IV Faza MCU, czyli wieści z panelu Marvela z SDCC


W weekend w San Diego odbył się Comic Con, na którym Marvel zdradził swoje plany i daty premier tytułów wchodzących w skład IV fazy MCU. O wielu z nich już pewnie słyszeliście, więc czas uzupełnić informację o najnowsze nowinki! Gotowi?


"Black Widow"

Premiera filmu została zaplanowana na 1 maja 2020 roku.

"Czarna Wdowa" będzie pierwszym filmem w IV fazie MCU i jak zapewne się domyślacie, będzie przedstawiała historię rozgrywającą się przed "Avengers: Endgame" (byłoby nie lada wyzwaniem, aby akcja działa się po nim), konkretnie po wydarzeniach z  filmu "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów" i z tego, co ujawniono ma się w nim pojawić budapesztański wątek, który wspomniano w "Endgame". Z ciekawszych rzeczy, na panelu potwierdzono również, że Tony Masters znany jako Taskmaster będzie głównym złoczyńcą w filmie.


"The Eternals" 
Film pojawi się w kinach 6 listopada 2020 roku.

Tytułowi Eternale to rasa nieśmiertelnych stworzona przez kosmicznych gigantów w zamierzchłych czasach. Wśród nich są między innymi Grandmaster, Collector, czy Starfox. Drogi tych potężnych istot rozeszły się, część z nich zamieszkiwała Ziemię, a reszta przebywała na Tytanie (skąd pochodzi Thanos). Ten tytuł jest dość intrygujący zważywszy zarówno na bohaterów, jak i wybór aktorów, bo umówmy się, że Angeliny Jolie czy Salmy Hayek raczej nie spodziewałam się zobaczyć w produkcjach Marvela.

"The Falcon and the Winter Soldier"
Premiera serialu odbędzie się jesienią 2020 roku na platformie Disney+.

Ten serial wywołuje we mnie tak mało entuzjazmu, że ograniczę się do informacji, że wyjdzie.

"Shang-Chi and the Legend of the Ten Rings" 
Premiera filmu została zaplanowana na 21 lutego 2021 roku.

W dzień, w którym w Chinach świętuje się Nowy Rok na ekranach kin zadebiutuje pierwszy azjatycki superbohater MCU, w którego wcieli się Simu Liu, a jego przeciwnikiem będzie Tony Leung, który zagra prawdziwego Mandaryna (pamiętacie fałszywego Mandaryna, prawda?). Nie wiele wiadomo jeszcze na temat samej fabuły, ale w komiksach 'Shang Chi jest synem chińskiego globalisty, który postanowił wychować swoje potomstwo za zamkniętymi drzwiami – dzieci były odcięte od świata zewnętrznego. Syn jest wyszkolony w sztukach walki i podczas długiego treningu rozwinął niezrównane umiejętności. W końcu zostaje zaprezentowany światu i ma wykonać rozkazy ojca, a następnie musi zmierzyć się z faktem, że jego szanowany rodzic może nie być tym, za kogo się podaje'.


"WandaVision" 
Premiera serialu odbędzie się wiosną 2021 roku na platformie Disney+.

Jestem ciekawa serialu, który nawet Elizabeth Olsen określiła, jako dziwaczny, na szczęście dodała również głęboki i zabawny. Na panelu zdradzono, że akcja serialu będzie rozgrywać się najprawdopodobniej w latach 50-tych XX wieku i będzie powiązana z "Doctor Strange in the Multiverse of Madness", a przy okazji dowiemy się skąd wziął się przydomek Scarlet Witch.

"Loki"
Premiera serialu odbędzie się wiosną 2021 roku na platformie Disney+.

Nie będę ukrywać, że serial o Lokim ciekawi mnie najbardziej i od czasu ogłoszenia, że zaczęto pracować na tym tytułem, zastanawiałam się, jak Marvel chciał to ugryźć. Skupienie się na przeszłości wydawało się najbardziej prawdopodobną opcją, ale jak się okazało błędną. Serialowy Loki będzie tym, którego widzieliśmy w" Avengers: Endgame", czyli w końcu dowiemy się, co się stało z Lokim, gdy gwizdnął Tesseract podróżującym w czasie Avengersom.

"Doctor Strange in the Multiverse of Madness" 
Premiera filmu została zaplanowana na 7 maj 2021 roku.

Jak wspominałam akcja powyższego serialu bedzie się łączyć z tym tytułem, jednak dla mnie znacznie ciekawszą informacją na temat filmu są słowa prezesa Marvel Studios, Kevina Feige'a, który nazwał obraz "pierwszym przerażającym filmem MCU" i zapewnienie, że kontynuacja przygód Doctora Strange'a będzie miała kategorię wiekową PG-13.

"What if..."
Premiera serialu animowanego odbędzie się latem 2021 roku na platformie Disney+.

To tytuł, którym najbardziej się jaram i zdecydowanie chciałabym go obejrzeć wcześniej, niż za dwa lata. Do listy życzeń mogłabym też dopisać, że wersja aktorska byłaby jeszcze bardziej atrakcyjna, ale może przejdźmy do konkretów. Każdy odcinek ma odpowiadać inną historię losów bohaterów i świata, gdyby podjęli inne decyzje, niż w opowieściach, które znamy. Na przykład: Co byłoby, gdyby Avengers niepowstali? Co byłoby, gdyby wujek Ben żył? Co by było, gdyby Thanos dołączył do Avengers? Co byłoby, gdyby Kapitan Ameryka nie zniknął podczas II wojny światowej? Co byłoby, gdyby ciocia May została ugryziona przez radioaktywnego pająka? Co byłoby, gdyby Iron Man okazał się zdrajcą?

"Hawkeye"
Premiera serialu odbędzie się jesienią 2021 roku na platformie Disney+.

Clint Barton będzie trenował młodą Kate Bishop w strzelania z łuku, szkoląc ją jako swoją potencjalną następczynię. Z tego, co na razie wiadomo serial ma pokazać przygody tytułowego bohatera jako Ronina, rzucając nieco światła na fragmenty, które widzieliśmy w "Endgame" i wyjaśniając, co właściwie Sokole Oko robił po tym, gdy połowa mieszkańców została wypstrykana z Ziemi.

"Thor: Love and Thunder"
Premiera filmu została zaplanowana na 5 listopada 2021 roku. 

Jeszcze przed SDCC wszyscy (w tym ja) cieszyli się na wieść, że Taika Waititi zajmie się tworzeniem czwartej części przygód Thora, który nawet bez Lokiego u boku mógłby udźwignąć film. Aktualnie zmieniłam zdanie i mam pewność, że to będzie pierwszy film w historii MCU, którego nie obejrzę. Głównie dlatego, że naprawdę nie lubię kreacji Jane Foster w wykonaniu Natalie Portman, a to właśnie ona przejmie tytuł Thora. Tiaaa... to właśnie jej nadadzą miano bogini piorunów. Na pocieszenie dodam, że prawdziwego Thora najpewniej zobaczymy w kontynuacji "Strażników Galaktryki", których powstanie oficjalnie potwierdzono na panelu.

Poza powyższymi tytułami zdradzono, że w IV fazę MCU będzie wchodzić również kontynuacja Czarnej Pantery, Strażników Galaktyki, Kapitan Marvel, a także pojawi się film o Fantastycznej Czwórce. Plus pojawi się nowa wersja Blade'a!

Mam szczerą nadzieję, że te wieści wywołały w Was więcej entuzjazmu, niż we mnie, bo poza nielicznymi tytułami, IV faza MCU niespecjalnie na tę chwilę mnie kręci. Obstawiam, że to spora zasługa uśmiercenia mojego ulubionego superbohatera i zbyt małą ilość Pajączka. Dlatego raczej niespodziewajcie się zbyt wielu recenzji tych tytułów na blogu. Co najwyżej krótkich opinii na fanpage'u, gdzie serdecznie Was zapraszam, a informacji (np. lista tych tytułów) pojawiają się znacznie szybciej!

Ps. Który z tytułów najładniej się do Was uśmiecha?

Czytaj całość

Jay Kristoff, Amie Kaufman - Obsidio, czyli Folder Illuminae_03


Spektakularne kosmiczne bitwy i desperackie ucieczki, rodząca się pierwsza miłość w czasie zaciekłej walki o przetrwanie oraz Sztuczna Inteligencja, która bez skrupułów zabija tysiące bezbronnych osób, by uratować innych - to wszystko i znacznie więcej znaleźliśmy w dwóch poprzednich Folderach Illuminae. Teraz nadszedł czas na zakończenie tej historii, która znajduje się na linii startu.

Po dramatycznej kosmicznej przeprawie z Kerenzy z "Illuminae" i ataku na stacje skoku Heimdall z "Geminy" droga ucieczki została odcięta, przez co bohaterowie nie mają innego wyjścia, niż na pokładzie Mao wrócić na planetę napadniętą przez BeiTech. Z "Obsidio" dowiadujemy się, że część mieszkańców Kerenzy przetrwała atak i została zmuszona do pracy na rzecz oprawcy, by ten mógł przywrócić sprawność swojej mobilnej stacji skoku, a następnie zakończyć zadanie (czyt. wymordować ludność cywilną i wrócić do domu).

Jay Kristoff i Amie Kaufman przyzwyczaili nas, że każdy z tomów serii skupia się na historii innych bohaterów. Wpierw dostaliśmy Kady i Ezrę, a następnie Hannę i Nika. Tym razem jest podobnie, lecz nie do końca. Pojawia się masa dokumentów opisujących działalność ruch oporu z Kerenzy oraz żołnierzy, którzy okupują planetę. Wśród pierwszej grupy znajduje się Ash Grant (kuzynka Kady), która przypadkowo spotyka swoją pierwszą miłość, Rhysa, który tak się składa pracujące dla jej wroga. Ich historia nie jest tak zbudowana, jak poprzednich bohaterów, których dotąd poznaliśmy, ponieważ dokumenty z Kerenzy przeplatają się z materiałami dotyczącymi wydarzeń z Mao, gdzie Kady, Ezra, Hanna, Nik i pozostali ocaleni, jak zwykle walczą z czasem, by przetrwać. Podoba mi się, że tym razem autorzy dali nam możliwość śledzenia losów bohaterów, których znam i lubię. Liczyłam na to, więc jestem zadowolona, lecz nie zmienia to faktu, że przez rozbicie książki na dwie historie rozgrywające się jednocześnie, historia Ash i Rhysa nie miała szansy urzec mnie, tak jak dwóch poprzednich par. Niemniej nie żałuję, zwłaszcza że dzięki temu było więcej AIDANa.


"Zło to tylko punkt widzenia.
We własnej opowieści złoczyńca to zawsze bohater. 

A definicja "zła" i "dobra" bezustannie zmieniają się

na niestałych prądach ludzkiej moralności"

Na bloga! Uwielbiam ten psychopatyczny system i przez całą książkę sprawdzałam, kiedy znów pojawią się czarne strony z jego przemyśleniami. I znów wyszło, że coś z moją moralnością poszło nie tak (osobiście uważam, że wszystko z nią w porządku, ale to subiektywna opinia), bo wcale nie mam AIDANa za potwora. Przynajmniej nie w tym tomie. W obliczu problemów toczących Mao też jedynym rozwiązaniem, jakie przyszło mi do głowy, było to, które wykorzystał AIDAN. Zresztą nie będę zdradzała szczegółów, bo już zalatuje to spoilerem. Mam jedynie nadzieję, że "Memento", czyli nowelka poświęcona początkom istnienia AIDANa zostanie wydana w Polsce.

"Obsidio" kończy Foldery Illuminae, więc porozmawiajmy o zakończeniu. [Spoiery] Szczerze mówiąc, czegoś mi w nim zabrakło. Niby wszystko jest poprawne, ale... Mam problem z rozprawą przeciwko BeiTechowi, która kończy się uznaniem winy korporacji i skazaniem członków zarządu, czyli niby sąd zrobił swoje. Niestety mi to nie wystarcza, bo jaka kara byłaby sprawiedliwa wobec zbrodni, której się dopuścili? Dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy osób zginęło przez pazerność korporacji. Pamiętajcie, że rozmawiamy w większości o ludności cywilnej, która została zbombardowana, potraktowana bronią biologiczną, stawiana przed plutonem egzekucyjnym i rozstrzeliwana, a następnie wrzucana na kupę do masowych mogił. By zatuszować skale zbrodni, odcięto od Centrum system planetarny, czyli kolejną populację ludzi na innych planetach. Jaką wymierza się za to karę? Tego żaden z autorów nie napisał. Nie napisali również, co się stało z ocalonymi żołnierzami BeiTechu, którzy bez mrugnięcia okiem strzelali zarówno do tysięcy ludzi (wiadomo tyle ofiar to już statystyka), jak i do bezbronnych dzieci (pojedyncze przypadki pokazują bestialstwo). Może się czepiam szczegółów, ale skoro Foldery Illuminae miały być dokumentacją tych zbrodni, którą mieli wykorzystać w sądzie, a stenogram procesu przewija się przez wszystkie tomy, to liczyłam, że porządne domknięcie tej kwestii, a także wątku z matką Ezry, bo właściwie przez pryzmat całości wydaje się to zbędnym dodatkiem, który niczego nie wnosi. I to mój jedyny zarzut wobec serii.

Innymi słowy, poza tym, że życzyłabym sobie nieco bardziej rozbudowanego zakończenia, uważam "Obsidio" za doskonałą lekturę, którą czyta się świetnie. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak wciągające okazało się czytanie historii opisanej za pomocą raportów, maili, zapisów z czatów, czy obrazków. Jay Kristoff i Amie Kaufman świetnie przemyśleli każdy szczegół swojej trylogii i sprawili, że porusza nie tylko wyobraźnie. Historie przedstawiane z różnych perspektyw są poruszające, przedstawiają punkt widzenia osób, których zazwyczaj oceniamy zero-jedynkowo i pokazuje, że istnieje coś pomiędzy nimi. Dlatego, jeśli macie ochotę na niesamowitą opowieść, która zawiera wszystko, co powinna zawierać w sobie prawdziwa space opera i każda dobra książka, to zdecydowanie polecam Foldery Illuminae!







Więcej książek i opinii o nich znajdziecie na Instagramie, ale ostrzegam: tam poziom mojego entuzjazmu momentami może być przytłaczający, więc jeśli Wam to nie straszne, to obserwujcie do woli! 
Post udostępniony przez Gosiarella (@gosiarella_)
Więcej książek i opinii o nich znajdziecie na Instagramie, ale ostrzegam: tam poziom mojego entuzjazmu momentami może być przytłaczający, więc jeśli Wam to nie straszne, to obserwujcie do woli!
Czytaj całość

Jaką dramę obejrzeć, czyli paczka tytułów z Korei #9

Koreańskie dramy po polsku

Mamy wakacje, czyli sezon ogórkowy w zachodnich serialach, co niegdyś mogło być powodem do rozpaczy, ale teraz jest idealną okazją, by nadrobić koreańskie dramy. W ostatnim czasie miałam szczęście, trafiając na same udane tytuły, a dobrem należy się dzielić, więc oto w końcu nadeszła pora na kolejną paczkę z k-dramami. Zasadniczo każdy z opisanych poniżej tytułów jest godny polecenia i jeśli tylko gatunek Wam odpowiada, możecie odpalić dramę w ciemno.


[Jeśli wcześniej nie oglądaliście koreańskich seriali, to proponuję zacząć od Poradnik K-dram: Jak i gdzie zacząć przygodę z koreańskimi dramami?]


Her Private Life 
Her Private Life opinie
Gatunek: Komedia romantyczna

Opis: Zawodowo Sung Deok Mi jest kuratorką w galerii sztuki. Prywatnie wielką fanką idola – Cha Shi Ana, a jej dom to sekretna świątynia piosenkarza. W obu strefach życia dziewczyna jest profesjonalistką w każdym calu i do obu pewnego dnia wtargnął Ryan, który przez przypadek je ze sobą połączył planując wystawę w galerii, na którą składają się m.in. obrazy należące do idola.

Ocena: Ta drama jest hołdem dla każdej fangirl. Po raz pierwszy miałam okazję obejrzeć coś, co w tak uroczy (i momentami creepy) sposób pokazuję fascynację idolami, choć zdecydowanie poziom fanostwa głównej bohaterki przerasta moje wyobrażenia (zwłaszcza jej mieszkanie). Poza tym drama sprawdziła się jako komedia romantyczna, która zarówno bawi, jak i przedstawia bohaterów, którzy mają naprawdę fajną interakcję. Zdecydowanie muszę pochwalić świetny dobór aktorów i dobry scenariusz, ale także to, że drama jest lekka, zabawna i wciągająca, więc naprawdę przyjemnie się ją ogląda.

Gdzie oglądać: viki.com

Gatunek: fantasy, horror, thriller, kryminał, komedia

Fabuła: Hwang Dae Doo jest seryjnym mordercą z gatunku tych bardziej brutalnych, niż przebiegłych, a przynajmniej za życia, bo choć został złapany i skazany na śmierć, to jego historia wcale się na tym nie kończy. Po latach dusza Hwang Dae Doo wraca do świata ludzi, by na nowo siać spustoszenie, a jedynymi osobami świadomymi tego faktu jest uzdolniona medium Hong Seo Jung oraz detektyw Kang Pil Sung.

Ocena: Ta drama nie jest dla wszystkich. Jest mocna, brutalna i nie ma w niej za wiele miejsca na miłosne wzdychania bohaterów. Za to ma ciekawy pomysł na siebie i dobrze zbudowaną atmosferę grozy. Pod wieloma względami ta drama mnie zaskakiwała, zarówno rozwiązaniami fabularnymi, jak i liczbą trupów padającą co odcinek. Zdecydowanie polecam, a jeśli wolicie się upewnić, czy jest dla Was odpowiednia, to przeczytajcie pełną recenzję"Possessed".

Gdzie oglądać: Netflix

He Is Psychometric
Gatunek: thriller, fantasy, romans, komedia, dramat

Opis: Po wypadku Lee Ahn zyskuje niezwykłą psychometryczną zdolność, dzięki której dotykając danej rzeczy, jest w stanie odczytać ich przeszłość w tym wspomnienia innych osób. Swój dar próbuje wykorzystywać, by pomóc policji ścigać przestępców, jednak wciąż jest jedynie licealistom niepanującym zbyt dobrze nad tą umiejętnością. Niebawem poznaje Yoon Jae In, która nosi w sobie sekrety, o których sama zapomniała.

Ocena: Motywem przewodnim jest próba uchwycenia człowieka, który spalił budynek, w którym za dzieciaka mieszkali główni bohaterowie i muszę przyznać, że twórcom udało się stworzyć intrygujący i wyjątkowo tajemniczy wątek pełen cudowności, jak choćby poruszenie aleksytymii (została trochę źle opisana, ale jednak), czy liczne nawiązania do "Małego Księcia". Bardzo podoba mi się, że w "He Is Psychometric" porzucono schematy i stworzono bohatera tak szarego i tajemniczego, że do samego końca nie sposób stwierdzić, czy jest potworem, czy tylko skrzywdzonym zwierzątkiem kierującym się instynktem. Jedynym problemem jest to, że choć pomysł na nią jest interesujący, to samo oglądanie nie porwało mnie tak, jak powinno. Niemniej to wciąż dobry tytuł warty obejrzenia, zwłaszcza jeśli lubicie postać tajemniczych socjopatów.

Gdzie oglądać: Viki.com
Abyss
Gatunek: fantasy, komedia romantyczna, kryminał

Opis: Cha Min do przystojniaków nie należy (nie dajcie się zwieść plakatowi!), ale tak jak nie należy sądzić książki po okładce, tak nie powinno się oceniać człowieka po wyglądzie, zwłaszcza że Min ma piękną duszę! Zresztą szybko możemy się o tym przekonać, bo po przypadkowej śmierci i wskrzeszeniu za pomocą magicznej kuli zwanej Otchłanią, chłopak wraca do życia w zmaterializowanej formie swojej duszy (czyt. ożywiony trup staje się niesamowicie przystojny). Problem w tym, że nikt go przez to nie poznaje, a dodatkowo został wrobiony w śmierć swojej najlepszej przyjaciółki, w której się kochał od liceum. Spokojnie, ona również zostaje wskrzeszona za pomocą Otchłani i też wygląda inaczej - z pięknej, wysokiej pani prokurator zmienia się w niską, nie tak piękną bezrobotną, która musi schwytać swojego mordercę.

Ocena: Dramy zaczynające się od morderstwa mają ode mnie plusa już na starcie, jednak w przeciwieństwie do pozostałych tego typu produkcji, "Abyss" zbyt mroczny nie jest. Poczęści dlatego, że zwłoki co chwilę wracają do życia i nie są zombiakami.  Podoba mi się pomysł na wykorzystanie magicznej kuli i powrotu do życia w ciałach, których wygląd jest uzależniony od tego, jak bohaterowie byli dobrzy w swoim poprzednim życiu. To całkiem oryginalne. Sama drama też jest całkiem niezła. Ogląda się ją dobrze, jest całkiem zabawna i skrywa w sobie ciekawe tajemnice.

Gdzie oglądać: Netflix

Gatunek: Historyczny, Zombie, 

Opis: Król Joseon zachorował i nie pokazuje się nikomu od dziesięciu dni. Po kraju zaczęła krążyć plotka o jego śmierci, jednak każdego niosącego tę wieść zabija się za zdradę. Następca tronu ma dość niepewności, wbrew zakazowi królowej, zakrada się do pałacu króla, lecz tam zamiast króla, spotyka krwawą bestię. Co prawda nie ma pojęcia, że doradca króla, który przy okazji jest głową potężnego rodu i ojcem nowej królowej, zmienił swego władce w zombie, byle tylko ten 'dożył' narodzin syna z prawego łoża. Dość creepy intryga dworska, w końcu daje początek zombie apokalipsie, którą należy powstrzymać, nim ogarnie całe Joseon. Problem polega na tym, że nikt poza dzielnym księciem (a jakże!) nie wydaje się specjalnie przejmować ożywionymi zwłokami zjadającymi poddanych.

Ocena: "Kingdom" jest produkcji Netflixa, a to znaczy, że na tę chwilę nie powinniście tego oglądać. Dlaczego? Bo Netflix wyraźnie nie załapał, że k-dramy to jednosezonowce, które w kilkunastu odcinkach zamykają całą historię. Oznacza to dokładnie tyle, że dostaliśmy sześć odcinków, więc to bardziej połowa, a raczej jedna trzecia normalnej dramy, a 'zakończenie" urwane. Dlatego lepiej wstrzymać się z oglądaniem, zwłaszcza że te sześć odcinków zwiastuje, że "Kingdom" będzie naprawdę udaną dramką. Niecierpliwych zapraszam do przeczytania pełnej recenzji "Kingdom".

Gdzie oglądać: Netflix

My First First Love 
Gatunek: Komedia romantyczna, młodzieżowy

Opis: Na urodziny Yoon Tae Oh dostaje od rodziców dom po dziadku. Samotne studenckie życie bardzo mu się podoba, a przynajmniej do momentu, gdy trójka jego przyjaciół z różnych powodów traci dach nad głową i postanawia się do wprowadzić do chłopaka.

Ocena: Ponownie, to drama produkowana przez Netflix, więc wyszła tylko część, więc trochę ciężko ocenić. Mimo wszystko drama zapowiada się naprawdę nieźle. Początek jest lekki, zabawny i uroczy. Taka dramka-odmóżdżacz, która fajnie bawi się schematem trójkątów miłosnych. Muszę przyznać, że dobrze się ją oglądało i przez to tym bardziej jestem zła, że urwano ją w połowie.

Gdzie oglądać: Netflix

My Strange Hero
Gatunek: romans, komedia, szkolny

Opis: W liceum Kang Bok Soo i Son Soo Junga byli parą, lecz ich relacja zakończyła się, gdy chłopak został oskarżony o przemoc wobec swojego przyjaciela Oh Se Ho i wyrzucony ze szkoły. Po latach dorosły już Kang Bok Soo postanawia wrócić do liceum i zemścić się na dwóch niegdyś najbliższych osobach, które niesłusznie go oskarżyły i zniszczyły mu życie. Problem w tym, że jego była dziewczyna została jego nauczycielką, a były przyjaciel dyrektorem szkoły.

Ocena: Choć "My Strange Hero" jest najsłabszą dramą w tej paczce, to wciąż jest całkiem niezłym umilaczem czasu. Niby nic ambitnego ani specjalnie porywającego, lecz oglądało się to przyjemnie. Polecam ją bardziej na zasadzie "aktualnie nie mam nic lepszego do obejrzenia" niż jako pozycję obowiązkową.

Gdzie oglądać: viki.com

Mr. Sunshine
Gatunek: Historyczna, Dramat, Wojskowy, Romans

Opis: Oto historia królestwa Joseon z przełomu XIX i XX wieku - słabo rozwinięty kraj, którym rządzą chciwi zdrajcy, jest stopniowo oddawany w ręce Japonii. Przeciętny Koreańczyk, by przeżyć musi kłaniać się obcokrajowcom, bo to ich chroni Joseon, zamiast własnych obywateli. Jedyną nadzieją dla niepodległości kraju jest Armia Sprawiedliwych, która choć słabo uzbrojona i nieliczna jako jedyna staje do walki z przerażającym wrogiem.

Ocena: Od wielu osób słyszałam, że "Mr. Sunshine" jest wart obejrzenia, a jednak długo nie było mi z nim po drodze, a gdy w końcu zaryzykowałam włączenie pierwszego odcinka - drama całkowicie mnie pochłonęła. Okazała się lepsza, niż mi mówiono, ale może dlatego, że zamiast ckliwych romansów czy komedii, wolę dobrze wykreowanych bohaterów, którzy mają własne, często bolesne historie. Taki właśnie jest "Mr. Sunshine" - bardziej gorzki niż słodki. Nie sposób zaprzeczyć, że mimo wszystko romans odgrywa tu znaczącą rolę, jednak to bromance między amerykańsko-koreańskim żołnierzem, japońsko-koreańskim samurajem i koreańskim obibokiem, kradnie całą uwagę. Absolutnie uwielbiam to trio, a także amerykańskiego poetę. Sceny z ich udziałem mogłabym oglądać bez końca. Zresztą samo oglądanie "Mr. Sunshine" to uczta dla oka i nie mogłam wyjść z zachwytu, jak pięknie został nakręcony. Nie sposób ukryć, że drama ma perfekcyjnie wykreowane postacie, głębię, a w dodatku wiernie przedstawia historię Joseon. Zdecydowanie polecam!

Gdzie oglądać: Netflix

A Million Stars Falling From the Sky / The Smile Has Left Your Eyes
Gatunek: thriller, psychologiczny, kryminał, romans, melodramat

Opis: Kim Moo Young jest nieprzewidywalnym i niebezpiecznym mężczyzną, który sam określa się mianem potwora. Nie przeszkadza mu to w poderwaniu przyjaciółki Yoo Jin Kang, która jest główną bohaterką, więc nie trudno zgadnąć, że i ona zaczyna coś czuć do chłopaka. Choć jest szarą myszką, którą większość określi mianem miłej, to rodzące się uczucie do Moo Younga jest dla niej ważniejsze, niż jego związek z przyjaciółką dziewczyny, czy nawet fakt, że chłopak staje się głównym podejrzanym o morderstwo.

Ocena: Przed obejrzeniem koreańskiej wersji, usłyszałam o pierwowzorze, czyli japońskiej dramie “One Million Stars Falling from the Sky”. Nawet bez tego można w pewnym momencie nabrać podejrzeń, przez które romans bohaterów wydaje się creepy. Zresztą od samego początku ich historia nie jest typowa. Powiedzmy to wprost: Kim Moo Young jest dupkiem i chłopakiem, który bawi się ludźmi, w tym najlepszą przyjaciółką głównej bohaterki, dlatego nie rozumiem, dlaczego do tego romansu wgl doszło. Niemniej to wcale nie znaczy, że oglądało się źle. Wprost przeciwnie! "The Smile Has Left Your Eyes" jest niezwykłą dramą, która gwiżdże na nasze oczekiwania i schemat tak typow dla k-dram, a dzięki temu ciągle zaskakuje. Niemal od początku do samego końca miałam potężnego WTFa, gdy nic nie działo się tak, jak powinno. Świetne, odświeżające uczucie, a jednocześnie nieco niepokojące. Dlatego, jeśli lubicie trwać w nieustannym niedowierzaniu i nie znosicie, gdy twórcy chodzą utartymi szlakami, to koniecznie sprawdźcie ten tytuł!

Gdzie oglądać: viki.com

Memories of the Alhambra
Memories of the Alhambra drama pl
Gatunek: Fantasy, sf, akcja, romans, melodramat

Opis: Wyobraźcie sobie małe hiszpańskie miasteczko, które po założeniu specjalnych soczewek i zalogowaniu się na serwer, zmienia się w ogromną scenę gry, w której atakują Was średniowieczni rycerze, których musicie powalić mieczami. Rozwiązujecie questy, unikacie strzał, zawieracie sojusze lub pojedynkujecie się z innymi graczami, zbieracie ekwipunek etc. I nagle, będąc na kolejnym poziomie, orientujecie się, że ta gra to coś więcej niż rozszerzona rzeczywistość, bo rany naprawdę Was bolą, gra toczy się dalej, nawet po wylogowaniu, a Wy uświadamiacie sobie, że... a sorry, to już byłby spoiler. Niemniej brzmi creepy, prawda? To przytrafia się Yoo Jin Woo, który testował innowacyjną grę.

Ocena: Jestem zachwycona! Naprawdę jestem tą dramą zachwycona! Mózg mi wybuchł podczas oglądania pierwszych odcinków i nie mogłam się od niej odkleić. Nie ukrywam, że uwielbiam tematykę gier VR i AR, więc na starcie kupili mnie pomysłem, ale sceny są nakręcone w tak fantastyczny sposób, że niemal się śliniłam przed ekranem i najchętniej oddałabym wszystkie oszczędności, by jak najszybciej udać się do tego miasteczka, zalożyć szkła i znaleźć miecz w toalecie Subwaya. Niestety oszczędności miałam za mało, drama była zbyt wciągająca, a gra z odcinka na odcinek stawała się coraz bardziej niebezpieczna, więc wciąż tu jestem, zamiast rozprawiać się z łucznikami. Co musicie wiedzieć o "Memories of the Alhambra"? Przede wszystkim, że powinniście ją obejrzeć, bo jest genialna. Ma wartką akcje, pięknie nakręcone zdjęcia i romans na tak dalekim planie, że wydaje się niemal nieistotny, co w tym przypadku działa na plus. Poważnie, idźcie już oglądać!

Gdzie oglądać: Netflix

Każdy wtorek na fanpage'u to Wtorek Azjatycki, więc co tydzień dostajecie nową dawkę opinii o dramach na bieżąco! 


Ps. Co już oglądaliście z tej listy i co dobrego poza nią? Polećcie coś godnego uwagi, bo zbieram materiał na kolejną paczkę ;)
Czytaj całość

Dlaczego g*wno nas obchodzi, co Mike Tyson sądzi o Polakach?


Być może słyszeliście już, jakie zdanie o nas- Polakach ma Mike Tyson, a jeśli nie, to Tyson za moment Wam powie, bo to, co do powiedzenia ma twarz Black Energy Drink, zdecydowanie trzeba usłyszeć, by uświadomić sobie kilka rzeczy.

Aby w pełni zrozumieć temat, musimy się cofnąć do 2018 roku, gdy w ramach 'kampanii edukacyjnej' prowadzonej przez FoodCare w USA z okazji 74-rocznicy Powstania Warszawskiego pojawił się spot z czytającym Tysonem.



Internet jak to ma w zwyczaju, podzielił się na dwa fronty. Jedni zachwycali się, że znany amerykański bokser wie o tym, że istniejemy. Drudzy zauważyli, że rozparty na sofie gwałciciel bełkota na temat, o którym najpewniej nie ma zielonego pojęcia, a Black w ten sposób nas znieważa. Jeśli ktoś pytałby mnie o zdanie, to na tamtą chwilę go nie miałam. Z jednej strony od lat jestem zdumiona wyborem Tysona na ambasadora... hmmm... właściwie czegokolwiek, bo ciężko brać go na poważnie lub uznać za osobę, która powinna reprezentować cokolwiek wartościowego (wiecie, nie chciałabym, żeby twarzą mojej marki był człowiek skazany za gwałt!), a z drugiej strony sami świetnie sobie poradziliśmy z umniejszaniem symboli Powstańców, więc jeśli miało to służyć informowaniu to okey, choć zdecydowanie postawiłabym na ciekawszą formę.


Mało osób o tym wie, ale Mike prywatnie bardzo interesuje się historią – te słowa Wiesława Włodarskiego, prezesa Rady Nadzorczej FoodCare i pomysłodawcy powyższej akcji, znalazłam w artykule Newsweeka. – Kiedy zwróciłem się do Mike'a z pomysłem, aby zrobić wideo o Powstaniu Warszawskim z radością się zgodził. Wiedział dużo o tej części naszej przeszłości. Sam napisał i zredagował część filmu.

Jednak człowiek, który podobno zna przynajmniej część historii Polski i wziął udział w kampanii, w której wychwalał "dzielnych Polskich bohaterów", rok później w wywiadzie udzielonym dla TVP Info stwierdził, że "Polakom gówno się stało w porównaniu do tego, co dotyka czarnych w Ameryce", zresztą sami posłuchajcie:



Tragedia, zniewolenie i prześladowania to nie jest coś, w czym ktokolwiek powinien ze sobą konkurować w kategorii "My mieliśmy gorzej". Obrzydza mnie takie podejście. Jeszcze mocniej obrzydza mnie umniejszanie cierpień narodu, gdy przebywa się na jego terytorium i udziela wywiadu krajowej telewizji, jednocześnie mając gówniane pojęcie o jego historii (umówmy się, że słowa Wiesława Włodarskiego nie przekonały mnie, że jest inaczej). Black Energy Drink świetnie wybrał ambasadora do swojego spotu reklamowego wykorzystującego motyw powstania. Naprawdę brawo!
Następnym razem powinni go uprzedzić, że to było tylko zwieńczenie okupacji niemieckiej w czasie II Wojny Światowej, a ją poprzedzała I Wojna Światowa, której koniec zwrócił nam niepodległość po 123 latach, bo Polska pod Zaborami znajdowała się od 1772 roku. Nie wspominam nawet o tym, że po II Wojnie Światowej staliśmy się zależni od ZSRR, więc tyle nam z tej wolności przyszło. Dzięki, Tiger i Dzięki Tyson za szacunek do mojego kraju i moich przodków.

Niemniej najbardziej dziwi mnie, że cała ta sprawa wcale nie rozniosła się tak szerokim echem, jak moim zdaniem powinna. A przynajmniej moja część internetu siedzi cicho, choć temat podłapało kilka portali. Na tę chwilę nie znalazłam nawet żadnej odpowiedzi Black Energy Drink na wypowiedź ambasadora swojego produktu, który obraża nas na tle ich ścianki reklamowej, a FoodCare nie zerwało współpracy z Tysonem. Szczerze? To pokazuje, że FoodCare nie widzi problemu i najwyraźniej ma podobne zdanie - gówno nam się stało, nie trzeba na to reagować, ani przepraszać. Jeśli nic się nie zmieni to w sierpniu będziemy oglądać nowe spoty reklamowe Blacka z Tysonem w roli głównej. No spoko... widać, że marka niespecjalnie się przejmuje.

A teraz odwróćmy sytuacje i wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby celebryta z Polski powiedział takie słowa w amerykańskiej telewizji:
„Czarnoskórym gówno się stało w porównaniu do tego, co dotyka Polaków w Europie. Nikt nie odebrał wam kraju na pieprzone 200 lat. Nikt nie próbował wykorzenić waszego języka, nie budował obozów zagłady, nie gazował was i po wszystkim wycierał ręce, mówiąc, że to wasze obozy zagłady, robiąc z was złoczyńcę. Nikt wam tego nie zrobił.
To, co was spotkało było bardzo złe, ale kiedy mówicie, że białoskóry Polak nie powinien brać udziału w filmie o niewolnictwie. Pytam się wtedy - kto wie więcej o walce o wolność niż Polacy? Kto wie więcej o prześladowaniach niż Polacy? Nikt na świecie nie był bardziej prześladowany niż Polacy? Wiemy, więc więcej o walce o wolność niż kto inny na całej pieprzonej planecie”.

Myślę, że jesteście sobie w stanie wyobrazić ten wrzask i oburzenie, które rozległoby się w obu krajach. Nikt nie zastanawiałby się nad tym, że osoba wypowiadająca te słowa rzeczywiście ma pojęcie na temat historii niewolnictwa i sytuacji czarnoskórych w Ameryce, bo to nie byłoby ważne. Ignorancja, niedoinformowanie czy nawet głupota nikogo by nie obchodziła, więc dlaczego nas miałaby obchodzić? Poważnie zastanawiam się w którym momencie przestaliśmy szanować nasz kraj i naszych przodków, którzy przelewali krew i oddawali życie, abyśmy mogli pić Blacka i oglądać jak jego ambasador nam umniejsza. Dlaczego nie jesteśmy oburzeni? Osobiście czuję się dotknięta, bo wiem, co moja rodzina poświęciła i ilu z nich dożyło końca wojny. Dlatego nie pozwolę im umniejszać, a porównywanie kto ma większego buba, jest tym w mojej ocenie, więc nie uważam, by i tym razem gówno nam się stało. A Wy?


Czytaj całość

Nadciąga lipiec, czyli najciekawsze premiery książkowe i filmowe


Mamy lipiec, a to oznacza, że właśnie dziś zaczyna się mój ulubiony miesiąc w roku. Niestety pod względem premier wakacje to zawsze trochę taki książkowy sezon ogórkowy, ale i tak udało mi się trafić na kilka ciekawych nowości, a i wśród premier kinowych znalazły się trzy tytuły, na które warto rzucić okiem.


Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data: 31 lipca

Milion funtów na głowę. Oszałamiająca nagroda zwabia pięcioro przyjaciół na bezludną wyspę i przekonuje do udziału w pełnym zagadek turnieju Iron Teen, organizowanym przez milionera Marcusa Golda. Wykonując kolejne zadania, ścigając się z czasem i innymi zespołami, szybko orientują się, że tu nie chodzi o zwykłą zabawę, a gra toczy się o najwyższą stawkę ‒ ich życie. Czy w sytuacji zagrożenia życia przyjaciele: Ben, Lizzie, Will, Grady i Carmen będą trzymać się razem, aby przeżyć? Przetrwają tylko najlepiej przystosowani…

Wydawnictwo: Filia
Data: 3 lipca

Przybyli na Ziemię – Zaraza, Wojna, Głód i Śmierć – czterej jeźdźcy pędzący na cztery strony świata na dzikich wierzchowcach. Zdolni zniszczyć całą ludzkość. Przybyli na Ziemię, by zakończyć nasz żywot.
Kiedy Zaraza pojawia się w mieście Sary Burns, pewne jest tylko jedno – wszystkich jej bliskich i znajomych czeka śmierć. No, chyba że ktoś powstrzyma przystojnego jeźdźca.
Szkoda tylko, że tym kimś okazała się Sara i nikt nie uprzedził jej, że Zarazy nie można zabić…
W tej chwili ciągle żywy i bardzo wkurzony jeździec więzi ją, pragnąc jej cierpienia. Jednak im dłużej przebywa w jej towarzystwie, tym dziwniejsze są jego uczucia do niej… a jej do niego.
Sara wciąż może uratować świat, ale żeby to zrobić, będzie musiała wiele poświęcić…

Wydawnictwo: MAG
Data: 31 lipca

Żołnierka. Przywoływaczka. Święta.
Osierocona i nikomu niepotrzebna Alina Starkov jest żołnierką, która wie, że może nie przeżyć swojej pierwszej wyprawy do Fałdy Cienia – połaci nienaturalnego mroku, na której wprost roi się od potworów. Kiedy jednak jej pułk zostaje zaatakowany, Alina wyzwala w sobie uśpioną dotąd magiczną moc, o której istnieniu nie miała pojęcia.
Następnie wkracza do ociekającego przepychem świata monarchów i dworskich intryg, gdy podejmuje szkolenie wśród griszów, wojskowej elity swojego kraju, i daje się zauroczyć ich niesławnemu dowódcy, zwanemu Zmroczem. Zmrocz uważa, że Alina potrafi przywołać moc zdolną zniszczyć Fałdę Cienia i zjednoczyć rozdarty wojną kraj – w tym celu musi jednak zrozumieć i opanować swój nieokiełznany dar.
Królestwo znajduje się w coraz większym niebezpieczeństwie, a Alina odkrywa tajemnice swojej przeszłości i dokonuje niebezpiecznego odkrycia, które może zagrozić nie tylko wszystkiemu, co kocha, lecz także przyszłości całego kraju.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data: 9 lipca

Niektóre potwory są tylko wytworami naszej wyobraźni, zaś inne są równie rzeczywiste jak ciało i krew: ludzie pozornie tacy sami jak my, żyjący wśród nas, często niezauważani, czasem nawet podziwiani, dopóki ich niegodziwe czyny i tajemnice nie wyjdą na jaw.
W tym bogato ilustrowanym dziele gospodarza bestsellerowego podcastu znajdziecie opowieści o takich niesławnych postaciach, których zbrodnie przypominają nam, że prawda bywa bardziej przerażająca od fikcji. Aaron Mahnke przedstawia nam Williama Brodie, szanowanego szkockiego meblarza, wykorzystującego swój fach do żerowania na obywatelach Edynburga i skrywającego swoją zbrodniczą naturę pod maską szacownego obywatela, którego Robert Louis Stevenson opisał w swojej słynnej powieści jako doktora Jekylla i pana Hyde'a. Poznamy również H. H. Holmesa, nieuchwytnego oszusta, lepiej znanego jako postrach wystawy światowej w Chicago w roku 1893, podczas której przyjmował niczego nie podejrzewających gości do swojego koszmarnego "hotelu"... w którym znikali na zawsze. W tej galerii zbrodniarzy nie mogło zabraknąć również Beli Kissa, węgierskiego blacharza z upodobaniem do okultyzmu i przechowywania kobiecych zwłok w beczkach z benzyną... 
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data: 17 lipca

Co jeśli Twój ulubiony Youtuber jest oszustem? Co jeśli jego życie to jedno wielkie kłamstwo? I najważniejsze... Co mogłoby się wydarzyć jeśli to przez Ciebie ten przekręt zostałby ujawniony?
Youtuberka LilyLoves prowadzi niesamowite życie: ma chłopaka, który jest gwiazdą rocka, jej mieszkanie w Londynie wygląda jak z Instagrama, a półka z kosmetykami wydaje się powiększać każdego dnia (niech żyje kurier!).
Życie szesnastoletniej Melissy jest o wiele mniej niezwykłe. Jedyną rzeczą, która powoduje, że czuje się wyjątkowo to filmy LilyLoves. Melisa jest największą fanką Lily i co noc spędza kilka godzin oglądając jej filmy i lajkując posty na insta.
Dziewczyna zazdrości youtuberce życia przedstawionego w social mediach, zakłada więc swój kanał na YouTube. Dzięki temu nabiera pewności siebie, a jej filmy ogląda coraz więcej osób. W międzyczasie jednak odkrywa pewną tajemnicę o Lily i jej największym kłamstwie na YouTubie. Czy podzieli się tą wiedzą ze wszystkimi i zniszczy jej karierę? A może teraz obie będą kłamały, zarówno w internecie, jak i w realu?

Wydawnictwo: Rebis
Data: 30 lipca

Książka, na której podstawie powstał nominowany do nagrody Emmy serial "Obsesja Eve".
Villanelle. Nie ma sumienia. Nie ma poczucia winy. Nie ma słabości. Zabójczyni doskonała.
Rosyjska sierota, ocalona przed karą śmierci za brutalną zemstę, której dokonała na zabójcach jej ojca. Wyszkolona i bezlitosna, dostaje nowe życie, nowe nazwiska, nowe twarze ‒ wszystko, czego potrzebuje. Jej zleceniodawcy nazywają siebie "Dwunastoma". Ona jednak nic o nich nie wie. Zadania zleca jej Konstantin, człowiek, który ją uratował.
Eve Polastri. Służy w MI5, póki nie popełni poważnego błędu. Z czasem ściganie bezlitosnej zabójczyni, Villanelle, staje się dla niej czymś więcej niż pracą. Staje się sprawą osobistą. 

Spider-Man: Daleko od domu - 5 lipca


Król Lew - 19 lipca

Truposze nie umierają - 26 lipca


Aby być na bieżąco, polubcie Gosiarellę na FB:


Ps. Dajcie znać, na co czekacie najbardziej!
Czytaj całość

Recenzenci wewnętrzni, czyli jak decyduje się o wydaniu książki?


W serii The Story of Books dotarliśmy już do momentu, gdy wysłaliście swoją książkę do wydawcy, więc pewnie jesteście ciekawi, co dalej się dzieje z Waszą propozycją wydawniczą. Zwłaszcza że od tego momentu waży się Wasz los, gdy osoby za kurtyną decydują, czy książka zostanie wydana. Czas uchylić rąbka tajemnicy i odpowiedzieć na pytanie, kto i jak podejmuje tę istotną decyzję.

Z artykułu "Jak wysłać książkę do wydawnictwa" dowiedzieliście się, że do Wydawnictwa SQN trafia około 100 propozycji wydawniczych miesięcznie. Wyobraźcie sobie, że mielibyście przeczytać 100 książek w miesiącu, czyli około 3 - 3,5 książki na dzień. Na moje oko to niewykonalne. Nawet dzieląc się tytułami na wszystkich zatrudnionych w wydawnictwie byłoby to dość trudne i znacząco utrudniałoby wykonywanie pozostałych prac. Dlatego konspekt jest tak ważny, bo w dużej mierze to on wpływa na to, czy danemu tytułowi poświęci się więcej czasu. Gdy zainteresuje na tyle, by sięgnąć po całość i dopiero wtedy zdecydować co zrobić z książką.

Nikogo nie zaskoczę, gdy napiszę, że wszystko zależy od oceny, a oceną książki są recenzje. Czym są recenzje wszyscy doskonale wiecie, bo nawet na Różowym Blogu jest ich cała masa. Być może są wśród Was osoby, które udało mi się taką recenzją przekonać do zakupu danego tytułu lub zniechęcić, jeśli był gniotem. Różnica między publikowanymi przeze mnie recenzjami a recenzjami wewnętrznymi jest jednak zasadnicza. Przede wszystkim czytacie tu o książkach, które już możecie kupić w księgarniach lub wydrukowane grzecznie czekają w magazynach na swój debit. Skąd więc wydawnictwa biorą recenzje niewydanych książek i skąd mogą wiedzieć, jak czytelnicy na nie zareagują? Odpowiedź jest zaskakująco prosta - zatrudniają recenzentów wewnętrznych.

Recenzenci wewnętrzni mają za zadanie powiedzieć wydawnictwu, czy powinien się zainteresować wydaniem książki, dlatego dostają plik z Waszą książką i nic poza tym. Nie mają wglądu w przesłany przez Was konspekt, czy informacje o autorze (czasami nie znają nawet jego nazwiska, a jedynie tytuł książki). W stosunkowo krótkim terminie muszą przeczytać ją od deski do deski, a następnie ją zrecenzować według narzuconych przez wydawcę kryteriów. Około trzystronicowe recenzje wewnętrzne, od których waży się Wasz los, muszą zawierać m.in. krótkie streszczenie fabuły, wady i zalety książki, porównanie do innych tytułów już opublikowanych na rynku oraz wskazaną grupę docelową. Innymi słowy, niewiele się to różni od moich typowych recenzji poza tym, że ja mogę na blogu popłynąć, zamiast pisać zwięźle i merytorycznie.

Inną istotną różnicą jest to, że recenzenci wewnętrzni muszą zachować poufność, co jest w pełni zrozumiałe, skoro na tym etapie żadna umowa z autorem nie jest podpisana i równie dobrze inny recenzent wewnętrzny zatrudniony przez inne wydawnictwo może w tym samym czasie zdradzać swojemu zleceniodawcy, czy jest sens wspomnianą umowę podpisywać. Niestety z tego samego powodu, gdy rozmawiałam z recenzentką wewnętrzną, nie była mi w stanie zdradzić zbyt wielu tajemnic. Udało mi się jednak dowiedzieć, że w jej przypadku te książki, które rekomendowała, zostały wydane, a te, do których odniosła się negatywnie nie, a przynajmniej poza jedną. Ten przypadek jest o tyle ciekawy, że choć pomysł na fabułę i bohaterów przypadł jej do gustu, tak samo wykonanie pozostawiało wiele do życzenia i wymagało sporo pracy redaktorskiej. Ten tytuł ostatecznie został odrzucony przez zatrudniające ją wydawnictwo, lecz kilka miesięcy później ukazał się nakładem innego. Niestety nie udało mi się dowiedzieć, czy wersja, która trafiła w ręce czytelników, przeszła gruntowne poprawki.

Niemniej nawet biorąc pod uwagę recenzje wewnętrzne, wydawcy wciąż muszą zrobić własną selekcję, a przy tym nie wszystkie wydawnictwa zatrudniają recenzentów wewnętrznych, lecz zdają się na własne opinie. Dlatego postanowiłam zapytać Wydawnictwo SQN o to, jak wygląda to z ich perspektywy.

Gosiarella: Jak wiele osób czyta propozycje wydawnicze?

SQN: Zazwyczaj propozycje wydawnicze czyta kilka osób. Jeśli są zgodne w swojej ocenie – przechodzimy do dalszych rozmów z autorem lub odrzucamy propozycję. Jeśli głosy są podzielone, przyglądamy się książce bliżej, staramy się znaleźć w wydawnictwie kogoś, kto mógłby być jej odbiorcą, i prosimy taką osobę o zdanie.

Gosiarella: Celujecie w trendy czy oryginalne pomysły?

SQN: Oczywiście obserwujemy trendy i staramy się znaleźć propozycje, które wpisywałyby się w aktualną modę na czytanie i stoją na dobrym poziomie, ale bardzo często zauracza nas sam pomysł i decydujemy się na wydanie takiej książki bez oglądania się na trendy, bo w nią po prostu wierzymy.

Gosiarella: Jak podejmowana jest ostateczna decyzja w sprawie tego, czy książka zostanie wydana?

SQN: Zazwyczaj decyzję o wydaniu książki podejmuje redakcja, biorąc pod uwagę nasze plany wydawnicze i dopasowanie propozycji do charakteru wydawnictwa.

Z powyższego powinniście wyciągnąć dwie istotne wskazówki. Po pierwsze dopieśćcie swój konspekt, by był na tyle przekonujący, by nie można było przejść obok niego obojętnie. Po drugie załatwcie sobie Beta Readerów, aby wskazali Wam wszystkie błędy, nim recenzent wewnętrzny przekaże je wydawnictwu. Przy okazji warto również dopieścić pierwsze rozdziały, by mieć pewność, że wciągną na tyle, by nie można było się od książki odkleić, co zresztą potwierdziło Wydawnictwo SQN, gdy zapytałam o to, ile rozdziałów wystarczy, by podjąć decyzję o odrzuceniu lub wydaniu całości:

„Czasem, jeśli tematyka książki nie wydaje się mieć wielkiego potencjału, a jakość tekstu nie stoi na najwyższym literacko poziomie, wystarczą rozdział lub dwa. Zdarza się jednak, że temat jest istotny i ma duży potencjał, więc recenzujemy całą.”

Od siebie dodam tylko, że warto przeczytać swoją książkę przynajmniej dwukrotnie po napisaniu i przerabiać do momentu, aż będziecie pewni każdego zdania i każdej kropki. W końcu samo wydanie książki nie powinno być celem, lecz stworzenie powieści, która podbije serca ludzi — od recenzentów po zwykłych czytelników.


Klikajcie, by być na bieżąco:

Ps. Kolejny odcinek serii The Story of Books już niebawem, a w nim o podpisywaniu umowy z wydawnictwem, więc jeśli macie jakieś pytania, to wiecie co robić! Swoje pytania możecie podrzucać tutaj w komentarzach lub na tajnej grupie ARS na Facebooku.
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella