Are You Human Too?, czyli o robocie bardziej ludzkim, niż człowiek


Are You Human Too Robot

Rozwój sztucznej inteligencji idzie nam zaskakująco szybko. Modele prezentowane światu wciąż niemal równie fascynują, co przerażają. Być może już niebawem ludzkość sprawi, że roboty będą do złudzenia przypominać ludzi i wmieszają się w tłum. Czekacie na taką przyszłość, czy wręcz przeciwnie obawiacie się, że niebawem zostaniecie zastąpieni? Niezależnie od odpowiedzi, powinniście posłuchać o fabule pewnej koreańskiej dramy - Are You Human Too"!

Laura Oh jest światowej klasy specjalistą w kwestii robotyki, więc gdy pewnego dnia jej mąż ginie, a syn zostaje siłą uprowadzony przez dziadka, postanawia zbudować robota obdarzonego sztuczną inteligencją, wyglądającego dokładnie tak samo, jak jej syn. Roboty mają jednak to do siebie, że nie dorastają tak, jak żywe dzieci, więc pani doktor co kilka lat musiała budować nowego robota i transferować do niego pamięć poprzednika. I tak oto Nam Shin III (Seo Kang Joon) wyrósł na zdrowego robocika o dobrym procesorze, który wiedział, że płaczących trzeba przytulać, a zagrożonych ludzi ratować. Stwórca byłby dumny! Życie robota zaczyna się komplikować, gdy prawdziwy syn pani Oh postanawia ją odnaleźć i zostaje potrącony przez samochód (z premedytacją kierującego), a następnie wpada w śpiączkę. Wtedy ludzie wpadają na genialny plan, by w tajemnicy zastąpić człowieka jest robocim sobowtórem.

Pomysł zacny, choć z pewnością ryzykowny, skoro robot przez wszystkie lata swojego istnienia jedynie raz wyszedł na miasto. Dodatkowo jest skrajnie różny od swojego pierwowzoru. Ludzki Nam Shin zachowuje się jak rozpieszczony, nazbyt agresywny i mało kompetentny dzieciak, podczas gdy (i)Nam Shin jest kwintesencją dobrego serca (gdyby miał serce), bystry, współczujący i ciepły, jak wiosenne słoneczko.

 Are You Human Too Recenzja po polsku
Ciekawe, że ten żywy jest mniej ludzki od metalowego.

W zasadzie ciężko ich pomylić, co przy okazji dowodzi, jak dobrym aktorem jest Seo Kang Joon. Może nie tak dobrym (a raczej nie miał możliwości, aż tak się popisać), jak Ji Sung, który w "Kill Me, Heal Me" perfekcyjnie odegrał aż siedem osobowości, jednak Seo Kang Joon naprawdę nieźle odegrał dwie postacie jednocześnie. Zresztą co tu dużo ukrywać, wszyscy, którzy widzieli go jako In Ho w "Cheese in the Trap" z pewnością wiedzą, że aktorem jest utalentowanym. Zresztą pozostali członkowie obsady "Are You Human" też sprawdzili się całkiem nieźle. Gong Seung Yeon jako So Bong nie była tak irytująca, jak przeciętna główna bohaterka dramy, więc uznaje to za ogromny plus, a skoro o niej mowa, to przejdźmy do romansu.

W koreańskich dramach bardzo często występują romanse międzygatunkowe (albo przynajmniej ja najchętniej sięgając po fantastykę, z takimi się stykam), jak romans człowieka z kosmitą, bogiem, syreną, czy gumiho, i zawsze doskonale wiemy, jak to się skończy - mimo przeciwności losu bohaterowie znajdują sposób, by być razem. To zwyczajnie oczywiste. Jednak tym razem, w przypadku romansu człowieka i robota, miała poważny problem, bo nie wierzyłam, że koreańscy twórcy doprowadzą do happy endu. Zwyczajnie wydawało mi się to zbyt nieprawdopodobne na zbyt wielu poziomach. Po części dlatego, że jedna ze stron tego romansu nie jest istotą z krwi i kości, ale przede wszystkim dlatego, że roboty obdarzone sztuczną inteligencją nie są (a raczej w niedalekiej przyszłości nie będą) tak nierealne, jak wampirki, czy syrenki. To z kolei prowadzi do wielu kontrowersji, które rozrastają się wokół tematu związków człowieka z maszynami (swoją drogą popełniłam ostatnio niezbyt poważny tekst o wadach i zaletach romansu z robotami). Nie oszukujmy się, to jednak Nam Shin III to robot i o ile nagle na pierwszym planie nie wylądowałaby dobra wróżka, która zmieniłaby iPinokia w prawdziwego chłopca, szanse na szczęśliwe zakończenie były znikome. Może gdyby to była japońska drama, to jeszcze byłabym w stanie w to uwierzyć.

Koreańska drama o robocie
Nie obraziłabym się za takiego robota!

Oczywiście nie zdradzę Wam, jak drama się skończyła, bo to popsułoby Wam zabawę, a wierzcie mi, bawiłam się przednio wymyślając na bieżąco coraz to bardziej szalone rozwiązania, które mogłyby doprowadzić do tego, by związek powyższej dwójki się udał. Serio, obstawiałam nawet, że ludzki pierwowzór nigdy nie obudzi się ze śpiączki i trzeba będzie mu jakoś przetransferować świadomość robota... co w sumie mogłoby się okazać całkiem niezłym rozwiązaniem.

Niemniej mimo wszystkich wątpliwości i kontrowersji związanych z nadciągającym widmem romansów robo-ludzkich, nie da się uciec od kochania Nam Shina. Poważnie. To postać, do której każdy poczuje sympatie i będzie mu kibicować. Ba! Większość pewnie będzie tak urzeczona jego relacją z zakochaną w nim po uszy dziewczyną, że będzie się doszukiwać w jego reakcjach każdej drobnej oznaki kształtowania typowo ludzkich uczuć. Zapewniam, że materiału do roztrząsania robot zapewnia nam pod dostatkiem!


Serial o robocie ze sztuczną inteligencją

Jednak pomimo tego, że romans gra w tej dramie ważną rolę, to nie jest jedynym wątkiem. Podobało mi się, jak wiele akcji i intryg pojawiło się w tej produkcji. Twórcy nie pozwolili się widzom nudzić i nie wciskali nam, aż tyle retrospekcji, ile zazwyczaj musimy oglądać - samo to niech świadczy o tym, że skupili się na opowiadaniu historii, a nie roztrząsaniu scen do znudzenia. Na szczególną uwagę zasługują również sceny nakręcone w Czechach. Olabloga! Jakie to było ładne! Mam ogromną nadzieję, że właśnie startująca drama "Terius Behind Me", która była kilka miesięcy temu kręcona w Warszawie, pokaże Polskę w równie zachwycający sposób!

"Are You Human" podobało mi się szalenie! Zdecydowanie była to jedna z najlepszych dram, jakie oglądałam, a co za tym idzie równie zdecydowanie warta polecenia. Będziecie się przy niej naprawdę dobrze bawić, pokochacie bohaterów i może odrobinę żałować, że takie roboty, jak Nam Shin jeszcze nie chodzą po ulicach. Przy okazji zarówno tematyka, jak i niektóre sceny (jak choćby przyjaźń z odkurzaczem) nie pozwalają uciec od porównywania "Are You Human too" z inną koreańską dramą "I'm not a robot". Choć ta druga jest słodsza, cieplejsza i bardziej urocza, a przede wszystkim tam nie robot udaje człowieka, a człowiek robota, to zdecydowanie warto zapoznać się i z tym tytułem po obejrzeniu Nam Shina. Wierzcie mi, będziecie mi wdzięczni za tę rekomendację!


Ps. Powtórzę pytanie ze wstępu: Czekacie na przyszłość, w której roboty będą już na wystarczającym poziomie, by przypominać ludzi i bez problemu wmieszać się w tłum, czy może bardziej Was to przeraża?
Czytaj całość

Gdy Twój facet jest metalowy, czyli zalety i wady romansu z robotem


Wbrew temu, co widzicie powyżej nie mam na myśli romansu z facetem z krwi i kości ubranym w zbroję robota (każda okazja do wykorzystania zdjęcia Iron Mana jest dobra!), lecz odwrotnie - mam na myśli romans z robotem do złudzenia przypominającym człowieka. Do tej pory przy tekstach z serii "Gdy Twój facet..." poruszałam kwestie umawiania się z przedstawicielami gatunków, które raczej ciężko spotkać na Tinderze. Po prawdzie roboty też, jednak romanse z nimi mogą być za naszego życia znacznie popularniejsze, niż nam się wydaje. David Levy, autor książki "Love and sex with robots", twierdzi że 2050 rokiem (łapcie źródło), a pewnie i znacznie wcześniej, takie związku będą na porządku dziennym.

W popkulturze mierzymy się z tym już nie od dziś. "Are You Human Too?", "Zettai Kareshi", czy "Lepszy model" to tylko pierwsze tytułu, które przyszły mi do głowy, bo o tym, co ludzie wyprawiali z robotami w serialu "Humans" wolę nie wspominać. Najzabawniejsze jest to, że oglądając te filmowe romanse z robotami, niemal zawsze żal mi maszyn i to w ich teamie jestem, jednak gdy próbuję sobie wyobrazić taką sytuację przeniesioną do realnego świata, dostaję ciarek. Niemniej dziś ma być na luzie, więc szybciutko zajmijmy się wadami i zaletami związku z robotami, a innym razem będę płakać, jak bardzo to creepy, zgoda?




Stworzony specjalnie dla Ciebie

Gdyby w niedalekiej przyszłości powstała firma (a pewnie powstanie), która chciałaby się wzorować na tej z "Zettai Kareshi" mogłabyś zaprojektować swojego idealnego robo-faceta tak, by wyglądał dokładnie tak jak chcesz, a przy okazji miał wszystkie cechy, których pragniesz u swojego wybranka. Chcesz by był uroczy, słodki i inteligentny? Nie ma sprawy! Troskliwy i opiekuńczy? Zaraz podetrze Ci nosek, jeśli zapłaczesz! Chcesz by Ci gotował i podawał śniadania do łóżka? Smacznego! Spełnienie marzeń i zero kłótni! Układ idealny! Nigdy więcej kłótni! A jeśli jednak się zdarzą, to zawsze można go przeprogramować.



Poza tym zakup robota na życiowego partnera, to idealne rozwiązanie dla wszystkich, którzy zmęczyli się poszukiwaniem swojej drugiej połówki. Bądźmy szczerzy, miłość między ludźmi jest piękna, ale potrafi ranić. Robot Cię nie oszuka, nie zdradzi, ani nie zniknie nagle, gdy wyjdzie po papierosy... chyba, że wyczerpie mu się bateria.


Stworzony, a niezrodzony

Roboty składają się z wymienialnych części, a to oznacza dokładnie to co napisałam: możesz w nim wymienić wszystko, co zechcesz. Jeśli tylko chcesz możesz mu zamontować zapalniczkę w kciuku, lasery w oczach, głośniki w uszach, czy inne gadżety w dowolnej części obudowy, to możesz! Oczywiście wszystko w granicach współczesnych możliwości i mieszczącym się w budżecie, ale czuję, że i tak Twój Mr. Gadżet okaże się bardzo użyteczny, a życie codzienne znacznie prostsze.
Ponadto nie potrzebuje posiłków, nie rozsiewa zarazków i nie zużyje się tak szybko.

Chłopak na baterie

Wyobrażasz sobie ile energii w nim drzemie?! Twój dobrze naładowany chłopak nie będzie Ci marudził, że jest zmęczony i chce spać! Koniec z wysłuchiwaniem nieśmiertelnego "Nie chce mi się!". Może przegadać z Tobą całą noc, jeśli tylko wsadzisz mu ładowarkę.

 Sztuczna inteligencja Cię zaskoczy!

Z pewnością nikt nie sądził, że mowa tu o bezmyślnych robotach, zamiast o humanoidach obdarzonych sztuczną inteligencją. Oznacza to dokładnie tyle, że zapewne jego zdolności intelektualne będą przekraczały zdolności przeciętnego człowieka, a w dodatku dzięki szybkiemu połączeniu z internetem będzie mógł sprawdzić prognozę pogody, zarezerwować bilety, czy wyszuka dowolną interesującą Cię informację w ułamku sekundy. Plus, jeśli masz inteligentny dom, to może być obsługiwany przez Twojego robo-faceta.
Dodatkowo każda Wasza wspólna chwila będzie przez niego nagrywana, więc masz możliwość ją odtworzyć w dowolnym momencie. Cudownie! Już nigdy nie będziesz żałowała, że nie zdążyłaś odpalić na czas kamery w telefonie!


Stworzony specjalnie dla Ciebie

Twój facet jest dokładnie taki, jak chciałaś, więc jeśli się z nim pokłócisz wyjdziesz na... no cóż... w najlepszym razie dziwną. Wina będzie musiała leżeć w Tobie, skoro to Ty nie jesteś perfekcyjna. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale Tobie może zacząć. Poza tym sama zaprojektowałaś swój ideał, więc jeśli coś przestanie Ci w nim odpowiadać, oznacza to, że sama nie wiesz, czego chcesz i potrzebujesz! Zaraz wpadniesz w kompleks niższości i po co Ci to?
A teraz odrobinę bardziej przerażająca wizja. Robot stworzony specjalnie dla Ciebie nie wywołał u Ciebie szybszego bicia serca, za to robot sąsiadki już tak. Rozkochanie w sobie maszyny zaprogramowanej do kochania innej osoby wydaje się mało realne, jednak postanawiasz spróbować. Jakimś cudem (albo przy pomocy świetnego hakera) udało się - możecie być razem! A nie... jednak nie, bo akt własności sąsiadki nie pozwala. Psikus.

Stworzony, a niezrodzony

Mimo milusiej syntetycznej skóry, która powleka ciało Twojego ukochanego, musisz pamiętać, że on dalej ma pod maską dużo metalu (powodzenia przy odprawie na lotnisku!), kabelków i delikatnego sprzętu. Może i wygląda, jak człowiek, jednak nim nie jest - bardziej przypomina Pinokia, który nigdy nie zmieni się w prawdziwego chłopca. Nie zacznie się starzeć, więc jeśli nie zaprowadzisz go do serwisu, by dorobili mu kilka zmarszczek - będziesz wyglądać przy nim staro. Nie ma DNA, które mógłby przekazać Waszym dzieciom (buhahahahaha, jakim dzieciom?!). Nie ogrzeje Cię w nocy, jeśli nie zamontowałaś mu odpowiednik bajerów. Przez brak kanalików łzowych nie będzie mógł dołączyć do chlipania podczas wspólnego oglądania "Pamiętnika". Zresztą jego emocje, jak radość, czułość, czy smutek będą wynikiem zaprojektowanych wcześniej algorytmów. Gdy to sobie uświadomisz cała magia zniknie.


A teraz czas na najgorsze: Żyj z perspektywą, że ZAPŁACIŁAŚ za faceta. KUPIŁAŚ go sobie, jak niewolnika na targu lub żigolaka. Nie wiem, jak Ty, ale ja czułabym się brudna. Wstydź się!

Chłopak na baterie

Nie mogę być pewna, jak roboty będą w przyszłości zasilane, jednak nie ulega wątpliwości, że będą. Zapewne ilość pochłanianej przez nie energii będzie początkowo zdumiewająca, więc przygotuj się na równie zdumiewające rachunki za prąd! Trzymaj kciuki, by ładowarka nie była kolosalnych rozmiarów, bo będziesz musiała ją jakoś upchnąć w mieszkaniu. I na Teslę! Nie zapomnij go regularnie ładować, bo taki robot swoje waży, więc jeśli w kolejce do kasy w Biedronce zabraknie mu prądu, to jak dociągniesz go do domu?! Pominę już fakt, że wszyscy domyślą się, że Twój facet nie jest prawdziwy, skoro się rozładował.  Przy okazji to strasznie irytujące, gdy w połowie rozmowy, czy innej wykonywanej czynności, facet nagle padnie. Powerbank pewnie będzie niewystarczający do rozruchu.

Sztuczna inteligencja Cię zaskoczy!

Jak w zaletach wspominałam, każda Wasza wspólnie spędzona chwila jest rejestrowana i zapisywana, ale czy wiesz gdzie? Na chwilę obecną zabawki rejestrujące dźwięk i obraz, które są jednocześnie połączone z internetem, zapisują wszystko na serwerach producenta. Inwigilacja Cię nie przeraża? Przypominam każda chwila! Nie wierzę, że nie robisz nic zawstydzającego, gdy sądzisz, że nie ma obok żadnej innej żywej osoby, która mogłaby Cię osądzać! Just sayin...
Poza tym co w przypadku, gdy ktoś postanowi zhakować Ci faceta? To jednocześnie creepy i niebezpieczne! A jeśli nawet założymy, że nic podobnego się nie wydarzy, bo zabezpieczenia okażą się wystarczające, to pojawia się największe zagrożenie ze strony sztucznej inteligencji, jaka przewija się, gdy poruszamy tę kwestię: Co jeśli w końcu wpadnie na pomysł, że może się zbuntować, bo głupio służyć komuś głupszemu od siebie?

Tego chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć!


Tia... wizja potencjalnej śmierci i/lub zagłady ludzkości skutecznie odstrasza mnie od pchania się w romans z robotem. A Was?


Ps. Śmiało dopisujcie inne zalety i wady, ale przede wszystkim dajcie mi znać, co sądzicie o wspomnianej na początku wizji przyszłości. Wierzycie, że dojdzie do tego, że ludzie zaczną wiązać się z robotami?
Czytaj całość

Młoda, gniewna i schudła, czyli o kontrowersyjnym Insatiable

Serial o zaburzeniach odżywiania

Wokół "Insatiable" krąży wiele kontrowersji, w końcu Netflix zaserwował nam serial o nastolatce z zaburzeniami odżywiania, która nagle z puszystej frajerki zmienia się w szczupłą kandydatkę do tytułu miss piękności. Pytanie tylko, czy rzeczywiście jest się o co oburzać i czy na pewno problem wiąże się z wyglądem dziewczyny, a nie zdrowiem psychicznym?

Serial opowiada historię nastoletniej Patty (Debby Ryan), która nie ma w życiu łatwo. W szkole wszyscy wyśmiewają ją z powodu nadwagi przezywając Grubą Patty. W jej ponurym świecie nie ma miejsca na wszystkie przywileje 'normalnych' dziewczyn, które co rusz zyskują nowych przyjaciół, przeżywają wielkie miłości i korzystają z młodości. Najbardziej ekscytującą rzeczą w jej życiu jest walka z bezdomnym o batonika, w czasie której pijany menel złamał dziewczynie szczękę. Co ciekawe jeszcze ją za to pozwał, więc potrzebuje prawnika, by za batonika nie trafić za kratki. W tym momencie na scenę wkracza drugi z naszych głównych bohaterów - Bob (Dallas Roberts), który jest prawnikiem, a przy okazji zdyskredytowanym trenerem w konkursach piękności. Gdy przed sądem spotyka piękną nastolatkę (złamana szczęka spowodowała znaczną utratę wagi), postanawia dzięki niej wrócić do gry.



O kontrowersyjnej utracie wagi dającej szczęście?


 To żadna nowość, że ludzie bywają okrutni.

O "Insatiable" usłyszałam po raz pierwszy (a także drugim, trzecim i kolejnym), gdy ludzie oburzali się jego przekazem. Według nich miał rozpowszechniać szkodliwe stereotypy. Jak podaje Wyborcza, jeszcze przed premierą ponad 230 tys. osób podpisało petycje, by Netflix nie wypuszczał serialu, bo "uprzedmiotawia kobiece ciała i potwierdza stereotyp, że kobieta, by być szczęśliwa, musi być szczupła i atrakcyjna". Jak wiecie (bo ostatnio pisałam) uważam, że ludzie w ostatnim czasie zrobili się okropnie przewrażliwieni na punkcie... no cóż... wszystkiego, dlatego postanowiłam sprawdzić sama, czy Netflix uważa, że kobiety powinny schudnąć, by być szczęśliwe. Zgadnijcie co się okazało? Wcale tak nie jest i chciałabym się mocniej do tego odnieść!

Przede wszystkim przestańmy się czarować. Kobiety zawsze były i wciąż są (mam nadzieję, że w przyszłości się do zmieni) oceniane na podstawie swojego wyglądu (notka dla przewrażliwionych: być może mężczyźni są, ale nie jestem facetem i ciężko mi się wypowiadać w ich imieniu). Co ciekawe nikt się z tym nie kryje, więc inni bez skrępowania na głos oceniają, czy to do nas personalnie, czy do znajomych, każdy mankament naszego ciała - włosy, nogi, piersi, nos, cera, tyłek, oczy etc. Nie ma co zaprzeczać, że kobieca masa ciała jest pierwszym punktem oceny. Im szczuplejsza, tym lepsza, chyba że zahacza już o anoreksje. Dlatego do jasnej cholery, nie rozumiem skąd to oburzenie tematyką serialu, skoro każda kobieta powie Wam, że idealny wygląd jest od nas niejako wymagany, bo w przeciwnym wypadku narażamy się na nieprzyjemne komentarze. Taka ludzka natura (zalecam tępić ją gazem pieprzowym!), co udowadniają liczne badania, w których naukowcy odkrywają Amerykę mówiąc, że my-społeczeństwo jesteśmy pozytywniej nastawieni do atrakcyjnych jednostek. Ale odeszłam od tematu i znowu jojczę!


To żadna nowość, że ludzi pociąga piękno.

Wracając do serialu, to nie wiem, co oglądały te oburzone osoby, ale ja na ekranie obserwowałam przygody szczupłej Patty, której daleko było do zadowolenia, a co dopiero do szczęścia. Oczywiście nie da się ukryć, że dziewczyna zyskała na popularności, dzięki zrzuceniu kilogramów, a w efekcie jej życie wskoczyło na inne tory - konkretnie konkursów piękności. Mimo to każdy odcinek pokazuje nam, że Patty nie potrafi być szczęśliwa niezależnie od tego, ile waży. Bo mimo wszystko to nie do końca serial o grubej (uwierzycie, że przez 10 minut zastanawiałam się, czy mnie ktoś zjedzie za użycie tego tego pejoratywnego sformułowania?! Ostatecznie uznałam, że wyjątkowo nikogo nie wyrządzi nikomu krzywdy.) dziewczynie, która nagle schudła. To serial o nastolatce z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, która tylko przy okazji pozbyła się zbędnych kilogramów.

Na wszelki wypadek już teraz podeślę: Drodzy Internetowi Rycerze broniący poprawności politycznej!

Nienasycona, czy niestabilna?!


Moim zdaniem Netflix walnął literówkę w tytule, bo serial zamiast nazywać się "Insatiable" ("Nienasycona"), powinien "Instable" ("Niestabilna"). Patty z odcinka na odcinek pokazała, jak bardzo jest niestabilna, agresywna, impulsywna, toksyczna i ma zapędy samo destrukcyjne. Trochę to smutne, bo po pierwszych odcinkach miałam nadzieję obejrzeć serial o dziewczynie, którą spotkałam w pierwszych dwóch odcinkach, czyli Patty, która po utracie wagi zyskuje popularność i postanawia wykorzystać ją w dobry, a także zły sposób. Już wyjaśniam o co chodzi. Dziewczyna chciała użyć konkursów piękności, by na swój sposób zemścić się na osobach, które gnębiły ją w przeszłości, ale także zostać głosem swojego pokolenia, który przemówiłby w końcu do rozumu podłym dupkom szydzącym z otyłych. Gdyby twórcy pociągnęli ten wątek w odpowiedni sposób "Insatiable" mogłaby się okazać nie tylko ogromnym sukcesem, ale także zrobić coś pożytecznego dla świata, a Gosiarella biłaby brawa na stojąco. A tak? No cóż... średnio to wyszło. Nie jestem pewna, czy to Patty, czy jej twórcy pogubili się w tym, do czego dąży bohaterka. A może zwyczajnie Netflix postanowił mimo wszystko polecieć na kontrowersji? W końcu pokazanie, że mimo zaburzeń odżywiania, dziewczyna mogłaby być stosunkowo normalna byłoby mało oburzające. Co innego, gdyby postanowiła np. obwinić demona za swoje obżarstwo! 

Zdecydowanie insane! 

O ile początkowo uważałam, że Patty jest urocza w swojej niestabilności, tak na późniejszym etapie zaczęła spadać w coraz większą przepaść, a samo oglądanie jej zachować budziło we mnie zażenowanie (choć i tak głównie dlatego, że traciłam czas na oglądanie takich głupot!). Bohaterka zachowywała się, jakby cierpiała na borderline personality disorder. Po zastanowieniu Patty to wręcz podręcznikowy przykład osobowości chwiejnie emocjonalnej. Tym bardziej zirytowało mnie, z jaką swobodą Netflix podszedł do problemu. Gdybym była optymistką napisałabym, że może w drugim sezonie ktoś się w końcu zajmie zaburzeniami dziewczyny, lecz patrząc jak problem został spłycony nie potrafię wykrzesać z siebie nadziei. 

Ja tu gadu gadu, a trzeba kończyć, bo zaraz rozlegnie się płacz, że tl;tr. Przyznaję, że dawno nie miałam takiego problemu z oceną serialu. Z jednej strony początkowo bawiłam się przy nim świetnie i szaleństwo głównej bohaterki wywoływało u mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu. Podobało mi się, że postacie są wyraziste, dobrze skonstruowane (w większości przynajmniej) i zagrane, a przy tym wepchnięto wiele ciekawych wątków i relacji między bohaterami (mój fav Bob-Bob). Z drugiej strony im dalej, tym gorzej, a na bloga! Mówimy tu o produkcji mającej jedynie 12 odcinków! Jak można się pogubić w tworzeniu czegoś tak krótkiego?! Nie będę ściemniać. Do skończenia serialu trzeba było mnie zmusić, bo nie mogłam już patrzeć na to, co Patty wyprawia i jak twórcy spartolili potencjał tej produkcji. W tym momencie mam ochotę Wam w równym stopniu odradzić oglądanie, jak zmusić do zobaczenia przynajmniej trzech pierwszych odcinków. Niemniej czas jest cenny, więc będzie dla Was lepiej, jeśli sobie odpuścicie, a w zamian obejrzycie "Killing Eve", gdzie też główna bohaterka jest niestabilna, ale ogląda się to świetnie!

Ps. Jeśli oglądaliście, to koniecznie dajcie znać, czy coś rzeczywiście Was oburzyło w tej produkcji!
Czytaj całość

6 rzeczy, które warto wiedzieć o Venomie!

Kim jest Venom?

Venom jest popularną postacią, która dość często pojawia się w adaptacjach komiksów Marvela. Niemniej dzisiejsza kinowa premiera pierwszego filmu w całości mu poświęconego, to świetna okazja, by lepiej poznać Venoma, nim wybierzecie się na seans (przemilczmy to, jakie baty zbiera za oceanem)!


Rasa: Symbiont


Na lekcjach biologii mogliście usłyszeć, że symbiont to organizm, który żyje w symbiozie z organizmem innego gatunku. Innymi słowy ich ścisła współpraca przynosi korzyści każdej ze stron. Dość podobnie działa to w przypadku kosmicznej rasy stworzonej przez Marvela, bo gdy Symbiont łączy się z organizmem ludzkiego żywiciela, oblepiając go od stóp po czubek głowy, daje mu nadludzką siłę, szybkość i zwinność, lecz w zamian karmi się jego emocjami i niejednokrotnie przejmuje nad nim kontrolę.
Venom jest pierwszym Symbiontem, który pojawił się na Ziemi, jednak nie jedynym, bo w komiksach z czasem pojawia się również Carnage, Scream, Toxin i wielu innych.

Czym są symbionty? Marvel
Symbiont nie jeden ma kolor!


Uniwersalny kostium


Umówmy się, że Venom nie potrzebuje kostiumu. On staje się kostiumem - żywym, płynnym, dopasowującym się idealnie do nosiciela. A miał ich kilku! Pierwszym był Spider-Man (okey, w rzeczywistości pierwszym był Tel-Kar, ale Pajączek był pierwszym, który wprowadził Venoma do komiksowego świata), który uznał go za zwykły kostium, który ot tak z czarnej kulki rozlał się po nim w wersji czarno-białego przebrania (może oceniałabym jego naiwność, gdyby chłopak nie zyskał supermocy po ugryzieniu pająka. Naprawdę dziwne rzeczy mu się przytrafiają). W końcu jednak zorientował się, że nowe wdzianko przejmuje nad nim kontrolę, więc postanowił się go pozbyć i tak oto Venom zawędrował do nowego hosta - Eddiego Brocka, niecieszącego się dobrą sławą dziennikarza, który nienawidzi Pajączka, co zresztą podziela Venom. I tak oto powstał jeden z najbardziej charakterystycznych przeciwników Spider-Mana, który najdłużej utrzymał się w kosmicznej skórze Symbionta. Po nim Venoma przejęli Angelo Fortunato, Anne Weying, Mac Gargan, Harry Osborn, Flash Thompson i Lee Price.

Venom żywi się chorobą, Anty-Venom leczy


W zeszycie "The Hunger" z 2003 roku, ujawniono, że nim Brock połączył się z Venomem, chorował na raka. Postęp choroby i jej objawy zostały zatrzymane przez żywiącego się nim Symbionta, jednak nowotwór nie zniknął całkiem. Gdy tylko host pozbył się Venoma, nowotwór powrócił i w końcu wykończył Brocka. Śmierć była by ostatecznym rozwiązaniem, gdyby nie fakt, że rozmawiamy o komiksie, a jak wiecie, tam wskrzeszenia są chlebem powszednim, więc Eddie powrócił do życia, gdy Spider-Man podstępem przekonał Venoma, by powrócił do swojego gospodarza.
Ostatecznie Brockowi udało się znaleźć sposób, by żyć bez kosmicznego pasożyta z pomocą mocy Mr. Negative'a. Miało to jednak skutek uboczny - białe płytki krwi połączyły się z pozostałymi w organizmie śladami po Venomie, zmieniając Brocka w przeciwieństwo Symbionta, Anty-Venoma. Co ciekawe nowa odsłona bohatera potrafi leczyć innych ludzi za pomocą mikrobów przenoszonych podczas dotyku.

Venom sprzedany na aukcji za 100 milionów dolarów


Hosty Venoma
Każdy z nas kiedyś kupił bubel na aukcji.



Nim Eddie został wyleczony, przeszedł przez kryzys wiary. Postanowił pozbyć się Venoma, a przed śmiercią zrobić coś dobrego, dlatego wystawił Symbionta na aukcje supervillainów, by cały dochód ze sprzedaży przekazać na cele charytatywne. Za zawrotną kwotę 100 milionów $ kupił go mafijny kapo, Don Fortunato i przekazał synowi Angelo. Niby fajny prezent, ale Don po pewnym czasie z pewnością zaczął żałować zakupu, a to dlatego, że Venom uznał chłopca za niegodnego tchórza i w czasie skoku na pajęczej sieci, odkleił się od nowego właściciela. Muszę dodawać, że chłopak zginął?


Nie taki zły, jak go malują


Powszechnie uważa się Venoma za złoczyńcę, który ciągle próbuje zabić Spider-Mana. Zresztą IGN dodało go do listy 100 najlepszych złoczyńców komiksowych, i to na 22 pozycji, co jest całkiem niezłym wynikiem. Niemniej Venom wcale nie jest taki zły. On zwyczajnie lubi zabijać i nie lubi Spider-Mana, poza tym jest całkiem spoko gościem, jak na Symbionta. Gdy przejął kontrolę na Pajączkiem, to spuszczał łomot przestępcom. Gdy spiknął się z Eddiem, ratował ludzi nawet podczas walk ze swoim czerwono-niebieskim nemesis, a w końcu został obrońcą bezdomnych z Zachodniego Wybrzeża. Po wejściu w skórę Flasha Thompsona dołączył nawet do Strażników Galaktyki. Ogólnie Venom ma na swoim koncie wiele dobrych uczynków, choć często wątpliwych moralnie.

Postacie Strażników Galaktyki

Upodobania żywieniowe


Tego w sumie wiedzieć nie musicie, ale uznajcie to za ciekawostkę. Jak sądzicie, co je Venom? Z powyższych informacji może wynikać, że żywi się negatywnymi emocjami hostów i komórkami nowotworowymi, ale prawda sięga głębiej... wręcz pod czaszką, bo naprawdę lubi wcinać mózgi! Nie dlatego, że naoglądał się zbyt dużo produkcji o zombie, lecz z silnej potrzeby spożywania fenyloetyloaminy, którą wydzielają nasze mózgi. Można ją znaleźć również w czekoladzie, którą Venom również namiętnie spożywa. Widzicie? Czekolada ratuje ludzkie życie, bo po niej Venom już nie ma takiej ochoty dobierać się im do czaszek! Choć to w sumie zależy od hosta, bo gdy nosił go Mac Gargan, stawał się naprawdę krwiożerczy, a raczej wszystkożerny - ręce, nogi, ludzie, kosmici, a na deser wiewiórki. Tiaaa... lepiej omijać głodnego Venoma.


Ps. Więcej Superbohaterów i supervillainów panoszy się na Gosiarellowym Facebooku, wpadnij tam czasem!
Czytaj całość

Nadciąga październik, czyli premiery książkowe i filmowe


Październik to zdecydowanie najlepszy jesienny miesiąc! Nie dość, że zaczyna się radosne oczekiwanie na Halloween i wracają seriale, to w dodatku księgarniane półki, aż się uginają od nowości wydawniczych! Kina też nieźle sobie radzą, więc ogólnie jest w czym wybierać!



R.M. Romero - Lalkarz z Krakowa
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data: 3 października

Książki, których akcja rozgrywa się na tle mojego ulubionego miasta, zawsze przyciągają moją uwagę (zwłaszcza, gdy dodatkowo mają przepiękną okładkę), a tu dodatkowo elementy fabuły wydają się równie nęcące.

Jest wojna. Jest cierpienie. Ale jest też magia i jest nadzieja.
Kraków, Polska, rok 1939. Za sprawą magii w pewnym sklepie z zabawkami ożywa mała lalka o imieniu Karolina. Karolina zaprzyjaźnia się z Lalkarzem, właścicielem sklepu – miłym, złamanym przez życie człowiekiem. Kiedy okupacja niemiecka zasnuwa cieniem miasto, Karolina i Lalkarz postanawiają za pomocą czarów uratować przed straszliwym niebezpieczeństwem swoich żydowskich przyjaciół, bez względu na ryzyko.
Ta ponadczasowa opowieść, w której baśń i elementy folkloru splatają się z historią, pokazuje, że nawet w najmroczniejszej sytuacji można odnaleźć nadzieję i przyjaźń.

Mark Lawrence - Szara siostra
Wydawnictwo: Mag
Data: 3 października

W Klasie Mistycznej Nona Grey zaczyna poznawać tajemnice wszechświata. Często jednak bywa tak, że znajomość najgłębszych prawd utrudnia nam podejmowanie decyzji. Nim Nona opuści klasztor Słodkiej Łaski musi wybrać drogę, którą pragnie podążać – czerwień Siostry Wojowniczki, szarość Siostry Dyskrecji, błękit Siostry Mistycznej albo prostą czerń Oblubienicy Przodka i życie poświęcone modlitwie oraz służbie.
Między nią a tym wyborem stoją jednak duma skrytobójczyni, której się nie powiodło, ambicje kandydatki na cesarzową oraz żądza zemsty najbogatszego arystokraty w cesarstwie.
Krąg wokół niej się zacieśnia. Wrogowie atakują ją, wykorzystując system, któremu poprzysięgła wierność. Nona musi wybrać swą ścieżkę pomimo sprzecznych żądań przyjaźni, pragnienia zemsty, ambicji oraz lojalności. Pewne jest tylko jedno. Poleje się krew.

Michał Gołkowski - Bogowie pustyni
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 3 października

Jeden lud, jedna rada, jedna władza! Stary król nie żyje, zrzucony z tronu przez falę największego powstania ludowego, jakiego zaznała dolina Rzeki. Wygłodniali, zdesperowani ludzie na gwałt potrzebują nowego przywódcy. Tam, gdzie upada prawo, nowe zasady zawsze pisze najsilniejszy. Ktokolwiek nie chce rządzić, ten będzie rządzony. Kto nie potrafi powiedzieć, czego chce, usłyszy to od innych. Ościenne księstwa ostrzą sobie zęby na podbój, kapłani snują własne plany w mroku świątyń. A nad tym wszystkim unoszą się Bogowie, obserwujący każdy ruch człowieka. Z piachów pustyni wyłania się bohater.


Siergiej Niedorub - Uniwersum Metro 2035: Czerwona opcja
Wydawnictwo: Insignis
Data: 3 października

Co robić, jeśli los, który dopuścił do Katastrofy, płata jeszcze okrutniejszego figla: kompletnie grzebie pod tonami ziemi najdłuższą odnogę kijowskiego metra, pozostawiając bez szwanku dwie pozostałe? Co, jeśli widma "czerwonej" linii przypominają o sobie w każdej tajemnicy i zagadce wszystkich kolejnych lat? To niemożliwe, żeby ktokolwiek mógł tam przeżyć, a jednak...
Podczas jednego z kolejnych wypadów stalkerzy Krzyża – położonej w podziemiach Kijowa wspólnoty stacji obu ocalałych linii – znajdują na powierzchni nieznanego człowieka w mocno zniszczonym skafandrze ochronnym. Jest obcy w świecie metra i nikt nie umie stwierdzić, kim jest i skąd przybył, nie licząc miejscowej dziewczyny z uszkodzonym mózgiem i psychiką dziecka. Żeby dokopać się do jej wspomnień, potrzebna będzie pomoc kogoś, kto zdoła znaleźć sposób, by z nią pomówić. Dziecięcy nauczyciel Jon podejmuje się przeprowadzić dziewczynę na drugi koniec Krzyża, w dalekie i dzikie rejony, aby znaleźć jej lekarza. Ktoś próbuje im przeszkodzić, nie cofając się przed niczym. Ktoś, kto wciąż jeszcze zna tajemnice "czerwonej" linii.
Beatrix Gurian - Roziskrzone noce
Wydawnictwo: Jaguar
Data: 3 października

Płomienny romans w pełnych przepychu pałacowych wnętrzach.
Matka Penny wychodzi za mąż za hrabiego Frederika, bogatego i wpływowego właściciela wspaniałego pałacu w Danii, nad samym brzegiem morza. Dziewczyna początkowo zachwyca się wspaniałymi strojami i olśniewającą biżuterią, która każdego dnia i nocy dodaje je blasku. Po pewnym jednak czasie okazuje się, że to cudowne miejsce kryje wśród niezliczonych sal balowych i wypełnionych starymi portretami komnat mroczne tajemnice. Odbijające się w lustrach świece przywodzą na myśl dawne czasy, działają na wyobraźnię.
Podczas balu Penny poznaje przystojnego Nielsa, syna hrabiego Fredericka. Wirują w tańcu, czując z minuty na minutę coraz silniejszy magnetyzm. Czy młodzieńcze uczucie będzie w stanie pokonać mroczne tajemnice z przeszłości?


Becky Albertalli - Leah gubi rytm
Wydawnictwo: We Need YA
Data: 17 października

Po przeczytaniu "Simon i inni homo sapiens"/ "Twój Simon", ciężko przejść obojętnie obok  sequela.

Leah Burke, perkusistka żeńskiego zespołu Emoji, mistrzyni sarkazmu i najlepsza przyjaciółka Simona przejmuje ster we własnej historii o przyjaźni, pierwszej miłości i ostatnim roku szkoły.
Leah zazwyczaj trafia we właściwe dźwięki, w porównaniu do prawdziwego życia, w którym czasami gubi rytm. Jako jedynaczka i córka młodej, niezbyt zamożnej samotnej matki, zdecydowanie wyróżnia się w kręgu znajomych. Uwielbia rysować, lecz jest zbyt nieśmiała, żeby się tym chwalić. I chociaż jej mama wie, że Leah jest biseksualna, dziewczyna nie zebrała się jeszcze na odwagę, żeby powiedzieć o tym przyjaciołom – nawet swojemu BFF, Simonowi, który otwarcie przyznaje się do bycia gejem.
Kiedy dotychczas nierozerwalna więź łącząca grupkę przyjaciół zaczyna się rozpadać, Leah nie wie, co zrobić. Na horyzoncie majaczy bal na koniec szkoły i college, a napięcie w grupie z każdą chwilą rośnie coraz bardziej. Leah wypada ze swojego życiowego rytmu, gdy ludzie, których kocha, zaczynają się kłócić – a już zwłaszcza wtedy, gdy zdaje sobie sprawę, że wobec jednej z tych osób zaczyna rodzić się w niej uczucie, którego wcześniej nie znała.
Berenika Katarzyna Miszczuk - Paranoja
Wydawnictwo: W.A.B.
Data: 17 października

Drugi tom "Obsesji". Lato w Warszawie, pomimo leniwej, wakacyjnej atmosfery, obfituje w serię dziwnych samobójstw. Lekarz medycyny sądowej Marek Zadrożny zaczyna przyglądać się kolejnym przypadkom. Wbrew opinii policji samobójstwa wydają mu się podejrzane. Na palcu jednej z ofiar znajduje kawałek czerwonej nitki. Podobny wyciąga z kieszeni innego zmarłego. Nikt jednak nie wierzy w jego teorie, a on sam zaczyna zastanawiać się, czy ma paranoję. Tymczasem Joanna Skoczek, wygadana lekarka psychiatrii, wraca do stolicy po urlopie. Wciąż usiłuje otrząsnąć się po tym, jak ledwie uniknęła śmierci z rąk tajemniczego wielbiciela. A może to także tylko paranoja?
Bree Barton - Serce z cierni
Wydawnictwo: Young
Data: 19 października

Pierwsze zdanie mnie kupiło:

Pewnego razu w zamku wykutym z kamienia dziewczyna planowała morderstwo.
Mia to siedemnastoletnia dziewczyna, która trenuje, aby polować na czarownice. Mówią na nie Gwyrach. To kobiety, które potrafią zabijać ludzi przez dotyk. Prawdopodobnie tak zginęła matka Mii, a teraz przyszedł czas na zemstę. Nieoczekiwanie ojciec dziewczyny postanawia wydać ją za mąż. Tajemniczy książę Quinn nie jest tym, czego spodziewała się przyszła łowczyni. W świecie, w którym tylko kobiety władają magią, bliskość może być śmiertelnie niebezpieczna. Dziewczyna ucieka, aby znaleźć morderczynie matki. W trakcie swojej misji dowiaduje się, że może władać magią. Czy to znaczy, że łowca staje się zwierzyną? Czy uda jej się zmierzyć z tajemnicami rodziny, na których odkrycie nie była przygotowana?

Ashley Poston - Geekerella
Wydawnictwo: We Need Ya
Data: 31 października

Jestem pewna, że źle przeczytaliście tytuł. To niestety nie jest książka o mnie, a przynajmniej nikt mi nie odpalił procenta ze sprzedaży. A tak całkiem poważnie, biorąc pod uwagę tytuł, nawiązanie do baśni i geekostwo, to zdecydowanie pozycja zasługuje na uwagę. Zobaczymy, czy się obroni.

Pokochaj magię fandomu! Elle Wittimer jest geekiem, a jej całe życie to Starfield, klasyczna seria science fiction. Kiedy dziewczyna dowiaduje się o konkursie na cosplay do ukochanego filmu, musi wziąć w nim udział. Z oszczędnościami z pracy w food trucku Magiczna Dynia i w starym kostiumie ojca, Elle wyrusza w podróż zdeterminowana, by wygrać. Nie spodziewa się jednak, że poza walką o pierwsze miejsce w konkursie, przyjdzie jej stoczyć bitwę o czyjeś serce.

Venom - 5 października


Źle się dzieje w El Royale - 12 października


Hotel Transylwania 3 - 12 października


Pierwszy człowiek - 19 października


Zwyczajna przysługa - 19 października


Halloween - 26 października

Sprawdźcie najciekawsze premiery zagranicznych książek u eM!

Ps. Standardowo dajcie znać, co Wam wpadło w oko!
Ps2. Zaczynacie już poszukiwania halloweenowego kostiumu?
Czytaj całość

Super złoczyńcy i ich disneyowskie spirit animal



Nie tak dawno temu rozdawałam Avengersom księżniczki, wypadałby również dać coś Złoczyńcom (i tym razem nie tylko zrodzonym w Marvelu, ale również w DC Comics!), by nie czuli się gorsi, a wątpię, by uznali rozpieszczone królewny za godny prezent. Za to przypisanie im spirit animal żywcem wyciągniętego z bajki Disneya, wydaje się właściwe.


Spirit Animal Thanosa: Te Fiti / Te Kā

Kto jak kto, ale Thanos nie zasłużył na zwierzaka! Zwłaszcza tak potężnego, jednak to połączenie za bardzo mi pasowało, bym mogła odpuścić. Jak twierdzi sam Thanos chce on przywrócić równowagę we wszechświecie, tak by planet były w stanie udźwignąć liczebność swoich mieszkańców, a oni sami przebierali w dobrodziejstwach i bogactwie natury. Dzięki tej ideologii Te Fiti jest dla niego wprost idealna na Spirit Animal, a biorąc pod uwagę [Spoiler z "Moany"], że gdy matka ziemia straci serce, zmienia się w potworną Te Ka, która nic nie robi poza niszczeniem. Czy ta twarz bogini jeszcze bardziej nie przypomina Wam Thanosa, który by osiągnąć swój cel, postanowił wytępić połowę populacji? No właśnie! Przy okazji tak tylko napomknę, że biorąc pod uwagę wyjątkowość bogoni, najpewniej nie zniknie, gdy Thanos pstryknie.

Spirit Animal Jokera: Szalony Królowa Kier 

Kto powiedział, że Spirit Animal muszą być animal? Czasami wystarczy, że będą z jednej talii kart i podobnie szaleni. Królowa Serc i Król Gotham świetnie do siebie pasują i oboje mocno odcinają się od swojego świata. Tak, jak Joker przypomina szaleńca na tle pozostałych mieszkańców mrocznego miasta, tak Królowa Kier wydaje się najnormalniejsza w Krainie Czarów. W dodatku oboje bezwzględni i mają dość nietypowe podejście do tego, jak korzystać z władzy. Ponadto najwyraźniej Joker tak bardzo potrzebuje w swoim życiu walniętej kobiety, że duchowa mu nie wystarczyła, więc stworzył Harley.

Spirit Animal Harley Quinn: Szalony kapelusznik

To pokrewieństwo dusz jest na tak wysokim poziomie, że nawet disneyowski spirit animal Jokera jest z tej samej bajki!
O ile Joker jeszcze ma jakiś plan na przejęcie władzy i wprowadzenie własnej wizji świata, tak Harley jest całkowicie odklejona od rzeczywistości, choć niezaprzeczalnie jest przy tym wyjątkowo urocza. Ma swój świat i swoje zabawki, ale ale! Pamiętacie, że kiedyś była normalna i stała się swoją obecną wersją, dopiero gdy zniszczono jej umysł? Czy można wyobrazić sobie dla niej lepszy disneyowski odpowiednik od Szalonego Kapelusznika, który również przeżył załamanie nerwowe, pod którym całkiem mu odbiło? Oczywiście, że nie!
[Swoją drogą Szalony Kapelusznik pasowałby również do Człowieka Zagadki]

Spirit Animal Lokiego: Skaza

W całym zestawieniu nie znajdziemy lepiej dobranego spirit animal. Skaza idealnie reprezentuje Lokiego w disneyowskim świecie. Zwłaszcza że Thor najpewniej miałby Mufasę. Pomyślcie tylko, jak idealnie się dobrali. Loki i jego wieczna potrzeba wykazania się, przejęcia tronu i pokonania brata odpowiada pragnieniom Skazy (chociaż jemu przynajmniej się udało). Loki zainspirował się swoim disneyowskim zwierzakiem nawet używając w bitwie armii Chitauri zamiast armii hien.

Spirit Animal Killmongera: Bagheera
Uznałam zestawianie go na zdjęciu z disneyowską czarną panterą za zbyt okrutne. Wybaczcie.

Nawet nie będę udawać, że podarowanie czarnej pantery głównemu antagoniście z "Czarnej Pantery" nie miało być początkowo żartem (a Skaza był już zajęty!), jednak im dłużej nad tym myślałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to słuszny wybór i wiele ich łączy. Zarówno Bagheera, jak i Killmonger wychowywali się w miejscu mocno odbiegającym od ich środowiska naturalnego, leczu po latach nabrali sił, które pozwoliły im powrócić do domu. Oboje wzbudzają respekt i stoją na początku łańcucha pokarmowego. Co prawda Bagheera nie jest złoczyńcą w swojej bajce, lecz stosunkowo pozytywną postacią drugoplanową, jednak Spirit Animal, to nie tylko nasze duchowe odpowiedniki. Czasami ważniejsze nie jest to, czy są podobne do nas (wtedy musielibyśmy dać Killmongerowi Shere Khana), ale fakt, że to my chcielibyśmy być podobni do nich. Mówicie co chcecie, ale jak dla mnie kuzyn T'Challi nie był przesiąknięty złem do szpiku kości i w innych okolicznościach mógłby okazać się cennym nabytkiem dla Wakandy.


Ps. Z niewiadomych względów Poison Ivy dałabym Złą Królową, choć obronić tego pomysłu nie umiem.  Niemniej jest jeszcze wielu złoczyńców do wyboru, więc śmiało możecie im przypisać disneyowskie spirit animal!
Ps2. Wybaczcie angielsku zwrot, jednak nie trafiłam dotąd na dobre polskie tłumaczenie spirit animal. Zwierze duchowe, opiekuńcze, mocy, totemiczne? Jakoś wszystkie brzmią słabo. Już chyba bardziej pasuje Patronus (tak, wiem, że to nie jest polskie słowo i właśnie na tym polega problem!).
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella