BL z synami narodów, czyli o Red, White & Royal Blue


Mamy rok 2020, który powiedzmy sobie szczerze, że nie zapisze się w historii jako najszczęśliwszy. Od pożarów w Australii przez niekończącą się globalną pandemię po klęskę demokracji, a codzienna dawka newsów z twittera jest wisienką na zgniłym torcie. I tu wkracza Casey Mcquiston ze swoją wizją 2020 roku wetkniętą w cukierkowo-różową okładkę "Red, White & Royal Blue".

Podczas gdy w naszej rzeczywistości republikański prezydent zasiada w gabinecie owalnym, Casey Mcquiston posadziła w nim demokratkę. W tej pięknej wizji poznajemy jej dzieci, w tym głównego bohatera Alexa - Pierwszego Syna Ameryki. Konkretnie biseksualnego półlatynosa, który początkowo uważa się za w pełni heteroseksualnego chłopaka, przez co raczej nie najlepiej wyszła mu interpretacja własnych uczuć względem angielskiego księcia aka. jego arcywroga. Efekt? Pijany w cztery dupy Pierwszy Syn Ameryki wpada w tort weselny razem z angielskim księciem na królewskim weselu. Wiecie, taki tam międzynarodowy skandal, który trzeba szybko naprawić udając wielką przyjaźń i ładnie uśmiechając się do obiektywu. Co nieuniknione, przez to kłamstwo między tą dwójką rodzi się więź, która raczej nie bardzo spodoba się konserwatywnej monarchii brytyjskiej i nie pomoże pani prezydent przy reelekcji.

Choć ta książka ma wiele wątków, to główna historia jest bardzo prosta - chłopak spotyka chłopaka i odkrywa, że jest w nim po uszy zakochany, i jak to w takich historiach już bywa, pewnego dnia cały świat zdaje się być przeciwko nim, aż tu nagle znów wychodzi słońce, a na niebie pojawia się tęcza. Nie ważne, jak bardzo to naiwne - wciąż tego potrzebujemy. Szczególnie tak opowiedzianych, czyli lekko, zabawnie, momentami wulgarnie i momentami tak uroczo, że lód w zamrażalce się topi. Takich BL-ek mi trzeba. Po katastrofie z trylogią "Zniewolonego Księcia" (o której pisałam na fanpage'u), przez dłuższy czas wolałam się trzymać Shounen Ai z manhw i webtoonów wszelkiej maści, ale na szczęście doszłam do wniosku, że ta urocza różowa okładka bardzo pasowałaby do biblioteczki właścicielki Różowego Bloga (cytując klasyka: Am I Right or Am I Right?) i okazało się, że poza "Twój Simon" istnieją bardzo przyjemne książkowe BL-ki, które mają świetnie wykreowanych bohaterów i niepatologiczny romans (serio, "Zniewolony Książę" mocno mi tę wiarę zniszczył).

Bardzo podobała mi się forma, która przeplata standardową narrację trzecioosobową z perspektywy Alexa z zapisem czatów i mailami, w których większość zawiera cytaty z listów historycznych celebrytów, przez które zaczęłam podejrzewać, że znam więcej znanych osób z "ideologii LGBT", niż mi się zdawało. 

"Gdy myślę o historii, zastanawiam się, w jaki sposób się w nią wpasuję. I ty też. Chciałbym, żeby ludzie nadal tak pisali.
Historia, co? Ale moglibyśmy stworzyć własną"

Styl Casey Mcquiston może do najlepszych nie należy, ale ma w sobie coś z uroku tych lepszych fanficków, co jeszcze mocniej czuć, gdy czytamy o księciu Henrym, a nie Harrym oraz angielskiej Królowej odzianej w bojową garsonkę podczas popijania popołudniowej herbatki, z tym że mowa Marii a nie Wiktorii (doceniam ten żarcik!). Dodatkową robotę robi cała masa popkulturowych wstawek, czy to o Jamesie Bondzie (który notabene jest ojcem naszego książątka), czy to o "Gwiezdnych Wojnach". Taką mieszankę po prostu chce się czytać, a gdy dorzucimy do tego polityczne tło, na którego tle rozgrywa się romans, w efekcie dostajemy książkę, od której trudno się oderwać. A skoro o politycznym tle mowa...

Nie muszę mówić, jak wygląda obecnie nasza rzeczywistość, bo sami dobrze wiecie, że robi się coraz bardziej ponuro, gdy zarówno z ambony jak i z propagandowych mediów sączy się jad zaszczepiający w bezrefleksyjnej masie nienawiść do kolorów. Żyjąc w tym naszym bezbarwnym syfie dobrze jest zagłębić się w alternatywnym świecie, który ma w sobie jeszcze odrobinę nadziei i potrafi zachwycić swoim optymistycznym duchem. Może ten fikcyjny świat nie jest miejscem, w którym wszyscy ludzie trzymają się za ręce i śpiewają Kumbaya na ulicach miast, ale jest w nim trochę mniej nienawiści, niż w naszym. Dlatego chciałabym móc żyć w tej lepszej wersji 2020 roku.

Gdy sięgnęłam po tę książkę miałam beznadziejny humor i jeszcze gorszy dzień za sobą. Wystarczyło kilkanaście stron "Red, White & Royal Blue", żebym znów zaczęła się uśmiechać. Za to kocham popkulturę, że jej twórcom wystarczy chwila, by wyrwać nas z gównianej rzeczywistości i przenieść do odrobinę lepszego miejsca, abyśmy na moment zapomnieli o kłopotach, a gdy dodatkowo historia jest lekka i zabawna, to nawet nastój nam się poprawia. "Red, White & Royal Blue" Casey Mcquiston to książka dla wszystkich, którzy potrzebują odrobinę więcej tęczy nad głową. Zdecydowanie polecam, bo zakochałam się w niej po uszy!

Powinnam Wam zaproponować śledzenie mojego instagrama, bo tam są same książki, ale na Fb jest fajniej, więc...

Ps. Gdy już się zakochacie w książce, to koniecznie sprawdźcie fanarty! Są cudne!
Pps. Mam ostatnio ciężki okres czytelniczy, więc potrzebuję Waszej pomocy - polećcie przyjemną i wydaną po polsku BL-kę!
Czytaj całość

Lepiej bojkotować niż oglądać, czyli o aktorskiej wersji Mulan



Przez cały pandemiowy lockdown i wychodzenie z niego, premiera "Mulan" była kilkukrotnie przesuwana, ostatecznie dziś debiutuje w kinach, choć tylko w nielicznych krajach, bo wytwórnia zdecydowała wrzucić go na platformę Disney+, w tych regionach, w których jest dostępny (czytaj: Nie w Polsce). Teraz pozostaje odpowiedzieć na pytanie: Czy warto było tyle czekać i iść do kina?
Spoiler: Hell NO!


Mulan: bajka vs wersja aktorska


Historię "Mulan" znają wszyscy - jeśli nie z oryginalnej chińskiej "Ballady o Mulan", to z pewnością z bajki Disneya. W wersji aktorskiej ta opowieść jest co prawda bardziej podobna do tej z animacji, jednak równocześnie wieloma elementami się różni. Zacznijmy od tego, że Mulan od dziecka dysponuje potężnym Qi, które mądre głowy pracujące dla Disneya uznały nie za energię życiową, lecz za gen X rodem z X-manów. Disneyowskie Qi u naszej bohaterki sprawiło, że nie tylko lata i biega po ścianach, jakby jej Qi broniło ją przed grawitacją, ale dodatkowo daje jej najwyraźniej wrodzoną umiejętność władania sztukami walki. Co zabawniejsze podobno to jedynie zalążek jej mocy i najpewniej w przyszłości Mulan zostanie zmiennokształtną. Serio, gen X jak nic!

Wracając do fabuły, pozostała część opowieści leci znanym nam torem [jeśli jakimś cudem nie znacie tej historii, to uważajcie, bo teraz będą spoilery], czyli Mulan przebiera się za mężczyznę, idzie do wojska, walczy z wrogiem, demaskuje się przed swoim oddziałem, ratuje cesarza i zaczyna ją podrywać kolega z wojska. Nic zaskakującego. Zmieniają się tylko detale - nie ma przynoszącego pecha świerszcza (przynajmniej nie w takiej formie, jak w animacji), a smoka Mushu zastąpił feniks, który chyba istnieje tylko w głowie montażysty, bo jak bloga kocham, nikt w tym filmie nie reaguje na latającego po niebie feniksa! Nie oczekiwałam, że wyciągną z kieszeni smartfony i zaczną cykać fotki, ale że nikt nawet nie udawał zaskoczenia, to już mnie zdumiało! W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to ja nie mam urojeń, że go tam widzę... W zasadzie tego feniksa równie dobrze mogłoby nie być, bo niczego nie wnosi.

Jeśli go widzicie, to nie zwariowałam...

W zasadzie nie widzę też najmniejszego powodu, by zastąpić znanego nam dobrze Li Shanga jego wersją 2.0, czy Hong Hui'em (Yoson An) , bo chyba jedyną istotną różnicą poza imieniem jest to, że z dowódcy oddziału nasz love interest został zdegradowany do poborowego. Tyle.



Ze złoczyńcą sprawa stała się za to bardziej skomplikowana, bo choć ponownie mamy tu nic niewnoszącego przywódce złej armii, to dodatkowo dostaliśmy 'złą czarownicę' XianNiang (Li Gong), choć jeśli mielibyśmy się uprzeć, to animowany sokół zmienił się w filmowego sokoła zmieniającego się w złą czarownicę, która w zasadzie była jak Mulan, czyli kobietą obdarzoną genem X potężnym Qi. I właśnie z postacią XianNiang mam największy problem, bo z jednej strony ta antybohaterka dostała tak absurdalne sceny, że nic tylko zakrywać oczy z zażenowania, a z drugiej stała się dla mnie najbardziej fascynującą osobą w całym tym pożal się boże filmie. Zaintrygowała mnie na tyle, że naprawdę chciałabym poznać historię tej tragicznej postaci, ale po tej filmowej klapie, nie wiem, co musiałoby się stać, żebym zmarnowała kolejne 2 godziny z życia, bo do twórców nie mam już zaufania.

Ta mina idealnie obrazuje, jak wyglądałam oglądając ten film.

Niemniej mam wrażenie, że najistotniejszą kwestią jest zmiana przesłania płynącego z "Mulan". Starsza, animowana wersja przedstawia bohaterkę, która z miłości do rodziny decyduje się na zaryzykować własnym życiem, a następnie ciężką pracą i masą poświęceń przynosi jej honor. Tymczasem wersja aktorska mimo wszystko skupia się na czymś innym. Oczywiście zakończenie jest mocno nastawione na oddanie rodzinie, a nawet twórcy nieco bardziej pochylili się nad sytuacją chińskich córek (a może to moje dorosłe ja bardziej zwróciło na to uwagę?), ale czułam tu większy nacisk na podkreślenie panującego seksizmu. Niemniej nie przypisałabym tego samej głównej bohaterce, lecz antagonistce, której jako (super)silnej kobiecie nie udało się znaleźć swojego miejsca w świecie. Gdyby tylko jej postać została bardziej rozwinięta, a Disney nie zdecydował się na łapanie kilku srok za ogon, to mogłoby się udać. Niestety mamy tu tak wiele przekazów, że zostały spłaszczone i momentami wyszły wręcz karykaturalnie. Zresztą nie tylko one.

Nowa odsłona "Mulan" miała w sobie wszystko i nic. Miała feniksa, który był zauważalny tylko dla widzów. Miała morały, które przez swoją ilość, nie wbiły się w umysł widza na tyle, by jakimkolwiek zawrócił sobie głowę i cokolwiek z tego wyniósł. Miała wiele postaci, a każda z nich tak spłaszczona, że zaraz zostanie zapomniana (może poza tragiczną wiedźmą). Miała fabułę, ale taką z dziurami i momentami trochę bezsensu. Miała nawet potencjał i to tak duży, że mimo licznych zawodów aktorskimi odsłonami klasycznych bajek Disneya, wciąż wierzyłam, że "Mulan" pozytywnie mnie zaskoczy. Niestety i to poszło z dymem. Ten film po prostu jest słaby. Bardzo słaby. Zabrakło humoru i klimatu, przez który pokochaliśmy animację.
Będę brutalnie szczera, o nowej odsłonie "Mulan" można napisać tylko: Dyshonor dla świerszcza. Dyshonor dla krowy. Dyshonor dla wytwórni!

Chcecie więcej? Wpadnijcie na Facebooka, bo czemu nie?


Ps. A wszystkich ciekawych dlaczego film jest bojkotowany, odsyłam do artykułu w Noizz.
Czytaj całość

Jaką koreańską dramę obejrzeć, czyli K-Paka #13

Koreańskie seriale warte uwagi

Miałam ostatnio niebywałe szczęście do k-dram, więc albo popkulturowy instynkt mi się wyostrzył, albo twórcy przeszli na wyższy level. Odpowiedź nie jest tak ważna jak to, że postanowiłam się swoim szczęście z Wami podzielić, żeby czasem nie zabrakło Wam dobrych tytułów do nadrabiania w długie jesienne wieczory!

[Tradycyjnie przypominam wszystkim, którzy z dramami nie mieli jeszcze do czynienia, że przed oglądaniem lepiej zapoznać się z Przewodnikiem po k-dramach, a następnie z listą dram dobrych na start]


Dobre koreańskie seriale
Gatunek: Romans, drama, psychologiczny

Fabuła: Go Moon Young jest autorką bajek - nie tych ładnych, kolorowych z księżniczkami, które u boku księcia znajdują swój happy end, ale takich, w których to wiedźmy są piękne. W sumie ona sama trochę taką wiedźmę przypomina, a jej brak empatii jest zachwycający, a sposób myślenia porażający. Gdy Moon Young czegoś chce - po prostu to bierze, a najnowszą rzeczą, która wpadła jej w oko to młody pielęgniarz zajmujący się pacjentami z oddziału psychiatrycznego.

Ocena: "It's Okay to Not Be Okay" to drama z czołówki i to nie tylko tej listy, czy tegorocznych produkcji, ale ogólnie koreańskich produkcji, jakie miałam okazję obejrzeć. Zakochałam się w bohaterce, zakochałam się w bohaterze, zakochałam się w jego autystycznym bracie, a przede wszystkim w klimacie. Przepadłam od pierwszej sceny, gdy uroczo creepy bajka utrzymana w stylu typowym dla Tima Burtona, przeszła w wersję aktorską. Wszystkie swoje zachwyty opisałam już w recenzji "It’s Okay to Not Be Okay", więc czytajcie do woli! Polecam bardzo, bo ptrzebujemy więcej takich produkcji!

Można obejrzeć na: Netflix

Itaewon Class
Koreańskie seriale na Netflixie
Gatunek: Dramat

Fabuła: Wszystkie problemy Sae Ro Yi zaczynają się, gdy pierwszego dnia szkoły uderza syna prezesa potężnej firmy, który tak się składa jest też szefem jego ojca. To jedno wydarzenie doprowadza zarówno do zwolnienia jego ojca, jak i wyrzucenia chłopaka ze szkoły, a później również do wypadku, który w łańcuchu niefortunnych zdarzeń doprowadza zamknięcia Sae Ro Yi na kilka lat w więzieniu. To właśnie wtedy w jego głowie układa się plan zemsty.

Ocena: Początkowo miałam ogromne(!) problemy z tym tytułem, więc bez żalu go porzuciłam. Pierwsze odcinki skutecznie mnie do siebie zraziły i nawet mimo zachwytów znajomych, długo nie mogłam się zmusić do powrotu. Jednak cieszę się, że to zrobiłam, bo ostatecznie drama mi się spodobała. Kreacja bohaterów jest tu bardzo na plus, ale największe brawa dla twórców za poruszenie trudnych tematów zwłaszcza dla Koreańczyków takich jak pokazanie bohaterów transpłciowych, czy stosunku społeczeństwa do obcokrajowców.

Można obejrzeć na: Netflix

Mystic Pop-up Bar
Blog o koreańskich dramach
Gatunek: komedia, fantasy, horror (nie powiedziałabym, ale niech im będzie)

Fabuła: Wol Joo (nie mylić z Man Wol!) jest kilkusetletnim duchem grzesznicy, która musi usługiwać udręczonym duszom, by odkupić swoje winy (nie mylić z Man Wol!). Do osiągnięcia celu zostało jej niewiele, lecz deadline się zbliża, dlatego postanawia zawrzeć kontrakt z chłopakiem, który swoim dotykiem wyciąga z ludzi ich wszystkie tajemnice.

Ocena: Podejrzewam, że klimatem miało to przypominać "Hotel del Luna", ale nic bardziej mylnego i jeśli liczycie na znajomą, mistyczną atmosferę możecie być nieco rozczarowani, bo twórcy "Mystic Pop-up Bar" postanowili zrezygnować z aury tajemnic i powagi na rzecz komedii i to tej nie najwyższych lotów. Niemniej jest dość ciekawie, a wręcz z odcinka na odcinek coraz bardziej.

Można obejrzeć na: Netflix

Love with Flaws
Dramy z wątkiem LGBT
Gatunek: Romans, komedia, dramat

Fabuła: Kobieta, która nienawidzi przystojnych mężczyzn jest nimi otoczona - od niezwykle urodziwych braci łamiących zarówno damskie jak i męskie serca, po dwóch mężczyzn chcących ją zdobyć. Jednym z nich jest Kang Woo - niegdyś brzydki grubasek, któremu złamano serce, a dziś przystojniak z obsesją na punkcie swojego wyglądu.

Ocena: Zdecydowanie nie jest to najlepsza drama na tej liście, ale na jej spory plus przemawia to, że ma wielu bohaterów, a twórcy początkowo starali się, by nie byli jedynie supportem, choć niestety gdzieś po drodze zapomnieli, że powinni opowiedzieć ich historie do końca. Szkoda, bo część z nich była naprawdę interesująca - w szczególności te związane z wątkiem BL. Pokuszę się nawet o założenie, że gdyby skupić się na bracie głównej bohaterki, a nie jej samej, to ta produkcja wiele by zyskała. W dużej mierze dlatego, że naszej głównej zwyczajnie nie da się oglądać. I nie mówię tak tylko dlatego, że straszna z niej fleja. Po prostu mimoza jak ich mało.

Można obejrzeć na: Viki

The King: Enternal Monarchy
Najlepszy blog o kdramach
Gatunek: Romans, drama, fantasy

Fabuła: Lee Gon jest królem podróżującym na białym rumaku między dwoma wymiarami, z czego jednym jest 'nasza' Korea Południowa, a drugą jest Królestwo Korei (czyli kolejna po "The Last Empress" odsłona Korei z cyklu 'co by było gdyby wciąż istniała tam monarchia'). Co jeszcze bardziej zaskakujące zaraz po przejściu do nowego świata, spotyka panią detektyw, której legitymację służbową wyciągnął z kieszeni zamaskowanego wybawcy, który wiele lat temu uratował mu życie.

Ocena: Przyznaję, nie tylko ta drama mnie wciągnęła, ale także mi się podobała, ale nigdy nie będę narzekała na produkcje fantasy, które łączą ze sobą różne wymiary i bawią się w gdybanie, co by było gdyby któryś element historii potoczył się inaczej. Propsuję, bo warto poświęcić jej czas.

Można obejrzeć na: Netflix

Where Your Eyes Linger
K-dramy z wątkiem BL
Gatunek: szkolna, dramat, romans BL,

Fabuła: Tae Joo jest nastoletnim dziedzicem Grupy TB. Jest przystojnym kobieciarzem uwielbiającym wpadać w kłopoty, bo niezależnie od tego, co zrobi, jego ochroniarz zawsze będzie przy nim. Problem zaczyna się, gdy to jego kompan wpada w oko pewnej dziewczyny i zaczyna się z nią umawiać, a prawdziwe uczucia Tae Joo wychodzą na jaw.

Ocena: Cóż... Tę dramę można podsumować krótko: meh...
Znaczy rozumiem, że w ciągu 8 kilkunastominutowych odcinków trudno skleić dobrą fabułę, ale i tak liczyłam na coś znacznie, ale to znacznie lepszego, a tak było niesamowicie miałkkie, zwłaszcza gdy porównamy to do choćby manhw BL.

Można obejrzeć na: Viki

Train
Gatunek: Thriller, romans, dramat, science-fiction

Fabuła: Detektyw Seo Do Won trafia na porzucone przy torowisku ciała, które bezsprzecznie wskazują, że w okolicy grasuje seryjny morderca. Problem w tym, że w śledztwie nic się nie zgadza, a jedna ze zidentyfikowanych ofiar okazuje się żyć. Wszystko zaczyna nabierać sensu, gdy okazuje się, że pociąg widmo jest mostem między dwoma wymiarami.

Ocena: Projekt stacji OCN został utrzymany w typowym dla nich klimacie, czyli jest szaro, mrocznie i mało romantycznie. Historia dobrze skonstruowana nie wlecze się, lecz goni przez 12 odcinków. Wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. Daję okejkę!

Można obejrzeć na: Viki

Vagabond
Gatunek: Szpiegowski, Kryminał, Akcja, Dreszczowiec

Fabuła: Na pokładzie samolotu lecącego z Korei Południowej do Maroka dochodzi do zamachu, lecz wszyscy obarczają winą usterkę. Kaskader, który stracił w katastrofie bratanka, na przekór wszystkim postanawia odkryć prawdę, która jak się okazuje sięga znacznie wyżej, niż mógłby przypuszczać.

Ocena: Oj dobre to było, naprawdę dobre! Akcja nie zwalniała ani na chwilę. Zamachy, trupy, spiski, zasadzki, czego tam nie było?! A to wszystko rewelacyjnie skonstruowane POD WARUNKIEM, że powstanie drugi sezon i rozplącze tę całą plątaninę, bo nie sztuką jest stworzenie chaosu - sztuką jest jego opanowanie! Na szczęście wszystkie znaki wskazują, że drugi sezon pomimo opóźnień powstanie. Polecam bardzo!

Można obejrzeć na: Netflix

Kliknijcie poniżej, by przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach:

i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkiem!
Tym bardziej że jutro (środa) około 22:00 oglądamy wspólnie #Alive na Netflix Party!

Ps. Dajcie znać, co dobrego z powyższych tytułów już macie za sobą i co oglądacie teraz!
Czytaj całość

Precz z mimozą, czyli apel do twórców: jak stworzyć bohatera?


W literaturze, jak i w filmach czy serialach bohaterów jest od groma - jednych się lubi i nawet mimo kiepskiej fabuły trwa się przy historii dla nich, a innych nawet dobra opowieść nie ratuje. Co sprawia, że niektóre postacie mają rzesze fanów, którzy najchętniej przygarnęliby ich w realu, a innych najchętniej spalilibyśmy na stosie lub – co gorsza – nie wywołują w nas kompletnie żadnych emocji? Zazwyczaj odpowiedź jest dość prosta: zostali źle wykreowani.

Nie ma jednego skutecznego przepisu na wykreowanie idealnego bohatera, którego będzie kochał każdy bez wyjątku. Zwyczajnie tak się nie da. Nie wszyscy lubią Papieża i nie wszyscy lubią Iron Mana (akurat z nimi nie wiem, co poszło źle), ale wciąż istnieje kilka sposobów, by zwiększyć szansę na stworzenie postaci, obok której nie da się przejść obojętnie. Uwaga: będzie bardzo subiektywnie, ale z racji tego, że nigdy się nie mylę (chyba że właśnie się mylę) - bardzo prawdziwie!


Po pierwsze: wyrazistość

Mimoza sprawdza się jako drink, a nie jako główna postać. Bohater ma być wyrazisty. Nie może być byle jaki. Niby każdy słyszał o Belli Swan ze "Zmierzchu", a sama saga sprzedaje się rewelacyjnie, ale to wcale nie jest jednoznaczne z tym, że nikt nie narzeka na bohaterkę. Wręcz przeciwnie, a gdy w ekranizacji jej rolę zagrała Kristen Stewart szambo rozlało się na całego, bo oto mimozę połączono z drewnianym aktorstwem. I chociaż z pewnością ten tekst przeczyta wiele osób, które tak jak ja mają "Zmierzch" na półce i w dodatku go lubią
(...jak ja), to stawiam zaskórniaki, że nie znajdzie się nikt, kto chciałby wziąć Bellę w obronę. Jedynym plusem Belli na tle pozostałych jej podobnych postaci jest to, że ją zapamiętaliśmy, lecz w literaturze, aż roi się od jeszcze mniej wyrazistych bohaterek, które giną w odmętach zapomnienia.

Łapcie źródło do tego cudownego screena

W takich przypadkach jest dobrze, jeśli pomysł na fabułę lub sama historia jest na tyle interesująca, by chciało się ją śledzić dalej, ale ile razy każdy z nas trafił na postać, która była tak byle jaka, że kompletnie nas nie obchodziło, co się z nią stanie. Dla przykładu oglądam film o młodym raperze, który diluje i kradnie auta - można powiedzieć prowadzi życie na krawędzi, a interesuje mnie to tyle, co prasowanie ubrań
(czyli wcale) i nawet sceny tortur nie wywołują we mnie najmniejszych emocji. Czemu? Ponieważ twórcy zapomnieli, że powinni dać widzowi powód, żeby mu kibicować i żeby go zwyczajnie lubić, bo samo to, że oparli postać na Chadzie, niestety jest niewystarczająca. I uprzedzając wszystkich geniuszy zakładających, że nie sympatyzuję z filmowym Chadą z "Procederu", bo 'źle się prowadzi', wyjaśnię: jestem fanką numer 1 wszystkich popkulturowych negatywnych bohaterów, a Jokera z Lokim przypięłabym sobie jako breloczki. Czemu? Patrz punkt pierwszy: są wyraziści. Posiadają więcej niż jedną cechę, którą podbili moje zgniłe serduszko.


Po drugie: skazy

Mimoza jest równie zła, jak Mary Sue. Jasne, raz na milion lat rodzi się istota tak wspaniała, że brokat leje się z nieba, a jednorożce klękają, ale umówmy się, że skoro ja już tu jestem i jestem zajęta pisaniem bloga, to inna może być co najwyżej tanią podróbką. Tak, naprawdę napisałam to zdanie. Zirytowani? To co ma powiedzieć czytelnik, który w co drugiej książce musi o takiej postaci czytać? Drodzy twórcy, grzecznie Was proszę, zafundujcie swoim postaciom wady. Wiecie, to takie małe ryski na ich idealnym charakterze, które sprawiają, że stają się w naszych oczach bardziej wiarygodni.
Pro tip: głupota się nie liczy. Głupota odrzuca.
Pro tip #2: kompleksy też. Umówmy się, że nastolatki marudzące na swój wygląd, gdy kręci się wokół nich stadko facetów, jest passe.

Po trzecie, czyli najważniejsza zasada: Bohater ma być ludzki!

To trochę trudna kwestia, przez którą czytelnicy przyzwyczajeni do jednowymiarowości bohaterów mogą zarzucić twórcom i wykreowanym przez nich postacią nie konsekwentność. Niemniej jeśli bohaterem książki nie jest chodząca kartka papieru czy zombie, to wypadałoby się wysilić, by był wielowymiarowy, odczuwał różne emocje i nie traktował wszystkich w ten sam sposób. Pomyślcie o postaciach, które tworzycie jak o ludziach - w tym sobie. Nikt z nas nie traktuje wszystkich w swoim otoczeniu w ten sam sposób. Zakładamy maski. Możemy być sobą przy przyjaciołach. Możemy być pogodnymi lekkoduchami wśród dalszych znajomych lub odwrotnie - wtedy właśnie może wychodzić na światło dzienne nasza nieśmiałość. Możemy udawać silnych i twardych w pracy i płakać w domu, by odreagowywać stres. Dlaczego Wasi bohaterowie tego nie mogą? Przecież to oczywiste, że każda osoba wywołuje u nas inne nastawienie. Odpala mi się instynkt opiekuńczy, gdy widzę skrzywdzone sierotki, ale skrajnie inaczej zachowuję się przy burakach. To normalne. To ludzkie. Tak powinni się zachowywać Wasi bohaterowie - szczególnie jeśli nie są jednorazówkami zamkniętymi w ramach jednej powieści czy pełnometrażówki, lecz ich historia ciągnie się przez kilka tomów czy odcinków.

Jeśli potrzebujecie dobrych przykładów na to, o czym mówię, to pomyślcie o tym, jak kreuje swoje postacie na przykład Julie Plec. Serialowy Damon Salvatore przy każdym zachowywał się inaczej. Stefcia trollował, przy Elence był uwodzicielski, Bonie traktował jak ziomka, a resztę zjadał. Okey, trochę przesadziłam, ale w formie ćwiczeń pomyślcie o Damonie i dowolnej postaci z "Pamiętników Wampirów", a szybko zrozumiecie, jak skrajnie różny miał do nich stosunek, przy czym co jeszcze ważniejsze: ten ciągle się zmieniał w zależności od tego, jak rozwijały się interakcje między postaciami.

Bonus: Motor napędowy
Tak wygląda postać, której go brakuje.

Niby każda wędrówka bohatera ma jakiś cel, ale naprawdę miło byłoby, gdyby to nie wiatr pchał ich na przód przez kolejne etapy ich podróży, a coś wewnątrz nich. Coś, co ich motywuje. Jak potrzeba chronienia młodszej siostry, która poprowadziła Katniss z "Igrzysk Śmierci" najpierw na arenę, a później pchała po zwycięstwo. Jeśli przyjrzymy się bacznie jej poczynaniom, będziemy w stanie dostrzec, że ta potrzeba prowadziła bohaterkę przez każdy etap trylogii, aż do momentu wypuszczenia ostatniej strzały (sami wiecie w kogo i dlaczego). Mimo wszystko Suzanne Collins nie musiała o tym przypominać na każdym kroku. Po prostu było widać, że pomimo tego, że na decyzje  Katniss składało się wiele zmiennych, to i tak wszystko sprowadzało się do tego nadrzędnego celu, jakim było zapewnienie Prim bezpieczeństwa. Byłoby mi niezmiernie miło, gdyby więcej fikcyjnych postaci miało w sobie pragnienia lub obawy, które ich napędzają i blokują.

Chcecie więcej? Wpadnijcie na Facebooka, bo czemu nie?

Tym miłym akcentem zakończmy moją małą odę do twórców, licząc na to, że w przyszłości będzie mnie i Was wszystkich czekać mniej frustracji przy przedzieraniu się przez popkulturowe tytuły. A Tymczasem pytanie do Was: Co Wy dodalibyście do powyższych rad? Co sprawia, że lubicie przeżywać przygody wraz z fikcyjnymi bohaterami?
Czytaj całość

Nadciąga wrzesień, a wraz z nim premiery filmowe i książkowe


Lato zleciało w zastraszającym tempie, w powietrzu czuć już zbliżającą się jesień, dlatego powoli powinniśmy zaopatrzyć się w ciepły kocyk, ładnie pachnące świeczuszki i sterty książek, by jakoś ją przetrwać. Wydawcy odrobili swoje zadanie i przygotowali dla nas wiele ciekawych premier, a po nie tym razem zapraszam Was do księgarni Inverso.


Jennifer Donnelly - Przyrodnia siostra
Wydawnictwo: Zysk i Ska
Data: 29 września

Zaczynamy od mojego typu numer 1, który miejmy nadzieję, będzie tak udany, jak zapowiada się z opisu. Retelling baśni z perspektywy niezbyt pozytywnej bohaterki zawsze na plus!


Nie rób jedynie rys na baśni. Rozbij ją w drobny mak!
Isabelle z pozoru powinna być bezgranicznie szczęśliwa – przecież już niebawem poślubi przystojnego królewicza…Tyle że nie jest tą piękną dziewczyną, która zgubiła na balu szklany pantofelek i podbiła serce młodzieńca. Jest jej nieatrakcyjną przyrodnią siostrą, która już od dawna krok po kroku traciła cząstkę siebie, żeby sprostać oczekiwaniom despotycznej matki, a teraz za wszelką cenę starała się wcisnąć stopę w pantofelek Kopciuszka. Kiedyś wesoła, odważna i dobra, stała się z czasem podła, zazdrosna i pusta wewnętrznie…
Niestety, królewicz odkrywa oszustwo, jakiego się dopuściła, żeby udawać Kopciuszka, i odrzuca zawstydzoną dziewczynę. I właśnie dzięki temu Isabelle otrzymuje szansę, by na nowo odnaleźć siebie, zmienić swe przeznaczenie i dowieść tego, co brzydkie przyrodnie siostry wiedzą od zawsze: złamane serce to za mało, by złamać dziewczynę…



Sam Sykes - Siedem czarnych mieczy (zobacz)

Wydawnictwo: Rebis
Data: 1 września

Druga propozycja jest początkiem zapowiadającego się całkiem interesującego cyklu fantasy "Śmierć imperiów".

Okradziono ją z magii. Pozostawiono na śmierć.
Zdradzonej przez tych, którym ufała najmocniej, i odartej z magii Sal Kakofonii nie pozostało nic prócz imienia, sławy i legendarnej broni. Ma jednak wolę silniejszą od czarów i świetnie wie, dokąd pójść.
Blizna to kraina rozdarta przez potężne imperia, do której zbuntowani magowie się udają, żeby zniknąć, zhańbieni żołnierze umrzeć, Sal zaś idzie tam z mieczem, bronią i listą siedmiu nazwisk.
Zemsta sama w sobie jest nagrodą.

P.M. Freestone - Kwiat mroku. Shadowscent (zobacz)
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data: 2 września

W imperium Aramteshu zapachy mają wielką moc.
Kiedy następca tronu zostaje otruty i leży nieprzytomny, zwalczające się frakcje, dążąc do przejęcia władzy, mogą doprowadzić do upadku imperium. Los księcia i tym samym cesarstwa nieoczekiwanie znajduje się w rękach Rakel, biednej dziewczyny o wielkim talencie do zapachów, i Asha – osobistego strażnika następcy tronu. Czy uda im się znaleźć antidotum i uratować księcia? Czy znajdą odpowiedzi na dręczące ich pytania dotyczące przeszłości?

Joe Hill - NOS4A2
Wydawnictwo: Albatros
Data: 16 września

Nie wiem, czy wiecie, ale ten tytuł jest powieścią, na której podstawie stacja AMC stworzyła serial "NOS4A2"u nas emitowany przez AMC Polska.

Victoria McQueen w dniu ósmych urodzin przekonuje się, że ma niezwykły dar: potrafi przemieszczać się do miejsc, w których znajdują się zagubione rzeczy. Nieważne, czy wyruszy na poszukiwanie bransoletki, zdjęcia, kota, czy odpowiedzi na dowolne pytanie – jeśli przejedzie przez rozklekotany most niedaleko domu, zawsze znajdzie to, czego szuka. Nawet jeśli szuka po prostu... kłopotów.
Charlie Manx też ma niezwykły dar. Każde dziecko, które wsiądzie do jego rolls-royce'a z 1938 roku, pojedzie do Gwiazdkowej Krainy, ukrytego świata, który kusi nieustannymi przyjemnościami. A tam Charlie z radością wyssie z niego życie.
Bo tablica rejestracyjna z napisem "NOS4A2" wskazuje tylko jedno: tym rolls-royce'em jeździ wampir.
Przyjdzie dzień, w którym Victoria i Charlie staną przeciwko sobie. I Charlie Max już się postara, żeby Victoria nigdy go nie zapomniała.
Meg Elison - Księga bezimiennej akuszerki
Wydawnictwo: Rebis
Data: 29 września

Co warto wiedzieć o tym tytule? Jest pierwszym tomem trylogii "Droga donikąd" i zdobyła tytuł Książki Roku wg "Publishers Weekly" oraz nagrodę im. Philipa K. Dicka w kategorii science fiction.


Kiedy zasypiała, świat był skazany na zagładę. Gdy się obudziła, był już martwy. Przetrwanie apokalipsy to jednak dopiero początek.
Na skutek tajemniczej gorączki na całym świecie umiera bardzo wielu mężczyzn oraz niemal wszystkie kobiety i dzieci. Ciąża i poród oznaczają wyrok śmierci – zarówno dla matki, jak i dla dziecka. Samotna położna brnie przez cmentarzysko, jakim stał się świat, usiłując znaleźć dla siebie miejsce w nowej, groźnej rzeczywistości. Filary cywilizacji runęły, została tylko brutalna siła i ci, którzy ją mają.
Pozostałe przy życiu kobiety są prześladowane przez bandy mężczyzn, którzy je chwytają, trzymają w łańcuchach, używają ich i nimi handlują. Żeby zachować wolność, położna przebiera się za mężczyznę i unika ludzi. Wkrótce odkrywa jednak, że jej zadanie nie ogranicza się do chronienia smutnej namiastki własnej niezależności.
Jeśli ludzkość ma się odrodzić, będzie potrzebowała akuszerki.



A.C. Gaughen - Berło ziemi

Wydawnictwo: Uroboros

Data: 30 września


Shalia jest dumną córką pustyni, ale po latach niszczycielskiej wojny z sąsiednim królestwem jej lud desperacko pragnie końca konfliktu, który pochłonął życie tak wielu osób. Pragnąc wymienić wolność na bezpieczeństwo swojej rodziny, Shalia zostaje królową Krain Kości – kraju, w którym magia jest zakazana, a Żywioły – ludzie kontrolujący ziemię, powietrze, ogień i wodę – są traktowani jak zdrajcy, torturowani… a nawet gorzej. Wkrótce jednak dowiaduje się, że jedynym pragnieniem jej męża, Calixa, jest zniszczenie Żywiołów.
Jeszcze przed swoją koronacją Shalia odkrywa, że ma moc nad ziemią. Uwięziona między irracjonalną nienawiścią męża do Żywiołów a niebezpiecznym buntem prowadzonym przez własnego brata, Shalia musi wykorzystać swoją moc i dokonać niemożliwego wyboru: ocalić swoją rodzinę, ocalić Żywioły lub ocalić siebie.

M.A. Bennet - Bezludna wyspa (zobacz)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data: 16 września

Chyba ostatnio zrobiły się modne wariacje "Władcy much".

Grupa słabo zgranych ze sobą nastolatków zostaje zmuszona do walki o przetrwanie na bezludnej wyspie.
Link dopiero co przeprowadził się z Ameryki i nie jest mu łatwo za-aklimatyzować się w prestiżowej szkole z tradycjami Osney. Kto mógł się spodziewać, że trzeba będzie zrozumieć tak wiele dziwacznych tradycji? I co to za szkoła, w której o hierarchii wśród uczniów decyduje czas przebieżki wokół szkolnego boiska – nawet jeśli to niezwykle stare boisko? Osiągnąwszy najgorszy od wielu lat wynik w tej konkurencji, Link od razu staje się pośmiewiskiem całej szkoły. Niektórzy uczniowie szczególnie się zawzięli, żeby uprzykrzyć mu życie...
Kiedy pojawia się pomysł wylotuna szkolną wycieczkę, Link uważa, że nie mogłoby go spotkać nic gorszego niżspędzenie wolnego czasu ze swoimi prześladowcami. Kusząco brzmi ultimatum rodziców: będzie mógł opuścić szkołę Osney – na zawsze – tylko wtedy, gdy weźmie udział w tym wyjeździe. Link decyduje się zacisnąć zęby i jakoś przetrwać te kilka dni. Jednak ta wycieczka będzie wymagać szczególnego rodzaju wytrzymałości. Mówi się, że żaden człowiek nie jest samotną wyspą – ale co się stanie, jeśli na takiej wyspie wyląduje grupa nastolatków, którzy nie żywią do siebie szczególnej sympatii? Kiedy dokuczy im upał, głód i pragnienie, wszyscy pokażą swoją prawdziwą twarz. I wtedy zaczyna się prawdziwa rozgrywka.

Sylvia Douye, Paola Antista - Pewnego dnia zostanę fantastykolożką! Czarolina
Wydawnictwo: Egmont
Data: 2 września

Legendarne stwory, siła magicznych przekleństw oraz poszukiwanie prawdy o samym sobie.
Czarolina przybywa na ponurą wyspę Vorn, żeby wziąć udział w letnim kursie na temat istot fantastycznych, czyli kryptyd. Wraz z innymi nastolatkami rozpoczyna naukę pod nadzorem profesora Balzara i tajemniczej Madame C. Wkrótce na wyspie zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Czarolina i jej koleżanka Willa rozpoczynają śledztwo, aby wyjaśnić, co jest przyczyną strasznych zdarzeń, nie przypuszczają jednak, że na każdego uczestnika kursu czyha wielkie niebezpieczeństwo! Przy okazji bohaterka dowie się bardzo ważnych rzeczy o swojej niezwykłej przeszłości.

James Wesley Rawles - Jak przeżyć koniec świata. Plan na niepewne czasy
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Data: 12 września

Poradników tego typu jest cała masa i osobiście strasznie lubię "Gdy rozpęta się piekło" Lundina Cody, ale i tak jestem ciekawa, co ma do przekazania były oficer wywiadu USA.

Pandemia. Atak terrorystyczny. Katastrofa naturalna. Globalne załamanie finansowe. Czasem wystarczy jedno wydarzenie, aby odwrócić nasz świat do góry nogami. Czy jesteśmy na to przygotowani? Czy damy radę stawić czoła niespodziewanym problemom: od ogromnego bezrobocia, drastycznego spadku wartości pieniądza, niedoboru żywności po odcięcie dostaw energii lub wody? Na ile pomoże nam w tym rząd, a na ile będziemy musieli liczyć tylko na siebie? Ta książka przygotuje Cię na największe katastrofy. Przybliży też sposoby na to, jak zabezpieczyć się przed ich skutkami.
James Rawles dzieli się taktykami i technikami przetrwania na własną rękę. Bardzo konkretnie podpowiada ile jedzenia powinniśmy zabezpieczyć w domu, jak filtrować wodę deszczową oraz jak chronić własne pieniądze. Przeczytaj i przygotuj się na Koniec Świata jaki znamy.

Jonathan J. Moore - Mroczne bractwa i tajne kulty, czyli historia sekretnych stowarzyszeń
Wydawnictwo: Znak
Data: 30 września

Inny tytuł z tej serii wydawniczej i autorstwa tego samego autora - "Zastrzelić, zadźgać i otruć, czyli historia morderstwa" - bardzo mi się podobała, więc liczę na powtórkę z fajnie przedstawioną kumulacją ciekawostek historycznych.

Spiski, sekty, tajne stowarzyszenia... Lektura niezbędna do przejęcia władzy nad światem!
Co sprawia, że ludzie od zarania dziejów porzucają swoich najbliższych i podążają za garstką szaleńców wyznających obłąkańcze idee? Wydawałoby się, że nowoczesne społeczeństwo przestało wierzyć niepoczytalnym przywódcom, którzy ślepo oddają cześć irracjonalnym mocom, ale nic bardziej mylnego. Dzięki tej książce odkryjemy historię krwawych ofiar, gorliwych kapłanów oraz mistycznych proroków.
Czy templariusze byli czcicielami diabła? Dlaczego masonerię oskarżano o próby przejęcia władzy nad światem? W jakim celu Himmler chciał założyć szkoły kształcące zdolności paranormalne?

Mulan - 11 września

Mam już serdecznie dość tego, jak często przesuwano premierę "Mulan", ale wierzę, że to już ostatni raz, gdy ten tytuł pojawia się w zapowiedziach i w końcu będziemy mogli go obejrzeć, tym bardziej że Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym debiutuje na dużym ekranie. Osobiście się z tego powodu cieszę - nie ważne, że to dlatego, że zostaliśmy pominięci i wciąż nie jest u nas dostępna platforma Disney+.

After 2 - 11 września

Niby ani książkowej serii nie czytałam, ani poprzedniego filmu nie oglądałam, ale coś czuję, że znajdą się tu tacy, którzy chcieliby wiedzieć, że sequel wchodzi do kin.

Greenland - 25 września

Ps. Standardowo dajcie znać, co wpadło Wam w oko, a przy okazji co planujecie umieścić w swoich jesiennych książkowych stosach.
A po zagraniczne zapowiedzi wpadnijcie do eM!




Czytaj całość

Opowiem Ci piękną bajkę, czyli o It’s Okay to Not Be Okay


Często potrzebuję trzech odcinków, by mieć pewność, że drama czy serial mi się podoba. W przypadku "It's Okay to Not Be Okay" już po pierwszej scenie wiedziałam, że to jest to. Wystarczył prosty wstęp w uroczo upiornym klimacie typowym dla Tima Burtona, żebym nie mogła oderwać od niej oczu. Przepadłam i lojalnie już teraz Wam zdradzę, że i Wy stracicie dla niej głowę, bo ta produkcja najpewniej jest i będzie najlepszą tegoroczną k-dramą.

Go Moon Young (Seo Ye Ji) jest autorką bajek - nie tych ładnych, kolorowych z księżniczkami, które u boku księcia znajdują swój happy end, ale tych ponurych i mądrych, w których to wiedźmy są piękne i potężne. W sumie ona sama trochę taką wiedźmę przypomina - jej brak empatii jest zachwycający (tak, wiem, że normalni ludzie nie opisaliby tego w ten sposób, ale raczej już dawno zrozumieliście, że tutaj próżno ich szukać), a sposób myślenia porażający i w zasadzie bardzo prosty, bo oparty na instynkcie i mocno zero jedynkowy: Albo czegoś chce, albo nie chce. Zdecydowanie chce Moon Kang Tae (Kim So Hyun), który pracuje jako pielęgniarz na oddziale psychiatrycznym, z tym że Moon Kang Tae skupia całe swoje życie na opiece nad swoim autystycznym bratem Moon Sang Tae.

"It's Okay to Not Be Okay" łączy w sobie wiele cech udanej produkcji i wręcz ciężko wytknąć jej wady, jednak do trzech głównych zalet tej dramy należą bohaterowie, klimat oraz przesłanie. Go Moon Young jest postacią elektryzującą. Całkowicie odchodzi od stereotypów i zachowań przeciętnych bohaterek - nie tylko k-dram, lecz utartego całokształtu. Uchodzi za arogancką i egoistyczną kobietę, u której inni doszukują się antyspołecznego zaburzenia osobowości. Nie zgadzam się. Może rzeczywiście jest dość ekscentryczna i niekurtuazyjna, ale wciąż zachowuje się tak, jak chciałby zachowywać się każdy z nas - gwizdać na oczekiwania innych i odrzucać społeczną etykietę. Tak przyciągająca uwagę postać mogłaby być jedyną gwiazdą na scenie i to w zupełności wystarczyłoby, żebyśmy nie mogli się oderwać od oglądania, ale twórcy wysilili się bardziej i każdy z bohaterów jest mniejszym lub większym diamentem.




Weźmy dla przykładu Moon Kang Tae, czyli naszego głównego pana, który w zasadzie niczym nie ustępuje głównej bohaterce, z tym że potrzebuje więcej czasu na rozruch. Z początku jest takim zamkniętym w sobie uroczym, smutnym szczeniaczkiem, którego przez całą deszczową noc trzyma się na zewnątrz, a później otwiera się i przeobraża w człowieka, który dogania Moon Young i nie ustępuje jej kroku. Jego brat zresztą również, ale może nie tyle o zmianę jego osobowości, ile nasz odbiór jego postaci, bo przyznam szczerze: początkowo działał mi na nerwy, a od drugiej połowy stał się jednym z moich ulubieńców. Nawet pacjenci szpitala psychiatrycznego, w którym toczy się przynajmniej połowa akcji, są odpowiednio zróżnicowani i dobrze wykreowani. Mają swoje własne problemy i historie. Z kolei pani mama kucharka i dyrektor szpitala to dorośli, których potrzebujemy więcej - zarówno w popkulturze, jak i naszej rzeczywistości.

Skoro przy postaciach jesteśmy, warto wspomnieć o jednym dość istotnym wątku, czyli tajemnicy kryjącej się za murami Przeklętego Zamku, w którym niegdyś mieszkała rodzina Go Moon Young. Zła matka wiedźma i ojciec żywe zwłoki byli obiecującym materiałem na creepy historię, która ostatecznie okazała się niezbyt zaskakująca i niestety dość typowa dla k-dram. Na szczęście twórcy wykazali się trzeźwością umysłu i nie dość, że zepchnęli ten wątek na dalszy plan, to dodatkowo postarali się wybrać mniej oklepany sposób radzenia sobie z konsekwencjami. Szanuję, lecz wciąż znacznie bardziej doceniam pozostałe wątki, jak choćby problemy pacjentów i metody, które wybrano, by pomóc im wyjść z traumy. Jeśli miałabym wskazać swój ulubiony, to bezwątpienia byłby to wątek z synem burmistrza! Niemniej każdy jest dość sprytnie rozwiązany i ma swój własny morał, ale nie powinno to dziwić, bo "It’s Okay to Not Be Okay" tworzą opowieści w opowieści.



Wspominałam, że wystarczyła pierwsza scena, żeby ta drama w całości mnie kupiła, więc wypadałoby wyjaśnić, dlaczego tak się stało. "It’s Okay to Not Be Okay" rozpoczyna bajka o dziewczynce, za którą podążał cień. Być może, żeby mnie kupić, wystarczyłaby sama atmosfera tak mocno kojarząca się z filmami animowanymi w reżyserii Tima Burtona, jednak to ostatnie zdanie opowieści i gładkie przejście do wersji aktorskiej zdobyło moje serce. Wiedziałam już dokładnie, o jaki klimat twórcy zamierzają zahaczać - dokładnie ten, który nie wyszedł w "Black Knight" i świetnie sprawdził się w "Hotelu del Luna". Jednak poza uroczo creepy atmosferą, w każdym odcinku pojawia się bajka. Czasami powszechnie znani, a czasami te pisane przez główną bohaterkę i powiem tak: jeśli twórcy postanowią je wydać i pojawią się w Polsce, to kupuję cały komplet. Nie tylko przez wspaniałe ilustracje, ale przez ich morał. Jestem pod wrażeniem, jak uniwersalne są pod względem czytelników, bo trafią zarówno do dzieci, jak i dorosłych, a przy tym korespondują z treścią odcinka, w którym się pojawiają.


Nikogo nie zaskoczę, pisząc, że "It’s Okay to Not Be Okay" szalenie mi się podobała i o włos pobiła "365: Repeat the Year" w walce o tytuł najlepszej tegorocznej dramy (nie twierdzę jednak, że kolejne półrocze nas nie zaskoczy). Jest naprawdę dobrze zrealizowana, a przy tym inteligentna, odrobinę smutna, odrobinę zabawna i niesamowicie uzależniająca. Zdecydowanie polecam!


Kliknijcie poniżej, by przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach:
i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkiem!

Ps. Jeśli są tu człowieki, które obejrzały "It's Okay to Not Be Okay", to dajcie znać, która z bajek najbardziej Wam się podobała!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella