Jaką dramę obejrzeć, czyli paczka tytułów z Korei #10


Miałam ostatnio wyjątkowe szczęście do dram. Podejrzewam, że częściowo odpowiedzialny za ten sukces jest fakt, że sięgałam po świeżutkie tytuły. Jedno jest pewne - tegoroczne produkcje z Korei są naprawdę niesamowite i trudno mi jednoznacznie wskazać, która jest najlepsza. Uważajcie, bo to pierwsza paczka dram, w której nie ukrywa się żadna mina i wszystko jest godne obejrzenia!


The Crowned Clown
Gatunek: Historyk, Romans, Dramat polityczny

Fabuła: Na tronie Joseon zasiada okrutny, szalony król, a jego stan psychiczny wcale nie ulega poprawie, gdy raz za razem ktoś próbuje go zabić. Jest tym tak zmęczony, że gdy dowiaduje się o istnieniu klauna wyglądającego dokładnie jak on, nie zastanawia się długo przed zmuszeniem go do zajęcia jego miejsca. Wtajemniczeni dość szybko przekonują się, że klaun okazuje się lepszym królem od prawowitego władcy.

Ocena: Bardzo lubię historie inspirowane “Księciem i Żebrakiem” i po raz kolejny się nie zawiodłam. Scenariusz jest ciekawy, gra aktorska rewelacyjna, więc nie mam na co narzekać. Dramy historyczne mają to do siebie, że występuje w nich wiele wątków i akcji, ta nie było wyjątkiem, ale jednoczenie nie była w żaden sposób przytłaczająca, więc powinna spodobać się również widzom, którzy nie przepadają na ogół za tym gatunkiem. Cała reszta też będzie zachwycona!

Gdzie obejrzeć? Viki.com

My Absolute Boyfriend
Gatunek: Komedia romantyczna, sf,

Fabuła: W tajnej placówce badawczej naukowcy pracują nad udoskonalaniem robotów, które mają stać idealnymi partnerami dla bogatych klientów. Niestety nie wszyscy z nich potrafią docenić bezwarunkową miłość i traktują roboty jako zabawki. Diana jest jedną z takich osób, dlatego przeznaczony jej robot zostaje nielegalnie oddany na przechowanie innej dziewczynie.
Um Da Da jest charakteryzatorką od efektów specjalnych, pracującą przy dramie, w której Ma Wang Joon wciela się w robota. Aktor jest gwiazdą i przez to od siedmiu lat ukrywa swój związek z Da Dą. W dzień, w którym odbiera statuetkę dla najlepszego aktora (czyt. w dzień, w którym przyrzekł, że się jej oświadczy) dochodzi do kolejnej sytuacji, w której przedkłada swoją reputację nad szczęście (i godność) swojej 'ukochanej', co ostatecznie doprowadza do ich rozstania. Złamane serce pomaga jej uleczyć mechaniczny chłopak.

Ocena: W czasach, gdy jeszcze nie umiałam w dramy, trafiłam na japońską dramę "Zettai Kareshi", więc znałam oryginał. Już wtedy pomysł mnie zachwycił, choć w tamtej wersji bohaterka sama złożyła zamówienie na idealnego chłopaka i wyszczególniła cechy, które miał posiadać. Koreańska wersja pod tym względem się różni, ale jest też znacznie lepsza. Lepiej zagrana, lepiej nakręcona i przyjemniej się ją ogląda. Cieszę się, że powstał ten remake i szczerze go polecam, choć nie jest to najlepszy tytuł, który powstał w tym roku - drama godna tego miana znajduje się poniżej.

Gdzie obejrzeć? Viki.com

Hotel del Luna
Gatunek: horror, romans, fantasy, dramat

Fabuła: Hotel del Luna jest hotelem przyjmującym niezwykłych gości. To miejsce, w którym duchy zmarłych mogą załatwić swoje niedokończone sprawy i nacieszyć się rzeczami, którym nie udało się za życia, by móc bez żalu przejść dalej. Man Wal prowadzi hotel w ramach pokuty za swoje czyny, lecz potrzebuje ludzkiego menadżera do zarządzania sprawami w ludzkim świecie. Wybiera Goo Chan Sung, który jest świetnym hotelarzem, ale również strasznym tchórzem i niespecjalnie uśmiecha mu się zajmowanie się zmarłymi gośćmi.

Ocena: Od pierwszej do ostatniej minuty oglądanie "Hotel del Luna" jest czystą przyjemnością. Kolory, muzyka, kadry - wszystko idealnie ze sobą współgra, tworząc niesamowity klimat idealnie pasujący do mistycznej tematyki. Postacie są świetnie wykreowane i odegrane. Co prawda to już trzecia drama z rzędu, którą obejrzałam Yeo Jin Goo i było to trochę dziwne (chociaż wcale nie złe). A IU wykreowała Man Wal tak, że biję pokłony. Uwielbiałam, gdy tak charyzmatyczna postać występuje na pierwszym planie, w dodatku zarówno we współczesnej odsłonie, jak i w wersji historycznej z retrospekcji. A zresztą historia ze wspomnieniami bohaterki jest moim ulubionym wątkiem i dobrze podkreśla, z jak przemyślanym scenariuszem mamy do czynienia. Teraz pozostaje jedynie trzymać kciuki za "Hotel Blue Moon".

Gdzie obejrzeć? Viki.com

Angel's Last Mission: Love
Gatunek: komedia romantyczna, fantasy, melodramat

Fabuła: Dan jest aniołem odpowiedzialnym za dusze zwierząt, jednak przez swoją empatię co chwilę narusza zasady i ingeruje w ludzkie życie. By odpokutować ocalenie życia niewidomej baleriny, musi wykonać misję i pomóc jej znaleźć bratnią duszę. Problem polega na tym, że Lee Yeon Seo ma ostry charakter, nie lubi i nie ufa ludziom, a przy tym ktoś ciągle próbuje ją zabić.

Ocena: "Angel's Last Mission" to urocza drama z urzekającym bohaterem i rewelacyjną bohaterką, która sama chce decydować o swoim losie. Wszystkie przeciwności, którym muszą stawić czoło, sprawiają, że ten tytuł zachowuje idealny balans pomiędzy byciem słodkim i gorzkim. Uważajcie, bo ta produkcja jest silnie uzależniająca. Innymi słowy, lepiej się za nią nie brać, jeśli nie macie czasu na maraton. 

Gdzie obejrzeć? Viki.com

I Picked Up a Celebrity On the Street
Gatunek: Komedia romantyczna, thriller?

Fabuła: Dziewczyna spotyka celebrytę i traci przez niego pracę. W pijackim szale próbuje zabić  swojego byłego szefa, ale przez przypadek cios powala wspomnianego celebrytę. Chłopak leży w ciemnym zaułku, a krew barwi ulice. Staje się dla niej oczywiste, że jej zbrodnia niebawem wyjdzie na jaw, dlatego postanawia zabrać zwłoki do domu i tam wymyślić, jak pozbyć się ciała. Plan nie ulega wielkiej zmianie, gdy chłopak okazuje się jednak wcale nie być taki martwy, jak podejrzewała.

Ocena: Okey, to było po prostu dziwne. Przynajmniej na początku. Z drugiej strony love story zaczynające się od dwukrotnej próby zabójstwa oraz pozbycia się zwłok zdecydowanie jest czymś odświeżającym. W sumie nazwałabym to bardziej syndromem sztokholmskim, ale twórcy uparcie zaprzeczają. Niemniej sama drama jest... no cóż... początkowo dość oryginalna, ale dość szybko zjeżdża na utartą drogę, choć dalej bawi. Żenuje i bawi.

Gdzie obejrzeć? Viki.com

Search: WWW
Gatunek: komedia, 

Fabuła: Drama opowiada o losach trzech silnych, ambitnych kobiet oraz rywalizujących ze sobą portalach internetowych, w których pracują. Ich przyjaźnie, romanse i życie prywatne ustępują miejsca karierze. To jednak wcale nie znaczy, że nie mają serca. Każda z nich mierzy się z osobistymi problemami. Prezes Song utknęła w roli synowej, która robi za służkę. Tami martwi się romansem z młodszym mężczyzną, który marzy o rodzinie. A Scarlett... cóż... ona lewdo jest w stanie utrzymać na wodzy swój temperament.

Ocena: Jeszcze przed premierą czułam, że powinnam obejrzeć ten tytuł, ale coś mnie od niej odpychało. Ostatecznie bardziej się zmusiłam, niż chciałam i naprawdę cieszę się, że to zrobiłam, bo nie potrafię się zdecydować, czy najlepszą tegoroczną dramą jest "Hotel del Luna" czy właśnie "Search: WWW". Tak fenomenalnie wykreowanych damskich postaci i ich relacji nie widziałam dotąd nigdzie. Aż mnie to zmusiło do napisania artykułu na temat nowego oblicza kobiet w k-dramach. Tami i Scarlett są postaciami, o których ciężko zapomnieć. Ich relacje między sobą i z facetami, którzy stanowią wątek poboczny, są nieocenione. Przyznam się także, że całkiem przepadłam przez dramę w dramie (zrozumiecie, gdy obejrzycie). Zdecydowanie wszystkim polecam ten tytuł - nawet, jeśli nie jesteście przekonani!

Gdzie obejrzeć? Viki.com

Beauty Inside
Gatunek: Komedia romantyczna, fantasy, melodramat

Fabuła: Han Se Gye jest popularną aktorką, która ma tendencję do znikania, przez co krąży na jej temat wiele plotek. Prawda jest taka, że dziewczyna co miesiąc przez jeden tydzień zmienia się w inną osobę. Może to być dziecko, starzec, nastolatka - ktokolwiek. Rasa, płeć czy wiek nie mają żadnego znaczenia. Utrzymanie takiej tajemnicy, by nie wylądować w laboratorium szalonego naukowca, jest dość trudne. Zwłaszcza gdy Seo Do Jae przywiązuje się do niej kontraktem. Plus polega na tym, że mężczyzna ma prozopagnozję, czyli nie jest w stanie rozpoznawać twarzy.

Ocena: Jako komedia "Beauty Inside" sprawdziła się całkiem nieźle. Momenty, gdy  Han Se Gye zmieniała się w obcą osobę i z nową twarzą uczestniczyła w życiu pozostałych bohaterów, były momentami tak szalone, że nie mogłam przestać się śmiać. Twórcy świetnie zagrali swoim pomysłem, a przy okazji było to całkiem odświeżające, bo zazwyczaj mamy do czynienia z zamianą ciał, a nie zwyczajnie zmianą wyglądu. Świetne! Jako romans drama sprawdziła się nieco gorzej, ale to moim zdaniem wina głównego aktora. Bądźmy szczerzy, Lee Min Ki gra jak śnięta ryba. Na jego twarzy nie ma żadnych emocji. To już kolejna drama z kolei, którą z nim obejrzałam i ciągle to samo. Meh. Na szczęście partnerujący mu aktorzy są o niebo lepsi i starają się to widzom wynagrodzić, dlatego mogę śmiało polecić obejrzenie!

Gdzie obejrzeć? Viki.com

Gatunek: 

Fabuła: Cała historia zaczyna się od zamachu na panującego cesarza Lee Hyuka (Shin Sung Rok), do którego dochodzi w czasie spotkania z grupką podanych, w tym z Oh Sunny (Jang Na Ra). Powiedzmy sobie szczerze, cesarz jest zepsutym człowiekiem. Tchórzliwym, zadufanym w sobie egocentrykiem, dla którego ludzkie życie nie ma żadnej wartości, dlatego przez przypadek potrąca autem starszą kobietę, bardziej martwi się o samochód, niż o nią. Zamiast przyznać się do wypadku, porzuca ją schowaną wśród śmieci przy drodze, by kolejne auto ją potrąciło. Mało tego, zleca zabójstwo jej syna, a sam, by zapewnić sobie alibi, idzie obejrzeć musical, na który zaprosiła go Oh Sunny i przez zbieg okoliczności i intrygi cesarzowej wdowy, ostatecznie poślubia niczego nieświadomą i po uszy zakochaną w nią dziewczynę, którą zresztą później próbuje zamordować.

Ocena: Twórcy "The Last Empress" pokusili się o pokazanie, co by się stało, gdyby Cesarstwo Koreańskie przetrwało, a ich dynastia wciąż zasiadała na tronie. To wystarczyło, żeby mnie przekonać, chociaż pierwsze odcinki "The Last Empress" sugerowały, że twórcy zmarnują potencjał pomysłu, to dość szybko okazało się, że było to jedynie małe potknięcie. Udało im się stworzyć pełną akcji dramę wypełnioną intrygami dworskimi i zagadkami kryminalnymi, a także scenami walk i okrucieństwem tak nieludzkim, że trudno uwierzyć, by człowiek mógł się go dopuścić. Byłam tak zachwycona, że pokusiłam się o napisanie pełnej recenzji, którą znajdziecie tutaj

Gdzie obejrzeć? Viki.com

 The Secret Life of My Secretary
Gatunek: Komedia romantyczna

Fabuła: Jung Gal Hee jest taką sekretarką-niewolnikiem. Zrobi wszystko, by szef przedłużył jej umowę o pracę, by mogła wysłać swoją młodszą siostrę na zagraniczną uczelnie. Na nieszczęście dla niej, Do Min Ik nie zamierza tego zrobić. Po zwolnieniu dziewczyny, ta postanawia go zabić, ale ostatecznie ratuje mu życie. Dochodzi jednak do wypadku, w którym mężczyzna przestaje rozpoznawać twarze. Wszystkie poza jedną - swojej sekretarki, ale tylko wtedy, gdy ma na sobie czerwony sweterek. Gdy go nie ma, ma ją za dziewczynę, z którą chce się umawiać.

Ocena: W tym zestawieniu to jedyny tytuł, z którym mam problem. Z jednej strony oglądało mi się to dobrze i stosunkowo nieźle się przy tym bawiłam, a z drugiej strony wcale nie chciało mi się skończyć. Niemal wszystkie wątki zostały rozwiązane (a dużo ich nie było), więc nie widziałam sensu kontynuowania. To trochę pokazuje, że bohaterom nie udało się mnie do siebie przekonać na tyle, bym chciała spędzać z nimi czas, gdy się nudzę.

Gdzie obejrzeć? Viki.com

Każdy wtorek na fanpage'u to Wtorek Azjatycki, więc co tydzień dostajecie nową dawkę opinii o dramach na bieżąco! 


Ps. Co już oglądaliście z tej listy i co dobrego poza nią? Polećcie coś godnego uwagi?
Ps2. Wieczorem dołożę Wam jeszcze dwie dodatkowe dramy!


Czytaj całość

Kim jest agent literacki i dlaczego to nie działa w Polsce?


Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie na temat tego, kim jest i co robi agent literacki. Ten obraz w większości został wykreowany przez popkulturę i/lub dotyczy zagranicznego rynku książki, a nas powinny obchodzić polskie realia, a umówmy się, że trudno oprzeć się wrażeniu, że w Polsce praca agenta literackiego wciąż jest dość zagadkowa.


Agent Literacki w teorii

Agent literacki jest pośrednikiem w kontaktach pomiędzy pisarzem a wydawnictwem. W założeniu wygląda to tak, że autor zatrudnia agenta (zazwyczaj wysyła do niego swoją propozycję wydawniczą, a ten decyduje, czy chce się podjąć reprezentacji), a ten pomaga mu doszlifować książkę i z gotowym dziełem pod pachą rusza do redaktorów wydawnictw, którzy mogliby być zainteresowani wydaniem. W końcu agent nie jest człowiekiem z ulicy. Musi znać rynek i jego graczy, by ustawić Wasz tytuł na samym czubku sterty nadesłanych propozycji.

Gdy agent literacki osiągnie cel i nadciąga moment podpisania umowy, to on negocjuje jak najlepsze warunki dla Was, w tym procent ze sprzedaży, wysokość nakładu, czy odpowiednią promocję. To chyba najważniejsze zadanie, bo pisarze - humaniści do szpiku kości, zazwyczaj nie potrafią w negocjacje i cyferki. Debiutanci, którym zależy przede wszystkim na wypuszczeniu swojego papierowego dziecka w świat, często nie znają realiów i nie wiedzą, co im się należy. Agent wie i będzie o to walczył. Nie tylko dlatego, że tak mu na Was zależy, ale również przez to, że od tego są uzależnione jego zarobki. Widzicie, agenci literaccy w ramach swojego wynagrodzenia otrzymują procent od zarobków pisarzy (ustaliłam, że w Polsce jest to przedział od 10% do maksymalnie 20%). To świetny układ, ponieważ dzięki temu są równie zmotywowani, jak Wy.

Przyznaję, że podoba mi się wizja agenta literackiego, który jest najlepszym przyjacielem pisarza, który wysłucha, pocieszy i załatwi sprawę, żeby jego klient mógł pisać w spokoju ze świadomością, że ktoś walczy za niego. Wiem, że tacy agenci literaccy w Polsce istnieją, a przynajmniej tak słyszałam od publikowanych autorów. Niestety z moich obserwacji wynika, że są oni jak białe kruki.


Agent Literacki w praktyce

Pisarz, zwłaszcza ten przed debiutem, znajomości rynku wydawniczego zazwyczaj nie ma, więc marne szans, by miał obok siebie osobę, która poleciłaby mu odpowiedniego agenta. Dlatego też jego poszukiwania zacznie zapewne tam, gdzie i ja zaczęłam, czyli od wujka Google. Przyznaję, że jeszcze przed rozpoczęciem serii The Story of Books, przejrzałam oferty oraz strony agencji działających w Polsce, aby wybadać sytuację. Nie będę kłamać — wystraszyłam się. Robię w internecie, gdzie blogi, strony i social media są naszymi wizytówkami. To tu - do internetu - przenoszą się działania promujące książki i to tu czytelnicy szukają na ich temat informacji (niezależnie od tego, czy są to blogi książkowe, booktuby, portale typu lubimyczytać, czy księgarnie internetowe).

Myślicie, że piszę oczywistości i każdy to wie? No cóż, najwyraźniej nie każdy. Trafiłam na przypadki agencji literackich, których strona internetowa przypominała te, które tworzyło się w zamierzchłych czasach, gdy nośnikiem danych były jeszcze dyskietki. Wiele z nich nie ma stron na Facebooku, Twitterze, czy Instagramie. To wydaje się śmiesznym zarzutem, ale jak zaufać, że agent będzie w stanie wypromować naszą książkę, skoro nie potrafi zachęcić nawet do własnej firmy? Jak możemy uwierzyć, że wie, co robi, skoro zaniedbuje podstawowe narzędzia promocyjne w internecie? Dla porównania wydawnictwom nie mogę pod tym względem zarzucić podobnych zaniedbań, bo wykorzystują wszystkie dostępne narzędzia, by zapewnić szum wokół wydawanych tytułów. Chwalą się zarówno wydawanymi książkami, jak i sukcesami, czy zamieszczają (wciąż mało, ale jednak) wywiady z publikowanymi autorami. Wierzę, że Agencje Literackie podobnie powinny postępować agencje z reprezentowanymi przez siebie tytułami i osobami, które je stworzyły. Tak tworzy się markę, jednocześnie promując to, na czym się zarabia.

Niemniej nauczona, by nie oceniać książki po okładce (kłamię, tak naprawdę nie potrafię się tego oduczyć), postanowiłam przyjrzeć się bliżej ofercie (o ile, została ona zamieszczona). Ponownie nie nastroiło mnie to optymistycznie. Znamienita większość agencji działających na naszym rynku, zajmuje się reprezentowaniem praw do zagranicznych książek. Trafiłam na agencję, która podała cennik usług poprzedzających faktyczną współpracę przy reprezentacji. Inna podała, że współpracuje z wąskim gronem wydawców, a dokładnie z dwoma. Zawiedziona poszukiwaniami, zdecydowałam się na kontakt z tych agencji, których nie odrzuciłam po pierwszej selekcji, proponując im przedstawienie swojej perspektywy i szansę na wyjaśnienie debiutantom, jak mogą skorzystać z zatrudnienia agenta. Ponownie agencjom udało się mnie zaskoczyć swoim podejściem, gdy jedna z nich odpisała: "cały proces opisuję podczas wykładów na [tu nazwa uczelni, którą zdecydowałam się pominąć], zatem opisywanie go celem publikacji w poradniku trochę byłoby działaniem konkurencyjnym".
Tak, seria The Story of Books została zakwalifikowana przez agentkę jako poradnik i tak, uznała to za działanie konkurencyjne, zamiast promocyjne, dzięki któremu można było nie tylko wyjaśnić swoją pracę, ale przy okazji wspomnieć o swojej agencji i tych wykładach. Ocenę pozostawiam Wam, bo mi witki opadły.

Kolejna agencja, z którą się skontaktowałam, szczerze przyznała:

"Przyjmujemy wszystkie teksty i wtedy oceniamy, czy da się wysłać bez redakcji i korekty, czy jednak trzeba poprawić, bo jest tak słabo merytorycznie napisana. Potem szukamy odpowiedniego wydawcy pod kątem wydania (self publishing, współfinansowanie albo całość przez wydawcę) oraz pod kątem gatunku literackiego, bo nie każde wydawnictwo wydaje każdy gatunek".

Rozumiem, że na naszym rynku, na którym wydawnictwa Vanity Press mają się dobrze, taka usługa może się niektórym wydawać korzystna (choćby dlatego, by człowiek z zewnątrz powiedział, że to szczyt możliwości grafomana), jednak nie jestem w stanie zrozumieć po co agent literacki jest potrzebny autorowi, opłacającemu wydanie książki z własnej kieszeni.

Przykro mi to pisać, ale po wymianie maili z wieloma agencjami, doszłam do ponurych wniosków, że w Polsce aktualnie działają trzy agencję, z którymi jako autor byłabym w stanie rozważyć współpracę. Dwie z nich na stronie głównej zamieściły informację, że aktualnie nie przyjmują nowych autorów. Zakładam, że mają pełne ręce roboty, ponieważ pisarze przed wysłaniem propozycji wydawniczych także przejrzeli strony agencji.

A jak to wygląda ze strony wydawnictw? W Stanach wydawnictwa nawet nie rozmawiają z autorem nieposiadającym agenta i proponują mu jak najszybciej takiego znaleźć. To zwyczajnie usprawnia ich pracę. Zapytałam wydawnictwo SQN, jak to działa u nas i czy wolą się kontaktować bezpośrednio z autorem, czy sprawniej działa kontakt przez agenta literackiego. Oto ich odpowiedź:

"W przypadku polskich autorów najczęściej jest to bezpośredni kontakt z autorem. Tłumaczenia zagranicznych tytułów w zdecydowanej większości są dogadywane przez agentów literackich lub przez zagraniczne wydawnictwo dysponujące prawami do książki".

Pozostaje zadać ostateczne pytanie: Czy w Polsce jest sens zatrudniać agenta?
Przyznam szczerze, że nie wiem. Mój entuzjazm do tego zawodu znacząco ostygł. Wciąż jednak wierzę, że te w tych trzech agencjach pracują ludzie, którzy mogliby Wam pomóc w stawianiu pierwszych kroków na rynku wydawniczym. Niestety na chwilę obecną jest ich zbyt mało i trudniej się do nich dostać niż do samego wydawnictwa. Zwyczajnie ten zawód nie rozwinął się jeszcze w naszym kraju i autorzy najczęściej muszą radzić sobie sami.

Ps. Uważacie, że lepiej poradzić sobie samodzielnie czy wolelibyście znaleźć się pod opieką agenta literackiego?
Czytaj całość

Nadciąga październik, czyli premiery książkowe i filmowe!


Zazwyczaj jest tak, że albo warto czekać na premiery filmowe albo na nowości w księgarniach. Październik to pod tym względem jest wyjątkowym miesiącem, bo zaspokaja zarówno potrzeby kinomanów, jak i moli księżkowych. I chociaż dostaniemy przez to po kieszeni, a Krakowskie Targi Książki całkiem nas spłukają, to nasze wewnętrzne geeki będą szczęśliwe.


Wydawnictwo: Young
Data: 2 października


Witaj w bajkowym Królestwie, w którym technologia pomaga ożywić marzenia!
Najlepsi naukowcy w pocie czoła pracowali nad przywróceniem do życia wymarłych gatunków. Tylko tutaj możesz doświadczyć lotu na wirtualnych smokach albo poznać prawdziwe Czarodziejki! Siedem perfekcyjnych kobiet, które wyszły prosto z laboratorium, zadba o to, abyś wspaniale spędził czas.
Ana, jedna z nich, została zaprojektowana tak, aby spełnić każde twoje życzenie. Razem z pozostałymi siostrami jest główną atrakcją parku. Ich zadaniem jest oderwanie gości od ich codziennych problemów.
Kiedy jednak Ana spotyka Owena, nowego pracownika, zaczyna doświadczać emocji wykraczających poza jej oprogramowanie. Czy to, co czuje, to... miłość?
Wciągająca bajka zmienia się w przerażający koszmar, kiedy Ana zostaje oskarżona o brutalne zabicie Owena. Jej proces to prawdziwy skandal. Ci, którzy kiedyś skandowali jej imię z zachwytem, teraz domagają się rozebrania jej na części.
Poznaj futurystyczny urok dawnych baśni i bajek, który podważy twoją wiarę w to, co tak naprawdę znaczy być człowiekiem.

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data: 2 października

Pierwszy tom miłosnej trylogii o starciu bogów i tytanów na Ziemi.
Nastoletnia Jess marzy o tym, by wreszcie odpocząć w wakacje. Na górskim obozie spotyka jednak Caydena, chłopaka o szmaragdowych oczach, któremu udaje się ją zauroczyć. Problem w tym, że Cayden to... tytan Prometeusz, któremu Zeus w każdym stuleciu pozwala stanąć do walki o śmiertelność.
Czy Cayden odniesie zwycięstwo? I czy Jess zdoła ocalić swoje serce?
"Iskra bogów" to Percy Jackson dla dziewczyn - zderzenie współczesności i mitologii, od którego nie sposób się oderwać!

Wydawnictwo: Egmont
Data: 30 października

W tej historii żadna z sióstr nie wie o istnieniu drugiej.
Jako następczyni tronu księżniczka Elsa ma wiele pytań dotyczących przeszłości i przyszłości. Jaką ma być władczynią? Kiedy powinna wyjść za mąż? I dlaczego ciągle ma poczucie, jakby kiedyś wyrwano z niej cząstkę jej samej?
Po nieoczekiwanej śmierci rodziców Elsa musi znaleźć odpowiedzi na te pytania szybciej, niż sądziła. Staje się jedyną władczynią królestwa. Jest samotna jak nigdy wcześniej. W dodatku z dnia na dzień przebudzają się jej dawne moce. Elsa zaczyna przypominać sobie fragmenty swojego dzieciństwa i twarz pewnej dziewczynki.
Młoda królowa pragnie odnaleźć brakujący kawałek siebie. Pełna determinacji wyrusza w podróż przez całe królestwo, aby zdjąć klątwę i odszukać zaginioną księżniczkę Arendelle.
Poznaj więcej książek z serii Mroczna Baśń, która opowiada o alternatywnych losach bohaterów twojego dzieciństwa.

Wydawnictwo: Egmont
Data: 30października

Co by było, gdyby Aladyn nie posiadł czarodziejskiej lampy?
Aladyn to Uliczny Szczur. Dzień w dzień musi walczyć o przetrwanie – tak jak inni ze slumsów zubożałego Agrabahu. Dżasmina jest księżniczką. Czeka ją zaaranżowane małżeństwo. To ostatnia rzecz, o jakiej marzy bystra, wrażliwa dziewczyna, która pragnie poznać świat za murami pałacu. Wszystko staje na głowie, gdy po tron sięga wezyr Dżafar, zaufany doradca sułtana. Podczas swoich rządów, wspierany mocą starożytnej lampy, próbuje złamać prawa magii, aby panować nad miłością i śmiercią. Wkrótce Aladyn i zdetronizowana księżniczka Dżasmina będą musieli skrzyknąć lud Agrabahu i wszcząć zbrojną rebelię przeciwko tyranowi opętanemu żądzą władzy i zagrażającemu całemu światu. W niczym nie przypomina to bajki, którą znacie. Ta mroczna opowieść mówi o władzy. O buncie. O miłości. I o chwili, która zmienia wszystko.

Wydawnictwo: Filia
Data: 9 października

Kuba po zakończeniu burzliwego związku nie myślał, że kiedyś poczuje coś więcej do jakiejkolwiek dziewczyny. Rany były zbyt głębokie i wciąż świeże, szczególnie gdy Blanka cały czas pozostawała gdzieś w pobliżu. Jednak na pewnej domówce poznaje Igę, która oprócz tego, że z miejsca go fascynuje, przynosi ze sobą długo szukany spokój.
Jednak gdy między tą dwójką zaczyna rodzić się uczucie, wraca dawna miłość.
Czy związek Kuby z Igą ma szanse przetrwać?
Czasem o pierwszej miłości wolałoby się zapomnieć...

Wydawnictwo: NieZwykłe
Data: 23 października

Nadszedł czas na polowanie!
Mam na imię Tessa i – odkąd pamiętam – prowadzę podwójne życie. Jestem kelnerką za dnia, za to nocami zamieniam się w żądną krwi łowczynię demonów.
Dlaczego to robię? Och, nie zrozumcie mnie źle, przecież nie wybrałam takiego zajęcia, ponieważ jest ekscytujące i bezpieczne. Pieniądze też nie grały tutaj żadnej roli. Nikt mi w końcu za to nie płaci.
Tropię i zabijam wyłącznie dlatego, że posiadam nad demonami niespotykaną przewagę – w połowie jestem jedną z nich.
Miłość ma oczy anioła, śmierć – diabła. Zemsta właśnie zyskała moje!

Mam na imię Tessa i cóż... Moje życie lekko się skomplikowało... Przebywam w mieście, którego nienawidzę. Wykonuję pracę, której nie lubię, i wciąż myślę o ludziach, których już dawno powinnam wyrzucić z pamięci.
Jakby tego było mało, spotykam kogoś, kto najwyraźniej wszystko o mnie wie. Czego chce? Jest wrogiem czy sprzymierzeńcem? A może kręci się w pobliżu tylko po to, by odciągnąć moją uwagę od czegoś ważniejszego, jak na przykład te przeklęte skarabeusze, o których wciąż nic nie wiem.
Jedno jest pewne – ja nigdy nie odpuszczam.
Wydawnictwo: NieZwykłe
Data: 16 października

Max Riley jest facetem z twoich snów. A przynajmniej będzie nim za odpowiednią cenę. Jego alter ego, Pan Romantyczny, to zabójczo przystojny mężczyzna do towarzystwa, który realizuje romantyczne fantazje – randki, które potrafią zawrócić w głowie. Nowojorska śmietanka nie może się nim nasycić. Nieważne, czy kobiety pragną dominującego milionera, niegrzecznego chłopca o złotym sercu, gorącego kujona, seksownego motocyklisty czy najlepszego przyjaciela – Max odegra każdą rolę, ale własną tożsamość pragnie zachować w sekrecie.
Wówczas na scenę wkracza dziennikarka śledcza Eden Tate. Gdy od rozkochanej klientki docierają do niej słuchy o miejskiej legendzie, jaką jest Pan Romantyczny, Eden postanawia napisać zjadliwy artykuł demaskujący Maksa oraz jego zdolność do wyłudzania pieniędzy od samotnych, bogatych dam. Zdesperowany mężczyzna, by chronić tożsamość zarówno swoją, jak i klientek, proponuje Eden trzy randki. Jeśli kobieta się w nim nie zakocha, pozwoli jej opublikować swoją historię. Natomiast jeżeli podda się urokowi Maksa, będzie musiała zapomnieć o sprawie. Cyniczna dziennikarka nie ma wątpliwości, że oprze się granym przez niego romantycznym postaciom, ale kiedy prawdziwy Max przyznaje, że coś do niej czuje, musi ocenić, czy profesjonalny kłamca mówi prawdę, czy pełen pasji mężczyzna z tajemniczą przeszłością to kolejna z ról, którą odgrywa, żeby ją oszukać i odwieść od napisania artykułu.

Wydawnictwo: Albatros
Data: 16 października

Wszystko zaczęło się w 1620 roku, kiedy Maria Owens została oskarżona o czary – ukarano ją za to, że pokochała niewłaściwego mężczyznę. Kilkaset lat później w Nowym Jorku lat 60. , w świecie, który zmienia się z dnia na dzień, Susanna Owens wie, że trójka jej dzieci jest niebezpiecznie wyjątkowa. Trudna Franny, o skórze białej jak mleko i krwistoczerwonych włosach, nieśmiała i piękna Jet, która potrafi czytać w myślach, i charyzmatyczny Vincent, który odkąd nauczył się chodzić, pakuje się w tarapaty. Od samego początku Susanna wyznaczyła swoim dzieciom sztywne granice: żadnych wędrówek w świetle księżyca, czarnych strojów, kotów, kruków, świec ani podręczników czarnej magii. A przede wszystkim: żadnych ognistych romansów! Odwiedziny u ciotki Isabelle w Massachusetts otworzą dzieciom oczy na przeszłość swojej rodziny. Na jaw wyjdą skrywane tajemnice i prawda o tym, kim naprawdę są. Po powrocie do Nowego Jorku każde z nich wejdzie na nową drogę i na swój sposób spróbuje uciec od rodzinnej klątwy. Czego by jednak nie robili młodzi Owensowie, nie mogą uniknąć miłosnych rozczarowań i uczuciowych zawodów.
Dwie piękne siostry wyrosną na budzące lęk i podziw ciotki z Totalnej magii, a Vincent, ich ukochany brat, zostawi po sobie nieoczekiwane dziedzictwo...

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data: 16 października

Paraliżująco realistyczny, porywający thriller dla młodzieży.
Emma chyba się zakochała. Nikt nie rozumie jej tak dobrze jak poznany online Paul. Choć jeszcze nigdy nie spotkali się w realu, w sieci dzielą się najskrytszymi tajemnicami. Chłopak ma dla dziewczyny mnóstwo niespodzianek, które jest w stanie urzeczywistnić jednym kliknięciem. Problem w tym, że każda najmniejsza przysługa zaczyna niebezpiecznie przypominać osaczanie dziewczyny…
Czy dla Paula Emma jest jedynym oknem na świat? Dlaczego chłopak nie chce się z nią spotkać? Co przed nią ukrywa?

Wydawnictwo: Astra
Data: 10 października

Kraków był centrum nauk tajemnych od czasów królowej Bony, która przywiozła na Wawel modę na zainteresowanie magią, aż do kontrreformacji. Słynął też jako centrum alchemii, praktykowanej na królewskim dworze, na Uniwersytecie Krakowskim i w klasztorach, a czarownice żyły tu bez wielkiego lęku.
Książka przybliża szereg znanych i mniej znanych krakowskich przesądów, z których wiele przetrwało do czasów obecnych. Z niektórymi wiązały się tragedie miłosne, na czele z głośnym romansem Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny, której matka miała podobno go zaczarować. Za innymi, jak siedemnastowieczny proces zakończony spaleniem Doroty Pileckiej, domniemanej czarownicy z okolic Słomnik, stały ludzkie dramaty.
Z poszczególnych rozdziałów książki można się także dowiedzieć, jacy ludzie na przestrzeni wieków praktykowali w Krakowie sztuki tajemne, które zawody były uważane za magiczne, jak rozpoznawano czarownicę lub czarownika, kto i w jaki sposób mógł nimi zostać, a także jak broniono się przed czarną magią, kołtunem, diabłem, boginką lub zmorą, jak zaklinano szczęście, jakich sposobów używano, aby zdobyć serce ukochanej lub ukochanego i wielu innych rzeczy, o których dzisiaj rzadko się pamięta.
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data: 16 października

Kiedy serial Black Mirror został zaprezentowany światu, wszyscy oniemieli. Fascynacja widzów mieszała się z prawdziwym strachem.
W książce omówiono wszystkie odcinki i sezony serialu, kompleksowo i wyczerpująco przedstawiając powiązania między wątkami filmowymi a światem, w którym żyjemy lub żyć będziemy. Okazuje się, że nowe technologie i ich powszechność nie tylko zwiększają komfort i poprawiają jakość naszego życia, ale też zmieniają społeczeństwo, i to w wielu wymiarach: psychologicznym, politycznym, a także moralnym. Black Mirror przestaje być jedynie fikcją – w coraz większym stopniu okazuje się rzeczywistością.

Joker - 4 października

Wojna o prąd  - 11 października


Ślicznotki - 11 października


Zombieland: Kulki w łeb - 18 października


Czarownica 2 - 18 października


Rodzina Addamsów - 25 października


Ps. Standardowo liczę, że podzielicie się swoimi najbardziej wyczekiwanymi tytułami w komentarzu, a przy okazji, że spotkamy się na Targach Książki w Krakowie!
Czytaj całość

Zmierzch Kopciuszków, czyli o nowym obliczu bohaterek k-dram

Obraz kobiet w popkulturze

Jeśli nie od dziś oglądacie koreańskie dramy, to z pewnością zauważyliście, że kreowane w nich bohaterki bardzo przypominają Kopciuszka (sprawdźcie: Koreańskie dramy, czyli bajki Disneya 2.0). Nawet jeśli nie weźmiemy pod uwagę ich biednego pochodzenia, poniżających prac, które nie przekładają się na korzyści finansowe oraz niezliczonych trudności w życiu codziennym, to wciąż zostaje ich bierna postawa. Koreanki zostały przedstawione jako kobiety, które bez słowa skargi pozwalają się poniżać, a z biedy i stagnacji może je wyciągnąć tylko przystojny Cheabol. Tak to wyglądało do tej pory.


[Jeśli dopiero macie zamiar zacząć przygodę z korańskimi dramami, to warto przygotować się do tego mentalnie i sięgnąć po tytuły, które są bardziej przystępne na start - wszystko, czego potrzebujcie znajdziecie w Poradniku Jak zacząć przygodę z koreańskimi dramami?]

Oglądając dramy, które wychodzą w 2019 roku, widzę, jak ten trend w budowaniu bohaterek koreańskich dram się zmienił. Pierwszy raz wyraźnie dostrzegłam to w "Angel's Last Mission: Love", w której Lee Yeon Seo jako niewidoma była primabalerina jest daleka od milczenia, gdy coś jej się nie podoba lub spotykają ją kolejne trudności. Wspaniałą odmianą było obserwowanie, gdy krzyczy, rzuca przedmiotami i wyżywa się na winnych. Zdecydowanie była daleka od tłamszenia w sobie emocji i potulnego znoszenia swojego losu. Bohaterka potrafiła rzucić wyzwanie każdemu, kto stawał jej na drodze. Moja frustracja jako widza spadła dzięki temu o połowę. Bo umówmy się, dobrze ogląda się, jak człowiek walczy o siebie i własne szczęście, zamiast liczyć, że ktoś zrobi to za niego. Co prawda wciąż przez pozostałe postacie jej postawa była odbierana jako coś nietypowego i negatywnego.



Delikatny przebłysk podobnej postawy było widać również w "The Last Empress", w której od pewnego momentu główna bohaterka, może nie tyle potrafiła o siebie zawalczyć, ale postawiła wszystko na to, by wymierzyć sprawiedliwość osobom, które ją skrzywdziły. To też raczej nie wpisuje się w charakter przeciętnego Kopciuszka. W pełni popieram postawę "Na stos z nimi! Na stos!", ale wymierzanie sprawiedliwości (zamiast dzikiej zemsty) też jest spoko.

Wiecie, co jeszcze nie pasuje do postawy biernych bohaterek? Ambicja i siła. Obie te rzeczy wprost przepięknie łączą w sobie trzy bohaterki niedawno zakończonej dramy "Search:WWW", w której Tammy, Scarlett i dyrektor Song wyrzuciły do kosza stereotyp postrzegania ról damsko-męskich i całkiem zerwały z konwenansami. Każda z tych trzech bohaterek została wykreowana na postać z mocnym charakterem, niezwykłą odwagą i bystrym umysłem, a przy tym każda z nich jest inna. Łączy je jednak fakt, że są przebojowe w pracy, momentami wręcz bezwzględne, i wrażliwe w sferze prywatnej, dzięki czemu idealnie balansują na granicy człowieczeństwa. Na szczególną uwagę zasługuje szczególnie Scarlett, która mimo wybuchowego temperamentu, dużej siły fizycznej i mocnego poczucia sprawiedliwości prywatnie jest niezwykle delikatna, wręcz nieśmiała.

Blog o koreańskich dramach

Zresztą "Search: WWW" zasługuje na uwagę również z innych powodów. Odwrócenie ról jest tam tak wyraźne, że po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że nie istnieje nazwa damskiego odpowiednika bromance'u. I wierzcie mi, nie chodzi o przyjaźń, bo to znacznie więcej. Jeśli znacie schemat koreańskich dram, to z pewnością nie jest Wam obca scena z ratowaniem bohaterki przed rowerzystą-zamachowcem. W "Search: WWW" ten pełen romantycznych emocji montaż odbywa się między kobietami. Podobnie zresztą jak zanoszenie na plecach pijanej bohaterki do domu. Chociaż każda z nich jest w jakiś sposób zaangażowana w związek z mężczyzną, to relacje damsko-damskie zostały przedstawione w sposób nietypowy nawet dla zachodnich produkcji. Biję brawo na stojąco i ocieram łzy wzruszenia!

I chociaż dla mnie "Search: WWW" na zawsze zostanie najbardziej rewolucyjną dramą w kreowaniu koreańskich bohaterek, to udowadniając przemianę dram i poprzeć swoją tezę o ich wchodzeniu w XXI wiek, powinnam podać więcej przykładów. A tych nie brakuje. Nawet "Her Private Life" pokazuje, że dla Koreanek liczy się coś poza rodziną i pracą. Sung Deok Mi jest przede wszystkim fanką idola, a dopiero później kuratorką w muzeum. Posiada zarówno ambicje zawodowe, chłopaka, jak i hobby, przy czym z żadnej z tych rzeczy nie zamierza rezygnować na rzecz innej. Hong Seo Jung z "Possessed" raz za razem udowadnia, że jest wystarczająco silna, by radzić sobie bez niczyjej pomocy. Jednak one obie bledną całkowicie przy postaci wykreowanej przez IU w "Hotel del Luna". Jej nawet nie da się opisać, wystarczy zobaczyć, by zrozumieć. Poważnie, chcę zostać Man Wol, gdy dorosnę.

Wizerunek kobiet w koreańskiej popkulturze
Mogę się podpisać pod słowami Tammy.
Wszystkie wymienione bohaterki i dramy, z których pochodzą, zostały wyemitowane w Korei Południowej w ostatnich dziewięciu miesiącach. Rok jeszcze się nie skończył, a już widać rewolucję feminizmu w najlepszym wydaniu i to w kraju, można by sądzić, nawet nie znał tego pojęcia. Coś wyraźnie się zmienia i to zmienia się na lepsze, skoro główne bohaterki dram przestają być tak żałośnie disneyowskie.

Pssssyt! Po kliknięciu Lubię to, każdy Wasz wtorek będzie Azjatyckim Wtorkiem! 

Ps. No dobrze, to teraz czekam na Wasze propozycję kobiecego zamiennika Bromance'u. Piszcie!
Czytaj całość

Cesarstwo Koreańskie w morderczym wydaniu, czyli o The Last Empress


Cesarstwo Koreańskie oficjalnie przestało istnieć w 1910 roku, gdy zaczęła się japońska okupacja, jednak twórcy "The Last Empress" pokusili się o pokazanie, co by się stało, gdyby Cesarstwo Koreańskie przetrwało, a ich dynastia wciąż zasiadała na tronie. Przyznaję, że uwielbiam zabawę w gdybanie i zaglądanie za kulisy uwspółcześnionych monarchii, więc byłam ciekawa, jak to wyjdzie. Wyszło genialnie i dlatego muszę się z Wam podzielić przemyśleniami, a z racji tego, że akcji jest tam zaskakująco wiele, uważajcie na spoilery!

Cała historia zaczyna się od zamachu na panującego cesarza Lee Hyuka (Shin Sung Rok), do którego dochodzi w czasie spotkania z grupką podanych, w tym z Oh Sunny (Jang Na Ra). Powiedzmy sobie szczerze, cesarz jest zepsutym człowiekiem. Tchórzliwym, zadufanym w sobie egocentrykiem, dla którego ludzkie życie nie ma żadnej wartości, dlatego przez przypadek potrąca autem starszą kobietę, bardziej martwi się o samochód, niż o nią. Zamiast przyznać się do wypadku, porzuca ją schowaną wśród śmieci przy drodze, by kolejne auto ją potrąciło. Mało tego, zleca zabójstwo jej syna, a sam, by zapewnić sobie alibi, idzie obejrzeć musical, na który zaprosiła go Oh Sunny i przez zbieg okoliczności i intrygi cesarzowej wdowy, ostatecznie poślubia niczego nieświadomą i po uszy zakochaną w nią dziewczynę, którą zresztą później próbuje zamordować. Zły człowiek, nie?

Ach ci nowożeńcy!

Cóż... to zabrzmi dziwnie, ale wbrew wszystkiemu lubiłam cesarza, bo był postacią tragiczną. Wychowywany przez socjopatycznych rodziców, którzy wpajali mu złe wartości i znęcali się nad nim od najmłodszych lat, mógłby wyjść na ludzi, gdyby tylko udało mu się uwolnić spod kontroli matki. Na nieszczęście dla niego, cesarzowa wdowa była mistrzynią manipulacji, która nie cofnęła się przed niczym, by zrobić z niego swoją kukiełkę. Zresztą nie tylko ona nim manipuluje. Cesarz nie ma po swojej stronie nikogo, komu mógłby zaufać. Jeśli przyjrzycie się wątkowi wychowania księżniczki Ari, zrozumiecie, co mam na myśli i nawet ta urocza postać w końcu poszłaby w jego ślady, gdyby nie pojawiła się Sunny (jeśli ktoś już oglądał i chciałby teraz wspomnieć o tym, że książę koronny wyszedł normalny, a miał tych samych rodziców, to proszę zwrócić uwagę, że młodego cesarza wychowywano zupełnie inaczej, bo to on miał być następcą tronu). To zrozumiałe, że stał się potworem.

Bardzo podobały mi się sceny, w których z tego potwora spoglądał skrzywdzony chłopczyk. Żałuję, że ostatecznie jego wątek potoczył się tak, jak się potoczył. [Uwaga Spoiler i to z gatunku tych, które zdradzają zakończenie!] Do ostatniej minuty miałam nadzieję, że jednak twórcy okażą mu litość. Z jednej strony to w jakiś sposób dobre, że ostatecznie umarł próbując odpokutować swoje grzechy, a z drugiej mam świadomość, że całe jego życie było jedną wielką karą. Tym bardziej, że zasadniczo nie dostałby wysokiego wyroku, gdyby postawić go przed sądem. Nikogo nie zabił (choć chciał) poza niefortunnym wypadkiem, który ostatecznie i tak przypisałabym bardziej Min Yu Ra, niż jemu. Jako zabójca był nieudacznikiem. A skoro wspomniana Min Yu Ra dostała swój happy end, a nawet jego matka przeżyła, to trochę smutne, że ona sam nie. [Uffff... spoiler zakończony, możecie czytać dalej] Muszę przyznać, że postać cesarza była rewelacyjnie rozpisana i fenomenalnie odegrana. Shin Sung Rok spisał się fenomenalnie. Zresztą nie tylko on. Wbrew moim oczekiwaniom Jang Na Ra też wypadła znakomicie.



Na tym etapie powinnam zaznaczyć, że pierwsze odcinki "The Last Empress" sugerowały, że twórcy zmarnują potencjał pomysłu, tworząc kulawą komedyjkę z jeszcze bardziej kulawym romansem i zastraszająco żenującymi gagami, w których główna bohaterka jest niezdarną ofiarą losu. Na szczęście w porę poszli po rozum do głowy i stworzyli historię, od której nie sposób się oderwać. Pełną akcji dramę wypełnioną intrygami dworskimi i zagadkami kryminalnymi, a także scenami walk i okrucieństwem tak nieludzkim, że trudno uwierzyć, by człowiek mógł się go dopuścić (sami zobaczycie, do czego zdolna jest choćby Min Yu Ra). Na tle tych wszystkich wydarzeń postać cesarzowej Oh Sunny wyrasta z naiwniaczki w silną i zdeterminowaną bohaterkę, której poczynania chce się oglądać. Przynajmniej w momentach, gdy kamerzysta nie dostaje drgawek. Drodzy dramaholicy, myślę, że nadszedł czas, by zrobić zrzutkę na statywy dla koreańskich operatorów kamery!

Czas się pochylić nad wykorzystaniem głównego pomysłu, czyli cesarstwo w XXI wieku! Jeśli mam być szczera, to moim zdaniem ten wątek nie został należycie rozpisany. Niby fajnie zagrano cesarzową prowadzącą pałacowe streamy,  wątkiem z mediami inspirowany księżną Dianą, czy cesarzem biegającym z bronią palną, ale wciąż mam poczucie, że można było to bardziej rozwinąć. Wykorzystać więcej smaczków. Czuję niedosyt.

Co ciekawe drama została zakwalifikowana jako thriller, akcja, komedia i romans. O ile jestem w stanie zgodzić się z trzema pierwszymi kategoriami, tak ta ostatnia kompletnie mi nie pasuje do "The Last Empress", a przynajmniej nie w formie romansu typowego dla koreańskich dram. Nie ma tam przeciągłych spojrzeń, odwzajemnionych uczuć i ani krzty romantyczności. Uczuć używa się tam do zyskania przewagi w pałacowych gierkach i tyle. Nie narzekam, tylko uprzedzam wszystkich, którzy sięgną po dramę z nadzieją na zobaczenie wiele ckliwych scen. Chociaż i tak nie będziecie rozczarowani, bo to świetna produkcja, którą zwyczajnie trzeba obejrzeć. W końcu przeciętniakowi nie poświęciłabym tylu literek!


Pssyt! Chcecie więcej dram? Zerknijcie na fanpage!
Czytaj całość

Paczka dla Otaku #4, czyli jakie anime obejrzeć?


Znów wpadłam po uszy w anime. Przeraźliwie są uzależniające, więc nie mówcie później, że Was nie ostrzegałam. Co prawda nie wszystkie tytuły, które dla siebie wybrałam, okazały się godne dalszego polecenia, ale są też takie, które powinniście obejrzeć jeszcze dziś. Także sprawdźcie, czym warto się truć!


Sankarea
Anime o dziewczynie zombie
[13 odcinków + 2 x OVA]

Opis: Furuya jest fanem zombie, ale nie jednym z tych, którzy oglądają wszystkie dostępne filmy i zbierają gadżety, bo szykują się na zombie apokalipsę z nadzieją, że rozwalą kilka mózgożerców. Nie. Furuya zwyczajnie marzy, by kiedyś przytrafił mu się romans ze słodką zombiaczką. Gdy pewnego dnia jego kot ginie w wypadku, postanawia go ożywić i tak poznaje żywą dziewczynę, która po wypiciu stworzonej przez chłopaka mikstury faktycznie zmienia się w zombie. Acha, kot też zostaje zombie, więc nie musicie się o niego martwić.

Ocena: Uwielbiam zombie, ale mieszczę się w kategorii przyszłych zombie hunterów. Romans z zombie jestem w stanie przetrwać tylko w anime i jeśli mam być całkiem szczera miałam względem tego tytułu spore oczekiwania. Początkowo uznałam go za całkiem przyzwoity tytuł. Ma ładną kreskę i kolorystykę, jest o zombie, więc zasadniczo czego mogłabym chcieć więcej. Niestety anime byłoby znacznie lepsze, gdyby twórcy się zdecydowali, czy chcą robić romans z zombiaczkiem, czy jednak hentai.

Devils Line
[12 odcinków + OVA]

Opis: W świecie, w którym wampiry wtopiły się w otoczenie i pokazują prawdziwą naturę jedynie, gdy zmieniają się w groźne potwory, funkcjonują jednostki do ich zwalczania. Wśród nich jest Anzai, półwampir, który zakochuje się w dziewczynie, którą uratował. Problem w tym, że chociaż ją lubi, to chciałby ją też zjeść, więc stara się trzymać od niej na dystans, a to doprowadza do tego, że jeszcze mocniej wciąga ją w swój niebezpieczny świat.

Ocena: Anime pierwsza klasa! Ma rewelacyjny, odrobinę mroczny klimat i mimo że wszystko opiera się na założeniach romansu, to jest go tam mało i kompletnie nie jest przesłodzony. Swoją budową bardzo przypomina mi Tokio Ghula. Jest wiele akcji i jej nagłych zwrotów, a także przedstawienie nastrojów społecznych, gdy istnienie wampirów wychodzi na jaw. Naprawdę świetna produkcja, która mam nadzieję, doczeka się kolejnych sezonów.

Kakuriyo no Yadomeshi
Anime o Youkai
[26 odcinków]
Fabuła: Aoi odziedziczyła po swoim dziadku zdolność widzenia ayakashi i ogromne długi zaciągnięte u jednego z nich, demona i zarazem gospodarza „Tenjin-ya”. To właśnie on pojawia się pewnego dnia i uprowadza dziewczynę do Ukrytego Świata, gdzie dziewczyna ma zostać jego narzeczoną. Zamiast tego postanawia odpracować dług w kuchni.

Ocena: Na tytuły mocno związane z Youkai zazwyczaj nie narzekam z prostego powodu, co by się nie działo, zawsze fajnie popatrzeć na stworzenia z japońskiego folkloru. Tym razem jednak poddałam się w połowie, bo anime ma okropnie męczący schemat odcinków, który opiera się na prostej koncepcji: pojawia się problem, główna bohatera zaczyna gotować i serwować swoje dania (zazwyczaj postaci, która ją nienawidzi) i nagle problem znika. Taaaa, ja naprawdę łapię, że głodni ludzie to wkurzeni ludzie, ale nie mogłam już zdzierżyć tak naiwnego podejścia. Zresztą, po co oglądać produkcje, która z odcinka na odcinek wcale nie zaskakuje, a akcja praktycznie nie istnieje?

Dusk Maiden of Amnesia / Tasogare Otome x Amnesia
Niepamięć panny zmierzchu
[2 sezony po 12 odcinków]
Opis: Gdy szkoły mają długoletnią historię, przeważnie jest ona mocno związana z duchami zmarłych uczniów. Najsłynniejszym duchem szkoły, do której chodzi Teiichi jest Yuuko, duch zmarłej przed laty licealistki. Pewnego dnia chłopak trafia do opuszczonych pokoi w starej części budynku, gdzie spotyka ducha dziewczyny, która zamiast go straszyć, zaczyna się do niego lepić i nie chce opuścić go na krok. Co ciekawe wspomniany duch cierpi na amnezję i nie pamięta, dlaczego umarła i nie może opuścić szkoły.

Ocena: Warto mieć na uwadze, że choć "Dusk Maiden of Amnesia" jest przepełnionym żartobliwymi scenkami romansem ducha z licealistą, to widnieje również pod gatunkiem horror. Jasne, nie jest to typowy horror (chociaż akurat ja na temat typowych horrorów nie powinnam się wypowiadać), bo creepy scen wcale nie jest tak wiele, to jednak oglądając to anime nocą, możecie mieć ciary. Głównie przez bardzo udaną kolorystykę i klimat, który osobiście szczerze doceniam. Muszę przyznać, że było to naprawdę ciekawe i wciągające anime z ciekawym pomysłem i dobrym scenariuszem. Zdecydowanie polecam!

Servamp
[12 odcinków]

Fabuła: Po mieście krąży plotka o atakach wampirów, ale kto normalny by w to uwierzył. Z pewnością nie Shirota Mahiru, który wyznaje zasadę, że życie powinno być pozbawione komplikacji. Pewnego dnia sam je na siebie ściąga, gdy przygarnia z ulicy małego czarnego kociaka, który okazuje się zmiennokształtnym wampirem. Nie z gatunku tych groźnych, lecz leniwych. Nic mu się nie chce, nie przepada za przemocą, a sama myśl, że musi się ruszyć, wywołuje w nim odruch autodestrukcyjny. Na nieszczęście dla niego czasami musi, bo niebezpieczeństwo czai się za rogiem.

Ocena: Pomysł mi się podoba. Wiele wątków jest ciekawie prowadzonych, tak jak i postacie, jednak na razie mamy tylko jeden sezon, który jest bardziej wprowadzeniem, niż historią właściwą, więc lepiej wstrzymać się z oglądaniem, aż pojawi się kontynuacja.

3D Kanojo: Real Girl
[2 sezony po 12 odcinków]

Fabuła: Tsutsui Hikari to szkolny dziwak, który stroni od ludzi i woli fikcyjne dziewczyny od tych prawdziwych. Z kolei Igarashi Irohą jest kwintesencją popularnej dziewczyny, z którą chciałby być każdy chłopak. No prawie każdy. Hikari jest do niej mocno uprzedzony i tym bardziej dziwi się, gdy Iroha postanawia zostać jego dziewczyną. Całe anime skupia się na jego niezdarnych próbach wejścia w narzuconą przez nią rolę.

Ocena: Spodziewałam się czegoś innego (bo najwyraźniej nie potrafię przeczytać opisu, tylko od razu biorę się za oglądanie), ale ogólnie anime przypadło mi do gustu przez swój dziwnie uroczy klimat. Nie oszukujmy się to typowy szkolny romans, z tym że od samego początku wiadomo, że główna bohaterka skrywa raczej niezbyt przyjemną tajemnicę. Początkowo dziwność Hikariego jest dość zabawna, ale z czasem człowiek ma ochotę go zdzielić w łeb przez ekran. Ogółem mam dość mieszane uczucia, ale bardziej pozytywne, niż nie.

Kiznaiver
[12 odcinków]

Opis: W eksperymentalnym miasteczku siedmioro licealistów z jednej klasy zostaje Kiznaiverami. Połączeni system Kizuny dzielą ból jednej osoby na całą grupę. Dzięki temu ich własne obrażenia stają się mniej bolesne, jednak równocześnie odczuwają ból innych. Eksperyment ma na celu znalezienie sposobu na zaprowadzenie pokoju na świecie (w myśl "Gdyby ludzie dzielili swój ból to ustałyby wszystkie konflikty, a na świecie panowałby pokój"), lecz skutki uboczne mogą okazać się dość bolesne, zwłaszcza gdy wewnątrz grupy pojawiają się nieodwzajemnione uczucia.

Ocena: Pomysł z eksperymentem bardzo mi się podobał. Wykonanie również było całkiem ciekawe, a przy okazji mam słabość do ponurych bohaterów z dużą odpornością na ból. Niestety obejrzałam to anime w momencie, gdy potrzebowałam czegoś ambitniejszego, niż pompatyczne rozmowy o przyjaźni i fochy przez fatalne zauroczenia, więc nie mogę napisać, że było rewelacyjne. Niemniej okazał się całkiem ciekawym wypełniaczem wolnego czasu.

Violet Evergarden

Fabuła: Violet Evergarden budzi się w szpitalu po zakończeniu wojny, która podzieliła kontynent Telesis. Jedynym pragnieniem dziewczyny, która nie rozumie emocji jest spotkanie Majora i zrozumienie znaczenia słów ("Kocham Cię"), które powiedział do niej, gdy widziała go po raz ostatni. W tym celu zostaje samozapamiętującą lalką (czyt. dziewczyną, która na życzenia klientów przelewa ich emocje na papier) i w każdym kolejnym odcinku poznaje historie ludzi i kryjące się za nimi emocje.

Ocena: Wszyscy się zachwycają i mówią, że Violet Evergarden jest genialna. Ciężko byłoby mi zaprzeczyć, bo to naprawdę porządnie zrobione anime. Graficznie przepiękna. Scenariusz rewelacyjny. Ogląda się świetnie. Tylko wbrew temu, co mi obiecano, nie wzrusza mnie. A cały romans, który podobno gdzieś tam się chowa, też specjalnie mnie nie ruszył [Spoiler: wręcz poważnie się wkurzę, jeśli w końcu okaże się, że Major żyje], chyba że mowa o tym z szóstego odcinka, wtedy okey. Warto również wspomnieć, że szalenie zachwycające są historie, które bohaterka poznaje przy pisaniu listów. Każda z nich jest urzekająca i wyjątkowa. Czekam z zapartym tchem na pełnometrażową kontynuację, a Wam już teraz polecam nadrobić ten tytuł!


W gratisie dorzucam kilka słów o mandze, która ostatnio całkowicie mnie kupiła:

Wcześniejsze paczki z anime:

Ps. Dajcie znać, czy coś już widzieliście lub znaleźliście wśród powyższych tytuł dla siebie, a przy okazji możecie podrzucić w komentarzach własne rekomendację, bo ciągle szukam nowych tytułów. A jeśli znacie coś podobnego do "Pokój w kolorach szczęścia", to zlitujcie się nad biedną Różową Blogerką i podzielcie się dobrem!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella