Śmierć kocha góry, czyli o Lissy Luca D'Andrea


Macie pod ręką ciepły kocyk i ochotę na mroźny, trzymający w napięciu thriller, w którym nikt nie jest tym, kim się wydaje? W takim razie czas przedstawić Wam "Lissy" Luca D'Andrea, w której przeżyjecie przygodę w wysokich, ośnieżonych górach niemal niedostępnych dla wędrowców. W miejscu tak odizolowanym od świata, że można w nim zniknąć bez śladu. Pytanie tylko, czy dla bohaterki okaże się to błogosławieństwem, czy przekleństwem.

Herr Wegener jest potężnym mężczyzną z nienasyconą ambicją. Niegdyś był jedynie chłopcem chodzącym bez butów, a teraz rządzi przestępczym półświatkiem w Tyrolu. Zyskał władzę, bogactwo, szacunek, jednak wciąż pragnie więcej i zrobi wszystko, by osiągnąć swoje cele. Jednak metody, którymi się posługuje, sprawiają, że jego piękna, młoda żona Marlene postanawia go okraść i opuścić. Jest ku temu jeszcze jeden powód – Klaus. To dzięki Klausowi Marlene zdobyła się na odwagę, by drobiazgowo zaplanować każdy szczegół i uciec od męża pod osłoną nocy. Jednak zdarzył się wypadek, którego przewidzieć nie mogła. Ledwo żywa kobieta została uratowana przez Simona, samotnika mieszkającego w trudno dostępnych rejonach gór. Pytanie, od którego zależy życie młodej kobiety, brzmi: Czy Simon i jego odizolowane od świata gospodarstwo zapewnią Marlene bezpieczeństwo?

Wbrew pozorom Marlene nie jest główną bohaterką powieści, a przynajmniej niejedyną. Luca D'Andrea opowiada historię z perspektywy wszystkich występujących w powieści bohaterów, w tym również trzecioplanowych, czyli tak nieistotnych, że znikają tak szybko, jak się pojawili. Niemniej tuż obok Marlene, historie opisywane z punktu widzenia Herr Wegenera oraz Simona są tymi najważniejszymi. Losy tej trójki splatają się ze sobą i stopniowo odsłaniają ich przeszłość. Co ciekawe im więcej o nich wiemy, tym bardziej zmienia się nasz stosunek do nich. D'Andrea stworzył postacie o głęboko naszkicowanych rysach psychologicznych, które podobnie jak prawdziwi ludzie mają swoje jasne i mroczne oblicze. Sympatia zmienia się w antypatię i odwrotnie. Z zaskoczeniem odkrywałam, że współczuję człowiekowi, który kilka stron wcześniej urządził krwawą masakrę. Z jeszcze większym zaskoczeniem zrozumiałam, że przeraża mnie postać, którą uważałam za tę dobrą.

Wszystko zależy od tego ile wiemy, dlatego z niesamowitym zainteresowaniem przyglądałam się, jak przeszłość bohaterów odciskała piętno na ich późniejszych losach. Zwłaszcza gdy zrozumiałam, jak wiele to zmienia w obrazie, który wykreowałam w głowie po kilku rozdziałach "Lissy".

Czy Marlene rzeczywiście jest rozpieszczoną dziewczyną z miasta, która porzuca męża dla kochanka? Czy Robert Wegener jest przesiąknięty złem do szpiku kości i nic poza pieniędzmi i władzą nie ma dla niego wartości? Czy Simon jest jedynie dobrodusznym mężczyzną spragnionym towarzystwa drugiego człowieka? Kim lub czym tak naprawdę jest Lissy?
Zapewniam Was, że te pytania będą się pojawiać podczas czytania, a wszystkie nowe informacje, które odkryjecie, sprawią, że Wasza wyobraźnia będzie podsuwać kolejne pułapki czyhające na bohaterów. Napięcie będzie rosło z każdą przeczytaną stroną. Dobrze, bo od tego są thrillery. Źle, bo ciężko było się oderwać od lektury.

Osobiście najbardziej podobały mi się nawiązania do niemieckiego folkloru oraz baśni braci Grimm. D'Andrea wielokrotnie wspominał postać Koboltów, czy opowiadania "Pani Zima", "Jaś i Małgosia" oraz "Śpiewająca kość". Baśnie braci Grimm są ukochaną książką Marlene, więc za jej sprawą autor przestawia czytelnikom zarys tych opowieści, które idealnie wpasowują się w treść "Lissy". Fabularnie wybrane fragmenty lub bohaterowie wprost genialnie ze sobą korespondują, a przy tym dodatkowo wzmagały napięcie. Podejrzewam, że autor świadomie wybrał baśnie, które nie doczekały się jeszcze swojego cukierkowego retellingu, więc w naszej pamięci zachowały swój mroczny klimat. W końcu Baśnie Braci Grimm, jak zresztą większość baśni, oryginalnie była strasznymi opowieściami przeznaczonymi dla dorosłych, nie dla dzieci, dlatego zagranie nimi w thrillerze było niezmiernie błyskotliwe. Zwłaszcza w tak nieoczywisty sposób i jakże daleki od retellingu.



Pomimo nawiązań do niemieckich opowieści, jak również historii, czy wiary, fabuła "Lissy" nie jest przesadnie skomplikowana. Wręcz przeciwnie, jest dość prosta, choć wzbogacona wcześniej wspomnianymi elementami, które sprawiają, że stała się bardziej interesująca, a klimat bardziej napięty. Sam styl prowadzenia narracji jest zresztą bardzo podobny. Krótkie rozdziały zapełnione zdaniami pojedynczymi. Pozbawione długich dialogów. Przedstawiane z perspektywy różnych bohaterów, lecz składające się w spójną historię. Fabuła ciągnąca się leniwie, a jednocześnie bezlitośnie dążąca do punktu kulminacyjnego. Każdy element książki wydaje się zaskakująco prosty i niewymuszony. Pasuje. Buduje klimat. Działa.

To tyle o zaletach, czas poleciec z wadami, a niestety dokładnie opisać ich nie mogę, bo wszystko Wam zrujnuję. Dlatego polecimy z ogólnikami. Mam problem z niedorzecznością tej powieści i tym kim naprawdę jest Lissy. [Spoiler! Zaznaczcie tekst, aby go odkryć, jeśli jesteście masochistami] ŚWINIĄ! LISSY JEST CHOLERNĄ ŚWINIĄ! I to nie jakąś normalną maciąrą, ale jakimś nadprzyrodzonym świniakiem! Każdy zdrowy na umyślę zinterpretowałby 'zdolności' Lissy jako omamy wariatów, ale Luca D'Andrea uparcie stara się nam wepchnąć, że tym szaleństwie kryje się coś prawdziwego i złowieszczego. Przez to cała książka staje się totalnie absurdalna. Prawda jest taka, że chciałam zjechać tę książkę, bo nie chcę jej polecać nikomu. Jednak ciężko mi do czegokolwiek (poza Lissy i bandą wariatów) się przyczepić - nie potafię wskazać palcem, co dokładnie sprawiło, że nie jestem zadowolona z książki, skoro wszystkie jej elementy osobno zdają się być naprawdę niezłe. Przykro mi, zawiodłam jako recenzent, więc pozwólcie, że napiszę jak prosty czytelnik: "Lissy" jest meh.

Ps. Macie takie książki, które zrobiły na Was wrażenie i nie potraficie wymienić ich wad, a jednak nie polecilibyście ich nikomu? Czy może to tylko ja jestem dziwna?
Czytaj całość

Wszystko co musisz wiedzieć o Skupszop, by móc ich unikać!


Co można zrobić z niepotrzebnymi książkami (wierzcie lub nie, ale one naprawdę istnieją!)? Postanowiłam przetestować wszelkie dostępne rozwiązania, a jedną z opcji, którą mamy do wyboru jest Skupszop. Przygotowałam dla Was poradnik korzystania, a także wyczerpującą relację z pierwszej sprzedaży. Mam nadzieję, że coś z tego wyniesiecie, ucząc się na moim błędach.

Zazwyczaj na bieżąco pozbywam się książek, które niepotrzebnie zajmują miejsce na półce, jednak przez ostatni remont i związaną z nim potrzebą ponownego ułożenia WSZYSTKICH książek na regałach, zostałam zmuszona do przejrzenia moich zbiorów. Dość szybko okazało się, że wiele pozycji już nie potrzebuję, bo nie chcę do nich wracać lub leżą już od tylu lat nieprzeczytane, że najpewniej nigdy nie przyjdzie na nie odpowiedni czas, ani chęci. Ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych (czyt. mnie i psa), aż trzydzieści sześć książek trafiło na kupkę do sprzedania. Problem w tym, że nie miałam ochoty bawić się w wystawianie ich na Allegro, czy OLX, bo a) jest ich za dużo, a ja jestem leniwą bułą i b) chcę się ich pozbyć w trybie NOW. I tak oto pojawiła się dobra dusza Nikola, która poinformowała mnie, że istnieje mistyczna organizacja, która je ode mnie weźmie i zapłaci hajs. Zabrzmiało dobrze. Zbyt dobrze.


Jak działa SkupSzop?


Zróbmy mały przerywnik, by wyjaśnić tę tajemniczą rzecz, która ma w nas rzucać pieniędzmi. Ogólnie są dwa wyjścia. Możecie wejść na stronę skupszop.pl, gdzie mozolnie możecie przepisywać kod ISBN KAŻDEJ książki (znajduje się na tylniej okładce) ręcznie lub możecie ściągnąć aplikację i wycelować nią w kod kreskowy. Wówczas czekają na Was trzy opcje:

1. Okładka książki wyskoczy Wam na ekranie smartfona z proponowaną przez sklep ceną. 
lub
2. Pojawi się informacja, że nie są zainteresowani zakupem (czyt. zwyczajnie mają dużo egzemplarzy zalegających w magazynie lub zwyczajnie nikt ich nie chce)
lub 
3. Pojawi się informacja, że kod jest niepoprawny - nie przejmujcie sie tym, bo wszystko zrobiliście dobrze. To sklep nie wprowadził jej do systemu, więc nie ogarnia, że istnieje.

W przypadku drugiej i trzeciej opcji nic nie jesteście w stanie poradzić (chyba, że planujecie wedrzeć się szturmem do siedziby firmy i wykłócać się z pracownikami, że JEDNAK POWINNI JĄ OD WAS KUPIĆ - zdecydowanie nie polecam, bo wezmą Was za czuby), dlatego optymistycznie zalóżmy, że Wasza książka przeszła pomyślnie skanowanie i wyskoczyła Wam oferta. Teraz macie do wyboru ją odrzucić lub wstępnie zaakceptować i bawić się w skanowanie wszystkich książek, jakie macie do sprzedania. Gdy skończycie, klikacie na listę książek, które planujecie sprzedać i możecie zrezygnować z poszczególnych pozycji, jeśli najdzie Was na to ochota. Wszystko jest okey? Dobrze, więc klikacie "Podsumowanie" i tam dostajecie informacje ile książek sprzedajecie i jaką łączną sumę są gotowi za nie zapłacić. Jeśli wszystko się zgadza, podajecie swój adres mailowy, na który przyjdzie link potwierdzający. Klikacie w niego (można kliknąć tylko raz, później wygasa! Sprawdzałam, bo jestem tak leniwą bułą, że nie chciało mi się od razu tego robić! W nagrodę musiałam ponownie skanować książki), a on przenosi Was na stronę, gdzie wpisujecie Wasze dane.

Gdzie sprzedać książki?
Nie cieszcie się, bo nie chcę sprzedać "Geminy". Zwyczajnie miałam epizod ADHD i dla zabawy zeskanowałam pół biblioteki. 

[WAŻNE! Minimalna kwota zamówienia to 40 złotych! Po mniej nie przyjadą i mniej nie wypłacą, więc trzeba to uciułać.]

Później czekacie, aż żywa osoba zobaczy, co tam chcecie im opchnąć i czy aby na pewno chcą to kupić (oczywiście, że chcą, więc to tylko formalność), a następnie dostajecie deklaracje, którą musicie potwierdzić. Taki tam cyrograf, że sprzedajecie im książki jak nowe i duszę na wyłączność za bezcen. Kolejnym krokiem jest zamówienie kuriera. Tak, przez ich stronę i na ich koszt. Wpisujecie sobie grzecznie kiedy będziecie w domu, by wręczyć panu dobrze zabezpieczone pudło z książkami oraz wydrukowaną deklaracją wewnątrz. Tylko pamiętajcie, że kurierzy funkcjonują w innej strefie czasowej, niż Wy, więc zarezerwujcie sobie cały dzień, a paczkę przygotujcie dwa dni wcześniej lub zwyczajnie, po ludzku każcie kurierowi czekać pod drzwiami, aż nadejdzie pora odbioru (osobiście nie polecam, bo może kiedyś do Was wrócić z paczką, którą wcześniej grał w rugby). A tak całkiem odbiegając od tematu, może powinniśmy zorganizować zbiórkę na zegarki dla kurierów?

Wszystko poszło zgrabnie, więc teraz ponownie czekacie. Według planu skupszop powinien przelać Wam na konto (podaliście numer konta w ustawieniach na stronie, prawda?) pieniądze w ciągu 24h, ale zastrzegają, że mogą otworzyć paczkę nawet 5 dni po jej przyjęciu, więc dajcie im maksymalnie tydzień na rzucanie w Was pieniędzmi.

Skupszop - Historia Prawdziwa


Czas na moją przygodę! Ściągnęłam apkę Skupszopu, z ciekawości zeskanowałam kod kreskowy pierwszej lepszej książki i przeżyłam szok. Wiedziałam, że to było zbyt piękne, by mogło być idealne. Od zaproponowanych cen zrobiło mi się słabo. Niby nie od dziś wiadomo, że książki nie są dochodowym biznesem, ale kogoś zdecydowanie poniosło! Zresztą co ja się biedna będę rozpisywać, skoro obraz wyraża więcej, niż tysiąc słów. Łapcie kilka przykładowych pozycji.

Ich hasłem reklamowym powinno być: "Skupszop - codziennie niskie ceny!"
Po prawdzie, powyżej pokazałam Wam cztery książki, za które zaproponowali mi najniższą cenę. Dwóch z nich nawet nie miałam zamiaru sprzedawać, więc tym bardziej mnie nie zachęcili do zmiany zdania. Chociaż ze sprzedaży dwóch, które sprzedać chciałam, postanowiłam zrezygnować. Mimo wszystko mniej, niż 50 groszy za książkę mnie niezadowala. Nawet papieru toaletowego sobie za to nie kupię.

Niemniej ceny są różne. Zazwyczaj oscylują w od 3 do 14 złotych. Początkowo miałam w koszyku książki za sumę ponad 100 złotych, jednak po namyśle stwierdziłam, że niektórych z nich nie chcę sprzedawać za bezcen, więc jeszcze ze mną zostaną (spoiler: okazało się to dobrą decyzją). Ostatecznie zdeklarowałam się wysłać im 12 książek za 78,59 zł. To zarówno dużo, jak i mało. Wszystko zależy, jak się na to spojrzy. Dla mnie było to jak wymiana. Pozbędę się tych tytułów, których nie chcę, a za zarobione pieniądze kupię inne, które zajmą ich miejsca na półce.

Dla porównania proponowane ceny książek, które nabyłam w ostatnim czasie.
Nowe, wydane w 2018 roku w twardej oprawie. 

I tak zapakowałam wszystkie książki, podpisałam deklarację, zamówiłam kuriera i po 6 dniach dostałam informacje zwrotną o zleceniu przelewu na kwotę 51,85 zł. Nie będę udawała, że byłam bardzo zaskoczona. Nie byłam, a przynajmniej nie tak bardzo, jak powinnam. Czytałam opinie o Skupszopie, więc byłam przygotowana na myśl, że pojawi się problem, choć i tak zaskoczyła mnie różnica w cenie o 26,74 zł. przy tak małej kwocie. Jeśli podobnie jak ja, zastanawiacie się co tam u licha się stało, to odpowiedź nie jest taka oczywista. Jeśli zerknijcie na obrazek poniżej, zobaczycie małe zestawienie czterek książek z wyceną, która miała być (i była na podpisanej deklaracji) oraz faktyczną kwotą, którą skupszop sobie wycenił po obejrzeniu książek. Przyznaję, że właśnie w tym momencie zaczęłam przecierać oczy z niedowierzania, bo znam faktyczny stan książek, o których mowa (i zrobiłam im zdjęcia na chwilę przed wysyłką - taka ze mnie paranoiczka!). Widzicie, "Podwieczność" została oceniona na stan dobry, a była czytana przynajmniej dwa razy, bo zrobiłam to sama, a wcześniej kupiłam używaną. Jej stan nie był, aż tak dobry, jak "Luciana", który choć czytany, był w tak dobrym stanie, że rzeczywiście można go uznać za nówkę. Niemniej najwyraźniej stan książek nie ma według skupszopu znaczenia, skoro ścinali ceny niezależnie od niego., skoro "Mediapolis" był nowy, nieczytany i w nienagannym stanie. Nie mam pojęcia, co nimi kieruje i chyba nigdy się tego nie dowiem.

Jak oszukuje Skupszop

W podpisanej deklaracji jest zapis "Sprzedający [notka od Gosiarelli: Śmieszny fakt, według zapisu z deklaracji sprzedającym jestem ja, więc WTF?!] ma prawo dokonać obniżenia ceny książki ze względu na stan jej zużycia maksymalnie o 35%". Naiwnie sądziłam, że będzie to dotyczyło jedynie książek zniszczonych lub podniszczonych, a nie nowych lub prawie nowych. A tu odpowiednio obniżono cenę o 15%, 15%, 15,33% oraz 35,06%. Przedstawiłam Wam tylko cztery książki, więc musicie mi uwierzyć na słowo (lub poprosić o więcej zdjęć), że ŻADNA nie została kupiona po cenie, na jaką zgodziłam się sprzedać. a trzy z nich zostały odrzucone (tj. nie kupione). Wyjaśnienie było dość enigmatyczne, czyli "żółte plamy na części stron" lub "książka poplamiona". Dwie z nich były nowe, choć zgodzę się, że nieczytane przez lata, mogły mieć pożółknięte brzegi od kurzu, a trzecia była czytana, ale trzymana w pudle, więc nawet kurz jej tam nie dotknął. Niemniej tu mowa o plamach, więc jeśli to nie jest jakiś supertajny kod, tylko naprawdę chodzi o plamy, to coś mi się tutaj nie zgadza. Ponownie. No dobra, ale co teraz z tymi niekupionymi książkami? Na stronie się tego nie dowiecie, ale w deklaracji już tak. Oto odpowiedni zapis:

"Książka, której Kupujący odmówi zakupu zostanie odesłana Sprzedającemu na koszt Kupującego w terminie 14 dni od dnia jej dostarczenia Kupującemu. Żądanie zwrotu usuniętych książek musi zostać złożone przez Sprzedającego w ciągu 7 dni roboczych od otrzymania informacji o odrzuceniu transakcji, po upłynięciu tego terminu książki będą utylizowane bezpłatnie i bez rekompensaty dla Klienta."

Innymi słowy muszę do nich napisać, żeby mi je odesłali, bo nienawidzę niszczenia książek. Bibliotece bardziej się przydadzą. Mam nadzieję, że chociaż z odesłaniem książek jaj nie będzie.

Czy warto sprzedawać książki w Skupszopie?


W końcu dotarliście do puenty! Sądzę, że już podejrzewacie, jak oceniłam pierwszą sprzedaż książek w skupie. Jeśli nie, to podpowiem, że raczej niespecjalnie pozytywnie. Kręciłam nosem i ledwo zdecydowałam się na sprzedaż nim cena została obniżona. Gdyby od razu zaproponowano mi taką kwotę za te wszystkie książki, to zapewne niezdecydowałabym się wcale. Chociaż pewności nie mam. Wiem tylko, że po takim zagraniu, czuję niesmak. Będę teraz całkowicie subiektywna, ale zwyczajnie mam wrażenie, że Skupszop żeruje na naszym lenistwie. Nie chciało mi się sprzedać książek w inny sposób, więc wysłałam im za niską kwotę. Kwota została obniżona zasadniczo bez mojej wiedzy i zwyczajnie nie chce mi się szarpać o tak niską kwotę. Szkoda mi nerwów i czasu. Nie ukrywam, jestem leniwą bułą, która idzie na noże tylko, gdy musi, ale takich buł jak ja na pewno jest więcej. Przeliczcie to sobie.

Nie podobają mi się takie praktyki, jak obniżanie cen bez pytania, czy sprzedającemu to odpowiada. Nie do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Wyobrażacie sobie, by jako klienci moglibyśmy odwalić taki numer w księgarni, czy zwykłym sklepie? Chyba nie bardzo, a jeśli tak, to mi taki wskarzcie, chętnie go przetestuję. Chociaż pewnie głupio by mi było tak robić kogoś w trąbę.

Na koniec chciałabym zauważyć jedną rzecz. Widzicie... to, że sprzedajecie za taką, a nie inną kwotę, wcale nie oznacza, że możecie za podobną cenę kupić te same tytuły na ich stronie (chyba nie sądziliście, że trzymają te książki dla siebie, by je głaskać i pielęgnować, tylko dlatego, że ich właściciele przestali je kochać?). Postanowiłam pójść w research i sprawdzić, za ile można kupić u nich książki, których wycenę przedstawiłam Wam na screenach. Oto efekty:

Play: 
Cena sprzedaży: 0,18 zł | Cena zakupu: 26,88zł
Wintercraft:
Cena sprzedaży: 0,44 zł | Cena zakupu: 11,69 zł
Wróg:
Cena sprzedaży: 2,10 zł | Cena zakupu: 3,64 zł
Black Out:
Cena sprzedaży: 2,55 zł | Cena zakupu: Brak
Scarlet:
Cena sprzedaży: 8,49 zł | Cena zakupu: Brak
Bożogrobie:
Cena sprzedaży: 9,08 zł | Cena zakupu: 31,34 zł
Magicy:
Cena sprzedaży: 5,90 zł | Cena zakupu: 25,74 zł

Przedstawiam to tylko w formie ciekawostki. Nie mam wyrzutów. Nie boli mnie to, że ktoś zarobi na tym, czego sama już nie potrzebuję, a swoje za to otrzymałam, a raczej otrzymałaby, gdyby skup nie doszedł do wniosku, że zapłacić mniej będzie dla niego korzystniej. Niemniej taka przebitka cenowa jest wprost zdumiwająca w mało pozytywny sposób. Poza tym teraz to nawet kupować u nich nie mam ochoty, bo mam w głowie myśl, że tytuł, który chcę mógł być zdobyty w podobny sposób, jak moje byłe książki.

Podsumowując: osobiście nie polecem. Wręcz przestrzegam. Jednak jeśli nie przeszkadza Wam sprzedawnie książek za psie pieniądze, które najpewniej i tak zostaną później obniżone, to Wasza sprawa. Ja Was uświadomiłam, więc decyzję zostawiam Wam.


Ps. Co robicie z niepotrzebnymi książkami?
Czytaj całość

Gdy Twój facet ma wór prezentów, czyli wady i zalety romansu z Mikołajem


Zakładam, że byliście bardzo grzeczni w tym roku, a sterta prezentów opatrzona Waszym imieniem już piętrzy się w saniach ciągniętych przez renifery, a to oznacza, że już niebawem odwiedzi Was Święty Mikołaj! Jeśli znajdzie się wśród Was ktoś na tyle szalony, by próbować uwieść wesołego grubaska (pomysły ludzi już dawno przestały mnie dziwić), to proszę wcześniej zapoznać się z poniższą listą plusów i minusów romansu ze Świętym Mikołajem!



Rozdaje prezenty

Chyba nie muszę Cię przekonywać, że prezenty są świetne, a skoro Mikołaj ma fabrykę prezentów, to dodaj dwa do dwóch i wyjdzie promienny uśmiech na Twojej twarzy! Co prawda nikt dokładnie nie powiedział, co dokładnie w tej jego fabryce się produkuje, ale sądząc po prezentach, które rok rocznie znajdujemy pod poduszką i pod choinką, to asortyment ma bogaty! Książki, perfumy, ubrania, figurki - wymyśl coś i z pewnością to u niego znajdziesz. W dodatku ma spore doświadczenie w rozdawaniu prezentów, więc z pewnością za każdym razem wstrzeli się z upominkiem wpasowującym się w 100% w Twój gust. Czy to nie cudownie?

Wszyscy go znają i kochają

Zmagałaś się już z problemami, gdy Twoi rodzice lub przyjaciele nie przepadali za Twoim chłopakiem? Umawiając się ze Świętym Mikołajem nie będziesz miała tego problemu. W końcu wszyscy go kochają i będą się przy nim zachowywać nienagannie (w przeciwnym razie trafią na listę niegrzecznych dzieci i nici z fajnego prezentu!). obcy ludzie też będą niesamowicie grzeczni i mili, gdy pojawisz się w jego towarzystwie. Koniec z nieprzyjemnym spojrzeniem pań zmęczonych całodziennym staniem na kasie. Koniec z nie miłymi paniami w urzędach! Teraz musisz przyzwyczaić się do życia w serdecznym świecie pełnym uśmiechniętych i pomocnych ludzi.

Pracuje sezonowo

Okres aktywności zawodowej Mikołaja przypada na grudzień, więc w pozostałe miesiące w roku masz go wyłącznie dla siebie. Nie ma problemu z planowaniem wakacji! Poza tym będzie miał dla Ciebie czas, gdy tylko tego zapragniesz, bo nie będzie miał dobrych wymówek, by tego nie robić! Co prawda z tego co wiem, za rozdawanie prezentów kokosów nie zarobi, ale wolontariat jest szlachetny i należy go docenić. Dodatkowo w ciągu tego jednego miesiąca powinien nazbierać tyle ciasteczek, że na cały rok wystarczy! Niemniej Święty Mikołaj to naprawdę przedsiębiorczy facet i nie brakuje mu zleceń na reklamy, a taka Coca-Cola z pewnością groszy nie płaci! Jasne, większość reklam nagrywanych będzie tuż przed sezonem świątecznym, ale jeśli zacznie brakować kasy, to Pepsi zawsze chętnie go przyjmie, by paradował w kompielówkach z niebieską puszką. Może nawet uda mu się zabrać Cię ze sobą na plażę, na której będą kręcić spot?

To Święty Mikołaj!

Postać kultowa! Kochałaś go od najmłodszych lat swojego życia. Już wtedy przynosił Ci prezenty i kojarzył się ze szczęściem. Żaden inny facet spoza rodziny nie rozpieszczał Cię przez tyle czasu, więc jak mogłabyś go nie kochać? Wasz związek powinien przetrwać próbę czasu, a jeśli nie, to i tak po rozstaniu nie będziecie mieli wrogich stosunków (sama się z nim nie spotykam, a i tak odwiedza moją sypialnie co roku... źle to zabrzmiało), w końcu jak to wpłynęłoby na jego image?! Zresztą co ja tu będę smędzić o rozstaniu, gdy związek dopiero przed Tobą, a wraz z nim niezapomniane przejażdżki na saniach zaprzeżąnych w latające renifery i miłe wieczory, w czasie których elfy będą Ci nadskakiwać!


Rozdaje prezenty

Musisz pamiętać, że Mikołaj nie rozdaje prezentów tylko Tobie. Nie masz na wyłączność niczego, co znajduje się w jego worku! Musisz zdusić zazdrość, jeśli ta piękna blondynka, do której tak ładnie się uśmiecha, dostanie coś, co sama chciałabyś od niego dostać. Nie ma lekko. Poza tym istnieje spora szansa, że fabryka prezentów jest odpalana tylko w sezonie, więc możesz wcale nie dostawać tylu prezentów, na ile liczysz. Przykro mi.

Wszyscy go znają i kochają

Nie wydaje mi się, aby udało Ci się spotkać człowieka, który nie rozpoznałby Twojego faceta. Za to jestem przekonana, że większość z nich będzie ciągle go zaczepiać, by zrobić sobie z nim zdjęcie oraz wyrecytować listę prezentów. Na dłuższą metę, to może być uciążliwe. Wyobraź sobie, że siedzicie sobie w restauracji, a kelner zamiast przyjmować Wasze zamówienie, zapisuje na szybko, co chce dostać pod choinkę. Wokół Was ciągle biega gromada rozwrzeszczanych dzieci, a w dodatku kobieta z sąsiedniego stolika wpycha się Twojemu facetowi na kolana. Nie zdziw się, gdy któregoś dnia znajdziesz ślad szminki na jego iałym kożuszku.

Pracuje sezonowo

No leń i obibok! Wziąłby się do jakiejś pożądnej roboty, a nie posty na bloga wstawiał... a nie czekajcie... to miało się kończyć tak: ... a nie dzieciom prezenty rozdawał! Jasne, fajnie, że będziesz go miała przez większość czasu pod ręką, a przynajmniej będzie to fajne przez pierwszy miesiąc, czy dwa. Po trzecim dostaniesz szału, gdy wrócisz do domu, a a ten leń będzie na kanapie leżał i telewizję oglądał! Ponadto nie będzie go w najważniejszym czasie w ciągu roku, czyli w Święta! Będziesz siedziała z całą rodziną przy stole, a jego krzesło będzie puste. To smutne, gdy nie można przeżywać Świąt wspólnie. Jeszcze smutniejsze, jeśli w tym czasie rodzina nie przyjedzie, a Ty będziesz sama jak palec.

To Święty Mikołaj!

Nie znam Twojego typu idealnego mężczyzny, ale naprawdę kręci Cię stary, brodaty grubasek dzwoniący dzwonkiem? Jeśli masz daddy  grandpa issues, to to naprawdę nie moja sprawa, ale Twój psycholog z pewnością się ucieszy. Niemniej ciekawi mnie po ilu porannych Ho Ho Ho, walniesz mu patelnią w głowę. Poważnie pytam. Jeśli Ci to nie przeszkadza, to też okey. A co z wyciąganiem zaklinowanego grubaska z komina? Trochę wstyd, jeśli ów komin będzie należał do znajomych. Zniesiesz te wszystkie fałszywe uśmiechy skrywające politowanie? Tak tylko pytam.
Wiem, że wcześniej pisałam, że po rozstaniu powinniście zachować przyjacielskie stosunki, ale wiesz... wróżką nie jestem, więc całkiem możliwe, że jeśli go urazisz, to wpisze Cię dożywotnio na listę niegrzecznych dzieci i będziesz miała bana na prezenty! Może lepiej nie ryzykować?

Podobało się? Chcesz być na bieżąco? Wbijaj na Gosiarellowego Facebooka!

Poza tym możesz sprawdzić: Wady i zalety romansu z Księciem z Bajki!

Ps. Dzieciaczki moje kochane, trzymam mocno kciuki, żeby Mikołaj przyniósł Wam wspaniałe prezenty (i Gosiarelli też wybaczył ten tekst)! Mam również nadzieję, że ten przedwczesny prezent ode mnie też Wam się podobał. Kolejne pojawią się w okolicach Świąt, a wierzcie mi, jest na co czekać!
Czytaj całość

Nadciąga grudzień, czyli premiery książkowe i filmowe


Jest grudzień, a to znaczy, że w księgarniach ruch zamarł, a raczej, że znajdziecie tam wysyp świątecznych tytułów, które akurat mnie kompletnie nie interesują. Za to w kinach będzie się działo. Nawet Deadpool powraca... z tym samym filmem, który już widzieliśmy, czyli "Deadpool 2", ale wzbogacony świąteczną oprawą. Tiaaa... Dobra, lećmy już z tym, żebyście wiedzieli, czy znajdziecie coś, na co warto czekać.


F.G. Haghenbeck - Diablero
Wydawnictwo: Rebis
Data: 11 grudnia

Powieść, na podstawie której powstał serial Netflixa.
Demony, duchy, strzygi, diabły i upiory, wynocha, jazda, won, precz!!! Elvis Infante nadchodzi! Diaboliczne połączenie thrillera i horroru z akcją toczącą się w niebywałym tempie. A wszystko to podszyte przewrotnym czarnym humorem!
Po dramatycznej śmierci brata były więzień Elvis Infante, weteran wojny w Afganistanie, błąka się po podejrzanych dzielnicach Los Angeles, pracując jako diablero: łowca demonów, upadłych aniołów i innych nadprzyrodzonych istot, którymi handluje się na czarnym rynku i organizuje z ich udziałem nielegalne walki. Jest doskonale świadomy, że prędzej czy później nadarzy mu się sprawa taka jak ta: mocno skomplikowana, z udziałem księdza o uwodzicielskim talencie, bezlitosnej zabójczyni, która wygląda jak gotycka lolitka, oraz potężnej międzynarodowej organizacji związanej z owym nielegalnym handlem.

L.A. Fiore - Bestia. Przebudzenie Lizzie Danton
Wydawnictwo: Niezwykłe
Data: 12 grudnia

Nazywają go potworem. Zimne jak lód bladoniebieskie oczy prześwietlają cię na wylot. Jest bezwzględny. Jest okaleczony. Jest niebezpieczny. Żyje w zamku godnym baśni, ale nie jest księciem. Jest bestią. Jest brutalem. Jest zabójcą. Przeznaczenie sprawi, że nasze światy zderzą się ze sobą. Nazywają go potworem, ale jest moim ocaleniem. "Bestia to historia o walce ze swoimi demonami i pogoni za nadzieją, do której droga wiedzie przez miłość. To współczesny romans, utrzymany w klimacie mrocznej baśni, osadzony wśród majestatycznych krajobrazów Szkocji. Zakochałam się w bohaterach i żywo odmalowanej scenerii." ~ Elena's Book Blog

Trent Reedy - Armia graczy
Wydawnictwo: Feeria Young
Data: 12 grudnia
Dwunastoletni Rogan Webber jest mistrzem w Laser Viper, swojej ulubionej grze wideo. Kiedy światowej sławy twórca gier zaprasza go, by wraz z pięciorgiem najlepszych pro graczy w kraju wziął udział w ekskluzywnym turnieju, jest megaszczęśliwy. Cała piątka ma zamieszkać w luksusowych apartamentach i testować najnowocześniejszy sprzęt do gier wirtualnych – marzenie każdego gracza... i największe możliwe wyróżnienie!Teraz jako potężne roboty bojowe biorą udział w cyfrowej bitwie, jednak ich misje stają się coraz trudniejsze. Część graczy rezygnuje, a pozostali zaczynają podejrzewać, że gra nie jest tym, czym wydawała się na początku... Dlaczego żołnierze i roboty, z którymi walczą w Laser Viper, zachowują się tak dziwnie? Co kryje się za nietypowymi błędami? I dlaczego gra wydaje się być taka... prawdziwa? Rogan i jego rywale muszą współpracować, aby odkryć prawdę i zrobić to, co trzeba... bo świat, w którym gry wideo atakują rzeczywistość, już dawno przestał być bezpieczny.

Zabójcze maszyny - 7 grudnia


Aquaman - 19 grudnia


Mary Poppins powraca - 19 grudnia


Spider-Man Uniwersum - 25 grudnia


Płomienie - 28 grudnia


Ps. Znalazło się coś dla Was?
Czytaj całość

Poradnik Prezentowy: Spersonalizowane upominki

Sekretne plany dominacji nad światem Gosiarelli

Zawsze mam problem z kupowaniem prezentów - kupuje je kompulsywnie, gdy je zobaczę i daję ludziom bez okazji, a gdy zbliżają się święta, nie mam bladego pojęcia, co podarować bliskim. Zakładam, że część z Was ma podobny problemy, dlatego doceńcie, że wraz z My Gift DNA przychodzę do Was z propozycjami na spersonalizowane prezenty akurat w grudniu, bo po prawdzie na każdą okazję się nadadzą, nie tylko na Gwiazdkę!

Spersonalizowane prezenty mają tę zaletę, że dzięki grawerunkowi nawet przedmioty codziennego użytku stają się niesamowicie oryginalne, a dodatkowo my-obdarowujący wychodzimy na kreatywne bestie. No dobrze, po prawdzie nawet grawerunek nie jest już tak niezwykły, jak mógłby się wydawać, dlatego odrobinę go przyprawmy geekowstwem, by był idealny! Gotowi?


Prezent jak z bajki


Macie obok siebie jakąś księżniczkę? A może księcia z bajki? Ja mam Rycerza, który odważnie zabija pająki dzierżąc w rękach kapcia, ale na potrzeby Świąt postanowiłam go awansować na księcia (niech stracę!). Jeśli mam być całkiem szczera taki prezent mi się podoba, choć zdecydowanie to lekki trolling i Rycerz nowo mianowany na księcia raczej nie wyrwie sobie nowej księżniczki na taki książęcy portfel, bo od razu się zorientuje, że takiego prezentu nie dostał od kolegi.
Sama niby też księżniczką nie jestem, ale przebijam Aurorę w późnym wstawaniu, więc należy mi się podanie śniadania na takiej tacy, jak na załączonym obrazku, prawda? W razie czego podpowiem, że wśród dostępnych opcji są między innymi kubki, poduszki, kufle, karafki, czy poduszki, więc jest w czym wybierać.


Prezent dla walczących o tron
Gadżety z Gry o Tron

...lub ich kibiców... lub dla oczekujących nadejścia zimy (czy też obiadu). Tak naprawdę wśród prezentów dla fanów "Gry o Tron" jest w czym wybierać. Osobiście jestem fanką hasła "I'm not a princess, I'm Khaleesi", jednak w prezencie kupiłam kufel z napisem "You know nothing". Wiem, wiem, ponownie lekki trolling, jednak w przypadku mojego Rycerza, to strzał w dziesiątkę. Nie macie pojęcia, ile razy na zadane pytanie, odpowiada "nie wiem". 

Prezent dla Gosiarelli

Mieliście okazję go zobaczyć już na pierwszym zdjęciu. Wybaczcie, ale to nie jest coś, co powinniście kupować, bo jeszcze stworzycie mi niepotrzebną konkurencję, a jak powszechnie wiadomo tylko jedna osoba (ostatecznie organiazacja, ale nie lubię dzielić się władzą!) może zdominować świat i sprawować nad nim władzę absolutną. Gosiarela ma już swój notes do spisywania swoich sekretnych planów, więc drżyjcie narody! Muhahahaha (To miał być diaboliczny śmiech, gdyby ktoś się zastanawiał).


Proponuję wykorzystać pozostały Wam czas na obdarowanie bliskich prezentami. Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę pomóc Wam w wyborze prezentów. Jeśli nie, to odsyłam Was na stronę MyGiftDNA.pl, gdzie znajdziecie inne pomysły na spersonalizowany prezent na Mikołajki. W zasadzie, jeśli mi się udało, to też Was tam odsyłam. Gdy już coś wybierzecie, nie zapomnijcie się pochwalić zdjęciami, bo jestem ciekawa, co tam nawymyślacie!

Ps. A co znalazło się na Waszej liście wysyłanej do Mikołaja i co sami najczęściej kupujecie w prezencie?
Czytaj całość

Paczka dla Otaku #2, czyli jakie anime obejrzeć?


Podejrzewałam, że po pierwszej paczce z anime, druga szybko się nie pojawi. Jednak dzięki Waszym rekomendacją, wiele tytułów zaczęło mnie tak intrygować, że zwyczajnie nie mogłam odłożyć ich na później. Dlatego teraz przychodzę z podsumowaniem ostatnio obejrzanych anime, mając nadzieję, że i Was zachęcą do obejrzenia. Bawcie się dobrze!


Akatsuki no Yona
[Odcinkowe]

Opis: Księżniczka Yona jest infantylną, rozpieszczoną dziewczyną, która marzy o ślubie ze swoim kuzynem. Pewnego dnia jej pozbawione trosk życie zmienia się o 180 stopni, gdy na skutek pałacowej intrygi jej ojciec, cesarz IL, zostaje zamordowany, a ona sama zmuszona do ucieczki wraz ze swym ochroniarzem Hakiem. By zapewnić sobie bezpieczeństwo i oddzyskać należne jej miejsce, musi odnaleść cztery mistyczne smoki.

Ocena: "Akatsuki no Yona" jest przygodowym fantasy z delikatnym romansem, ale specjalnie się na niego nienastawiajcie. Przede wszystkim może Was urzec obraz wymyślonego, średniowiecznego państwa wschodu z bogatą tradycją i problemami systemu feudalnego, a także interesujące postacie, których historie stopniowo poznajemy. Początkowo nie byłam przekonana do oglądania, jednak gdy tylko akcja nabrała tempa, zaczęłam się wciągać. Podobało mi się, jak nieoczywiste są motywy działania głównego antagonisty i niesamowicie intrygowało mnie, jak twórcy zakończą historię, ale oczywiście się tego nie dowiedziałam, ponieważ postanowili zakończyć opowieść na jednym sezonie bez większych wyjaśnień. A co! Dlatego nie mam pojęcia, czy Wam polecać (bo anime jest świetne!), czy odradzać (bo jest przerwane!).

Kimi ni Todoke / From Me to You
[Odcinkowe]

Opis: Sadako, a raczej Kuronoma Sawako jest licealistką, która zyskała sławę strasznej dziewczyny z "The Ring", ponieważ wygląda dość przerażająco, czym zresztą straszy ludzi. Jej koledzy wierzą, że potrafi komunikować się z duchami i rzucać klątwy, co też raczej nie pomaga jej nawiązać przyjaźni. Problem w tym, że dziewczyna w rzeczywistości nie jest straszna, lecz do bólu nieśmiała i miła. W końcu udaje jej się zdobyć dwie lojalne przyjaciółki i zainteresowanie najpopularniejszrgo chłopaka w szkole (a jakże!), Shouta Kazehaya, który jest całkowitym przeciwieństwem głównej bohaterki. Od ich poznania, życie dziewczyny zaczyna się zmieniać.

Ocena: Kreska średnio mi podeszła. Całość jest dość naiwna, dwie główne postaci to straszne pierdoły życiowe, a  Kuronoma jest momentami tak dobijająca, że czoło boli od facepalmów, ale mimo wszystko uważam "From Me to You" za całkiem udane anime. Głównie dlatego, że bawiły mnie sceny, w których Kuronama straszyła ludzi swoją mimiką twarzy i całą tą otoczką dziewczyny z horroru. Ponadto postacie drugoplanowe były świetne.

Kimi no Na wa. / Your Name
[Pełenomterażowy] 

Opis: Mitsuha jest licealistką w małym mieście Itomori. Poznajemy ją w momencie, gdy zaczynają ją nękać dziwne sny o chłopaku, którego nigdy nie poznała i życiu, które prowadzi w Tokio, w którym notabene nigdy nie była. Drugim bohaterem jest Taki, wcześniej wspomniany licealista z Tokio, któryego podobnie jak Mitsuhę, nawiedzają realistyczne sny o dziewczynie z Itomori. W końcu do obojga zaczyna docierać, że to co uważali za sny, wcale snami nie jest.

Ocena: Cudowne! Absolutnie cudowne! Pięknie wygląda i fabularnie jest cudowne (a co mi tam, powtórzę się!)! "Your name" jest uroczym, odrobinę zabawnym, odrobinę smutnym i niesamowicie działającym na wyobraźnie anime, które od samego początku kojarzyło mi się ze "Wszechświatami" Leonardo Patrignani. Praktycznie nigdy tego nie piszę, ale to anime to perła! 10 na 10! Chciałabym częściej trafiać na takie cuda! Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego w Polsce nie wyda Makoto Shinkai, na której oparto anime.

Hotarubi no Mori e / W stronę lasu Świetlików
Jakie anime obejrzeć?
[Pełnometrażowy]

Opis: Hotaru co roku spędza wakacje u wujka na wsi. Jako mała dziewczynka zgubiła się w lesie, gdzie spotykała tajemniczego chłopaka, Gina, który nie pozwala się jej dotykać, bo wtedy zniknie. Od tamtej chwili każdego lata spędza czas w lecie z Ginem, a ich relacja staje się coraz bliższa.

Ocena: Mam straszny problem z tym anime, bo trwa tylko 40 minut, a po zakończeniu przez wiele dni nie mogła mi wyjść z głowy ta historia. Z pozoru prosta, ale im dłużej o tym myślałam, tym bardziej mnie smuciła. Zasadniczo "W stronę lasu Świetlików" to nic specjalnego. Słowem, które najlepiej je opisuje jest właśnie 'proste'. Jako romans nie porywa. Jako dramat ma za mało rozwinięte postacie. Nawet jako pełnometrażówka jest zbyt krótka i łatwo możnaby było o niej zapomnieć, gdyby nie to, że przykleja się do człowieka i każe mu ponownie przemyśleć scene po scenie i znaleźć głębie. Jeśli się do Was nie przyklei będziecie zawiedzeni. Jeśli się przyklei każecie mi oddać kasę za chusteczki.

Hakata Tonkotsu Ramens
Anime o mieście zabójców
[Odcinkowy]

Opis: Fukuoka mogłaby się wydawać spokojnym miastem, jednak w rzeczywistości jest zamieszkiwana przez różnego rodzaju element przestępczy, od profesjonalnych zabójców, przez mścicieli zajmującymi się zemstą na zlecenie, aż po genialnych hakerów. Według miejskiej legendy mieszka tam nawet ,,zabójca zawodowych zabójców'', który pojawia się, gdy sprawy w mieście zaczynają wymykać się spod kontroli.

Ocena: Pozwólcie, że powtórzę: Anime opowiada o mieście pełnym hitmanów! Jeśli to Was nie przekonuje, to nie wiem, co innego by mogło! Zachwyciło mnie, jak rozbudowano przestępczy świat, w którym znalazło się miejsce nawet dla zabójczego korpo. Jedyne czego żałuję to tego, że jest tylko kilkanaście odcinków. Chętnie zobaczyłabym więcej!

91 Days
91 Days opinie
[Odcinkowe, jednosezonowe]

Opis: Rok 1928, czyli czas, gdy w USA trwa era prohibicji, a miastami rządzą rodziny mafijne. To oni zapewniają nielegalny alkohol mieszkańcom i przelewają krew na ulicach. Angelo Lagusa doświadczył tej brutalności, gdy na jego oczach zamordowano całą jego rodzinę. Po latach otrzymał list z nazwiskami osób odpowiedzialnych za jego tragedię. Postanowił wrócić do rodzinnego Lawless, by dokonać zemsty.

Ocena: Mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest krew, mafia oraz przebiegły główny bohater z dość dobrym planem zemsty, a z drugiej nie potrafiłam się wczuć w to anime. Pierwsze odcinki oglądałam jak za karę, później było lepiej, ale nie dość, abym mogła z czystym sercem polecić ten tytuł. Niemniej wiem, że jestem niesprawiedliwa, bo jest fabularnie lepsze od przynajmniej dwóch z tej listy, a marudzę jakby bardziej. Dlatego napiszę tak: jest 91Days jest przemyślane, mocne i poważne, więc jeśli wczujecie się w klimat, to są spore szanse, że będzie się Wam podobać.

Kamigami no Asobi
Anime z wątkiem mitologicznym
[Odcinkowe, jednosezonowe]

Opis: Co mają ze sobą wspólnego Apollo, Dioniz, Hades, Baldur, Thor, Loki, Tsukito i Takieru? Zdecydowanie są bogami, jednak pochodzącymi z różnych mitologi. To jednak wcale nie przeszkadza Zeusowi, by ich porwać i zmusić do uczęszczania do akademii, by nauczyli się rozumieć ludzi. Nauczać ich ma Yui Kusanagi, śmiertelna licealistka również porwana przez Zeusa.

Ocena: Umówmy się, że połączenie bogów z mitologii różnych krajów i umieszczenie ich w jednym miejscu, to pomysł na fabułę, obok którego nie można przejść obojętnie, choćby nie wiem co! Niemniej nie będę ukrywać, że jest to raczej przeciętne anime, które najprawdopodobniej zostało stworzone dla dziewczynek marzących o męskim haremie (czy dziewczynki marzą o takich rzeczach? Poważnie pytam...), a przynajmniej można dojść do takiego wniosku, gdy ogląda się niektóre sceny. Słowo daje, dawno nie wywracałam tak oczami. Lecz ponownie, to nie jest zły tytuł. Bardziej średni. Da się go oglądać, jeśli skupicie się na wątkach mitologicznych oraz będziecie ignorować istnienie niektórych fragmentów. Przy okazji przypomniało mi to o "Akademii Mitu" Jennifer Estep, a to było dobre skojarzenie.

Sprawdź wcześniejszą paczkę anime!

Dołączcie do Gosiarelli na Fb, gdzie każdy wtorek jest azjatycki!


Ps. Raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy ostatnio zasypywali mnie ciekawymi tytułami. Po mału będą się pojawiać w kolejnych paczkach, jednak jeśli ktoś ma coś godnego polecenia, to podrzucajcie, bo dobrgo anime nigdy mało!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella