Gdy Twój facet ratuje świat, czyli wady i zalety romansu z superbohaterem


Bycie superbohaterem to wspaniała sprawa. Człowiek posiada supermoce, codziennie ratuje świat, tłum skanduje na jego cześć i chwałę, a rodzice masowo wykupują ze sklepów figurki z jego podobieństwem, by ich dzieciaki mogły się nimi bawić. Kto przy zdrowych zmysłach nie chciałby być w związku z takimi niesamowitymi osobami? No kto? No cóż... pewnie Ci, którzy przez moment zastanowili się, jak mogłoby to wyglądać.


Ma smutną historię

Jego rodzice za pewne nie żyją. Ba! Pewnie zły złoczyńca całą rodzinę mu wytłukł! Wiecie co to znaczy? Że najpewniej będzie o tym gadał długie monologi tak często, że będziesz mogła je recytować z pamięci. Co gorsza wszystko będzie mu o tym przypominało - np. usłyszy imię mamy (Martha?!) i już wpadnie w wir wspomnień przybierając mroczny ton obiecujący pomstę! I co w takiej sytuacji? Dla świętego spokoju zerwiesz kontakt z każdą dziewczyną o tym imieniu i każdym facetem nazywającym się podobnie, jak jego ojciec, ale to i tak nie rozwiąże problemu, bo pójdziecie do McDonalda, gdzie kasjerka będzie miała plakietkę z imieniem i znów się zacznie, a zamówienie wystygnie. Naprawdę chcesz jeść zimne frytki?! 


Ma wrogów


Każdy ma wrogów, ale superbohaterowie mają ich od groma. Wyobraź sobie to przerażające uczucie, gdy Twój ukochany wychodzi do sklepu po mleko i nie wraca godzinami, bo spontanicznie ktoś wszczął walkę (albo chciał zniszczyć świat). A Ty dalej czekasz na to mleko. I czekasz... i czekasz, a po kilku dniach dowiadujesz się, że przez przypadek wylądował na drugim końcu kosmosu, bo w odwiedziny wpadł zły tytan. Zwariować można! Poza tym po jakimś czasie zmienisz się w kłębek nerwów, bo zacznie Cię prześladować myśl, że ukochany może w końcu nie wrócić do domu. To naprawdę stresujące.




Poza tym jest jeszcze druga strona medalu. Jesteś jego dziewczyną, więc istnieje jakieś 100% szans, że przynajmniej raz w tygodniu ktoś Cię powie. Oczywiście ukochany (gdy już się zorientuje) przyleci z pomocą, ale to okropnie irytujące, że zamiast zająć się swoimi sprawami, będziesz musiała poświęcić kilkanaście godzin życia przywiązana do krzesła. Albo sprzątanie zdemolowanego domu.


Ma ważną pracę

Wyobraź sobie, że miałaś bardzo irytujący dzień. Wszystko Cię irytowało i było źle, więc po ludzku chcesz spuścić z siebie ciśnienie żaląc się ukochanemu, jaki to świat jest zły i niedobry. Jednak prysły nadzieje na to, by ze współczuciem pogłaskał Cię po tej kupce nieszczęścia, jaką sobą prezentujesz, gdy tylko Twój ukochany superbohater zacznie opowiadać o swoim dniu i jak to on miał ciężko. Serio! W końcu ciężko konkurować z walką z złoczyńcą, który chciał zniszczyć miasto, a nawet jeśli, to zwyczajnie nie wypada. I co z tego, że gdy Ty przespałaś wszystkie swoje budziki i ubierałaś się w biegu (najpewniej ubierając bluzkę na lewą stronę), to on smacznie chrapał na kanapie, bo przecież nie ma normowanego czasu pracy. I co z tego, że gdy na Ciebie żar lał się z nieba, gdy dzieliłaś ciasną przestrzeń w komunikacji miejskiej z ocierającym się nieznajomym, dla którego mydło jest abstrakcją, to Twój facet fruwał sobie w przestworzach, gdzie nie ma korków, a wiatr go chłodził? I co z tego, że zawaliłaś znaczący projekt, skoro przez to nie dojdzie do masowej zagłady ludzkości? Umówmy się, jesteś na przegranej pozycji, bo jego życie jest ważniejsze od Twojego. To będzie się objawiać nie tylko przy marudzeniu na paskudny dzień, lecz także, gdy osiągniesz jakiś sukces, bo czymże on jest w porównaniu do RATOWANIA ŚWIATA. Ponadto, nie licz na spokojny czas we dwoje, bo ŚWIAT może być ZAGROŻONY w każdej chwili i on będzie musiał Cię natychmiast zostawić - niezależnie od tego, jak ważną okazje opuści!
A swoją drogą kto płaci superbohaterowi? Raczej nie dostają regularnej wypłaty, więc dostaniesz super utrzymanka.

Ma super ego
Niezależnie od tego, czy Twój ukochany ma supermoc, czy zwyczajnie tyle kasy, że kupił sobie fajne gadżety pozwalające mu zabawić się w mrocznego (lub trochę mniej mrocznego) mściciela, to i tak zapewne dorobił się super ego. Widziałaś kiedyś skromnego superbohatera? Oczywiście, że nie - takich nie ma! Każdy z nich uważa, że jest zbawicielem świata i bez niego wszystko pogrąży się w chaosie. Wyobrażacie sobie związek z kimś takim? Rozbujałe ego nie jest niczym dobrym (Gosiarella jest wyjątkiem!). Poza tym to jeszcze bardziej nasili wszystko, co napisałam w punkcie powyższym - po pewnym czasie będziecie się przy nim czuli, niczym marny pyłek.


Ma strój roboczy
Kocham Halloween. Naprawdę uwielbiam, bo można się przebierać za co dusza zapragnie. Często mówię, że mogłabym je obchodzić codziennie, ale prawda jest taka, że po dwóch tygodniach nie dałabym już rady. Ty będziesz miała Halloween codziennie, bo Twój face ma przecież dość specyficzny strój roboczy. Pal licho, jeśli przypomina zbroje Iron Mana, bo to w sumie gadżet, z którego Ty także mogłabyś korzystać, ale co jeśli to będzie pelerynka, gacie założone na rajtuzach i maska przypominająca nietoperza? Umówmy się, że niektórzy superbohaterowie zwyczajnie wyglądają głupio, więc trochę wstyd iść z takim za rękę po ulicy, gdy ludzie patrzą. Jak wytłumaczysz koleżankom powody, dla których Twój facet nosi majtki na spodniach? Albo jego pseudonim artystyczny superbohaterski? Wolverine (czyt. Rosomak), Ambush Bug (czyt. Przyczajony Robak), czy jakiś inny Człowiek Karaluch/ Żelazko / Pająk etc. To fajnie brzmi na kartach komiksów, ale w prawdziwym życiu czeka Cię wysłuchanie miliarda sucharów. Poza tym ktoś to będzie musiał prać jego strój i o zgrozo cerować dziury, których nie zasłoni peleryna, więc powodzenia!


Wiecie, że więcej superbohaterów pląta się po Gosiarellowym Facebooku? Zerknijcie tam:

Przyznaje, że te wszystkie wymienione wady skutecznie zniechęcają mnie przed randkowaniem z superbohaterem, ale na wszelki wypadek zerknijmy na drugą stronę medalu - tę bardziej pozytywną.



Ma smutną historię
Jego rodzice za pewne nie żyją. Ba! Pewnie zły złoczyńca całą rodzinę mu wytłukł! Wiesz co to znaczy? Że nie musz się z nimi użerać. Nie ma marudzącej teściowej, upierdliwej szwagierki, rodzinnych dramatów, ani żadnych problemów, które zazwyczaj wiążą się z rodziną drugiej strony. To znaczy również, że Ty będziesz jego najbliższą i zarazem jedyną rodziną, a on nie będzie mógł lecieć do mamy na skargę... no chyba, że do Twojej. Ponadto są kobiety, które mają słabość do popsutych mężczyzn i z radością próbują ich naprawić swoją miłością. Pozwólcie, że to przemilczę, ale w zamian będę trzymała za Was kciuki!


Ma wrogów
Ciężko w tym znaleźć pozytywny aspekt, jeśli będziesz bardzo mocno kochała swojego superchłopaka. Ale! Jeśli wasz związek będzie luźny, to zupełnie inna historia. Wystarczy, że wykupisz mu dobrą polisę na życie, która będzie zapisana na Twoje nazwisko i dostaniesz kupę kasy na otarcie łez.



Poza tym bardzo często złoczyńcy, z którymi walczą supebohaterowie są naprawdę interesujący, więc możesz znaleźć wśród nich godne zastępstwo. Tylko błagam - niech to nie będzie ten, który zabił Twojego poprzedniego faceta, bo to naprawdę będzie creepy!


Ma ważną pracę
Oczywiście to ona sprawiła, że Twój facet nabawił się przerośniętego ego, ale Ty również będziesz pękać z dumy, gdy koleżanki będą się zachwycać jego dokonaniami, które oglądały na żywo lub w telewizji. Ich mężczyźni będą nudni i nieciekawi, bo czy naprawienie toalety, czy pomalowanie ścian może się równać z ratowaniem świata? Nawet ich drogie auta będą postrzegane, jako rekompensowanie sobie braku supermocy.


Ma super ego
No co zrobisz? Nic z tym nie zrobisz. Możesz się jedynie pocieszać, że nie ma zaniżonej samooceny, którą musiałabyś ciągle podbudowywać. To by było na tyle. Przykro mi, ale bardziej nie pocieszę. Dlatego dodam dodatkowy punkt:

Ma supermoce! 
Ma supermoce! Ma supermoce! Ma supermoce! How cool is that?! Pomyśl tylko, że zamiast zwykłego spaceru może Cię wziąć w ramiona i fruwać nad miastem! Na żadnej innej randce nie będziesz miała takich widoków! A jeśli nie umie latać, to z pewnością potrafi inne fajne rzeczy.
Jest niezwykle szybki? Możesz mu zlecać sprzątanie, zakupy i całą masę uciążliwych czasochłonnych prac domowych, a w dodatku już nigdy nie będziesz musiała długo czekać na pizze!
Ma moc zamrażania? Pomyśl, jak przydatne to będzie w czasie upalnego lata!
A może ma fajne gadżety, którymi mogłabyś się pobawić? Nawet jeśli to nie jest zbroja Iron Mana, to zawsze fajnie czymś postrzelać.


Ma strój roboczy
Co prawda Twój facet nosi gacie na leginsach, ale przy odpowiednim treningu może nauczyć się ubierać je w odpowiedniej kolejności (majtki pod spodem!). Poza tym niby nosi maskę, więc jest cień szansy, że uda mu się nie zdradzić światu swojej prawdziwej tożsamości. A nawet jeśli nie, to istnieje nikła szansa, że będzie miał zbroje podobną do Iron Mana (w końcu jest War Machine i Pajączek dostał podobną) i będzie Ci ją pożyczać. A nawet jeśli nie, to może akurat będzie wyglądał w stroju służbowym fajnie, jak choćby Aquaman z klatą na wierzchu lub w gratisie będzie miał Batmobila? Trzeba myśleć pozytywnie!


Mimo wszystko te zalety niewiele rekompensują, chyba że w grę wchodzi wysokie ubezpieczenie na życie.... tzn. chciałam napisać: Przy takich wadach ciężko dojść do wniosku, że umawianie się z superbohaterem to dobry pomysł. Naprawdę, wszystkim szerze to odradzam, bo sama zdecydowanie nie odważyłabym się na takie ryzyko. No chyba, że mowa o Starku, bo jeśli w grę w chodzi Tony, to nikt przy zdrowych zmysłach (bez nich tym bardziej!) nie zastanawiałby się dłużej, niż pół sekundy. Niemniej Tony jest tylko jeden, a jeśli chodzi o pozostałych to: nie, dziękuję. Już wolałabym złoczyńców...chyba... ale o tym może następnym razem.

Podobało się?
... lub dowiedz się więcej klikając tutaj!

Ps. A Wy? Wybralibyście superbohatera na potencjalnego partnera? A jeśli nie to, czy istnieje taki, dla którego zrobilibyście wyjątek?
Ps2. Przy okazji dajcie znać, jaka niezwykła postać z popkultury jest Waszym zdaniem jeszcze gorszym kandydatem do randkowania!

Ps3. Przy okazji przypominam, że ankieta dla czytelników bloga jest aktywna do końca sierpnia, więc śpieszcie się!
Czytaj całość

Lesbian Vampire Killers, czyli noc krwawej żądzy

Gosiarella Kiczowate Horrory James Corden

Nie mogę się nadziwić, że do tej pory w Kiczowatych Horrorach nie było wampirów. Czas najwyższy naprawić to karygodne niedopatrzenie wraz z "Lesbian Vampire Killers, czyli nocą krwawej żądzy". Czego się spodziewacie słysząc taki tytuł? Sama obstawiałam kiepską parodię horroru, która chciała się ponieść na ówczesnym boomie na wampirzą tematykę, a przy okazji zwabić tabuny samców nęcąc ich scenami z pięknymi, półnagimi kobietami, które miziają się z innymi półnagimi kobietami – żywymi lub martwymi.


Jesteście ciekawi, czy mogę zostać wróżką?
Czytaj całość

W podróży przez mitologię, czyli o Kirke Madeline Miller


Mitologia grecka jest powszechnie znana i ceniona, dlatego niejednokrotnie staje się inspiracją dla współczesnych autorów, którzy wyciągają z niej co chcą na użytek tworzenia nowych historii i bohaterów. Madeline Miller obrała inny kierunek. W "Kirke" odświeżyła mity i wykorzystując jedną z przewijających się na ich tle postaci, opowiedziała je na nowo łącząc je w zgrabną całość za pomocą córki Słońca.

Kirke jest córką Heliosa i nimfy imieniem Perseis, z którą tytan doczekał się czwórki potomstwa. Kirke była najstarsza, lecz najbardziej wyszydzana i nieprzydatna. Biernie znosiła obelgi, z trudem szukając choć okruszków miłości ze strony kogokolwiek, jednak ciągle była zdradzana i opuszczana. W końcu dopuściła się czynu, za który została wygnana na wyspę, z której nie mogła się ruszyć. Od tej pory właściwie poznajemy opowieść o jej zmaganiach z samotnością, którą często przerywają zarówno bogowie, jak i ludzie.



Mitologia grecka opiewa historie dzielnych, walecznych herosów i zazdrosnych bogów, którzy uwielbiają mieszać się w sprawy śmiertelników. Tymczasem Kirke, którą przedstawiła Madeline Miller nie jest ani waleczna, ani zazdrosna, lecz nieśmiało, często biernie przemyka przez mity niemal niezauważalnie odciskając na nich swój ślad. Historie zazwyczaj jej się przydarzają, a jeśli nawet wychodzą z jej inicjatywy, to najczęściej są następstwami lat, jeśli nie wieków przemyśleń. Kirke nie jest bohaterką, do których jestem przyzwyczajona. Nie jest przebojowa, specjalnie dzielna, czy nawet boska, a tego od bogini, tytanki i wiedźmy moglibyśmy przecież oczekiwać, prawda? Za to jest wytrwała, pracowita i cierpliwa. To dobre cechy, tylko nie bardzo pasują do głównych bohaterów, bo nawet biorąc pod uwagę, że opowieść Kirke ciągnie się przez wieki, to jest mało dynamiczna. Sennie snuta przez autorkę, która cierpliwie wplata swoją bohaterkę w życie ambitniejszych i śmielszych postaci z mitów - Dedala, Minotaura, Medei czy Odyseusza. To dość niespodziewane, że główna bohaterka zamiast być główną bohaterką z prawdziwego zdarzenia, jest spoiwem ich historii. Dziwnie czytać o postaci tak przeciętnej i to nie tylko na tle bogów, ale również śmiertelników. Nie zrozumcie mnie źle, w pewien sposób polubiłam Kirke, choć poziom jej gorzkich żali i wyrzutów sumienia dorównuje Oliverowi z "Arrow" i innym superbohaterom z seriali DC.

Przyzwyczaiłam się, że greccy bogowie, czy też ogólnie bogowie z większości mitologii, nie przepraszają, lecz biorą to, co do nich należy wraz z tym, co do nich nie należy, nie oglądając się na nikogo. Nie jestem pewna, czy Kirke wykreowana jako tak radykalne ich przeciwieństwo jest intrygującą odmianą wynikającą z odwagi autorki, która chciała nadać boskości ludzkiej twarzy, czy też może nieudanym eksperymentem. Naprawdę ciężko mi zdecydować. Moje niezdecydowanie wynika głównie z faktu, że taka odsłona Kirke zwyczajnie pasuje do tej sennej opowieści, która opowiada historie znane nam z mitologii z jej perspektywy. Taka bohaterka idealnie się wplata w mity. Przyznam, że czytanie "Kirke" było ciekawym doświadczeniem nawet, a może zwłaszcza gdy zna się "Iliadę" i "Odyseję" oraz całą mitologię. To nowy punkt widzenia. poskładany zgrabnie ze strzępów opowieści. Przy okazji, dzięki łatwiej ogarnąć chronologię zdarzeń z życia nieśmiertelnych. Pod tym względem szalenie mi się to podobało! Bawiłam się przednio poznając tę odświeżoną wersję zakurzonych herosów. Przy okazji widać, że autorka odrobiła pracę domową, ponieważ zamiast skupiać się na pojedynczym micie, jak wiele jej kolegów i koleżanek po fachu, zabrała nas w podróż przez mitologię.
[Spoiler] Mimo wszystko liczyłam, że Miller trochę rozbuduje historie związaną z Prometeuszem, którego przecież uwolniono mniej więcej w połowie powieści (biorąc pod uwagę wymienione wydarzeniach, choć o samym uwolnieniu Prometeusza autorka nie wspomina).


Pewnie mało Was to interesuje, ale mam w pokoju dwa regały - w jednym trzymam beletrystykę, a w drugim książki popularnonaukowe. Innymi słowy mitologie stoją w zupełnie inny miejscu, niż "Spętani przez bogów", czy inne powieści oparte na mitologii greckiej. Nie wiem gdzie ustawić "Kirke". Serio, mam dylemat, bo z jednej strony widzę tam rękę autorki i przemianę mitów, a z drugiej zbyt blisko jej do oryginału. Chyba na modłę bookstagrama będę musiała ustawić książki kolorami, zamiast tematycznie, przynajmniej będę miała problem z głowy.


Naprawdę mam mocno mieszane uczucia względem tej książki, bo spodziewałam się po niej czegoś zupełnie innego. Wielkich przygód, wyniosłych bohaterów, wspaniałych opowieści toczących się w zapierających dech krainach, a dostałam uwięzioną na wyspie Kirke, która przypomina okręt targany przez fale, bo kapitan zapomniał o istnieniu steru, wioseł i całego świata. Przez połowę książki byłam zawiedziona jest postawą szarej myszki. Ba! Czułam się oszukana! A jednak nie potrafiłam odłożyć książki. Wciągnęła mnie, zainteresowała i na swój sposób spodobała mi się. Łatwo się ją czytało, a w dodatku okładka to istne dzieło sztuki! Dla niej samej warto ją mieć na półce. Nie jestem tylko pewna, czy powinnam Wam polecić zawartość. Chyba trzeba kochać mitologię lub pragnąć ją pokochać, by być zadowolonym z czasu spędzonego z "Kirke".
Czytaj całość

Nowe superbohterki od DC Comics trafią na ekrany!


Obecnie wśród adaptacji komiksów DC dwoma najpopularniejszymi uniwersami jest filmowe DC Extended Universe od Warner Bros. i serialowe Arrowverse od stacji The CW. Aktualnie w obu jest niewiele superbohaterek, a jeszcze mniej tych posiadające własne produkcje (konkretnie po jednej na uniwersum i jest to "Wonder Woman" i "Supergirl"... po zastanowieniu raczej drugi sezon "Supergirl"). Na szczęście (na szczęście, bo te okazują się bardziej udane) mam dla Was garść newsów, które zwiastują, że niebawem się pojawi się ich więcej. Zaintrygowani?

Zacznijmy od rozszerzającego się Arrowverse, do którego niebawem dołączy Stargirl. Właściwie już w pewnym stopniu dołączyła, ponieważ pojawiła się przelotnie w "Legends of Tomorrow", jednak teraz dostanie swój własny serial, który w 2019 roku pojawi się na nowej platformie streamingowej DC Universe. Tak, czeka nas jeszcze rok czekania, ale jeśli nie kojarzycie tej superbohaterki, to mogę Wam coś nieco zdradzić na jej temat. Przykładowo to, że Courtney Whitmore, czyli nasza Stargirl będzie uczennicą liceum, uzdolnioną gimnastyczką i mistrzynią sztuk walki, która dzięki specjalnemu pasowi zwiększa swoją siłę i wytrzymałość. Dodatkowo potrafi miotać promieniami, latać, a także manipulować energią, tak że mocy jej nie brakuje, ale jak to u DC bywa albo nie dostajesz mocy wcale (za to kupę kasy na gadżety) albo pełen komplet.



A wracając do Stargirl, to nie dość, że cała jest dość potężna, to jeszcze ma zainspirować innych młodych herosów, by założyli grupę Justice Society of America i walczyli ze złoczyńcami. Przyznaję, że jestem zaciekawiona tym, jak wyjdzie DC serial o nastoletnich superbohaterach, bo wiecie... będą musieli spuścić z tonu, ograniczyć patos i pozwolić nastolatkom być nastolatkami, a nie udręczonymi duszami noszącymi na plecach cały ciężar świata. I wiecie co? Trzymam mocno za nich kciuki, licząc że się w tym odnajdą i dostaniemy lekki i zabawny serial. Zwłaszcza że na Comic Conie w San Diego zapowiedzieli, że będą chcieli celować w klimat pomiędzy "Spider-Man: Homecoming", a Buffy.

 Kolejną bohaterką, którą wzięto na celownik jest Batwoman, która już w grudniu dołączy do Arrowverse w specjalnym crossoverze wszystkich superbohaterów z aktorskich seriali The CW, a jej własne show wystartuje w 2019 roku. Kate Kane będzie dziedziczką fortuny, która postanawia wykorzystać rodzinne pieniądze do zrobienia sobie masy fajnych gadżetów, dzięki którym będzie mogła zwalczać przestępczość w Gotham City. Przy okazji wokół tego tytułu zrobił się szum, ponieważ pojawiła się informacja, że Batwoman "ma być pierwszą w historii otwarcie homoseksualną superbohaterką będącą główną postacią w serialu". Co w sumie nie powinno nikogo zaskakiwać, skoro już od 2006 roku jej komiksowy odpowiednik przestał romansować z Batmanem, na rzecz pani detektyw.

Naszą nową serialową Batwoman zostanie Ruby Rose.
Niemniej to nie jedyna bohaterka z Gotham, której DC planuje poświęcić samodzielny tytuł. Poza serialem o Batwoman pojawi się pełnometrażowy film o Batgirl. Niestety na tę chwilę jeszcze niewiele wiadomo o przyszłości projektu, ponieważ na początku roku reżyser zrezygnował z projektu i studio szuka nowego. Niestety w World od DC panuje chaos, który ciężko ogarnąć, gdy się o tym słucha (to temat na inną okazję). Wiele projektów, które miały już ruszyć zostało wstrzymanych lub mają poważną obsuwę, jak choćby kontynuacja "Legionu Samobójców". Dopiero kilka dni temu pojawiła się wzmianka o "Birds of Prey" zapowiadająca, że film najpewniej pojawi się pod koniec 2020 roku lub na początku 2021. No dobrze, ale o czym to będzie? Na chwilę obecną wiadomo tyle:
"Po rozstaniu się z Jokerem, Harley Quinn i trzy inne superbohaterki - Black Canary, Huntress i policjantka Renee Montoya zaczynają współpracować, aby ocalić życie małej dziewczynki o imieniu Cassandra Cain, która jest ścigana przez złego szefa mafii."

O wszystkich pozostałych filmach,w których miała się pojawić Harley Quinn i Joker nawet boję się wspominać, bo słuchanie newsów na ich temat przypomina mi rozmowę z 4-latkiem, który nie wie co chce przekazać, więc mówi od rzeczy.


Ostatnią superbohaterką, którą na razie zapowiedziano jest Supergirl. Dobrze napisałam, nie pomyliłam się. Supergirl wejdzie do World of DC, zdziwieni? Ja trochę byłam, bo przecież po co pełnometrażowy film o Supergirl, który nijak nie będzie się łączył z serialem poświęconym tej samej bohaterce? Z drugiej strony, tak samo mają zamiar zrobić również z Flashem, który przecież również posiada własny serial. Trochę szkoda, że w DC (a raczej Warner Bros.) nie próbuje połączyć z The CW, by stworzyć spójne uniwersum. Zwłaszcza, że na razie nic straconego, bo przecież w Arrowverse istnieje wiele alternatywnych wersji Ziemi, które bohaterowie odwiedzają. Co prawda takie połączenie byłoby naprawdę ciężkie, jednak wciąż wykonalne - w końcu speedster nie jedną ma twarz! Za to ogromnym problemem będzie obsadzenie nowej aktorki w roli Supergirl, bo to już raz na zawsze zamknie furtkę dla takiego połączenia.


Niezależnie od tego, czy uniwersa pozostaną odrębne, czy będą połączone, cieszę się niezmiernie, że będzie się pojawiać coraz więcej bohaterek w rolach głównych, bo a) to zawsze nowe filmy o superbohaterach i b) te kobiece całkiem nieźle wychodzą DC, czego niestety na razie nie można powiedzieć o męskich, czy drużynowych, choć tym też mocno kibicuję.


Ps. Na którą bohaterkę najbardziej czekacie? A może chcielibyście, aby inna superbohaterka otrzymała swój samodzielny tytuł?
Ps2. Chcielibyście połączenia filmowego uniwersum DC z tym serialowym, czy dobrze jest jak jest?
Ps3. Przypominam o ankiecie dla czytelników - jeśli jeszcze nie wypełnialiście, to śmiało!
Czytaj całość

10 seriali komediowych na letnie totalne odmóżdżenie


Jest lato i męczy upał? Mieliście za sobą ciężki dzień, po którym Wasze szare komórki ogłosiły strajk? A może zwyczajnie szukacie naprawdę relaksacyjnego, lekkiego i zabawnego serialu, który Was odpręży i rozbawi? Nie musicie się przemęczać w poszukiwaniach, bo Gosiarella nadciąga z pomocą! Z pewnością wybierzecie spośród niżej wymienionych coś odpowiedniego dla siebie.


[Jeśli o jakiejś produkcji będziecie chcieli przeczytać więcej, to kliknijcie w różowy tytuł, a zostaniecie przeniesieni do pełnej recenzji!]


Co obejrzeć?

Już sam ten sielankowy plakat wygląda, jakby czekała Was dobra zabawa na amerykańskich przedmieściach rodem z "Gotowych na Wszystko", prawda? Na szczęście w porównaniu z poprzednim z nimi, "Santa Clarita Diet"oferuje sporą dawkę śmiechu w klimacie zombie. Nie tego bezmózgiego, które trzeba odstrzelić, lecz tego inteligentnego, które kochająca rodzinka chce nakarmić. Jest śmiesznie, jest lekko, jest momentami makabrycznie, ale przede wszystkim jest krótko. Aktualnie są dwa sezony z małą liczbą odcinków trwających niecałe półgodziny.


Bohaterką tego serialu jest młoda początkująca modelka Deb, która ginie w wypadku samochodowym. Jej dusza trafia do poczekalni, z której powinna zostać odesłana do nieba lub piekła w zależności od swoich uczynków. Okazuje się jednak, że dziewczyna ma zero dobrych uczynków i zero złych uczynków, przez co jej niebiański konsultant zarzuca jej płytkość. Rozzłoszczona i zdeterminowana Deb naciska klawisz powrotu, licząc na odzyskanie swojego ciała i życia. Nie bierze pod uwagę, że jej ciało jest zbyt zniszczone, dlatego dusza młodziutkiej modelki trafia do ciała puszystej pani adwokat, która umarła na stole operacyjnym w wyniku postrzelenia. Deb nie ma wyjścia i od tej chwili musi zacząć żyć życiem Jane. "Drop Dead Diva" jest mało znanym serialem emitowanym kilka lat temu, jednak warto poświęcić mu uwagę. Jak każdy z tytułów, który tu znajdziecie, jest lekki, zabawny i na swój sposób uroczy.

The Big Bang Theory / Teoria Wielkiego Podrywu

Jestem przekonana, że tego serialu nie trzeba nikomu przedstawiać i pewnie go oglądaliście, ale czasami nie warto ryzykować. Zwłaszcza że dla odmiany mamy tu całkiem żywych bohaterów. W dodatku geniuszu... tylko bez jakichkolwiek zdolności interpersonalnych. Innymi słowy twórcy serwują nam na tacy czwórkę uroczych nerdów, w życiu których pojawia się atrakcyjna blondynka. TBBT jest typowym sitcomem z masą sezonów, na które składają się 20 minutowe odcinki. Jeśli jeszcze nie oglądaliście, to na pewno będziecie się dobrze przy tym bawić.

The Good Place
Lekki serial na wakacje

Eleonora umiera. Po śmierci trafia do Dobrego Miejsca - zaświatów, w które zamieszkują sami wybitnie dobrzy ludzie. Problem polega na tym, że Eleonor zdecydowanie do nich nie pasuje. Ktoś popełnił błąd przypisując jej dobre uczynki kobiety noszącej takie samo nazwisko. Jeśli jej sekret się wyda, dziewczyna trafi do bardzo paskudnego miejsca. Dla utrzymania przykrywki i miłej miejscówki w zaświatach, Eleonor postanawia się zmienić - stać się dobrym (martwym) człowiekiem. Jednak idzie jej to co najmniej topornie, co doprowadza do wielu zabawnych sytuacji. "The Good Place" jest bardzo dobrym serialem, który z czasem pokazuje, że potrafi nie tylko bawić, lecz również zaskakiwać. W jego przypadku ponownie mamy krótkie 20 minutowe odcinki składające się na 3 sezony.


Amerykańska odsłona Brytyjskiej rodziny królewskiej, czyli narkomani, zimne suki, bogaci playboye i ogólnie błękitnokrwista patologia. Najbardziej królewski z wymienionych tu tytułów, wcale nie jest tak dostojny, jak można byłoby się tego spodziewać. Skandale i dramaty miłosne niemal wylewają się z każdej sceny. Zwroty akcji są łatwe do przewidzenia, ale chyba nie będzie Wam przeszkadzać schematyczność, skoro szukacie seriali na odmóżdżenie.


Rebecca Bunch jest genialną prawniczką, która ciężko pracowała w kancelarii w Nowym Jorku. Zarabiała krocie, miała dostać duży awans, jednak rzuciła to wszystko w diabły, by przeprowadzić się do West Coviny, gdzie może swobodnie prześladować swojego byłego chłopaka, Josha i robić wszystko (naprawdę WSZYSTKO), by ten znów z nią był. Nawet śpiewa... a tak! "Crazy ex-Girlfriend" jest musicalem, ale takim, przy którym będziecie płakać ze śmiechu wsłuchując się w tekst. Twórcy sparodiowali stereotyp szalonej byłej dziewczyny do tego stopnia, że nie sposób opanować panicznych ataków śmiechu na absurdalnych scenach! W przypadku tego serialu mamy standardową ok. 40-minutową długość odcinków.

Lucifer

Serial opowiada historię Lucyfera, któremu znudziło się rządzenie piekłem, więc postanowił się przeprowadzić na Ziemię. Konkretnie do Los Angeles, gdzie po pewnym czasie zaprzyjaźnił się policjantką i wraz z nią łapie przestępców. Brzmi absurdalnie, prawda? Szatan łapiący bandziorów. Gdy tylko o tym usłyszałam pomyślałam, że to nie może się udać, a jednak po obejrzeniu pilota chichotałam, jak mała dziewczynka za każdym razem, gdy Lucyfer się przestawiał. Niby serial kryminalny, ale ma przyjemny, lekki klimat, więc warto zajrzeć. Odcinki trwają 40 minut i aktualnie wypuszczono 3 sezony.


Zoe jest lekarką, która z Nowego Jorku przenosi się do małej miejscowości  w Alabamie, gdzie otrzymała w spadku połowę kliniki. Szybko okazuje się, że to nie jest rzeczywistość, do której jest przyzwyczajona nasza bohaterka, ponieważ mieszkańcy Blue Bell są mocno przywiązani do tradycji, zżyci i specyficzni, co prowadzi do wielu przedziwnych i przezabawnych sytuacji. Od razu zaznaczam, że to nie jest serial medyczny, lecz bardziej lekka komedyjka zajmująca się głównie problemami miłosnymi mieszkańców miasteczka. A wierzcie mi, tych nie brakuje, więc będziecie się często uśmiechać.

Galavant

"Galavant" to musical i parodia historyjek o dzielnych księciuniach ratujących księżniczki w opresji. Główny bohater wyrusza w długą podróż, by zemścić się na królu Ryszardzie, który skradł jego prawdziwą miłość. Tak po prawdzie, to luba sama dokonała najkorzystniejszego wyboru, ale upartemu kolesiowi z mieczem nie da się tego wytłumaczyć. Czego możecie się spodziewać? Wielu absurdalnych pioseneczek i gagów, które składają się na dwa sezony z 20-minutowymi odcinkami.

Faking it!

"Faking It" jest historią dwóch nastolatek pragnących szkolnej popularności, a to zapewnia im omyłkowe okrzyknięcie parą lesbijek. Dziewczyny postanawiają podtrzymać to kłamstwo i co ciekawe wynik tej pomyłki tworzy interesujący trójkąt miłosny, ale więcej Wam nie zdradzę. Sprawdźcie sami, zwłaszcza że ponownie mamy tu bardzo krótką formę i ogląda się to zaskakująco szybko.


Ps. A Wy co dobrego oglądacie w upalne dni, gdy mózg odmawia współpracy?
Czytaj całość

Pełni mocy i kontrastów, czyli o Cloak & Dagger

serial MArvel

W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej adaptacji komiksów i niestety coraz trudniej wyłonić wśród nich prawdziwą perełkę. Na szczęście od tego macie mnie, więc powiadam Wam - oto nastał "Cloak & Dagger" i to jest dobre! Zdecydowanie zbyt cicho jest o tej produkcji, a naprawdę warto to zmienić, więc poczytajcie i sprawdźcie!

Poznajcie naszych nastoletnich bohaterów - niebiańską parę! Tandy (Olivia Holt) i Tyrone (Aubrey Joseph) w dzieciństwie przeżyli traumatyczne przeżycie, które połączyło ich na zawsze. Mała Tandy była baletnicą, która wraz z zapracowanym ojcem zaliczyła wypadek samochodowy. Tylko ona przeżyła. Z kolei mały Tyrone ukradł auto samochodowe, które chciał oddać bratu. Niestety podczas ucieczki przed policją, spanikowany przedstawiciel prawa zastrzelił mu brata. Ta chwila i ta strata doprowadziły do tego, że nasi mali bohaterowie wylądowali w wodzie, gdy na pobliskiej platformie doszło do potężnej eksplozji. W ten sposób zyskali niezwykłą moc, która ujawniła się dopiero podczas ich kolejnego spotkania po latach.

 Cloak & Dagger
Dwójka bohaterów. Dwa punkty widzenia. Wspólne przeznaczenie.

Wiecie co było największym zaskoczeniem w "Cloak & Dagger"? Fakt, że nie jest on tak oczywisty, jak mógłby się wydawać. Wręcz w nic w nim oczywistego nie ma. Wystarczy spojrzeć na samych bohaterów. Można pomyśleć, że dziewczynka z dobrego domu taka zostanie, tak jak i mały złodziejaszek. Tymczasem wszystko potoczyło się inaczej. To Tandy stała się złodziejką nieprzejmującą się niczym. Mieszka w opuszczonym kościele, niemal nie utrzymując kontaktów z matką alkoholiczką. Dziewczyna jest nie tylko zdeprawowana, ale wręcz toksyczna z niej sucz. Z kolei Tyron wyrósł na porządnego, odpowiedzialnego i niezwykle grzecznego chłopaka. Chyba dotąd w żadnym serialu nie widziałam nikogo tak dobrze wychowanego. Naprawdę cudownie ogląda się serial, w którym nic nie jest takie, jak można się spodziewać. Zmusza nas do wyrzucenia całej zawartości stereotypowych szufladek, do których chcemy upchnąć bohaterów. Ja to doceniam.

Moce niebiańskiej pary również działają na zasadzie kontrastu. Jasne światło, którym emanuje Tandy zmienia się w sztylety, zaś mroczna mgła oplatająca Tyrona pozwala mu się teleportować z miejsca na miejsce. Wierzcie mi, mrok bardziej pasuje do białej blondyneczki, więc mózg za każdy razem robi WTF?! Jednak to nie wszystko. Pozbawiona nadziei Tany widzi ludzkie marzenia, gdy kogoś dotyka, a Tyrone doświadcza wizji najgorszych lęków innych osób. Muszę przyznać, że oglądanie zarówno lęków, jak i nadziei było szalenie fascynujące i niejednokrotnie okazywało się bardziej przydatne, niż fizyczna moc bohaterów.

Płaszcz i sztylet Cloak & Dagger


By jeszcze mocniej pokazać różnice między bohaterami, twórcy "Cloak & Dagger" początkowo (w późniejszych odcinkach już w mniejszym stopniu) prezentowali historię z dwóch perspektyw. Osobno losy Tandy i osobno Tyrone. Całość zbiegała się zawsze w kluczowym momencie, ponieważ łącząca ich moc zarówno ich przyciąga, jak i odpycha. Przyciąganie wydaje się oczywiste, skoro nabyli zdolności w tym samym czasie oraz w podobnych okolicznościach. Zasadniczo odpychanie również jest całkiem sensowne, skoro są przeciwieństwami. Mimo wszystko trochę mnie to zaskoczyło, ponieważ spodziewałam się romansu między tą dwójką. [Spoiler] W pierwszym sezonie nici z tego, bo za każdym razem, gdy się dotykają siła odrzutu ciska nimi o ścianę. Niemniej w kolejnym sezonie wydaje się to bardziej prawdopodobne.

"Cloak & Dagger" ma świetną, nieco leniwą dynamikę tak niepasującą do kina superbohaterskiego, za to świetnie sprawdzającej się do opowiadanej dość nietypowej historii. I może właśnie w tym rzecz - to nie jest typowe superbohaterskie kino, w którym rządzą spektakularne supermoce, sceny walk i epickiego ratowania świata, po którym gapie będą mogli bić brawo. Wręcz początkowo używają swoich mocy do osobistej vendetty, a dopiero później zapobiegają zombie apokalipsie (mówcie co chcecie, ale dla mnie to była odmiana zombie!). W tym serialu na pierwszym planie nie są niezwykłe zdolności bohaterów, lecz ich historia, a w końcu również przemiana. I to chyba jest największy urok tej produkcji.


Poza tym dodatkowym plusem jest osadzenie akcji w Nowym Orleanie, więc mamy również wątek ich folkloru i voodoo. Osobiście uwielbiam oglądać Nowy Orlean przez pryzmat popkultury, bo zawsze ma nieziemski klimat, nadnaturalną otoczkę, a ponadto każda produkcja ukazuje to miasto z nieco innej perspektywy. Dlatego powtórzę: duży plus za to! Muzyka też jest rewelacyjnie dobrana, co w sumie jest rzadkością. Oczywiście serial ma wady - wszystko ma wady, jeśli przyjrzymy się dostatecznie uważnie. Jednak w tym przypadku zwyczajnie nie chcę sobie, ani Wam głowy tym zawracać, bo serial jest zwyczajnie dobry!

Osobiście przepadłam i nie mogę doczekać się kolejnego sezonu! przyznać, że jak na razie jest to mój ulubiony serial z logiem Marvela (trochę wstyd się przyznać, jednak nie przepadam za tymi produkowanymi dla Netflixa). Klimatem bardzo zbliżony do "Runaways" (zresztą istnieją spore szanse na crossover obu produkcji), choć dojrzalszy i nie tak kolorowy. Za to oba tytuły wyłamują się z ram, do których przyzwyczaił nas Marvel. Nie ma nacisku na walkę ze złem i globalnymi katastrofami, więc naprawdę, ale to naprawdę nie nastawiajcie się na stricte superbohaterskie kino, bo możecie być zawiedzeni, a w przypadku "Cloak & Dagger" zwyczajnie nie wypada!


Ps. Trochę z innej beczki: Macie swoje ulubione miasta w popkulturze? Jeśli tak to koniecznie dajcie znać jakie oraz dlaczego i/lub w jakich tytułach się pojawiają.
Ps2. Jak już wiecie, lubię oglądać Nowy Orlean, więc możecie również dać znać, gdzie mogę go podglądnąć (a nuż czegoś jeszcze nie widziałam).
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella