POPvlog: Czy warto być Księciem z bajki?!


Ach! Książę z bajki! Wydawać by się mogło, że każda dziewczyna będzie do nigo wzdychać i marzyć, by ją odnalazł i zabrał na swoim białym rumaku w stronę zachodzącego słońca lub w jakąkolwiek inną byle prowadzącą do jego zamku? Jednak moi drodzy mężczyźni, nie dajcie się jednak zwieść wszystkim ochom i achom wydawanym przez kobiety, ponieważ naprawdę nie chcielibyście zasilić szeregi bajkowych książąt. Nie wierzycie? Oto 6 powodów:




Czytaj całość

Made in China, czyli paczka c-dram #1

Jaką dramę obejrzeć?

Muszę przyznać, że oglądanie chińskich dram nie idzie mi najlepiej. O ile początki są świetne, tak po pewnym czasie (czyt. przytłoczona liczbą odcinków) zaczynam się nudzić i z trudem potrafię dobrnąć do końca. Niemniej są c-dramy lepsze i gorsze, więc dobrze, abyście wiedzieli, które są które!


[WAŻNE: Nie oglądajcie openingów, bo to same spoilery! A jeśli dopiero zaczynacie przygodę z dramami, to lepiej zacznijcie od koreańskich produkcji (łapcie poradnik ), z kolei jeśli znacie tylko k-dramy, to warto sprawdzić czym c-dramy się od nich różnią]


My Little Princess
Gatunek: Romans, Szkolna

Opis: Główna bohaterka Lin Xin Chen (Zhang Yu Xi)  jest rozpieszczoną dziewczyną z bogatej rodziny, cierpiącą na syndrom księżniczki. A skoro jest księżniczka, to musi być również książę, którym dla Lin Xin Chen ma być zaręczony z nią Zheng Chu Yao (Chen Bo Rong), który niestety nie podziela jej radości z tym związanej. Na balu nasza księżniczka myli swego księcia z ubogim pianistą Jiang Yu Nian (Mike D. Angelo), a gdy jej pomyłka wychodzi na jaw, obwinia za całe zajście pianistę. I tak rodzi się dramowy trójkąt, czy też czworokąt, bo pianiście wpada w oko księżniczka uganiająca się za księciem, który z kolei ugania się za biedną dziewczyną (niemal żywcem wyciągniętą z k-dramy), a wszystko to rozgrywa się w prywatnej szkole artystycznej - Four Leaf College.

Ocena: Fabuła może i brzmi na niesamowicie wtórną i infantylną, jednak śmiało mogę przyznać, że "My little princess" jest najlepszą c-dramą, jaką miałam okazję obejrzeć. Jeśli dotychczas oglądaliście jedynie k-dramy, to poczujecie tak potężny powiem świeżości, że może Was przewrócić. Poważnie! Przeżyłam ogromny szok, gdy ten tytuł uświadomił mi różnice między dramami chińskimi i koreańskimi. Główna bohaterka jest koreańską wersją 'tej drugiej, która jest zołzą', a 'ta druga' to wypisz wymaluj typowa główna bohaterka z k-dram. Podobnie jest z postaciami męskimi. Naprawdę nie mogłam się nadziwić i przestać zachwycać. Wciągnęła mnie niesamowicie, bawiła i zapewniła dobrą rozrywkę. Zdecydowanie polecam!

The Starry Night, The Starry Sea
The Starry Night, The Starry Sea opinie
Gatunek: Romans, Fantasy

Opis: Shen Luo (Bea Hayden) po latach życia w dużym mieście, wraca do rodzinnego domu znajdującego się na małej wyspie. Wracając do spokojniejszego życia na wyspie, spotykając się z przyjaciółmi z dzieciństwa Jiang Yi Shengiem (Huang Ming) i Zhou Bu Wen (Sui Yong Liang), Shen Luo, dowiaduje się, że jej dziadek jest ciężko chory, więc postanawia się nim zaopiekować. Wkrótce w jej życiu pojawia się tajemniczy ​​Wu Ju Lan (Feng Shao Feng). Dziewczyna nie ma pojęcia, że Ju Lan jest trytonem (czyt. męskim odpowiednikiem syreny), którego magiczna perła 150 lat wcześniej została skradziona przez jej przodków.

Ocena: Jeśli sam tytuł mnie nie zwabił do tej dramy, to z pewnością zrobiły to plakaty i opis fabuły. W końcu dostaliśmy serial/dramę o męskiej syrence, która została wręcz przepięknie nakręcona. Muszę przyznać, że pierwsza połowa dramy była naprawdę interesująca. Niestety ładne rzeczy mają to do siebie, że ich czar po pewnym czasie pryska, więc później zaczęło mi się nieco nudzić, choć nie na tyle, by ją porzucić. Ba! Zakończenie zmusiło mnie do rozpoczęcia przygody z kolejnym sezonem, który niestety okazał się prequelem. Dopiero wtedy się poddałam. Przy okazji warto wspomnieć, że "The Starry Night, The Starry Sea" uświadomiło mi, jak kiepsko grają chińskie aktorki lub jak w Chinach mają słabych ludzi od castingu. Gdyby wyciąć Bea Hayden, to ta drama byłaby znacznie lepsza.

My Amazing Boyfriend
Chińskie dramy fantasy
Gatunek: romans, tajemnica, fantasy, komedia

Opis: Xue Ling Qiao jest 500-letnim mężczyzną z nadprzyrodzonymi zdolnościami, który był uwięziony we śnie przez ostatnie 100 lat. Gdy drugoplanowa aktorką, którą ciągle prześladuje pech, Tian Jing Zhi przypadkowo budzi go podczas wypadku samochodowego, w którym sama ginie, Ling Qiao dzięki swoim zdolnościom przywraca ją do życia. Zmuszeni po różnych wypadkach, do życia pod jednym dachem i udawania pary, razem starają się odkryć zatarte wspomnienia nieśmiertelnego chłopaka. Okazuje się bowiem, że mają ze sobą więcej wspólnego niż im się wcześniej wydawało, a ich losem stara się kierować ktoś jeszcze.

Ocena: Ta drama była tak zachwalana, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Okazało się, że dobrze zrobiłam, bo okazała się całkiem niezła i nie mogę się doczekać drugiego sezonu. Co prawda momentami bohaterowie wywoływali u mnie potężnego facepalma, jednak cała tajemnica związana z pochodzeniem nieśmiertelnego była ciekawa. Zdecydowanie na ten tytuł warto zwrócić uwagę!

Love me, if you dare
Chińska drama Love me, if you dare
Gatunek: Kryminał, Thriller, Romans

Opis: Świeżo upieczona absolwentka Jian Yao (Ma Si Chun) otrzymuje propozycję zostania tłumaczem dla profesora Bo Jin Han (Wallace Huo). Niemniej jej miejsce pracy wydaje się conajmniej osobliwe - ciche, odosobnione, tajemnicze i niepokojące. Zresztą sam pracodawca też jest dość ekscentrycznym introwertykiem. Dziewczyna stara się pomagać profesorowi na miarę swoich możliwości. Ze względu na jego ulubione jedzenia – ryby, postanawia składać zamówienia na codzienne dostawy ze sklepu swojego wuja, prosto do domu mężczyzny. Wkrótce okazuje się, że dostawca, którym jest nastoletni kuzyn dziewczyny, zaginął. Wuj Jian Yoa oskarża profesora o uprowadzenia, a nawet o morderstwo chłopca.

Ocena: Największą zaletą "On nadchodzi, zamknij oczy" (wyobrażacie sobie, że naprawdę tak przetłumaczono ten tytuł?!) jest cała masa spraw kryminalnych, które muszą rozwiązać bohaterowie. Najczęściej tyczy się to seryjnych morderców i to zazwyczaj nie byle jakich, lecz mastermindów na miarę Moriarty'ego. Jeśli lubicie pogoń za mistrzami zbrodni, to ten tytuł powinien się sprawdzić. Jest całkiem nieźle przeprowadzony, choć w pewnym momentach jest przewidywalny. Niestety dużym minusem są główni bohaterowie, którzy nie są godni zapamiętania i szybko wylecą Wam z pamięci.

I Cannot Hug You
Chińskie dramy co obejrzeć?
Gatunek: Romans, Fantasy, Wampiry

Opis: Li ShiYa (Zhang Yu Xi) jest modelką i wampirzycą, jednak nie w stylu 'Wyssę z Ciebie krew', bo współczesne wampiry już nie piją krwi. Rozwinęły się wraz z otaczającym je światem i dostosowały do jego realiów, w któych zostałyby łatwo wykryte, gdyby pozostawiały za sobą wysuszone zwłoki. Teraz wampiry karmią się ludzką energią, pobieraną za pośrednictwem dotyku.
Z kolei Jiang Zhihao jest człowiekem z bakteriofobią, którego energia wyjątkowo smakuje ShiYi , jednak przez jego niechęć do dotykania innych, wampirzyca nie może się pożywić. I tak wpada na pomysł, by pod przykrywką zakochanej dziewczyny wyleczyć go z fobii.

Ocena: Pomysł fajny, a Zhang Yu Xi jest jedną z lepszych chińśkich aktorek, więc postanowiłam spróbować. To był błąd. Choć początek nie był najgorszy i krył stosunkowo ciekawe tajemnice, tak później nie dawałam rady zmusić się do kontynuowania. Dramę męczyłam miesiącami (to ją winię za zastój w c-dramach). Osobiście odradzam. Jest nudną pułapką z irytującymi bohaterami.

Meteor Garden
Drama z Netflixa Meteor Garden

Opis: Shan Cai (Shen Yue) jest  nieustraszoną dziewczyną, która zaczyna studiować dietetykę na renomowanym uniwersytecie. Już pierwszego dnia wpada w kłopoty i staje na drodze popularnym, bogatym, przystojnym i ogólnie och!ach! chłopakom z grupy F4, których liderem jest arogancki Dao Ming Si (Wang He Di). Shan Cai nie pochwala ich niegrzecznego zachowania i jako jedyna postanawia się im postawić. To z kolei prowokuje bieg niespodziewanych zdarzeń, których konsekwencją będą zawirowania miłosne.

Ocena: "Meteor Garden" jest remakiem starszej chińskiej dramy, która z kolei była remakiem koreańskiego „Boys Over Flowers” (ta historia jest nieco dłuższa, ale to nie jest teraz istotne), który niegdyś oglądałam. Choć koreański tytuł raczej średnio mi się podobał, byłam ciekawa jak netflixowa, chińska wersja się udała. O dziwo było znacznie lepiej, niż podejrzewałam. Po pierwsze dlatego, że miło oglądało się coś, co już znałam w nowej, poprawionej wersji pozbawionej wielu głupot, choć nie całkiem od niej wolnych. Po drugie okazała się lepsza od wcześniejszej wersji, którą widziałam. Niestety oglądanie niektórych bohaterów i scen wciąż boli.

Ps. Oglądaliście już chińskie dramy? Polecacie coś szczególnego?
Czytaj całość

Jak wyglądałby świat, gdyby żyli w nim bohaterowie dram?

Jak wyglądałby świat, gdyby żyli w nim bohaterowie dram

Oglądając, jak zachowują się główni bohaterowie w k-dramach, nie potrafię uciec od wyobrażania sobie, jak absurdalnie wyglądałyby takie sceny w prawdziwym życiu. Po prawdzie w każdym filmie, czy serialu niezależnie od kraju produkcji, jest pełno niedorzecznych zachowań, jednak mam wrażenie, że wśród nich przodują azjatyckie dramy. Zresztą sami sprawdźcie,  jak wyglądałby świat, gdyby ludzie zachowywali się jak bohaterowie dram.

Piski, wrzaski i dramaty to tylko część rzeczy, których nagle spostrzegalibyście więcej. Gdziebyście nie spojrzeli tam dostrzeglibyście mężczyzn ciągnących kobiet za nadgarstki. Przytulających się heteroseksualnych mężczyzn przeżywających ciekawesze bromance, niż romanse. Zapłakane kobiety snujące się po chodniku jak duchy. To wszystko tylko zalążek nowej rzeczywistości, w której musielibyście się na nowo odnaleźć, a do tego dochodzą jeszcze niedogodności wpływające na WASZE życie!


Wieczne korki

Dzień jak co dzień. Jedziecie sobie samochodem (czy tam autobusem), aż nagle trafiacie na kilometrowy korek w miejscu, w którym zazwyczaj go nie ma. Pewnie myślicie, że jakieś roboty drogowe albo wypadek albo komuś się auto gdzieś tam z przodu zepsuło. Ale nie! Najzwyczajniej w świecie jakaś para postanowiła namiętnie całować się na pasach. I szlag trafił przez nich cały dzień! Spóźniliście się do pracy/szkoły i dostaliście opieprz. Popołudniu wracacie do domu po ciężkim dniu i marzycie tylko o pysznym obiadku i Netflixie, ale nie ma tak łatwo. Musicie znów czekać, bo gdzieś przed Wami jakaś dziewczyna dostała załamania nerwowego i postanowiła rozbeczeć się w trakcie przechodzenia na drugą stronę ulicy i tam zostać, dopóki się nie wypłacze.  Kolejny dzień, kolejny korek na pół miasta, bo dwóch znajomych spotkało się w połowie przejścia i postanowili poplotkować - w końcu każdy z nich szedł w inną stronę, więc spotkanie w pół drogi ma sens, prawda?


Artykuł o koreańskich dramach

W korańskich dramach ludzie są tak przyzwyczajeni do tego typu zachowań, że już zwyczajnie ich wymijają autami, lecz u nas byłoby to zbyt ryzykowne. Omiń samochodem człowieka, który stoi na pasach, a zapłacisz 500 złotych mandatu, dostaniesz 10 punktów karnych, a w skrajnych przypadkach mogą jeszcze zabrać prawo jazdy. Ech... Zdecydowanie bohaterowie dram zbyt dosłownie potraktowali nazwę "przejście dla pieszych", uznając je za idealne miejsce do 'spotykania się w pół drogi' i stania tam, dopóki nie załatwią wszystkich swoich spraw. Gdyby ludzie w prawdziwym świecie się tak zachowywali, to nadeszłyby złote czasy dla sprzedawców rowerów.


Zawieszeni ludzie

Skoro już zrezygnowaliście z prowadzenia aut, to chodźmy na spacer! Tylko nie zdziwcie się za bardzo, gdy zobaczycie ludzi, którzy nagle, bez żadnego konkretnego powodu stoją nieruchomi z pustym wyrazem twarzy, by już po chwili ruszyć jakby nigdy nic. Nie przejmujcie się nimi, bo to żadna z-epidemia, która mogłaby być zaraźliwa. To nie groźne. Oni zwyczajnie przeżywają retrospekcje ostatnich wydarzeń. Tak się dzieje, gdy zaczynają za kimś tęsknić lub rozumieć głębszy sens zachowania swoich najbliższych. To trochę tak, jakby ich mózg na czas wyświetlania kilkunastosekundowego filmu, zawiesił pozostałe funkcje. Dlatego zachowujcie szczególną ostrożność w sklepach, by przez przypadek w nikogo wózkiem nie wjechać! A skoro o tym mowa, przejdźmy do kolejnej niedogodności.

Większa liczba zgonów

Jeśli w czasie spaceru będziecie świadkami wypadku, to nie zastanawiajcie się ani sekundy i od razu dzwońcie na 112! Tak, Wy to zróbcie, nie czekajcie, aż zrobi to ktoś inny, bo jeśli w zebranym obok ofiary tłumie będą się znajdować sami bohaterowie dram, to nikt z nich nie wyciągnie telefonu, by wezwać karetkę. Oni w takich sytuacjach potrafią tylko płakać, zawodzić, krzyczeć imię ofiary i jeszcze nim potrząsać. Przy okazji możecie im zwrócić uwagę, żeby dla bezpieczeństwa poszkodowanego nie rzucali nim jak lalką, bo może mieć uszkodzony kegosłup i tylko mu zaszkodzą?

Blog o azjatyckich dramach

Niestety w świecie, w którym bohaterowie dram chodziliby wolno po ulicach, normalni ludzie musieliby zachować szczególną ostrożność, ponieważ wzrosłaby liczba zgonów. Po części dlatego, że w ich życiu liczy się wyłącznie DRAMAT, więc wypadek drogowy trzeba zaliczać przynajmniej raz na pół roku. Być może dlatego tak lekkomyślnie przebiegają przez jezdnie? Na pocieszenie to oni zostaną potrąceni, a nie Wy, a to zawsze coś. Chociaż nie jestem pewna, czy bylibyście tacy skorzy do udzielenia pomocy bohaterom dramy, gdyby mieszkali w Waszej okolicy.

Głośne sąsiedztwo

Od tego w jakiej okolicy mieszkacie, zależy co słyszycie zza okna. Jedni słyszą śpiew ptaków, inni klakson aut, a jeszcze inni pijackie awantury, ale to nic w porównaniu z tym, jak wyglądałoby życie normalnych ludzi, gdyby w ich sąsiedztwie mieszkali bohaterowie dram. Wyobrażacie sobie, że co rano Wasz sąsiad drze ryja na całe osiedle i to krzycząc takie głupoty, jak "[Jego/Jej imie] JESTEŚ NAJLEPSZY! DASZ RADĘ! TO BĘDZIE DOBRY DZIEŃ!". I tak codziennie. I to nie tylko rankiem, bo również musi wykrzyczeć swoje żale pod koniec dnia, gdy ten jednak okaże się nie tak dobry, jak zakładali podczas porannych wrzasków. Przy okazji również drze japę, gdy ktoś go zdenerwuje lub się upije. Wykrzykiwanie sukcesów też jest standardem. Ogólnie bohaterowie dram to ludzkie megafony, które zamiast zaktualizować status w social mediach [jak choćby taka Gosiarella, którą koniecznie powinniście polubić na Facebooku], wolą głośno poinformować sąsiadów o tym, co u nich słychać. Zupełnie jakby to kogokolwiek obchodziło.

Przeznaczenie rządzi światem

Bycie singlem zaczyna Was męczyć? Nadszedł czas, by znaleźć swoją drugą połowę, dzięki której serce będzie Wam biło jak młot pneumatyczny! Tylko jak? Swatka? Portal rankowy? Tinder?! A może zwyczajnie znaleźć partnera wśród współpracowników lub znajomych znajomych? Błąd! Spróbujcie metody sprawdzającej się w przypadku bohaterów dram, czyli namierzcie ludzi, których poznaliście w młodości. Na 100% spotkaliście już osobę Wam przeznaczoną w najmłodszych latach swojego życia. Być może wspólnie przeżyliście porwanie, pożar lub inną traumę - pamiętacie, że DRAMAT jest najważniejszy, prawda? W każdym razie poszukiwania ukochanego zacznijcie od przejrzenia szkolnych albómów, zdjęć z dzieciństwa lub kartoteki policyjnej (pamiętajcie: DRAMAT!), a jeśli problemem okaże się namierzenie go, to zwyczajnie znajdźcie największego chama w okolicy, bo to zapewne będzie on!

Mężczyźni przestaliby szanować kobiety
Traktowanie kobiet w k-dramach
O zgrozo! To wcale nie jest skrajny przykład!

Aktualnie przyjmuje się, że mężczyzna, by zdobyć kobietę musi o nią zabiegać. Być miły, romantyczny, przynosić kwiaty i jedzenie oraz zabierać na randki, ale gdy nasz świat zostanie wypełniony mężczyznami prosto z dram, nasi prawdziwi faceci mogą nauczyć się od nich brzydkich zachowań. Na przykład poniżania, obrażania, popychania i ogólnie bycia największym chamem, bo to oni zdobywają serca damskich bohaterek (sprawdźcie patologię romansu!). Ci dobrzy, opiekuńczy i mili są umieszczani we Friends Zone. Jaki to dałoby przykład naszym facetom? No właśnie! Dlatego gdy podczas spaceru będziecie mijać zakochana parę wyrwaną z dramy, to szybciutko zasłońcie oczy swojemu facetowi, a oppie pstryknijcie gazem pieprzowym w twarz. Przysłużycie się światu! Z drugiej strony zaobserwujecie również wiele pijanych kobiet, które w stanie agonalnym jadą na plecach swojego mężczyzny do domu. Zupełnie jakby nie istniały taksówki. Dziwne.

Świat z koreańskich dram

Beznadziejne środowisko pracy

Zatrudniliście się w firmie bohatera dramy? O matko! Co Was podkusiło?! Szybko składajcie wypowiedzenie! Już! Teraz! W trybie now! Chyba, że wolicie czekać, aż szef zacznie Wami pomiatać. Dosłownie popychać, kazać przed sobą klękać (bez brzydkich skojarzeń, paskudy jedne!) tak często, jak na katolickiej mszy, a przy tym ciągle na się wydziera. Dodatkowo praca u takiego jest od świtu do zmierzchu, a przy tym musicie być na każde zawołanie i wyręczać go w sprawach osobistych. Mam tu na myśli zarówno wiązanie krawata, jak i zakopywanie trupa. Tym jest właśnie praca dla typowego bohatera dramy.

Z kolei jeśli jesteście szefami lub współpracownikami takiej postaci z dramy, to też znaleźliście się w nieciekawej sytuacji. Na przykład pracownik z dramy może nie przyjść do pracy przez kilka dni bez poinformowania kogokolwiek, bo dajmy na to poczuł się zwstydzony lub zachorował z nadmiaru emocji. Tak, naprawdę zdarza im się dostać wysokiej gorączki, bo nagle wróciło do nich wspomnienie z dzieciństwa lub zobaczyli ukochanego całującego się z inną dziewczyną lub ktoś wykupił im ulubionego kurczaka w sklepie - wybierzcie sami, bo oni i tak się nie przyznają.

W dodatku, jeśli owym pracownikiem jest kobieta, to macie już całkiem przegwizdane. Istnieje spore ryzyko, że zacznie uganiać się za szefem przyciągając jego uwagę wszelkimi możliwymi sposobami - od wylewania kawy, przez zawalanie wszystkich zleconych zadań, po koczowanie w nocy w jego biurze. Bądźcie dla niej mili, bo na pewno w końcu go zdobędzie, czy on tego chce czy nie. A jeśli jakim cudem to nie prezes wpadnie w jej oko, to nie musicie nawet zapamiętywać jej imienia, bo niebawam zniknie z Waszego korpoświata.

Kobiety zaczną znikać

Nie dosłownie. Chociaż może trochę. Bohaterki z dram żyją po to, by wyjść za mąż. Uczą się, by zdobyć pracę, a następnie uwieść szefa lub współpracownika. Po weselu odchodzą z pracy i z życia znajomych. W końcu szanująca się bohaterka dramy wie, że jej życie musi toczyć się wyłącznie wokół mężczyzny z dramy, a ich DRAMATY są zbyt zajmujące, by znaleźć czas na inne rzeczy. Dlatego możecie sobie odpuścić zawieranie z nimi przyjaźni. Zresztą w ogóle nie musicie być nawet mili dla postaci z dram, bo one wybaczają wszystko - od niegrzecznych zachowań po skrajne niegodzistwo! Możecie im przejechać chomika, przejąć cały ich majątek i jeszcze ich opluć, a oni i tak to wybaczą i jeszcze Was przeproszą.


Jeśli po tym wszystkim, co właśnie przeczytaliście, chcielibyście zacząć przygodę z koreańskimi dramami, to koniecznie sprawdźcie poradnik jak je pokochać, bo bez tego możecie się całkiem w tym nowym popkulturowym świecie pogubić. Przy okazji kliknijcie lajka na Facebooku Gosiarelli, gdzie co tydzień będą na Was czekać azjatyckie wtorki!


Ps. Odnaleźlibyście się w takim świecie, czy wolelibyście, by postacie z dram pozostali w dramalandzie?
Ps2. Pytanie do dramoholików: Co jeszcze mogłby się zmienić w naszym świecie?
Czytaj całość

Chilling Adventures of Sabrina: Wyszło strasznie, czy mrocznie?

Chilling Adventures of Sabrina Recenzja

Sabrina jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych czarownic, a przynajmniej dla tych, którzy jak ja wychowywali się na sitcomie "Sabrina - nastoletnia czarownica". Po prawdzie niewiele z niego pamiętam (poza tym, że mnie nie bawił), ale niezmiernie ucieszyłam się, gdy Netflix zapowiedział nową odsłonę serialu w mrocznej wersji znanej z oryginalnych komiksów. Czy rzeczywiście wyszło strasznie?

Sabrina jest mieszańcem - pół-czarownicą i pół-człowiekiem, która prowadzi życie niemal typowej śmiertelniczki, jednak w dniu szesnastych urodzin wszystko ma się zmienić. Dzięki wpisaniu się do Księgi Bestii ma zyskać pełnie mocy i rozpocząć naukę w prestiżowej szkole czarownic, tym samym porzucić swoje dotychczasowe życie. Niby nie ma wyboru, a jednak im bliżej urodzin, tym większe ma wątpliwości względem oddania duszy diabłu.


Nie chce Ci się czytać? Obejrzyj!

Zastanawia mnie jedna rzecz - główny wątek, czyli niechęć Sabriny do wpisania się do Księgi Bestii. Nie zrozumcie mnie źle, Sama też miałabym spory problem z oddaniem duszy diabłu, ale mnie, jak większość osób posługujących się naszym językiem, wychowano na człowieko-katoliczkę, a nie czarownicę-satanistkę, na którą z założenia miała być wychowywana główna bohaterka serialu! Już wyjaśniam o co mi chodzi. W przeciwieństwie do sitcomu z lat '90, nowa Sabrina nie dowiaduje się nagle, że w jej żyłach płynie krew czarownicy, lecz wie o swoim pochodzeniu i istnieniu magii od zawsze. Wychowywały ją dwie czarownice, w tym jedna bardzo mocno oddana Kościołowi Nocy i wierze w Księcia Ciemności, a jednak Sabrina w większości scen kompletnie nie ma pojęcia o obrzędach, historii i tradycjach związanych z ich wiarą. Reaguje na kanibalizm tak jak typowy śmiertelnik, który ma do czynienia zjadaniem ludzi po raz pierwszy, choć jej ciotka podjada klientów ich rodzinnego zakładu pogrzebowego. Nie wierzę, że tylko mnie jej zachowanie i ciągłe zaskoczenie wydaje się nielogiczne i kompletnie bez sensu. Nawet kompletna ignorancja nie tłumaczy większości sytuacji, które widzimy w pierwszym sezonie.

Niby rozumiem, że z kompletnie niezrozumiałego powodu jej ciotki zapisały ją do szkoły śmiertelników, zamiast posłać do... właściwie nie wiem gdzie konkretnie, ale jestem przekonana, że jeśli nie do Hogwartu, to na pewno istnieje jakaś magiczna alternatywa, bo pozostałe serialowe nastoletnie czarownice zachowują się, jakby widziały śmiertelnych pierwszy raz na oczy i bały się, że mogą czymś zarażać. Ale okey, Sabrina chodziła do szkoły śmiertelników i to z nimi się zaprzyjaźniła oraz wśród nich znalazła chłopaka, a jej ciotki uznały, że to żaden problem i ich bratanica z pewnością ot tak wszystko rzuci w diabły, gdy skończy szesnaści lat? Czy one są głupie? Wybaczcie, to głupie pytanie. Oczywiście, że są i nie mają za grosz wyobraźni. Tylko to nie zmienia faktu, że dostaliśmy historie, która opiera wszystkie swoje wątki na totalnym nonsensie.

Nowa Sabrina

Odnośnie samej głównej bohaterki mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony jej przez nieustanne zaskoczenie obyczajami panującymi wśród czarownic, ułatwia twórcą tłumaczenie nam-widzom zasad rządzącym magicznym światem. Dodatkowo Sabrina na wszystko reaguje jak człowiek, więc teoretycznie dzięki temu powinniśmy z łatwością się z nią utożsamić. Niemniej osobiście wcale się z nią nieutożsamiam, ani nie czuję względem niej sympatii. Zachowuje się zbyt infantylnie, samolubnie i egocentrycznie w irytującym znaczeniu tego słowa. Naprawdę ta dziewczyna jest przekonana, że zawsze ma racje. Spoiler: nie ma!
Z drugiej strony bardzo podoba mi się Kiernan Shipka w tej roli. Aktorka naprawdę nieźle się spisała i mimo wszystkiego, co napisałam powyżej, stworzyła interesującą postać, którą może i ma się ochotę zdzielić po głowie, ale również przyjemnie ogląda się jej przygody. Niemniej wolę innych bohaterów, na przykład ciotkę Zeldę (Miranda Otto), ciotkę Hildę (Lucy Davis) oraz Ambrose'a (Chance Perdomo). Dodatkowo niesamowicie intrygującą postacią jest również Lilith, czyli podrabiana pani Wardell (Michelle Gomez) oraz wiążę ogromnę nadzieję z Nickiem (Gavin Leatherwood). Wychodzi na to, że wolę magiczne postacie od śmiertelnych, choć i te i te są niesamowicie przerysowane, zresztą tak jak i postacie w "Riverdale", ale kompletnie mnie to nie dziwi, skoro za obie produkcje odpowiedają ci sami ludzie.

Podobna jest również oprawa obu seriali. Niby zarówno Greendale i Riverdale są stylizowane na małe amerykańskie miasteczka z lat '60 ubiegłego wieku, jednak nie dajcie się nabrać. Akcja jest osadzona w czasach współczesnych (uważnie przyglądałam się wszystkim znakom i już w drugim odcinku Ambrose wspomina internet, a Harvey ma komórkę). Niemniej podoba mi się taka nieoczywistość i oderwanie od realiów naszych czasów.


Przejdźmy jednak do odpowiedzi na najważniejsze pytanie, czyli czy Sabrina rzeczywiście wyszła mroczna? I tak i nie. Nie ulega wątpliwości, że zniknęła cukierkowatość znana z sitcomu, a to ogromna zmiana - są orgie, kanibalizm, nekromancja, pseudo-zombie i trupy padają. Brzmi przerażająco, prawda? Problem w tym, że takie nie jest podczas oglądania. Trupy wracają do życia, zombie nie zjada ludzi, a orgie są w ubraniu. Może jestem już mocno skrzywiona przez oglądanie na ekranie zbyt dużej ilości sztucznej krwi w horrorach, ale dla mnie "Chilling Adventures of Sabrina" to kino niemal familijne i bardziej przypomina mi Scooby'ego Doo, niż horror z kategorią wiekową R. Po prawdzie, gdyby ta wersja przygód Sabriny wyszła w latach '90, to z pewnością zostałaby uznana za mocny i przerażający serial. Współcześnie w "Chirurgach" widzimy więcej flaków (chociaż w "Chirurgach" jest ich nieraz więcej, niż w przyzwoitym horrorze, więc to chyba zły przykład). Niemniej chyba chodziło o to, by stworzyć pseudohorror dla nastolatków, więc nie mogę narzekać, czy uznawać tego za minus. Niemniej nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że nowa odsłona Sabriny z satanistycznymi rytuałami i nieco straszniejszą otoczką wiele zyskała i wypełniła niszę dla mniej cukierkowych seriali paranormalnych, ale liczyłam na coś mocniejszego. Zwyczajnie mam wrażenie, że osoby, które liczą na coś bardziej przerażającego mogą się rozczarować, a ci którzy za horrorami nie przepadają i tak będą mieć takich scen zbyt wiele.

Z powyższego może to nie wynikać, jednak mimo wad, serial uznaję za dobry i godny polecenia. Dobrze się go ogląda, wciąga, ciekawi i jest ładnie zrobiony. To duże plusy. Choć po prawdzie uznaje "Chilling Adventures of Sabrina" za świetny wstęp do właściwej części historii, którą mam nadzieję zobaczyć w kolejnych sezonach. Ta produkcja ma spory potencjał i jeśli nie zmarnują go tak, jak w "Riverdale" to będziemy mieć naprawdę fajny serial o czarownicach.

Sprawdź również: Seriale o czarownicach

Ps. Jaki stary serial chcielibyście zobaczyć w nowej, mroczniejszej odsłonie?
Czytaj całość

Nadciąga listopad, czyli premiery książkowe i filmowe


Halloween i Wszystkich Świętych już za nami, a to oznacza, że Mikołaje już zaczynają nam wyskakiwać z każdej strony, a księgarnie i kina oferować całą masę świątecznych tytułów. Wybaczcie, ale jeszcze nie jestem w świątecznym nastroju (i pewnie do drugiej połowy grudnia nie będę), więc zasadniczo olałam większość nowości w tym klimacie. Oto książkowe i filmowe nowości, które przetrwały świąteczną czystkę.



Bernard Hislaire - Sambre. Plansze Europy
Wydawnictwo: Egmont
Data: 14 listopada

To wygląda tak dobrze, że chyba od razu wezmę się za obie.


Kim są kobiety o oczach czerwonych jak krew? Kim są Sambre'owie, którzy z pokolenia na pokolenie piszą tajemnicze dzieło "Wojna oczu"?
"Sambre" to opowieść przedstawiająca z pozoru zwykłą francuską rodzinę ziemiańską. W czasie rewolucji 1848 roku okazuje się jednak, że korzenie rodu Sambre'ów sięgają starożytności – czasów, kiedy toczyła się krwawa wojna religijna. Wyznacznikiem stron w tym pradawnym konflikcie był kolor oczu. Ta wojna toczy się do dziś...
Autorem cyklu "Sambre" jest znakomity francuski rysownik i scenarzysta Bernar Yslaire (właśc. Bernard Hislaire), twórca m. in. Nieba nad Brukselą, laureat wielu nagród komiksowych. Yslaire wprowadza nas w epokę Wiosny Ludów, a jednocześnie sięga po mroczne legendy z początków historii ludzkości. Pełna mistycyzmu oraz prastarych tajemnic opowieść o miłości, zdradzie i zemście została entuzjastycznie przyjęta przez czytelników i odniosła wielki sukces na rynku frankofońskim. Pozostałe historie o pradawnym rodzie przedstawia wielotomowa saga Wojna Sambre'ów.

Bernard Hislaire, Balac - Wojna Sambre'ów - Maksym i Konstancja. Plansze Europy
Wydawnictwo: Egmont
Data: 14 listopada

Wojna Sambre'ów to mroczna, pełna mistycyzmu oraz prastarych tajemnic opowieść o miłości, zdradzie i zemście. Rozgrywa się pod koniec XVIII wieku, kiedy monarchia francuska chwieje się w posadach. Ród de Sambre, mimo niedawnych skandali, nadal cieszy się bliskimi stosunkami z dworem królewskim. Kiedy jednak umiera Szarlotta, jej przybrany syn Maksym-Augustyn rozpoczyna pełną łez i bólu walkę ze swoim ojczymem. Walkę, która ma niestety krwawy finał. W albumie poznajemy zawiłe i ponure losy młodego hrabiego, któremu przyjdzie żyć w czasach Wielkiej Rewolucji. 


Elyse Douglas - Świąteczny list
Wydawnictwo: Kobiece
Data: 16 listopada

Niemacie pojęcia, jak wiele świątecznych tytułów pojawi się w listopadzie. Poważnie, będzie ich zatrzęsienie. Dla świętego spokoju postanowiłam wybrać choć jedną i przyznaję, że brzmi całkiem ciekawie.


Magiczna świąteczna opowieść o miłości, której nie może pokonać czas. Pewnego dnia 30-letnia Eve Sharland natrafia w sklepie z antykami na mosiężną latarnię, w której znajduje list z 24 grudnia 1885 r. Zaskoczona odkrywa, że zaadresowano go do osoby o imieniu Evelyn Sharland, mieszkającej w Nowym Jorku. Kiedy wieczorem Eve odczytuje treść listu, poznaje poruszającą historię tragicznego romansu sprzed stu lat. Postanawia spełnić prośbę zapisaną w liście i zapala latarnię. Nagle, ku swojemu zdumieniu, przenosi się do oprószonego śniegiem Nowego Jorku z 1885 roku. Splot niezwykłych wydarzeń sprawia, że Eve zostaje uwikłana w historię, w którą zamieszana jest jedna z najpotężniejszych nowojorskich rodzin tamtych czasów. Poznaje też przystojnego detektywa, który będzie podążał jej śladem.


Joshua Williamson - Palcojad. Tom 1
Wydawnictwo: Egmont
Data: 21 listopada

"Czy wiecie, że w Buckaroo w stanie Oregon urodziło się więcej seryjnych morderców niż w jakimkolwiek innym mieście na świecie?". Od 1969 r. urodziło się tam szesnastu seryjnych morderców, nazwanych przez media Rzeźnikami z Buckaroo. Najsłynniejszym z nich był Edward Warren "Palcojad", któremu udowodniono zabójstwo 64 osób. Ogarnięty obsesją agent NSA chce odkryć, dlaczego akurat to małe miasto wydało na świat tylu okrutnych i nikczemnych ludzi. Po długim i pełnym kontrowersji procesie Edward Warren zostaje... uniewinniony i wraca do rodzinnego domu, a tropiący tajemnice "Rzeźników" agent... znika. Lokalna policjantka wszczyna poszukiwania, do których włącza się inny agent NSA, zawieszony w prawach w związku z nadużyciem siły. W mrocznej, dusznej atmosferze, przypominającej Miasteczko Twin Peaks, odkrywają kolejne intrygi i tajemnice.

John Batchelor - Stan Lee. Człowiek-Marvel
Wydawnictwo: SQN
Data: 14 listopada


Bob Batchelor opisuje jedną z najciekawszych postaci świata komiksu, ojca najbardziej popularnych rysunkowych bohaterów – Stana Lee, którego życie było równie niezwykłe, jak historie przez niego wymyślone. Stan Lee, dzięki ogromnym staraniom i niezwykłemu talentowi, już jako nastolatek został redaktorem Marvel Comics. To tam powstała Fantastyczna Czwórka, Spider-Man, Hulk, Iron Man, X-Men czy Avengersi – najsłynniejsze postaci komiksowego świata, którymi fascynują się kolejne pokolenia czytelników. Na podstawie ich przygód wciąż powstają adaptacje filmowe, a ich wizerunki przejawiają się w popkulturze na całym świecie.
"Stan Lee: The Man behind Marvel" to nie tylko historia życia kultowego wizjonera, ale także analiza jego najważniejszych dzieł oraz wartości komiksów i istnienia superbohaterów dla kultury XX i XXI wieku.

Ultimate Marvel. Encyklopedia superbohaterów, arcyłotrów, technologii i pojazdów
Wydawnictwo: Egmont
Data: 28 listopada

"Ultimate Marvel" to najpełniejsze kompendium wiedzy o legendarnym świecie komiksów Marvela. Historie ulubionych superbohaterów, potężnych arcyłotrów, genialnych naukowców i nieobliczalnych szaleńców, najodleglejsze zakątki multiwersum, nowinki technologiczne, ciekawostki o pojazdach i uzbrojeniu, kosmiczne mocy i magiczne – każdy komiksomaniak znajdzie tu coś dla siebie.

Denis Bukin - Szkoła szpiegów
Wydawnictwo: Insignis
Data: 14 listopada


Rosyjski wydawniczy bestseller "Szkoła szpiegów" nareszcie trafia do rąk polskiego czytelnika! Poznaj sekret niezawodnej pamięci i przekonaj się, czy jesteś dobrym materiałem na profesjonalnego szpiega.
Książka pełna jest zagadek, łamigłówek, testów i przydatnych trików, a wszystko okraszone zostało trzymającą w napięciu szpiegowską historią z czasów ziemnej wojny.
Większość ludzi, słysząc słowo "szpieg", wyobraża sobie rozmaite gadżety – laserowe długopisy albo wybuchające zapalniczki. Tymczasem najważniejsze narzędzie tajnego agenta to to jego własny mózg. Sprawny umysł jest niezbędna w pracy wywiadowczej, której specyfika wymaga przestrzegania zasad ścisłej konspiracji. Agent często nie może niczego zapisać – musi polegać wyłącznie na swoim mózgu i jego zdolności do rejestrowania oraz odtwarzania z absolutną dokładnością ogromnych ilości informacji. Dowiesz się, jak poprawić swoją pamięć i bystrość umysłu, wykonując rozmaite ćwiczenia, które od lat wykorzystywane są w procesie szkolenia najlepszych szpiegów na świecie. Przyswoisz sobie umiejętności, które sprawdziły się w najtrudniejszych możliwych warunkach. Nauczysz się też w pełni wykorzystywać potencjał swojego umysłu.

Caspar Henderson - Księga zwierząt niemalże niemożliwych
Wydawnictwo: Marginesy
Data: 14 listopada


Aksolotl, niesporczak, ksenofiofor, motyl morski, rekin chochlik – na naszej planecie żyje wiele zwierząt, które daleko wykraczają poza ludzką wyobraźnię: prawdziwych stworzeń, które są często bardziej zadziwiające, niż wszystko, o czym fantazjowali autorzy średniowiecznych bestiariuszy. Dzisiaj nie boimy się już potworów morskich ani szyszymor. Ale poczynając od niesławnego pszczoło-jamnika aż po kałamarnicę olbrzymią – zwierzęta nadal urzekają tym, co mogą zrobić i tym, czego nie mogą, a także tym, co o nich wiemy, no i tym, czego nie. Na przykład krab yeti – żyjący ponad 2 kilometry pod powierzchnią oceanu w temperaturach sięgających 300 stopni Celsjusza – używa swoich futrzastych ramion do hodowli bakterii, którymi się żywi. Niesporczak z kolei należy do grona zwierząt "niezniszczalnych" i potrafi przeżyć w przestrzeni kosmicznej.
Caspar Henderson – penetrując i głębie oceanów, i najbardziej jałowe zakątki ziemi – w sposób dowcipny, pasjonujący i elokwentny prezentuje nam współczesną menażerię: opisuje piękno i dziwaczność wielu stworzeń, z których część jest tak zadziwiająca, że chciałoby się dla nich założyć osobne Archiwum X. Dzięki nim po raz kolejny można się przekonać, jak wspaniały jest świat, w którym żyjemy. 

Edward Brooke-Hitching - Złoty atlas. Największe wyprawy, odkrycia i poszukiwania na mapach
Wydawnictwo: Rebis
Data: 27 listopada

Autor międzynarodowego bestsellera "Atlas lądów niebyłych" (Rebis 2017) powraca z pasjonującą historią odkryć geograficznych zilustrowaną najrzadszymi, najpiękniejszymi mapami w dziejach kartografii. Fascynujące kompendium, pełne zaskakujących faktów, obficie czerpie z najnowszych badań. 

Marcin Jacoby - Korea Południowa. Republika żywiołów
Wydawnictwo: Muza
Data: 21 listopada

Książka Marcina Jacoby, sinologa, autora bestsellerowych "Chin bez makijażu", przybliża współczesny obraz Korei Południowej w szerszej perspektywie: historycznej, kulturalnej i lifestylowej. Autor, z pewnością eksperta i pasją wielbiciela, wprowadza nas w świat koreańskich relacji społecznych i rodzinnych oraz tradycji duchowości i religii. Przedstawia tajniki historii i historii politycznej Republiki Korei w XX oraz na początku XXI wieku, bazując na dopiero niedawno udostępnionych wynikach badań historyków tematu i obalając wiele mitów. Zadaje pytania dotyczące między innymi fenomenu niezwykłego rozwoju Korei, która jeszcze stosunkowo niedawno była postrzegana jako kraj Trzeciego Świata, a obecnie jest centrum nowych technologii. W książce nie zabrakło też tak aktualnego tematu jak koreański konsumpcjonizm wraz z kulturą seriali, K-popu i modą na koreańskie kosmetyki.
Korea Południowa, oficjalnie Republika Korei to prawie dokładnie połowa górzystego, wąskiego półwyspu otoczonego morzem, zamieszkanego przez ponad pięćdziesiąt milionów ludzi, którzy nie boją się niczego, a już najmniej ciężkiej pracy. Gdy wszyscy idą w prawo, oni idą w lewo, gdy ktoś mówi, że coś jest niemożliwe, oni przekornie dowodzą, że wszystko da się zrobić. Są w stanie, tak jak w swoich tradycyjnych daniach, połączyć i wymieszać wszystko ze wszystkim: stare z nowym, twarde z miękkim, wyszukane z pospolitym. Wybuchowi, wylewni i serdeczni. Przywiązani do etykiety, oficjalni i eleganccy. Niewolni od kompleksów wyrosłych z trudnej historii, mimo to uparcie pokazujący światu, że ich kraj jest inny. Inny od wszystkich. Że kroczy swoją własną drogą. Całą naprzód, a najlepiej jeszcze pod prąd. Szybko, bo nie ma czasu. Byle do przodu!

Dziadek do orzechów i cztery królestwa - 2 listopada

Oblicze mroku - 2 listopada

Planeta Singli 2 - 9 listopada

Zbrodnie Grindelwalda - 16 listopada


Wdowy - 16 listopada


Robin Hood: Początek - 29 listopada

Grinch - 30 listopada


Operacja Overlord  - 30 listopada


Eter - 30 listopada


Ps. Wpadło Wam coś w oko?
Czytaj całość

Boogeyman: Każdy powinien się bać potwora porywającego dzieci!

Kim jest Boogeyman?

Wyobraźcie sobie najstraszniejszego potwora o ostrych zębach i równie ostrych pazurach, który wychodzi spod łóżka (lub szafy, jeśli pod Waszym łóżkiem nie ma dość miejsca, by mógł się schować), gdy tylko zapada zmrok, a Wy zamknięcie oczy. Czai się w dziecięcych sypialniach, by niezauważonym wyślizgnąć się i porwać śpiącą ofiarę. Lepiej sprawdzić ciemne zakamarki, gdy przepełnia Was strach, bo to on przyciąga potwora do sypialni... Macie to? To już wiecie, jak powszechnie postrzega się Boogeymana.


Kim jest Boogeyman?

Ogólnie przyjmuje się, że Boogyeman jest bezkształtnym upiorem, a raczej zmiennokształtnym, ponieważ może dostosować swą postać do tego, co Was w danej chwili przeraża. Może być pokryty krwią swych ofiar. Może być tylko powłoką, której wnętrze skrywa tabuny pająków. Może być nawet przegniłym rozkładającym się potworem z uśmiechem kota z Cheshire. Może być wszystkim i niczym. Może właśnie dlatego wersje tego, czym jest tak często się zmieniają i raz się mówi, że jest potworem z szafy, raz spod łóżka, a raz ze słabego horroru. Dlatego też większość kultowych slasherowych morderców w maskach nazywa się boogeyman killers. Moim skromnym zdaniem na bazie Boogymana powstał również pierwszy potwór z Przewodnika po Potworach, czyli Slanderman.



Prawda jest taka, że o Boogeymanie każdy słyszał, ale jego definicja wydaje się dość rozmyta. W sumie nic w tym zaskakującego, skoro Boogeymanem straszy się dzieci w każdym zakątku świata, a jego postać zmienia się w zależności od tego, kto nim grozi. Niemniej odnoszę wrażenie, że dzieci w Polsce niespecjalnie boją się potworów z szafy, czy spod łóżka, za to chyba każde słyszało, że jeśli będzie niegrzeczne, to przyjdzie Bobo (czy tam inny potwór) i je zje lub porwie — ostatecznie oba.


Kim naprawdę jest Boogeyman?
...i co wspólnego ma ze Świętym Mikołajem?

Mówi się, że Boogeyman pochodzi ze szkockich legend. W sumie nie zamierzam się z tym kłócić, jednak warto wspomnieć, że również z legend egipskich (Abu Rigl Maslukha), ukraińskich (Babay), koreańskich (Mangtae harabeoji, czyli "dziadek w worku ze słomą"), greckich (Baboulas), gruzińskich (Bua), czy krajów hiszpańskojęzycznych (El Coco) i zastadniczo każdego narodu, bo nie brakuje potworów od straszenia dzieci, które lubią je straszyć, porywac i zjadać.

W Polsce znamy go jako Bobo (i oczywiście, jak to w naszym pięknym kraju bywa, odmieniamy jego imię w zależności od regionu, czyli mogliście słyszeć o Bobaku, Beboku, Boboku etc. ), czyli mały i brzydki demon, który przez całe dnie czai się w ciemnych zakamarkach piwnic i zakurzonych stryszkach, by pod osłoną nocy wypełznąć z ukrycia i wzbudzać skrajne przerażenie u dzieci. Tylko nie myślcie sobie, że Bobo przychodziło tylko po niegrzeczne dzieci. Skąd! Potwór upodobał sobie straszenie dzieci niezależnie od ich zachowania, co nie zmieniało faktu, że rodzice używali go jak Świętego Mikołaja tj. będziesz grzeczny to przyjdzie Mikołaj, będziesz niegrzeczny przyjdzie Bobo (jak widać po stosie grudniowych prezentów, Mikołaj też niespecjalnie przejmuje się zachowaniem dzieciaków!). Pytanie, jak można się go pozbyć? Musimy pamiętać, że jest to potwór słowiański, czyli z założenia można przekupić go jedzeniem (zresztą podobnie jak Mikołaja! Przypadek?). Z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów, nasi przodkowie uwielbiali dokarmiać upiory. 

Gdy będziesz niegrzeczny przyjdzie Bobo i Cię zje!
Bobo autorstwa Witolda Vargasa
A skoro już wspomniałam o Mikołaju, to czas wrócić do szkockiego folkloru, wedle którego Bodach nocą zakrada się przez komin do domów niegrzecznych dzieci i je porywa. Zauważyliście, że coś w tym tekście zaskakująco dużo podobieństw łączących Mikołaja z Boogeymanem? To może wcale nie być przypadek, zwłaszcza gdy spojrzymy na wierzenia islandzkie, w których rolę potwora, którym straszy się dzieci odgrywa Grýla, mitologiczna olbrzymka. Grýla przez cały rok obserwuje niegrzeczne maluchy, by w okresie świąt Bożego Narodzenia zacząć na nie polować, a następnie porywać i robić sobie z nich smakowity gulasz. Warto wspomnieć, że jest również matką Yule Lads, czyli islandzkiego odpowiednika Świętego Mikołaja.

Reasumując Boogyman pochodzi zewsząd, a powstał dlatego, by rodzice mieli potwora, który będą mogli straszyć swoje dzieci i strachem wymuszać na nich grzeczne zachowanie (w tym przypadku Boogeyman jest kijem, a Mikołaj marchewką). Z racji tego, że dzieci są różne, więc i rzeczy, których się boją różnią się od siebie, powstało wiele wersji przerażających potworów, które z założenia mają zafundować ich pociechom traumę.

Prawdziwi Boogeyman Killers

Już wspominałam, że pod pojęciem Boogeyman Killers kryją się upiorni moredercy w maskach, których oglądamy w slasherach. Jednak jak to już bywa w tej serii, wystarczy zdjąć maskę, by przekonać się kim naprawdę jest morderca - prawdziwymi potworami są ludzie. I tak miano Boogeymana przypadło Albertowi Fishowi. Gdybym miała wyryć mu napis na nagrobku, brzmiałbyo on tak: amerykański seryjny morderca, kanibal, sadysta, masochista, pedofil.

Albert Fish "The Boogeyman"
Domyślacie się, że to, co za moment przeczytacie nienależy do najmilszych, więc chyba nie muszę Was ostrzegać? Dobrze. W takim razie w skrócie: Fisha skazano za zamordowanie Grace Budd, choć sam przyznał się później do zabicia trójki oraz torturowania co najmniej setki małoletnich ofiar. To nawet nie brzmi tak źle biorąc pod uwagę, że całe jego istnienie było pasmem cierpienia dla wszystkich amerykańskich dzieciaków... pewnie myślicie, że przesadziłam i powinnam napisać 'okolicznych', ale nie! Jak sam Fish się chwalił "miał dzieci w każdym stanie”. Zresztą jego kariera pedofilska rozpoczęła się, gdy jako dwudziestolatek około 1890 roku Albert przybył do Nowego Jorku, gdzie zaczął się utrzymywać z bycia męską prostytutką, a dla rozrywki zaczął gwałcić młodych chłopców. Oszczędzę Wam dokładnego opisywania jego dokonań i skupię się na momencie, w którym otrzymał pseudonim Boogyemana. Miało to miejsce w lutym 1927 roku, gdy Billy Gafney i jego przyjaciel Billy Beaton niknęli podczas zabawy przed swoją kamienicą na Brooklynie. Mały Beaton odnalazł się później na dachu innej kamienicy, a zapytany o to co stało się z Gafneyem odpowiedział, że zabrał go Boogeyman. Ciała drugiego chłopca nieodnaleziono, jednak w sumie nic w tym dziwnego, skoro Fish przyznał, że go zabił, wyił jego krew i zjadł mięso. Czytałam zeznanie Fisha i powiem tyle, on nie opisywał jedynie krwawej zbrodni. On dosłownie przedstawił przepis kulinarny na danie z warzywami. Od patroszenia chłopca, przez dodawanie odpowiednich dodatków i robienie sosu, aż po recenzje dania. Jeśli macie w sobie teraz żądzę mordu i chcecie usłyszeć coś pocieszającego, to powiem, że został skazany na krzesło elektryczne i tak bardzo był zafascynowany perspektywą takiej śmierci, że pomógł katu podpinać elektrody. Cóż... przynajmniej jednego świra mniej.


Fish nie był jedynym seryjnym mordercą, który lubił porywać, zjadać i dręczyć dzieci. Zresztą nie tylko tacy ludzie porywają dzieciaki. Powyżej podrzucam Wam krótką compilację nagrań z monitoringu, w której widać jak niewiele trzeba, by porwać dziecko. Dlatego drodzy rodzice, zamiast straszyć dzieci Boogeymanem, lepiej sami uważajcie, bo potwory czają się wszędzie i są bardziej, niż chętne, by porwać Waszego szkraba, a byłoby go trochę żal (jeśli nie pięćcet plusa, to energii, którą w dzieciaka już zainwestowaliście).


Przy okazji, jeśli w trakcie czytania przyszedł Wam do głowy pomysł obejrzenia filmowej wersji "Boogeymana" z 2005 roku, to podrzucam:


Ps. Udanego Halloween dzieciaki! Dajcie znać, jak je spędzacie!
Ps2. Przy okazji dacje znać, jakiego kolejnego potwora chcecie spotkać w Przewodniku po Potworach!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella