Filmy na randkę - czym kierować się przy ich wyborze?



Randka, czy to pierwsza, czy kolejna jest bardzo ważnym wydarzeniem w życiu zarówno kobiety, jak i mężczyzny. Pomysłów na wspólne wyjście jest naprawdę wiele, jednak najpopularniejszym jest romantyczny wieczór we dwoje przy ciekawym filmie. Może to być kino albo sens w domu. Ważny jest film. Jaką produkcję wybrać, żeby filmowa randka była udana. Poniżej kilka podpowiedzi dla was.

Film na pierwszą randkę
Znacie się od niedawna, ale coś zaiskrzyło i postanowiliście spędzić wspólnie wieczór na seansie filmowym. Produkcji do obejrzenia jest naprawdę wiele i wybór odpowiedniej na pierwszą randkę, może okazać się bardzo trudny. Horror, film akcji, a może dramat? Jeśli nie wiemy, jaki gatunek filmowy preferuje nasza wybranka, warto postawić na coś, co rozbawi was oboje. Najlepsze komedie rozbudzą w was pozytywne emocje, będziecie się razem śmiać, a to będzie miało korzystny wpływ na waszą dalszą znajomość. Skojarzycie swoje towarzystwo z dobrą zabawą i uśmiechem na twarzach.

Seans filmowy nie tylko na pierwszej randce
Spotykacie się już jakiś czas, a może jesteście już razem kilka lat i nadal chodzicie na randki. Kolacje przy świecach, wieczorne spacery, a nawet ekstremalne przygody to świetne pomysły na wspólne wyjście. Jednak kino i dobry film nadal wydaje się dobrym miejscem na randkę. Teraz wiecie już, jakie gatunki filmowe preferuje każda ze stron, więc powinno być łatwiej wybrać film. Pomimo to macie problem? Ona nie lubi horrorów, a do Ciebie nie przemawiają dramaty obyczajowe? Nadal możecie wybrać najlepsze komedie, które akurat wyświetlane są w kinach. Innym rozwiązaniem, równie dobrym, mogą okazać się thrillery oraz filmy sensacyjne. Te gatunki filmowe dostarczą wam zastrzyk adrenaliny i dzięki nim przeżyjecie w kinie emocjonujące chwile.

Wciągający serial propozycją na kilka kolejnych randek
Światowa pandemia na jakiś czas zamknęła nas w domach. Restauracje, teatry, kina i inne miejsca dostarczające rozrywki były zamknięte. Nie wiadomo, czy sytuacja ta się nie powtórzy. Jednak jeśli chodzi o randki, nie jest to tak dużym problemem. Romantyczną kolację możesz przygotować w domu, a zamiast wypadu do kina, zaserwować swojej drugiej połówce dobry i wciągający serial. Oczywiście niekoniecznie jest to propozycja na pierwszą randkę, ale na kolejną już jak najbardziej. Możecie umawiać się na takie nietypowe randki raz w tygodniu. Na przykład w dniu emisji nowego odcinka. Bardzo pomocne w takich spotkaniach są wszelkiego rodzaju platformy streamingowe, takie jak:
► Netflix
► HBO Go
► Amazon Prime Video
► Player
► VOD
► Ipla
► Disney+
► Apple
Są one bogate w różne gatunki sitcomów, od komediowych, poprzez obyczajowe, kończąc na serialach pełnych grozy. Każdy miłośnik odcinkowych produkcji znajdzie tam coś dla siebie.

Najlepsze recenzje filmów i seriali
Wiesz już jaki gatunek filmu lub serialu wybrać, lecz nadal nie wiesz, czy ta produkcja będzie dobrą opcją. Na blogu Ekspert.ceneo.pl znajdziesz opisy oraz recenzję najpopularniejszych filmów i seriali, które możesz zobaczyć zarówno w kinach, jak i na platformach streamingowych. Ponadto blog zawiera artykuły na temat różnego rodzaju gier oraz sprzętu RTV. Dowiesz się z nich między innymi, jaki telewizor wybrać, żeby wspólne seanse były jeszcze lepsze.

Ps. Gdybyście mieli iść dziś na randkę, jaki film wybralibyście?
Czytaj całość

Nie na zawsze czerwona, czyli o Czarnej Wdowie i małej Wdowie

Czarnej Wdowy nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. A może jednak? Choć Natasha Romanoff znana pod pseudonimem Czarna Wdowa, należy do szóstki z pierwszej wersji Avengersów, to tylko ona wraz z Hawkeye’em nie doczekała się własnej pełnometrażówki przed zakończeniem Infinity Saga, i właściwie poznając historię Avengersów jedynie przez pryzmat filmów z MCU niewiele można o niej powiedzieć poza tym, że była.

[Ten akapit zawiera spoilery z poprzednich filmów z MCU - Sprawdźcie zaktualizowaną kolejność oglądania!] A no właśnie, była. Jeśli oglądaliście "Avengers: Endgame" i żałoba po Starku czy Lokim całkiem nie pozbawiła Was wspomnień, to z pewnością pamiętacie, że Natasza już nie żyje. Poświęciła się, by Avengersi mogli zdobyć Kamień Duszy. Szczerze mówiąc, sama niemal o tym zapomniałam, bo wciąż nie uporałam się ze śmiercią Tony'ego, a i twórcy filmu przeszli ze śmiercią Czarnej Wdowy do porządku dziennego dość szybko. Jednak teraz (po roku pandemicznej obsuwy) w końcu oddali jej honor i opowiedzieli historię tej rewelacyjnej bohaterki, która kopie tyłki bez supermocy.


Chociaż "Czarna Wdowa" jest pierwszym filmem z VI fazy MCU, fabuła cofa nas do wydarzeń rozgrywających się zaraz po "Wojnie Bohaterów" i rozbiciu Avengersów. Natasha była jedną z tych, ściganych przez władze, jednak zamknięcie w celi nie wydawało jej się zbyt ciekawą opcją. Zamiast tego wolała się zaszyć na totalnym odludziu i w końcu odpocząć. Jednak zabawa w survival czy chillowanie z Netflixem nie było jej dane, bo niemal od razu została wciągnięta w walkę o wyzwolenie wdów spod kontroli sztampowego złoczyńcy. Czy kogokolwiek to dziwi? 

Nie od dziś wiadomo, że Marvel w złoczyńców nie umie. Raz mu się zdarzyło z Thanosem, ale cała reszta była, bo była, a że była tak bylejaka, że nikt ich nie pamięta, to już niestety standard. Jako fanka złoczyńców byłabym tym może odrobinę rozczarowana, gdyby nie fakt, że filmy Marvela nie potrzebują przyzwoitego złoczyńcy, by być rewelacyjne. Właściwie cały wątek z ratowaniem świata, choć niby główny, to dla mnie był poboczny. Więcej uwagi poświęcałam pokręconej pseudo-rodzince Czarnej Wdowy, bo zapewniali znacznie lepszą rozrywkę. 

Choć "Czarna Wdowa" nie jest orgin story, to w pewnym sensie spełnia tę funkcję, bo nie tylko dowiadujemy się na jakich warunkach była agentka KGB zgodziła się ratować świat pod sztandarem powiewającej radośnie na wietrze amerykańskiej flagi, ale także poznajemy jej "rodzinę":
- Totalnie zakochanego w samym sobie ojca, który niegdyś był wielkim i potężnym Red Guardianem, a obecnie zdziadział bardziej niż Thor po wpadnięciu w depresję.


- Całkiem bystrą matulę, która poza tym, że jest bystra, niczym się nie wyróżnia, ale ma dobrą chemię ze zdziadziałym obrońcą ZSRR.
- Dorosłą siostrę wdowę, która przez większość czasu zachowuje się, jak nastolatka przytłoczona nagłą zmianą hormonalną i kurcze uwielbiam ją za to!

Oglądanie tych patologicznych relacji łączących członków fikcyjnej rodziny równie fascynujące, co zabawne, choć przyznaję, że spaczona "Gildią Zabójców" zdecydowanie zbyt często porównywałam zdziadziałego tatusia i jego zabójczego żelka do Dariusa i Alyssy (tego chyba już się nie da wyleczyć). Niemniej to właśnie ten wątek był dla mnie osobiście największą zaletą tego filmu. Nawet nie przez humor (choć to też!), czy przez zafascynowanie postaciami szpiegów (choć to też!), ale przez samo pokazanie dysfunkcyjnej rodziny, która pewnie przerażałaby bardziej, gdyby jej członkowie rzeczywiście byli związani krwią, jednak w przypadku wyłącznie relacji nawiązanych przez pracę pod przykrywką przed wieloma laty, ta relacja stawała się urocza. 


W tym momencie nie sposób nie wspomnieć ponownie o Yelenie (Florence Pugh), która jako młodsza Wdowa mocno daje radę, a wręcz jest na poziomie Natashy, a jako siostra jest uroczo sfochowana. Yelena okazała się tak udaną postacią, że po seansie nie miałam pewności, czy twórcy stworzyli "Czarną Wdowę" w formie hołdu dla Natashy, czy też po to, by wprowadzić nową bohaterkę do MCU? Bo akurat to, że Yelenę jeszcze zobaczymy, jest bardziej niż pewne, a scena po napisach tylko nas w tym utwierdza (swoją drogą czy szykuje nam się skład podróbek Avengersów?). Nie będę narzekać, bo młodsza siostra daje radę i ma zadatki na bycie czymś więcej niż postacią na otarcie łez. 


Podsumowując, Marvel zaserwował nam kolejny bardzo dobry film, który rozluźnia atmosferę po tym, jak nas "Infinity War" i "Endgame" poobijały. Momentami jest zabawny, momentami przerysowany, zwłaszcza gdy w grę wchodzą sceny walki na rozpadającym się... a zresztą sami zobaczycie... Niemniej nie zaliczałabym "Czarnej Wdowy" do typowego kina superbohaterskiego, bo przypominam, że tym razem skupiamy się na postaci nieposiadającej supermocy, ani bogu, ani nawet geniuszu i filantropie o zasobnym portfelu i super zbroi, tylko na kobiecie potrzebującej po walce Ibupromu. Co wcale nie znaczy, że twórców wyobraźnia nie poniosła. Skąd! Mamy tu momentami tak niewiarygodne sceny walki, że aż dziw, że to nie jest film o zombie (serio, oni powinni umrzeć przynajmniej czterokrotnie, a jednak wciąż wstają!). W ten bardzo pokrętny sposób chciałam powiedzieć, że jestem mocno na TAK przy polecaniu tego tytułu! Choć kilka rzeczy sprawiało, że wywijałam oczami jak szalona, to ogólnie bardzo dobrze bawiłam się podczas oglądania - ale to Marvel, więc było do przewidzenia.

Ps. A Wy wróciliście już do kin po tej okropnie długiej przerwie? Tęskniliście za przesolonym popcornem równie mocno jak ja?

Czytaj całość

Nadciąga Lipiec, a wraz z nim premiery książkowe!



W końcu lato - słońce, więcej wolnego i temperatury, które mnie osobiście przerażają bardziej, niż nie jeden horror. A jak lato, to wiadomo: zdecydowanie mniej książkowych premier, chociaż to wcale nie oznacza, że nasze portfele będą mogły przybrać na wadze po potężnym zalewie premier z ostatniego dnia czerwca (ekhm...Gildia Zabójców...ekhm...Płonący bóg...ekhm...California Boy...ekhm... Vertex). Zresztą sami zobaczcie:
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 9 lipca

Zazwyczaj nie wrzucam do zapowiedzi  kontynuacji serii, których jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale "Czerwony Lotos" zbiera tak dobre opinie, że zamówiłam i zaległoci będę nadrabiać, więc liczę, że tym razem mi wybaczycie.

Bogowie dali mu kiedyś szansę na odkupienie i wieczny spokój... ale wrócił do żywych, jak upiór. 
Teraz śmierć podąża za nim, zabierając innych, skoro nie mogła zabrać jego.
Klan Nagata umiera. Wiekowy daimyo nie poprowadzi już swoich wojowników do żadnej walki. Jego kilkuletni, chory syn z całą pewnością umrze jeszcze przed ojcem. Klan Węża podstępem wpełza w granice prowincji i zatruwa swym jadem wszystko, co napotka . Armię bandytów bez honoru prowadzi istota, której nawet Duch będzie musiał się pokłonić. Na granicy nieprzeliczone oddziały Manduków czekają tylko na sygnał do ataku.
Tak, dni klanu Nagata są policzone.
Zanim jednak zapłoną stosy pogrzebowe, stary samuraj o żelaznej duszy pośle po umierającego chłopca wojownika, którego zrodziła magia.
Magia. To ona rozpoczęła to wszystko. I ona też tę historię zakończy.
Wydawnictwo: Jaguar
Data: 14 lipca

Dom na odludziu i sekret, który odmieni życie bohaterki.
Mroczne siły tylko czekają, by schwytać ofiarę w swe sidła.
Emilia, warszawska prawniczka porzuca wielkomiejską karierę, aby zamieszkać w Pełniku, miejscowości leżącej w leśnych ostępach Kotliny Kłodzkiej, w której się wychowała. Odziedziczony po zmarłej ciotce dom ma się okazać wyzwoleniem, kluczem do życiowych zmian. Dziewczyna planuje odnowić dworek i prowadzić w nim pensjonat. 
Nie zna jednak sekretów, jakie kryje z pozoru sielski Pełnik. Spadek ciotki Edny okaże się czymś o wiele więcej niż tylko podupadającą posiadłością, w której Emilia planuje generalny remont...
W jej nowym życiu, pełnym napięcia i dziwnych wydarzeń, pojawią się jednocześnie dwaj mężczyźni, skrajnie różni, lecz równie fascynujący. Emilia wahać się będzie między ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa, jakie daje jej jeden, a diaboliczną namiętnością drugiego.
Czy mrok ogarnie ten świat? Co wspólnego z przeklętym dziedzictwem ma tajne stowarzyszenie Omnia Paribus? Czy miejscowe legendy kryją w sobie ziarno prawdy? 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data: 6 lipca

W świecie Europy doby renesansu, przesyconym konfliktami i dramatami, na pograniczu, gdzie zderzają się ze sobą imperia i religie, ważą się losy świata...
Z Senjanu, cieszącego się złą sławą pirackiego miasteczka, wyrusza młoda kobieta, która szuka zemsty za utratę rodziny. Tej samej wiosny z bogatego państwa-miasta Seressy, słynącego ze swoich kanałów i laguny, wyprawiają się dwie bardzo różniące się od siebie osoby: młody malarz, który zmierza na niebezpieczny wschód, by na życzenie wielkiego kalifa namalować jego portret oraz obdarzona żywą inteligencją, powodowana gniewem kobieta udająca żonę lekarza, lecz wysłana przez Seressę w misji szpiegowskiej.
Statkiem handlowym, na którego pokładzie płyną, dowodzi posiadający wszelkie zalety młodszy syn z kupieckiej rodziny, targany wątpliwościami co do przeznaczonego mu życia. A jeszcze dalej na wschód pewien chłopiec szkoli się na żołnierza, by zdobyć chwałę w nieuchronnie zbliżającej się wojnie. Ich losy się splatają, a ich życie wisi na włosku, ponieważ kalif wysyła wielką armię, która ma zająć potężną fortecę, stanowiącą bramę do zachodniego świata...

Wydawnictwo: Books4YA
Data: 14 lipca

Przywodzi mi to na myśl klimat starych slasherów, więc chcę sprawdzić, czy to się potwierdzi.

Zamiana szkoły bywa zabójcza!
Pierwszego dnia w nowej szkole Ruby znajduje na swojej szafce kartkę z napisem WIEM, ŻE TO TY. Jest przerażona myślą, że ktoś odkrył jej mroczną tajemnicę - dowiedział się, że jako czterolatka przyczyniła się do śmierci przyjaciółki – Hanny – podczas wspólnej zabawy na placu zabaw.
Tymczasem giną kolejni uczniowie z nowego liceum Ruby. Dziewczyna szybko zdaje sobie sprawę, że tajemniczy morderca chce zrzucić na nią winę za te zbrodnie. A może to ona ma być następną ofiarą?
Kolejny trzymający w napięciu thriller Sue Wallman, autorki: Kłamstwa minionego lata, Dzisiaj umrzesz ty i Zobacz, jak oni kłamią.

Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Data: 14 lipca

"Bądź sexy i nie daj się zamordować" zajęła pierwsze miejsce listy bestsellerów magazynów "New York Times" i "USA Today". Nic dziwnego! Autorki - Karen Kilgariff oraz Georgia Hardstark - to twórczynie jednego z najciekawszych i najbardziej popularnych podcastów ostatnich lat, czyli "My Favorite Murder!"
Poznały się na imprezie. Spędziły kilka godzin, żywo dyskutując o głośnych morderstwach i ulubionych filmach kryminalnych. Tak powstał pomysł na podcast, w którym przeplatają opowieści o zbrodniach z osobistymi historiami o życiu. Teraz możecie poznać je jako autorki książki "Bądź sexy i nie daj się zamordować". Kilgariff i Hardstark przytaczają całą serię najgorszych błędów, które zdążyły popełnić w życiu, opowiadając o nich w sposób pełen humoru, wzajemnego zrozumienia i z dystansem do swoich słabości i lęków. Jednocześnie pokazują uwikłanie w świat funkcjonujący na męskich zasadach i codzienne trudności z tym związane.
Karen i Georgia sięgają do przeszłości, by na przykładzie własnych przeżyć oraz prawdziwych historii kryminalnych pokazać kulturowe i społeczne schematy, z którymi od lat muszą zmagać się kobiety na całym świecie. Piszą szczerze i z ogromnym dystansem do siebie, z wielką dozą zdrowego rozsądku i bardzo obrazowo. To feministyczna, słodko-gorzka, zabarwiona czarnym humorem i dużą ilością empatii opowieść o tym, jak walczyć o bycie sobą. Na własnych regułach.


Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 30 czerwca

A jeśli jakimś cudem nic wcześniej nie przykuło Waszej uwagi, to wiecie co trafiło do księgarń dzień przed tym, nim lipiec się zaczął (z tego powodu czuję się odrobinę rozgrzeszona za spam)? "Gildię Zabójców" możecie już dorwać praktycznie wszędzie, w tym nawet na Legimi, a w Bonito jest wersja z autografem w ograniczonej ilości.

Poznajcie Alyssę, bohaterkę o dwóch twarzach: bezlitosną zabójczynię mordującą z uśmiechem na ustach oraz dziewczynę tęskniącą za normalnym życiem. Alyssa żyje w cieniu naszego świata, w świecie dostępnym wyłącznie dla elity, gdzie Gildiami Zabójców rządzą bezlitośni królowie. Kiedy łamie jedno z praw Gildii, musi zapłacić za to własną krwią, a przed całkowitą utratą zdrowych zmysłów chroni ją jedynie pragnienie zemsty i wizja ponownego spotkania z zaginionym bratem.
Po półrocznych torturach zabójczyni próbuje wrócić do normalnego życia. Od króla Europejskiej Gildii otrzymuje zaproszenie na koncert, na którym poznaje swojego przyszłego klienta. Chowając swoją prawdziwą naturę pod maską normalnej dziewczyny, Alyssa nawiązuje coraz bliższą relację ze zleceniodawcą i jego przyjaciółmi. Czy uda jej się wykonać nietypowe zlecenie i rozwiązać zagadkę upadku rodzinnej firmy oraz zabójstwa sprzed dekady? Czy odnajdzie brata? Jaką ścieżkę wybierze? Wejdźcie do brutalnego świata Gildii Zabójców, żeby się przekonać.

Ps. Standardowo dajcie znać, co Wam wpadło w oko oraz co dobrego kupiliście w czerwcu? 
Pps. U eM poleca znajdziecie zagraniczne zapowiedzi!

Czytaj całość

Rachel Zegler jako Królewna Śnieżka i Disney jako rasista?



Wczoraj wieczorem wybuchła informacja, że Rachel Zegler została obsadzona jako Królewna Śnieżka w nowym filmie Disneya. Internet oszalał! I bynajmniej nie dlatego, że wszyscy radośnie cieszyli się na wieść o kolejnej aktorskiej wersji znanej baśni tworzonej przez bajkowego giganta. Nope. Znów poszło o kolor skóry aktorki, a ja z dumą założyłam czapkę foliarza i wymyśliłam popkulturową teorię spiskową! Ale po kolei.

Zacznijmy od oryginalnej Królewny Śnieżki, a raczej Śnieżyczki, bo tak w oryginale nazywała się owa królewna (od przebiśniegu), której historia krążyła już od połowy XVII wieku, jako baśń ludowa, nim 150 lat później (w 1812 r.) bracia Grimm przelali ją na papier i zaprezentowali światu we własnej wersji. Jak wszyscy dobrze wiemy (bo utrzymuje się to w każdej wersji tej baśni) matka królewny marzyła o córce "o włosach czarnych jak heban, skórze białej jak śnieg i ustach czerwonych jak krew" i taką dostała.  Że tak powtórzę: "O skórze białej jak śnieg", wiecie... śnieg, przebiśnieg, Śnieżka - to nie wzięło się znikąd. Czujecie smród nadchodzącej gównoburzy, gdy patrzycie na zdjęcie Rachel Zegler? 

Wiecie, ja jestem trochę ignorantką. Patrzę na człowieka i w zasadzie nie zastanawiam się nad jego kolorem skóry, dopóki ktoś mi go nie wskaże lub ta osoba nie będzie zielona (to faktycznie mogłoby mnie zdziwić). W zasadzie patrząc na Rachel Zagler nie jestem do końca pewna, do jakiej szufladki ją wsadzić. Wściekły tłum i część portali (jak choćby Spiderweb) nazywają ją ciemnoskórą, trochę mnie to zaskoczyło, dlatego poszłam do źródła wszelkiej mądrości (Wikipedii) i sprawdziłam. Okazuję się, że matka aktorki jest Kolumbijką, a ojciec polskiego pochodzenia, więc dla jasności, wszelkie przejawy rasizmu są w tym przypadku nie tylko głupie, ale też nieuzasadnione. W czym więc problem? A no dalej w wyglądzie, bo zaczęłam podejrzewać, że Disney zrobił to celowo i wcale nie powodowały nim szlachetne pobudki. 

Patrząc na Rachel Zagler na materiałach promocyjnych do "West Side Story", myślę, że będzie piękną Śnieżką. [Źródło]

To, co za moment napiszę, nie spodoba się wielu osobom, czyli zapewne wszystkim fanom Disneya. Zaczynam podejrzewać, że Disney podstępnie próbuje wzmocnić rasizm. Wiem, wiem, brzmi to co najmniej głupio, ale wysłuchajcie mnie, bo z tą czapką foliarza mi do twarzy.
Widzicie, może i totalnym minięciem się z prawdą jest nazwanie Rachel Zagler czarnoskórą, to jej uroda nikomu z Królewną Śnieżką się nie kojarzy. W przypadku każdej innej księżniczki Disneya nie byłoby z tym problemu (no może poza Mulan), jednak jak wspomniałam, Śnieżka jest przez swój wygląd definiowana do tego stopnia, że przez to zyskała swe imię. I teraz pojawia się pytanie, czy Disney nie jest tego świadomy? Może pomimo zrobienia najsłynniejszej adaptacji tej baśni, kompletnie nie zna tego opisu? A może Disney wierzy, że żyjemy już w świecie, w którym na biedną aktorkę nie posypie się teraz masa hejtu (Chciałabym!)? Cóż... jest jeszcze opcja, że w ten pokrętny sposób Disney chce działać na rzecz tolerancji, ale prawda jest taka, że jego działania przyniosą odwrotny efekt.

Czy Disney jest rasistowski? 

Cóż... z pewnością, a przynajmniej tak było na początku i ciągnęło się to przez wiele filmów animowanych, za co był powszechnie krytykowany, aż w końcu na platformie Disney + zdecydowano się umieścić ostrzeżenie: "This program includes negative depictions and/or mistreatment of people or cultures”. Jak tłumaczą, uważają te stereotypy za błędne wtedy i za błędne teraz, lecz zamiast usuwać te treści, wolą uznać ich szkodliwy wpływ, uczyć się z nich i inicjować rozmowy, aby wspólnie stworzyć bardziej integracyjną przyszłość. I to jest okey. Trudno odciąć się od przeszłości i lepiej się do niej przyznać i wziąć odpowiedzialność za błędy, niż chować je pod dywan. Dodatkowo warto mieć na uwadze, że kadra się zmienia, a osoby, które tworzyły te animacje, już zapewne dawno zniknęły z wytwórni. 

Problem jest w tym, że mimo wszystko Disney wciąż wzbudza wiele kontrowersji w kwestii problemów na tle rasowych. Ledwie trzy lata temu wybuchnął skandal przy wątpliwych wyborach castingowych przy pracach nad aktorską wersją "Aladyna", gdy Kaushal Odedra doniósł mediom, że na planie „Aladyna” widział co najmniej 20 aktorów o bardzo jasnej skórze, którzy czekali w kolejce do charakteryzatorni, by przyciemniono ich cerę przed rozpoczęciem zdjęć. Trudno uwierzyć, że kręcąc film w XXI wieku w UK zdecydowano się przyciemniać białych aktorów, zamiast zatrudnić osoby o arabskim czy azjatyckim pochodzeniu. Pomijam już nawet zarzuty o „whitewashingu” przy wyborze Naomi Scott do roli Jasminy, czy zastąpienia księcia Achmeda księciem Andersonem z Norwegii.

Jeśli sam przykład "Aladyna" to za mało, to przypomnijmy sobie problemy z "Mulan", gdzie wtopa była tak koszmarna, że ludzie bojkotowali film na ogromną skalę. Tym razem nie był to problem z kolorem skóry aktorów, lecz kompletna niewrażliwość i zignorowanie łamania praw człowieka. Sprawa jest na tyle złożona, że wolę odesłać Was do artykułu w Noizz, by tego nie spłaszczyć, ale w ogromnym uproszczeniu część zarzutów rozbija się o podziękowania na końcowych tablicach filmu dla Biura Bezpieczeństwa Publicznego w Turpan, stolicy Xinjiang,  gdzie kręcono zdjęcia i gdzie znajdują się przymusowe obozy re-edukacyjne dla społeczności Ujgurów. Przy okazji to, jak przedstawiono Mortial Arts i Qi będzie bolało każdego, kto ma jakiekolwiek pojęcie o kulturze Chin. Wisienkę na torcie położyło Disney Polska, które poserduszkowało taki oto wpis:


Jasne, za to akurat odpowiadała agencja obsługująca konto w imieniu marki, ale wciąż problemy są widoczne nawet bez tego. Biorąc pod uwagę, że przez zastój z produkcjami przez pandemię, te filmy są stosunkowo świeże, to równie świeże są problemy. I tu nagle wpada Disney, który po wszystkich zebranych przez lata batach i niesamowitym nagłośnieniu problemu przez ruch Black Lives Matter, nie mógł sobie pozwolić na kolejną wtopę, postanowił pójść w drugą stronę z tak problematyczną w tym temacie księżniczką. Pozostaje samemu odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy zrobił to z premedytacją (w złej lub być może dobrej wierze), czy zwyczajnie wytwórnia zatrudnia osoby, które są kompletnie niewrażliwe na nastroje społeczne?
Czytaj całość

Fragment: Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

A gdybym powiedziała, że w cieniu waszego świata istnieje inny świat? Brutalny, o którym słyszycie, choć w niego nie wierzycie? Świat rządzony przez bezlitosnych królów panujących nad ludźmi, których wy nazywacie płatnymi zabójcami, choć nawet nie wiecie, jak nas wynająć?


Król z marsową miną obserwował zachód słońca, zastanawiając się nad idealnym wyjściem z kłopotliwej sytuacji. Nie sądził, że nadejdzie dzień, w którym przyjdzie mu zdecydować o zabiciu lub oszczędzeniu swojej następczyni, lecz do zapadnięcia zmroku musiał podjąć decyzję.
– Jest niezrównoważona, a co gorsza bezczelna! Nie da się nad nią zapanować i ciągle stwarza problemy – zabrzmiał tubalny głos Markusa.
    Masywny mężczyzna z twarzą pooraną zmarszczkami był doświadczonym zabójcą. Na tyle doświadczonym, by rościć sobie prawo do tytułu doradcy króla Europejskiej Gildii Zabójców, a przynajmniej jednego z dwóch. Drugi z nich, Dawid, był całkowitym przeciwieństwem wyniosłego i wybuchowego Markusa. Niemal nigdy się nie zgadzali, przez co godzinami mogli się przerzucać argumentami w najmniej istotnych kwestiach. Choć niejednokrotnie doprowadzali tym Dariusa do szału, bywali przydatni. Z dwóch skrajnych opinii i ich nieustających sprzeczek mógł wyciągnąć argumenty pasujące do narracji, która będzie dla niego korzystniejsza. Dlatego, zamiast ich uciszyć, upił łyk whisky i pogrążył się w cichej zadumie.
– Proponujesz pozbyć się zabójczyni przynoszącej więcej zysku w miesiąc niż ty w rok, bo jest arogancka? Przekalkuluj sobie, kogo lepiej się pozbyć – odparł spokojnie Dawid, z nieskrywaną satysfakcją obserwując, jak Markus czerwienieje i zgrzyta zębami ze złości.
– Ta wariatka przywiozła ze sobą trzy ciała. Trzy ciała! – wykrzykiwał, a kropelki śliny lądowały na twarzy Dawida. – Nie można bezkarnie zabijać członków własnej Gildii!
     Z tym nawet Dawid musiał się zgodzić. Alyssa wywołała nie lada oburzenie, gdy rankiem zjawiła się przed królem z trzema trumnami, w których spoczywali zamordowani przez nią zabójcy. Miała przynajmniej na tyle przyzwoitości, by przeprosić. Choć były to marne przeprosiny, ograniczające się do zdawkowego: „Też nie jestem zadowolona, że do tego doszło”.
– Wszyscy to widzieli. Czegoś takiego nie można przemilczeć i zapomnieć. Darius, ona musi ponieść konsekwencje. Mamy zasady! – pieklił się Markus.
    Król w żaden sposób nie zareagował, chyba że za reakcję uznać powolne pocieranie skroni z nadzieją, że to odgoni narastające łupanie w czaszce. Jego posępną twarz przecinała długa zmarszczka ciągnąca się wzdłuż czoła. Dawid nie zazdrościł mu wyboru. Król od lat traktował Alyssę jak córkę i szkolił na swoją następczynię, a teraz wszyscy domagali się jej krwi. Gdyby zachowała większą dyskrecję, mogliby rozwiązać sprawę po cichu, a przynajmniej spróbować.
– Mimo wszystko zabicie jej jest przesadą – odparł Dawid. – Niby dlaczego? Od wieków Krwawy Orzeł był sposobem na radzenie sobie ze zdrajcami i wrogami Gildii – przypomniał Markus, posyłając mu spojrzenie pełne złości.
– Raczej wieki temu – poprawił go Dawid.
    W takich chwilach był pod wrażeniem, że po trzydziestu wspólnie spędzonych latach udało im się nawzajem nie pozabijać. Nie rozumiał, dlaczego musi przypominać, że od czasów powstania ich organizacja znacząco się zmieniła. Choć Gildie Zabójców istniały na każdym kontynencie od początków cywilizacji – a konkretnie od momentu, gdy człowiek po raz pierwszy doszedł do wniosku, że wygodniej będzie komuś zapłacić za zabicie drugiego człowieka, niż samemu brudzić sobie ręce – to postęp zmienił wszystko. Mieli na usługach fałszerzy, księgowych i hakerów. Pomimo że każda z Gildii rządziła się własnymi odwiecznymi prawami i tradycjami, które zmieniały się na przestrzeni wieków, to kara za zdradę czy dezercję pozostawała niezmienna – śmierć.
  
     
Niemniej samo wspomnienie o Krwawym Orle, który współczesnym kojarzył się głównie z brutalnym światem Wikingów, wywoływało w Dawidzie niesmak. Też był zabójcą, jednak wolał likwidować cele w schludny sposób, bez niepotrzebnego torturowania i męczenia ofiar. Rytualne wycinanie na plecach orła, odcinanie toporkiem żeber od kręgosłupa i rozciąganie ich na boki, by tworzyły skrzydła, nie miało wiele wspólnego ze schludnością. Za to posypywanie ran solą i wyjmowanie płuc miało wiele wspólnego z torturami, nie chciał tego oglądać, gdy w grę wchodziła osoba, z którą od lat jadał przy wspólnym stole.
– W takim razie co zrobimy? Damy jej klapsa i pogrozimy paluchem? – zakpił Markus, rechocząc.
– Co proponujesz? – Darius zwrócił się do Dawida, odzywając się po raz pierwszy od chwili, gdy zjawili się w jego gabinecie.
    Szorstki, stonowany głos króla momentalnie uciszył doradców. Dawid podrapał się z zastanowieniem po kilkudniowym zaroście, nim pewnym głosem odpowiedział:
– Niewątpliwie Alyssa powinna zostać ukarana, jednak zabicie jej jest zbędne i nieopłacalne. Proponuję zastąpienie Krwawego Orła czymś symbolicznym. Nawiązującym do tradycji i wciąż bolesnym, jednak nie tak drastycznym.
    Darius w zamyśleniu oparł się o fotel, jednym haustem opróżniając szklankę whisky. Żaden z doradców nie odważył się wspomnieć, że od rana zniknęły niemal dwie butelki.
– Wytnijmy jej skrzydła i zamknijmy na rok pod ziemią. Można sobie odpuścić odcinanie żeber, wystarczy pociąć skórę. To jej nie zabije. Pogrzebanie żywcem w kontrolowanych warunkach też nie powinno – zaproponował Markus, marszcząc czoło.
    Za wszelką cenę chciał przeforsować karę, która udowodniłby, że jego król nie jest słaby, jednak im więcej Darius pił, tym bardziej realna stawała się perspektywa, że odpuści swojej protegowanej.
– Jeśli nawet jej ciało to wytrzyma, to rok w takich warunkach pozbawi ją zdrowych zmysłów. Muszę przypominać, że wtedy przestanie być przydatna, a tak długi okres wyłączenia jej ze zleceń będzie ogromną stratą finansową? – W tej chwili Dawid bardziej kierował się swoją nieoficjalną funkcją skarbnika niż sympatią do dziewczyny. – Proponuję skrócić karę do miesiąca.
– Utrata trzech zabójców też jest stratą finansową! – Markus gwałtownie uderzył pięścią w blat biurka.
– Właśnie dlatego nie możemy sobie pozwolić na utratę Alyssy.
    Markus westchnął zirytowany, bo przecież nie mógł odmówić mu racji. Utrzymanie Gildii kosztuje, a ukrywanie jej przed światem wymaga wręczania wielu łapówek, jednak duma i niechęć do dziewczyny nie pozwalały mu się poddać.
– Wyjdziemy na słabych. I to nie tylko przed swoimi, lecz także przed Azjatycką Gildią. Pół roku i dwukrotne odnawianie skrzydeł to absolutne minimum!
    Darius ponownie wyjrzał przez okno. Słońce ukryło się za horyzontem, pozwalając, by mrok nocy pożarł ciepłe barwy dnia. Nie mógł dłużej odwlekać wydania wyroku.
– Niech tak będzie. Przekaż ludziom, że kara zostanie wymierzona jutro w południe – zdecydował, gestem nakazując im opuszczenie gabinetu.


Następnego dnia główna sala pałacu była wypełniona po brzegi. Każdy zabójca chciał zobaczyć krwawiącą zdrajczynię. Wśród zebranych znaleźli się również przedstawiciele azjatyckiego oddziału z ich królem na czele. Punktualnie w południe głównym wejściem wprowadzono młodą dziewczynę. Długie czarne włosy spięte w kucyk obijały się o jej plecy, gdy szła wyprostowana z wysoko podniesionym czołem, jakby wcale nie wstydziła się swoich czynów ani nie bała czekającej ją kary.
– Za zabicie trzech członków Gildii zostajesz skazana na wycięcie krwawych skrzydeł i półroczne uwięzienie pod ziemią. Zgodnie z tradycją za każde skrzydło możesz prosić króla o spełnienie jednej prośby. Przyjmujesz karę? – wygłosił teatralnie Markus, starając się nadać swojemu głosowi uroczyste brzmienie.
    Pieprzony barbarzyńca, pomyślała dziewczyna, nawet na niego nie zerkając.
    Była przekonana, że gdyby to on rządził, Gildia cofnęłaby się do ciemnych wieków i najpewniej kazałby wszystkim składać ofiary ze zwierząt. Markus był niezdrowo zafascynowany dawnymi zwyczajami, jednak skoro dzięki temu mogła wykorzystać dwa życzenia, nie zamierzała narzekać.
    Wedle tradycji zabójcy, których czekał Krwawy Orzeł, mogli prosić o dary. Ostatnie życzenie umierającego było łaską wykorzystywaną przez skazańców, by załatwić prywatne sprawy i umrzeć bez zmartwień. Z tego, co słyszała, najczęściej proszono, by współtowarzysze broni zadbali o rodzinę lub zemścili się na wrogu. Inni chcieli, by przed śmiercią wyprawiono dla nich ucztę. Najwyraźniej nikt nie lubił umierać głodny i trzeźwy.
    Była zaskoczona, że pomimo złagodzenia kary udało jej się załapać na ten zaszczyt. Teoretycznie nie zostanie zabita. O ile w rany nie wda się zakażenie, ma spore szanse na przeżycie. Przeszło jej przez myśl, że Darius naprawdę musiał być przekonany, iż ból oraz pół roku w dziurze bez światła i kontaktu z ludźmi zmienią ją w pustą skorupę, skoro się na to zdecydował. O wyrzuty sumienia czy sentymenty zdecydowanie go nie podejrzewała. Nie dało się zaprzeczyć, że zastępował jej ojca, od momentu gdy przygarnął ją jako dziewięcioletnią sierotę, nadał nowe imię i wychowywał, a raczej wyszkolił na idealną zabójczynię. Dziedziczkę, z której mógłby być dumny. Jednak w tej chwili miała pewność, że duma nie była tym, co czuł.
– Mam jakiś wybór? Jeśli się nie zgodzę, wyślecie mnie w zamian na półroczne wakacje w Hawanie? – wymamrotała pod nosem, zbyt cicho, by Markus mógł ją usłyszeć, a równocześnie kiwnęła głową na znak zgody.
– O co prosisz za pierwsze skrzydło? – Tubalny głos Markusa rozbrzmiał echem w całej sali, a od jego sztucznej uprzejmości dziewczynę przeszły dreszcze.
    Pomimo zaskoczenia hojną ofertą doskonale wiedziała, czego chce. Poza puszczeniem całej sprawy w niepamięć, na co specjalnie nie liczyła.
– Żeby do mojego powrotu Oliwiera trenował Kitsune – odparła nonszalancko, zrzucając pierwszą bombę.
    Na sali rozbrzmiały pełne oburzenia protesty. Część zebranych liczyła, że będzie mogła odegrać się na protegowanym Alyssy, skoro na niej już nie mogli. W czasie szkolenia często dochodziło do wypadków, więc nikt nie miałby do nich pretensji, gdyby chłopak złamał nogę albo kark. Z kolei inni postrzegali tę prośbę jako obrazę. Każdy z członków Europejskiej Gildii Zabójców był świetnie wyszkolonym wojownikiem, a ona wybrała obcego.
    Wśród zgromadzonych jedynie Darius był zadowolony. Przypuszczała, co w tej chwili pomyślał – dziedzic Azjatyckiej Gildii Zabójców, najlepszy z najlepszych zabójców kontynentu, jeśli nie świata, miał pozostać w Europie, gdzie Darius będzie mieć na niego oko. A może nawet udałoby mu się go wykorzystać? Nawet jeśli nie, to i tak szkolenie wychowanka Alyssy przez Kitsune poprawi wątpliwe umiejętności Oliwiera, dzięki czemu w przyszłości chłopak przyniesie więcej zysku.
– Nie mam nic przeciwko, jednak decyzja nie zależy wyłącznie ode mnie. – Darius spojrzał wymownie na starego Japończyka.
    Przez pełną napięcia chwilę Kira, król Azjatyckiej Gildii Zabójców, zastanawiał się nad odpowiedzią, nim rzucił:
– Zgoda, pod warunkiem że to on wytnie skrzydła.
    Na sali zapanowała cisza.
    Alyssa, która dotąd nie okazała żadnych emocji, po raz pierwszy od wejścia na salę oderwała spojrzenie od Dariusa i oniemiała wpatrywała się w Kirę. Wielokrotnie przekonała się, że był surowy i bezwzględny, jednak tym razem jego okrucieństwo ją zdumiało. Wbrew sobie odszukała w tłumie twarz Kitsune. Wydawał się niewzruszony, lecz dostrzegła delikatne drgnięcie mięśni, gdy Darius spokojnym głosem przystał na to żądanie.
    Markus, rozdrażniony nagłym zwrotem akcji, podszedł do ponurego wysokiego Azjaty i wręczył mu ostry sztylet. Mężczyzna przyjął go z ledwie widocznym wahaniem, gdy dwóch mężczyzn podeszło do Alyssy i rzuciło ją na kolana. Nie opierała się, gdy rozdarli jej bluzkę, by odsłonić plecy. Oparła ręce o postawiony przed nią klęcznik, śmiejąc się w duchu, że pewnie ktoś w formie kiepskiego żartu zwinął go z pobliskiego kościoła. Przez cały czas starała się nie odrywać spojrzenia od siedzącego naprzeciw niej króla. Z uporem maniaka wpatrywała się w jego zimne błękitne oczy, jakby rzucała mu wyzwanie.
    Nie było tajemnicą, że Darius nie jest biologicznym ojcem Alyssy, jednak jego przybrana córka przypominała go pod wieloma względami. Oboje wysocy o oliwkowej karnacji i długich ciemnych włosach, choć dziewczyny były czarne, a jego o kasztanowym odcieniu. Ciemna oprawa oczu kontrastowała z błękitem tęczówki. Oczy króla były jednak zimne i jasne, a jej – o intensywnej barwie nocnego nieba. Nie tylko fizycznie byli do siebie podobni. Darius wykuł Alyssę na własne podobieństwo. Nie udało mu się jedynie wykorzenić z niej współczucia, które niemal zawsze powodowało kłopoty.
    Kitsune stanął za zabójczynią, przyglądając się jej nagim plecom. Dziewczyna nie była w stanie stwierdzić, czy drżenie, które poczuła, gdy przyłożył zimne ostrze do skóry, pochodziło z jego dłoni czy z niej samej.
– Przepraszam… – Jego szept był tak cichy, że Alyssa przez chwilę zastanawiała się, czy się nie przesłyszała, lecz gdy chwilę później poczuła pierwsze podłużne cięcie ciągnące się parę centymetrów obok kręgosłupa, ta myśl się ulotniła.
    Nie musiała czekać długo na kolejne. Kitsune sprawnymi ruchami ciął jej skórę, a ona ze wszystkich sił starała się nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Przygryzła policzki, czując metaliczny posmak na języku. Nie chciała dać satysfakcji żądnym krwi gapiom. To była cena, jaką musiała zapłacić za uratowanie osoby, która była dla niej najcenniejsza. Gdyby musiała, zapłaciłaby ją ponownie.
    Nie miała pojęcia, ile czasu zajęło wycinanie wzoru pierwszego skrzydła. Ból, który odczuwała, zdawał się nie mieć końca. Kolejce cięcia rozrywały jej ciało tak szybko, że nie była w stanie zaczerpnąć tchu w chwilowej uldze. Stróżki potu kapały na marmurową posadzkę, starając się dogonić strumyki krwi. Szukała schronienia w zakamarkach wspomnień, lecz znajdowała w nich tylko to, od czego pragnęła uciec.
– Czego chcesz za drugie skrzydło? – Do jej uszu dotarł ponaglający głos Markusa. Z wysiłkiem uniosła głowę, starając się skupić półprzytomny wzrok.
    Czego chcesz?, powtórzyła w myślach za mężczyzną.
    Nie mogła sobie przypomnieć. Pulsujący ból przyćmił jej umysł. Pamiętała, że było to coś ważnego. Coś, za co była gotowa zginąć w tym cholernym pałacu, zamiast wymordować tylu zabójców, ilu zdoła, zanim ostatecznie by ją dopadli. Tylko co to było? Ze wszystkich sił próbowała sobie przypomnieć.
– Runa… Chcę Pieczęć Gildii – wysapała z trudem. Skupienie się na otoczeniu, by ocenić reakcje na tę prośbę, przerastało jej możliwości. Tak naprawdę niewiele ją to obchodziło. Utrzymywała głowę w górze, koncentrując spojrzenie na Dariusie. Tylko jego słowa były ważne. Musiał się zgodzić. Musiał, lecz oczekiwanie na jego decyzję było męką.
    Z ulgą zamknęła oczy, gdy skinął głową.
– Pamiętaj, że Pieczęć Gildii chroni tylko tych, którzy sami nie potrafią się obronić – powiedział mocnym głosem, zbliżając się do niej, aż w końcu był w stanie chwycić ją za brodę i gwałtownym ruchem zadrzeć do góry. – Chłopak, którego postawiłaś nad nami, ma krew na rękach. Pieczęć go nie ochroni – dodał ledwo słyszalnie, puszczając ją równie nagle.
    Umysł Alyssy z trudem przetwarzał tę informację. Darius naprawdę miał zamiar obarczyć winą za jej grzechy jego? Chciał ją dodatkowo ukarać i wyjść z twarzą z sytuacji, w której zdrajczyni dostaje jeden z najważniejszych artefaktów Europejskiej Gildii? Pieczęć, która nie ochroni jego, jest dla niej bezwartościowa.
    Nie miała ani siły, ani możliwości zaprotestować. Jęknęła, czując kolejne pociągnięcie nożem, tym razem po nietkniętej stronie pleców.

Ciąg dalszy znajdziecie w "Gildii Zabójców", która jest już dostępna w przedsprzedaży m.in w Empiku!
Gildia Zabójców - Małgorzata Stefanik

Przy okazji daję znać, że wszystkie dodatkowe materiały i newsy będą pojawiać się na nowiutkim fanpage'u autorskim! 
Czytaj całość

Lista 12 tęczowych książek, czyli czytamy z dumą!


Czerwiec to Pride Month, więc na różowym blogu nie może zabraknąć specjalnego zestawienia z tej okazji! Tym razem celujemy w tęczowe książki! Część z nich mam już za sobą i w większości gorąco polecam, a część wciąż wisi na liście "Do Przeczytania". Jestem bardzo ciekawa, które wylądują na Waszej, więc zaczynajmy!

"Red, White & Royal Blue"  Casey Mcquiston


Fabuła: Alex - Pierwszy Syn Ameryki - dotyczczas uważał się za w pełni heteroseksualnego chłopaka, przez co początkowo nie najlepiej wyszła mu interpretacja własnych uczuć względem angielskiego księcia aka. jego arcywroga. Efekt? Pijany w cztery dupy Pierwszy Syn Ameryki wpada w tort weselny razem z angielskim księciem na królewskim weselu. Wiecie, taki tam międzynarodowy skandal, który trzeba szybko naprawić udając wielką przyjaźń i ładnie uśmiechając się do obiektywu. Co nieuniknione, przez to kłamstwo między tą dwójką rodzi się więź, która raczej nie bardzo spodoba się konserwatywnej monarchii brytyjskiej i nie pomoże pani prezydent przy reelekcji.

Opinia: Fantastyczna książka, którą już chyba zawsze będę ciepło wspominać. Bardzo podobała mi się forma, która przeplata standardową narrację trzecioosobową z perspektywy Alexa z zapisem czatów i mailami. Historia jest lekka i zabawna, a przy okazji od czytania od razu nastój poprawia. "Red, White & Royal Blue" Casey Mcquiston to książka dla wszystkich, którzy potrzebują odrobinę więcej tęczy nad głową.


"Materiał na chłopaka" Alexis Hall


Fabuła: Luc jest synem przebrzmiałej gwiazdy rocka, która nie dość, że go porzuciła, to jeszcze miała czelność wrócić do show-biznesu. Dla Luca, który nie wybrał sobie ani ojca, ani jego sławy, oznacza to, że każda jego pomyłka trafia do mediów. Podbija do niego przystojniak w klubie? Miejcie pewność, że to dziennikarz! Przewróci się na ulicy i pismaki już się rozpisują, jak to pijany/naćpany ląduje w rynsztoku. Jakby tego było mało, jego publiczny wizerunek przekłada się zarówno na życie osobiste, jak i pracę, co ostatecznie doprowadza do szukania w trybie pilnym chłopaka, który ociepliłby jego wizerunek. I tu pojawia się Olivier - sztywny adwokat z rzeźbą spod dłuta Michała Anioła, ale tego ostatniego Luc dowiaduje się, dopiero gdy Olivier ściąga ubranie, a wcześniej... cóż... powiedzmy, że raczej byłaby to ostatnia osoba, którą wybrałby na swojego udawanego faceta. Problem w tym, że dużego wyboru nie miał. Chociaż to i lepiej.

Opinia: "Materiał na Chłopaka" to prosta, nieskomplikowana książka pełna nieistotnych wątków pobocznych, ale zorientowałam się dopiero po przeczytaniu i zdecydowanie nie mam o to żalu. Po "Red, White & Royal Blue" Casey Mcquiston, "Materiał na chłopaka" jest idealną książką. Znów mamy parę, której losem interesują się gazety, choć w tym przypadku na znacznie mniejszą skalę. Przy okazji warto wspomnieć, że tym razem orientacja seksualna nie jest dla nikogo problemem, więc nie przerabiamy wątków z coming outem, za to poruszona została kwestia reakcji pseudotolerancyjnych osób na niezbyt "dobrego geja". Niestety lub stety, Lucowi daleko do "dobrego geja", czyli ułożonego, słodkiego i trzymającego się heteroseksualnych standardów.


"Zniewolony Książę" C.S. Pacat


Fabuła: "Po śmierci króla Akielos prawowity następca tronu, książę Damen, zostaje pojmany i wtrącony do lochu. Jego przyrodni brat pozbawia go tożsamości i wysyła jako niewolnika do haremu księcia wrogiego kraju. Od tego momentu Damen musi znaleźć sposób, aby przeżyć na dworze, za którego kulisami toczy się podstępna walka o tron, w którą mimowolnie zostaje wplątany.
Niegdyś potężny wojownik, teraz obdarty z godności niewolnik będzie musiał walczyć o przetrwanie i sprzymierzając się ze swoim największym wrogiem. Jego nowy pan, książę Laurent, jest bowiem równie urodziwy co wyrachowany i śmiertelnie niebezpieczny. Jedno jest pewne – tożsamość Damena musi pozostać tajemnicą. W końcu ten, którego pomocy potrzebuje, ma najwięcej powodów, aby go nienawidzić..."

Opinia: Nie czytajcie "Zniewolonego księcia". Jeśli ktoś powiedział Wam, że warto, to zastanówcie się, czym mu się naraziliście, bo to zdecydowanie brutalny odwet. Nawet nie wiem, jak opisać Wam tę książkę, żeby stosownie Was zniechęcić, więc rzucę hasłami: gwałty, pedofilia, więcej gwałtów i co najgorsze autorka, która każdą opisaną przez siebie scenę usprawiedliwia, by zrobić z tego romans.
Dawno, a może nigdy nie byłam tak zniesmaczona wyobraźnią pisarza. Chociaż trzeba przyznać, że zazwyczaj nie zaczytuję się w gniotach, więc pewnie na rynku czai się większe zło (wątpię). Najgorsze w tym jest to, że kolejne tomy serii są interesujące (serio!), ale i tak nikomu nie radziłabym przechodzić przez pierwszy. Nawet człowiek na lekach nie jest w stanie tego przeczytać bez trwałej traumy - Serio, przetestowałam! I niech ktoś wytłumaczy autorom, że gwałty i tortury nie są podstawą historii miłosnych. Bardzo proszę! 


"Twój Simon" / "Simon oraz inni Homo Sapiens" Becky Albertalli


Fabuła: Simona  ma uroczą rodzinę, fajnych przyjaciół i sekret, który przed nimi ukrywa. Jest gejem. Nie wstydzi się tego, zwyczajnie denerwuje go sam fakt, że musi wszystkim publicznie ogłaszać swoją orientację. Jego życie zmienia się, gdy na szkolnym Tumblrze znajduje wpis Blue, a następnie zaczyna wymieniać z nim maile. Wraz z kolejnymi wiadomościami zakochuje się w chłopaku. Niestety są dwa problemy. Pierwszym jest to, że Blue nie chce ujawnić, kim jest. Drugim, że Martin chce ujawnić, kim jest Simon i szantażem zmusza go do zeswatania go z Abby.

Opinia: Powieść Becky Albertalli to ciepły i bardzo wciągający romans. Znacznie lepszy od swojej filmowej adaptacji (porównanie obu wersji znajdziecie tutaj). Dwójka przeuroczych bohaterów zakochująca się podczas wymiany maili ma spore szanse podbić i Wasze serca. Zwłaszcza Blue. Blue jest naprawdę uroczy!


"Angst with happy ending" Weroniki Łodygi


Fabuła: Historia, jak ich wiele: chłopak spotyka w internecie dziewczynę, a na żywo okazuję się, że dziewczyna jest chłopakiem - małym przestraszonym awokado. Nastoletni Aleks ma w życiu pod górę -w domu wciąż brakuje pieniędzy, mama zaharowuje się w kolejnych pracach, a on sam jest obwiniany o całe zło tego świata. W zasadzie odrobinę na własne życzenie, bo nie robi z tym kompletnie nic. Przynajmniej do czasu spotkania ze wspomnianym małym awokado, zwanym powszechnie jako Yuki. 

Opinia: Mamy tu do czynienia z martwym w środku głównym bohaterem, do którego ciężko było mi się przekonać, ale powoli zaczynam z nim sympatyzować. Z przerażonym małym awokado, którego lubi się od razu. I z dużą ilością trzecioplanowych bohaterów, którzy niespecjalnie mnie interesują (by nie napisać: irytują). Podczas czytania naprawdę interesowało mnie, jak relacja głównej dwójki się rozwinie, ale ostatecznie skończyło się to dla mnie rozczarowaniem. Chyba nie rozumiem specyfiki BL bez BL (chociaż to chyba moja wina, że tak to zakwalifikowałam). Historia nie ma wyraźnego zakończenia, na które liczę gdy strony się kończą, więc zaliczam go jako średniaka.


"Hurt/Comfort" Weroniki Łodygi


Fabuła: "Artur ma osiemnaście lat i nie wie jeszcze wielu rzeczy. Nie wie, jak zacząć rozmowę z własnym ojcem, gdzie przebywa obecnie jego matka, jakie oczekiwania ma wobec niego koleżanka z klasy i dlaczego Magda, jego przyjaciółka, na siłę próbuje go swatać. Nie wie też, jakim cudem uda mu się zdać maturę z polskiego, skoro nadal myli romantyzm z oświeceniem, a parabola to dla niego wyłącznie wykres funkcji kwadratowej. Za to świetnie wychodzi mu udawanie głuchego, gdy w autobusie zaczepi go ktoś obcy, a to już dobry początek.

Janek wie, czego chce od życia. I nie jest to zaliczenie matury z matematyki, chociaż z pewnością by nie zaszkodziło. Chce brata, który nie ignoruje jego istnienia, mniej żenujących rodziców, a także youtuberów, którzy wrzucają filmiki regularnie i zawsze na czas. I mniej zmechaconych swetrów, tak przy okazji. Przede wszystkim chciałby jednak zwrócić na siebie uwagę jakiegoś miłego chłopaka. Najlepiej takiego, który w autobusie udaje głuchego i wcale nie wydaje się miły."


"Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie" Mackenzi Lee


Fabuła: "XVIII wiek. Henry Montague, dla przyjaciół Monty, jest przypadkiem beznadziejnym. Jego ojciec zrobił wszystko, aby wychować go na prawdziwego dżentelmena, ale nawet najlepsze szkoły nie mogły wybić chłopakowi z głowy zabaw, hulanek, a także chętnych do grzania łoża dziewcząt i... chłopców.
Roczna podróż po Europie, w której towarzyszyć będzie mu jego siostra Felicity i najlepszy przyjaciel Percy, to ostatnia szansa na korzystanie z młodości. Kiedy Henry wróci, ma się stać prawdziwym lordem, godnym swojego nazwiska i statusu społecznego. Jeżeli jednak do jego ojca dotrą jakieś plotki o niestosownym prowadzeniu się, Monty zostanie wydziedziczony i odcięty od rodzinnej fortuny. I tak już dość szkodził ich rodowemu nazwisku. Na nieszczęście ojca chłopak ma zupełnie inne plany.
Po pierwsze: musi uwieść Percy'ego, w którym jest zakochany na zabój. Po drugie: chce poradzić sobie ze złośliwościami Felicity, która niedługo rozpocznie naukę w prywatnej szkole. Po trzecie: pragnie po prostu korzystać z życia, póki jeszcze może."


"Felix Ever After. Na zawsze Felix" Kacen Kallander


Fabuła: Felix Love nigdy nie był zakochany, a ironią losu jest nazwisko, które nosi. Desperacko chce się dowiedzieć, jak to jest kochać, i nie rozumie, dlaczego innym przychodzi to tak łatwo, a jemu nie. I mimo że jest pewien swojej tożsamości, wewnętrznie obawia się, że bycie czarnoskórym, queerowym, transpłciowym chłopakiem będzie przeszkodą do odnalezienia szczęśliwego zakończenia.
Kiedy ktoś anonimowo wysyła Felixowi transfobiczne wiadomości, zaraz po tym jak upublicznia jego zdjęcia sprzed korekty płci, Felix wymyśla plan zemsty. Jednak czekają na niego kolejne niespodzianki, a jedną z nich będzie uwikłanie w coś na pozór trójkąta miłosnego. Felix będzie musiał zmierzyć się z emocjami i wyruszyć w najtrudniejszą podróż swojego życia, aby odnaleźć samego siebie.


"Tamte dni, tamte noce" André Aciman


Fabuła: "Nastolatek Elio spędza wakacje we Włoszech, czytając i grając na pianinie. Jego ojca, uniwersyteckiego profesora, odwiedza pracujący nad doktoratem stypendysta, Amerykanin Oliver. Elio musi oddać gościowi swój własny pokój, jest więc do niego początkowo uprzedzony, uważa go za uzurpatora i aroganta. Ten stosunek z czasem ulega zmianie, pojawia się fascynacja mężczyzną, która przybiera na sile. „poważna opowieść o niewyrażalności uczuć i o naturze pożądania."


"A jeśli to my" Becky Albertalli i Adam Silvera 


Fabuła: Przewrotny los ma na nich gotowy plan. Niełatwo im go rozgryźć. Raz wydaje się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, raz, że jedno rzucone mimochodem słowo może przekreślić wszystko. Arthur i Ben w dużym stopniu stanowią swoje przeciwieństwa, ale przecież wielekroć stwierdzono między takowymi prawo przyciągania. Arthur przyjeżdża na wakacje do Nowego Jorku. Uwielbia musicale rodem z Broadwayu. To właśnie z nich czerpie głęboką wiarę w to, że wszechświat potrafi niekiedy zesłać zapierający dech w piersiach romans. Z kolei Ben wolałby, żeby siły wyższe zostawiły go w spokoju. Bo jaki niby mogą mieć wobec niego plan, skoro idzie właśnie na pocztę z pudłem pełnym rzeczy swojego byłego? Ben nie wie jeszcze, że to właśnie tam spotka Arthura, a spotkanie to okazać się może początkiem czegoś naprawdę niezwykłego.

"Zostawiłeś mi tylko przeszłość" Adam Silvera


Fabuła: Griffin ma problemy ze sobą, ponieważ cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Jest miłośnikiem Harry'ego Pottera i co ciekawe - liczb parzystych. Jego partner - Theo jest natomiast fanem Gwiezdnych Wojen i wierzy w to, że istnieją obok nas inne, równoległe światy. I w którymś z nich obaj na pewno nadal są szczęśliwi, ale niestety nie jest to świat w którym znajduje się obecnie.

Razem tworzyli parę wprost idealną. Jednak niestety czar prysł, kiedy Theo postanowił wyjechać na studia do odległej Kalifornii. Tam czekało na niego nowe życie i ... nowy chłopak. Tam też wydarzył się okropny wypadek. Wypadek, który zmienił wszystko. Świat Griffina runął w jednej chwili. Jedyne co mu pozostało, to żal i sekrety. Jakby tego było mało, jedyną osobą, która jest w stanie zrozumieć jego ból jest Jackson - nowy chłopak Theo z Kalifornii. By ruszyć do przodu, Griffin musi uporać się ze swoją przeszłością. I to tą, która wydarzyła się naprawdę, a nie tą, którą ON sam chciałby pamiętać.

"More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie "- Adam Silvera


Fabuła: Aaron Soto ma szesnaście lat i do tej pory wiódł normalne, dość nudne, ale i zadowalające życie. Wszystko to skończyło się w chwili, kiedy jego ojciec popełnił samobójstwo. Dla chłopca był to szok i niesamowity ból, po którym do tej pory nie może się pozbierać. Odczuwa ogromną pustkę, żal i zastanawia się, czy mógł cokolwiek więcej zrobić dla swojego taty. Niestety, jest już za późno na takie przemyślenia i Aaron zdaje sobie z tego sprawę. Wraz z mamą i swoją dziewczyną Genevieve powoli wraca do siebie. Każdego dnia podejmuje ogromną walkę by w ogóle wstać z łóżka i żyć dalej.

Niestety, kiedy Genevieve wyjeżdża na kilka tygodni, Aaron ponownie zostaje sam. Poznaje nowego znajomego, Thomasa, który ma projektor filmowy i chętnie zaprasza go na wspólne oglądanie filmów. Chłopcy zbliżają się do siebie, a Aaron powoli zaczyna rozumieć, że pociągają go mężczyźni. Kiedy daje wyraźne znaki zainteresowania Thomasowi, ten odrzuca go informując, że jest heteroseksualny. Aaron zgłasza się do Instytutu Leteo, który ma pomóc mu zapomnieć o tym, kim jest i co w sobie odkrył. Oczywiście nie jest to możliwe, a to, co wydarzy się za chwilę, jedynie utwierdzi go w przekonaniu.

Czytaliście już którąś z nich?

Ps. Jestem pewna, że o wielu zapomniałam, więc macie zielone światło, by wytknąć mi to w komentarzach - dobrych tytułów nigdy dość!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella