Rachel Zegler jako Królewna Śnieżka i Disney jako rasista?



Wczoraj wieczorem wybuchła informacja, że Rachel Zegler została obsadzona jako Królewna Śnieżka w nowym filmie Disneya. Internet oszalał! I bynajmniej nie dlatego, że wszyscy radośnie cieszyli się na wieść o kolejnej aktorskiej wersji znanej baśni tworzonej przez bajkowego giganta. Nope. Znów poszło o kolor skóry aktorki, a ja z dumą założyłam czapkę foliarza i wymyśliłam popkulturową teorię spiskową! Ale po kolei.

Zacznijmy od oryginalnej Królewny Śnieżki, a raczej Śnieżyczki, bo tak w oryginale nazywała się owa królewna (od przebiśniegu), której historia krążyła już od połowy XVII wieku, jako baśń ludowa, nim 150 lat później (w 1812 r.) bracia Grimm przelali ją na papier i zaprezentowali światu we własnej wersji. Jak wszyscy dobrze wiemy (bo utrzymuje się to w każdej wersji tej baśni) matka królewny marzyła o córce "o włosach czarnych jak heban, skórze białej jak śnieg i ustach czerwonych jak krew" i taką dostała.  Że tak powtórzę: "O skórze białej jak śnieg", wiecie... śnieg, przebiśnieg, Śnieżka - to nie wzięło się znikąd. Czujecie smród nadchodzącej gównoburzy, gdy patrzycie na zdjęcie Rachel Zegler? 

Wiecie, ja jestem trochę ignorantką. Patrzę na człowieka i w zasadzie nie zastanawiam się nad jego kolorem skóry, dopóki ktoś mi go nie wskaże lub ta osoba nie będzie zielona (to faktycznie mogłoby mnie zdziwić). W zasadzie patrząc na Rachel Zagler nie jestem do końca pewna, do jakiej szufladki ją wsadzić. Wściekły tłum i część portali (jak choćby Spiderweb) nazywają ją ciemnoskórą, trochę mnie to zaskoczyło, dlatego poszłam do źródła wszelkiej mądrości (Wikipedii) i sprawdziłam. Okazuję się, że matka aktorki jest Kolumbijką, a ojciec polskiego pochodzenia, więc dla jasności, wszelkie przejawy rasizmu są w tym przypadku nie tylko głupie, ale też nieuzasadnione. W czym więc problem? A no dalej w wyglądzie, bo zaczęłam podejrzewać, że Disney zrobił to celowo i wcale nie powodowały nim szlachetne pobudki. 

Patrząc na Rachel Zagler na materiałach promocyjnych do "West Side Story", myślę, że będzie piękną Śnieżką. [Źródło]

To, co za moment napiszę, nie spodoba się wielu osobom, czyli zapewne wszystkim fanom Disneya. Zaczynam podejrzewać, że Disney podstępnie próbuje wzmocnić rasizm. Wiem, wiem, brzmi to co najmniej głupio, ale wysłuchajcie mnie, bo z tą czapką foliarza mi do twarzy.
Widzicie, może i totalnym minięciem się z prawdą jest nazwanie Rachel Zagler czarnoskórą, to jej uroda nikomu z Królewną Śnieżką się nie kojarzy. W przypadku każdej innej księżniczki Disneya nie byłoby z tym problemu (no może poza Mulan), jednak jak wspomniałam, Śnieżka jest przez swój wygląd definiowana do tego stopnia, że przez to zyskała swe imię. I teraz pojawia się pytanie, czy Disney nie jest tego świadomy? Może pomimo zrobienia najsłynniejszej adaptacji tej baśni, kompletnie nie zna tego opisu? A może Disney wierzy, że żyjemy już w świecie, w którym na biedną aktorkę nie posypie się teraz masa hejtu (Chciałabym!)? Cóż... jest jeszcze opcja, że w ten pokrętny sposób Disney chce działać na rzecz tolerancji, ale prawda jest taka, że jego działania przyniosą odwrotny efekt.

Czy Disney jest rasistowski? 

Cóż... z pewnością, a przynajmniej tak było na początku i ciągnęło się to przez wiele filmów animowanych, za co był powszechnie krytykowany, aż w końcu na platformie Disney + zdecydowano się umieścić ostrzeżenie: "This program includes negative depictions and/or mistreatment of people or cultures”. Jak tłumaczą, uważają te stereotypy za błędne wtedy i za błędne teraz, lecz zamiast usuwać te treści, wolą uznać ich szkodliwy wpływ, uczyć się z nich i inicjować rozmowy, aby wspólnie stworzyć bardziej integracyjną przyszłość. I to jest okey. Trudno odciąć się od przeszłości i lepiej się do niej przyznać i wziąć odpowiedzialność za błędy, niż chować je pod dywan. Dodatkowo warto mieć na uwadze, że kadra się zmienia, a osoby, które tworzyły te animacje, już zapewne dawno zniknęły z wytwórni. 

Problem jest w tym, że mimo wszystko Disney wciąż wzbudza wiele kontrowersji w kwestii problemów na tle rasowych. Ledwie trzy lata temu wybuchnął skandal przy wątpliwych wyborach castingowych przy pracach nad aktorską wersją "Aladyna", gdy Kaushal Odedra doniósł mediom, że na planie „Aladyna” widział co najmniej 20 aktorów o bardzo jasnej skórze, którzy czekali w kolejce do charakteryzatorni, by przyciemniono ich cerę przed rozpoczęciem zdjęć. Trudno uwierzyć, że kręcąc film w XXI wieku w UK zdecydowano się przyciemniać białych aktorów, zamiast zatrudnić osoby o arabskim czy azjatyckim pochodzeniu. Pomijam już nawet zarzuty o „whitewashingu” przy wyborze Naomi Scott do roli Jasminy, czy zastąpienia księcia Achmeda księciem Andersonem z Norwegii.

Jeśli sam przykład "Aladyna" to za mało, to przypomnijmy sobie problemy z "Mulan", gdzie wtopa była tak koszmarna, że ludzie bojkotowali film na ogromną skalę. Tym razem nie był to problem z kolorem skóry aktorów, lecz kompletna niewrażliwość i zignorowanie łamania praw człowieka. Sprawa jest na tyle złożona, że wolę odesłać Was do artykułu w Noizz, by tego nie spłaszczyć, ale w ogromnym uproszczeniu część zarzutów rozbija się o podziękowania na końcowych tablicach filmu dla Biura Bezpieczeństwa Publicznego w Turpan, stolicy Xinjiang,  gdzie kręcono zdjęcia i gdzie znajdują się przymusowe obozy re-edukacyjne dla społeczności Ujgurów. Przy okazji to, jak przedstawiono Mortial Arts i Qi będzie bolało każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie o kulturze Chin. Wisienkę na torcie położyło Disney Polska, które poserduszkowało taki oto wpis:


Jasne, za to akurat odpowiadała agencja obsługująca konto w imieniu marki, ale wciąż problemy są widoczne nawet bez tego. Biorąc pod uwagę, że przez zastój z produkcjami przez pandemię, te filmy są stosunkowo świeże, to równie świeże są problemy. I tu nagle wpada Disney, który po wszystkich zebranych przez lata batach i niesamowitym nagłośnieniu problemu przez ruch Black Lives Matter, nie mógł sobie pozwolić na kolejną wtopę, postanowił pójść w drugą stronę z tak problematyczną w tym temacie księżniczką. Pozostaje samemu odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy zrobił to z premedytacją (w złej lub być może dobrej wierze), czy zwyczajnie wytwórnia zatrudnia osoby, które są kompletnie niewrażliwe na nastroje społeczne?
Czytaj całość

Fragment: Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

A gdybym powiedziała, że w cieniu waszego świata istnieje inny świat? Brutalny, o którym słyszycie, choć w niego nie wierzycie? Świat rządzony przez bezlitosnych królów panujących nad ludźmi, których wy nazywacie płatnymi zabójcami, choć nawet nie wiecie, jak nas wynająć?


Król z marsową miną obserwował zachód słońca, zastanawiając się nad idealnym wyjściem z kłopotliwej sytuacji. Nie sądził, że nadejdzie dzień, w którym przyjdzie mu zdecydować o zabiciu lub oszczędzeniu swojej następczyni, lecz do zapadnięcia zmroku musiał podjąć decyzję.
– Jest niezrównoważona, a co gorsza bezczelna! Nie da się nad nią zapanować i ciągle stwarza problemy – zabrzmiał tubalny głos Markusa.
    Masywny mężczyzna z twarzą pooraną zmarszczkami był doświadczonym zabójcą. Na tyle doświadczonym, by rościć sobie prawo do tytułu doradcy króla Europejskiej Gildii Zabójców, a przynajmniej jednego z dwóch. Drugi z nich, Dawid, był całkowitym przeciwieństwem wyniosłego i wybuchowego Markusa. Niemal nigdy się nie zgadzali, przez co godzinami mogli się przerzucać argumentami w najmniej istotnych kwestiach. Choć niejednokrotnie doprowadzali tym Dariusa do szału, bywali przydatni. Z dwóch skrajnych opinii i ich nieustających sprzeczek mógł wyciągnąć argumenty pasujące do narracji, która będzie dla niego korzystniejsza. Dlatego, zamiast ich uciszyć, upił łyk whisky i pogrążył się w cichej zadumie.
– Proponujesz pozbyć się zabójczyni przynoszącej więcej zysku w miesiąc niż ty w rok, bo jest arogancka? Przekalkuluj sobie, kogo lepiej się pozbyć – odparł spokojnie Dawid, z nieskrywaną satysfakcją obserwując, jak Markus czerwienieje i zgrzyta zębami ze złości.
– Ta wariatka przywiozła ze sobą trzy ciała. Trzy ciała! – wykrzykiwał, a kropelki śliny lądowały na twarzy Dawida. – Nie można bezkarnie zabijać członków własnej Gildii!
     Z tym nawet Dawid musiał się zgodzić. Alyssa wywołała nie lada oburzenie, gdy rankiem zjawiła się przed królem z trzema trumnami, w których spoczywali zamordowani przez nią zabójcy. Miała przynajmniej na tyle przyzwoitości, by przeprosić. Choć były to marne przeprosiny, ograniczające się do zdawkowego: „Też nie jestem zadowolona, że do tego doszło”.
– Wszyscy to widzieli. Czegoś takiego nie można przemilczeć i zapomnieć. Darius, ona musi ponieść konsekwencje. Mamy zasady! – pieklił się Markus.
    Król w żaden sposób nie zareagował, chyba że za reakcję uznać powolne pocieranie skroni z nadzieją, że to odgoni narastające łupanie w czaszce. Jego posępną twarz przecinała długa zmarszczka ciągnąca się wzdłuż czoła. Dawid nie zazdrościł mu wyboru. Król od lat traktował Alyssę jak córkę i szkolił na swoją następczynię, a teraz wszyscy domagali się jej krwi. Gdyby zachowała większą dyskrecję, mogliby rozwiązać sprawę po cichu, a przynajmniej spróbować.
– Mimo wszystko zabicie jej jest przesadą – odparł Dawid. – Niby dlaczego? Od wieków Krwawy Orzeł był sposobem na radzenie sobie ze zdrajcami i wrogami Gildii – przypomniał Markus, posyłając mu spojrzenie pełne złości.
– Raczej wieki temu – poprawił go Dawid.
    W takich chwilach był pod wrażeniem, że po trzydziestu wspólnie spędzonych latach udało im się nawzajem nie pozabijać. Nie rozumiał, dlaczego musi przypominać, że od czasów powstania ich organizacja znacząco się zmieniła. Choć Gildie Zabójców istniały na każdym kontynencie od początków cywilizacji – a konkretnie od momentu, gdy człowiek po raz pierwszy doszedł do wniosku, że wygodniej będzie komuś zapłacić za zabicie drugiego człowieka, niż samemu brudzić sobie ręce – to postęp zmienił wszystko. Mieli na usługach fałszerzy, księgowych i hakerów. Pomimo że każda z Gildii rządziła się własnymi odwiecznymi prawami i tradycjami, które zmieniały się na przestrzeni wieków, to kara za zdradę czy dezercję pozostawała niezmienna – śmierć.
  
     
Niemniej samo wspomnienie o Krwawym Orle, który współczesnym kojarzył się głównie z brutalnym światem Wikingów, wywoływało w Dawidzie niesmak. Też był zabójcą, jednak wolał likwidować cele w schludny sposób, bez niepotrzebnego torturowania i męczenia ofiar. Rytualne wycinanie na plecach orła, odcinanie toporkiem żeber od kręgosłupa i rozciąganie ich na boki, by tworzyły skrzydła, nie miało wiele wspólnego ze schludnością. Za to posypywanie ran solą i wyjmowanie płuc miało wiele wspólnego z torturami, nie chciał tego oglądać, gdy w grę wchodziła osoba, z którą od lat jadał przy wspólnym stole.
– W takim razie co zrobimy? Damy jej klapsa i pogrozimy paluchem? – zakpił Markus, rechocząc.
– Co proponujesz? – Darius zwrócił się do Dawida, odzywając się po raz pierwszy od chwili, gdy zjawili się w jego gabinecie.
    Szorstki, stonowany głos króla momentalnie uciszył doradców. Dawid podrapał się z zastanowieniem po kilkudniowym zaroście, nim pewnym głosem odpowiedział:
– Niewątpliwie Alyssa powinna zostać ukarana, jednak zabicie jej jest zbędne i nieopłacalne. Proponuję zastąpienie Krwawego Orła czymś symbolicznym. Nawiązującym do tradycji i wciąż bolesnym, jednak nie tak drastycznym.
    Darius w zamyśleniu oparł się o fotel, jednym haustem opróżniając szklankę whisky. Żaden z doradców nie odważył się wspomnieć, że od rana zniknęły niemal dwie butelki.
– Wytnijmy jej skrzydła i zamknijmy na rok pod ziemią. Można sobie odpuścić odcinanie żeber, wystarczy pociąć skórę. To jej nie zabije. Pogrzebanie żywcem w kontrolowanych warunkach też nie powinno – zaproponował Markus, marszcząc czoło.
    Za wszelką cenę chciał przeforsować karę, która udowodniłby, że jego król nie jest słaby, jednak im więcej Darius pił, tym bardziej realna stawała się perspektywa, że odpuści swojej protegowanej.
– Jeśli nawet jej ciało to wytrzyma, to rok w takich warunkach pozbawi ją zdrowych zmysłów. Muszę przypominać, że wtedy przestanie być przydatna, a tak długi okres wyłączenia jej ze zleceń będzie ogromną stratą finansową? – W tej chwili Dawid bardziej kierował się swoją nieoficjalną funkcją skarbnika niż sympatią do dziewczyny. – Proponuję skrócić karę do miesiąca.
– Utrata trzech zabójców też jest stratą finansową! – Markus gwałtownie uderzył pięścią w blat biurka.
– Właśnie dlatego nie możemy sobie pozwolić na utratę Alyssy.
    Markus westchnął zirytowany, bo przecież nie mógł odmówić mu racji. Utrzymanie Gildii kosztuje, a ukrywanie jej przed światem wymaga wręczania wielu łapówek, jednak duma i niechęć do dziewczyny nie pozwalały mu się poddać.
– Wyjdziemy na słabych. I to nie tylko przed swoimi, lecz także przed Azjatycką Gildią. Pół roku i dwukrotne odnawianie skrzydeł to absolutne minimum!
    Darius ponownie wyjrzał przez okno. Słońce ukryło się za horyzontem, pozwalając, by mrok nocy pożarł ciepłe barwy dnia. Nie mógł dłużej odwlekać wydania wyroku.
– Niech tak będzie. Przekaż ludziom, że kara zostanie wymierzona jutro w południe – zdecydował, gestem nakazując im opuszczenie gabinetu.


Następnego dnia główna sala pałacu była wypełniona po brzegi. Każdy zabójca chciał zobaczyć krwawiącą zdrajczynię. Wśród zebranych znaleźli się również przedstawiciele azjatyckiego oddziału z ich królem na czele. Punktualnie w południe głównym wejściem wprowadzono młodą dziewczynę. Długie czarne włosy spięte w kucyk obijały się o jej plecy, gdy szła wyprostowana z wysoko podniesionym czołem, jakby wcale nie wstydziła się swoich czynów ani nie bała czekającej ją kary.
– Za zabicie trzech członków Gildii zostajesz skazana na wycięcie krwawych skrzydeł i półroczne uwięzienie pod ziemią. Zgodnie z tradycją za każde skrzydło możesz prosić króla o spełnienie jednej prośby. Przyjmujesz karę? – wygłosił teatralnie Markus, starając się nadać swojemu głosowi uroczyste brzmienie.
    Pieprzony barbarzyńca, pomyślała dziewczyna, nawet na niego nie zerkając.
    Była przekonana, że gdyby to on rządził, Gildia cofnęłaby się do ciemnych wieków i najpewniej kazałby wszystkim składać ofiary ze zwierząt. Markus był niezdrowo zafascynowany dawnymi zwyczajami, jednak skoro dzięki temu mogła wykorzystać dwa życzenia, nie zamierzała narzekać.
    Wedle tradycji zabójcy, których czekał Krwawy Orzeł, mogli prosić o dary. Ostatnie życzenie umierającego było łaską wykorzystywaną przez skazańców, by załatwić prywatne sprawy i umrzeć bez zmartwień. Z tego, co słyszała, najczęściej proszono, by współtowarzysze broni zadbali o rodzinę lub zemścili się na wrogu. Inni chcieli, by przed śmiercią wyprawiono dla nich ucztę. Najwyraźniej nikt nie lubił umierać głodny i trzeźwy.
    Była zaskoczona, że pomimo złagodzenia kary udało jej się załapać na ten zaszczyt. Teoretycznie nie zostanie zabita. O ile w rany nie wda się zakażenie, ma spore szanse na przeżycie. Przeszło jej przez myśl, że Darius naprawdę musiał być przekonany, iż ból oraz pół roku w dziurze bez światła i kontaktu z ludźmi zmienią ją w pustą skorupę, skoro się na to zdecydował. O wyrzuty sumienia czy sentymenty zdecydowanie go nie podejrzewała. Nie dało się zaprzeczyć, że zastępował jej ojca, od momentu gdy przygarnął ją jako dziewięcioletnią sierotę, nadał nowe imię i wychowywał, a raczej wyszkolił na idealną zabójczynię. Dziedziczkę, z której mógłby być dumny. Jednak w tej chwili miała pewność, że duma nie była tym, co czuł.
– Mam jakiś wybór? Jeśli się nie zgodzę, wyślecie mnie w zamian na półroczne wakacje w Hawanie? – wymamrotała pod nosem, zbyt cicho, by Markus mógł ją usłyszeć, a równocześnie kiwnęła głową na znak zgody.
– O co prosisz za pierwsze skrzydło? – Tubalny głos Markusa rozbrzmiał echem w całej sali, a od jego sztucznej uprzejmości dziewczynę przeszły dreszcze.
    Pomimo zaskoczenia hojną ofertą doskonale wiedziała, czego chce. Poza puszczeniem całej sprawy w niepamięć, na co specjalnie nie liczyła.
– Żeby do mojego powrotu Oliwiera trenował Kitsune – odparła nonszalancko, zrzucając pierwszą bombę.
    Na sali rozbrzmiały pełne oburzenia protesty. Część zebranych liczyła, że będzie mogła odegrać się na protegowanym Alyssy, skoro na niej już nie mogli. W czasie szkolenia często dochodziło do wypadków, więc nikt nie miałby do nich pretensji, gdyby chłopak złamał nogę albo kark. Z kolei inni postrzegali tę prośbę jako obrazę. Każdy z członków Europejskiej Gildii Zabójców był świetnie wyszkolonym wojownikiem, a ona wybrała obcego.
    Wśród zgromadzonych jedynie Darius był zadowolony. Przypuszczała, co w tej chwili pomyślał – dziedzic Azjatyckiej Gildii Zabójców, najlepszy z najlepszych zabójców kontynentu, jeśli nie świata, miał pozostać w Europie, gdzie Darius będzie mieć na niego oko. A może nawet udałoby mu się go wykorzystać? Nawet jeśli nie, to i tak szkolenie wychowanka Alyssy przez Kitsune poprawi wątpliwe umiejętności Oliwiera, dzięki czemu w przyszłości chłopak przyniesie więcej zysku.
– Nie mam nic przeciwko, jednak decyzja nie zależy wyłącznie ode mnie. – Darius spojrzał wymownie na starego Japończyka.
    Przez pełną napięcia chwilę Kira, król Azjatyckiej Gildii Zabójców, zastanawiał się nad odpowiedzią, nim rzucił:
– Zgoda, pod warunkiem że to on wytnie skrzydła.
    Na sali zapanowała cisza.
    Alyssa, która dotąd nie okazała żadnych emocji, po raz pierwszy od wejścia na salę oderwała spojrzenie od Dariusa i oniemiała wpatrywała się w Kirę. Wielokrotnie przekonała się, że był surowy i bezwzględny, jednak tym razem jego okrucieństwo ją zdumiało. Wbrew sobie odszukała w tłumie twarz Kitsune. Wydawał się niewzruszony, lecz dostrzegła delikatne drgnięcie mięśni, gdy Darius spokojnym głosem przystał na to żądanie.
    Markus, rozdrażniony nagłym zwrotem akcji, podszedł do ponurego wysokiego Azjaty i wręczył mu ostry sztylet. Mężczyzna przyjął go z ledwie widocznym wahaniem, gdy dwóch mężczyzn podeszło do Alyssy i rzuciło ją na kolana. Nie opierała się, gdy rozdarli jej bluzkę, by odsłonić plecy. Oparła ręce o postawiony przed nią klęcznik, śmiejąc się w duchu, że pewnie ktoś w formie kiepskiego żartu zwinął go z pobliskiego kościoła. Przez cały czas starała się nie odrywać spojrzenia od siedzącego naprzeciw niej króla. Z uporem maniaka wpatrywała się w jego zimne błękitne oczy, jakby rzucała mu wyzwanie.
    Nie było tajemnicą, że Darius nie jest biologicznym ojcem Alyssy, jednak jego przybrana córka przypominała go pod wieloma względami. Oboje wysocy o oliwkowej karnacji i długich ciemnych włosach, choć dziewczyny były czarne, a jego o kasztanowym odcieniu. Ciemna oprawa oczu kontrastowała z błękitem tęczówki. Oczy króla były jednak zimne i jasne, a jej – o intensywnej barwie nocnego nieba. Nie tylko fizycznie byli do siebie podobni. Darius wykuł Alyssę na własne podobieństwo. Nie udało mu się jedynie wykorzenić z niej współczucia, które niemal zawsze powodowało kłopoty.
    Kitsune stanął za zabójczynią, przyglądając się jej nagim plecom. Dziewczyna nie była w stanie stwierdzić, czy drżenie, które poczuła, gdy przyłożył zimne ostrze do skóry, pochodziło z jego dłoni czy z niej samej.
– Przepraszam… – Jego szept był tak cichy, że Alyssa przez chwilę zastanawiała się, czy się nie przesłyszała, lecz gdy chwilę później poczuła pierwsze podłużne cięcie ciągnące się parę centymetrów obok kręgosłupa, ta myśl się ulotniła.
    Nie musiała czekać długo na kolejne. Kitsune sprawnymi ruchami ciął jej skórę, a ona ze wszystkich sił starała się nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Przygryzła policzki, czując metaliczny posmak na języku. Nie chciała dać satysfakcji żądnym krwi gapiom. To była cena, jaką musiała zapłacić za uratowanie osoby, która była dla niej najcenniejsza. Gdyby musiała, zapłaciłaby ją ponownie.
    Nie miała pojęcia, ile czasu zajęło wycinanie wzoru pierwszego skrzydła. Ból, który odczuwała, zdawał się nie mieć końca. Kolejce cięcia rozrywały jej ciało tak szybko, że nie była w stanie zaczerpnąć tchu w chwilowej uldze. Stróżki potu kapały na marmurową posadzkę, starając się dogonić strumyki krwi. Szukała schronienia w zakamarkach wspomnień, lecz znajdowała w nich tylko to, od czego pragnęła uciec.
– Czego chcesz za drugie skrzydło? – Do jej uszu dotarł ponaglający głos Markusa. Z wysiłkiem uniosła głowę, starając się skupić półprzytomny wzrok.
    Czego chcesz?, powtórzyła w myślach za mężczyzną.
    Nie mogła sobie przypomnieć. Pulsujący ból przyćmił jej umysł. Pamiętała, że było to coś ważnego. Coś, za co była gotowa zginąć w tym cholernym pałacu, zamiast wymordować tylu zabójców, ilu zdoła, zanim ostatecznie by ją dopadli. Tylko co to było? Ze wszystkich sił próbowała sobie przypomnieć.
– Runa… Chcę Pieczęć Gildii – wysapała z trudem. Skupienie się na otoczeniu, by ocenić reakcje na tę prośbę, przerastało jej możliwości. Tak naprawdę niewiele ją to obchodziło. Utrzymywała głowę w górze, koncentrując spojrzenie na Dariusie. Tylko jego słowa były ważne. Musiał się zgodzić. Musiał, lecz oczekiwanie na jego decyzję było męką.
    Z ulgą zamknęła oczy, gdy skinął głową.
– Pamiętaj, że Pieczęć Gildii chroni tylko tych, którzy sami nie potrafią się obronić – powiedział mocnym głosem, zbliżając się do niej, aż w końcu był w stanie chwycić ją za brodę i gwałtownym ruchem zadrzeć do góry. – Chłopak, którego postawiłaś nad nami, ma krew na rękach. Pieczęć go nie ochroni – dodał ledwo słyszalnie, puszczając ją równie nagle.
    Umysł Alyssy z trudem przetwarzał tę informację. Darius naprawdę miał zamiar obarczyć winą za jej grzechy jego? Chciał ją dodatkowo ukarać i wyjść z twarzą z sytuacji, w której zdrajczyni dostaje jeden z najważniejszych artefaktów Europejskiej Gildii? Pieczęć, która nie ochroni jego, jest dla niej bezwartościowa.
    Nie miała ani siły, ani możliwości zaprotestować. Jęknęła, czując kolejne pociągnięcie nożem, tym razem po nietkniętej stronie pleców.

Ciąg dalszy znajdziecie w "Gildii Zabójców", która jest już dostępna w przedsprzedaży m.in w Empiku!
Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

Przy okazji daję znać, że wszystkie dodatkowe materiały i newsy będą pojawiać się na nowiutkim fanpage'u autorskim! 
Czytaj całość

Lista 12 tęczowych książek, czyli czytamy z dumą!


Czerwiec to Pride Month, więc na różowym blogu nie może zabraknąć specjalnego zestawienia z tej okazji! Tym razem celujemy w tęczowe książki! Część z nich mam już za sobą i w większości gorąco polecam, a część wciąż wisi na liście "Do Przeczytania". Jestem bardzo ciekawa, które wylądują na Waszej, więc zaczynajmy!

"Red, White & Royal Blue"  Casey Mcquiston


Fabuła: Alex - Pierwszy Syn Ameryki - dotyczczas uważał się za w pełni heteroseksualnego chłopaka, przez co początkowo nie najlepiej wyszła mu interpretacja własnych uczuć względem angielskiego księcia aka. jego arcywroga. Efekt? Pijany w cztery dupy Pierwszy Syn Ameryki wpada w tort weselny razem z angielskim księciem na królewskim weselu. Wiecie, taki tam międzynarodowy skandal, który trzeba szybko naprawić udając wielką przyjaźń i ładnie uśmiechając się do obiektywu. Co nieuniknione, przez to kłamstwo między tą dwójką rodzi się więź, która raczej nie bardzo spodoba się konserwatywnej monarchii brytyjskiej i nie pomoże pani prezydent przy reelekcji.

Opinia: Fantastyczna książka, którą już chyba zawsze będę ciepło wspominać. Bardzo podobała mi się forma, która przeplata standardową narrację trzecioosobową z perspektywy Alexa z zapisem czatów i mailami. Historia jest lekka i zabawna, a przy okazji od czytania od razu nastój poprawia. "Red, White & Royal Blue" Casey Mcquiston to książka dla wszystkich, którzy potrzebują odrobinę więcej tęczy nad głową.


"Materiał na chłopaka" Alexis Hall


Fabuła: Luc jest synem przebrzmiałej gwiazdy rocka, która nie dość, że go porzuciła, to jeszcze miała czelność wrócić do show-biznesu. Dla Luca, który nie wybrał sobie ani ojca, ani jego sławy, oznacza to, że każda jego pomyłka trafia do mediów. Podbija do niego przystojniak w klubie? Miejcie pewność, że to dziennikarz! Przewróci się na ulicy i pismaki już się rozpisują, jak to pijany/naćpany ląduje w rynsztoku. Jakby tego było mało, jego publiczny wizerunek przekłada się zarówno na życie osobiste, jak i pracę, co ostatecznie doprowadza do szukania w trybie pilnym chłopaka, który ociepliłby jego wizerunek. I tu pojawia się Olivier - sztywny adwokat z rzeźbą spod dłuta Michała Anioła, ale tego ostatniego Luc dowiaduje się, dopiero gdy Olivier ściąga ubranie, a wcześniej... cóż... powiedzmy, że raczej byłaby to ostatnia osoba, którą wybrałby na swojego udawanego faceta. Problem w tym, że dużego wyboru nie miał. Chociaż to i lepiej.

Opinia: "Materiał na Chłopaka" to prosta, nieskomplikowana książka pełna nieistotnych wątków pobocznych, ale zorientowałam się dopiero po przeczytaniu i zdecydowanie nie mam o to żalu. Po "Red, White & Royal Blue" Casey Mcquiston, "Materiał na chłopaka" jest idealną książką. Znów mamy parę, której losem interesują się gazety, choć w tym przypadku na znacznie mniejszą skalę. Przy okazji warto wspomnieć, że tym razem orientacja seksualna nie jest dla nikogo problemem, więc nie przerabiamy wątków z coming outem, za to poruszona została kwestia reakcji pseudotolerancyjnych osób na niezbyt "dobrego geja". Niestety lub stety, Lucowi daleko do "dobrego geja", czyli ułożonego, słodkiego i trzymającego się heteroseksualnych standardów.


"Zniewolony Książę" C.S. Pacat


Fabuła: "Po śmierci króla Akielos prawowity następca tronu, książę Damen, zostaje pojmany i wtrącony do lochu. Jego przyrodni brat pozbawia go tożsamości i wysyła jako niewolnika do haremu księcia wrogiego kraju. Od tego momentu Damen musi znaleźć sposób, aby przeżyć na dworze, za którego kulisami toczy się podstępna walka o tron, w którą mimowolnie zostaje wplątany.
Niegdyś potężny wojownik, teraz obdarty z godności niewolnik będzie musiał walczyć o przetrwanie i sprzymierzając się ze swoim największym wrogiem. Jego nowy pan, książę Laurent, jest bowiem równie urodziwy co wyrachowany i śmiertelnie niebezpieczny. Jedno jest pewne – tożsamość Damena musi pozostać tajemnicą. W końcu ten, którego pomocy potrzebuje, ma najwięcej powodów, aby go nienawidzić..."

Opinia: Nie czytajcie "Zniewolonego księcia". Jeśli ktoś powiedział Wam, że warto, to zastanówcie się, czym mu się naraziliście, bo to zdecydowanie brutalny odwet. Nawet nie wiem, jak opisać Wam tę książkę, żeby stosownie Was zniechęcić, więc rzucę hasłami: gwałty, pedofilia, więcej gwałtów i co najgorsze autorka, która każdą opisaną przez siebie scenę usprawiedliwia, by zrobić z tego romans.
Dawno, a może nigdy nie byłam tak zniesmaczona wyobraźnią pisarza. Chociaż trzeba przyznać, że zazwyczaj nie zaczytuję się w gniotach, więc pewnie na rynku czai się większe zło (wątpię). Najgorsze w tym jest to, że kolejne tomy serii są interesujące (serio!), ale i tak nikomu nie radziłabym przechodzić przez pierwszy. Nawet człowiek na lekach nie jest w stanie tego przeczytać bez trwałej traumy - Serio, przetestowałam! I niech ktoś wytłumaczy autorom, że gwałty i tortury nie są podstawą historii miłosnych. Bardzo proszę! 


"Twój Simon" / "Simon oraz inni Homo Sapiens" Becky Albertalli


Fabuła: Simona  ma uroczą rodzinę, fajnych przyjaciół i sekret, który przed nimi ukrywa. Jest gejem. Nie wstydzi się tego, zwyczajnie denerwuje go sam fakt, że musi wszystkim publicznie ogłaszać swoją orientację. Jego życie zmienia się, gdy na szkolnym Tumblrze znajduje wpis Blue, a następnie zaczyna wymieniać z nim maile. Wraz z kolejnymi wiadomościami zakochuje się w chłopaku. Niestety są dwa problemy. Pierwszym jest to, że Blue nie chce ujawnić, kim jest. Drugim, że Martin chce ujawnić, kim jest Simon i szantażem zmusza go do zeswatania go z Abby.

Opinia: Powieść Becky Albertalli to ciepły i bardzo wciągający romans. Znacznie lepszy od swojej filmowej adaptacji (porównanie obu wersji znajdziecie tutaj). Dwójka przeuroczych bohaterów zakochująca się podczas wymiany maili ma spore szanse podbić i Wasze serca. Zwłaszcza Blue. Blue jest naprawdę uroczy!


"Angst with happy ending" Weroniki Łodygi


Fabuła: Historia, jak ich wiele: chłopak spotyka w internecie dziewczynę, a na żywo okazuję się, że dziewczyna jest chłopakiem - małym przestraszonym awokado. Nastoletni Aleks ma w życiu pod górę -w domu wciąż brakuje pieniędzy, mama zaharowuje się w kolejnych pracach, a on sam jest obwiniany o całe zło tego świata. W zasadzie odrobinę na własne życzenie, bo nie robi z tym kompletnie nic. Przynajmniej do czasu spotkania ze wspomnianym małym awokado, zwanym powszechnie jako Yuki. 

Opinia: Mamy tu do czynienia z martwym w środku głównym bohaterem, do którego ciężko było mi się przekonać, ale powoli zaczynam z nim sympatyzować. Z przerażonym małym awokado, którego lubi się od razu. I z dużą ilością trzecioplanowych bohaterów, którzy niespecjalnie mnie interesują (by nie napisać: irytują). Podczas czytania naprawdę interesowało mnie, jak relacja głównej dwójki się rozwinie, ale ostatecznie skończyło się to dla mnie rozczarowaniem. Chyba nie rozumiem specyfiki BL bez BL (chociaż to chyba moja wina, że tak to zakwalifikowałam). Historia nie ma wyraźnego zakończenia, na które liczę gdy strony się kończą, więc zaliczam go jako średniaka.


"Hurt/Comfort" Weroniki Łodygi


Fabuła: "Artur ma osiemnaście lat i nie wie jeszcze wielu rzeczy. Nie wie, jak zacząć rozmowę z własnym ojcem, gdzie przebywa obecnie jego matka, jakie oczekiwania ma wobec niego koleżanka z klasy i dlaczego Magda, jego przyjaciółka, na siłę próbuje go swatać. Nie wie też, jakim cudem uda mu się zdać maturę z polskiego, skoro nadal myli romantyzm z oświeceniem, a parabola to dla niego wyłącznie wykres funkcji kwadratowej. Za to świetnie wychodzi mu udawanie głuchego, gdy w autobusie zaczepi go ktoś obcy, a to już dobry początek.

Janek wie, czego chce od życia. I nie jest to zaliczenie matury z matematyki, chociaż z pewnością by nie zaszkodziło. Chce brata, który nie ignoruje jego istnienia, mniej żenujących rodziców, a także youtuberów, którzy wrzucają filmiki regularnie i zawsze na czas. I mniej zmechaconych swetrów, tak przy okazji. Przede wszystkim chciałby jednak zwrócić na siebie uwagę jakiegoś miłego chłopaka. Najlepiej takiego, który w autobusie udaje głuchego i wcale nie wydaje się miły."


"Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie" Mackenzi Lee


Fabuła: "XVIII wiek. Henry Montague, dla przyjaciół Monty, jest przypadkiem beznadziejnym. Jego ojciec zrobił wszystko, aby wychować go na prawdziwego dżentelmena, ale nawet najlepsze szkoły nie mogły wybić chłopakowi z głowy zabaw, hulanek, a także chętnych do grzania łoża dziewcząt i... chłopców.
Roczna podróż po Europie, w której towarzyszyć będzie mu jego siostra Felicity i najlepszy przyjaciel Percy, to ostatnia szansa na korzystanie z młodości. Kiedy Henry wróci, ma się stać prawdziwym lordem, godnym swojego nazwiska i statusu społecznego. Jeżeli jednak do jego ojca dotrą jakieś plotki o niestosownym prowadzeniu się, Monty zostanie wydziedziczony i odcięty od rodzinnej fortuny. I tak już dość szkodził ich rodowemu nazwisku. Na nieszczęście ojca chłopak ma zupełnie inne plany.
Po pierwsze: musi uwieść Percy'ego, w którym jest zakochany na zabój. Po drugie: chce poradzić sobie ze złośliwościami Felicity, która niedługo rozpocznie naukę w prywatnej szkole. Po trzecie: pragnie po prostu korzystać z życia, póki jeszcze może."


"Felix Ever After. Na zawsze Felix" Kacen Kallander


Fabuła: Felix Love nigdy nie był zakochany, a ironią losu jest nazwisko, które nosi. Desperacko chce się dowiedzieć, jak to jest kochać, i nie rozumie, dlaczego innym przychodzi to tak łatwo, a jemu nie. I mimo że jest pewien swojej tożsamości, wewnętrznie obawia się, że bycie czarnoskórym, queerowym, transpłciowym chłopakiem będzie przeszkodą do odnalezienia szczęśliwego zakończenia.
Kiedy ktoś anonimowo wysyła Felixowi transfobiczne wiadomości, zaraz po tym jak upublicznia jego zdjęcia sprzed korekty płci, Felix wymyśla plan zemsty. Jednak czekają na niego kolejne niespodzianki, a jedną z nich będzie uwikłanie w coś na pozór trójkąta miłosnego. Felix będzie musiał zmierzyć się z emocjami i wyruszyć w najtrudniejszą podróż swojego życia, aby odnaleźć samego siebie.


"Tamte dni, tamte noce" André Aciman


Fabuła: "Nastolatek Elio spędza wakacje we Włoszech, czytając i grając na pianinie. Jego ojca, uniwersyteckiego profesora, odwiedza pracujący nad doktoratem stypendysta, Amerykanin Oliver. Elio musi oddać gościowi swój własny pokój, jest więc do niego początkowo uprzedzony, uważa go za uzurpatora i aroganta. Ten stosunek z czasem ulega zmianie, pojawia się fascynacja mężczyzną, która przybiera na sile. „poważna opowieść o niewyrażalności uczuć i o naturze pożądania."


"A jeśli to my" Becky Albertalli i Adam Silvera 


Fabuła: Przewrotny los ma na nich gotowy plan. Niełatwo im go rozgryźć. Raz wydaje się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, raz, że jedno rzucone mimochodem słowo może przekreślić wszystko. Arthur i Ben w dużym stopniu stanowią swoje przeciwieństwa, ale przecież wielekroć stwierdzono między takowymi prawo przyciągania. Arthur przyjeżdża na wakacje do Nowego Jorku. Uwielbia musicale rodem z Broadwayu. To właśnie z nich czerpie głęboką wiarę w to, że wszechświat potrafi niekiedy zesłać zapierający dech w piersiach romans. Z kolei Ben wolałby, żeby siły wyższe zostawiły go w spokoju. Bo jaki niby mogą mieć wobec niego plan, skoro idzie właśnie na pocztę z pudłem pełnym rzeczy swojego byłego? Ben nie wie jeszcze, że to właśnie tam spotka Arthura, a spotkanie to okazać się może początkiem czegoś naprawdę niezwykłego.

"Zostawiłeś mi tylko przeszłość" Adam Silvera


Fabuła: Griffin ma problemy ze sobą, ponieważ cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Jest miłośnikiem Harry'ego Pottera i co ciekawe - liczb parzystych. Jego partner - Theo jest natomiast fanem Gwiezdnych Wojen i wierzy w to, że istnieją obok nas inne, równoległe światy. I w którymś z nich obaj na pewno nadal są szczęśliwi, ale niestety nie jest to świat w którym znajduje się obecnie.

Razem tworzyli parę wprost idealną. Jednak niestety czar prysł, kiedy Theo postanowił wyjechać na studia do odległej Kalifornii. Tam czekało na niego nowe życie i ... nowy chłopak. Tam też wydarzył się okropny wypadek. Wypadek, który zmienił wszystko. Świat Griffina runął w jednej chwili. Jedyne co mu pozostało, to żal i sekrety. Jakby tego było mało, jedyną osobą, która jest w stanie zrozumieć jego ból jest Jackson - nowy chłopak Theo z Kalifornii. By ruszyć do przodu, Griffin musi uporać się ze swoją przeszłością. I to tą, która wydarzyła się naprawdę, a nie tą, którą ON sam chciałby pamiętać.

"More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie "- Adam Silvera


Fabuła: Aaron Soto ma szesnaście lat i do tej pory wiódł normalne, dość nudne, ale i zadowalające życie. Wszystko to skończyło się w chwili, kiedy jego ojciec popełnił samobójstwo. Dla chłopca był to szok i niesamowity ból, po którym do tej pory nie może się pozbierać. Odczuwa ogromną pustkę, żal i zastanawia się, czy mógł cokolwiek więcej zrobić dla swojego taty. Niestety, jest już za późno na takie przemyślenia i Aaron zdaje sobie z tego sprawę. Wraz z mamą i swoją dziewczyną Genevieve powoli wraca do siebie. Każdego dnia podejmuje ogromną walkę by w ogóle wstać z łóżka i żyć dalej.

Niestety, kiedy Genevieve wyjeżdża na kilka tygodni, Aaron ponownie zostaje sam. Poznaje nowego znajomego, Thomasa, który ma projektor filmowy i chętnie zaprasza go na wspólne oglądanie filmów. Chłopcy zbliżają się do siebie, a Aaron powoli zaczyna rozumieć, że pociągają go mężczyźni. Kiedy daje wyraźne znaki zainteresowania Thomasowi, ten odrzuca go informując, że jest heteroseksualny. Aaron zgłasza się do Instytutu Leteo, który ma pomóc mu zapomnieć o tym, kim jest i co w sobie odkrył. Oczywiście nie jest to możliwe, a to, co wydarzy się za chwilę, jedynie utwierdzi go w przekonaniu.

Czytaliście już którąś z nich?

Ps. Jestem pewna, że o wielu zapomniałam, więc macie zielone światło, by wytknąć mi to w komentarzach - dobrych tytułów nigdy dość!
Czytaj całość

Nadciąga Czerwiec, a wraz z nim premiery książkowe!


Uprzejmie donoszę, że czerwiec 2021 to najlepszy miesiąc pod względem książkowych premier w tej dekadzie, a w ostatni dzień miesiąca zostanie osiągnięte apogeum! Przygotujcie swoje portfele, zróbcie miejsce na półkach i przygotujcie się psychicznie, bo oto nadciągają papierowe diamenty! A pierwszym z nich jest:

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 30 czerwca

Oto książka, na której wydanie czekałam od lat (konkretnie dwóch) i nawet nie wiecie, jak się cieszę, że w końcu mogę ją Wam zaprezentować! 

Małgorzata Stefanik - Gildia Zabójców (Tom I)
Poznajcie Alyssę, bohaterkę o dwóch twarzach: bezlitosną zabójczynię mordującą z uśmiechem na ustach oraz dziewczynę tęskniącą za normalnym życiem. Alyssa żyje w cieniu naszego świata, w świecie dostępnym wyłącznie dla elity, gdzie Gildiami Zabójców rządzą bezlitośni królowie. Kiedy łamie jedno z praw Gildii, musi zapłacić za to własną krwią, a przed całkowitą utratą zdrowych zmysłów chroni ją jedynie pragnienie zemsty i wizja ponownego spotkania z zaginionym bratem.
Po półrocznych torturach zabójczyni próbuje wrócić do normalnego życia. Od króla Europejskiej Gildii otrzymuje zaproszenie na koncert, na którym poznaje swojego przyszłego klienta. Chowając swoją prawdziwą naturę pod maską normalnej dziewczyny, Alyssa nawiązuje coraz bliższą relację ze zleceniodawcą i jego przyjaciółmi. Czy uda jej się wykonać nietypowe zlecenie i rozwiązać zagadkę upadku rodzinnej firmy oraz zabójstwa sprzed dekady? Czy odnajdzie brata? Jaką ścieżkę wybierze? Wejdźcie do brutalnego świata Gildii Zabójców, żeby się przekonać.

Anna Bellon - California Boy
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Data: 30 czerwca

W ostatnią środę miesiąca ma premierę również najnowsza książka Anny Bellon. W okładce jestem totalnie zakochana, a już niebawem dowiem się, czy treść również mnie oczaruje - odpowiedź poznacie niebawem, bo już ją zamówiłam! 

Danny od zawsze miał tylko jeden cel: dostać się do NHL. Kiedy przeprowadza się do zimnej Minnesoty, by zostać napastnikiem Lwów, chce dać z siebie wszystko i skupić się na hokeju. Plany jednak biorą w łeb, gdy na jego drodze staje Lizzy, aspirująca malarka.
Lizzy od lat ucieka przed swoją przeszłością. Nowy obraz na zamówienie budzi wspomnienia, które dawno już pogrzebała. Rodziny się nie wybiera, a teraz Lizzy ma więcej do stracenia, niż kiedykolwiek wcześniej. Tym razem na szali stoi nie tylko jej przyszłość, ale także Danny’ego. Wspólnie mogą wygrać to starcie, jeśli tylko będą grać w jednej drużynie.
Ta miłość może być najlepszym, co im się przytrafiło. Lub najgorszym.

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 23 czerwca

Dobrze zapowiadający się debiut polskiej autorki w Papierowym Księżycu, który również niebawem będę czytać! Czuję, że się zakochamy.

Wąpierz Elgan wiódł w miarę spokojne życie, do czasu, gdy na jego drodze stanął Smęt. Pokraczny, śmierdzący demon, sprowadzony przez samozwańczego szamana, powoli popada w obłęd, który mogą ujarzmić tylko bogowie. Aby zapobiec katastrofie, jaką zwiastuje coraz gorszy stan niesfornego demona, wąpierz Elgan wyrusza na poszukiwanie lasu Czarnoboga, by oddać mu w opiekę istotę odrzuconą przez innych bogów.
Do wyprawy rychło dołącza piękna szamanka Dorada, dla której podróż okaże się prawdziwą lekcją życia, a nieco później rudowłosy Mirosław, skrywający niejedną tajemnicę. Elgan wraz z towarzyszami przemierza ziemie, na których ludzie wyprawiają uczty zaduszne, by przywołać dziady, a wiejskie baby i chłopi stoją w kolejkach po wróżby.
Podczas wędrówki Elgan i Dorada próbują rozwikłać zagadkę znikających z wiosek dzieci. Wszystko wskazuje na to, że w zbrodnie zamieszane są potężne siły z zaświatów. Im bliżej rozwiązania znajduje się Elgan, tym większe niebezpieczeństwo grozi Doradzie.
Czy Elgan zdąży odprowadzić Smęta do Czarnoboga, zanim demon oszaleje? Czy odkryje, kto stoi za porwaniami? Czy przy okazji uda mu się dowiedzieć czegoś o sobie? Aby znaleźć odpowiedzi na te pytania, wystarczy wyruszyć w drogę do Wyraju!

Rebecca F. Kuang - Płonący bóg (Wojny makowe Tom 3)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 30 czerwca

Mówiłam, że premiery z 30 czerwca są najlepsze? Ostatni tom trylogii "Wojen Makowych", w których zakochałam się po uszy i kolejna pozycja, której nie wolno przegapić! 

Żyć z dawnymi występkami można jedynie, jeśli ukryje się je w głębokich zakamarkach umysłu, w czarnych odmętach duszy. Rin wciąż żyje.
Mogła przyjąć wyciągniętą dłoń Cesarzowej, zdławić rebelię i poprowadzić wojsko prosto na południe. Tam, gdzie w czerwonym pyle, wśród zapomnianych kapliczek i wykopanych w ziemi grobów czekają cierpliwie jej korzenie, jej Dom. Wolała bawić się w rewolucję, z której wyniosła tylko kolejne blizny i gorycz kolejnej porażki.
Została sama. Z okaleczonym ciałem, rozbitą duszą, łaknąca pokuty i rozgrzeszenia niemal tak samo, jak walki i zniszczenia.
I oto prawdziwy wróg wkracza na scenę. Tym razem Rin nie będzie walczyć w obronie Cesarstwa, Republiki czy życia swoich przyjaciół. Tym razem stawką jest cały znany Rin świat. Ten ludzki i ten boski

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 30 czerwca
Małgorzata Stefanik - Gildia Zabójców (Tom I)

Ooo! Co to się stało? Drugi raz pojawiła się informacja o "Gildii Zabójców"? Czyżby to był znak, że koniecznie powinniście ją wciągnąć na listę książek do przeczytania? Chyba tak! A teraz jeszcze bardziej poważnie dodam: Technicznie książkę możecie już zamówić w przedsprzedaży, ale możecie też jeszcze chwilkę poczekać, bo na dniach podrzucę Wam ofertę specjalną dla Różowych Sałat, bo każda Różowa Sałata tego świata wymaga odrobiny więcej dopieszczania!



"A gdybym powiedziała, że w cieniu waszego świata istnieje inny świat? Brutalny, o którym słyszycie, choć w niego nie wierzycie? Świat rządzony przez bezlitosnych królów panujących nad ludźmi, których wy nazywacie płatnymi zabójcami, choć nawet nie wiecie, jak nas wynająć?"


Kel Kade - Powiernik Mieczy (Kroniki Mroku Tom 1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 11 czerwca

Rezkin przypomina mi trochę Kitsune z pewnej książki, która pojawi się w księgarniach 30 czerwca... nie pamiętam teraz tytułu, ale coś z Gildią w nazwie... w każdym razie Kitsune już ma fanklub, więc jestem ciekawa, jak spisze się Razkin!

Waleczny jak Conan. Honorowy jak Aragorn. Logiczny jak Sheldon.
Rezkin został wychowany i wyszkolony w odosobnieniu w północnych ostępach królestwa Ashai. Całym jego światem była Forteca, a jedyną rodziną - Mistrzowie i Adwersarze. Ale Mistrzowie i Adwersarze nie żyją. Trupy wszystkich zostały na dziedzińcu Fortecy. Prawie wszystkich, bo jeden człowiek uniknął rzezi. I to właśnie jego tropem Rezkin wyruszy w świat zewnętrzny.
Być może ten człowiek wie, jakiej prawdy nie zdążył przekazać umierający Mistrz.
Być może gdzieś tam są ci przyjaciele, których Rezkin ma szanować i chronić.
Być może gdzieś tam odnajdzie ostateczny cel swojego istnienia.
Najpierw jednak musi odnaleźć się w świecie pełnym małych i dużych ludzi, którzy nie posiadają umiejętności, nie przestrzegają zasad, a na dodatek ciągle się uśmiechają i rumienią. Słowem: to nie jest świat dla poważnego herosa.
Amelie Wen Zhao - Dziedzictwo krwi
Wydawnictwo: Rebis
Data: 29 czerwca

Ta wspomniana w poniższym opisie 'zabójcza księżniczka' też mi gdzieś dzwoni... ale to była jakaś książka, która nie była z gatunku fantastyki i chyba lubiła od czasu do czasu biegać z kataną w dłoni. No nie ważne, nie przypomnę sobie teraz, więc lećmy z opisem "Dziedzictwa krwi":

Nowy, fantastyczny świat, który was wciągnie i złamie wam serca.
Zabójcza księżniczka. Oszust bez przeszłości i bez przyszłości. Cesarstwo zmierzające ku zagładzie. Czas opowiedzieć się po którejś ze stron.
W Cesarstwie Cyrilyjskim dyskryminacja powinowatych jest powszechna. A księżniczka Anastazja Michajłowna ukrywa jedno z najbardziej przerażających powinowactw.
Jej zdolność kontrolowania krwi długo trzymano w tajemnicy. Po zabójstwie ojca Ana staje się jednak jedyną podejrzaną. Żeby ratować własne życie, musi odnaleźć mordercę. Szybko się przekonuje, że spiskowcy już planują, jak obalić stary porządek.
Istnieje tylko jedna osoba, która może pomóc Anie dotrzeć do źródła tego spisku – Ramson Złotousty. To kuty na cztery nogi baron światka przestępczego Cyrilii, ale w tym przypadku trafiła kosa na kamień... Bo w tej historii może się okazać, że najniebezpieczniejszym graczem jest księżniczka.

S.A. Chakraborty - Miasto mosiądzu
Wydawnictwo: We need Ya
Data: 2 czerwca

Okey, tym razem się poddaje. Nie znajdę nawiązania, które mogłabym wcisnąć, ale i tak książka wydaje się intrygująca.

Wkrocz do magicznego miasta, w którym przyszłość królestwa spoczywa w rękach sprytnej i buntowniczej oszustki!
Nahri nigdy nie wierzyła w magię. Jest oszustką o niezrównanym talencie, żyjącą na ulicach XVIII- wiecznego Kairu. Wie lepiej niż ktokolwiek inny, że jej profesja – odczyty z dłoni, czary, uzdrowienia – to wszystko sztuczki i sposób na zmanipulowanie osmańskiej szlachty.
Ale kiedy Nahri przypadkowo przywołuje równie przebiegłego, mrocznego i tajemniczego wojownika – dżina, jest zmuszona zaakceptować fakt, że magiczny świat, o którym myślała, że istnieje tylko w opowieściach z dzieciństwa, jest prawdziwy. Wojownik bowiem opowiada jej historię o legendarnym Daevabad, mieście z mosiądzu, z którym Nahri jest nieodwołalnie związana.
Kiedy Nahri decyduje się wkroczyć do nowego świata, dowiaduje się, że prawdziwa moc jest zaciekła i brutalna. Tam magia nie może jej uchronić przed niebezpieczną polityczną siecią, a nawet najsprytniejszy plan może mieć śmiertelne konsekwencje.
W końcu jest powód, dla którego mówi się: uważaj, czego sobie życzysz.

Kacen Kallander - Felix Ever After. Na zawsze Felix
Wydawnictwo: We need Ya
Data: 16 czerwca

Przypominam, że czerwiec jest miesiącem dumy, więc nie może zabraknąć tęczowych premier!

Felix Love nigdy nie był zakochany, a ironią losu jest nazwisko, które nosi. Desperacko chce się dowiedzieć, jak to jest kochać, i nie rozumie, dlaczego innym przychodzi to tak łatwo, a jemu nie. I mimo że jest pewien swojej tożsamości, wewnętrznie obawia się, że bycie czarnoskórym, queerowym, transpłciowym chłopakiem będzie przeszkodą do odnalezienia szczęśliwego zakończenia.
Kiedy ktoś anonimowo wysyła Felixowi transfobiczne wiadomości, zaraz po tym jak upublicznia jego zdjęcia sprzed korekty płci, Felix wymyśla plan zemsty. Jednak czekają na niego kolejne niespodzianki, a jedną z nich będzie uwikłanie w coś na pozór trójkąta miłosnego. Felix będzie musiał zmierzyć się z emocjami i wyruszyć w najtrudniejszą podróż swojego życia, aby odnaleźć samego siebie.
„Felix Ever After. Na zawsze Felix” to szczera i wielowarstwowa opowieść o tożsamości, zakochiwaniu się i odnajdowaniu miłości, na którą wszyscy zasługujemy.

Celia Laskey - Pod tęczą
Wydawnictwo: Prószyński Media
Data: 15 czerwca

Chcieli żyć w strefie wolnej od LGBT, ale los spłatał im figla...
Big Burr to miasteczko, gdzie wszyscy się znają - a przynajmniej tak im się wydaje. Kiedy jednak zdobywa niechlubny tytuł "najbardziej homofobicznej miejscowości w Ameryce", a przyznająca go organizacja na dwa lata przysyła tam queerową grupę zadaniową do pracy u podstaw i edukowania lokalsów, rezultaty są nie do przewidzenia.
Pogrążona w żałobie po synu Linda przyjmuje aktywistów z otwartymi ramionami, bo tylko oni nie wiedzą o jej bolesnej przeszłości.
Nastoletnia Avery, wściekła, że musiała zostawić Los Angeles, za wszelką cenę stara się nawiązać przyjaźnie w nowym liceum. Tyle że szkolni koledzy szybko odkrywają, że to jej mama kieruje grupą zadaniową.
Gabe, lokalny myśliwy, który mieszka w Big Burr od urodzenia, nagle czuje, że znalazł się na celowniku.
W miarę jak napięcie rośnie, związki się rozpadają, a bolesne prawdy wychodzą na jaw, zarówno starzy, jak i nowi mieszkańcy zaczynają się zastanawiać, czym jest poczucie przynależności.
"Pod tęczą" to ciepła, pełna humoru, przejmująca opowieść o zawiłościach ludzkiej psychiki, związkach oraz tolerancji wobec siebie i innych.
Daniel Tudor - I love Korea. K-pop, kimchi i cała reszta
Wydawnictwo: Mova
Data: 16 czerwca

Swoją drogą, wiecie, która z czerwcowych premier rozgrywa się w sporej części w Korei Południowej? No zgadnijcie! Tak, tak, prawidłowa odpowiedź to: "Gildia Zabójców"!

Odkryj świat k-popu, taekwondo, Gangnam Style i kimchi!
Wyrusz w podróż po zaułkach Seulu i zakamarkach koreańskich trendów!
Poznaj tętniący energią przewodnik kulturowy, który porwał serca czytelników na całym świecie.
Daniel Tudor, brytyjski dziennikarz, pisarz i przedsiębiorca od kilku lat mieszkający w Korei, jako samozwańczy geek wnikliwie przygląda się kulturze koreańskiej w przeróżnych jej odsłonach. Błyskotliwie i dowcipnie omawia niesamowite koreańskie trendy, które podbijają internet, i zdradza ich genezę, wszystko ilustrując znakomitymi zdjęciami.
Przytacza rozmaite ciekawostki, zwraca uwagę na wyznaczniki koreańskiej kultury – od buddyzmu po sztukę tradycyjną i taekwondo. Opowiada o specyfice relacji interpersonalnych, charakterystycznych symbolach i zwyczajach, a także oczywiście o gwiazdach popkultury. Jako dodatkową atrakcję oferuje miniprzewodnik po swoich ulubionych atrakcjach w Seulu.
Andrea Galli - Zabójca
Wydawnictwo: WAB
Data: 30 czerwca

Tym razem nawiązanie jest tak oczywiste, że aż sobie daruję, a w zamian napiszę, że nieco się jaram tą pozycją, bo w przypadku płatnych zabójców lubię zaglądać za kurtynę. A swoją drogą wiecie, że na blogu od niedawna wisi tekst o istniejących w przeszłości organizacjach zabójców na zlecenie?

Reporter "Corriere della Sera" Andrea Galli rekonstruuje historię Juliana Sinanaja, jednego z najbardziej niebezpiecznych zabójców w Europie, który – jak twierdzi – używał śmierci "do uporządkowania świata". Schwytany w Albanii pod koniec obławy w 2018 roku, był wynajmowany przez przestępców, polityków, zwykłych obywateli i rosyjskie tajne służby, które nauczyły go "rzemiosła".
"Zabójca" to mocny, wstrząsający reportaż, który portretuje fascynującą, ale jednocześnie przerażającą postać Juliana Sinanaja, a przy tym ujawnia kulisy globalnej polityki.


Małgorzata Stefanik - Gildia Zabójców (Tom I)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 30 czerwca

Małgorzata Stefanik - Gildia Zabójców

Znowu to zrobiłam?! No cóż... to silniejsze ode mnie - w końcu tylko raz debiutuje się jako autor... a no tak, zapomniałam wspomnieć, że Małgorzata Stefanik to człowiek, którego znacie jako Gosiarella! Pewnie nie jesteście zbyt zaskoczeni, ale zaraz to naprawię szokującą wiadomością: "Gildia Zabójców" nie jest fantastyką! Wiem, wiem, sama jestem w szoku, bo nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyszłoby do głowy, że geek przesiąknięty fantastyką napisze coś zupełnie innego, a tu proszę! Niespodzianka! To okazało się tak zaskakujące, że nawet księgarnie omyłkowo walnęły to na nieodpowiednią półkę. W każdym razie zapewniam, że choć książka nie jest fantastyką, to jest fantastyczna! (Ten tekst, a raczej opinię o GZ ukradłam eM poleca, więc tym razem to nie mój różowy narcyzm!)

A swoją drogą wiecie, że na FB powstał autorski fanpage?
(Znów to nie narcyzm, a próba oddzielenia zabójców od różu - zobaczymy jak wyjdzie)

Ps. Aby obniżyć poziom zaskoczenia, zapytam standardowo: Na co czekacie? Dlaczego na "Gildię Zabójców" i co jeszcze wpadło Wam w oko?!

Czytaj całość

Umowa wydawnicza, czyli co negocjować przed podpisaniem?


Udało się. Po wysłaniu licznych propozycji wydawniczych, miesiącach czekania i niepewności, otrzymujecie informację zwrotną, że wydawca jest zainteresowany wydaniem Waszej książki. W nieopisanej euforii chcielibyście już w tej chwili podpisywać umowę, by jak najszybciej zobaczyć książkę w księgarni - to w pełni zrozumiałe, ale równocześnie może okazać się dla Was niekorzystne. Dlatego lepiej uważnie przeczytajcie umowę i ją negocjujcie.

G: Czy pisarze powinni się bać ją renegocjować umowę w obawie, że się ich spławi lub słabiej wypromuje książkę, czy też istnieje spore pole do negocjacji?

Wydawnictwo SQN: Zawsze wyjaśniamy autorowi, jak działa rynek wydawniczy i co składa się ostatecznie na okładkową cenę książki. Proponujemy wstępne warunki, ale oczywiście zawsze pozostaje pole do negocjacji, to już kwestia indywidualna. Na pewno żaden autor nie powinien bać się, że wypromujemy jego książkę słabiej. Wyróżnia nas, że każdą książkę, którą wydajemy, promujemy najlepiej, jak potrafimy.

Gdy jest się debiutantem bez znanego nazwiska, które zagwarantuje masową sprzedaż książki, a w dodatku po wysłaniu kilkunastu, czy kilkudziesięciu propozycji wydawniczych, z których wynikła tylko jedna pozytywna odpowiedź, możecie się czuć niepewnie przy negocjacjach. Jakby najmniejszy błąd, czy próba poprawienia umowy mogła sprawić, że wydawca zmieni zdanie i nie będzie już Was chciał. Nie mogę w 100% zapewnić, że tak się niestanie, ale jest to raczej mało prawdopodobne. Jak w każdych negocjacjach, wydawnictwo może się zgodzić lub odrzucić proponowane przez Was zmiany w umowie i to od Was ostatecznie zależy, czy je zaakceptujecie.

Warto jednak mieć na względzie, że nie podpisanie umowy może się okazać znacznie lepszym wyjściem od podpisania złej umowy. Wiem, że w tym momencie ciężko w to uwierzyć, dlatego osobiście polecałabym konsultacje z prawnikiem, jeśli jednak zdecydujecie się zmierzyć z umową na własną rękę, oto rewelacyjne kompendium wiedzy, z którym powinniście się zapoznać:


Dla pewności powtórzę lub dorzucę kilka ważnych punktów, którym warto się bliżej przyjrzeć, i z którymi wielu znajomych autorów miało problemy.

Licencja

Ważną rzeczą jest określenie zakresu udzielenia licencji na dysponowanie Waszym utworem. W skład tych warunków wchodzi przede wszystkim czas trwania licencji i zakres eksploracji. Zacznijmy od czasu. Istnieją tu trzy opcje: 
  • na czas określony do 5 lat 
  • na czas nieokreślony 
  • na czas określony powyżej 5 lat (ale w tym przypadku po upływie 5 lat uważa się licencję za zawartą na czas nieokreślony.

        Art. 68.0 Prawa Autorskiego
        Punkt 2. Licencję udzieloną na okres dłuższy niż pięć lat uważa się, po upływie tego terminu, za udzieloną na czas nieoznaczony.

No dobrze, ale co znaczy w praktyce ten tajemniczy termin "na czas nieokreślony"? Dajmy na to, że w umowie padło udzielenie wydawcy licencji na okres 10 lat. W praktyce wcale nie musicie się męczyć przez dekadę i po upływie określonych w przepisach 5 latach możecie ją spokojnie wypowiedzieć, co jest znacznie trudniejsze w przypadku umowy na czas określony (tj. nim upłynie 5 lat).

Przejdźmy do pól eksploracji, czyli poszczególne sposoby korzystania z utworu, na które pozwalacie wydawcy. W umowie znajdziecie dużo wymienionych przykładów, z który wiele wydaje się całkiem niezrozumiała, ale ogólnie chodzi o to, że wyrażacie zgodę, by z Wasze pliku wydawca zrobił papierową książkę, ebook, audiobook etc. i mógł umieścić ją w księgarniach, bibliotekach etc., a także wykorzystywał przy promocji. Warto jednak zwrócić uwagę, że to właśnie w tej części umowy znajduje się przeniesienie na rzecz wydawcy praw do rozporządzania Waszą książką w kwestii ewentualnej adaptacji i sprzedaży praw na zagraniczne rynki, więc sprawdźcie, co się stanie, jeśli nagle Wasza książka stanie się hitem i Netflix postanowi zrobić na jej podstawie serial lub CD Projekt RED grę (wszyscy słyszeliście o wtopie Sapkowskiego z "Wiedźminem", prawda?). Osobiście uważam, że podział 50 na 50 to minimum, ale chętnie poznam zdanie bardziej doświadczonych autorów.


Wynagrodzenie i sposób zapłaty

Zaznaczę jedną ważną rzecz: te dwie rzeczy muszą zostać uwzględnione w umowie i macie prawo negocjować Wasze honorarium. Zwrócicie uwagę zarówno na zaliczkę (większość wydawców gwarantuje autorowi bezzwrotną zaliczkę na poczet honorarium, która jest kwotą, o którą pomniejsza się później wypłatę z procentów ze sprzedaży książki), jak i procent ze sprzedaży (zarówno z wersji papierowych, jak i pozostałych form) oraz informację, od czego ów procent jest naliczany - może to być zarówno cena okładkowa książki, jak i cena hurtowa, czy cena zbytu każdego sprzedanego i zapłaconego egzemplarza. Nie muszę mówić, że okładkowa jest najbardziej opłacalna, ale też najtrudniej ją wynegocjować, prawda?

Sposób wypłaty Waszego honorarium również powinien być jasno określony w umowie, czyli m.in. jak, do kiedy, i na jakiej podstawie. 

Co warto negocjować?

Moim zdaniem najlepsze umowy składają się z kompromisów. Nikt nie jest w pełni zadowolony, choć nikt nie jest również niezadowolony, ale to moja osobista opinia jako fanki równowagi we wszechświecie. Dlatego weźcie sobie głęboko do serca, że Wy również nie powinniście być niezadowoleni po podpisaniu umowy. Starajcie się zaproponować zmiany zapisów, które są dla Was niekorzystne i zwracajcie szczególną uwagę na:

– rodzaj umowy (sprzedaż praw czy licencja)
– terminy (do kiedy wydawca ma obowiązek wydać książkę?)
– horarium i procent (sposób rozliczania i na jakiej podstawie)
– redakcja i korekta (ile macie czasu na wprowadzenie poprawek)
– promocja (czy jest mowa o działaniach promocyjnych? Czy autor ma coś do powiedzenia w tej kwestii?)


Tak naprawdę wszystkie naprawdę istotne informacje znajdziecie w podlinkowanym wyżej Poradniku Prakreacji, jednak chciałam dorzucić jeszcze jedną rzecz: pierwszeństwo wydawcy do wydania innych utworów autora. Pamiętam, że swego czasu Leszek Bigos opisywał na swojej stronie (niestety wpis można już znaleźć tylko w archiwum) przypadek debiutantka, który przez ten zapis pogrzebał swoją pisarską karierę. Bez uściślenia jak długi termin na decyzję ma wydawca (wydam czy nie wydam? - oto jest pytanie), można zamrozić się na długie miesiące, czy lata. I właśnie takie małe pozornie nieistotne niedopatrzenia mogą Wam zrobić krzywdę. Dlatego czytajcie swoje umowy, pokazujcie prawnikom i negocjujcie je, jeśli coś Wam w nich nie pasuje!

Przy okazji sprawdźcie:

Czytaj całość

Murder Inc i spółka, czyli organizacje zawodowych zabójców, które warto poznać




Fikcyjne organizacje zrzeszające płatnych zabójców, jak choćby szkoła zabójców z “Deadly Class” czy Czerwony Kościół Matki Błogosławionego Morderstwa z “Nibynocy” Jay'a Kristoffa, okazjonalnie wyskakują z popkultury, by snuć wizję twórców na temat tego, jak mogłyby działać mordercze korpo. Co jednak z tymi istniejącymi naprawdę? W końcu to nie tak, że ci wszyscy płatni zabójcy biorą się z ogłoszeń o pracę na OLX… chyba… a przynajmniej ja na takiego jeszcze nie trafiłam.

Już w starożytności płacono złotem strażnikom, by zabili króla, którego mieli ochraniać, ale przekupić odpowiednią osobę może każdy z zasobnym portfelem. Chociaż z tym też jest różnie, bo naukowcy z uniwersytetu w Birmingham wyliczyli, że wynajęcie płatnego mordercy kosztuje średnio 15 180 funtów (kwota wynika z przeanalizowania przypadków z lat 1974-2013, w których ceny zaczynały się od 200 funtów i sięgały do stu tysięcy funtów). Ale my dziś nie o cenach, a o organizacjach!

Murder Inc


Wszystko zaczęło się po zakończeniu wojny castellammaryjskiej w latach 30-tych ubiegłego wieku w USA, gdy największe rodziny mafijne doszły do wniosku, że trzeba ustalić nowe porządki, zacząć działać podobnie, jak wielkie korporacje i podzielić zarówno terytoria, jak i obowiązki. Wtedy powstał Syndykat i jego odział zabójców, który gazety ochrzciły Murder Inc.

Siedziba Murder Inc mieściła się w… bostońskiej cukierni “Midnight Rose’s”. Niemniej to nie jedyna dość uroczo brzmiąca rzecz związana z tą organizacją. Według zeznań jednego z członków, Bugsa Siegela, mieli zasadę zabijania jedynie ludzi ze swojego świata (tacy Dexterzy w zabijaniu tylko tych złych), czyli kategoryczny ban zarówno na zwykłych obywateli, jak i na urzędników (np. polityków, sędziów, czy policjantów). Dodatkowo każde zlecenie musiało dostać akcept od bossów, a zabójca nie mógł być personalnie związany z ofiarą.

Z ciekawostek dodam, że w 1960 roku powstał film "Murder Inc.", który opowiada o tej organizacji i został nakręcony na podstawie książki napisanej przez prawnika Burtona Turkusa.

Sarasota Assassination Society


W wolnym tłumaczeniu Sarasota Assassination Society powstała, by potajemnie mordować przeciwników politycznych, a jej członkowie byli ze sobą związani przerażającymi przysięgami, aby wykonywać krwawą pracę zespołu i zachować ich sekrety. Ostatecznie specjalnie dyskretni nie byli, bo ich istnienie wyszło na jaw, gdy zamordowali kierownika poczty, Charlesa Abbe'a.

Ta grupa została początkowo opisana jako zabójcy likwidujący przeciwników politycznych, co jest nieco naciągane, ponieważ już wtedy zakładano, że organizacji nie podobało się, że przedsiębiorcy z północy zaczęli osiedlać się na południu Stanów Zjednoczonych i bogacić się na ich ziemiach. Później jednak doszukano się pobudek mniej idealistycznych, za to jak najbardziej materialnych, oczywiście z korzyścią dla członków Stowarzyszenia Sarasoty.

Nokmim


Naziści mieli swoją mieli swoją zabójczą organizację – Werwolf, w skład której według niektórych źródeł wchodzili najbardziej obiecujący członkowie Hitlerjugend i Waffen SS, i która po II wojnie światowej działała na terenach okupowanych Europy. Jednak na nazistów również polowano, a zajmował się tym Nokmim.

Nokmim (z heb. mściciele) była grupą około pięćdziesięciu ocalałych z Holokaustu, którzy po wojnie dokonywali swojej zemsty za zamordowanie sześciu milionów Żydów podczas Holokaustu. Kierowana przez Abbę Kovnera grupa dążyła do zabicia sześciu milionów Niemców w formie masowej zemsty w myśl zasady oko za oko „naród za naród ". Po całej Europie i Ameryce Południowej śledzili zbiegłych nazistów, często zabijając ich tak, by upozorować samobójstwo lub nieszczęśliwy’ wypadek, ale zdarzały się również sytuacje, gdy wcale się nie przejmowali i szli na całość, jak choćby gdy zakradli się do szpitala i wstrzyknęli gestapowcowi strzykawkę pełną nafty. Zdarzały się również przypadki zamachów masowych i tu niech przykładem będzie zdarzenie z kwietnia 1946 roku, gdy jeden z mścicieli zatrudnił się w piekarni dostarczającej chleb do alianckiego obozy jenieckiego Stalag 13 w Norymberdze i jakoś tak przypadkowa wypiekł 3000 bochenków chleba z arszenikiem. Co najciekawsze po złapaniu paru członków organizacji niemiecka prokuratura oddalił sprawę przeciwko nim ze względu na „nadzwyczajne okoliczności".

Asasyni / Hashashini


Jeśli istnieje ktoś, kto choć raz nie zetknął się z Assasynami, to pewnie i tak tu nie dotrze, bo w swojej jaskini nie ma internetu. Ten zakon zabójców rozsławiła seria gier Ubisoftu “Assassin's Creed”, ale jego korzenie sięgają do XI wieku. Wtedy to Hasan ibn Sabbah założył fortecę w Alamucie dla Zakonu Asasynów, którzy byli częścią izmailickiej sekty szyickiego islamu.

Prawda jest taka, że wokół Assasynów narosło tyle mitów, że momentami trudno jest rozróżnić od niezbyt poważnych legend, jak choćby mitu, że zabójcy wykonywali zlecenia będąc pod wpływem haszyszu. Szczerze wątpię, ale jeśli rzeczywiście naćpani byliby w stanie efektywnie dokonać zamachu, to spory szacun (a całkiem poważnie ten mit wziął się zapewne z powodu wykorzystywania haszyszu w rytuałach religijnych). Wiemy natomiast na pewno, że na przestrzeni dziesiątek lat swojej działalności dokonywali tak spektakularnych zamachów, że wiele dodatkowy zastało im przypisanych przez ówczesnych, przerażonych ludzi.

Oczywiście to tylko mały wycinek ze wszystkich grup działających na przestrzeni wieków, nawet biorąc pod uwagę tylko te, których istnienie wyszło na jaw. Nawet stosunkowa niedawno, bo w czerwcu 2018 roku Austria wydała Rosji przywódcę ponad pięćdziesięcioosobowej organizacji okrzykniętej „bandą Gagijewa”.

Jak widać, nie tylko w popkulturze kryją się zawodowi zabójcy, ale jeśli szukacie nowej dawki fikcyjnych zabójczych organizacji, to uprzejmie informuję, że 30 czerwca do księgarń wchodzi "Gildia Zabójców". Zapamiętajcie tę okładkę, bo niebawem będzie tu o niej głośno!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella