Czym jest sageuk i co warto o nich wiedzieć, czyli historia Korei w pigułce


Koreańskie dramy historyczne dobrze się ogląda, ale łatwo się pogubić w całkiem obco dla nas brzmiących nazwach i zwyczajach, do których nie jesteśmy przyzwyczajeni. Sama przy pierwszym kontakcie momentami zaczynałam się gubić i bardziej się domyślałam, co się dzieje na ekranie, niż rozumiałam, więc by oszczędzić Wam problemów, z którymi się borykałam, postanowiłam podać Wam na tacy wszystko, co powinniście wiedzieć o sageuk!


sageuk definicja
Sageuk to nic innego jak koreański dramat historyczny, który może być zarówno filmem pełnometrażowym, jak i serialem. I pisząc 'historyczny', nie mam tu wyłącznie na myśli scenariuszy opartych o podręcznik do historii Korei, ale wszystkie produkcje osadzone w czasach niewspółczesnych, ponieważ twórcy segeuk lubią czerpać również z folkloru i mitologii, więc możemy też spokojnie zaliczyć do tego gatunku również dramę o przygodach gumiho (taka koreańska wersja kitsune).

Umówmy się, że mamy pełne prawo nie znać historii Korei, skoro w szkole nas o niej nie uczono, a w dodatku większość z nas wychowała się na europejskiej i amerykańskiej popkulturze, dlatego świetnie rozróżniamy stroje z różnych epok na europejskich dworach prezentowanych w telewizji, a nawet ogarniamy czym była wojna secesyjna, ale przy pierwszym (a często drugim i dziesiątym) kontakcie z koreańskimi dramatami historycznymi mamy pustkę w mózgach. Czym u licha jest Goryeo i czym się różni od Joseon?! Dlaczego król ma tyle kobiet na dworze i dlaczego najstarszy syn nie koniecznie musi być następcą tronu? Tak, zdecydowanie mamy prawo nie znać odpowiedzi na te pytania, bo u nas wyglądało to inaczej. Niemniej, aby trochę to Wam ułatwić oglądanie (bo zawsze fajnie się ogląda, gdy więcej rozumiemy!), postaram się przedstawić najważniejsze kwestie, zaczynając od koreańskich epok historycznych!



Nie zamierzam robić Wam wykładu o całej historii Korei, bo to mija się z celem, ale dobrze poznać kilka terminów, które często spotykamy w sageuk, a przede wszystkim nazwy kraju, do których często odnoszą się bohaterowie.
Uwaga: to będzie spore uproszczenie!


Samguk / Trzy Królestwa Korei
Wszystkie produkcje osadzone w czasach od 57 roku p.n.e. do 668 r.n.e., rozgrywają się w czasach Trzech Królestw Korei, czyli Goguryeo, Baekje i Silli - z tymi nazwami będziecie się spotykać dość często, więc warto wiedzieć, że chociaż były to trzy różne kraje, to miały ze sobą wiele wspólnego, co ostatecznie doprowadzało do tego, że zarówno ze sobą walczyły, jak i łączyły się przeciw wspólnemu wrogowi. Ostatecznie Sillia podbiła dwa pozostałe królestwa.

Jeśli macie ochotę przybliżyć sobie ten okres w przyjemny sposób, czyli popkulturowy, to przykładem produkcji rozgrywającej się w czasach Samguk jest m.in.: "Hwarang", "Jumong", "The Kingdom of the Wind", "Ja Myung Go/ Princess Ja Myung Go", "Kim Soo Ro", "King Geunchogo", "The Legend", "King Gwanggaeto the Great", "The King’s Daughter, Soo Beak Hyang", "Ballad of Seo Dong", "Queen Seon Duk", "The King of Legend", "Gye Baek", "The Great King’s Dream, "The Great Hero", "Sword and Flower", "Dae Jo Yeong", "The Emperor of the Sea ".


Goryeo


W roli wyjaśnienia Goryeo jest skróconą wersją Goguryeo, ale w tej formie ta nazwa nawiązuje do państwa, które istniało od 918 do 1392 roku. Podejrzewam, że większość z Was kojarzy dramę "Moon Lovers - Scarlet Heart: Ryeo" (a jak nie, to ma przed sobą najlepszą dramę historyczną do nadrobienia!), więc wiecie już, że nasze stadko książąt to pierwsi władcy państwa zjednoczonego przez ich ojca. Niemniej jeśli macie ochotę na więcej dram rozgrywających się w tym okresie, to łapcie: "Age of Warriors", "The Dawn of the Empire", "Empress Cheonchu", "Cesarzowa Ki", "Faith", "The Great Seer", "Six Flying Dragons", "Shine or Go Crazy", "God Of War", "The King In Love", "Jeong Do-Jeon".


Joseon
Joseon jest chyba najpopularniejszym (i zdecydowanie moim ulubionym) okresem wykorzystywanym przez twórców koreańskich dramatów historycznych. Z pewnością po części dlatego, że trwał najdłużej, bo od 1392 roku, gdy koreański generał Yi Seong Gye obalił króla Goryeo i założył nową dynastię (przykład k-dramy: "My Country: The New Age"), aż do końca XIX wieku, gdy naciski ze strony Japończyków za bardzo się nasiliły (przykład k-dramy: "Mr. Sunshine") i narodziło się Cesarstwo Koreańskie, istniejące w latach 1897-1910. Ostatecznie Korea straciła niepodległość w 1910 roku.

Powyżej znaleźliście dwa tytuły wspaniale wyjaśniające, w jaki sposób zaczęła i zakończyła się ta era, ale warto dodać też kolejne, które rozgrywały się w czasach Joseon, choć warto zaznaczyć, że jest to tak popularny okres, że wiele z tych tytułów trudno uznać za coś więcej niż 'osadzone w czasach', bo z historią mają niewiele wspólnego, ale do rzeczy! Oto mocno skrócona lista: "100 Days My Prince", "Blooded Palace: The War of Flowers", "Kingdom", "The Crowned Clown", "The Emperor: Owner of the Mask", "Flower Crew: Joseon Marriage Agency", "Flowers of the Prison", "Goddess of Fire", "Grand Prince", "The Great King, Sejong", "Hwang Jini", "Gunman in Joseon", "Gu Family Book", "The Great Seer", "My Sassy Girl", "The Princess' Man", "Queen for Seven Days", "Queen: Love and War", "Iljimae", "The Rebel", "Joseon Survival Period", "Insu, The Queen Mother", "Joseon X-Files", "The Scholar Who Walks the Night", "Secret Healer", "Six Flying Dragons", "The Slave Hunters", "Splash Splash Love", "Kingmaker: The Change of Destiny", "Legend of the Blue Sea", "Moonlight Drawn by Clouds", "Moon Embracing the Sun", "The Tale of Nokdu".

Zacznijmy od najważniejszej kwestii, czyli od sukcesji. Na naszym kontynencie zasady dziedziczenia tronu zawsze były dość proste i seksistowskie, bo opierały się na pierwszeństwie urodzenia oraz pierwszeństwie płci, czyli mówiąc prosto: królem zostawał najstarszy syn poprzedniego króla. W dawnej Korei dalej było seksistowsko, ale z tym pierwszeństwem urodzenia to już było różnie. Księciem Koronnym zostawał ten z książąt, którego wyznaczył król, a wybory opierały się na przeróżnych kryteriach - od osobistych sympatii króla przez kompetencje dziedzica aż po jego wiek, bo przecież im młodszy dzieciak, tym mniejsze stanowił zagrożenie dla tatusia-paranoika. Do tego warto wspomnieć, że król mógł zmienić zdanie w każdej chwili i wyznaczyć innego syna na nowego Księcia Koronnego lub zwyczajnie na łożu śmierci spisać swój ostatni Królewski Edykt (z tego powodu wizyty u umierającego władcy zawsze wyglądają w k-dramach tak dramatycznie).


Patrząc na powyższe zdjęcie, pewnie przypomniało Wam się pytanie, które tłucze się po głowach każdego oglądającego dworskie segeuki, czyli: Dlaczego do jasnej cholery nikt nie zabija tych porąbanych królowych niczym znudzony Henryk Tudor?! Odpowiedź jest zastraszająco prosta: bo nie wypada i ani społeczeństwo, ani Konfucjusz nie byliby zadowoleni. Tak nawet bezwzględni władcy, którzy uwielbiają przelewać krew, jakoś nie są specjalnie chętni do mordowania żon, a już zwłaszcza królowych Dowager (czyli królowa wdowa, która miała władzę nad tym, co się działo w rodzinie królewskiej). Widzicie, Koreańczycy są mocno związani z konfucjonizmem, a jedną z trzech podstawowych zasad (samgang) jest synowskie posłuszeństwo wobec rodziców.

Poza królowymi i królową wdową/królową matką na królewskim dworze, aż roiło się od kobiet. Głównie dlatego, że król mógł mieć tyle konkubin, ile dusza zapragnie, a do tego dochodziły jeszcze damy dworu, które również należały do króla i jeśli okazał nimi zainteresowanie, to mógł je sobie pojąć za konkubiny. Do tego w sageuk pojawiają się wiele innych nazw, które warto sobie przyswoić przed oglądaniem.

Księżniczka Koronna - wbrew pozorom, to wcale nie była ulubiona córka króla, jak to miało się w przypadku synów, lecz po prostu była nią żona księcia koronnego, która w przyszłości miała zostać królową.

Gisaeng - w uproszczeniu koreański odpowiednik japońskiej gejszy, czyli technicznie kurtyzana, ale szkolona, by zabawiać gości rozmową, tańcem, śpiewem i grą na instrumentach.

Agasshi - zwrot grzecznościowy używany do szlachetnie urodzonej panienki.

Mam nadzieję, że ten mocny skrót Wam się przyda, tym bardziej że już niebawem pojawi się lista sageuków odpowiednich na początek przygody z historycznymi k-dramami, a tymczasem, kliknijcie poniżej, by przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach.

i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkim!

Ps. Jeśli macie jakiekolwiek pytania lub wątpliwości związane z koreańskimi dramatami historycznymi, wpisujcie je w komentarzach, a jak trochę się ich uzbiera, to może uda się zrobić Q&A Sageuk!

Pps. Przy okazji dajcie znać, jakie są Wasze ulubione dramy historyczne i dlaczego Moon Lovers?
Czytaj całość

Nadciąga sierpień, a wraz z nim premiery filmowe i książkowe


Pierwsza połowa lata już za nami, więc czas przygotować się na kolejną i mam nadzieję, że macie sporo zaległych książek do przeczytania, bo w sierpniu raczej bieda w nowościach, a w kinach jeszcze gorzej - biorąc pod uwagę, jak często ostatnio przekładają premiery i jakiego pecha ma "New Mutants" raczej bym się nie nastawiała na wizytę w kinie w tym miesiącu. Na pocieszenie fani "Pięknej i Bestii" znajdą przynajmniej dwa nowe, dość interesujące tytuły, którym warto się przyjrzeć.

Wydawnictwo: We Need YA
Data: 12 sierpnia

Rosie Thorne czuje, że wszystko idzie nie tak – nie potrafi napisać eseju rekrutacyjnego na studia, nie może zapomnieć o tajemniczym cosplayerze, którego poznała na ExcelsiConie, a już najmocniej dokucza jej smutek po stracie matki. Tymczasem Vance Reigns, odkąd pamięta, jest gwiazdą Hollywood i cieszy się wszystkimi możliwymi przywilejami, do szczęścia brakuje mu tylko prywatności. Kiedy wybucha skandal, jest zmuszony ukryć się w miejscu, w którym paparazzi na pewno nie będą go szukać: w małym amerykańskim miasteczku. Snując się po przypominającym zamek domu, odkrywa ogromną bibliotekę
Kiedy ścieżki Rosie i Vance'a krzyżują się, a drogocenna książka zostaje przypadkiem zniszczona, Rosie musi odpracować dług. I chociaż większość zagorzałych wielbicieli Starfield ucieszyłaby się z szansy, by pracować w pobliżu samego Vance'a Reignsa, Rosie wie jedno: gość jest dupkiem i trudno go znieść. Ale to dopiero zapowiedź nadchodzących kłopotów!

Wydawnictwo: Egmont
Data: 12 sierpnia

Bella – uwięziona w zamku Bestii – dotyka zaczarowanej róży skrytej w opustoszałej komnacie. Nagle jej umysł zalewają obrazy matki, którą ledwie pamięta. Matki, która lata temu przeklęła Bestię, jego zamek i sługi. Ogłuszeni i zdezorientowani Bella i Bestia muszą współpracować, aby rozwikłać tajemnice i odkryć prawdę.

Wydawnictwo: Albatros
Data: 12 sierpnia

W 1999 roku, opublikowawszy trzy kultowe powieści, sławny autor Nathan Fawles ogłosił koniec pisarskiej kariery i zaszył się w Beaumont, na dzikiej wyspie na Morzu Śródziemnym.
Jesień 2018 roku. Od 20 lat Fawles nie udzielił żadnego wywiadu. Jako że jego książki wciąż przykuwają uwagę czytelników, Mathilde Monney, młoda szwajcarska dziennikarka, zjawia się na wyspie, zdeterminowana, by poznać sekrety pisarza. Tego samego dnia na plaży zostaje znalezione ciało martwej kobiety, a władze otaczają wyspę kordonem.
Tak zaczyna się niebezpieczne starcie twarzą twarz pomiędzy Mathilde i Nathanem, w którym namiętność mierzy się ze strachem, a zawoalowana prawda z wyrachowanym kłamstwem...
Guillaume Musso, autor piętnastu bestsellerów, od dziewięciu lat nie schodzi ze szczytu listy najpopularniejszych francuskich pisarzy. Czytelnicy na całym świecie kupili już 35 milionów egzemplarzy jego książek. Przewrotne historie, które pisze, łączą w sobie elementy powieści obyczajowej i thrillera psychologicznego. I zawsze zaskakują absolutnie nieoczekiwanym finałem.

Wydawnictwo: Akurat
Data: 12 sierpnia

"Cyberpunk. Odrodzenie" pozwala zanurzyć się w otchłani gigantycznego, rozświetlonego neonami miasta, w którym rządzą zbrodnia i nauka przyszłości.
Okryte mgłą i spowite deszczem wieżowce, wąskie, zatłoczone uliczki, pulsujące neony i wielkoformatowe reklamy dają tło rzeczywistości, w której kwitną przestępczość, nielegalny handel bronią, danymi, a nawet ludzkim ciałem. To świat, w którym jednostka nic nie znaczy, a za los ogółu odpowiadają wielkie korporacje i gangi. To Zakazane Miasto.
Shey Scott – były policjant, wydalony ze służby z powodu śmiertelnej choroby oraz partnerujący mu Lou Landon usiłują namierzyć Axel Staller – bliźniaczą siostrę kobiety, która w biały dzień, mimo najwyższych środków bezpieczeństwa i drobiazgowej kontroli, pod okiem kamer, z niewiadomych przyczyn zamordowała kilkanaście osób.

Data: 12 sierpnia

Wciągające śledztwo, w którym burzliwa rzeczywistość dzisiejszej Ukrainy splata się czarnobylską tragedią.
Ponad 30 lat po wybuchu elektrowni w Czarnobylu Morgan Audic powraca do jednej z najbardziej przerażających historii w dziejach świata. Przez Prypeć, teren dawnej zony, przetaczają się wycieczki turystów zafascynowanych nuklearnym wysypiskiem postsowieckiego świata. Podczas jednej z wycieczek zostaje znalezione zmasakrowane ciało mężczyzny. Do prowadzenia śledztwa zostaje włączony sztab ludzi: Aleksander Rybałko, który jako dziecko mieszkał w Prypeci, Josif Melnyk , policjant pracujący od kilku lat w Czarnobylu, a także ornitolożka Nina. Czy uda im się odkryć, kto stoi za w makabryczną śmiercią Leonida, syna byłego ministra Wiktora Sokołowa? Czy ta śmierć ma związek z jeszcze jedną, która wydarzyła się w dzień katastrofy w Czarnobylu?

Nowi Mutanci - 26 sierpnia

Tenet - 26 sierpnia


Pssssyt! Wiecie, po co to tu zostawiam, więc klikajcie, jeśli chcecie!

Ps. Dajcie znać, co wpadło Wam w oko!
PPs. eM poleca przygotowała dla Was skrót najlepszych zapowiedzi z zagranicy!
Czytaj całość

The Romance of Tiger and Rose, czyli isekai po chińsku!


Wyobraźcie sobie historię łączącą miłość i wojnę. Swoją własną, w której tworzycie fabułę i bohaterów, których losem sami kierujecie, a gdy już to zrobicie, wyobraźcie sobie, że trafiacie do wykreowanego przez siebie świata i sami musicie się zmierzyć z zapisanym przez siebie przeznaczeniem. Jeśli zaintrygował Was ten pomysł, to powinniście się zainteresować chińską dramą "The Romance of Tiger and Rose".


[Jeśli dotąd nie oglądaliście c-dram, to polecam przed włączeniem przeczytać: Chińskie dramy vs koreańskie: Różnice i pierwsze wrażenia]

Nasza główna bohaterka jest scenarzystką, która w wyniku choroby połączonej z przepracowaniem padła i obudziła się w świecie dramy, którą stworzyła. Większość twórców mogłaby być zachwycona takim obrotem spraw, gdyby nie jeden malutki szczególik - dziewczyna weszła w postać Chen Qianqian, Trzeciej Księżniczki, która jest uparta, brutalna, lekkomyślna i wedle scenariusza ma umrzeć już w pierwszym odcinku otruta w noc poślubną przez swojego pana młodego, którego notabene uprowadziła. Oczywiście znając swój los, skoro sama go wymyśliła, wie, że lepiej nie pić niczego, co podaje jej Han Shou, ale zdaje sobie również sprawę, że nie tak łatwo uniknąć przeznaczenia i mąż raczej na pewno podejmie kolejne próby zabicia jej, więc wszelkimi sposobami próbuje się utrzymać przy życiu, jednocześnie starając się pchnąć pozostałe wątki na przód, by jak najszybciej dobrnąć (żywa) do sceny finałowej, bo jak podejrzewa, wtedy będzie mogła wrócić do swojego świata.


Isekai jako gatunek jest bardzo schematyczny i niemal zawsze, gdy w grę wchodzi przeniesienie się do świata opowieści, którą bohaterka już zna, mamy do czynienia z podobnymi zachowaniami. "The Romance of Tiger and Rose" od tego nie odstaje, więc mamy do czynienia z dwoma głównymi motywami isekai:
#1 Główna bohaterka robi wszystko, by uniknąć pisanej jej śmierci i #2 zafiksowuje się na scenariuszu, który zna, a oznacza to, że jej poziom IQ spada, aż wali o podłogę, a ona sama mimo oczywistych przesłanek nie łapie, że zmieniła historię i jak również oryginalne losy bohaterów. Mały spoiler, który nikogo nie zaskoczy: najczęściej również to, że główny bohater zakochuje się w niej, a nie w przewidzianej przez autora protagonistce. A tak... zapomniałabym wspomnieć, jak powinien się rozegrać scenariusz. Otóż po śmierci Trzeciej Księżniczki, jej owdowiały mąż zakochuje się z wzajemnością w jej siostrze, która zostaje władczynią miasta. To jednak wcale nie przeszkadza mu, by to miasto najechać i podbić. W nowej wersji ich losy zaczynają biec innymi ścieżkami, chociaż wciąż pod znakiem zapytania zostaje, czy kres ich drogi nie wiedzie w to samo miejsce.

Kocham isekai! Pochłonęłam już tyle tytułów z tego gatunku, a i tak wciąż mi mało. Niemniej isekai jako drama to zawsze miła odmiana, szczególnie że chińskiego isekai dotąd nie miałam obejrzeć. Właściwie przeniesienie się do scenariusza c-dramy też jest dla mnie nowością i muszę przyznać, że ten delikatny powiew świeżości dobrze mi zrobił, bo wniósł ze sobą kilka ciekawych elementów, jak choćby wygląd bohatera, który był identyczny, jak aktora, który miał go grać. Niemniej chyba sam pomysł na świat wykreowany podobał mi się najbardziej.


Mamy tu do czynienia z dwoma miastami. Jedno działa w oparciu o matriarchat, zaś drugi o patriarchat, a dwójka naszych głównych bohaterów jest spadkobiercami władców. W pierwszej kolejności poznajemy miasto matriarchistyczne, w którym władze sprawują kobiety, a mężczyźni zajmują się domem i zabawianiem płci przeciwnej. Oglądanie prób dostosowania się do tego systemu kobiety ze współczesnych Chin nie jest nawet w połowie tak zabawne, jak oglądanie tego samego w przypadku mężczyzny wychowanego w fikcyjnym patriarchacie. Na duży plus zaliczam łączenie tego wątku naprzemienne z typowymi problemami z isekai, chociaż żałuję, że mocniej się na nich nie skupiono, bo umówmy się, że pomimo tego, że mamy XXI wiek, to mentalność społeczeństwa Chin pozostawia wiele do życzenia (jeśli chcecie dowiedzieć się na ten temat więcej, to polecam film Weroniki Truszczyńskiej o feminizmie w Chinach)... nie żeby u nas było wiele lepiej, but still.

Niemniej "The Romance of Tiger and Rose" jest przede wszystkim romansem. Momentami nieco irytującym, lecz wciąż przyjemnym i podoba mi się dynamika rozwoju relacji głównych bohaterów i wszystkie jej odnogi. Może nieco irytowała mnie niedomyślność Chen Qianqian i jak zwykle przy c-dramach miałam problem z zachowaniem głównej postaci kobiecej, bo była momentami zbyt chałaśliwa i roztrzepiotana (może dlatego w chińskiej wersji BL-ki bardziej mi się podobają?), jednak i tak w roli głównej Zhao Lusi wypadała lepiej od swoich koleżanek po fachu. Co ciekawe pozostałę damskie postacie są znacznie bardziej stonowane, a nasz główny... och nasz główny! Choćby dla niego warto to obejrzeć! Ding Yuxi jest tak uroczy w roli wiecznie robiącego maślane oczy lub  dąsającego się księcia, że aż miło popatrzeć. Tak słodkiej gry twarzą nie widziałam od czasu Xiao Zhan grającego Wei WuXiana w "The Untamed".


"The Romance of Tiger and Rose" jest ciekawą produkcją, która autentycznie mnie wciągnęła, bawiła i momentami nawet nieco smuciła. Zdecydowanie należy do tych, po które warto sięgnąć, bo ogląda się ją dobrze. Co prawda jest odrobinę głupiutka, ale w tym również tkwi jej urok. Wiele k-dram wypada przy niej lepiej, ale jak na c-dramę oceniłabym ją wysoko, a czasem tak lekkie i naiwne chińskie seriale są najlepsze!

Wystarczy kliknąć "Lubię to", aby regularnie dostawać wtorkową dawkę k-dram!
A jeśli nie chcecie czekać, to więcej tekstów z podobnej tematyki, znajdziecie:
>> DRAMY <<

Ps. Znacie inne godne uwagi c-dramy kostiumowe podobne klimatem do powyżej?
Czytaj całość

Czy prezydent Snow naprawdę jest złoczyńcą w Igrzyskach Śmierci?


Wierzę, że niemal wszyscy, którzy czytali lub oglądali "Igrzyska Śmierci", na pytanie 'Kto jest złoczyńcą w tej historii?' bez wahania odpowiedzieliby: Prezydent Coriolanus Snow. Sama pewnie odpowiedziałabym dokładnie to samo, jednak jednocześnie nie wierzę, żeby to była do końca prawda, a tym bardziej trudno byłoby mi uwierzyć, że taki był zamysł autorki. Co gorsza, bezczelnie zamierzam to udowodnić, więc lepiej przygotujcie się psychicznie, żeby Wasze mózgi nie eksplodowały.

[Uwaga: Spoilery zarówno z "Ballady Ptaków i Węży", jak i z głównej trylogii hasają radośnie po całym tekście]


Coriolanus Snow: Orgin Story

Dzięki temu, że Corio jest głównym bohaterem prequelu "Igrzysk Śmierci", w "Balladzie Ptaków i Węży" możemy poznać nastolatka, który w przyszłości będzie rządził Panem i wysyłał nieszczęsne dzieci na arenę, by się wzajemnie zabijały. Czego można byłoby się spodziewać po Orgin Story takiego psychopaty? Coż... zapewne, że przez połowę książki będzie zabijał małe kotki, a przed drugą połowę szturchał kijem ich truchła. Suzanne Collins miała jednak inny plan i zamiast tworzyć portret nieletniego sadysty, zdecydowała się stworzyć postać młodego chłopaka dorastającego w czasie wojny i przez lata mierzącego się z jej skutkami - od osierocenia przez głód po ukrywanie swojego ubóstwa.

Mroczne Dni, w których Dystrykty zbuntowały się przeciwko Kapitolowi, dotknęły wszystkich. Ludzie głodowali do tego stopnia, że nawet najbogatsi musieli uciekać się do kanibalizmu. Rodzinę Snowów na szczęście to ominęło, lecz nawet po wojnie jedzenie było dla nich towarem deficytowym. Po śmierci matki, ojca i zniszczeniu Trzynastego Dystryktów, w którym Snowowie ulokowali swoje pieniądze, Corio nie miał niczego poza rodowodem, który jeśli ktoś by mnie pytał o zdanie, bardziej mu ciążył, niż pomagał. Utrzymanie w tajemnicy swojego ubóstwa i podtrzymywanie mitu o potędze Snowów, by ludzie się od nich nie zepchnęli ich na margines, było trudne i nawet w tak opłakanej pozycji wymagało wielu poświęceń. Jednak opłaciło się. Młody Snow dostał szansę zostania mentorem w 10 Głodowych Igrzyskach. Co prawda, gdy usłyszał, że w przydziale dostał dziewczynę z Dwunastego Dystryktu, był pewny, że trafiła mu się kulawa łania... a przynajmniej do chwili, gdy Lucy Gray zrobiła show, przykuwając uwagę całego Panem swoim śpiewem i urokiem.

Streszczanie całej książki, którą już omówiłam, mija się z celem, więc skupmy się na krytycznych momentach w historii Coriolanusa, które można uznać za moralnie wątpliwe lub zwyczajnie złe. I rozgrzeszeniu o z tego!

☛ Podtrzymywanie mitu o wielkości rodu Snow.
Podobno pozytywni bohaterowie nie kłamią i nie oszukują. Na szczęście nigdy nie twierdziłam, że Snow jest postacią pozytywną i aż tak wybielać go nie zamierzam, bo chyba nikt przy zdrowych zamysłach by w to nie uwierzył. Niemniej nie uznaję powyższego za coś nagannego, wręcz przeciwnie. Panibabka wychowała swoje wnuki tak, by były przesiąknięte patriotyzmem i dumą ze swojego rodowodu. Mogłaby zejść na zawał, gdyby ludzie odkryli, że wszystko, na co pracowali od pokoleń, poszło z dymem. Poza tym umówmy się, że mieszkańcy Kapitolu zamknęliby przed nimi wszystkie drzwi, tym samym odbierając im szansę na powstanie z popiołów, a sam Corio był przygnieciony presją związaną z podtrzymywaniem tego kłamstwa.

☛ Zabicie trybuta na arenie.
Teoretycznie zabójstwo jest grzechem ciężkim, ale nawet nasze prawo dopuszcza je w obronie własnej, a to właśnie miało miejsce, gdy Corio zrobił paćkę z głowy Bobbina. Tak więc... SAMOOBRONA! Uniewinniam.

☛ Zabicie córki burmistrza.
W tym przypadku sprawa wygląda mniej optymistycznie, bo Mayfair nie zagrażała bezpośrednio jego życiu, lecz pośrednio. Gdyby wyjawiła, co widziała, wszyscy zebrani w magazynie zawiśliby obok siebie na sznurze. Można powiedzieć, że działał w obronie swojej i wszystkich zgromadzonych lub sytuacja go do tego zmusiła. Co ważniejsze, zabicie córki burmistrza nie przyniosło mu żadnych korzyści, a wręcz naraziło jego życie. Gdyby to wyszło na jaw, mógł pożegnać się z karierą i światem. Dodatkowo powinniśmy wziąć pod uwagę, że Mayfair nie należała do postaci pozytywnych i zakładam, że żadnemu czytelnikowi nie było jej żal, a żaden ze wtajemniczonych bohaterów nie miał o to do Corio pretensji. Zrobił, co było konieczne. Wiem, wiem, to tłumaczenie brzmi na naciągane, ale gdy dodamy do niego poniższe wyjaśnienie, zaczyna nabierać sensu.

☛ Relacja z Sejanusem - Zdrada?
Nareszcie przechodzimy do istoty problemu. Sejonus może uchodzić za krystalicznego bohatera - tak dobrego, że można jedynie wywijać oczami, gdy po raz enty wygłasza mowę uwypuklającą swoje wzniosłe ideały. Osobiście uważam, że w najlepszym razie jest naiwnie głupi, by nie napisać wprost: toksyczny.
Został stworzony jako przeciwieństwo Corio. Chłopak z nowobogackiej rodziny, która pieniędzmi wykupiła sobie przenosiny z dystryktu. Niczego mu nie brakuje, nie głoduje, nie stracił rodziny w czasie wojny, a i tak potrafi bez wyrzutów sumienia mówić osieroconemu przyjacielowi, jak bardzo Rebelianci cierpią po przegranym powstaniu. Pamiętajmy, że niezależnie od przyczyn wybuchu powstania przeciwko Kapitolowi, wojna zawsze nosi za sobą cierpienie, które dotyka niewinnych po obu stronach, a Sejonus zachowuje się, jakby tego nie rozumiał.
Wcale się nie dziwię, że Corio nie jest w stanie nawiązać z nim prawdziwej relacji, skoro ten rozpuszczony chłopak ciągle naraża go na niebezpieczeństwo. Przykłady macie powyżej. To Sejanus lekkomyślnie wtargnął na arenę, ani przez chwilę nie myśląc, co się stanie z jego rodziną, gdy jego ukochani trybuci go zabiją. Za to Corio został zmuszony do wyciągnięcia go stamtąd, za co zapłacił życiem - ostatecznie nie swoim, lecz Bobbina.

Kolejna lekkomyślna decyzja finansowego i militarnego wsparcia Rebeliantów w Dwunastce, doprowadziła Corio do zabicia Mayfairy, więc pomimo tego, że to Snow ubrudził sobie ręce, wina za to leży po stronie Sejanusa. Nawet nie chce mi się wspominać, że jego głupi plan naraził wszystkich na niebezpieczeństwo - od jego rodziców, którzy zdecydowanie zostaliby srogo ukarani, gdyby Kapitol dowiedział się o tym, że uzbroił Rebeliantów i umożliwił im atak na bazę wojskową, po jego kolegów Strażników Pokojów, w których leciałyby zakupione przez niego kule. Naprawdę aż trudno uwierzyć, że ten dzieciak był tak bezmyślny.

Za to Snowowi bezmyślności zarzucić nie można. Dokładnie zdawał sobie sprawę z przykrych konsekwencji impulsywnych czynów przyjaciela. Więc czy można go winić za to, że nagrał jego plan i przekazał do Kapitolu? W normalnych okoliczności zdradę sojusznika uważam za niewybaczalny grzech Czarnych Charakterów, lecz w tym przypadku to nie wchodzi w grę. Sejanuse jest autodestruktywny, toksyczny i nieustannie naraża życie innych, więc czyn Corio był zrozumiały. Nie zrozumcie mnie źle, sama jestem idealistką, która zasadniczo podziela ideały Sejanusa, ale bezmyślności nie można mylić z heroizmem.


Jeśli mam być całkiem szczera, to zdumiało mnie, że młody Snow miotał się pod wpływem wyrzutów sumienia, mając nadzieję, że nagranie od głoskółki nigdy nie wypłynie, tym bardziej że Sejanusa trudno uznać za kogoś mu bliskiego. Niemal równie zaskoczona jestem faktem, że jego śmierć Snow uznał za swoje trzecie zabójstwo, tym bardziej że postępował zgodnie z zasadami państwa.

☛ Relacja z Lucy Gray - Zabójstwo?
W ostatnim punkcie wszystko się komplikuje, bo o ile w powyższych przypadkach zarzuty wobec naszego bohatera można było tłumaczyć okolicznościami, tak zakończenie relacji z dziewczyną, którą Corio ponoć kochał, wykracza poza granice. Chociaż to było tak absurdalne i kompletnie niepasujące do postaci, którą autorka kreowała przez całą powieść, że staram się uznać to za psikus redakcyjny. Gdyby jednak to nie było to, ani nawet pomyłka w drukarni, to trudno byłoby mi wybronić naszego antagonistę.
Dla przypomnienia: Podczas ucieczki z Panem, Corio znalazł broń, z której zastrzelił Mayfairy i zrozumiał, że wystarczy się jej pozbyć, aby uniknąć skazania za morderstwo i jednocześnie móc wstąpić do szkoły oficerskiej i dalej piąć się szczeblach kariery. Wtedy jedyną rzeczą, która łączyłaby go z morderstwem córki burmistrza, byłby świadek, który jak zakładał, raczej by go nie zdradził - Lucy Gray. Mimo tej konkluzji postanowił ją znaleźć i w efekcie próbował ją zbić. Po prawdzie próbowali się wzajemnie pozabijać. Wybaczcie, ale to tak bardzo nie miało sensu i zostało napisane tak chaotycznie, że trudno mi to lepiej wyjaśnić. W każdym razie Lucy Gray zrozumiała, co Corio powinien zrobić na długo przed tym, nim przyszło mu to do głowy i sama zastawiła na niego pułapkę. Ostatecznie trudno stwierdzić, czy ją zabił, ale pewnym jest, że słuch po niej zaginął. Niby nie ma ciała, nie ma zbrodni, ale jakoś trudno mu to wybaczyć. Głównie dlatego, że Snowem zazwyczaj kierowała logika i ambicja, a tu mieliśmy do czynienia bardziej z paranoją.

Ostatni punkt trudno zignować. Nie pozostawia wątpliwości, że ostatecznie młody Snow wyszedł poza szarą strefę moralności, jednak wciąż będę się upierała, że nie jest potworem, ani głównym złoczyńcą w tej historii. Jasne, Snow jest snobem. Momentami bezwzględnym i niezdolnym do empatii. Napędzanym ambicją. Jego pojmowanie dobra, zła i człowieczeństwa pozostawia wiele do życzenia, a za dyskryminację mieszkańców dystryktów sama dałabym mu w pysk. Ale przy tym jest też ludzki. Nosi w sobie te same podszepty zła, które nosi każdy człowiek i stara się im nie ulegać. Nie jest brutalny, jest za to przerażony. Przerażony własną bezsilnością oraz systemem, w którym przyszło mu dorastać i ludźmi, którzy bezlitośnie skazują dzieci (nawet swoje - kapitolińskie) na śmierć, a nawet wtedy używają ich, by coś zyskać. Czy naprawdę powinniśmy go potępiać za chęć przetrwania? A może postrzegać go jak trybuta, który walczy nie na zamkniętej arenie, lecz w budynkach miasta, które miało go ochraniać?
Pamiętajmy, że zwycięzcy Igrzysk, których polubiliśmy w oryginalen trylogii też się wzajemnie zabijali, bo do tego zmusił ich system. W całej serii "Igrzysk Śmierci" próżno szukać bohatera bez rąk splamionych krwią.

Coriolanus Snow: Prezydent Panem

Podnosimy poziom trudności i przechodzimy do cięższego materiału. We właściwej trylogii IŚ pozornie ciężej dostrzec, że Snow nie jest taki zły, jak Katniss go maluje i raczej trudno wybaczyć mu torturowanie Peety. Niemniej naley wziąć pod uwagę, że jego charakter, motywację i czyny, których się dopuścił lub nie. To nie Snow podpisał Traktat o Zdradzie w imieniu Kapitolu. To nie on wymyślił Głodowe Igrzyska (wiemy za to, że jego pomysły pomogły je ulepszyć, w tym zapewniono trybutom wyżywienie i trening przed wejściem na arenę i lepsze warunki w czasie walki tj. prezenty od sponsorów, a dla wygranych zbudował Wioski Zwycięzców). Nie łamał kostytucji i nie ułaskawił pedofila (sorry, musiałam). Mimo licznych okazji nie zabił Katniss. Powiedzmy sobie szczerze. Snow nie stworzył systemu, na który reprezentował, jedynie go przejął, a jego największą zbrodnią było to, że nie potrafił go całkiem zmienić.


Donald Sutherland ma rację mówiąc, że grana przez niego postać nie marnuje ludzkich żyć i nie zabija bez powodu. Wszystkie wybory, jakie podejme opiera na logice i utrzymaniu porządku w państwie, o które musi dbać. Szczerze? Myślę, że każdy z nas potrafiłby wskazać przywódców czy polityków, którzy podejmują złe, wręcz szkodliwe dla obywateli decyzję dla własnych korzyści, z niekompetencji, czy gnieżdżacej się w nich nienawiści. Co jest gorsze?

Myślę, że ostatecznie nawet nasza protagonistka zrozumiała, kto jest prawdziwym wrogiem, skoro nie posłała strzały w kierunku Snowa.

Jeśli nie Snow, to kto?

Skoro trybuci wyżynają się na rozkaz, rodzice bez szemrania wysyłają swoje dzieci na Dożynki, i później na arenę, a Trzynastka dla własnego dobra przez 75 lat się temu z ukrycia przygląda, to możemy mówić, że każdy ponosi winę za karmienie potwora - systemu. Tak, uważam że to właśnie system Panem, a nie człowiek jest u Suzanne Collins prawdziwym wrogiem. "Igrzyska Śmierci" nigdy nie były historią walki protagonisty z antagonistą, lecz obrazem szerokiego spektrum ludzi ciemiężonych przez system, za który każdy z nich częściowy był odpowiedzialny. Poczęści dlatego zakończenie "Kosogłosa" jest tak tragiczne, bo pokozuje, że z ludzką naturą (o któej mowa w "Balladzie Ptaków i Węży) trudno wygrać. Zresztą nasza rzeczywistość niestety też często to udowadnia.

Wystarczy kliknąć "Lubię to", aby regularnie dostawać różową dawkę popkultury!

Więcej o Czarnych Charakterach:

Ps. Pytanie do Was: Co ma większe znaczenie - intencje czy czyny?
Czytaj całość

Od czego zacząć oglądać k-dramy, czyli coś dobrego dla każdego!


Poznawanie nowych rzeczy nigdy nie jest łatwe. Trzeba się przekonać do formatu, by móc go pokochać. Z koreańskimi serialami jest podobnie - jeśli na stracie traficie na słabą produkcję, zrazicie się, jeśli traficie na zbyt skomplikowaną, pogubicie się w postaciach i wątkach. Dlatego przygotowałam dla Was listę dobrych tytułów, które stanowią idealny pomost pomiędzy zachodnimi produkcjami a typowymi k-dramami. Dla ułatwienia podzieliłam je na gatunki, więc wystarczy, że odnajdziecie interesujący dla Was typ i sprawdzicie, który z przykładów jest dla Was odpowiedniejszy!

[WAŻNE: Lista stanowi rozszerzenie poradnika Jak zacząć przygodę z koreańskimi dramami, która wyjaśnia różnice pomiędzy zachodnimi i wschodnimi produkcjami oraz przybliża format, żebyście wiedzieli czego się spodziewać, wiec jeśli nie nadrobiliście to myk myk klikamy w link, bo inaczej zażaleń nie przyjmuję]


Search: WWW

Drama opowiada o losach trzech silnych, ambitnych kobiet oraz rywalizujących ze sobą portalach internetowych, w których pracują. Ich przyjaźnie, romanse i życie prywatne ustępują miejsca karierze. To jednak wcale nie znaczy, że nie mają serca. Każda z nich mierzy się z osobistymi problemami. Prezes Song utknęła w roli synowej, która robi za służkę. Tami martwi się romansem z młodszym mężczyzną, który marzy o rodzinie. A Scarlett... cóż... ona ledwo jest w stanie utrzymać na wodzy swój temperament.

"Search: WWW" jest wręcz stworzone z myślą o zachodnich widzach. Na pierwszym planie mamy do czynienia z problemami zawodowymi bohaterek i rywalizacją pomiędzy dwoma największymi gigantami wśród portali internetowych, w których środowisko pracy bardziej przypomina pracę w Google, niż w typowym koreańskim konglomeracie, a w dodatku wiele postaci używa tu angielskich imion, więc nie pogubicie się tak łatwo, jak przy dwuczłonowych imionach z nazwiskiem z przodu.

Można obejrzeć na Viki


Paralotnia napędzana trąbą powietrzną przenosi Yoon Se Ri z Korei Południowej do Północnej, gdzie natyka się na pole minowe i oddział żołnierzy. Pech chciał, że w trakcie ucieczki skręca w złą stronę i trafia do wioski zamieszkałej przez rodziny wojskowych. Ostatecznie udaje jej się ukryć w domu kapitana Ri Jung Hyeok, który stara się bezpiecznie odesłać ją do domu.

Bardzo dobra produkcja, która stworzy w Waszych głowach granicę między Północą (Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną) a Południem (Republiką Korei), które różnią się od siebie, jak dzień i noc. Wbrew oczekiwaniom produkcja jest dość urocza i zabawna, a dzięki temu lekka, co jest ogromnym plusem. Dla zainteresowanych podrzucam pełną recenzję "Crash Landing on You".

Można obejrzeć na Netflix


Terius to pseudonim Kim Bona, byłego tajnego agenta NIS (Narodowa Służba Wywiadu Korei Południowej), który zniknął z radaru agencji po niefortunnych wydarzeniach z misji rozgrywającej się w Warszawie. Kim Bon na własną rękę stara się odszukać morderców swojej ukochanej, a jednocześnie ustalić tożsamość prawdziwego zdrajcy z NIS-u. W tym celu zatrudnia się jako niania u kobiety, której mąż został zabity przez Magika (zabójcę, ktróry sprzątnął także dziewczynę naszego bohatera). Tajemniczy przystojniak robiący za niańkę wywołuje wśród rodziców nie małe poruszenie, zwłaszcza wśród takich, które stworzyły swoją własną siatkę przepływu informacji zwaną KIS.

"Terius Behind Me" to połączenie akcji i komedii z dobrze skonstruowaną fabułą i główną intrygą, jednak podejrzewam, że spora część z Was zdecyduje się obejrzeć ten tytuł z zupełnie innego powodu - dla zobaczenia Warszawy i Mirosława Zbrojewicza w południowokoreańskiej produkcji. Powód by zacząć nie jest ważny - ważne jest to, że zostanie Wam zaserwowana rozrywka na dobrym poziomie i staniecie w obliczu zagadki, którą trudno rozgryźć, a po zakończeniu będziecie zadowoleni i zaskoczeni!

Można obejrzeć na DramaQueen

Memories of the Alhambra 

Wyobraźcie sobie małe hiszpańskie miasteczko, które po założeniu specjalnych soczewek i zalogowaniu się na serwer, zmienia się w ogromną scenę gry, w której atakują Was średniowieczni rycerze, których musicie powalić mieczami. Rozwiązujecie questy, unikacie strzał, zawieracie sojusze lub pojedynkujecie się z innymi graczami, zbieracie ekwipunek etc. I nagle, będąc na kolejnym poziomie, orientujecie się, że ta gra to coś więcej niż rozszerzona rzeczywistość, bo rany naprawdę Was bolą, gra toczy się dalej, nawet po wylogowaniu, a Wy uświadamiacie sobie, że... a sorry, to już byłby spoiler. Niemniej brzmi creepy, prawda? To przytrafia się Yoo Jin Woo, który testował innowacyjną grę.

Wykorzystanie rozszerzonej rzeczywistości w grze rozciągającej się na całe miasto? Sam pomysł mnie kupił, a gdy zobaczyłam efekty, nie mogłam odkleić się od ekranu, na przemian żałując, że nikt nie chce wziąć moich pieniędzy, by w zamian pozwolić mi zagrać, oraz odrobinę zaniepokojona, że ktoś rzeczywiście mógłby je zabrać, a ja utknęłabym w takim koszmarze. "Memories of the Alhambra" to bardzo dobra produkcja, która zapomniała, że chciała być też romansem. Osobiście uważam skupienie się na akcji, akcji i jeszcze raz akcji za bardzo dobrą decyzję, bo jest tu na co popatrzeć i nad czym pomyśleć.

Można obejrzeć na Netflix

Just Between Lovers

Lee Gang Doo i Ha Moon Soo poznali się w galerii handlowej, a konkretnie utknęli wspólnie pod jej gruzami, gdy galeria się zawaliła. To wydarzenie zmieniło ich życie na zawsze. Moon Soo straciła siostrę, a wraz z jej śmiercią także rodziców, którzy nie mogli pogodzić się ze stratą młodszej córki. Dziewczyna, dorastając w poczuciu winy, postanowiła pracować w branży architektonicznej, by nie dopuścić do podobnej katastrofy. Z kolei Gang Doo stracił ojca, a także perspektywy na dobre życie. Po latach ponownie się spotykają, by wspólnie pracować przy powstawaniu budowli położonej na fundamentach zawalonej galerii.

To jedna z moich trzech ulubionych produkcji i tak się fortunnie złożyło, że idealnie sprawdzi się na rozpoczęcie przygody z koreańskimi serialami. Rewelacyjna fabularnie i aktorsko, a przy tym pozbawiona słodkości typowego romansu i akcentów czysto komediowych (to wcale nie znaczy, że nie wywołuje uśmiechu!). Nieco ponury klimat idealnie pasuje do przesiąkniętego dramatem tematu. Ważna jest również sama kreacja bohaterów, których zachowania są zrozumiałe i logiczne dla zachodniego widza. Zresztą sprawdźcie sami - poźniej mi podziękujecie!

Można obejrzeć na Viki

Hi Bye, Mama!

Cha Yu Ri zginęła potrącona przez samochód, lecz jej jeszcze nienarodzonej córce udało się przeżyć. Przez kolejne pięć lat Yu Ri obserwuje ją i swojego byłego męża jako duch. Widzi, jak dziewczynka dorasta i dostaje nową mamę, lecz wciąż nie jest w stanie przejść na drugą stronę. W końcu z nie do końca zrozumiałych dla niej powodów dostaje szansę wrócić do życia na 49 dni lub na stałe, jeśli zajmie swoje miejsce jako matka i żona.

"Hi Bye, Mama!" to wyciskacz łez. Twórcy nie patyczkują się i sięgają po każde możliwe środki, żebyście wzruszali się przy każdym odcinku. Nie ma, że boli - chusteczki przy oglądaniu mieć trzeba. Pomimo tego sama drama jest zaskakująco ciepła, mądra, zabawna i lekka w odbiorze.

Można obejrzeć na Netflix.

Dobra drama na start

Oh Yeon-joo jest lekarką pracującą na oddziale kardiologi. Pewnego dnia, zupełnie przypadkowo trafia na dach hotelu, gdzie znajduje wykrwawiającego się chłopaka - Kang Chul (Lee Jong-suk). Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Kang jest postacią z komiksu tworzonego przez jej ojca. Yeon-joo udaje się uratować Kanga, jednak groźba śmierci ciągle nad nim wisi, ponieważ autor pragnie jego śmierci. Niemniej chwilowo największym zmartwieniem dziewczyny jest to, jak dostała się do świata rysowanego przez swojego ojca.

Tę przetestowałam na sobie. Była to moja pierwsza drama i jak widzicie pokochałam ją i sam gatunek do tego stopnia, że minęło parę lat, a ja wciąż nie wygrałam z uzależnieniem. Wrażenia na świeżo po obejrzeniu opisałam w recenzji "W - Two Worlds", gdy jeszcze do azjatyckiej popkultury podchodziłam jak pies do jeża... no może lekko zakochany od pierwszego wejrzenia pies. Kocham komiksy i isekai, więc sam pomysł na fabułę kupił mnie od razu, a genialne wykonanie zrobiło resztę.

Można obejrzeć na DramaQueen

Chicago Typewriter

Han Se Joo jest sławnym autorem bestsellerów, który budzi duże zainteresowanie. Jeon Seol jest jego fanką numer jeden. Ich drogi krzyżują się za sprawą tajemniczej maszyny do pisania, która podsuwa pisarzowi wizje dotyczące jego poprzedniego życia w latach trzydziestych podczas japońskiej okupacji Korei.

Fantasy ma to do siebie, że jest bardziej wymagającym gatunkiem o znacznie bardziej skomplikowanej fabule, niż przeciętne dramy, więc siłą rzeczy łatwiej się w nim pogubić, tym bardziej gdy akcja dzieje się naprzemiennie w przeszłości i teraźniejszości, jednak ten tytuł przetestowałam na króliczku doświadczalnym i okazał się strzałem w dziesiątkę dla początkującego widza. Zakładam, że sporą tego zasługą jest atrakcyjny pomysł i dobra realizacja, dzięki czemu drama wciąga.

Można obejrzeć na DramaQueen

I'm Not a Robot

Kim Min-Kyu jest bogatym prezesem, który nie ma łatwego życia. W młodym wieku stracił rodziców i od tamtego momentu cierpi na dość osobliwą przypadłość - alergię na ludzi. Przy najmniejszym kontakcie fizycznym z inną osobą, dostaje silnej reakcji alergiczne, dlatego ogranicza kontakty do minimum, a gdy już musi wyjść z domu, chowa się za maską, nakłada rękawiczki i używa pałki, by trzymać innych na odległość. Pewnego dnia okazuje się, że jest właścicielem robota Aji 3.

"I'm Not a Robot" jest ciepła, zabawna, urocza i słodka. Klimat jest tak przyjemny, że w nawet ciężkie relaksuje i wywołuje uśmiech. Co prawda humanoidalny robot obdarzony sztuczną inteligencją ostatecznie ulega awarii i musi go zastąpić dziewczyna, na wzór której go stworzono i niewiele mamy tu typowego sf w porównaniu do wcześniej wspomnianego "Memories of the Alhambra", więc jeśli szukacie odwrotności, czyli robota udającego człowieka, to polecam obejrzeć również "I'm human too". Obie produkcje są naprawdę godne polecenia.

Można obejrzeć na Viki

Hotel del Luna 

Hotel del Luna jest hotelem przyjmującym niezwykłych gości. To miejsce, w którym duchy zmarłych mogą załatwić swoje niedokończone sprawy i nacieszyć się rzeczami, którym nie udało się za życia, by móc bez żalu przejść dalej. Man Wal prowadzi hotel w ramach pokuty za swoje czyny, lecz potrzebuje ludzkiego menadżera do zarządzania sprawami w ludzkim świecie. Wybiera Goo Chan Sung, który jest świetnym hotelarzem, ale również strasznym tchórzem i niespecjalnie uśmiecha mu się zajmowanie się zmarłymi gośćmi.

Klimat "Hotelu del Luna" jest wprost nieziemski - utrzymany w mistycznej atmosferze, którą tworzą idealnie ze sobą współgrające kolory, kadry i muzyka. Zaczynam odnosić wrażenie, że trochę się powtarzam, zachwalając fabułę i grę aktorską, bo każdy tytuł, który rekomenduje na start, jest starannie dopracowany. Niemniej ta drama jest jedną z najlepszych zeszłorocznych produkcji, która powinna Was oczarować i zachwycić. Specjalnie straszna nie jest, więc nie będziecie się bać, jednak wystarczająco, by wprowadzić Was w odpowiedni nastrój.

Można obejrzeć na Viki


Król Joseon zachorował i nie pokazuje się nikomu od dziesięciu dni. Po kraju zaczęła krążyć plotka o jego śmierci, jednak każdego niosącego tę wieść zabija się za zdradę. Następca tronu ma dość niepewności, wbrew zakazowi królowej, zakrada się do pałacu króla, lecz tam zamiast króla, spotyka krwawą bestię. Co prawda nie ma pojęcia, że doradca króla, który przy okazji jest głową potężnego rodu i ojcem nowej królowej, zmienił swego władce w zombie, byle tylko ten 'dożył' narodzin syna z prawego łoża. Dość creepy intryga dworska, w końcu daje początek zombie apokalipsie, którą należy powstrzymać, nim ogarnie całe Joseon. Problem polega na tym, że nikt poza dzielnym księciem (a jakże!) nie wydaje się specjalnie przejmować ożywionymi zwłokami zjadającymi poddanych.

Zombie w historycznej produkcji - Czy muszę pisać więcej? Właściwie wszystko w temacie zostało już napisane i w pełnej recenzji "Kingdom" znajdziecie odpowiedzi na pytania:  Czy fani zombie powinni się bać koreańskiej dramy oraz jak się ma Korea do zombiaczków? Trochę zaspoileruję odpowiedź, ale fani z-apokalipsy powinni być zachwyceni, bo to jedna z nielicznych DOBRYCH produkcji o zombie.

Można obejrzeć na Netflix

Who Are You: School 2015

Dwie dziewczyny o identycznej twarzy - bliźniaczki rozdzielone w dzieciństwie. Pierwsza z nich chodzi do prestiżowego liceum i ma masę przyjaciół, a druga jest sierotą, nad którą znęcają się w szkole. Pierwsza zaginęła, druga postanowiła popełnić samobójstwo. Jedna z nich odnajduje się w szpitalu i nie pamięta, kim jest.

Gdybym miała porównać "Who Are You: School 2015" do popularnych amerykańskich seriali, to stawiam na „Pretty Little Liars” i „Lying Game”. Nie będę ukrywać, że jest to jedna z moich ulubionych produkcji w tym gatunku, lecz wolę ostrzec, że pierwszy odcinek trzeba przecierpieć albo całkiem zrezygnować z jego oglądania, bo jest zwyczajnie słaby i można się zrazić do rewelacyjnego dalszego ciągu.

Można obejrzeć na Viki

Who Are You: School 2017

Ra Eun Ho jest uczennicą szkoły średniej. Dobrze rysuje i od dawna pragnie zostać w przyszłości autorką manhw. Jednak w szkole radzi sobie nie najlepiej, aby spełnić marzenia musi podnieść się w rankingu. Pewnego dnia niechcący znajdzie się w złym miejscu i czasie, a jej przyszłość stanie pod znakiem zapytania, gdy zostaje oskarżona o bycie X — tajemniczym uczniem walczącym z szkolnymi nieprawidłowościami.

Kolejna część z serii School. Nie powiązana fabularnie z poprzedniczką, więc można śmiało oglądać w dowolnej kolejności.

Można obejrzeć na Viki

Extraordinary You

Główna bohaterka dramy odkrywa, że żyje w komiksie i to wcale nie jako główna bohaterka, lecz postać wspierająca, co gorsza przeznaczona na odstrzał lub wieczne poniżanie przez swojego ukochanego. Dziewczynie nie pozostaje nic innego, jak zmienić swoje przeznaczenie i zbuntować się przeciwko woli autora. Wychodzi to różnie, ale muszę przyznać, że to, co się dzieje za kulisami i na scenie świetnie ze sobą kontrastuje, przy okazji zahaczając o wiele interesujących kwestii na temat problemów fikcyjnych postaci.

Ta urocza historia należy do moich ulubionych zeszłorocznych dram. Choć nie jest wysokobudżetowa, to jej ciepły klimat w całości to wynagradza. Co prawda w pewnym momencie staje się nieco bardziej skomplikowana od swoich poprzedniczek, ale wciąż dość łatwo nadążyć za fabułą, ponieważ zdradza swoje tajemnice bardzo powoli.

Gdzie obejrzeć? Viki

David Lee jest geniuszem, którego w młodości ojciec podejrzewał o bycie psychopatą. Wspomniany tatuś został zamordowany, a młodszy brat zaginął. Po latach David łapie morderców, jednocześnie szukające tego, który pozbawił go rodziny. Podstawowym pytaniem jest, czy po to, by wymierzyć sprawiedliwość, czy może żeby się do niego przyłączyć?

"Hello Monster" to wyjątkowa drama, która bardziej od typowego koreańskiego serialu, przypomina mi amerykański kryminalny typu procedural. Tylko o niebo lepszy! Poważnie, amerykańscy twórcy seriali kryminalnych powinni obejrzeć ten tytuł i zrobić porządne notatki, by dowiedzieć się, co powinni poprawić w swoich produkcjach, ponieważ "Hello Monster" zawstydza je wszystkie. Gdybym miała go do czegoś porównać, to początkowo przypominał mi Sherlocka, z tym że tutaj mamy o wiele więcej creepy psychopatów.

Można obejrzeć na Viki

365: Repeat The Year 

Drama opowiada historię dziesięciu osób, które dostają szansę, by cofnąć się w czasie o rok. I tak detektyw, któremu zabito przyjaciela, dostaje szansę, by go uratować. Pisarka unika wypadku, przez który wylądowała na wózku etc. Problem polega na tym, że dość szybko okazuje się, że cała dziesiątka jest ze sobą mocniej powiązana, niż im się początkowo zdawało, a zmiana losu niesie za sobą poważne konsekwencje, przez które kolejno umierają. Jedno po drugim.

Coś idealnego dla fanów "I nie było już nikogo", choć tu dodatkowo mamy wplątany wątek podróży w czasie. Na chwilę obecną to najlepsza tegoroczna drama, jaką widziałam i raczej trudno będzie ją pozbawić tego tytułu. Romans prawie nie istnieje, dzięki czemu twórcy wykorzystali czas antenowy na skonstruowanie rozbudowanej fabuły, która jest dla widzów zagadką. Każdy odcinek trzymał w napięciu i zmuszał do przedefiniowania swoich przypuszczeń na temat tego, co przytrafia się bohaterom, kto jest zły, a kto dobry.

Można obejrzeć na DramaQueen

Zabrakło jednego istotnego gatunku - historyków. Osobiście uważam, że to są odpowiednie produkcje na pierwszy kontakt z k-dramami i należy obejrzeć przynajmniej trzy współczesne dramy, nim ruszy się seriale kostiumowe, w których łatwo pogubić się w natłoku licznych, podobnie ubranych aktorów i całej masy intryg, dlatego zdecydowałam się poświęcić historykom osobny artykuł. Spodziewajcie się go niebawem! A tymczasem bawcie się dobrze, poznając nową gałąź popkultury!

Wystarczy kliknąć "Lubię to", aby regularnie dostawać wtorkową dawkę k-dram!

Ps. Pytanie do dramaholików: Jakie tytuły dodalibyście do listy i od jakich Wy zaczynaliście przygodę z k-dramami?
Czytaj całość

Kolejność oglądania Piratów z Karaibów i co z kolejną częścią?


Jak powiedział Kapitan Barbossa "Trzeba się zgubić, żeby znaleźć miejsce, do którego nie można trafić. Inaczej każdy by wiedział, gdzie ono jest". Na szczęście dla wszystkich zagubionych mam mapę i chętnie się nią podzielę, żebyście przypadkiem nie wylądowali Na Nieznanych Wodach, gdy będziecie szukać tytułu, od którego powinno się zacząć oglądanie filmowej serii "Piratów z Karaibów".


Kolejność oglądania Piratów z Karaibów:

Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły (2003)
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka (2006)
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata (2007)
Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach (2011)
Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara (2017)

Co dalej?

Podstawy za nami, więc możemy przejść w końcu do plotek na temat kolejnej części, która jak zapowiadają nie dość, że zostanie bez udziału Johnnyego Deppa, to w dodatku być miękkim rebootem serii. Najprawdopodobniej oznaczać to będzie, że szósty tytuł w serii będzie skupiał się na przygodach nowych bohaterów, a Kapitan Jack Sparrow i pozostałe postacie z poprzednich części pojawią się w najlepszym razie na dalszym planie lub ich udział będzie typowym cameo.

Z jednej strony uważam za szalenie niesprawiedliwe, że Johnny Depp został odsunięty od projektu, tym bardziej że wszystko wskazuje na to, że była to decyzja przynajmniej częściowo oparta na zawirowaniach w prywatnym życiu aktora, a przy okazji nie ulega wątpliwości, że to właśnie dzięki niemu seria zyskała na popularności i zarobiła wystarczająco pieniędzy dla Disneya, by w ogóle można było mówić, że "Piraci z Karaibów" to seria. W końcu projekt mógł się nie przyjąć i wylądować w koszu, a umówmy się, że większość z nas pokochała ten film przez pewnego przerysowanego pirata.

Oglądałabym

Z drugiej strony rozumiem, że uniwersum ma wystarczający potencjał, by wpleść do niego historie innych piratów. Dlatego nie skreślam nowej części i z ciekawością jej wypatruję. Tym bardziej że do niedawna mówiło się, że główną rolę w nowej odsłonie miał dostać Robert Downey Jr. i chociaż na razie nie wiadomo, czy to się uda, to pewnym jest, że z pewnością ruszy projekt, w którym Christina Hodson (scenarzystka np. "Ptaków Nocy") napiszę historię o tym, jak Margot Robbie rozbija się po XVIII wiecznym Morzu Karaibskim. Po roli choćby Harley Quinn można wierzyć, że to ma szanse się udać, ale żeby się przekonać, pozostaje nam czekać.

Pssssyt! Po kliknięciu Lubię to, traficie do miejsca, gdzie codziennie pojawiają się popkulturowe newsy!

Ps. A Wy co lub kogo chcielibyście zobaczyć w kolejnej części?
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella