Wojsko vs Zombie, czyli Rozbita Klepsydra J.L. Bourne'a

Książka o zombie

Gdy świat pochłonęła epidemia paskudnej zarazy zmieniająca ludzi w zombie, a pozostałości z tego, co kiedyś było rządem USA, postanowiło zrzucić atomówkę na kilka miast (bo kto im zabroni?!), żywi ludzie stali się zagrożonym gatunkiem. Wśród nich przetrwali najsilniejsi i najlepiej uzbrojeni, czyli w większości wojskowi. To oni muszą wypełnić misję, która pozwoli ludzkości przetrwać Armagedon.

Ciągłość Rządu (która jak rozumiem jest zwierzchnikiem tego, co zostało z Amerykańskich Sił Zbrojnych) ma plan przetrwania rasy ludzkiej. Mglisty, bo mglisty i nie do końca mądry, ale ma i tylko to się liczy. Zgodnie z nim wysłano jednostki specjalne na misje. Grupa "Feniks" ma za zadanie zabezpieczyć Hotel 52 (najprawdopodobniej ostatnią amerykańską bazę posiadającą broń nuklearną), by kontroli nad nią nie przejęła tajemnicza organizacja Remote Six. Grupa "Feniks" ma wkroczyć do tajnej chińskiej placówki badawczej, która była zalążkiem epidemii i zabezpieczyć Pacjenta Zero, bo to on jest największą nadzieją na uzyskanie większej wiedzy o zarazie oraz na stworzenie szczepionki. Z kolei na lotniskowcu USS Washington, gdzie przebywa największa znana nam grupa ocalałych, przetrzymywane są zmutowane (czyt. wystawione na radiacje, przez co mądrzejsze, szybsze i paskudnie niebezpieczne) zombie, które również stały się obiektami badań. Innymi słowy można by rzec, że wszyscy bohaterowie mają prze... są w niebezpieczeństwie, a rasa ludzka może w każdej chwili wyginąć, rozkładając się w przedziurawionych bebechach zombiaków.


Armagedon dzień po dniu tom 3
"Rozbita Klepsydra" jest częścią serii "Armagedon dzień po dniu" i bezpośrednio kontynuuje wydarzenia z części "Więcej niż wygnanie", jednak jeśli dotychczas nie czytaliście poprzednich tomów, to nie uciekajcie, bo co zaskakujące, można zacząć przygodę w świecie wykreowanym przez J.L. Bourne'a właśnie od tego tytułu. Po pierwsze dlatego, że autor na dzień dobry wita czytelników skrótem z poprzednich wydarzeń, a przede wszystkim dlatego, że dostajemy nowych bohaterów. Nie martwcie się, główny wciąż żyje i w końcu nadano mu imię - Kil.
Po drugie dlatego, że ten "Rozbita Klepsydra" tworzy w pewien sposób zamkniętą całość. Historia rozpoczyna opowieść i kończy ją w odpowiedni sposób, by pożegnać się z tym światem. Niemniej to nie tak, że autor zgasił światło, zamknął drzwi, przekręcił klucz i wyrzucił go na dno oceanu. Nie. Zwyczajnie zamknął większość wątków, jednocześnie zostawiając sobie furtkę do kontynuacji, która notabene jest dostępna na amerykańskim rynku wydawniczym, więc jest spora szansa, że czwarta część "Armagedonu dzień po dniu" pojawi się również w Polsce.
Po trzecie ta część różni się od pozostałych tomów niemal wszystkim.

Pierwszy i drugi tom były napisane w formie pamiętnika z zombie apokalipsy, spisywanym przez młodego oficera lotnictwa marynarki wojennej, teraz znanego jako Kil. Tym razem mamy typową narrację trzecioosobową, która skupia się na grupach złożonych z kilku bohaterów. Ponadto o ile wcześniej autor skupiał się na opisuwaniu prób przetrwania na terenach opanowanych przez zombie, tak aktualnie mamy do czynienia bardziej z próbą odbicia świata z ich rąk oraz podjęciu kroków zapewniających przetrwanie wszystkim ocalałym, a nie jedynie pojedynczym jednostką. To duża zmiana zarówno w serii, jak i w gatunku, bo bądźmy szczerzy. Książki o zombie apokalipsie zazwyczaj nie skupiają się wokół działań wojska, lecz cywili. To miła odmiana, choć ciężko się przestawić. Zwłaszcza biorąc pod uwagę żargon i styl autora. Po "Rozbitej Klepsydrze" naprawdę widać, że J.L. Bourne jest oficerem wojskowym. Z jednej strony to dobrze, bo najpewniej nie pisze bzdur i zna się na tym, co opisuje (chociaż pewna być nie mogę, bo z wojskiem do czynienia nie mam), a z drugiej dla mnie-laika niektóre fragmenty, porównania i odniesienia są kompletnie niezrozumiałe. Nie żeby w jakikolwiek sposób przeszkadzało mi to podczas czytania. Zwyczajnie mam wrażenie, że osoby mające więcej wspólnego z wojskiem będą mogły więcej z tej książki wyciągnąć.

Książki o zombie apokalipsie

Dość porównań, czas skupić się na "Rozbitej Klepsydrze"! To co najbardziej podobało mi się podczas czytania, to fakt, że autor poświęcił czas na zaprezentowania zombie. Przedstawił swój pomysł na temat tego, jak wirus zmienia ludzkie ciało w zombie oraz jak to zmienia jego fizjonomie, a przy okazji nie zapomniał również uchylić rombka tajemnicy na temat tego, skąd ów wirus się mógł wziąść. Moim zdaniem rozwiązanie tej zagadki pozostawia jeszcze więcej pytań, jednak przynajmniej to, co zaserwował nam pod koniec poprzedniego tomu uległo pewnym zmianom. 

Ogólnie mogę śmiało napisać, że pod wieloma względami "Rozbita Klepsydra" jest najbardziej interesującą częścią serii. Wiele się dzieje, trzyma w napięciu, karmi zombiaki, wyróżnia się na tle podonnych tytułów i wciąga. Książka urzekła mnie wieloma elementami, jak choćby naprawdę rozbudowanym opisom przegniłych mózgów rozbryzgujących się po przejściu kuli i wszelkim innym metodom eksterminacji zombiaków. W końcu między innymi dlatego czytamy o zombie apokalipsie, prawda? Poza tym lubiłam poprzedni styl pamiętnikowy, lecz ten również jest dobry, a niezaprzeczalnym jego plusem jest rozbicie akcji na kilka grup, więc sporo się dzieje. Zdecydowanie polecam wszystkim lubiącym odstrzeliwanie mózgów żywych trupów!


Ps. Ustaliliśmy, dlaczego lubię książki o zombie, a Wy z jakiego powodu po nie sięgacie? Piszcie! 
Czytaj całość

Gdy Twój facet galopuje na koniu, czyli wady i zalety romansu z Księciem z Bajki


Książę z bajki – ucieleśnienie marzeń księżniczek i sporej ilości kobiet na całym świecie. Wierzy się, że jego spotkanie jest tak nieprawdopodobne, jak spotkanie jednorożca, a jednak jest od groma dziewczyn, które wciąż na niego czekają. Pytanie tylko, czy rzeczywiście warto czekać, czy może lepiej pozostawić go w sferze marzeń, najlepiej tych zapomnianych? Odpowiedzmy na to pytanie, robiąc listę plusów i minusów związku z takim księciem!


[Wszystkich przypadkowych przybyszy zastanawiających się nad związkiem z metaforycznym Księciem z bajki, uprzedzam, że w serii Gdy Twój Facet... metafory nie istnieją i naprawdę mowa o Księciu z bajki/Robocie/Wampirze i co tam jeszcze było, więc zaopatrzcie się w popcorn i lecimy!]

Wady związku z księciem z bajki

Musisz na niego czekać
Widziałaś kiedyś Księcia, który pojawia się na samym początku bajki? No właśnie... Książę ma wiele obowiązków, a przynajmniej będzie Ci mówił, gdy w końcu raczy się pojawić SPÓŹNIONY na umówione spotkanie. To typ, który ciągle każe na siebie czekać. Umówiliście się na kolację? Lepiej zacznij gotować kilka godzin po umówionej godzinie spotkania, bo i tak wszystko wystygnie do czasu jego przybycia. Przykro mi, ale najpewniej padniesz nieprzytomna jak Śnieżka, nim on się w końcu raczy zjawić. Nawet w bajkach pojawia się dopiero na sam koniec (biedak ze "Shreka" tak bardzo się spóźnił, że pojawił się dopiero w kontynuacji, gdy ogr mu już zwędził księżniczkę!). Szlajał się gdzieś, gdy biedna dziewczyna była atakowana przez hejtera, któremu w końcu po licznych próbach udało się skutecznie rzucić na nią klątwę. Ty też będziesz musiała radzić sobie sama, bo on nie będzie miał czasu Ci nieustannie pomagać.

Zgrywa rycerza
Książę to książę, powinien ładnie wyglądać w koronie, tańczyć na balach i ciągle się uśmiechać, ale Książę z bajki nie może się powstrzymać przed wdrapaniem się na grzbiet swojego rumaka, by patatajać na nim przez ciemne lasy, w których czają się potwory. Niby taką odwagę należy podziwiać, ale ile nerwosoli będziesz musiała zażyć, gdy Twój facet pogna walczyć ze smokami? Jaką masz gwarancje, że wróci cały i zdrowy, zamiast skończyć w brzuchu potwora? [Przypominam, że jeśli jesteście przed ślubem, to korona Ci się nie należy w spadku!] Albo jeszcze gorzej! W czasie swojej przygody może uratować jakąś piękną niewiastę i Cię nią zastąpić. W końcu nie bez powodu niektórzy książęta z bajek nie mają nawet imienia i są do siebie łudząco podobni! Pewnie to to samo książątko, które zaliczyło kilka ciekawych przygód i ratowało damy w opresji pocałunkami. A w domu będzie Ci się tłumaczył, że to tylko w celu zdjęcia klątwy. Tiaaaa....


Jest prześliczny
Wręcz tak śliczny, że momentami może Cię razić po oczach swoich blaskiem. Jeśli od tego nie oślepniesz, to będziesz miała całkiem przyjemny widok przed oczami - Ty. Twoje koleżanki. Przypadkowi ludzie mijani na ulicach. Inne kobiety. Węszę zazdrość i być może powody do niej, bo za pięknym wyglądem podążą olbrzymie ego i narcyzm, a te z kolei są strasznymi łakomczuchami, które żywią się komplementami. Zdradzę Ci w zafaniu, że komplementy biorą się od innych ludzi, więc Twój Książę będzie złakniony ich uwagi i aprobaty. Będziesz czuła się komfortowo, jeśli będzie bardziej dbał o siebie i miał więcej kosmetyków od Ciebie? Będziesz się czyła komfortowo, jeśli będziesz musiała podawać swoim przyjaciółkom chusteczki, by łaskawie otarły ślinę, która kapie Ci na buty, gdy wpatrują się jak cielęta w Twojego faceta? Będziesz się czuła komfortowo, gdy ktoś z premedytacją lub bez, powie, że wyglądasz przy nim jak strach na wróble? Tak tylko pytam.

Życie w blasku reflektorów
Umawiając się z Księciem możesz zostać księżniczką. Wiem, wiem, że awans społeczny to nic złego i każda dziewczyna zazdrości Kopciuchowi zmienienia umorusanego fartucha na lśniącą suknie, ale nie oszukujmy się, jako księżniczka nie będziesz miała łatwego życia. Wiecznie na świeczniku, otoczona przez paparazzi i oceniana przez nowych znajomych z wyższych sfer, nie będziesz mogła chodzić w zapierdziałej piżamie przez pół dnia i oglądać Netflixa, gdy tylko dopadnie Cię buba i zmęczenie całym światem. Od teraz nawet wyglądając rankiem przez okno będziesz musiała mieć na sobie pełny makijaż i uśmiech. Chodzić na wszystkie ważne uroczystości, nie ważne jak bardzo będą nudne. I pamiętaj, że od tego momentu każda Twoja wpadka zostanie uwieczniona i dowiedzą się o niej WSZYSCY! Wszyscy będą sądzili, że mają prawo Cię oceniać, krytykować i drwić z najmniejszej pomyłki!

Shrek 2 Czerwony Dywan
Zmęczenia nie można po Was widać, a spać nie ma kiedy!



Musisz na niego czekać
Podobno na wartościowe rzeczy warto czekać, więc skoro tyle się już w życiu wyczekałaś na Księcia z bajki, to musi być on naprawdę cenny! A tak całkiem poważnie, nie ulega wątpliwości, że Książę zawsze się spóźnia, jednak potraktujmy to jako zaletę, dzięki której będziesz miała więcej czasu na przygotowanie się do wyjścia, a w czasie czekania zawsze możesz obejrzeć kolejny odcinek serialu lub przeczytać kolejny rozdział książki. Wszyscy narzekamy na zbyt mało godzin w dobie, a tu proszę! Książę stwarza sposobność do oddawaniu się przyjemnością w objęciach popkultury bez poczucia winy, że marnujesz czas przeznaczony na coś innego. Widzisz, jak dobrze, że się spóźnia!
A wracając do tego, że nie ma czasu Ci pomóc, gdy zmagasz się z przeciwnościami losu, to powód jest prosty. Na pewno Książę z bajki ma Cię za silną, niezależną kobietę, która potrafi sobie samodzielnie radzić z przeciwnościami losu i właśnie dlatego zjawa się dopiero wtedy, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Jak można mieć mu za złe, że ma tyle wiary w swoją ukochaną?! Najważniejsze, że się zjawia, ocenia szkody i z łatwością naprawia sytuacje!

Zgrywa rycerza
To miło, że Książę z bajki nie tylko jest ładny, ale również odważny i waleczny! Być może nigdy nie będziesz potrzebowała, by zabił dla Ciebie potwora, ale jeśli jesteś wrogiem zagrożonych gatunków, to zdecydowanie docenisz łeb martwego smoka wiszący na ścianie... oczywiście, gdy leśne zwierzaczki wytrą całą krew, by nieupaprała Ci ścian i podłogi.

Jest prześliczny
Książę z Bajki dlaczego nie warto się z nim umawiać

Przystojny mężczyzna o pięknie wyrzeźbionej sylwetce z bujną czupryną to zawsze ciacho. A na ciacha się nie narzeka. Kropka.
Okey, nie będę taka i wspomnę jeszczę, że taki ładny widok z rana może znacząco wpłynąć na jakość całego Twojego dnia. Dodatkowo, jeśli masz przy boku zadbanego faceta, to tym bardziej będziesz chciała zadbać o siebie. Chyba.

Życie w blasku reflektorów

Ile w życiu przeciętnej kobiety jest okazji do ubrania pięknej sukni balowej? Zbyt mało w porównaniu do ilości takich sukienek, które chcemy kupić! Nawet Gosiarella wiecznie ubrana w jeansy i adidasy zaczyna się ślinić, gdy widzi suknie wieczorowe i wysokie szpilki! Ciężko od tego uciec, tak jak od poczucia winy, gdy widzi się kilkanaście takich nabytków wiszących w szafie z wciąż pachnących nowością. Na szczęście Ty już będziesz mogła oderwać metki, bo okazji do ich ubrania Ci nie zabraknie! Ba! Będziesz musiała kupić masę nowych i wymienić szafę na większą! Twoje szpilki będą Cię nosić po czerwonym dywanie, a swoje zdjęcia w oszałamiających stylizacjach wylądują na okładkach gazet każdego bajkowego królestwa! Wszyscy będą patrzeć na Ciebie z zazdrością! Bez większego wysiłku (chyba, że liczymy pracę Twojej ekipy stylistów, fryzjerów, kosmetyczek etc.) zostaniesz księżniczką wśród celebrytek!

Sprawdź: Czy warto być Księciem z bajki?



Ps. Zalety bledną wobec wad, czy może odwrotnie? Umówiłybyście się z Księciem z bajki, czy wolicie prawdziwego księcia lub kogoś jeszcze innego?
Ps2. Swoją drogą możecie zgłaszać swoje propozycje odnośnie kolejnych panów do serii "Gdy Twój facet...".
Czytaj całość

POPvlog: Czy warto być Księciem z bajki?!


Ach! Książę z bajki! Wydawać by się mogło, że każda dziewczyna będzie do nigo wzdychać i marzyć, by ją odnalazł i zabrał na swoim białym rumaku w stronę zachodzącego słońca lub w jakąkolwiek inną byle prowadzącą do jego zamku? Jednak moi drodzy mężczyźni, nie dajcie się jednak zwieść wszystkim ochom i achom wydawanym przez kobiety, ponieważ naprawdę nie chcielibyście zasilić szeregi bajkowych książąt. Nie wierzycie? Oto 6 powodów:




Czytaj całość

Made in China, czyli paczka c-dram #1

Jaką dramę obejrzeć?

Muszę przyznać, że oglądanie chińskich dram nie idzie mi najlepiej. O ile początki są świetne, tak po pewnym czasie (czyt. przytłoczona liczbą odcinków) zaczynam się nudzić i z trudem potrafię dobrnąć do końca. Niemniej są c-dramy lepsze i gorsze, więc dobrze, abyście wiedzieli, które są które!


[WAŻNE: Nie oglądajcie openingów, bo to same spoilery! A jeśli dopiero zaczynacie przygodę z dramami, to lepiej zacznijcie od koreańskich produkcji (łapcie poradnik ), z kolei jeśli znacie tylko k-dramy, to warto sprawdzić czym c-dramy się od nich różnią]


My Little Princess
Gatunek: Romans, Szkolna

Opis: Główna bohaterka Lin Xin Chen (Zhang Yu Xi)  jest rozpieszczoną dziewczyną z bogatej rodziny, cierpiącą na syndrom księżniczki. A skoro jest księżniczka, to musi być również książę, którym dla Lin Xin Chen ma być zaręczony z nią Zheng Chu Yao (Chen Bo Rong), który niestety nie podziela jej radości z tym związanej. Na balu nasza księżniczka myli swego księcia z ubogim pianistą Jiang Yu Nian (Mike D. Angelo), a gdy jej pomyłka wychodzi na jaw, obwinia za całe zajście pianistę. I tak rodzi się dramowy trójkąt, czy też czworokąt, bo pianiście wpada w oko księżniczka uganiająca się za księciem, który z kolei ugania się za biedną dziewczyną (niemal żywcem wyciągniętą z k-dramy), a wszystko to rozgrywa się w prywatnej szkole artystycznej - Four Leaf College.

Ocena: Fabuła może i brzmi na niesamowicie wtórną i infantylną, jednak śmiało mogę przyznać, że "My little princess" jest najlepszą c-dramą, jaką miałam okazję obejrzeć. Jeśli dotychczas oglądaliście jedynie k-dramy, to poczujecie tak potężny powiem świeżości, że może Was przewrócić. Poważnie! Przeżyłam ogromny szok, gdy ten tytuł uświadomił mi różnice między dramami chińskimi i koreańskimi. Główna bohaterka jest koreańską wersją 'tej drugiej, która jest zołzą', a 'ta druga' to wypisz wymaluj typowa główna bohaterka z k-dram. Podobnie jest z postaciami męskimi. Naprawdę nie mogłam się nadziwić i przestać zachwycać. Wciągnęła mnie niesamowicie, bawiła i zapewniła dobrą rozrywkę. Zdecydowanie polecam!

The Starry Night, The Starry Sea
The Starry Night, The Starry Sea opinie
Gatunek: Romans, Fantasy

Opis: Shen Luo (Bea Hayden) po latach życia w dużym mieście, wraca do rodzinnego domu znajdującego się na małej wyspie. Wracając do spokojniejszego życia na wyspie, spotykając się z przyjaciółmi z dzieciństwa Jiang Yi Shengiem (Huang Ming) i Zhou Bu Wen (Sui Yong Liang), Shen Luo, dowiaduje się, że jej dziadek jest ciężko chory, więc postanawia się nim zaopiekować. Wkrótce w jej życiu pojawia się tajemniczy ​​Wu Ju Lan (Feng Shao Feng). Dziewczyna nie ma pojęcia, że Ju Lan jest trytonem (czyt. męskim odpowiednikiem syreny), którego magiczna perła 150 lat wcześniej została skradziona przez jej przodków.

Ocena: Jeśli sam tytuł mnie nie zwabił do tej dramy, to z pewnością zrobiły to plakaty i opis fabuły. W końcu dostaliśmy serial/dramę o męskiej syrence, która została wręcz przepięknie nakręcona. Muszę przyznać, że pierwsza połowa dramy była naprawdę interesująca. Niestety ładne rzeczy mają to do siebie, że ich czar po pewnym czasie pryska, więc później zaczęło mi się nieco nudzić, choć nie na tyle, by ją porzucić. Ba! Zakończenie zmusiło mnie do rozpoczęcia przygody z kolejnym sezonem, który niestety okazał się prequelem. Dopiero wtedy się poddałam. Przy okazji warto wspomnieć, że "The Starry Night, The Starry Sea" uświadomiło mi, jak kiepsko grają chińskie aktorki lub jak w Chinach mają słabych ludzi od castingu. Gdyby wyciąć Bea Hayden, to ta drama byłaby znacznie lepsza.

My Amazing Boyfriend
Chińskie dramy fantasy
Gatunek: romans, tajemnica, fantasy, komedia

Opis: Xue Ling Qiao jest 500-letnim mężczyzną z nadprzyrodzonymi zdolnościami, który był uwięziony we śnie przez ostatnie 100 lat. Gdy drugoplanowa aktorką, którą ciągle prześladuje pech, Tian Jing Zhi przypadkowo budzi go podczas wypadku samochodowego, w którym sama ginie, Ling Qiao dzięki swoim zdolnościom przywraca ją do życia. Zmuszeni po różnych wypadkach, do życia pod jednym dachem i udawania pary, razem starają się odkryć zatarte wspomnienia nieśmiertelnego chłopaka. Okazuje się bowiem, że mają ze sobą więcej wspólnego niż im się wcześniej wydawało, a ich losem stara się kierować ktoś jeszcze.

Ocena: Ta drama była tak zachwalana, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Okazało się, że dobrze zrobiłam, bo okazała się całkiem niezła i nie mogę się doczekać drugiego sezonu. Co prawda momentami bohaterowie wywoływali u mnie potężnego facepalma, jednak cała tajemnica związana z pochodzeniem nieśmiertelnego była ciekawa. Zdecydowanie na ten tytuł warto zwrócić uwagę!

Love me, if you dare
Chińska drama Love me, if you dare
Gatunek: Kryminał, Thriller, Romans

Opis: Świeżo upieczona absolwentka Jian Yao (Ma Si Chun) otrzymuje propozycję zostania tłumaczem dla profesora Bo Jin Han (Wallace Huo). Niemniej jej miejsce pracy wydaje się conajmniej osobliwe - ciche, odosobnione, tajemnicze i niepokojące. Zresztą sam pracodawca też jest dość ekscentrycznym introwertykiem. Dziewczyna stara się pomagać profesorowi na miarę swoich możliwości. Ze względu na jego ulubione jedzenia – ryby, postanawia składać zamówienia na codzienne dostawy ze sklepu swojego wuja, prosto do domu mężczyzny. Wkrótce okazuje się, że dostawca, którym jest nastoletni kuzyn dziewczyny, zaginął. Wuj Jian Yoa oskarża profesora o uprowadzenia, a nawet o morderstwo chłopca.

Ocena: Największą zaletą "On nadchodzi, zamknij oczy" (wyobrażacie sobie, że naprawdę tak przetłumaczono ten tytuł?!) jest cała masa spraw kryminalnych, które muszą rozwiązać bohaterowie. Najczęściej tyczy się to seryjnych morderców i to zazwyczaj nie byle jakich, lecz mastermindów na miarę Moriarty'ego. Jeśli lubicie pogoń za mistrzami zbrodni, to ten tytuł powinien się sprawdzić. Jest całkiem nieźle przeprowadzony, choć w pewnym momentach jest przewidywalny. Niestety dużym minusem są główni bohaterowie, którzy nie są godni zapamiętania i szybko wylecą Wam z pamięci.

I Cannot Hug You
Chińskie dramy co obejrzeć?
Gatunek: Romans, Fantasy, Wampiry

Opis: Li ShiYa (Zhang Yu Xi) jest modelką i wampirzycą, jednak nie w stylu 'Wyssę z Ciebie krew', bo współczesne wampiry już nie piją krwi. Rozwinęły się wraz z otaczającym je światem i dostosowały do jego realiów, w któych zostałyby łatwo wykryte, gdyby pozostawiały za sobą wysuszone zwłoki. Teraz wampiry karmią się ludzką energią, pobieraną za pośrednictwem dotyku.
Z kolei Jiang Zhihao jest człowiekem z bakteriofobią, którego energia wyjątkowo smakuje ShiYi , jednak przez jego niechęć do dotykania innych, wampirzyca nie może się pożywić. I tak wpada na pomysł, by pod przykrywką zakochanej dziewczyny wyleczyć go z fobii.

Ocena: Pomysł fajny, a Zhang Yu Xi jest jedną z lepszych chińśkich aktorek, więc postanowiłam spróbować. To był błąd. Choć początek nie był najgorszy i krył stosunkowo ciekawe tajemnice, tak później nie dawałam rady zmusić się do kontynuowania. Dramę męczyłam miesiącami (to ją winię za zastój w c-dramach). Osobiście odradzam. Jest nudną pułapką z irytującymi bohaterami.

Meteor Garden
Drama z Netflixa Meteor Garden

Opis: Shan Cai (Shen Yue) jest  nieustraszoną dziewczyną, która zaczyna studiować dietetykę na renomowanym uniwersytecie. Już pierwszego dnia wpada w kłopoty i staje na drodze popularnym, bogatym, przystojnym i ogólnie och!ach! chłopakom z grupy F4, których liderem jest arogancki Dao Ming Si (Wang He Di). Shan Cai nie pochwala ich niegrzecznego zachowania i jako jedyna postanawia się im postawić. To z kolei prowokuje bieg niespodziewanych zdarzeń, których konsekwencją będą zawirowania miłosne.

Ocena: "Meteor Garden" jest remakiem starszej chińskiej dramy, która z kolei była remakiem koreańskiego „Boys Over Flowers” (ta historia jest nieco dłuższa, ale to nie jest teraz istotne), który niegdyś oglądałam. Choć koreański tytuł raczej średnio mi się podobał, byłam ciekawa jak netflixowa, chińska wersja się udała. O dziwo było znacznie lepiej, niż podejrzewałam. Po pierwsze dlatego, że miło oglądało się coś, co już znałam w nowej, poprawionej wersji pozbawionej wielu głupot, choć nie całkiem od niej wolnych. Po drugie okazała się lepsza od wcześniejszej wersji, którą widziałam. Niestety oglądanie niektórych bohaterów i scen wciąż boli.

Ps. Oglądaliście już chińskie dramy? Polecacie coś szczególnego?
Czytaj całość

Jak wyglądałby świat, gdyby żyli w nim bohaterowie dram?

Jak wyglądałby świat, gdyby żyli w nim bohaterowie dram

Oglądając, jak zachowują się główni bohaterowie w k-dramach, nie potrafię uciec od wyobrażania sobie, jak absurdalnie wyglądałyby takie sceny w prawdziwym życiu. Po prawdzie w każdym filmie, czy serialu niezależnie od kraju produkcji, jest pełno niedorzecznych zachowań, jednak mam wrażenie, że wśród nich przodują azjatyckie dramy. Zresztą sami sprawdźcie,  jak wyglądałby świat, gdyby ludzie zachowywali się jak bohaterowie dram.

Piski, wrzaski i dramaty to tylko część rzeczy, których nagle spostrzegalibyście więcej. Gdziebyście nie spojrzeli tam dostrzeglibyście mężczyzn ciągnących kobiet za nadgarstki. Przytulających się heteroseksualnych mężczyzn przeżywających ciekawesze bromance, niż romanse. Zapłakane kobiety snujące się po chodniku jak duchy. To wszystko tylko zalążek nowej rzeczywistości, w której musielibyście się na nowo odnaleźć, a do tego dochodzą jeszcze niedogodności wpływające na WASZE życie!


Wieczne korki

Dzień jak co dzień. Jedziecie sobie samochodem (czy tam autobusem), aż nagle trafiacie na kilometrowy korek w miejscu, w którym zazwyczaj go nie ma. Pewnie myślicie, że jakieś roboty drogowe albo wypadek albo komuś się auto gdzieś tam z przodu zepsuło. Ale nie! Najzwyczajniej w świecie jakaś para postanowiła namiętnie całować się na pasach. I szlag trafił przez nich cały dzień! Spóźniliście się do pracy/szkoły i dostaliście opieprz. Popołudniu wracacie do domu po ciężkim dniu i marzycie tylko o pysznym obiadku i Netflixie, ale nie ma tak łatwo. Musicie znów czekać, bo gdzieś przed Wami jakaś dziewczyna dostała załamania nerwowego i postanowiła rozbeczeć się w trakcie przechodzenia na drugą stronę ulicy i tam zostać, dopóki się nie wypłacze.  Kolejny dzień, kolejny korek na pół miasta, bo dwóch znajomych spotkało się w połowie przejścia i postanowili poplotkować - w końcu każdy z nich szedł w inną stronę, więc spotkanie w pół drogi ma sens, prawda?


Artykuł o koreańskich dramach

W korańskich dramach ludzie są tak przyzwyczajeni do tego typu zachowań, że już zwyczajnie ich wymijają autami, lecz u nas byłoby to zbyt ryzykowne. Omiń samochodem człowieka, który stoi na pasach, a zapłacisz 500 złotych mandatu, dostaniesz 10 punktów karnych, a w skrajnych przypadkach mogą jeszcze zabrać prawo jazdy. Ech... Zdecydowanie bohaterowie dram zbyt dosłownie potraktowali nazwę "przejście dla pieszych", uznając je za idealne miejsce do 'spotykania się w pół drogi' i stania tam, dopóki nie załatwią wszystkich swoich spraw. Gdyby ludzie w prawdziwym świecie się tak zachowywali, to nadeszłyby złote czasy dla sprzedawców rowerów.


Zawieszeni ludzie

Skoro już zrezygnowaliście z prowadzenia aut, to chodźmy na spacer! Tylko nie zdziwcie się za bardzo, gdy zobaczycie ludzi, którzy nagle, bez żadnego konkretnego powodu stoją nieruchomi z pustym wyrazem twarzy, by już po chwili ruszyć jakby nigdy nic. Nie przejmujcie się nimi, bo to żadna z-epidemia, która mogłaby być zaraźliwa. To nie groźne. Oni zwyczajnie przeżywają retrospekcje ostatnich wydarzeń. Tak się dzieje, gdy zaczynają za kimś tęsknić lub rozumieć głębszy sens zachowania swoich najbliższych. To trochę tak, jakby ich mózg na czas wyświetlania kilkunastosekundowego filmu, zawiesił pozostałe funkcje. Dlatego zachowujcie szczególną ostrożność w sklepach, by przez przypadek w nikogo wózkiem nie wjechać! A skoro o tym mowa, przejdźmy do kolejnej niedogodności.

Większa liczba zgonów

Jeśli w czasie spaceru będziecie świadkami wypadku, to nie zastanawiajcie się ani sekundy i od razu dzwońcie na 112! Tak, Wy to zróbcie, nie czekajcie, aż zrobi to ktoś inny, bo jeśli w zebranym obok ofiary tłumie będą się znajdować sami bohaterowie dram, to nikt z nich nie wyciągnie telefonu, by wezwać karetkę. Oni w takich sytuacjach potrafią tylko płakać, zawodzić, krzyczeć imię ofiary i jeszcze nim potrząsać. Przy okazji możecie im zwrócić uwagę, żeby dla bezpieczeństwa poszkodowanego nie rzucali nim jak lalką, bo może mieć uszkodzony kegosłup i tylko mu zaszkodzą?

Blog o azjatyckich dramach

Niestety w świecie, w którym bohaterowie dram chodziliby wolno po ulicach, normalni ludzie musieliby zachować szczególną ostrożność, ponieważ wzrosłaby liczba zgonów. Po części dlatego, że w ich życiu liczy się wyłącznie DRAMAT, więc wypadek drogowy trzeba zaliczać przynajmniej raz na pół roku. Być może dlatego tak lekkomyślnie przebiegają przez jezdnie? Na pocieszenie to oni zostaną potrąceni, a nie Wy, a to zawsze coś. Chociaż nie jestem pewna, czy bylibyście tacy skorzy do udzielenia pomocy bohaterom dramy, gdyby mieszkali w Waszej okolicy.

Głośne sąsiedztwo

Od tego w jakiej okolicy mieszkacie, zależy co słyszycie zza okna. Jedni słyszą śpiew ptaków, inni klakson aut, a jeszcze inni pijackie awantury, ale to nic w porównaniu z tym, jak wyglądałoby życie normalnych ludzi, gdyby w ich sąsiedztwie mieszkali bohaterowie dram. Wyobrażacie sobie, że co rano Wasz sąsiad drze ryja na całe osiedle i to krzycząc takie głupoty, jak "[Jego/Jej imie] JESTEŚ NAJLEPSZY! DASZ RADĘ! TO BĘDZIE DOBRY DZIEŃ!". I tak codziennie. I to nie tylko rankiem, bo również musi wykrzyczeć swoje żale pod koniec dnia, gdy ten jednak okaże się nie tak dobry, jak zakładali podczas porannych wrzasków. Przy okazji również drze japę, gdy ktoś go zdenerwuje lub się upije. Wykrzykiwanie sukcesów też jest standardem. Ogólnie bohaterowie dram to ludzkie megafony, które zamiast zaktualizować status w social mediach [jak choćby taka Gosiarella, którą koniecznie powinniście polubić na Facebooku], wolą głośno poinformować sąsiadów o tym, co u nich słychać. Zupełnie jakby to kogokolwiek obchodziło.

Przeznaczenie rządzi światem

Bycie singlem zaczyna Was męczyć? Nadszedł czas, by znaleźć swoją drugą połowę, dzięki której serce będzie Wam biło jak młot pneumatyczny! Tylko jak? Swatka? Portal rankowy? Tinder?! A może zwyczajnie znaleźć partnera wśród współpracowników lub znajomych znajomych? Błąd! Spróbujcie metody sprawdzającej się w przypadku bohaterów dram, czyli namierzcie ludzi, których poznaliście w młodości. Na 100% spotkaliście już osobę Wam przeznaczoną w najmłodszych latach swojego życia. Być może wspólnie przeżyliście porwanie, pożar lub inną traumę - pamiętacie, że DRAMAT jest najważniejszy, prawda? W każdym razie poszukiwania ukochanego zacznijcie od przejrzenia szkolnych albómów, zdjęć z dzieciństwa lub kartoteki policyjnej (pamiętajcie: DRAMAT!), a jeśli problemem okaże się namierzenie go, to zwyczajnie znajdźcie największego chama w okolicy, bo to zapewne będzie on!

Mężczyźni przestaliby szanować kobiety
Traktowanie kobiet w k-dramach
O zgrozo! To wcale nie jest skrajny przykład!

Aktualnie przyjmuje się, że mężczyzna, by zdobyć kobietę musi o nią zabiegać. Być miły, romantyczny, przynosić kwiaty i jedzenie oraz zabierać na randki, ale gdy nasz świat zostanie wypełniony mężczyznami prosto z dram, nasi prawdziwi faceci mogą nauczyć się od nich brzydkich zachowań. Na przykład poniżania, obrażania, popychania i ogólnie bycia największym chamem, bo to oni zdobywają serca damskich bohaterek (sprawdźcie patologię romansu!). Ci dobrzy, opiekuńczy i mili są umieszczani we Friends Zone. Jaki to dałoby przykład naszym facetom? No właśnie! Dlatego gdy podczas spaceru będziecie mijać zakochana parę wyrwaną z dramy, to szybciutko zasłońcie oczy swojemu facetowi, a oppie pstryknijcie gazem pieprzowym w twarz. Przysłużycie się światu! Z drugiej strony zaobserwujecie również wiele pijanych kobiet, które w stanie agonalnym jadą na plecach swojego mężczyzny do domu. Zupełnie jakby nie istniały taksówki. Dziwne.

Świat z koreańskich dram

Beznadziejne środowisko pracy

Zatrudniliście się w firmie bohatera dramy? O matko! Co Was podkusiło?! Szybko składajcie wypowiedzenie! Już! Teraz! W trybie now! Chyba, że wolicie czekać, aż szef zacznie Wami pomiatać. Dosłownie popychać, kazać przed sobą klękać (bez brzydkich skojarzeń, paskudy jedne!) tak często, jak na katolickiej mszy, a przy tym ciągle na się wydziera. Dodatkowo praca u takiego jest od świtu do zmierzchu, a przy tym musicie być na każde zawołanie i wyręczać go w sprawach osobistych. Mam tu na myśli zarówno wiązanie krawata, jak i zakopywanie trupa. Tym jest właśnie praca dla typowego bohatera dramy.

Z kolei jeśli jesteście szefami lub współpracownikami takiej postaci z dramy, to też znaleźliście się w nieciekawej sytuacji. Na przykład pracownik z dramy może nie przyjść do pracy przez kilka dni bez poinformowania kogokolwiek, bo dajmy na to poczuł się zwstydzony lub zachorował z nadmiaru emocji. Tak, naprawdę zdarza im się dostać wysokiej gorączki, bo nagle wróciło do nich wspomnienie z dzieciństwa lub zobaczyli ukochanego całującego się z inną dziewczyną lub ktoś wykupił im ulubionego kurczaka w sklepie - wybierzcie sami, bo oni i tak się nie przyznają.

W dodatku, jeśli owym pracownikiem jest kobieta, to macie już całkiem przegwizdane. Istnieje spore ryzyko, że zacznie uganiać się za szefem przyciągając jego uwagę wszelkimi możliwymi sposobami - od wylewania kawy, przez zawalanie wszystkich zleconych zadań, po koczowanie w nocy w jego biurze. Bądźcie dla niej mili, bo na pewno w końcu go zdobędzie, czy on tego chce czy nie. A jeśli jakim cudem to nie prezes wpadnie w jej oko, to nie musicie nawet zapamiętywać jej imienia, bo niebawam zniknie z Waszego korpoświata.

Kobiety zaczną znikać

Nie dosłownie. Chociaż może trochę. Bohaterki z dram żyją po to, by wyjść za mąż. Uczą się, by zdobyć pracę, a następnie uwieść szefa lub współpracownika. Po weselu odchodzą z pracy i z życia znajomych. W końcu szanująca się bohaterka dramy wie, że jej życie musi toczyć się wyłącznie wokół mężczyzny z dramy, a ich DRAMATY są zbyt zajmujące, by znaleźć czas na inne rzeczy. Dlatego możecie sobie odpuścić zawieranie z nimi przyjaźni. Zresztą w ogóle nie musicie być nawet mili dla postaci z dram, bo one wybaczają wszystko - od niegrzecznych zachowań po skrajne niegodzistwo! Możecie im przejechać chomika, przejąć cały ich majątek i jeszcze ich opluć, a oni i tak to wybaczą i jeszcze Was przeproszą.


Jeśli po tym wszystkim, co właśnie przeczytaliście, chcielibyście zacząć przygodę z koreańskimi dramami, to koniecznie sprawdźcie poradnik jak je pokochać, bo bez tego możecie się całkiem w tym nowym popkulturowym świecie pogubić. Przy okazji kliknijcie lajka na Facebooku Gosiarelli, gdzie co tydzień będą na Was czekać azjatyckie wtorki!


Ps. Odnaleźlibyście się w takim świecie, czy wolelibyście, by postacie z dram pozostali w dramalandzie?
Ps2. Pytanie do dramoholików: Co jeszcze mogłby się zmienić w naszym świecie?
Czytaj całość

Chilling Adventures of Sabrina: Wyszło strasznie, czy mrocznie?

Chilling Adventures of Sabrina Recenzja

Sabrina jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych czarownic, a przynajmniej dla tych, którzy jak ja wychowywali się na sitcomie "Sabrina - nastoletnia czarownica". Po prawdzie niewiele z niego pamiętam (poza tym, że mnie nie bawił), ale niezmiernie ucieszyłam się, gdy Netflix zapowiedział nową odsłonę serialu w mrocznej wersji znanej z oryginalnych komiksów. Czy rzeczywiście wyszło strasznie?

Sabrina jest mieszańcem - pół-czarownicą i pół-człowiekiem, która prowadzi życie niemal typowej śmiertelniczki, jednak w dniu szesnastych urodzin wszystko ma się zmienić. Dzięki wpisaniu się do Księgi Bestii ma zyskać pełnie mocy i rozpocząć naukę w prestiżowej szkole czarownic, tym samym porzucić swoje dotychczasowe życie. Niby nie ma wyboru, a jednak im bliżej urodzin, tym większe ma wątpliwości względem oddania duszy diabłu.


Nie chce Ci się czytać? Obejrzyj!

Zastanawia mnie jedna rzecz - główny wątek, czyli niechęć Sabriny do wpisania się do Księgi Bestii. Nie zrozumcie mnie źle, Sama też miałabym spory problem z oddaniem duszy diabłu, ale mnie, jak większość osób posługujących się naszym językiem, wychowano na człowieko-katoliczkę, a nie czarownicę-satanistkę, na którą z założenia miała być wychowywana główna bohaterka serialu! Już wyjaśniam o co mi chodzi. W przeciwieństwie do sitcomu z lat '90, nowa Sabrina nie dowiaduje się nagle, że w jej żyłach płynie krew czarownicy, lecz wie o swoim pochodzeniu i istnieniu magii od zawsze. Wychowywały ją dwie czarownice, w tym jedna bardzo mocno oddana Kościołowi Nocy i wierze w Księcia Ciemności, a jednak Sabrina w większości scen kompletnie nie ma pojęcia o obrzędach, historii i tradycjach związanych z ich wiarą. Reaguje na kanibalizm tak jak typowy śmiertelnik, który ma do czynienia zjadaniem ludzi po raz pierwszy, choć jej ciotka podjada klientów ich rodzinnego zakładu pogrzebowego. Nie wierzę, że tylko mnie jej zachowanie i ciągłe zaskoczenie wydaje się nielogiczne i kompletnie bez sensu. Nawet kompletna ignorancja nie tłumaczy większości sytuacji, które widzimy w pierwszym sezonie.

Niby rozumiem, że z kompletnie niezrozumiałego powodu jej ciotki zapisały ją do szkoły śmiertelników, zamiast posłać do... właściwie nie wiem gdzie konkretnie, ale jestem przekonana, że jeśli nie do Hogwartu, to na pewno istnieje jakaś magiczna alternatywa, bo pozostałe serialowe nastoletnie czarownice zachowują się, jakby widziały śmiertelnych pierwszy raz na oczy i bały się, że mogą czymś zarażać. Ale okey, Sabrina chodziła do szkoły śmiertelników i to z nimi się zaprzyjaźniła oraz wśród nich znalazła chłopaka, a jej ciotki uznały, że to żaden problem i ich bratanica z pewnością ot tak wszystko rzuci w diabły, gdy skończy szesnaści lat? Czy one są głupie? Wybaczcie, to głupie pytanie. Oczywiście, że są i nie mają za grosz wyobraźni. Tylko to nie zmienia faktu, że dostaliśmy historie, która opiera wszystkie swoje wątki na totalnym nonsensie.

Nowa Sabrina

Odnośnie samej głównej bohaterki mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony jej przez nieustanne zaskoczenie obyczajami panującymi wśród czarownic, ułatwia twórcą tłumaczenie nam-widzom zasad rządzącym magicznym światem. Dodatkowo Sabrina na wszystko reaguje jak człowiek, więc teoretycznie dzięki temu powinniśmy z łatwością się z nią utożsamić. Niemniej osobiście wcale się z nią nieutożsamiam, ani nie czuję względem niej sympatii. Zachowuje się zbyt infantylnie, samolubnie i egocentrycznie w irytującym znaczeniu tego słowa. Naprawdę ta dziewczyna jest przekonana, że zawsze ma racje. Spoiler: nie ma!
Z drugiej strony bardzo podoba mi się Kiernan Shipka w tej roli. Aktorka naprawdę nieźle się spisała i mimo wszystkiego, co napisałam powyżej, stworzyła interesującą postać, którą może i ma się ochotę zdzielić po głowie, ale również przyjemnie ogląda się jej przygody. Niemniej wolę innych bohaterów, na przykład ciotkę Zeldę (Miranda Otto), ciotkę Hildę (Lucy Davis) oraz Ambrose'a (Chance Perdomo). Dodatkowo niesamowicie intrygującą postacią jest również Lilith, czyli podrabiana pani Wardell (Michelle Gomez) oraz wiążę ogromnę nadzieję z Nickiem (Gavin Leatherwood). Wychodzi na to, że wolę magiczne postacie od śmiertelnych, choć i te i te są niesamowicie przerysowane, zresztą tak jak i postacie w "Riverdale", ale kompletnie mnie to nie dziwi, skoro za obie produkcje odpowiedają ci sami ludzie.

Podobna jest również oprawa obu seriali. Niby zarówno Greendale i Riverdale są stylizowane na małe amerykańskie miasteczka z lat '60 ubiegłego wieku, jednak nie dajcie się nabrać. Akcja jest osadzona w czasach współczesnych (uważnie przyglądałam się wszystkim znakom i już w drugim odcinku Ambrose wspomina internet, a Harvey ma komórkę). Niemniej podoba mi się taka nieoczywistość i oderwanie od realiów naszych czasów.


Przejdźmy jednak do odpowiedzi na najważniejsze pytanie, czyli czy Sabrina rzeczywiście wyszła mroczna? I tak i nie. Nie ulega wątpliwości, że zniknęła cukierkowatość znana z sitcomu, a to ogromna zmiana - są orgie, kanibalizm, nekromancja, pseudo-zombie i trupy padają. Brzmi przerażająco, prawda? Problem w tym, że takie nie jest podczas oglądania. Trupy wracają do życia, zombie nie zjada ludzi, a orgie są w ubraniu. Może jestem już mocno skrzywiona przez oglądanie na ekranie zbyt dużej ilości sztucznej krwi w horrorach, ale dla mnie "Chilling Adventures of Sabrina" to kino niemal familijne i bardziej przypomina mi Scooby'ego Doo, niż horror z kategorią wiekową R. Po prawdzie, gdyby ta wersja przygód Sabriny wyszła w latach '90, to z pewnością zostałaby uznana za mocny i przerażający serial. Współcześnie w "Chirurgach" widzimy więcej flaków (chociaż w "Chirurgach" jest ich nieraz więcej, niż w przyzwoitym horrorze, więc to chyba zły przykład). Niemniej chyba chodziło o to, by stworzyć pseudohorror dla nastolatków, więc nie mogę narzekać, czy uznawać tego za minus. Niemniej nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że nowa odsłona Sabriny z satanistycznymi rytuałami i nieco straszniejszą otoczką wiele zyskała i wypełniła niszę dla mniej cukierkowych seriali paranormalnych, ale liczyłam na coś mocniejszego. Zwyczajnie mam wrażenie, że osoby, które liczą na coś bardziej przerażającego mogą się rozczarować, a ci którzy za horrorami nie przepadają i tak będą mieć takich scen zbyt wiele.

Z powyższego może to nie wynikać, jednak mimo wad, serial uznaję za dobry i godny polecenia. Dobrze się go ogląda, wciąga, ciekawi i jest ładnie zrobiony. To duże plusy. Choć po prawdzie uznaje "Chilling Adventures of Sabrina" za świetny wstęp do właściwej części historii, którą mam nadzieję zobaczyć w kolejnych sezonach. Ta produkcja ma spory potencjał i jeśli nie zmarnują go tak, jak w "Riverdale" to będziemy mieć naprawdę fajny serial o czarownicach.

Sprawdź również: Seriale o czarownicach

Ps. Jaki stary serial chcielibyście zobaczyć w nowej, mroczniejszej odsłonie?
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella