna z najtrudniejszych odmian satyry, a jednocześnie taka, w której moim zdaniem Polacy osiągnęli mistrzostwo.

Lekcja? Najlepszy żart często dociera do człowieka dopiero po chwili.

Dla tych, którzy lubią, gdy humor nie oszczędza nikogo

Sięgnij po: Boks na Ptaku, Blog niecodzienny

W tekstach Marii Czubaszek trudno znaleźć święte krowy. Celebryci, politycy, media, codzienne przyzwyczajenia, a nawet sama autorka – wszyscy trafiają pod lupę. Jednak ironia nie służy tu obrażaniu kogokolwiek, lecz jest narzędziem do pokazywania absurdów. To dlatego jej humor, choć bywa kąśliwy, rzadko sprawia wrażenie zwyczajnej złośliwości.

Lekcja? Skoro życie nie traktuje nikogo ulgowo, humor też nie ma takiego obowiązku.

Dla tych, którzy chcą zrozumieć, dlaczego ironia działa


A teraz, skoro dotarliście, aż tutaj, wyznam prawdę. Wszystkie książki Marii Czubaszek łączą w sobie powyższe składniki: trafną obserwację, oszczędność słów i dystans. A te gdy połączy się je ze sobą, zapewniają humor, który potrafi bawić nawet wiele lat po napisaniu. Nie uczą opowiadania dowcipów. Uczą patrzenia na świat tak, by dostrzec w nim to, co najbardziej absurdalne… chociaż najbardziej absurdalne obecnie oznacza przeciętny wtorek.




[Artykuł Sponsorowany]

Prześlij komentarz

0 Komentarze