Rebecca F. Kuang - Wojna Makowa, czyli książka, której się nie spodziewałam


"Wojna makowa" pod każdym względem jest książką, której się nie spodziewałam. Zaskakiwało mnie dosłownie wszystko - od złożoności fabuły, przez ilość wątków, które jakimś cudem ogarniałam bez problemu, po dość nietypową odsłonę magii, czy raczej szamanizmu. Przede wszystkim jednak do tej pory trudno mi uwierzyć, że jest to literacki debiut Rebecci F. Kuang. Wy też nie uwierzycie.

Nikan jest krajem, w którym wojny toczyły się wojny, niż panował pokój i choć Rin przyszło dorastać w czasach kruchego rozejmu, to życie dziewczyny będącej sierotą wojenną nie należało do łatwych. Nastolatka zbuntowała się, gdy dowiedziała się, że zaplanowano ją wydać za mąż (nie muszę dodawać, że wybranek nie był pięknym młodzieńcem, którego uroda pozwoliłaby, choć na moment zapomnieć, że zastępcza rodzina sprzedawała ją za wpływy, prawda?) i zrobiła co w jej mocy, by dostać się na najbardziej prestiżową akademię, która przygotowywała uczniów na nadchodzącą wojnę.


Jeśli ten niesamowicie oszczędny w słowach opis fabuły nie przekonuje Was do przeczytania tej książki, to wcale się nie dziwię, ale jednocześnie jestem przekonana, że zmienicie zdanie, gdy dojdziecie do ostatniej kropki, którą postawię. Prawda jest taka, że "Wojna makowa", choć jest jedynie pierwszą częścią trylogii, rozgrywającą się na przełomie wielu lat i łączy w sobie akcję, którą spokojnie można byłoby rozłożyć na kilka tomów. Trudno ją opisać bez narażania Was na spoilery, więc napiszę tak: mamy w niej do czynienia z Rin, która z sieroty wojennej zmienia się w adeptkę mocno odstającą od reszty uczniów. Mamy tu lata nauki, mamy wybuch wojny i jej zakończenie. Przy czym każdy z tych etapów został dobrze skonstruowany. To dość nietypowe, gdy weźmiemy pod uwagę, że nie dość, że ta jedna książka zawiera w sobie więcej akcji, niż cała seria o Harrym Potterze.

Po tytule łatwo odgadnąć, że książka mocno skupia się na zawiłościach wojny. Podobało mi się, w jak zgrabny i ciekawy sposób Rebecca F. Kuang wplotła w swoją historię "Sztukę wojenną" Sun Zi, choć ostatecznie to nie taktyka przeważa szale, lecz siła. A skoro o sile mowa, porozmawiajmy o magii pochodzącej od bogów. Spotkałam się już z wieloma książkami fantasy traktujących o wojnie doprawionej magią, lecz po raz pierwszy nie był to typowy system magiczny, lecz dar dla wybranych - szamanów, którzy są gotowi oddać się bogom. Przy czym warto zaznaczyć, że akcja rozgrywa się w świecie, w którym sceptyczne społeczeństwo uznaje zarówno magię, jak i bogów za naiwne historyjki, w które wierzą tylko dzieci. To dość odświeżające, chociaż wątek bóstw okazał się dla mnie zbyt chaotyczny i skomplikowany. Może to po części wynikać z tego, że mitologie azjatyckie znacząco różnią się od europejskich i zwyczajnie nie mam podstaw, które pomogłyby mi to zrozumieć.

Pozostaje odpowiedzieć na pytanie, jak bardzo lub czy w ogóle fantasy osadzone we wschodnich klimatach różni się o tych budowanych na zachodnią modłę? Powiedziałabym, że w przypadku "Wojny makowej" różnice są, a zarazem ich nie ma, bo pomimo tego, że czuć tam azjatycki klimat, to wciąż świat osadzony w epoce przypominającej nasze średniowiecze, gdzie bronie palne czy rozwinięta technologia zwyczajnie nie istnieją, nie jest niczym nowym dla gatunku. Świat budowany od podstaw przez autora i tak możemy poznać wyłącznie dzięki jego słowom, a te nie zawierały skomplikowanych terminów przeznaczonych wyłącznie dla wtajemniczonych. Skąd! Nawet nazwiska i imiona bohaterów były zaskakująco łatwe do zapamiętania, co raczej przy c-dramach stanowi wyzwanie.



"Tak po prostu się dzieje, kiedy przedstawiciele jednej rasy dochodzą do wniosku, że życie innej rasy nie stanowi żadnej wartości"

Jeszcze przed przeczytaniem "Wojny makowej" byłam świadoma, że autorka nawiązuje do historii swojego kraju. Niestety historia Chin nie jest moim konikiem, lecz moment, w którym zrozumiałam, że wydarzenia z Golyn Niis są oparte na masakrze nankińskiej... chyba nie jestem w stanie wyrazić słowami, co ta świadomość zrobiła z moim mózgiem. Wolałabym wierzyć, że taki poziom okrucieństwa można spotkać jedynie w ponurych wizjach pisarzy (i to wyłącznie najkreatywniejszej garstki), bo żaden człowiek nie byłby w stanie się czegoś takiego dopuścić. Bo czymś zupełnie innym jest przeczytać o jednej z największych zbrodni dokonanej przez armię japońską w książce historycznej, a czymś zupełnie innym poznanie obrazu tej rzezi w powieści. Umówmy się, że to autorzy beletrystyka rozbudzają wyobraźnie. Dlatego przygotujcie się, że "Wojna makowa" jest książką, która momentami może Wami wstrząsnąć oraz która nie pozostawia niedomówień w kwestii tego, jak wygląda wojna.

Niemniej, jak wspominałam, znajomość historii Chin nie jest moją mocną stroną, więc wierzę, że ci z Was, którzy mają o niej większe pojęcie, będą mogli docenić ją bardziej. Z kolei ci, którzy podobnie jak ja mają braki, nie powinni poważnie ucierpieć podczas czytania. Bądź co bądź "Wojna makowa" zalicza się do fantastyki, a autorka metodycznie wprowadza nas w wykreowany przez siebie świat. Nie przeczę, skomplikowany i pełen szczegółów, ale jednocześnie nie miała większych problemów z przyswajaniem podawanej przez niej wiedzy. Nie gubiłam się w postaciach, czy wydarzeniach, co jest dość zaskakujące przy tak złożonej fabule.

Najprawdopodobniej wynikało to częściowo z faktu, że przez karty powieści prowadzi nas Rin, dla której wszystko jest niemal równą nowością, jak dla czytelników. W dodatku sama bohaterka, choć narwana i uparta, ma większe jaja, niż wszyscy mężczyźni w Nikan. Osobiście uważam niektóre jej wybory za autodestrukcyjne, ale z drugiej strony walcząc o przetrwanie w świecie przesiąkniętym niesprawiedliwością i brutalnością, trudno byłoby jej przeżyć, zachowując bierność. Najważniejsze jednak jest to, że ta dziewczyna nie jest wybrańcem, któremu wszystko podaje się na tacy. Zapracowała na każdy kolejny dzień swojego życia i każdy oddech. Dawno nie miałam okazji przeczytać historii tak walecznej postaci, która może liczyć wyłącznie na siebie. Rewelacja!
Wspomniałabym o pozostałych postaciach, ale zamiast tego dam Wam radę: nie przyzwyczajajcie się do nich. Osobiście mam nadzieję, że w "Republice Smoka" przynajmniej jedna z nich powróci.

Moja opinia o książce jest, aż nazbyt oczywista, ale i tak napiszę: "Wojna makowa" jest rewelacyjną książką i w pełni zasługuje na Waszą uwagę. Rewelacyjna główna bohaterka, moce i zapomniani bogowie, bogaty w szczegóły świat i drobiazgowo zaplanowana fabuła, to tylko część zalet tej książki. Wierzcie mi, będziecie zaskoczeni, jakie to dobre! Cytując Pettera V. Bretta "Nominacje do mnóstwa nagród nie wzięły się znikąd". To wręcz nierealne, że debiut może być tak dobry... i może odrobinę przykre, bo chętnie wzięłabym się od razu za kolejną książkę Rebecci F. Kuang, zamiast czekać na wydanie kolejnego tomu Wojen Makowych.

Pssssyt! Po kliknięciu Lubię to, każdy Wasz wtorek będzie Wtorkiem Azjatyckim!
Czytaj całość

Trudne zerwanie, czyli Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)


Po popularności "Suicide Squad" kolejny film z udziałem Harley Quinn i złoczyńców z DC Comics było tylko kwestią czasu. Co prawda powstawała w bólach i chaosie, ale oto po niemal czterech latach od premiery, dostaliśmy niemal idealnie na Walentynki sequel o nieco przydługim tytule "Ptaki nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)". Niemniej Walentynki Walentynkami, ale my tu mamy poważne zerwanie, o którym czas trochę opowiedzieć.

Po gorącym romansie, który mieliśmy okazję obejrzeć w krótkich scenach w "Legionie Samobójców", Joker i Harley zerwali. Osobiście jestem tym faktem mocno zasmucona, bo uwielbiałam oglądać tę dwójkę na ekranie i jestem przekonana, że DC mogłoby wycisnąć wiele filmów z ich udziałem (teraz byłoby to trochę takie...meh), jednak stało się. Po pewnym dojściu do siebie i przygarnięciu hieny, Harley postanowiła w wybuchowy sposób oznajmić światu aktualny stan ich związku, wysadzając Ace Chemicals. Problem polegał na tym, że bez ochrony swojego Pączusia wiele wkurzonych osób postanowiło ją dopaść, biorąc ją za bezbronną. Mniej więcej tak Harley wplątała się w akcję dostarczenia młodocianej złodziejki, Cassandry Cain (Ella Jay Basco) do Romana Sionisa (Ewan McGregor).



Ptaki Nocy

W tym momencie wkracza drugi wątek, czyli tytułowe Ptaki Nocy, którymi jestem nieco rozczarowana. Może dlatego, że zasadniczo żadna z ptaszyn mnie nie kupiła. W przeciwieństwie do ekipy z "Suicide Squad" każdą z kobiet poznajemy osobno.
Renee Montoya (Rosie Perez) jest utalentowaną policjantką, która nie awansowała tylko dlatego, że po rozwiązaniu sporej sprawy, jej zasługi przypisał sobie jej partner (w sumie podobnie jak Jokerowi przypisano zasługi Harley). Montoya jako postać nie jest zła. Właściwie można byłoby ją nawet polubić, gdyby to nie był film o złoczyńcach, a ona nie próbowała aresztować Harley Quinn. Rozumiecie mój problem z nią, prawda?
Kolejnym ptaszkiem jest Black Canary/Czarny Kanarek, czyli Dinah Lance (Jurnee Smollett-Bell) i ponownie, gdyby nie była kapusiem, można byłoby ją polubić. Tym bardziej że Jurnee Smollett-Bell fajnie wykreowała tę postać, robiąc z niej bad assa, na którego aż miło popatrzeć, gdy kopie tyłki przeciwników.
I ostatnia i najbardziej pominięta postać - Łowczyni (Mary Elizabeth Winstead). Właściwie niewiele można na jej temat napisać poza tym, że naprawdę żałuję, że nie poświęcono jej więcej czasu ekranowego, bo uśmiechałam się za każdym razem, gdy tylko miała okazję się odezwać. Ten jej nieogar był uroczy!

Swoją drogą plakaty do BoP są świetne!

Można zauważyć, że Warner Bros. starał się naprawić swoje błędy z przeszłości i tym razem dać widzom okazję poznania bohaterów, zamiast przykuć ich do siebie i rzucić na misję. Nie powiem, że wyszło to dobrze, ale z pewnością było to potrzebne, bo mimo wszystko bohaterki z "Ptaków Nocy" (może poza Black Canary, a HQ jest poza skalą) są mniej rozpoznawalne niż członkowie Legionu Samobójców. Niemniej dalej mam wrażenie, że bez Harley Quinn ten film byłby zwyczajnie byle jaki, a wręcz wcale mogłoby go nie być. Dlatego tym bardziej dziwi mnie, że HQ jest ujęta w nawiasie, a tytuł nie brzmi "Fantastyczna emancypacja Harley Quinn (i pewne Ptaki Nocy)".


Fantastyczna emancypacja Harley Quinn


Skoro doszliśmy już do emancypacji Harley, to zdecydowanie potwierdzam, że była fantastyczna. Na bloga! Nie dość, że już komiksowa i animowana postać Harley Quinn jest popkulturowym dobrem, to to, co zrobiła z nią Margot Robbie, jest prawdziwym mistrzostwem! Mógłby jej ktoś dać za to Oscara? Proszę. Ładnie proszę...

W Legionie Samobójców Harley była zabawna i urocza, lecz dość głupiutka i opętana Jokerem. W "Ptakach Nocy..." to bardziej przypomina szalony wrak porzuconej laski, która podnosi się i zaczyna być sobą dla siebie. Nie sposób nie zauważyć, że przez to jej postać nabiera mocy. Wciąż jest zdrowo walnięta i przerysowana do granic możliwości, więc nie traci blasku, ale nabiera charakteru (choć wcześniej też nie można było go jej odmówić). I powiem Wam jedno: Ta dziewczyna potrafi kopać tyłki! Scena z napadem na komisariat policji i walka w areszcie jest czymś, co chce się oglądać. Zresztą większość scen walki została przedstawiona rewelacyjnie w ten typowo absurdalny sposób. pod tym względem ten film naprawdę się wybija i zyskuje więcej, a przy okazji nieznacznie kojarzy mi się z "Deadpoolem". Choć tu mogła zadziałać przede wszystkim odjechana narracja Harley Quinn i przełamanie czwartej ściany.   


Muszę przyznać, że potrzebowałam do szczęścia tego filmu. W kinie bawiłam się świetnie i chociaż znów trudno byłoby szczerze napisać, że produkcje DC są w stanie przebić Marvelowskie, to zdecydowanie coraz częściej stają się godnym konkurentem i mówię to jako fanka Marvela. Okey, po zastanowieniu muszę dodać, że jeśli chodzi o budowanie postaci kobiecych i dedykowanie im filmów, to Wornes Bros. i DC wygrywają. Podoba mi się, że twórcy nie rzucają nam w twarz tekstami "Patrzcie, robimy feministyczne kino", "Hej, kobiety też potrafią nakopać", bo to oczywistość, którą muszą podkreślać tylko twórcy-niedojdy (w końcu kto rzuca podobne teksty na filmach o Batmanie, czy Supermanie? Nikt!). Dlatego "Ptaki Nocy..." są po prostu dobrym filmem, który zapewni dobrą rozrywkę większości widzów.



Gdybym miała wymienić cztery największe zalety "Ptaków Nocy" to zdecydowanie byłyby nimi: Harley Quinn, sceny akcji, przerysowana stylistyka połączona z mrokiem Gotham i hiena. Niemniej trudno nie wspomnieć również o soundtracku. A wady? Cóż... poza samymi Ptakami w zasadzie ich nie ma, a przynajmniej nie konkretnych. "Ptaki Nocy..." nie są wymagającym filmem, który wniesie do Waszego życia coś więcej, niż dobrą zabawę, a do kina superbohaterskiego coś więcej, niż pierwszy przyzwoity tytuł o komiksowej antagonistce w roli głównej.


Wiecie, co możecie teraz zrobić, by być na bieżąco, prawda?

Ps. Dobra, przyznajcie się, kto jest załamany zerwaniem Jokera i Harley?
Czytaj całość

14 romantycznych k-dram, które roztopią Wasze serca


Niemal każda drama ma w sobie wątek romantyczny, więc nawet odpalając pierwszy z brzegu tytuł, zapewne traficie na produkcję pełną przeciągłych spojrzeń, romantycznych randek i miłosnych dram głównych bohaterów. Na całe szczęście z tej serduszkowej masy udało mi się wyodrębnić 14 k-dram tak uroczych, że rozpuszczą Wasze serduszka, nawet jeśli jesteście małymi zatwardziałymi psychopatami z metalową pompką zamiast serduszka. Wierzcie mi, sprawdzałam!

[UWAGA: Poniżej znajdziecie całą masę cukru, słodkości i lukru. Zalecam ostrożność]


I'm Not a Robot

Kim Min-Kyu jest bogatym prezesem, który nie ma łatwego życia. W młodym wieku stracił rodziców i od tamtego momentu cierpi na dość osobliwą przypadłość - alergię na ludzi. Przy najmniejszym kontakcie fizycznym z inną osobą. dostaje silnej reakcji alergiczne, dlatego ogranicza kontakty do minimum, a gdy już musi wyjść z domu chowa się za maską, nakłada rękawiczki i używa pałki, by trzymać innych na odległość. Pewnego dnia okazuje się, że jest właścicielem robota Aji 3.
"I'm Not a Robot" to najbardziej urocza drama, jaką oglądałam. Ciepła, zabawna, urocza i słodka. Nie sposób jej nie pokochać! Nawet w złe dni potrafi wywołać ogromny uśmiech na twarzy. Klimat jest niesamowity, wątki ciekawie skonstruowane, a postacie świetnie wykreowane, więc możliwe, że popełniłam błąd dając ją na samym początku listy, bo ciężko będzie ją przebić.

Extraordinary You

Główna bohaterka dramy odkrywa, że żyje w komiksie i to wcale nie jako główna bohaterka, lecz postać wspierająca, co gorsza przeznaczona na odstrzał lub wieczne poniżanie przez swojego ukochanego. Dziewczynie nie pozostaje nic innego, jak zmienić swoje przeznaczenie i zbuntować się przeciwko woli autora. Wychodzi to różnie, ale muszę przyznać, że to, co się dzieje za kulisami i na scenie świetnie ze sobą kontrastuje, przy okazji zahaczając o wiele interesujących kwestii na temat problemów fikcyjnych postaci. Przez swój urzekający klimat - tak uroczy i ciepły, drama jest godnym następcą "I'm not a robot".


Tytułowy bohater, Louie, pochodzi z nieprzeciętnie bogatej rodziny, więc od dziecka żył w luksusie, ale pod kloszem. Przez nadopiekuńczą babcię nie znalazł sobie przyjaciół, a jego jedyną rozrywką jest masowe kupowanie wszystkiego, co mu wpadnie w oko. Jego życie zmienia się w jednej chwili za sprawą pewnego niefortunnego wydarzenia, przez które rodzina uznaje, że umarł w wypadku samochodowym. Jakby tego było mało nasz Louie traci pamięć i ląduje na ulicy. Książę najpewniej skończyłby jako nieszczęśliwy żebrak, gdyby nie trafił na Go Bok Si. Dziewczyna postanowiła go przygarnąć, chociaż sama ledwo wiązała koniec z końcem. Jednak szczęście można znaleźć na ulicy.
W "Shopping King Louie" jak w większości dram wszystko kręci się wokół romansu, a całość kończy się happy endem ( i to żaden spoiler!). Nie ma tam mrocznych tajemnic, które spędzałyby widzom sen z powiek. Nie ma nagłych zwrotów akcji, których nie potrafilibyśmy przewidzieć. Nie ma ludzi do cna złych, których chcielibyśmy ukarać. Nie ma nawet chwytającego za serce trójkąta miłosnego, który mógłby wywołać Second Lead Syndrome. To zwyczajnie jest nieprzyzwoicie słodkie!

Queen In-Hyun’s Man

Kim Boong Do jest uczonym z ery Joseon, który zrobi wszystko, by uratować królową In Hyun, nawet za cenę swojego życia. Hee-jin Choi jest początkującą aktorką ze współczesności, która dostaje rolę królowej In Hyun. Pewnego dnia na plan zdjęciowy trafia Kim Boong Do, gdzie spotyka Hee-jin Choi.
To bardzo ładna i lekka drama, która wywołuje uśmiech. Najważniejsze jest jednak to, że można się do niej przekonać od pierwszego odcinka, co jest raczej rzadkością!

Strong Woman Do Bong Soon

Wszystkie kobiety w rodzinie Do Bong Soon rodzą się z niezwykłą siłą. Jednak, gdy wykorzystają ją do złych rzeczy, szybko ją tracą. Bong Soon ukrywa swój dar udając zwykłą dziewczynę i stara się prowadzić normalne życie, jednak wszystko się zmienia, gdy na jej drodze pojawia się gang rzezimieszków. Właśnie wtedy spotyka na swojej drodze bogatego, przystojnego i przeuroczego Ahn Min Hyuka, który to jest prezesem firmy produkującej gry komputerowe. Dzięki swojej sile (i zauroczeniu prezesa) Bong Soon zostaje jego ochroniarzem. Niemniej na drodze ich romansu stoi długoletnia i nieodwzajemniona miłość Bong Soon.
To jedna z zabawniejszych dram, jakie widziałam. Humor jest rewelacyjny. Romans całkiem ciekawy, a Min przeuroczy. Naprawdę przeuroczy! Oczywiście poza tym, że drama jest niesamowicie słodka, powinnam wspomnieć również o tym, że ma bardzo interesujący mroczny wątek z porywaczem psychopatą, który kolekcjonuje kobiety, dzięki czemu słodkie sceny równoważy dość creepy motyw, a całość jest jeszcze bardziej interesująca.
Przy okazji warto wspomnieć, że jest to najczęściej rekomendowany tytuł wśród czytelników bloga!

One More Happy Ending

Han Mi Mo, Go Dong Mi, Baek Da Jung, Hong Ae Ran i Goo Seul Ah niegdyś tworzyły popularny girls bandu Angels. Pomimo upływu lat i rozpadzie zespołu wciąż pozostały przyjaciółkami (pomijając ostatnią z nich). Mi Mo jest rozwódką, Da Jung jest nieszczęśliwą mężatką. Obie prowadzą agencję matrymonialną dla rozwiedzionych. Dong Mi jest nauczycielką marzącą o znalezieniu męża. Z kolei Ae Ran korzysta z resztek sławy i próbuje wymigać się od małżeństwa.
"One More Happy Ending" nie jest specjalnie ambitną dramą, ale za to całkiem przyjemnym umilaczem czasu. Lekka i zabawna, choć ma też odrobinę cięższe wątki, dzięki którym staje się ciekawsza. Podobało mi się to, że każda z Angels musi mierzyć się z innymi problemami i mimo podobnych doświadczeń w młodość, są teraz na zupełnie innym etapie życia. Jeśli macie ochotę obejrzeć coś niewymagającego i jesteście w stanie przymknąć oko na lekko irytujących bohaterów trącących niepotrzebną słodyczą, to możecie spróbować.

Just Between Lovers

Lee Gang Doo i Ha Moon Soo poznali się w galerii handlowej, a konkretnie utknęli wspólnie pod jej gruzami, gdy galeria się zawaliła. To wydarzenie zmieniło ich życie na zawsze. Moon Soo straciła siostrę, a wraz z jej śmiercią także rodziców, którzy nie mogli pogodzić się ze stratą młodszej córki. Dziewczyna dorastając w poczuciu winy postanowiła pracować w branży architektonicznej, by nie dopuścić do podobnej katastrofy. Z kolei Gang Doo stracił ojca, a także perspektywy na dobre życie. Po latach ponownie się spotykają, by wspólnie pracować przy powstawaniu budowli położonej na fundamentach zawalonej galerii.
Czy warto? Że się tak kolokwialnie wyrażę: Łooooo mamo! Jakie to było dobre! Fabuła jest świetna (powyższy opis absolutnie tego nie oddaje) i choć bardzo dramatyczna i smutna, to potrafi wywołać uśmiech. Nieco ponury klimat idealnie pasuje do tematu i stanowi dobrą przeciwwagę do pozostałych tytułów w tym zestawieniu. Jestem zachwycona, że aktorom i scenarzystom udało się wykreować głównych bohaterów tak doskonale. Chyba po raz pierwszy w k-dramie spotkałam się z bardzo ludzkimi odruchami u osób, które przeżyły tragedie. "Just Between Lovers" zdecydowanie jest pozycją obowiązkową, a przy okazji nadaje się idealnie dla osób, które będą miały po raz pierwszy kontakt z koreańską popkulturą.

Angel's Last Mission: Love

Dan jest aniołem odpowiedzialnym za dusze zwierząt, jednak przez swoją empatię co chwilę narusza zasady i ingeruje w ludzkie życie. By odpokutować ocalenie życia niewidomej baleriny, musi wykonać misję i pomóc jej znaleźć bratnią duszę. Problem polega na tym, że Lee Yeon Seo ma ostry charakter, nie lubi i nie ufa ludziom, a przy tym ktoś ciągle próbuje ją zabić.
"Angel's Last Mission" to urocza drama z zakazaną miłością pomiędzy urzekającym bohaterem i rewelacyjną bohaterką, która sama chce decydować o swoim losie. Wszystkie przeciwności, którym muszą stawić czoło, sprawiają, że ten tytuł zachowuje idealny balans pomiędzy byciem słodkim i gorzkim. Uważajcie, bo ta produkcja jest silnie uzależniająca. Innymi słowy, lepiej się za nią nie brać, jeśli nie macie czasu na maraton.


Dziewczyna z XXI wieku przenosi się w czasie do końca pierwszego tysiąclecia do Królestwa Goryeo. Tam spotyka bandę uroczych (przynajmniej w większości) książąt, którzy tracą dla niej głowę. Niemniej ich rywalizacja o względy dziewczyny jest niczym w porównaniu do walki o tron, którą będą musieli między sobą stoczyć.
"Moon Lovers" jest naprawdę niezwykłą historią, która mocno zapada w serce i przyciąga widzów do ekranu tak mocno, że nie sposób się oderwać (niech moja nieprzespana noc będzie tu dowodem). Wartka akcja, świetnie wykreowani bohaterowie, burzliwe romanse, piękne krajobrazy i walka o tron. To genialna produkcja, która zmiażdży was emocjonalnie i nie będziecie mogli o niej zapomnieć przez długi czas. Będziecie się śmiać, wzruszać, łkać, a na koniec czeka was kac popkulturowy.

While You Were Sleeping

Nam Hong Ju ma niezwykły dar, który uważa za przekleństwo - widzi w snach przyszłość, a raczej jak ludzie zginą. Co prawda nigdy nie udało jej się jeszcze nikogo uratować, ale taki dar, to zawsze jakaś umiejętność, prawda? I w sumie dzięki niemu jej los splata się z losem Jung Jae Chan, przystojnego prokuratora. Może jemu uda się powstrzymać, to co pokazują sny?
Pierwsze odcinki wgniotły mnie w fotel. Scenarzyści mieli świetny pomysł i w pewnym momencie nie miałam bladego pojęcia, czy to, co oglądam jest snem, czy rzeczywistością bohaterów. Podobnie sprawa się ma z moim SLS - nie wiedziałam, czy drugi pan leci na główną bohaterkę, czy głównego bohatera, ale i tak mnie zauroczył. "While You Were Sleeping" to dobra, zabawna i urocza drama.

Zakochany Głupek / Fool’s Love

Ho Goo jest przez wszystkich postrzegany jako głupek. Jest typowym naiwniakiem, który we wszystko wierzy i daje się kobietom wkręcić we wszystko, choć nigdy na poważnie z żadną się nie spotykał. Pewnego dnia trafia na Do Hee - słynną pływaczkę i daje się ponieść chwili. Kilka miesięcy później spotyka ją ponownie i odkrywa, że jest w ciąży. 
Długo się broniłam przed oglądaniem, gdy wszyscy w okół mi polecali, a gdy w końcu się zmusiłam, zakochałam się po uszy! To jedna z najzabawniejszych dram, jakie oglądałam. Trochę pokręcona, ale w uroczy sposób. Takich produkcji powinno być więcej.

The Legend of the Blue Sea

Dawno, dawno temu mężczyzna spotkał syrenę, w której się zakochał. Wiele wieków później mężczyzna o tej samej twarzy poznał syrenkę o tej samej twarzy, by mogli w nowym wcieleniu powtórzyć swoją historię. Wszystko byłoby dobrze, gdyby ich historia była szczęśliwa, a mężczyzna nie był oszustem, na którego poluje morderca-psychopata.
Zapewniam, że ta drama nie jest taka, jakiej się spodziewacie, ale to nic złego. Jej najmocniejszymi zaletami jest humor i piękno. Naprawdę niektóre sceny są wręcz przepiękne i można się nimi zachwycić. Przy okazji pierwsza połowa jest całkiem zabawna w ten koreański, rozbrajający sposób. Dodatkowo miło zobaczyć w roli głównej bohatera, który nie jest nieskazitelny. Niestety nie podobało mi się zakończenie, które mocno zalatywało "You Who Came From the Stars", w której również grała Jun Ji Hyun. Niemniej historia o syrence podobała mi się o wiele bardziej, niż opowieść o kosmicie.

What’s Wrong With Secretary Kim?

Lee Young Joon jest wiceprezesem - bogatym, inteligentnym, przystojnym i zakochanym w sobie. Nie dostrzega potrzeb innych, a często nawet zapomina ich imion. Na szczęście ma u swego boku najbardziej profesjonalną sekretarkę na świecie, dodatkowo obdarzoną anielską cierpliwością. Sprawa się komplikuje, gdy sekretarka Kim składa rezygnacje. I tak oto zaczyna się kreować plan poderwania sekretarki, tylko po to, by ją przy sobie zatrzymać.
Przyznaję, że ta pozycja brzmi łaśnie dlatego jak oklepany schemat z amerykańskich komedii romantycznych i może poczęści dlatego jestem przekonana, że"What’s Wrong With Secretary Kim" jest dramą, przy której dobrze spędzicie czas.

My Absolute Boyfriend

W tajnej placówce badawczej naukowcy pracują nad udoskonalaniem robotów, które mają stać idealnymi partnerami dla bogatych klientów. Niestety nie wszyscy z nich potrafią docenić bezwarunkową miłość i traktują roboty jako zabawki. Diana jest jedną z takich osób, dlatego przeznaczony jej robot zostaje nielegalnie oddany na przechowanie innej dziewczynie.
Um Da Da jest charakteryzatorką od efektów specjalnych, pracującą przy dramie, w której Ma Wang Joon wciela się w robota. Aktor jest gwiazdą i przez to od siedmiu lat ukrywa swój związek z Da Dą. W dzień, w którym odbiera statuetkę dla najlepszego aktora (czyt. w dzień, w którym przyrzekł, że się jej oświadczy) dochodzi do kolejnej sytuacji, w której przedkłada swoją reputację nad szczęście (i godność) swojej 'ukochanej', co ostatecznie doprowadza do ich rozstania. Złamane serce pomaga jej uleczyć mechaniczny chłopak.

Pssssyt! Po kliknięciu Lubię to, każdy Wasz wtorek będzie Wtorkiem Azjatyckim!

Ps. Możecie śmiało dopisywać w komentarzach inne tytuły warte obejrzenia w Walentynki!

Udanych Walentynek!
Czytaj całość

7 cech idealnego romansu, czyli jak podbić serca czytelników


Nie jestem romantyczką i zazwyczaj nie czytam romansów (gatunku), choć jednocześnie niemal każda przeczytana przeze mnie książka ma rozwinięty wątek miłosny. Wychodzi to różnie. Czasami przeszkadza, czasami mam ochotę stuknąć autora w łeb, a czasami całkowicie tracę głowę dla wątku, który teoretycznie powinien być poboczny. Po pewnym czasie zrozumiałam, co sprawia, że zakochuje się w romansie po uszy?


1. Zdrowa relacja


[Przykro mi, że żyjemy w świecie, w którym nie dość, że ten punkt muszę zaznaczyć, to w dodatku jest tak lekceważony przez autorki (tak, niestety najczęściej to kobiety popełniają tę zbrodnię), że należy go umieścić na szczycie listy]

Pewnie nikogo to nie zaskoczy, ale wierzę, że romanse powinny opierać się na zdrowej relacji. Mogą zaczynać się w niefortunny sposób, bohaterowie wcale nie muszą zakochiwać się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale powinni traktować się z wzajemnym szacunkiem. Sic! Naprawdę dziwnie się czuję, że muszę to zaznaczać, ale tak często natykam się na patologiczne romanse, w których autorki mylą miłość z syndromem sztokholmskim i/lub fizycznym/psychicznym znęcaniem. Wiecie, jak jest, szybciej zakocham się w facecie, który powie mi komplement (jestem narcyzem łasym na komplementy i nie wstydzę się tego!), niż gdy mnie obrazi, uderzy, czy porwie (tak, naprawdę czytałam romanse zaczynające się od takich pierwszych spotkań... i gorszych niestety też), więc siłą rzeczy trudno mi uwierzyć, że bohaterka po chwili wyzna oprawcy miłość, zamiast zgłosić go do prokuratury. Dlatego podziękuję za romanse dla patoli, a sama chętnie poczytam o mniej upodlonych bohaterach.

Wyjątki się zdarzają...

2. Fabuła

Jak wspominałam, nie jestem fanką typowych romansów, które opierając się na prostej zasadzie: chłopak poznaje dziewczynę (albo chłopak poznaje chłopaka albo dziewczyna poznaje dziewczynę albo dziewczyna poznaje robota/wampira/wilkołaka/ducha/choinkę... to akurat zabrzmiało źle, więc wstawcie cokolwiek) i krążą wokół siebie, aż w końcu zostają parą, a autor wymyśla wiele synonimów i metafor odnośnie bakłażanów i muszelek. Wolę, gdy w książce coś się dzieje poza ciągłym wzdychaniem. Wiecie... zakochiwanie się podczas ratowania świata, zabijaniem zombie, czy ucieczką przed seryjnym mordercą jest znacznie ciekawsze od czytania, jak dwie osoby się na siebie pożądliwie gapią. Innymi słowy, drodzy autorzy, dajcie mi MIĘCHO, w które mogę wbić zęby w przerwach od romantycznych scen. Z góry dziękuję.

3. Trójkąt miłosny

Wiem, że ten motyw ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. Osobiście zaliczam się do tej pierwszej kategorii z kilku dość prostych powodów. Przede wszystkim lubię shipować i mieć wybór.
#TeamPeeta #TeamJacob #TeamDamon 
W czasach, gdy Igrzyska Śmierci, Zmierzch, czy Pamiętniki Wampirów były jeszcze niesamowicie popularne czytelnicy dzieli się na dwa obozy, kłócąc się między sobą z kim powinna być główna bohaterka. To było fascynujące z wielu względów, a przy okazji fajne, bo sprawiało, że każdy mógł trzymać kciuki za postać, która bardziej wpasowuje się w ich gust. Takie emocje przy romansach są świetne, ale przy okazji trzymają nas przez długi czas w niepewności, jak potoczy się historia. Umówmy się, gdy w romansie mamy tylko dwie główne postacie, to dość oczywiste się staje, że skończy się to ich związkiem.


4. Cel istnienia
[O ile w powyższych punktach prawdopodobnie większość z Was się ze mną zgodzi, tak podejrzewam, że ten jest bardziej moją słabością]

Są romanse pokazujące, że miłość czyni bohatera lepszym człowiekiem. Takie, w których bohaterka wybiera osobę, która wyciąga z niej najlepsze cechy. Przyznaję, te romanse są dobre, ale mam prawdziwą słabość do tych, w których autor gwiżdże na samodoskonalenie swoich postaci i rzuca czytelników na pastę historii, w której niezależnie od tego, czy postacie do siebie pasują czy nie, czy zmuszają się do wejścia na wyżyny czy nie, ostatecznie kończą z osobą, bez której ich świat mógłby przestać istnieć. Osobę, która tak mocno wtopiła się w rdzeń drugiej osoby, że tracąc ją, równie dobrze mogłaby polać wszystko benzyną i rzucić zapałkę, bo nic nie miałoby znaczenia. Świetnym przykładem są tu "Jesienne Ognie" lub w przypadku relacji nieromantycznej "Igrzyska Śmierci" z Katniss-Prim. I żeby nie było, to nie oznacza, że dla głównego bohatera nie liczy się nic poza tą jedną osobą, a miłość jest całym światem. Nie, to się nie wyklucza. Po prostu ta osoba jest fundamentem i ścianami nośnymi, a reszta ścianami działowymi.
Dość trudno zbudować taką relację między bohaterami, bo umówmy się, że nawet prawdziwym świecie zdarza się rzadko, ale jeśli pisarzowi się to uda, to jego książka automatycznie dostaje ode mnie 100 punktów do zajebistości. W końcu, czy celem romansu nie jest opisanie taki epickiego love story, by nasze serduszka trzepały jak w stanie przedzawałowym?

5. Bohaterowie są sobie równi

Romans księcia z Kopciuszkiem nigdy mnie nie kręcił. I nawet nie przez mezalians, bo akurat przeciwko niemu nie nic nie mam. Gdy piszę, że chcę, by bohaterowie byli sobie równi, mam na myśli to, że oboje powinni wnosić do związku tyle samo, choć niekoniecznie w tej samej walucie. Wyjaśnię to na przykładzie Kopciuszka. Książę był przystojny, bogaty, miał władzę i w dodatku wyciągnął Kopciuszka z ciężkiej sytuacji rodzinno-materialnej. A Kopciuszek? Była ładna. W sumie książe też, więc ta zaleta się niweluje. Wychodzi na to, że Kopciuszek nic nie wniósł do ich relacji, bo umówmy się, w zamku było wystarczająco sprzątaczek, a przyszłej księżniczce raczej to nie przystoi. Czego więc byłoby trzeba, żeby ta dwójka była sobie równa? Cóż... Kopciuszek mógłby być np. mega mózgiem, który dzięki swoim zdolnością poprawiłby sytuację gospodarczą kraju albo mogła być ja Mulan i uratować wszystkich przed obcym najeźdźcą. Skoro tak się nie stało, szala przechyliła się na stronę księcia. Pozornie on na tym stracił, ale w rzeczywistości w pewien sposób również zyskał, bo jak Kopciuszek mógłby w tej sytuacji być dla niego równorzędnym partnerem? No nijak. I jestem pewna, że gdyby bajka nie skończyła się zaraz po ich ślubie, zobaczylibyśmy, że książę w końcu to zrozumiał.


6. Kochać za coś i mimo wszystko

Romans zawsze wydaje mi się prawdziwszy, gdy historia miłosna ma solidną podstawę. Nie, przeciągłe spojrzenia i wzajemny pociąg fizyczny nie jest solidną podstawą historii miłosnej, tylko erotyka. Proszę tego nie mylić! Za to opisywanie relacji bohaterów, w której wyraźnie widać, że pociąga ich w sobie coś więcej, a przy okazji wybaczają sobie wzajemnie wady, już jak najbardziej! Oglądanie głębszej więzi między bohaterami zdecydowanie jest tym, co lubię!

7. Zwieńczenie bez przeciągania

Nie mam problemu z tym, że pierwszy pocałunek czy wyznanie miłości pojawi się dopiero na końcu książki pod warunkiem, że nie jest to kilkunastotomowa seria. Istnieje granica tego, ile można wokół siebie krążyć. Chemia między bohaterami i napięcie wzbudzane w czytelnikach znika, gdy ciągle i ciągle są tuż tuż bycia razem, a jednak coś im przeszkadza. Niech przykładem będzie tu serial The 100, gdy po tylu sezonach chyba już nikt nie shipuje Bellamy'ego z Clark.

Psssyt! Dołączcie do fanpage'a, gdzie trwa walentynkowy 2 tygodniowy okres obsypytania serduszkami!

Ps. A jakie cechy romansu Wy lubicie?
Ps2. Jeśli znacie książki/seriale, w których istnieją takie romanse, podzielcie się!
Czytaj całość

Nadciąga luty, czyli premiery książkowe i filmowe!


Nadciąga luty i jak to ma w zwyczaju, wlecze za sobą sterty walentynkowych serduszek. Niemniej przynajmniej tu możecie się czuć chwilowo bezpieczni, bo nie wybrałam typowych romansów do zapowiedzi. Po części dlatego, że na ten miesiąc przewidziano całą masę perełek i pozostałe zwyczajnie mi się nie zmieściły.

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 12 lutego

Kiedy jesteś sierotą wojenną, świat ma dla ciebie głównie pogardę, odrzucenie, brutalność i ból. Czasem, jeśli akurat masz szczęście, obojętność. Jeśli natomiast do tego jesteś dziewczynką, szczęście ma twoja przybrana rodzina. Zawsze może ubić interes i sprzedać cię na żonę jakiemuś zamożnemu staruchowi.
Rin doświadczyła tego wszystkiego. Jest nikim, jej życie nie ma dla nikogo żadnego znaczenia, nikogo też nie obchodzi jej los. Jeśli chce wydostać się z rynsztoka, w którym się wychowała, ma tylko dwie drogi. Pierwsza wiedzie przez łóżko obmierzłego starca. Druga, przez bramę Akademii Sinegradzkiej – elitarnej szkoły wojskowej. Aby podążyć tą drugą drogą, Rin zrobi wszystko, co tylko leży w ludzkiej mocy. A nawet więcej.
To nie jest historia o potędze nauki, sile przyjaźni czy starciach wielkiej magii.
To jest historia o kołach czasu, które nieustępliwie i bezlitośnie mielą ludzkie losy. I o dziewczynie, która zniszczyła cały mechanizm. Kamieniem, bo na miecz była za biedna.

Wydawnictwo: Jaguar
Data: 12 lutego

Witamy w świecie, w którym każdy ma nadnaturalny talent... tylko nie każdy powinien z niego korzystać.
Alfie, młodziutki następca tronu królestwa Catallan, wraca do domu z imperium Englass, gdzie poświęcił się studiom nad czarną magią. Jest ogarnięty obsesją uratowania starszego brata – ofiary zakazanych praktyk. Nikt już nie wierzy, że królewicza Deza da się przywrócić do żywych z otchłani, i tylko Alfie obiecuje sobie nie spocząć, póki nie odnajdzie sposobu na odwrócenie klątwy.
Zmuszony przez rodziców do powrotu i przyjęcia królewskich obowiązków, chłopak może liczyć na wsparcie dawnej nauczycielki, Palomy, oraz ekscentrycznego przyjaciela, Luki. Mimo to pierwsze przyjęcie w nowej roli kończy się tragicznie, a Alfie zmuszony jest ratować Lukę przed śmiercią, wypuszczając na świat potężną magię ciemności. Co gorsza, mimowolnym świadkiem tej sytuacji staje się Finn, złodziejka dysponująca naturalnym talentem do zmiennokształtności. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy złodziejka odkrywa, że władzę nad wypuszczoną ciemnością przejął Kol – jej przybrany ojciec i zarazem największy koszmar jej życia. Teraz jednak zagraża nie tylko Finn, ale całej stolicy, a może i całemu Catallan. Związani świadomością nadciągającej katastrofy, Alfie i Finn muszą wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż, by na nowo zapieczętować zło, a przy okazji nie dopuścić do tego, by o jego uwolnieniu dowiedzieli się dorośli.

Wydawnictwo: Muza
Data: 12 lutego

Wasia i Morozko powracają w trzeciej części przygód, stanowiącej kontynuację "Niedźwiedzia i słowika" oraz "Dziewczyny z wieży", by walczyć ze śmiertelnymi i magicznymi wrogami i ocalić obie Rusie, tę widzialną i tę niewidzialną.
Wasilisa Pietrowna to niezwykła dziewczyna, za wszelką cenę szukająca własnej drogi. Jej odwaga oraz magiczne zdolności przyciągnęły uwagę Morozki, króla zimy. Za wcześnie jednak, by ocenić, czy jego zainteresowanie okaże się błogosławieństwem, czy przekleństwem.
Na Moskwę spadło nieszczęście. Jej mieszkańcy szukają odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ich to spotkało, a także kogoś, kogo mogliby winić. Wasia jest całkiem sama i osaczona ze wszystkich stron. Wielki Książę , przepełniony gniewem, wybiera sojuszników, którzy poprowadzą go ku wojnie i upadkowi. Powraca zły demon, zdeterminowany, by szerzyć chaos. Wasia znajduje się w samym sercu konfliktu, czując, że los obu światów spoczywa na jej barkach. Niepewna własnej przyszłości odkryje zdumiewającą prawdę o sobie samej, próbując ocalić Ruś, Morozkę oraz świat magii, tak bliski jej sercu. Może się jednak okazać, że nie zdoła uratować wszystkich...

Wydawnictwo: Zysk i s-ka
Data: 25 lutego

Niech się jej boją...
Niektóre opowieści są tak piękne i tak brutalne, że chwytają za serce i nie chcą puścić. Witajcie w świecie Niegodziwych świętych – epickiej, pełnej namiętności historii, o której długo nie zapomnicie. Przygotujcie się na spotkanie z:
Dziewczyną
imieniem Nadia, która słyszy w głowie szepty bogów.
Księciem
otoczonym przez zdesperowane kandydatki na nową królową i groźnych zabójców.
Potworem
skrytym za jasnymi, udręczonymi oczami i uśmiechem, który tnie jak nóż.
Drogi tej trójki będą się przecinały podczas trwającej od stulecia wojny w świecie wypełnionym grzesznikami i świętymi, magią i tajemnicą, oraz nieszczęśliwą miłością, która może – na zawsze – przechylić szalę dobra lub zła, ciemności lub światła.

Wydawnictwo: Insignis
Data: 26 lutego

Lottie Pumpkin to zwyczajna dziewczyna, która marzy, żeby być księżniczką. Dostaje do prestiżowej szkoły Rosewood Hall w ramach programu stypendialnego. Ellie Wolf to księżniczka, która marzy o zwyczajności i wybiera Rosewood Hall, żeby uniknąć pełnienia swoich obowiązków w królestwie Maradawii. Kiedy los rzuca obie czternastolatki do tego samego akademika, zamiana tożsamości wydaje się najprostszym rozwiązaniem: w końcu wszyscy i tak przez pomyłkę biorą Lottie za księżniczkę. Ale ktoś poznał ich sekret, a w Rosewood nic nigdy nie jest takie, jak się wydaje...
Wydawnictwo: We Need YA
Data: 26 lutego

Jej statek przepadł, załoga została schwytana, a sławna Androma Racella straciła tytuł Krwawej Baronowej. Teraz jest zbiegiem bezlitośnie ściganym przez Galaktykę Mirabel. Bezwzględna Królowa Nor rządzi większością galaktyki dzięki toksynie kontrolującej umysł. Androma zaryzykuje wszystko, nawet wolność, aby znaleźć lekarstwo. Na skutej lodem planecie Solery znajduje niespodziewanego sojusznika. Wraz z Dexem planują, jak dostać się do miasta. W Arcardius działania Nor doprowadziły do inwazji Mirabel. Gdy załoga walczy o odzyskanie wolności, Andi i Dex odkrywają zagrożenie znacznie większe niż wszystko, z czym mieli do czynienia. To nie koniec gwiezdnej przygody, to dopiero jej początek!

Wydawnictwo: Uroboros
Data: 26 lutego

Jest 995 rok. Medvid to potężny, barczysty wojownik, który od zawsze wiernie towarzyszy księciu Bolkowi, próbującemu zjednoczyć kraj pod swoim panowaniem. Medvid doradza księciu, jak okiełznać słowiańskie moce magiczne – jak postępować z żercami, gdzie szukać wilkołaków i wodników, czym przekupić miejscowe wiedźmy i rusałki, jak przepędzić licha, leszych i latawice. Jednak na książęcym dworze coraz więcej do powiedzenia mają niemieccy księża misjonarze. Los Medvida też jest niełatwy, łączy go bowiem tajemna miłość z żoną księcia, węgierską księżniczką Hajną.

Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn) - 7 lutego


Dżentelmeni - 14 lutego


Wyspa Fantazji - 14 lutego


SONIC. Szybki jak błyskawica - 28 lutego

Ps. Dajcie znać, co Wam wpadło w oko!
Ps2. Po miesięcznej przerwie, wracam do blogowania, więc przygotujcie się na to psychicznie! Dość odpoczywaliście!
Czytaj całość

Superbohaterskie filmy 2020


Kolejny rok z rzędu zapowiada się bardzo dobrze dla fanów filmów o superbohaterach. Marvel i DC rozszerzają swoje uniwersa, a Sony stara się wycisnąć z pajączkowych praw ciekawe historie. Miejmy nadzieję, że tegoroczna dawka superbohaterskich produkcji nas niezawiedzie, a tymczasem sprawdźcie na co warto czekać.


Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn) - 7 lutego

Po rozstaniu z Jokerem Harley Quinn dołącza do superbohaterek Czarnego Kanarka, Łowczyni i Renee Montoyi, aby uchronić młodą dziewczynę przed nikczemnym przestępcą.


"Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)" to pokręcona historia, opowiadana przez samą Harley w stylu, w jakim tylko ona może ją opowiedzieć. Kiedy najbardziej narcystyczny z bandziorów Gotham, Roman Sionis, i jego oddana prawa ręka Zsasz biorą na cel niejaką Cass, w poszukiwania dziewczyny angażuje się całe miasto. Nieprawdopodobny zbieg okoliczności krzyżuje drogi Harley, Łowczyni, Czarnego Kanarka i Renee Montoyi. Cztery diametralnie różniące się kobiety nie mają wyjścia. Muszą współpracować, żeby pokonać Romana.

Bloodshot - 4 marca

Vin Diesel wciela się w postać Raya Garrisona, żołnierza, który zginął podczas akcji i został przywrócony do życia przez korporację RST jako super-człowiek, tytułowy Bloodshot. W jego żyłach płynie armia nanotechnologicznych rozwiązań, dzięki czemu jest kimś nie do zatrzymania – silniejszym niż jakikolwiek człowiek, z organizmem zdolnym do natychmiastowej regeneracji. Ale naprawiając jego ciało i przywracając go do życia, korporacja przejęła kontrolę nad jego życiem; wykasowała też jego wspomnienia i pamięć. Ray nie wie, co jest realne, a co nie. Ale ma misję – chce się tego dowiedzieć.


Nowi mutanci - 3 kwietnia

Trzeci raz z rzędu ten tytuł pojawia się w zapowiedziach na nowy rok i mam nadzieję, że to już ostatni i wytwórnia w końcu wyda ten nieszczęsny film. Co ciekawe kilkanaście godzin temu opublikowano trailer, więc jest cień szansy, że data premiery nie zostanie ponownie przesunięta, a oprawa w klimacie horroru utrzymana.


Czarna Wdowa - 1 maja

"Czarna Wdowa" będzie pierwszym filmem w IV fazie MCU i jak zapewne się domyślacie, będzie przedstawiała historię rozgrywającą się przed "Avengers: Endgame" (byłoby nie lada wyzwaniem, aby akcja działa się po nim), konkretnie po wydarzeniach z  filmu "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów".


Wonder Woman 1984 - 5 czerwca

Prosto z pola bitwy przenosimy się do lat '80 i w tej estetyce zostanie utrzymana kontynuacja przygód Wonder Woman. W roli złoczyńcy spodziewajcie się Maxwella Lorda, który będzie miał moc spełniania życzeń.


Free Guy - 3 lipca

Przyznaję, że "Free Guy" to nie do końca produkcja rodem z kina superbohaterskiego, jednak skoro odpowiedzialny jest za to Taika Waititi, a w roli głównej występuje Ryan Reynolds, to trudno mi ten tytuł przemilczeć. Tym bardziej że fabuła brzmi tak:
Bohaterem komedii "Free Guy" jest urzędnik bankowy, który odkrywa, że jest drugoplanowym graczem w otwartej grze wideo. Postanawia zmienić jej reguły i zostać bohaterem na swych własnych zasadach. W sytuacji, w której nie ma ograniczeń, chce ocalić swój świat, zanim będzie na to za późno.


Morbius - 30 lipca

Po sukcesie "Venoma" przyszedł czas na kolejny film Sony poświęcony postaci z uniwersum Spider-mana, a dla Jareda Leto na ponowne wcielenie się w komiksowego bohatera po wycięciu większości scen Jokera z "Legionu Samobójców".
Morbius jest wampirem, który choć zyskał swoje moce w wyniku eksperymentu z nietoperzami, a nie przemiany, to wciąż ma wszystkie moce i słabości typowe dla krwiopijców.


Venom 2 - 2 października

Wszyscy próbują mnie przekonać, że "Venom" jest złym filmem, ale bawiłam się na nim tak dobrze, że mam ich zdanie głęboko w poważaniu i cieszę się na wieść o kontynuacji, w której zobaczymy Carnage (symbionta) i Shriek, tym bardziej że coraz głośniej się mówi o tym, że w tej części może pojawić się Tom Holland w roli Spider-mana.


Eternals - 6 listopada

Tytułowi Eternale to rasa nieśmiertelnych stworzona przez kosmicznych gigantów w zamierzchłych czasach. Wśród nich są między innymi Grandmaster, Collector, czy Starfox. Drogi tych potężnych istot rozeszły się, część z nich zamieszkiwała Ziemię, a reszta przebywała na Tytanie (skąd pochodzi Thanos). Ten tytuł jest dość intrygujący, zważywszy zarówno na bohaterów, jak i wybór aktorów, bo umówmy się, że Angeliny Jolie czy Salmy Hayek raczej nie spodziewałam się zobaczyć w produkcjach Marvela.



Przy okazji wypadałoby wspomnieć o czekającym nas jesienią serialu "The Falcon and the Winter Soldier", który zadebiutuje na platformie Disney+ i będzie miał miejsce niedługo po wydarzeniach z "Endgame".

Ps. Który z tytułów przykuł najmocniej Waszą uwagę?
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella