Popkulturowa ofiara pandemii, czyli kino na wymarciu


Śmierć kin jest jak koniec świata - zapowiadali go już wielokrotnie, a dalej się jakoś trzyma. Przetrwało telewizję, przetrwało platformy streamingowe i wbrew tytułowi przetrwa i pandemię, ale będzie gatunkiem zagrożonym. A na wymarciu będzie przez to, że schorowane kino dobiją dystrybutorzy.

Dawno, dawno temu ludzie wieszczyli, że kina będą musiały się zamknąć, bo widzowie są leniwymi bułami, które wolą oglądać filmy w kapcioszkach w swoim salonie, gdzie za grosze mają dostęp do bogatej oferty filmów i seriali. Cóż... to prawda, jesteśmy leniwymi bułami, ale nie na tyle, by samo wspomnienie zapachu przesolonego popcornu nie zmusiło nas do wyjścia z domu i rzuceniem hajsu przy kasie tylko po to, by obejrzeć JEDEN film ze zgrają obcych ludzi, którzy są rozgadani, spoilerują i nie potrafią wyłączyć telefonu. Nie oszukujmy się, że chodzimy do kina, dlatego że nie mamy nic ciekawego do oglądania. Oczywiście, że nie! Chodzimy do kina, bo to zupełnie inne doświadczenie. Osobiście bardzo je lubię, pomimo jego wszystkich niedoskonałości. Wy też to lubicie, bo gdybyście nie lubili, to nikt by do kin nie chodził, a ci wszyscy fałszywi prorocy nie byliby tacy fałszywi. 

Problem polega na tym, że jest limit tego, ile jesteśmy w stanie znieść. Dla jednych będą to maseczki, dla innych siedzenie o dwa miejsca dalej, niż osoba, z którą chcieliśmy dzielić to doświadczenie, a dla jeszcze innych będzie to obawa, że ktoś z przedniego rzędu kaszlnie i wszyscy pójdziemy na kwarantanne. Ten dyskomfort dla wielu już jest powodem, by omijać kina. Wystarczy spojrzeć na puste sale kinowe, brak ludzi przy kasach, czy z racji tego, że leniwe buły z nas: choćby zajrzeć w system rezerwacji miejsc.


Kino w czasie pandemii
Sala krakowskiego Cinema City na parę godzin przed piątkowym seansem.


Jasne, można powiedzieć, że sytuacja jest przejściowa, bo panuje pandemia. To oczywiście prawda, tylko że ta nasza pandemia już trochę trwa i jeszcze trochę trwać będzie, nim sytuacja się unormuje, a przez ten czas kina liczą straty. Rachunki i wypłaty dla pracowników same się nie zapłacą. Z danych wynika, że w lipcu 2020 kina zaliczyły spadek widzów o blisko 90% w porównaniu do tego samego miesiąca poprzedniego roku. Wniosek jest  tego taki, że kina dostają po siedzeniach, ale optymistycznie wierzę, że to ich nie zabije. Przynajmniej nie wszystkie, ale do tego jeszcze wrócę. Wcześniej wypada wskazać głównego winowajcę. Gdybym miała pokazać palcem, to skierowałabym go na wytwórnie i dystrybutorów. 

Nie wiem, czy wiecie lub pamiętacie, jak wyglądała kwestia premiery "Mulan", ale na wszelki wypadek przypomnę: W krajach, w których dostępny jest już dostęp do platformy Disney Plus (czyli nie w Polsce), "Mulan" zadebiutowała właśnie tam, choć dostęp do filmu był za dodatkową opłatą w wysokości 29,99 $, co jest trzykrotnością ceny kinowego biletu w USA, a do tego należy również doliczyć opłatę miesięczną abonamentową za dostęp do serwisu, czyli 6,99 $. I to był moment, w którym w mojej głowie pojawiła się myśl, że takiej zdrady ledwie dychające kina już nie udźwigną. Co prawda, w tamtym czasie Disney utrzymywał, że to będzie jednorazowa akcja, ale jak to już w branży bywa - nie warto nikomu ufać. I ku zaskoczeniu nikogo, może z wyjątkiem samych kin, w ostatnich dniach gruchnęła informacja, że najnowsza animacja Pixara (przypominam, że należy do Disneya) "Soul" pominie wielki ekran i w okolicach Bożego Narodzenia zadebiutuje... no nie zgadniecie! Na platformie Disney Plus! 


Ostatnia nadzieja kin.

A co na to kina? Jak twierdzi UNIC (Międzynarodowy Związek Kin) są "zszokowani". Wydali nawet oświadczenie, którego część Wam przetłumaczę: „Zdecydowana większość kin w Europie i w wielu innych regionach świata, jest teraz otwartych i może zapewnić widzom bezpieczny i przyjemny powrót. Operatorzy kin dużo zainwestowali w oferowanie widzom jak najbezpieczniejszych wrażeń na podstawie obiecującego harmonogramu nowych filmów. Jednak po raz kolejny okazuje się, że dystrybutor zadaje kolejny cios ”.

Niemniej nie tylko Disney jest tu winowajcą. Gdyby tak było, nie byłoby takiego problemu. Jednak problem jest, bo również jeden z czołowych dystrybutorów - Universal Pictures w lipcu dogadał się z AMC i zapowiedział, że po 17 dniach od premiery kinowej będzie wypuszczał swoje filmy na VOD. Co to oznacza dla branży? Dokładnie to, że blockbustery będą debiutować w streamingu. Część z nich od razu, a część z nich chwilę po oficjalnej premierze kinowej, więc tytuły, które zmuszały widzów do wyjścia, teraz będą ich trzymać w domu. Szczerze wątpię, by multipleksy to przetrwały.
Jeśli śledzicie Gosiarellowy fanpage, to już mieliście już okazję przeczytać wiele z tych informacji, które zresztą podsumowałam zdaniem: "Obawiam się, że jesteśmy świadkami początku upadku kin i nawet po pandemii nasza popkulturowa rzeczywistość zmieni się na zawsze". 

Wiecie, co robić, by być na bieżąco:


I niestety okazało się, że miałam rację. W reakcji na wszystko powyższe plus koszmar z przesuwanymi datami premier nowych filmów, Cineworld uznało, że zwijać manatki i 9 października wszystkie kina sieci Regal Cinemas zostały zamknięte na czas nieokreślony. W formie wyjaśnienia marka jest drugą pod względem wielkości siecią w Stanach Zjednoczonych, a do tego doszło ponad 120 kin w Wielkiej Brytanii. Do tej firmy zresztą należy funkcjonujące w Polsce Cinema-City, ale na tę chwilę wciąż pozostaje otwarte, ale umówmy się, że tymczasowo sytuacja kin u nas jest niego inna, ponieważ nie mamy dostępu do choćby do Disney Plus, a co za tym idzie "Mulan" wciąż jest w kinach, a dodatkowo jesteśmy przyzwyczajeni do filmów z napisami, dzięki czemu jesteśmy bardziej otwarci na produkcje nieanglojęzyczne.


Warto jednak zastanowić się, co będzie dalej? Gdybym miała zgadywać: Giganci upadną. Kina studyjne zapewne to przetrwają. Może nie wszystkie, a może się mylę i po upadku multipleksów przeżyją swoją złotą erę, bo lubimy popcorn? Obstawiam, że pojawi się coraz więcej kin samochodowych, bo to bezpieczne, uroczo oldschoolowe i fajne. Jednak to Netlixowi i jemu podobnym przypadnie największy kawałek tortu. 


Tyle ode mnie, teraz kolej na Was! Jak Waszym zdaniem będzie wyglądała przyszłość kin?

Czytaj całość

10 rankingów azjatyckich dram, które warto sprawdzić!


Jesień już nie tylko czuć w powietrzu, ale też widać za oknem, a to znaczy, że fani dram zaczynają odczuwać głód i ruszają na łowy po nowe tytuły! Tak, znam to. Przerabiam to regularnie, więc postanowiłam trochę Wam pomóc i podrzucić kilkadziesiąt zacnych azjatyckich seriali, które umilą Wam najbliższe miesiące. 

Tak się miło złożyło, że PoradnikTV zaproponował mi stworzenie u nich działu azjatyckich seriali, gdzie mogłam sklecić kilka interesujących rankingów dla fanów! A dodatkowo przez to, że portal zrzesza fanów tasiemców wszelkiej maści, to dostałam kolejną szansę przeciągnięcia widzów na azjatycką stronę popkultury! Na szczęście Was już przekonywać nie muszę, więc po prostu zostawię Wam linki, z krótkim wyjaśnieniem, co możecie tam znaleźć. Enjoy!

>> NAJLEPSZE KOREAŃSKIE K-DRAMY NA NETLIXIE <<

Fakt, że Netflix coraz mocniej idzie w k-dramy jest niepodważalny! Co chwilę dostajemy nowe produkcje, a platforma coraz lepiej je dobiera, więc jest z czego wybierać. W powyższym linku znajdziecie listę 20 najlepszych koreańskich tytułów, więc dla każdego znajdzie się coś dobrego! A gdy już obejrzycie pierwszą pozycję z listy, to sprawdźcie też:



Nie jestem pewna, czy "It's Okay to Not Be Okay" będzie najlepszą tegoroczną dramą, ale to wysoce prawdopodobne. Za to jestem pewna, że jest niesamowicie uzależniająca i chyba każdy po jej skończeniu szuka czegoś podobnego. Zazwyczaj problem jednak leży w tym, że każdy szuka innego elementu, jednak niezależnie od tego czy jest to tematyka, klimat, relacja między bohaterami, czy sama przypadłość jednego z nich, starałam się zaspokoić Wasze potrzeby. Mam nadzieję, że Wasz popkulturowy kac zostanie zaspokojony!


>> 7 NAJLEPSZYCH CHIŃSKICH I TAJWAŃSKICH DRAM NA NETFLIXIE <<

Oferta pozostałych azjatyckich dram na Netflix nie jest już tak bogata, ale wciąż można tam znaleźć prawdziwe perełki zarówno z Chin, jak i Tajwanu, w tym "Meteor Garden", czyli najnowszy remake jednego z najbardziej rozpoznawalnych tytułów - „Boys Over Flowers”.


>> NAJLEPSZE C-DRAMY Z VIKI <<

Niemniej nie tylko Netflixem dramaholik żyje (bo w końcu umarłby z głodu), tym bardziej że to Viki jest dla widzów w Polsce największym legalnym źródłem dram. Wręcz co niektórym życia mogłoby braknąć na obejrzenie wszystkiego z ich oferty... tym bardziej że po obejrzeniu samego "The Untamed" nie obejdzie się bez kilkukrotnego rewatchu. Wierzcie mi, przerabiałam kaca popkulturowego po nim i nie był łatwy. Dlatego powyższa lista dobrze Wam zrobi.


>> 10 NAJLEPSZYCH K-DRAM Z VIKI <<

Powiem nieskromnie, że powyższy ranking mógłby spokojnie robić za listę moich ulubionych dram. Czyste dobro i produkcje najlepsze z najlepszych (poza tymi, które zgarnął Netflix). Urocze szczeniaczki, które zagwarantują SLS. Psychopaci tak uroczy, że szkoda ich karać. Historie, które wyciskają łzy i bawią. Supermoce, segeuki, silne postacie kobiecie, no czego tam nie ma? Nieudanych produkcji - te pominęłam.


>> 10 NAJCIEKAWSZYCH K-DRAM HISTORYCZNYCH <<

Lubicie sageuki? Ta lista jest dla Was! Zresztą czego w nich nie lubić? Są przystojne książątka, dziewczyny w pastelowych fatałaszkach, barwne kostiumy, przepiękne lokalizacje, a gdy dodamy do tego nikczemne intrygi dworskie, to w gratisie dostaniemy wywijanie katanami i morze krwi! Nie wiem, jak Was, ale mnie to w pełni kupuje za każdym razem, dlatego bardzo, ale to bardzo trudno było wybrać jedynie najlepszą dyszkę! 


>> 9 KULTOWYCH DRAM STACJI tvN <<

Aby uniknąć wszelkich nieporozumień - nie chodzi mi o naszą rodzimą stację telewizyjną, lecz jedną z największych koreańskich, która od lat codziennie emituje masę seriali. Wiele z nich jest niezwykle udana, ale postanowiłam ograniczyć się do 9 najgłośniejszych i rozpoznawalnych, które cieszyły się ogromną popularnością zarówno w kraju produkcji, jak i poza nim.


>> 10 NAJCIEKAWSZYCH K-DRAM STACJI SBS <<

Oto przed Wami kolejna stacja gigant i jej cudne produkcje! Przy okazji tak się miło złożyło, że w rankingu pojawiły się tytuły emitowane na przestrzeni ostatnich siedmiu lat, więc znajdziecie tu zarówno całkiem świeżutkie pozycje, jak i te kultowe.


>> 9 NAJLEPSZYCH K-DRAM 2019 ROKU <<

Ubiegły rok był łaskawy. Powstało wiele świetnych produkcji, a i obraz głównych bohaterek znacznie się poprawił, co automatycznie przełożyło się na zmniejszenie ilości facepalmów podczas oglądania. Wśród najlepszych pozycji znajdzie się coś dobrego zarówno dla fanów romansów, jak i fantasy, sensacji czy nawet zombiaczków. Nikogo nie pominięto!


>> 7 WZRUSZAJĄCYCH K-DRAM <<

I na koniec coś specjalnego dla wszystkich tych, którzy uwielbiają wypłakiwać sobie oczy przy oglądaniu (masochistów tutaj nigdy nie brakowało, ale bardziej chodzi mi o stare dobre katharsis). Umówmy się, że granie na emocjach widzów, koreańskim twórcom wychodzi, aż zbyt dobrze, więc praktycznie co trzecia k-drama może wielu wzruszyć, ale wybrałam najgorsze potwory wspierające producentów chusteczek, więc lojalnie ostrzegam: lepiej miejcie spory zapas papieru pod ręką, by nie wycierać nosa w poduszkę. 


A jeśli macie ochotę przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach, to kliknijcie poniżej:
i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkiem!


Ps. Jestem bardzo ciekawa, czy są na sali osoby, które mają chociaż jedną pełną listę już za sobą. Ktoś? Którąś?
Ps2. Możecie też śmiało dawać znać, jeśli macie konkretne propozycje kolejnych tematów rankingów!

Czytaj całość

Nadciąga Październik, a wraz z nim premiery książkowe!

 


Październik oznacza kilka rzeczy: Halloween, Krakowskie Targi Książki (które w tym roku odpuszczam) i jesienną bubę, którą można przetrwać jedynie dzięki miękkiemu kocykowi, ciepłej herbatce, pachnącym świeczuszką i stosom książek. A żeby tych ostatnich Wam nie zabrakło, mam dla Was najciekawsze październikowe premiery wydawnicze! 


Rebecca F. Kuang - Republika smoka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 14 października


W pierwszym tomie trylogii Wojen Makowych zakochałam się po uszy i nie mogłam doczekać się polskiego wydania kontynuacji od przeczytania ostatniego zdania, więc to zdecydowanie trafia na moją listę zakupową!


Gniew zmieniający duszę w rozszalały ogień, którego nigdy nie da się ugasić. Oto cały świat Rin. Chwyciła los za gardło i wyrwała mu z trzewi swoją przyszłość- dostała się do Akademii Sinegardzkiej a potem dalej, dzień po dniu, walczyła by ją skończyć. Tylko po to, by patrzeć, jak jeden po drugim umierają jej przyjaciele. By oglądać góry usypane z trupów swoich rodaków. By stać się istotą, zdolną spalić cały naród najeźdźców w akcie niewyobrażalnej zemsty.

Teraz nie zostało jej nic, prócz odwetu na ostatniej zdrajczyni - Cesarzowej Su Daji. Oraz ciągłej walki z Feniksem, który nieustająco żąda ofiar. W chwili, gdy mu się podda, jej ciało stanie się ledwie narzędziem i będzie palić wszystko i wszystkich. A gdy cały świat zamieni się w popiół, Rin sama zamarzy o śmierci.

Katarzyna B. Miszczuk - Ja, ocalona
Wydawnictwo: WAB
Data: 28 października


Trylogia (!) "Ja, diablica" od lat jest moją miłością, a twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk uwielbiam, ale nie jestem pewna, czy chce przeczytać "Ja, ocalona". I nie dlatego, że okładka jest jaka jest, bo to jestem w stanie przeżyć (tymbardziej że będzie dostępna wersja kolekcjonerska ze zdjęciem poprzedniej modelki) i nie przez dziesięcioletnią przerwę, ale przez pierwsze zdanie opisu. OTP lepiej zostawić w spokoju, niż narazić się na złamanie fanowskiego serduszka. 

Wiktoria i Beleth już nie są razem. Wielka miłość się wypaliła – zastąpiła ją wielka niechęć. Wiktoria obecnie pracuje w Niebie przy rekrutacji nowych anielic (niebo także postanowiło być postępowe). Trochę zgorzkniała. Piotruś ma się świetnie na ziemi. Azazel wychodzi z więzienia, gdzie trafił za wciśnięcie guzika wielkiego kataklizmu. Kleopatra zostaje jego kuratorem. Biedak ma wieczny zakaz przekraczania bram niebios. Nagle zaczynają ginąć dusze. Czy Wiktoria ocali świat?


Data: 7 października

Zdradzę Wam w sekrecie, że czwarty tom serii "The Last Regret" niebawem zadebiutuje na rynku, więc kto jeszcze nie czytał książek Anny Bellon, niech wyposaży się we wznowienie!


Maia po śmierci brata nie jest już tą samą dziewczyną. Przy zdrowych zmysłach utrzymuje ją tylko to, co kiedyś oboje tak bardzo kochali – muzyka i rodzice, którzy nie chcą stracić jedynego dziecka, jakie im zostało.
Kyler nigdzie nie zagrzewa miejsca na dłużej. Na dodatek nigdy nie jest w niczym wystarczająco dobry, by zadowolić swojego ojca. Gdy po raz kolejny się przeprowadza, tym razem do Pittsburgha, odlicza dni, aby wrócić do rodzinnego miasta i zamieszkać z dala od rodziców. Aż do dnia, w którym poznaje Maię.
Czy Maia dopuści do siebie Kylera, gdy odtrąciła wszystkich wokół? I czy połączy ich tylko przyjaźń?




Jessica Jung - Lśnić
Wydawnictwo: Zysk i Ska
Data: 20 października


Debiut literacki Jessiki Jung – jednej z największych legend K-popu i byłej członkini zespołu Girls' Generation.

Jaką cenę możesz zapłacić za spełnienie swoich marzeń? Amerykanka koreańskiego pochodzenia Rachel Kim odpowiada na to pytanie bez wahania: Prawie każdą. Sześć lat temu ambitna siedemnastolatka została zatrudniona w jednej z największych i najbardziej wymagających wytwórni K-popu w Seulu. Zasady są proste: trenuj 24 godziny na dobę, bądź idealna, nie chodź na randki. Łatwe? Nie do końca!

Jessica Jung zabiera czytelnika do kolorowego świata K-popu, świata blichtru, morderczej pracy i rywalizacji, w którym za miłość i sławę trzeba płacić bardzo wysoką cenę. Młoda bohaterka udowodni sobie i światu, że jest gotowa na wiele, żeby lśnić!


Aneta Jadowska - Cud, Miód, Malina
Wydawnictwo: SQN
Data: 29 października


Mówią, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu... Nie z tą!

Zresztą spróbujcie ustawić klan Koźlaków do fotografii. Powodzenia!

Koźlaczki – wiedźmy, kobiety magiczne i sarkastyczne, nie poprzestają na półśrodkach i kiedy trzeba, idą na całość. Są nieobliczalne, ale mieszkańcy Zielonego Jaru wiedzą, że zawsze mogą na nie liczyć.

A każda z nich może liczyć na resztę rodziny. Na dobre, złe i to szalone pomiędzy.

Do kogo zadzwonisz, gdy twój krewny na łożu śmierci wyzna, że przegrał duszę w szulerni demonów?

Jak zmienić chłopaka w kozę i z powrotem?

Jakim cudem ogar piekielny reaguje na "kici, kici"?

Czy w tej rodzinie "i żyli długo i szczęśliwie" jest w ogóle możliwe bez małej katastrofy?


Robert J. Szmidt - Mrok nad Tokyoramą
Wydawnictwo: Znak
Data: 29 października


Ziemia, rok 2077. Globalne ocieplenie i zatrucie środowiska doprowadziły do szeregu katastrof naturalnych, życie jest możliwe tylko tam, gdzie wkracza technologia. 
Zdecydowana większość tych, którzy przetrwali, zamieszkuje gigantyczne metropolie, gdzie wszystko jest wytwarzane i kontrolowane przez rządzącą w danym regionie korporacje, które przejęły role państw. Współpracują one z gangami, które są równie okrutne i bezwzględne jak oficjalni rządzący.

Zmieniła się także globalna rozrywka; teraz na ekranach holo królują krwawe zmagania współczesnych gladiatorów. Najtwardsi z najlepszych mierzą się na gigantycznych stadionach-szachownicach w rozgrywce, która jest połączeniem szachów i sportów walki.

W tej rzeczywistości żyje Rafał Tymura, Polak o japońskich korzeniach, były żołnierz sił specjalnych, pracujący jako ochroniarz podrzędnego polityka. Gdy ludzie jednego z lokalnych oligarchów mordują jego żonę, Tymura rusza mroczną ścieżką zemsty.

Nowa tożsamość, cyborgizacje, zejście do przestępczego półświatka Tokyoramy to środki, które mają zaprowadzić go do celu. Jednak to arena okaże się miejscem, gdzie będzie mógł dokonać zemsty i dowiedzieć się, kto tak naprawdę stoi za morderstwem jego żony.


Richard Osman - Morderców tropimy w czwartki
Wydawnictwo: Muza
Data: 14 października


Drżyjcie, łotry! Czwórka seniorów z Czwartkowego Klubu Zbrodni wkracza do akcji!

W luksusowej wiosce dla seniorów czwórka pozornie niedobranych przyjaciół tworzy Czwartkowy Klub Zbrodni. Łączy ich zamiłowanie do rozwiązywania kryminalnych zagadek.

Jego członkowie: Joyce, Elizabeth, Ron i Ibrahim co tydzień omawiają przypadki morderstw, których nie udało się w przeszłości wyjaśnić policji.

Kiedy zostaje zabity miejscowy deweloper, detektywi amatorzy trafiają w sam środek śledztwa, które tym razem toczy się tu i teraz. Wreszcie mają szansę się wykazać. To nic, że zbliżają się do osiemdziesiątki.

Czy ten niekonwencjonalny, lecz błyskotliwy zespół detektywów zdoła schwytać zabójcę, nim będzie za późno?


Iván Tapia - Dom z papieru. Escape book
Wydawnictwo: Pascal
Data: 14 października


Sergio Marquina, lepiej znany jako Profesor – mózg największego napadu w dziejach Hiszpanii, jako chłopiec spędził wiele miesięcy w szpitalu Świętego Jana Bożego w San Sebastián. Tam poznał Jera Lamarkę, z którym połączyła go przyjaźń.

Gdy Jero przeżywał ciężkie chwile, Sergio, który już wtedy wyróżniał się błyskotliwym intelektem, wymyślał gry, by zająć umysł przyjaciela. Czasem z kolei oczy Sergia zasnuwała mgła – a wtedy Jero pokazywał mu, jak składać figurki origami.

Minął już jakiś czas od napadu na Mennicę Narodową. Dzisiaj, kiedy Jero kończy sprzątać warsztat motocyklowy, który musi zamknąć, nieoczekiwanie otrzymuje przesyłkę. W środku znajduje list bez podpisu, notes, zamkniętą na kłódkę blaszaną puszkę, zdjęcie maski Dalego i czerwonego ptaszka z papieru.

Jero nie ma wątpliwości. Gdzieś tam Sergio schował dla niego część łupu, jego nową szansę. Musi tylko odczytać ślady, które do niego prowadzą.

A ty?

Potrafisz rozwikłać zagadkę?


Iwona Kienzler - Zabójcy, wampirzyce, nierządnice. Zbrodnie i afery II RP
Wydawnictwo: Lira
Data: 14 października


Kim była mordercza "wampirzyca"?

Jak skończyła dzieciobójczyni z Antoniówki?

Dlaczego w wileńskim gimnazjum doszło do strzelaniny?

Czym trudniły się posiadaczki "czarnych książeczek"?

Odkryjmy mroczne oblicze przedwojennej Polski: świat zbrodni i afer. Spotkamy się tu oko w oko z okrutnymi morderczyniami i groźnymi zabójcami, pobłądzimy wśród zaułków miast w ich najgorszych dzielnicach, zaglądając przy okazji do domów rozpusty. Zetkniemy się też z ciemną stroną polityki, a nawet zadamy pytanie, czy marszałek Piłsudski miał krew na rękach. Iwona Kienzler w swojej najnowszej książce nie boi się sięgać do spraw mrocznych i krwawych, którymi żyły przedwojenne brukowce. Pasjonująco opowiada o przestępstwach i aferach, które wstrząsały ówczesną opinią publiczną.

Abi Smith - Korean Lifestyle Book. Jak wprowadzić elementy K-culture do swojego domu i stylu życia

Wydawnictwo: Burda Media Polska
Data: 14 października


Biorąc pod uwagę tematykę Różowego Bloga nie wypadałaby wspomnieć o tej pozycji, choć przyznaję, że trochę się boję, jak wypadnie, a już na pewno nie pomoże Wam w znalezieniu ulubionej k-dramy bardziej niż Gosiarella! Gwarantuję! ...chyba.


Koreańska kultura zdominowała nasze rytuały pielęgnacyjne, domy, playlisty i programy telewizyjne.

Ten wszechstronny przewodnik pomoże ci: odmienić codzienną pielęgnację, udoskonalić styl, odświeżyć wystrój domu, znaleźć nowy ulubiony koreański serial, odkryć nową muzykę, przygotować pyszne i zdrowe jedzenie.

Koreańska kulturajest fascynująca, urozmaicona, ciekawa – i modna. Korean Lifestyle Book jest wszechstronnym źródłem wiedzy o koreańskim stylu życia. Dowiedz się, jak odmienić swoją codzienną pielęgnację za sprawą koreańskiej filozofii piękna. Poznaj najciekawsze trendy modowe i makijażowe prosto z Seulu. Naucz się, jak stworzyć we własnym domu pełną zieleni i światła minimalistyczną oazę. Odkryj swój nowy ulubiony koreański serial i skompletuj K-popową playlistę, która napełni cię nową energią. Dowiedz się, dlaczego koreańskie jedzenie jest takie pyszne i z czego wynikają jego dobroczynne właściwości. Przepięknie ilustrowany i pełen praktycznych wskazówek Korean Lifestyle Book przedstawia najpopularniejsze trendy rodem z Korei.

Marcin Batylda - Cyberpunk 2077. Jedyna oficjalna książka o świecie gry Cyberpunk 2077

Wydawnictwo: Znak
Data: 14 października


Dark Horse Books oraz CD PROJEKT RED, twórcy komputerowej serii "Wiedźmin", przedstawiają "Świat Cyberpunka 2077" – obszerne studium wiedzy o uniwersum "Cyberpunka 2077".

"Świat Cyberpunka 2077" to bogato ilustrowany przewodnik, który przeniesie cię do futurystycznej, tętniącej życiem metropolii Night City – centrum akcji nowej gry CD PROJEKT RED.

Ta starannie przygotowana pozycja zawiera wszystko, co musisz wiedzieć o historii, postaciach i świecie długo oczekiwanej gry. Wkrocz w rok 2077, do świata, gdzie przemoc, ucisk i cybernetyczne wszczepy są nie tylko codziennością, lecz także koniecznymi środkami do osiągnięcia celu. Odkrywaj poszczególne dzielnice, gangi i historię Night City. Dowiedz się wszystkiego o technologiach jutra, poznając cyberwszczepy, broń i pojazdy "Cyberpunka 2077".


Pamiętajcie, by wpaść na Gosiarellowego Facebooka, bo tam też jest fajniej


Ps. Wiem, że w tym miesiącu będzie ciężko wskazać, ale i tak dajcie znać, co najbardziej wpadło Wam w oko! A po zagraniczne zapowiedzi wpadnijcie do eM!

Czytaj całość

Jak zaprzyjaźnić się z sageukami, czyli dramy historyczne na start!


Jeśli jakiś gatunek dram wybija się na tle pozostałych, to zdecydowanie jest nim sageuk (korański dramat historyczny), bo nie dość, że może łączyć w sobie elementy pozostałych, to najczęściej również funduje widzom ekstremalną huśtawkę emocjonalną. Jednak żeby nie było zbyt radośnie, sageuki mają to do siebie, że łatwo można się w nich pogubić, jeśli dopiero zaczyna się przygodę z korańskimi serialami.

Sageuki jest trochę jak azjatycka wersja "Gry o tron" na sterydach, (nikt nie wmówi mi, że był w stanie bezproblemu połapać się w postaciach trzecioplanowych i odróżnić od siebie tych wszystkich starych dziadów w zbrojach!). Występuje tam tyle podobnie ubranych i podobnie uczesanych postaci, że trudno je od siebie rozróżnić i połapać się kto jest kim, a sprawa dodatkowo się komplikuje, gdy dodamy do tego zerową wiedzę na temat zwyczajów i historii Korei. Dlatego mimo wszystko lepiej najpierw liznąć temat dram rozgrywających się we współczesności, nim zabierzemy się za historyki, ale jeśli ten etap macie już za sobą, to mam dla Was kilka godnych polecenia tytułów na zaprzyjaźnienie się z tym gatunkiem!

[WAŻNE: Lista stanowi rozszerzenie poradnika Jak zacząć przygodę z koreańskimi dramami, która wyjaśnia różnice pomiędzy zachodnimi i wschodnimi produkcjami oraz przybliża format, żebyście wiedzieli czego się spodziewać, wiec jeśli nie nadrobiliście to myk myk klikamy w link, bo inaczej zażaleń nie przyjmuję]

Queen In-Hyun’s Man

"Queen In-Hyun’s Man" jest chyba najlepszym tytułem na start, bo częściowo rozgrywa się we współczesności, a częściowo w erze Joseon około 1701 roku, gdy życie młodej królowa In-Hyun zbliża się ku końcowi. Historia jej życia i śmierci niejednokrotnie była poruszana w koreańskiej popkulturze i nawet główna bohaterka "Queen In-Hyun’s Man" jest aktorką, która wciela się w tę historyczną postać. Na planie filmowym spotyka Kim Boong Do - uczonego z ery Joseon, który w trakcie prób ratowania rzeczywistej królowej, przeniósł się w czasie. Od tej pory rozpoczyna się lekki i przyjemny romans, który ogląda się z uśmiechem na twarzy, a dzięki dwom liniom czasowym będzie Wam łatwiej przyzwyczaić się do historyków i ruszyć z kolejnymi tytułami.

Pro tip: Jeśli szukacie innych pół-historyków, to powinniście się sprawdzić "Legend of the Blue Sea", "Orange Marmalade", "Hotel del Luna", "Mystic pop-up bar".

Można obejrzeć na: Viki.


Pewnie nie jest to tytuł, którego ktokolwiek by się spodziewał, bo lista obsady z włączeniem statystów zajęłaby kilka stron A4, ale to zombie apokalipsa, więc w zupełności wystarczy, jeśli zapamiętacie cztery główne postacie, bo reszta i tak najpewniej zostanie zjedzona (i wcale nie mówię, że główne postacie ostatecznie nie zmienią się w zombie... po prostu zazwyczaj trwa to dłużej). To naprawdę wiele ułatwia! Dlatego rozsiądźcie się wygodnie, włączcie play i rozkoszujcie się widokiem tabunów zombie, które szaleją po Joseon. Na zachętę powiem, że pacjentem zero był król, a cała epidemia rozpoczęła się przez chciwość głowy potężnego rodu, więc pomiędzy chrupaniem ludziny będziecie mogli przyjrzeć się ciekawym intrygom paskudnych ludzi.

Można obejrzeć na: Netflix.


Zdradzę Wam coś: Koreańskie seriale historyczne niezbyt często są lekkie, zabawne i urocze, ale "Moonlight Drawn by Clouds" zdecydowanie takie właśnie jest (kolejna pozycja na liście zresztą też taka jest).
Ten tytuł opowiada historię dziewczynki, która przez większość życia udawała chłopca, a gdy dorosła została sprzedana jako pałacowy eunuch i skradła serce księcia koronnego. Jednak jak to już w dramach bywa, nic nie jest tak proste, by wystarczyło to rozwiązać jednym odcinkiem, ale jednocześnie nie jest to też na tyle skomplikowane, żeby się pogubić, a jeśli nawet jakim cudem się zgubicie, to samo oglądanie na ekranie Park Bo Guma uśmiechającego się od ucha do ucha, wystarczy, żebyście zakochali się w tej produkcji.

Można obejrzeć na: Viki.

Rookie Historian Goo Hae Ryung

Kolejna lekka i urocza historia, tym razem o zapomnianym księciu zamknięty w najdalszej części królewskich posiadłości, który zabija czas pisaniem tanich i niezwykle popularnych romansów, oraz o dziewczynie, która buntuje się przeciwko roli, jaką dla niej zaplanowano i ucieka sprzed ołtarza, by zdać egzamin na dworską historyczkę.
Dużym plusem jest tu odwrócenie ról, bo tym razem to książę jest uroczym, niedoświadczonym słodziakiem, który traci głowę dla odważnej i ambitnej dziewczyny, która musi przejąć inicjatywę. Dodatkowo drama porusza ciekawe kwestie, jak choćby zderzenie idei wschodniej z zachodnią, czy problem edukacji kobiet i ich roli w erze Joseon.

Można obejrzeć na: Netflix.

The Crowned Clown

"The Crowned Clown" to coś dla wszystkich fanów historii inspirowanych “Księciem i Żebrakiem”, bo Yeo Jin Goo wciela się tu zarówno w rolę okrutnego króla, jak i błazna, którego ów król sadza na tronie, by go udawał i przy odrobinie szczęścia przyjął w jego umieniu wszystkie rany zadane przez skrytobójców. Dość szybko się okazuje, że nawet błazen bardziej nadaje się do rządzenia krajem, niż rozchwiany psychicznie prawowity władca.
Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy dla wszystkich będzie ułatwieniem fakt, że jeden aktor wciela się w dwie role, ale wolę myślę, że tak będzie, bo gra aktorska Yeo Jin Goo jest na tyle dobra, by z łatwością połapać się, którą postać akurat obserwujemy. Dodatkową zaletą jest to, że drama jak na sageuka nie jest przytłaczająca i nawet ci, którzy zazwyczaj nie uznają się za fanów gatunku, będą zadowoleni.

Można obejrzeć na: Viki.


Moją pierwszą dramą historyczną (i miłością od pierwszego wejrzenia) był "Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo", ale błagam nie oglądajcie tego tytułu na początku Waszej przygody z sageukami, bo zrozumiecie tyle, że za jedną dziewczyną biega sobie stadko książątek, które w pewnym momencie doszło do wniosku, że bycie bratobójcą brzmi całkiem spoko. Wierzcie mi, że fabuła jest nieco bardziej skomplikowana i moim skromnym zdaniem sama produkcja jest jedną z najlepszych ever, więc jeśli przyjdzie Wam do głowy, by od tego zacząć i moje gadanie na nic się nie zda, to przynajmniej po jakimś czasie zróbcie sobie rewatch, by wyłapać to, co Wam umknęło przy pierwszym podejściu.

Można obejrzeć na: Viki.

Cesarzowa Ki

Odnoszę wrażenie, że "Cesarzowa Ki" była pierwszą dramą (nie tylko z sageuków) większości dramaholików, co nie powinno dziwić, skoro niejednokrotnie emitowano ją w polskiej telewizji. Niemniej skoro po jej obejrzeniu, tyle osób przeszło na azjatycką stronę popkultury, to zecydowanie musiała znaleźć się na tej liście. Nawet jeśli 50 odcinków to strasznie dużo jak na dramę, a dodatkowo akcja rozgrywa się na przełomie wielu lat, bo trzeba było sporo czasu, by młoda niewolnica przeistoczyła się w tytułową cesarzową.

Tym miłym akcentem skończę, by pozwolić Wam zakochać się w sageukach!
Powodzenia!

A jeśli macie ochotę przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach, to kliknijcie poniżej:
i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkiem!

Ps. A jeśli Wasza przygoda już od dawna trwa, to nakarmcie potwora, podrzucając w komentarzach tytuły swoich ulubionych dram historycznych!
Czytaj całość

BL z synami narodów, czyli o Red, White & Royal Blue


Mamy rok 2020, który powiedzmy sobie szczerze, że nie zapisze się w historii jako najszczęśliwszy. Od pożarów w Australii przez niekończącą się globalną pandemię po klęskę demokracji, a codzienna dawka newsów z twittera jest wisienką na zgniłym torcie. I tu wkracza Casey Mcquiston ze swoją wizją 2020 roku wetkniętą w cukierkowo-różową okładkę "Red, White & Royal Blue".

Podczas gdy w naszej rzeczywistości republikański prezydent zasiada w gabinecie owalnym, Casey Mcquiston posadziła w nim demokratkę. W tej pięknej wizji poznajemy jej dzieci, w tym głównego bohatera Alexa - Pierwszego Syna Ameryki. Konkretnie biseksualnego półlatynosa, który początkowo uważa się za w pełni heteroseksualnego chłopaka, przez co raczej nie najlepiej wyszła mu interpretacja własnych uczuć względem angielskiego księcia aka. jego arcywroga. Efekt? Pijany w cztery dupy Pierwszy Syn Ameryki wpada w tort weselny razem z angielskim księciem na królewskim weselu. Wiecie, taki tam międzynarodowy skandal, który trzeba szybko naprawić udając wielką przyjaźń i ładnie uśmiechając się do obiektywu. Co nieuniknione, przez to kłamstwo między tą dwójką rodzi się więź, która raczej nie bardzo spodoba się konserwatywnej monarchii brytyjskiej i nie pomoże pani prezydent przy reelekcji.

Choć ta książka ma wiele wątków, to główna historia jest bardzo prosta - chłopak spotyka chłopaka i odkrywa, że jest w nim po uszy zakochany, i jak to w takich historiach już bywa, pewnego dnia cały świat zdaje się być przeciwko nim, aż tu nagle znów wychodzi słońce, a na niebie pojawia się tęcza. Nie ważne, jak bardzo to naiwne - wciąż tego potrzebujemy. Szczególnie tak opowiedzianych, czyli lekko, zabawnie, momentami wulgarnie i momentami tak uroczo, że lód w zamrażalce się topi. Takich BL-ek mi trzeba. Po katastrofie z trylogią "Zniewolonego Księcia" (o której pisałam na fanpage'u), przez dłuższy czas wolałam się trzymać Shounen Ai z manhw i webtoonów wszelkiej maści, ale na szczęście doszłam do wniosku, że ta urocza różowa okładka bardzo pasowałaby do biblioteczki właścicielki Różowego Bloga (cytując klasyka: Am I Right or Am I Right?) i okazało się, że poza "Twój Simon" istnieją bardzo przyjemne książkowe BL-ki, które mają świetnie wykreowanych bohaterów i niepatologiczny romans (serio, "Zniewolony Książę" mocno mi tę wiarę zniszczył).

Bardzo podobała mi się forma, która przeplata standardową narrację trzecioosobową z perspektywy Alexa z zapisem czatów i mailami, w których większość zawiera cytaty z listów historycznych celebrytów, przez które zaczęłam podejrzewać, że znam więcej znanych osób z "ideologii LGBT", niż mi się zdawało. 

"Gdy myślę o historii, zastanawiam się, w jaki sposób się w nią wpasuję. I ty też. Chciałbym, żeby ludzie nadal tak pisali.
Historia, co? Ale moglibyśmy stworzyć własną"

Styl Casey Mcquiston może do najlepszych nie należy, ale ma w sobie coś z uroku tych lepszych fanficków, co jeszcze mocniej czuć, gdy czytamy o księciu Henrym, a nie Harrym oraz angielskiej Królowej odzianej w bojową garsonkę podczas popijania popołudniowej herbatki, z tym że mowa Marii a nie Wiktorii (doceniam ten żarcik!). Dodatkową robotę robi cała masa popkulturowych wstawek, czy to o Jamesie Bondzie (który notabene jest ojcem naszego książątka), czy to o "Gwiezdnych Wojnach". Taką mieszankę po prostu chce się czytać, a gdy dorzucimy do tego polityczne tło, na którego tle rozgrywa się romans, w efekcie dostajemy książkę, od której trudno się oderwać. A skoro o politycznym tle mowa...

Nie muszę mówić, jak wygląda obecnie nasza rzeczywistość, bo sami dobrze wiecie, że robi się coraz bardziej ponuro, gdy zarówno z ambony jak i z propagandowych mediów sączy się jad zaszczepiający w bezrefleksyjnej masie nienawiść do kolorów. Żyjąc w tym naszym bezbarwnym syfie dobrze jest zagłębić się w alternatywnym świecie, który ma w sobie jeszcze odrobinę nadziei i potrafi zachwycić swoim optymistycznym duchem. Może ten fikcyjny świat nie jest miejscem, w którym wszyscy ludzie trzymają się za ręce i śpiewają Kumbaya na ulicach miast, ale jest w nim trochę mniej nienawiści, niż w naszym. Dlatego chciałabym móc żyć w tej lepszej wersji 2020 roku.

Gdy sięgnęłam po tę książkę miałam beznadziejny humor i jeszcze gorszy dzień za sobą. Wystarczyło kilkanaście stron "Red, White & Royal Blue", żebym znów zaczęła się uśmiechać. Za to kocham popkulturę, że jej twórcom wystarczy chwila, by wyrwać nas z gównianej rzeczywistości i przenieść do odrobinę lepszego miejsca, abyśmy na moment zapomnieli o kłopotach, a gdy dodatkowo historia jest lekka i zabawna, to nawet nastój nam się poprawia. "Red, White & Royal Blue" Casey Mcquiston to książka dla wszystkich, którzy potrzebują odrobinę więcej tęczy nad głową. Zdecydowanie polecam, bo zakochałam się w niej po uszy!

Powinnam Wam zaproponować śledzenie mojego instagrama, bo tam są same książki, ale na Fb jest fajniej, więc...

Ps. Gdy już się zakochacie w książce, to koniecznie sprawdźcie fanarty! Są cudne!
Pps. Mam ostatnio ciężki okres czytelniczy, więc potrzebuję Waszej pomocy - polećcie przyjemną i wydaną po polsku BL-kę!
Czytaj całość

Lepiej bojkotować niż oglądać, czyli o aktorskiej wersji Mulan



Przez cały pandemiowy lockdown i wychodzenie z niego, premiera "Mulan" była kilkukrotnie przesuwana, ostatecznie dziś debiutuje w kinach, choć tylko w nielicznych krajach, bo wytwórnia zdecydowała wrzucić go na platformę Disney+, w tych regionach, w których jest dostępny (czytaj: Nie w Polsce). Teraz pozostaje odpowiedzieć na pytanie: Czy warto było tyle czekać i iść do kina?
Spoiler: Hell NO!


Mulan: bajka vs wersja aktorska


Historię "Mulan" znają wszyscy - jeśli nie z oryginalnej chińskiej "Ballady o Mulan", to z pewnością z bajki Disneya. W wersji aktorskiej ta opowieść jest co prawda bardziej podobna do tej z animacji, jednak równocześnie wieloma elementami się różni. Zacznijmy od tego, że Mulan od dziecka dysponuje potężnym Qi, które mądre głowy pracujące dla Disneya uznały nie za energię życiową, lecz za gen X rodem z X-manów. Disneyowskie Qi u naszej bohaterki sprawiło, że nie tylko lata i biega po ścianach, jakby jej Qi broniło ją przed grawitacją, ale dodatkowo daje jej najwyraźniej wrodzoną umiejętność władania sztukami walki. Co zabawniejsze podobno to jedynie zalążek jej mocy i najpewniej w przyszłości Mulan zostanie zmiennokształtną. Serio, gen X jak nic!

Wracając do fabuły, pozostała część opowieści leci znanym nam torem [jeśli jakimś cudem nie znacie tej historii, to uważajcie, bo teraz będą spoilery], czyli Mulan przebiera się za mężczyznę, idzie do wojska, walczy z wrogiem, demaskuje się przed swoim oddziałem, ratuje cesarza i zaczyna ją podrywać kolega z wojska. Nic zaskakującego. Zmieniają się tylko detale - nie ma przynoszącego pecha świerszcza (przynajmniej nie w takiej formie, jak w animacji), a smoka Mushu zastąpił feniks, który chyba istnieje tylko w głowie montażysty, bo jak bloga kocham, nikt w tym filmie nie reaguje na latającego po niebie feniksa! Nie oczekiwałam, że wyciągną z kieszeni smartfony i zaczną cykać fotki, ale że nikt nawet nie udawał zaskoczenia, to już mnie zdumiało! W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to ja nie mam urojeń, że go tam widzę... W zasadzie tego feniksa równie dobrze mogłoby nie być, bo niczego nie wnosi.

Jeśli go widzicie, to nie zwariowałam...

W zasadzie nie widzę też najmniejszego powodu, by zastąpić znanego nam dobrze Li Shanga jego wersją 2.0, czy Hong Hui'em (Yoson An) , bo chyba jedyną istotną różnicą poza imieniem jest to, że z dowódcy oddziału nasz love interest został zdegradowany do poborowego. Tyle.



Ze złoczyńcą sprawa stała się za to bardziej skomplikowana, bo choć ponownie mamy tu nic niewnoszącego przywódce złej armii, to dodatkowo dostaliśmy 'złą czarownicę' XianNiang (Li Gong), choć jeśli mielibyśmy się uprzeć, to animowany sokół zmienił się w filmowego sokoła zmieniającego się w złą czarownicę, która w zasadzie była jak Mulan, czyli kobietą obdarzoną genem X potężnym Qi. I właśnie z postacią XianNiang mam największy problem, bo z jednej strony ta antybohaterka dostała tak absurdalne sceny, że nic tylko zakrywać oczy z zażenowania, a z drugiej stała się dla mnie najbardziej fascynującą osobą w całym tym pożal się boże filmie. Zaintrygowała mnie na tyle, że naprawdę chciałabym poznać historię tej tragicznej postaci, ale po tej filmowej klapie, nie wiem, co musiałoby się stać, żebym zmarnowała kolejne 2 godziny z życia, bo do twórców nie mam już zaufania.

Ta mina idealnie obrazuje, jak wyglądałam oglądając ten film.

Niemniej mam wrażenie, że najistotniejszą kwestią jest zmiana przesłania płynącego z "Mulan". Starsza, animowana wersja przedstawia bohaterkę, która z miłości do rodziny decyduje się na zaryzykować własnym życiem, a następnie ciężką pracą i masą poświęceń przynosi jej honor. Tymczasem wersja aktorska mimo wszystko skupia się na czymś innym. Oczywiście zakończenie jest mocno nastawione na oddanie rodzinie, a nawet twórcy nieco bardziej pochylili się nad sytuacją chińskich córek (a może to moje dorosłe ja bardziej zwróciło na to uwagę?), ale czułam tu większy nacisk na podkreślenie panującego seksizmu. Niemniej nie przypisałabym tego samej głównej bohaterce, lecz antagonistce, której jako (super)silnej kobiecie nie udało się znaleźć swojego miejsca w świecie. Gdyby tylko jej postać została bardziej rozwinięta, a Disney nie zdecydował się na łapanie kilku srok za ogon, to mogłoby się udać. Niestety mamy tu tak wiele przekazów, że zostały spłaszczone i momentami wyszły wręcz karykaturalnie. Zresztą nie tylko one.

Nowa odsłona "Mulan" miała w sobie wszystko i nic. Miała feniksa, który był zauważalny tylko dla widzów. Miała morały, które przez swoją ilość, nie wbiły się w umysł widza na tyle, by jakimkolwiek zawrócił sobie głowę i cokolwiek z tego wyniósł. Miała wiele postaci, a każda z nich tak spłaszczona, że zaraz zostanie zapomniana (może poza tragiczną wiedźmą). Miała fabułę, ale taką z dziurami i momentami trochę bezsensu. Miała nawet potencjał i to tak duży, że mimo licznych zawodów aktorskimi odsłonami klasycznych bajek Disneya, wciąż wierzyłam, że "Mulan" pozytywnie mnie zaskoczy. Niestety i to poszło z dymem. Ten film po prostu jest słaby. Bardzo słaby. Zabrakło humoru i klimatu, przez który pokochaliśmy animację.
Będę brutalnie szczera, o nowej odsłonie "Mulan" można napisać tylko: Dyshonor dla świerszcza. Dyshonor dla krowy. Dyshonor dla wytwórni!

Chcecie więcej? Wpadnijcie na Facebooka, bo czemu nie?


Ps. A wszystkich ciekawych dlaczego film jest bojkotowany, odsyłam do artykułu w Noizz.
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella