Nadciąga Wrzesień a wraz z nim premiery książkowe!


Chociaż wrzesień ledwie się zaczął, pogoda sugeruję, że mamy jesień. Bez bicia przyznam się, że kocyk już wyciągnęłam i świeczki odpaliłam, a jak powszechnie wiadomo, do tego zestawu najlepiej pasują książki, a tych w tym miesiącu nam nie zabraknie!


Alexandra Bracken - Lore
Wydawnictwo: Jaguar
Data: 29 września

Współczesny Nowy Jork. Na świecie wciąż żyją greccy bogowie. Co siedem lat Zeus zsyła część z nich na ziemię, gdzie przez siedem dni pozbawieni są nieśmiertelności. W tym czasie polują na nich ludzie i półbogowie, by przejąć ich moce. To kara, na jaką Zeus skazał niepokornych bogów.
Lore pochodzi z rodu Perseusza. Przed siedmiu laty jej rodziców i siostry wymordowali potomkowie Kadmosa. Dziewczyna cudem uniknęła śmierci i ukryła się w Nowym Jorku. Stara się zapomnieć o swoim pochodzeniu, jednak przeszłość nieoczekiwanie pojawia się pod jej drzwiami pod postacią rannej Ateny, która w zamian za pomoc zgadza się wyświadczyć jej wielką przysługę. Aby pomóc bogini wrócić do zdrowia, Lore odnajduje swojego dawnego przyjaciela, Kastora, który okazuje się być nowym wcieleniem Apolla.
Atena, Kastor, Lore oraz jej współlokator Miles spróbują stawić czoło nowemu zagrożeniu. Lore będzie musiała wiele poświęcić. Czy uda jej się odnaleźć w sobie siłę, by zapobiec upadkowi świata?
Barwna historia o zemście i poświęceniu, z mitologicznymi wątkami i młodą bohaterką, która musi stanąć oko w oko z demonami przeszłości i złem czyhającym na ulicach wielkiego miasta.

Peter V. Brett - Pustynny Książę. Cykl Zmroku. Tom 1
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 29 września

Zupełnie nowa epicka przygoda osadzona w słynnym świecie Cyklu Demonicznego!

Piętnaście lat minęło od zakończenia wojny z demonami, istotami ciemności, które pojawiały się nocą, by polować na ludzi.
Bohaterowie tamtych zmagań przeszli do legendy. Jednak ich następcy - nowe pokolenie - wyrosłe na opowieściach o nich, nie chcą podążać ścieżką wytyczoną przez rodziców. Niełatwo jest być dzieckiem tych, którzy uratowali świat od zagłady.

Księżniczka Olive Papiernik i Darin Bales dorastali w nowym, pokojowym świecie, gdzie demony zostały niemal wytępione. Jedyne czego pragną to wolność i możliwość samodzielnego decydowania o swoich losach. Jednak, gdy okazuje się, że za sukcesy rodziców cenę zapłacą dzieci, a prawdziwe zagrożenie puka do drzwi, muszą w swoje niedoświadczone i niechętne temu ręce wziąć losy świata...

Alice Oseman - Heartstopper. Tom 1
Wydawnictwo: Jaguar
Data: 15 września

Powieść graficzna LGBTQ+ o życiu, miłości i wszystkim, co dzieje się pomiędzy – gratka dla fanów filmu Twój Simon i książek Holly Bourne.
Charlie i Nick poznają się w szkole. Charlie był tam prześladowany, ale wreszcie może otwarcie mówić o swojej orientacji. Nick gra w szkolnej drużynie rugby i słyszał trochę o Charliem – chłopaku, który został wyoutowany rok wcześniej – choć nigdy nie miał okazji z nim porozmawiać.
Nick i Charlie trafiają na wspólne zajęcia i siadają w jednej ławce. Szybko stają się przyjaciółmi i wkrótce Charlie zakochuje się w Nicku, choć wydaje mu się, że nie ma najmniejszych szans. Obaj mają wspólne pasje, odwiedzają się w domach. Przyjaciele Charliego nie rozumieją: co on widzi w tym potężnym chłopaku z drużyny sportowej? Sam Nick nie do końca rozumie, co się z nim dzieje, ale czuje, że to przy Charliem może być nareszcie sobą. Wreszcie, podczas urodzinowej imprezy kolegi Nicka, dochodzi do przełomu w ich relacji. Charlie zostaje z pytaniem: co się właściwie wydarzyło i czy Nick odwzajemnia jego uczucie?

Casey McQuiston - One Last Stop
Wydawnictwo: Prószyński Media
Data: 14 września


Przeprowadzka do Nowego Jorku ma być dla dwudziestotrzyletniej August potwierdzeniem tego, co już od dawna wie: magia i miłość jak z filmów są tylko fikcją, a jedyny rozsądny sposób na życie to trzymanie wszystkich na dystans. Wygląda na to, że świat nie próbuje zmienić jej przekonań: mieszkanie z paczką bardzo dziwnych współlokatorów i studencka praca w całodobowej naleśnikarni bynajmniej nie sprawiają, że August ma szansę stać się bardziej towarzyska. Nie pomagają też codzienne dojazdy metrem na uniwersytet – to zło konieczne, pełne nudy, tłoku i okazjonalnych przerw w dostawach prądu.
Cóż, przynajmniej tak było do dnia, gdy w pociągu zauważa Jane.
Tajemniczą, olśniewającą Jane w skórzanej kurtce, z opadającymi na czoło włosami i łagodnym, pełnym wdzięku uśmiechem.
Jane, która pojawia się w życiu August akurat wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuje.
Potajemne wzdychanie do nieznajomej z metra staje się najlepszą częścią dnia dziewczyny, póki nie pojawia się pewien kłopot. Pewnego dnia August odkrywa, że Jane nie tylko wygląda tak, jakby wyrwała się z lat siedemdziesiątych... ona naprawdę przeniosła się dekady w przód, aż do XXI wieku! Żeby pomóc tej zagubionej w czasie podróżniczce, August będzie musiała sięgnąć do przeszłości, którą zamierzała na zawsze zostawić za sobą. No i oczywiście dopuścić do siebie myśl, że czasem trzeba uwierzyć w to, co dotąd wydawało się niemożliwe...
"One Last Stop" to seksowna, zachwycająca opowieść o prawdziwym uczuciu, które potrafi pokonać granice czasu.

Won-Pyung Sohn - Almond
Wydawnictwo: Mova
Data: 29 września

Spotykają się dwa potwory. Jednym z nich jestem ja.
Yunjae od urodzenia nie przejawia żadnych emocji. Cierpi na aleksytymię – zaburzenie, które utrudnia odczuwanie radości, smutku czy strachu. To mniejsza niż przeciętnie liczba neuronów w ciele migdałowatym mózgu skazuje go na ten stan i społeczną alienację. W szkole Yunjae jest outsiderem, a w domu o tym, że emocje w ogóle istnieją, przypominają mu mama i babcia, rozwieszając karteczki z napisami: "śmiech" lub "płacz".
W dniu jego szesnastych urodzin, podczas wspólnego wyjścia do restauracji, mama i babcia stają się ofiarami brutalnego napadu. Świadkiem zdarzenia jest Yunjae, który przygląda się scenie beznamiętnie. Pomoc osamotnionemu chłopakowi ofiarowuje piekarz zwany doktorem Shim, jednak później na drodze Yunjae zjawia się agresywny, nadpobudliwy Gon.
W odpowiedzi na swoje brutalne ataki na Yunjae'go Gon otrzymuje tylko absolutny spokój. Chłopcy zaczynają ze sobą rozmawiać i okazuje się, że wiele mają sobie do przekazania. Jeden odczuwa aż za dużo, a drugi nie czuje nic.
Kiedy pewnego razu Gon znajduje się w niebezpieczeństwie, Yunjae zdobywa się na więcej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Kiran Millwood Hargrave - Nieśmiertelne
Wydawnictwo: Books4YA
Data: 29 września


W wigilię dnia przepowiedni siedemnastoletnia Lil i jej siostra bliźniaczka Kizzy zostają schwytane przez okrutnego bojara Valcara, pozbawione wolności i nadziei. Kiedy Lil za sprawą innej branki, Miry, odzyskuje wiarę w to, że warto żyć i kochać, rozpaczliwa egzystencja sióstr zostaje zagrożona po raz kolejny. Na ich drodze staje bowiem legendarny Dracul, bardziej potwór niż człowiek, dla którego dziewczęta to niewiele warte zabawki. W brutalnym świecie, którym rządzą mroczne pożądanie i przeznaczenie, dziewczęta muszą ratować siebie i swoją krew – nawet jeśli oznacza to zgodę na życie po śmierci.


Mackenzi Lee - Loki. Gdzie zaległy kłamstwa
Wydawnictwo: Olesiejuk
Data: 29 września

Co by było, gdyby syn władcy Asgardu, bóg psot, Loki, trafił do Londynu pod koniec XIX wieku? Magia, potęga i złośliwość vs. wszechobecna mgła, tajemnicze zaułki i jeszcze bardziej tajemniczy... nieumarli.  Przygody, zagadki, humor i organizacja S. H. A. R. P. we wciągającej powieści o dorastaniu i poznawaniu samego siebie. Poznaj młodość Lokiego! 



Monika Sygo - A ty będziesz dumna
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Data: 15 września

Kuba, Iga, Kamila i łączy ich fotografia oprawiona w złotą ramkę, stojąca na szafce, tuż przy łóżku w sypialni mamy Kuby. Wrosła w wystrój wnętrza tak bardzo, że chłopak nigdy nie pomyślał o tym, by zapytać, kim jest dziecko w ramionach jego rodzicielki.

Zdaje sobie z tego sprawę dopiero w dniu, kiedy ona umiera. Nie ma pojęcia o tym, że na dnie szafy czeka pudełko ze wszystkimi odpowiedziami, które rok później w tajemniczych okolicznościach trafia w ręce młodej kobiety.

Skrzętnie skrywane sekrety po latach wychodzą na jaw, a cel podróży, w którą udaje się dziewczyna, nie jest wcale tak oczywisty.

Stacey Halls - Podrzutek
Wydawnictwo: Świat Książki
Data: 29 września

Dwie kobiety, jedno dziecko i sekret, który odmieni wszystkich...
Londyn, rok 1754. Bess Bright pozostawiła swoje dziecko z nieprawego łoża w sierocińcu Foundling Hospital. Sześć lat później powraca, aby odzyskać córkę, której nigdy nie poznała. Drży na samą myśl, że mała mogła umrzeć w przytułku. Tymczasem zdumiona odkrywa, że ktoś podał się za nią i już córkę odebrał. Jej życie staje na głowie, gdy próbuje się dowiedzieć, kto zabrał jej małą dziewczynkę - i dlaczego.
Niecałą milę od ubogiego mieszkania Bess, w gregoriańskim domu na spokojnej ulicy, na skraju Londynu mieszka Aleksandra – samotna młoda wdowa. Gdy jej bliski przyjaciel – ambitny młody lekarz pracujący w sierocińcu – przekonuje ją, aby wynajęła opiekunkę dla córki, kobieta waha się. Nie chce zapraszać nikogo do swojego domu ani życia. Tymczasem przeszłość, która sprawiła, że zamknęła się przed światem, dogania ją i grozi zburzeniem ostrożnie odbudowywanego świata...

Dean A. Haycock - W umyśle mordercy
Wydawnictwo: Muza
Data: 22 września

Na świecie żyje 70 mln psychopatów. Skąd się wzięli i jak działa ich mózg?
Czy zło ma biologiczne korzenie? Kto zostaje psychopatą i czy każdy psychopata musi być mordercą? Jakie cechy charakteryzują psychopatów? Dlaczego niektórzy ludzie są w stanie zabijać z zimną krwią i nie czuć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia? A wreszcie: czy psychopatię można leczyć?
Uznawany za jednego z najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie neurobiologii dr Dean A. Haycock specjalizuje się w zagadnieniach związanych ze zdrowiem psychicznym. Na łamach swojej najnowszej książki próbuje odpowiedzieć na pytania, które od lat zadają sobie naukowcy, dziennikarze oraz fani kryminałów i thrillerów.

Ps. Standardowo dajcie znać, co przykuło Waszą uwagę! A do eM zapraszam po nowości zagraniczne!
Czytaj całość

Potwory u władzy i diabeł w sądzie, czyli o The Devil Judge


Wyobraźcie sobie świat, w którym prokuratura nie wzbudza za grosz zaufania wśród obywateli. W którym prawo niby obowiązuje wszystkich, ale bogaci ludzie przy władzy jednak łamią je do woli bez żadnych konsekwencji. W którym pandemia daje im pretekst do wprowadzania absurdalnych przepisów, by zamknąć ludziom usta. I w którym ci ludzie są tak zmęczeni przegniłym systemem, że każdy wstrząsający news już nawet ich nie dziwi. Najprawdopodobniej dla wielu z Was brzmi to znajomo, jednak nie opisuję naszej obecnej sytuacji w Polsce, lecz tło, na którym zbudowano fabułę k-dramy "The Devil Judge".

Ta niby odrobinę futurystyczna, a niby alternatywna wizja świata dała pretekst do utworzenia sądu na żywo. Niby ma to być normalna rozprawa sądowa transmitowana w telewizji, a jednak bardziej od nudnych rozpraw przypomina show, w którym każdy obywatel może przez specjalną apkę oddać swój głos i zdecydować, czy oskarżony jest winny, czy nie. I Onabloga! It's soooo good! Jeśli gdzieś na skraju umysłu pojawił Wam się przebłysk z "Anny Marii Wesołowskiej" czy innego "Sądu Rodzinnego", to lepiej go zgaście. Rozprawy w "The Devil Judge" to majstersztyk! A wyroki i pierwszoplanowy aktor na sądowej scenie to diamenty!


Porozmawiajmy więc naszym diable. Kang Yo Han (Ji Sung) jest sędzią uwielbianym przez społeczeństwo, praktycznie celebrytą i jednocześnie jest mocno związany z grupą trzymającą władzę w Korei Południowej: Prezydentem, Ministrą Sprawiedliwości, głównym dowodzącym w futurystycznaej sekcie zajmującej się odbudową kraju, oraz dwoma właścicielami konglomeratów, w tym do jednego z nich należy stacja nadająca Sąd na Żywo. Jednak prywatnie Kang Yo Han nie cieszy się taką popularnością, zwłaszcza wśród najbliższych, którzy podejrzewają go o zamordowanie starszego brata. Zresztą nawet wśród sędziów Sądu Najwyższego znajdą się tacy, którzy podejrzewają go o niecne intencje i podkładają mu zgniłe jajo w postaci Kim Ga Ona, który do złudzenia przypomina zmarłego brata naszego diabła i zostaje jednym z dwóch sędziów wspierających To Hana w Sądzie na Żywo, by go szpiegować.

Jeśli miałabym wskazać palcem, co w tej dramie mnie irytowało, bez wahania wskazałabym Kim Ga Ona. Ten dzieciak (no może nie dzieciak, ale przy naszym diable już tak) był tak niedorzeczny, że niemal co scenę miałam ochotę jakoś się tam wedrzeć przez ekran tylko po to, by dać mu w pysk (myślę, że podczas oglądania mnie zrozumiecie). Może i sprawdziłby się przy innym scenariuszu, ale tu pseudo-pozytywni bohaterowie, którzy są hipokrytami w swoim idealizmie, są jedynie przyczyną upadku świata, bo dzięki nim prawdziwe złole pozostają bezkarni. By pokonać potwora potrzeba diabła, a nie idealisty idioty. Zresztą z odcinka na odcinek coraz mniej rozumiałam, czemu te marionetki są przedstawiane jako postacie pozytywne.



Bardzo chciałabym Wam zdradzić więcej, jednak w tej k-dramie plot twist goni plot twist, a ten też ma plot twista. Fabuła jest złożona i bardzo dobrze dopracowana. Scenarzyści pamiętali o wszystkich zasadach, które sprawiają, że widz nie może przestać oglądać. Każdy odcinek kończy się MOCNO! Wiele rzeczy wywołuje emocje, niektóre pozytywne, inne negatywne, ale przede wszystkim króluje ciekawość tego, co będzie dalej. I mamy tu zarówno pytania związane z przeszłością Yo Hana i pożarem, jak i tym, gdzie zaprowadzi go ścieżka zemsty (a wierzcie mi, ten machiaweliczny bohater jest zdolny do wszystkiego, przez co nieprzewidywalny), czy jakie kolejne sprawy weźmie na wokandę. Do tego mamy również przedstawienie perspektywy osób z grupy trzymającej władzę. I niektórzy są naprawdę szaleni - tak szaleni, że nawet pozostali szaleńcy momentami bywają zszokowani.

Można by pomyśleć, że po tych moich peanach trudno będzie wcisnąć jeszcze jakąkolwiek zaletę, ale to nie prawda. Niemal równorzędną zaletą "The Devil Judge" jest to, jak drama została nakręcona. Spektakularne zdjęcia i kadry momentami zapierają dech nawet bardziej niż gra aktorska. Powiadam Wam: uczta dla oczu! Ta k-drama jest perfekcyjna w każdym szczególe i na tę chwilę jest moim mocnym kandydatem do miana najlepszej dramy tego roku! Zresztą sami wiecie, że nawet o po prostu dobrych tytułach nie chce mi się pisać osobnego artykułu, więc samo to świadczy o tym, że jest moc i zdecydowanie polecam każdemu w ciemno!

A jeśli macie ochotę przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach, to kliknijcie poniżej:
i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkiem!


Ps. A jaka drama w tym roku podobała Wam się najbardziej?
Czytaj całość

Falcon i Zimowy Żołnierz, czyli Kapitan umarł. Niech żyje Kapitan!



"Falcon i Zimowy Żołnierz" to drugi serial MCU przeznaczony na platformę Disney+ i z założenia moje podsumowanie tej produkcji miało się pojawić w analizie całej trójki wraz z "WandaVision" i "Lokim", ale widzę w niej tak mocno zmarnowany potencjał, który jednocześnie ogląda się tak dobrze, że musiałam zacząć od tego.

[Ostrzegam rzucam spoilerami]

Jeśli korona czyni króla, to najwidoczniej tarcza czyni Kapitanem Ameryką, a tę jak dobrze pamiętacie Steve Rogers dał Falconowi. Z serialu dowiadujemy się jednak, że Falcon nie chciał zostać nowym Capem, więc przekazał ją rządowi, a ten wbrew oczekiwaniom Avengera przekazał ją kolejnemu złotemu chłopcu Ameryki, którego roboczo zamierzam nazywać Capem 2.0. Skutkiem tego Bucky jak to ma w zwyczaju puścił focha, a i Falcon szczęśliwy z tego powodu nie był. Wszyscy wspólnie się kłócili, choć i tak łagodniej niż partie w naszym rządzie. To potężne spłycenie naprawdę opisuje tę produkcję niemal w całości, co nie brzmi najlepiej, dopóki nie doda się dość istotnych szczegółów.

Przede wszystkim "Falcon i Zimowy Żołnierz" opowiada (moim zdaniem dość pokracznie i zawile) historię tego, co się stało na Ziemii po pstryknięciu Starka w "Endgame". To naprawdę ciekawa kwestia, bo do obejrzenia tego serialu byłam zbyt zajęta opłakiwaniem Starka, by zawracać sobie głowę jak jego heroiczny czyn, czyli przywrócenie połowy ludzkości wpłynie na sytuację polityczną, gospodarczą i społeczną. Teraz wydaje się oczywiste, że przez te parę lat bez nich, świat poszedł naprzód i nikt już na nich nie czekał, ale i tak to, co zaprezentował nam serial, mocno odbiegało od moich wyobrażeń. Głównie dlatego, że na moje oko zostało przedstawione po macoszemu i zwyczajnie tego nie kupiłam. Sytuacja może wyglądałaby inaczej, gdyby twórcy "Falcona i Zimowego Żołnierza" wiedzieli, jaką historię chcą opowiedzieć.

Serial ma ledwie sześć odcinków, a w nich starano się upchnąć m.in. sytuację społeczno-gospodarczo-polityczną świata po drugim pstryknięciu, super żołnierzy terrorystów,  problemy finansowe superbohaterów, terapię Bucky'ego i chęć zadośćuczynienia ofiarom, problemy rasowe, nowego Kapitana i odpowiedzialność, jaką niesie za sobą tarcza, plus oczywiście wspaniałe Madripoor. No kurde dużo tego, a pewnie o połowie rzeczy zapomniałam i wiecie jak to jest - jak coś jest o wszystkim, to jest o niczym. I na to cierpi ten tytuł.



Nie zrozumcie mnie źle, zaraz po obejrzeniu uznałam to za najlepszy z tych trzech marvelowskich seriali, ale po czasie i głębszej analizie doszłam do wniosku, że to czysty chaos zrobiony po łebkach. Sama kwestia odpowiedzialności za tarczę i stanie się nową legendą byłoby wystarczającym tematem przewodnim, bo to ciężkie - zwłaszcza dla Falcona, który nie tylko przyjaźnił się ze Capem 1.0, ale również zapracował na własną tożsamość/rozpoznawalność jako Avenger. Moim zdaniem porzucenie całej tożsamości Falcona, by zostać Capem 2.0 jest automatycznie uznanie się za kogoś gorszego od posiadacza tarczy, co już samo w sobie jest słabe, a przecież do tego doszły jeszcze kwestie rasowe. Fajny i ciekawy motyw, prawda? Dlatego nie rozumiem, dlaczego nie sięgnięto głębiej. Dlaczego ten motyw musiał walczyć z pozostałymi problemami? Zresztą którykolwiek twórcy by nie wybrali, wyszłoby świetnie, dopóki skupiliby się tylko na nim lub na maksymalnie trzech z nich.

Pozwólcie, że przedstawię kolejną alternatywę. Olejmy Falcona i skupmy się na Zimowym Żołnierzu i jego drodze do odkupienia. Tak naprawdę w MCU nie dowiadujemy się zbyt wiele o Buckym. Ten serial miałby wspaniałą okazję do pokazania we flashbackach, jak wyglądało jego życie, gdy przejęto nad nim kontrolę i jak radzi sobie z tym wszystkim teraz. Nie skrótowo, jak zrobili to twórcy, ale skupić się na portrecie ofiary (było nie było Bucky jest ofiarą i katem w jednym) przygniecionej poczuciem winy. Czy to trudne? Jasne. Czy byłoby brutalne i pokazało widzom jego paskudną stronę? Oczywiście! Niemniej byłoby warto! Plus gdyby połączyć to z agentką Carter i osadzić mocniej w Madripooru, to moglibyśmy dostać serialowy klejnot koronny.

Inna opcja? Proszę bardzo: Superżołnierze terroryści z mocniejszym zaakcentowaniem jak to wyglądało z ludzkiej strony przed i po drugim kliknięciu. Mocniej, bardziej ludzko i na bloga! Z mniej irytującym antagonistą, z którego nikt na siłę nie próbuje zrobić jedynie antybohatera. Doprawienie tego Capem 2.0, jego problemami ze sprostaniem oczekiwaniom i presją społeczną i mamy całkiem znośną fabułę.

Obraz zatytułowany: Gdy złole nudzą Cię tak bardzo, że mogłoby ich nie być, bo fabuła na niczym by nie straciła... czy jakoś tak.

Czy ja właśnie przestawiłam opcję na możliwe trzy produkcje/sezony? Całkiem możliwe, ale zamiast klepać się po pleckach, jeszcze raz przypomnę, że wszystko powyżej zostało upchnięte w sześcioodcinkowy sezon. W skrócie: ten misz-masz jak dla mnie nie wypalił, bo był jak otwarcie kilku lizaków, które polizano tylko raz i wyrzucono do kosza. 

Teraz napiszę coś, w co nie uwierzycie, jeśli nie oglądaliście tego serialu: To naprawdę dobrze się ogląda! Ze wszystkich trzech wspomnianych na samym początku marvelowskich seriali, "Falcon i Zimowy Żołnierz" był tym, na którego nie czekałam wcale. Zwyczajnie nie przepadam ani za Falconem ani za Buckim, a i w teemie Capa nigdy nie byłam, więc to nawet zrozumiałe. Jednak teraz mogę śmiało (choć bez poparcia porządnymi argumentami, a jedynie czysto emocjonalnie) napisać, że bawiłam się na nim najlepiej. Był ciekawy. Jasne, potencjał spuszczono w ubikacji, a wszystkie głębsze kwestie potraktowano po macoszemu, zapominając, że to, co może się obronić w pełnometrażowym filmie superbohaterskim, nie do końca sprawdzi się w serialu. Tu nie można zasłonić się ograniczonym czasem na rozbudowanie wątków. Wybaczcie, znów się zaczęłam pastwić, a miałam napisać, że jest fajnie i można oglądać. Dlatego teraz tu skończę i wrócę do pastwienia się przy analizie całej trójki.

Ps. Dajcie znać, który z omówionych motywów najbardziej podszedłby Wam jako motyw przewodni tej produkcji! 

Czytaj całość

Nadciąga Sierpień, a wraz z nim premiery książkowe!


Lipiec był niezwykle udany, więc czas zerknąć, jak zapowiada się sierpień. Powiem, że nie najgorzej - przynajmniej książkowo. Co prawda gacie wciąż mocno się trzymają i nie opadają, ale kilka tytułów zapowiada się całkiem całkiem. Jestem ciekawa, czy Wam również coś z moich propozycji wpadnie w oko! Zaczynamy!

Shusterman Neal , Shusterman Jarrod - Susza
Wydawnictwo: YA!
Data: 11 sierpnia

Piekący skwar, rażące słońce, suchość w gardle… Ile jesteś w stanie przeżyć bez wody, nim zamienisz się w zwierzę?
Kalifornię nawiedza najdotkliwsza susza od stuleci. Przez długi czas sądzą jednak, że wszystko wróci wreszcie do normy, jeśli tylko będą przestrzegać reguł: nie podlewać trawników, nie wypełniać basenów, nie brać długich pryszniców. Wszystko zmienia się w chwili, gdy z kranów przestaje lecieć woda. Przez kolejne trzy dni 28 milionów ludzi będzie walczyć o przetrwanie. To doświadczenie zmieni każdego, komu uda się przeżyć.
Nudne miasteczko, w którym mieszka Alyssa, w mgnieniu oka zmienia się w pole bitwy. Sąsiedzi, a nawet członkowie rodzin zwracają się przeciwko sobie, zdesperowani, aby zdobyć zapasy wody, które pozwolą im utrzymać się przy życiu. Kiedy rodzice nastolatki znikają z pola widzenia, aby uratować siebie i swojego młodszego brata, Alyssa zostaje zmuszona do dołączenia do brutalnej walki o przetrwanie.


Paweł Majka - Familia
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data: 11 sierpnia

Rzeczpospolita w XVIII wieku to kraj, w którym panuje bezwzględność i bezprawie. Wartości moralne przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Każdy kieruje się własnym interesem. Jeśli chcesz przetrwać, musisz być silny i gardzić litością. A jeśli chcesz stworzyć na gruzach upadłego imperium nową siłę, musisz posunąć się znacznie dalej. Skrytobójstwo, przekupstwo, porwania, zajazdy i korupcja stanowią o sile twojej partii. Tak właśnie, niczym serialowa rodzina Soprano, dochodzi do władzy i rządzi Familia, ród Czartoryskich.

Mackenzi Lee - Przewodnik dla damy po halkach i korsarstwie. Rodzeństwo Montague. Tom 2
Wydawnictwo: Young
Data: 11 sierpnia

Przygody niepokornej buntowniczki w XVIII-wiecznej Europie!

Felicity Montague ma dość udawania, że ciekawią ją towarzyskie herbatki, plotki i pudrowanie twarzy. Woli nastawiać kości, czytać książki medyczne i marzyć o zostaniu lekarką.
Minął rok, od kiedy zupełnie przypadkowo wzięła udział w szalonym rajdzie po Europie ze swoim bratem i jego najlepszym przyjacielem. Teraz wraca do Londynu, aby uniknąć ślubu z uroczym, ale kluskowatym Callumem. Pragnie też dostać się na praktyki do szpitala. Jej umiejętności i inteligencja na nic się jednak nie przydają w czasach, kiedy największym przewinieniem jest to, że urodziłaś się... dziewczyną.
Zadziorna i uparta Felicity nie zamierza dostosowywać się do panujących wokół zasad. Jeszcze pokaże wszystkim, na co ją stać!


R.J. Barker - Czas skrytobójców
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 25 sierpnia

Aby schwytać skrytobójcę, posłuż się innym skrytobójcą...

Girton Kulawiec, czeladnik najlepszej skrytobójczyni w krainie, nadal musi się wiele nauczyć o sztuce odbierania życia. Jednak najnowsza misja stawia przed nim znacznie trudniejsze wyzwanie: musi ocalić życie. Ktoś – możliwe, że nie jest to nawet jedna osoba – usiłuje zamordować następcę tronu, a zadaniem Girtona oraz jego mistrz jest odkrycie tożsamości zdrajcy i powstrzymanie zabójstwa.

W królestwie stojącym u progu wojny domowej, w zamku kipiącym od kłamstw, Girton zawiera nieoczekiwane przyjaźnie, przyjmuje na siebie niechciane obowiązki i odkrywa intrygi zdolne zniszczyć cały kraj.


Emma Mills - Niemożliwa para
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data: 5 sierpnia

Gideon to gwiazda amatorskiego teatru, najpopularniejszy chłopak w szkole i autor najlepszych tekstów, jakie można usłyszeć z ust faceta. Charyzma aż od niego bije. Iris jest bogata, złośliwa i nieznośna. I niczym się nie przejmuje. Tymczasem Claudia poważnie podchodzi do nauki i przyjaźni, jest bardzo oddana rodzinie, uwielbia gry komputerowe i ciężko pracuje na swoje kieszonkowe. Wie, że na wszystko trzeba zarobić. Jak to możliwe, że z Gideonem zaczyna łączyć ją romantyczniejsza (i pełna śmiechu) miłość, a z Iris czuła (i pełna złośliwości) przyjaźń, ciężko wyjaśnić. Jedno jest pewne: ta historia jest tak intensywna, że przepełnia serca i kradnie je bezpowrotnie!


Tillmann Bendikowski - Przeżyj rok w średniowieczu
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data: 1 sierpnia

Przeżyj prawdziwą podróż do przeszłości.

Średniowiecze niezmiennie fascynuje i ciekawi. Teraz masz okazję przeżyć cały rok, miesiąc po miesiącu, w tej intrygującej epoce, która do dziś rozpala wyobraźnię!

W upalny lipcowy dzień wybierz się na spacer po średniowiecznym mieście. Zajrzyj do ówczesnych domów, poznaj ich mieszkańców.

Podróżuj w średniowiecznym stylu, na swej drodze spotykaj kupców i pielgrzymów. Staw czoła rabusiom. Posłuchaj pieśni trubadurów.

Dowiedz się o panujących przesądach dotyczących ślubów. Odkryj, na jakie choroby częściej zapadano i w jakim miesiącu. Skorzystaj z łaźni, przeżyj wizytę u dentysty i nie daj się położyć na stole chirurga.

Poznaj odpowiedzi na nurtujące cię pytania. Jakie sztuczki przy wypieku chleba stosowali piekarze? Do czego jeszcze średniowieczni używali miodu, oprócz słodzenia? Jak wyglądało życie trędowatych i żebraków? Czy piękne kobiety były uważane za niebezpieczne? Jak broniono zamków przed najazdami wroga?
Autor oprowadzi nas zarówno po chłopskiej chacie, jak i cesarskim dworze. Pokaże zakamarki klasztorów. Opowie o papieżu i wpływie Kościoła na życie ludzi. Zdradzi szczegóły kar i tortur. Pokaże, jak naprawdę wyglądało życie w średniowieczu.


O książkach więcej, niż na blogu piszę na Instagramie. Wpadnijcie - jest fajnie!


Ps. Standardowo dajcie znać, co Wam wpadło w oko, a przy okazji pochwalcie się, czy czytaliście coś fajnego w ubiegłym miesiącu! Za to, by sprawdzić zagraniczne zapowiedzi udajcie się do eM!
Ps2. Jeśli macie w planach zapytać, czy przypadkowo w zapowiedziach pojawiła się książka z kolejną Alyssą, czy kolejną książką Papierowego Księżyca o zabójcach, to nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam, ale za to przypomnę, że limitowane egzemplarze "Gildii Zabójców" z autografem są dostępne w Empiku i w Bonito!

Czytaj całość

Dekada blogowania i miesiąc od premiery Gildii Zabójców, czyli świętujemy!

 

W tym miesiącu Różowy Blog zaliczył kolejną rocznicę istnienia i to bardzo okrągłą - 10 lat jestem tutaj z Wami, choć Gosiarella.pl to rebranding bloga książkowego (ktoś pamięta "W krainie stron"?), więc to zależy, jak to liczyć. Niemniej wychodzi na to, że na tę okrągłe urodziny sprawiłam sobie i mam nadzieję również Wam prezent w postaci książki (można powiedzieć, że na swój sposób to powrót do korzeni) i z tej okazji postanowiłam Wam o tym opowiedzieć, jak podobne są dla mnie obie te rzeczy.

Mogłabym Wam opowiedzieć, jak powstał blog (kliknęłam i stało się różowo!). Mogłabym opowiedzieć jego historię (ja pisałam - Wy czytaliście). Mogłabym zaprezentować Wam tę dekadę w liczbach wyświetleń, ale wszyscy wiemy, że nie jesteście dla mnie liczbami, a poza tym i tak przy tylu cyferkach bym się pogubiła (dyskalkulia straszna rzecz). Mogłabym opowiedzieć Wam o planach na przyszłość (będę pisać - Wy będziecie czytać... o ile znów nie będę miała czarnych myśli o wywaleniu wszystkiego przez okno i eM znów własnym ciałem nie będzie musiała zasłaniać przycisku USUŃ... no dobra, trochę to podkolorowałam dla większej dramaturgii). Mogłabym też ponownie napisać, jak bardzo kocham Różowe Sałaty (ale to już było w "Liście do Różowych Sałat" i wciąż to podtrzymuje!). Jasne, mogłabym to wszystko zrobić, ale nudziłoby to Was tylko odrobinę bardziej niż mnie, więc w końcu napiszę o czymś, czego mocno od trzech lat unikałam, i o co bardzo często mnie pytacie, czyli o to, jak powstała "Gildia Zabójców" i wgl WTF. I chyba w końcu wiem, jak to przedstawić... bo widzicie, wydawanie książki było dla mnie jak blogowanie.

Zaczęło się jak większość rzeczy na świecie - od pomysłu. Pomysłu długo ignorowanego, który tak mnie męczył, aż w końcu z westchnieniem wywiesiłam białą flagę, poddając mu się całkowicie. I jak przy każdej rzeczy, którą robię po raz pierwszy, nie miałam bladego pojęcia, co robię. Kompletnie. Jasne, jak pewnie większość tu zebranych, przeczytałam w życiu pierdylion książek, ale pusta kartka szybko zweryfikowała, że czytanie nijak się ma do pisania i nie sprawia, że dzięki temu dostaje się nowe skille. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że pierwsze strony draftu były niewiele mniej gówniane (wybaczcie, ale tego po prostu nie da się inaczej określić), niż moje pierwsze teksty opublikowane na blogu. I z racji tego, że na początku pisania książki podchodziłam do niej równie poważnie, jak do początków blogowania (spoiler: niezbyt poważnie, bo nie wierzyłam, że wypali), więc uczyłam się w biegu. Na błędach. Wielu. Aż w końcu nauczyłam się, co i jak, oraz że wpatrywanie się w ścianę stanowi istotny element tego procesu. 

Zróbmy przeskok o osiem miesięcy, gdy po wielu poprawkach, uznałam, że czas przedstawić dziecko światu - a raczej trzem osobom, które wybrałam na swoje bety (oczywiście stanowcza większość moich bet to ludzie, których poznałam przez bloga). I tak "Gildia Zabójców", jak kiedyś blog, zyskała pierwszych czytelników, którzy musieli sobie radzić z surowym tekstem. Niektórzy uciekli w popłochu i wrócili, gdy było nieco lepiej. Inni służyli radą na każdym kroku (uciekinierka też). A mnie od skrajnego przerażenia chronił jedynie fakt, że stadko było małe. Jeśli okazałoby się, że poległam po całości, to daleko by to nie wypłynęło. Później było gorzej, bo po dwóch latach (podrzuciłam Gildię do wydawcy, gdy miałam już drugi tom trylogii w większości ogarnięty) na białym rumaku przytuptał właściciel wydawictwa Papierowy Księżyc (wyobraźcie sobie, że zadzwonił w Sylwestra!) i trzeba było książkę puścić na szerokie wody księgarń. 

[Ten moment, gdy Twoja ulubiona polska pisarka trzyma w rękach Twoją książkę i ją poleca]

Jeśli są na sali obecni blogerzy, to przypomnijcie sobie swoje pierwsze miesiące blogowania. To czające się z tyłu głowy napięcie, że to, co wrzucacie do internetu, to w rzeczywistości tylko miałkie wypociny, których nikt nie będzie chciał czytać. A także tę ekscytację, że pomysł jednak chwyci, a to, co napisaliście znajdzie fanów. Pamiętacie? Podobnie jest z książką, bo nie ważne, że od dekady blogujecie i pracujecie słowem pisanym na co dzień, ta kompletnie nowa forma będzie oceniana. I to znacznie wnikliwiej, bo recenzje zaczną się pojawiać i będą dłuższe, niż przeciętne komentarze pod tekstem 
(chociaż w Waszym przypadku na szczęście bywają dłuższe). Ba! Na serwisach ocenia się gwiazdkami - wcześniej nie sądziłam, że gwiazdki mogą być tak przerażające! 
[Ale hej! Śmiało oceniajcie GZ na Lubimy Czytać i GoodReads, bo to naprawdę pomaga i jestem za to mocno wdzięczna! Przy okazji może jeśli będzie duży szum i pozytywny feedback, to wydawca skusi się na preqel z Kitsune!]

W tym momencie pojawia się największa rozbieżność między blogowaniem a wydaniem książki - przynajmniej dla mnie, bo w przeciwieństwie do działu komentarzy na blogu czy w social mediach, w których uwielbiam z Wami dyskutować, postanowiłam nie wchodzić w żadną dyskusję przy recenzjach. Moim subiektywnym blogerskim zdaniem, niewiele rzeczy jest bardziej irytujących, niż obserwowanie, jak autor sprzecza się ze swoimi czytelnikami, bo nawet jeśli miałby rację, to czytelnik i recenzent mają święte prawo do wyrażania swojej opinii (a przy pozytywnych boję się, że będziecie czuć się pod presją). Co innego blog, bo gdy ktoś mi tu wejdzie i zrobi kupę, to wezmę i go z tą kupą wywalę. A skoro o tym mowa, czas na kolejną kwestię.

Dawno, dawno temu na kilku konferencjach blogerskich usłyszałam z ust prelegentów tezę, że nie jesteś prawdziwym blogerem, dopóki nie dorobisz się hejtera. W myśl tej definicji po dekadzie blogowania wciąż nie mogę się nazywać pełnoprawnym blogerem. Za to po miesiącu od premiery mogę się nazywać prawdziwym pisarzem! Co prawda mam tylko jednego i jest trochę nieporadny, ale chyba się liczy, nie? Także oto ja - blogerka, która wg niektórych nie może się nazywać blogerką oraz autorka, która może, ale wcale się nią nie czuje. Dlaczego się nie czuję? W zasadzie sama nie wiem. Chyba składa się na to kilka rzeczy. Po pierwsze wciąż to do mnie nie dotarło i obserwuję reakcje na "Gildię Zabójców" jak fanka, która jest niesamowicie ciekawa reakcji innych (trochę jak gdy na kacu książkowym po "Moon Lovers" czy "Endgame", trzeba wypełnić pustkę, zapełniając ją wrażeniami innych). Po drugie po latach blogowania przyzwyczaiłam się, że ludzie czytają coś, co napisałam. Oczywiście jest to cholernie bardziej ekscytujące, ale to uczucie, że jest się po drugiej stronie barykady — samemu naprzeciwko wszystkim jest już we mnie zakorzenione głęboko. Po trzecie nie czuję, żeby to było wiele ważniejsze. Możecie myśleć, że blog przy książce to nic takiego, ale dla mnie nie do końca tak wygląda. Jasne, napisałam i wydałam książkę, zaliczając spełnione marzenie. Jednak mimo wszystko Różowemu Blogowi poświęciłam większą część życia - dekadę! Przez 10 lat starałam się pisać teksty, które coś wniosą do Waszego życia. Kocham to miejsce i jest dla mnie równie ważne, dlatego tu też staram się dawać z siebie wszystko i nie publikować chłamu. 

No dobrze, a teraz posypmy to wszystko brokatem. Dziecko poszło w świat, ludzie czytają, tworzy się wokół niego społeczność. Wiecie, że to też jest podobne? Co prawda moja mała elitarna armia Różowych Sałat na razie różni się od czytelników książki, ale nie tak bardzo, jak możecie sądzić. Wy jesteście tutaj, bo lubicie mnie czytać lub czytać o konkretnej tematyce, jaką poruszam (jedni kochają dramy, inny seriale, inny zombie etc.), a w przy Gildii pojawiły się teamy! Konkretnie Team Kitsune vs Team Jayden... i dwuosobowy, za to elitarny Team Oliwier! Swoją drogą dreams come true! I tak blogowe i książkowe dziecko zyskało kolegów, którzy je polubili, a ja serduszkuję z głębi swojego czarnego serduszka. Co więc dalej dzieje się z tymi oboma tworami, gdy ma się farta?


Uwaga, dawka narcyzmu nadciąga jak tsunami! Tak, tak, zamierzam się chwalić... Wami! Widzicie ani bloger, ani autor nie ma racji bytu, jeśli nie ma odbiorców. A ja mam niesamowite szczęście, że trafiam na najwspanialszych z nich! I tak ja kocham Was, a Wy najwyraźniej też mnie całkiem lubicie, bo nie wiem, czy wspominałam, ale Gosiarella.pl przez kilka lat z rzędu znajdował się w ścisłej czołówce najpopularniejszych blogów w ShareWeeku, aż w ostatniej edycji otworzył zestawienie. Za to "Gildia Zabójców" po tygodniu na Legimi wylądowała w Wielkiej Piątce. W obu przypadkach to nie zasługa mojej zajebistości, lecz Waszego zaangażowania, za które bije pokłony!

Jakby rozpieszczania mnie było mało, zaczęły się pojawiać zdjęcia z cosplayem Alyssy! Szczerze? Do głowy by mi nie przyszło, że coś takiego może spotkać debiutanta, a już na pewno nie w takiej ilości i nie tak krótko po premierze. Dajcie mi jeszcze fanarta, a zejdę na zawał. 

Od lewej: @sliwkowy.kompocik @maitiri_books @kulturalna.meduza


W ciągu miesiąca od premiery dostałam jeszcze dwie rewelacyjne wiadomości odnośnie "Gildii Zabójców" i strasznie chciałabym się nimi z Wami podzielić, ale niestety na tę chwilę nie mogę, bo jeszcze nie są dopięte (trzymajcie mocno kciuki, żeby wypaliły na 100%, bo jedno to petarda, a druga to istny pokaz fajerwerków!). Przy okazji uprzejmie donoszę, że drugi tom lada dzień trafia do redakcji (już jest w Papierowym Księżycu), a jesienią do księgarń. A jeśli chcecie dostawać na bieżąco newsy o Gildii i całej autorskiej działalności, to zapraszam na osobnego Facebooka, bo na Różowym Blogu już raczej nie będę o tym wspominać (za to się pochwalę, że autorska strona zaczyna się rozbudowywać i tam znajdziecie m.in. linki do recenzji i wywiadów).


Na zakończenie ostatnia rzecz, która sprawia, że blogowanie wydaje mi się bardzo podobne do tworzenia książki to to, że tak jak pisząc te słowa, pisząc "Gildię Zabójców" myślałam o Was. To właśnie Was wyobrażałam sobie jako czytelników książki i myśląc o Waszych reakcjach radośnie naszpikowałam ją nawiązaniami do popkultury i trollowałam schematy, które znacie, by podrzucić własną interpretację tego, jak można byłoby je pozmieniać. I to Wam chciałam ją zaprezentować jako całkiem niezły popkulturowy umilacz czasu. Mam nadzieję, że mi to wyszło i czytanie GZ sprawi Wam taką sama lub (oby!) większą radość, jak czytanie Różowego Bloga!

Ps. Jeśli jeszcze nie macie własnego egzemplarza na półce, to w Empiku i w Bonito (tu już na wykończeniu, więc się śpieszcie!) są dostępne wersje z autografem! A gdy będziecie mieli ją w łapkach i czujecie się Różowymi Sałatami, to zerknijcie do podziękowań!
Za to, jeśli już czytaliście GZ, to dajcie znać, która scena należy do Waszych ulubionych - przynajmniej pod tym postem będę mogła trochę na ten temat pogadać!
Ps2. Teraz, jak będziecie mnie chcieli ściągnąć do swojego miasta - wystarczy, że wymęczycie o to okoliczną bibliotekarkę! Fajnie, nie?
Ps3. Wystartowała ankieta dla czytelników bloga - jest równie poryta, jak zawsze, więc bawcie się dobrze!
Ps4. Tak na zakończenie: Dziękuję, że razem ze mną stworzyliście to miejsce i mam niesamowitą radochę, jak pozytywnie tu zawsze jest! 
Czytaj całość

9 k-dram z silnymi postaciami kobiecymi, które pokochacie!


Jeszcze nie tak dawno temu głównym bohaterkom koreańskich dram daleko było do postaci silnych i niezależnych. Na szczęście świat się zmienia, a popkultura wraz z nim i na przestrzeni ostatnich lat coraz częściej możemy trafić na mocne postacie kobiece, które dzielnie (i samodzielnie) prą do przodu, by sięgnąć po to, czego pragną. O tej niezwykłej przemianie pisałam już w artykule Zmierzch Kopciuszków, czyli o nowym obliczu bohaterek k-dram, więc powtarzać się nie będę i nie przedłużając, podrzucę Wam kilka rewelacyjnych tytułów z bohaterkami, które pokochacie.

[Tradycyjnie przypominam wszystkim, którzy z dramami nie mieli jeszcze do czynienia, że przed oglądaniem lepiej zapoznać się z Przewodnikiem po k-dramach oraz listą k-dram idealnych na start]

1. Search:WWW

Ten tytuł mógłby spokojnie posłużyć za podręcznikowy przykład rewolucji w tworzeniu w k-dramach silnych kobiet, bo nie tylko był jednym z przełomowych, ale dodatkowo przedstawił nam nie jedną, a trzy główne bohaterki, które bardzo się od siebie różnią, ale łączy je nieposkromiona ambicja. Pracują w konkurencyjnych portalach internetowych, ale czasami powoduje to napięcie w intensywnych relacjach między całą trójką. A prywatnie? Prezes Song utknęła w roli synowej, która robi za służkę. Tami martwi się romansem z młodszym mężczyzną, który marzy o rodzinie. A Scarlett... cóż... ona ledwo jest w stanie utrzymać na wodzy swój temperament. Wspaniale ogląda się je na ekranie, a w dodatku całej trójce należy się szacunek za wyrzucenie do kosza stereotypu postrzegania ról damsko-męskich.


Go Moon Young (Seo Ye Ji) jest autorką bajek - nie tych ładnych, kolorowych z księżniczkami, które u boku księcia znajdują swój happy end, ale tych ponurych i mądrych, w których to wiedźmy są piękne i potężne. W sumie ona sama trochę taką wiedźmę przypomina - jej brak empatii jest fascynujący. Kobieta w swoim życiu kieruje się prostą zasadą: Jeśli czegoś chce, to to bierze. Obecnie chce uroczego pielęgniarza zawodowo opiekującego się pacjentami z oddziału psychiatrycznego, a prywatnie swoim autystycznym bratem.
Go Moon Young jest postacią elektryzującą.Całkowicie odchodzi od stereotypów i zachowań przeciętnych bohaterek - nie tylko k-dram, lecz utartego całokształtu. Uchodzi za arogancką i egoistyczną kobietę, u której inni doszukują się antyspołecznego zaburzenia osobowości. Nie zgadzam się. Może rzeczywiście jest dość ekscentryczna i niekurtuazyjna, ale wciąż zachowuje się tak, jak chciałby zachowywać się każdy z nas - gwizdać na oczekiwania innych i odrzucać społeczną etykietę. 

3. Hotel del Luna

Man Wal (IU) w ramach pokuty za swoje czyny prowadzi Hotel del Luna - miejsce ostatniego wypoczynku dusz, które załatwiają swoje ostatnie sprawy, nim przejdą na drugą stronę. Chłodna, stanowcza i wydawać by się mogło, że również egoistyczna, jest jedną z moich ulubionych postaci kobiecych w dramach. Oglądanie jej współczesnej odsłony, jak i wersji wcześniejszych w retrospekcjach jest niesamowitą rozrywką. 


Yoon Se Ri jest wyrachowaną i chłodną panią prezes, dzień po tym, gdy została wyznaczona na następcę ojca w jego konglomeracie, przeniosła się o kilkanaście kilometrów i całe dziesięciolecia od domu, by trafić w sam środek strefy zdemilitaryzowanej, natknąć się na żołnierzy z Północy, uciekać przed kulami po polu minowym i wbiec do Korei Północnej. Nie żartuję. "Crash Landing on You" opowiada historię relacji nawiązujących się między bohaterami z dwóch różnych i – co gorsza – wrogich światów, które niegdyś stanowiły jeden naród. A co najlepsze, ta drama wypełniona jest rewelacyjnymi bohaterami, którzy specjalizują się w podbijaniu serc widzów.

Se Ri dużo zyskuje dzięki temu, że ma dwa oblicza. Z jednej strony potrafi być przerażającą szefową, która mierzy się z mocno popieprzoną rodziną, a z drugiej strony w sytuacji, gdy traci grunt pod nogami, potrafi być bardzo ludzka, a wręcz ciepła.

5. Rookie Historian Goo Hae Ryung

Goo Hae Ryung jest szlachcianką, więc jak każda panienka z dobrego domu w dawnych czasach powinna wyjść za mąż za mężczyznę wskazanego przez rodzinę. Dziewczyna chce czegoś więcej, dlatego w dzień ślubu bierze nogi za pas i podchodzi do egzaminu na dworską historyczkę. Dobrze (zwłaszcza jak na tamte czasy) wyedukowana i inteligentna bohaterka ze sposobem myślenia znacząco odbiega od przyjętych norm jest jak delikatna bryza w segeukach. Tymbardziej gdy odnajduje swojego zapomnianego księcia i odwraca schemat ról w związku.

6. Strong Woman Do Bong Soon

Tym razem podejdę do tematu bardzo dosłownie, bo tytułowa Do Bong Soon jest tak silna, że można byłoby to równie dobrze podciągnąć pod supermoce. Wszystkie kobiety w jej rodzinie rodzą się z tą niezwykłą siłą, jednak jeśli wykorzystają ją do złych rzeczy, szybko ją tracą. Bong Soon ukrywa swój dar udając zwykłą dziewczynę i stara się prowadzić normalne życie, jednak wszystko się zmienia, gdy na jej drodze pojawia się gang rzezimieszków. Właśnie wtedy spotyka na swojej drodze bogatego, przystojnego i przeuroczego Ahn Min Hyuka, który to jest prezesem firmy produkującej gry. Dzięki swojej sile (i zauroczeniu prezesa) Bong Soon zostaje jego ochroniarzem.

7. Nobody Knows

Kojarzycie tych wszystkich wypranych z uczuć detektywów, dla których nie liczą się żadne romanse, a jedynie złapanie mordercy? Taką postacią jest Cha Young-Jin (Kim Seo-Hyung), która została policjantką z powodu śmierci najlepszej przyjaciółki. Seryjny morderca pozostawał nieuchwytny przez lata, lecz niemal chwilę przed tym, gdy sprawa miała się przedawnić, zaatakował ponownie, a detektyw Cha robi wszystko, by go dopaść. 

8. Angel's Last Mission: Love

Lee Yeon Seo ma ostry charakter, nie lubi i nie ufa ludziom, a przy tym ktoś ciągle próbuje ją zabić. W zasadzie trudno jej się dziwić, skoro jej rodzice umarli, ona sama straciła wzrok i musiała porzucić karierę beleriny, a jedyni żywi członkowie jej rodziny to skończone szumowiny. Jakoś radzić sobie trzeba, a bycie miłą i uroczą w tym przypadku raczej nie zadziała, o ile nie jest się Kopciuszkiem, któremu książę przybiegnie na ratunek. Co prawda Lee Yeon Seo księcia nie dostaje, ale za to została karą dla anioła, który aby się zrehabilitować musi znaleźć dla dziewczyny drugą połówkę.

9. Mrs. Queen

Mocno wahałam się przy wstawieniu tego tytułu, dlatego że "Mrs. Queen" to drama z tak pokręconym gender bender, że dochodzi do zamiany ciał, w której kucharz z Błękitnego Domu w wyniku wypadku trafia do ciała Kim So Yong, przyszłej królowej Joseon. Tak że nasza główna bohaterka w rzeczywistości jest bohaterem ubranym w jej skórę. Ostatecznie zdecydowałam się dołączyć tę dramę do zestawienia, ponieważ mimo 'myśli' głównego bohatera, jego kobiecy pierwiastek bardzo często przejmuje nad nim kontrolę, w efekcie czego mamy okazję oglądać coś na kształt współczesnej kobiety przeniesionej w czasie (możliwe, że to moja bardzo subiektywna opinia, bo nasza główna z "Moon Lovers" była bardziej potulna).

A jeśli macie ochotę przejrzeć wszystkie dotychczas opublikowane teksty o dramach, to kliknijcie poniżej:
i...
...wpadnijcie na Facebooka, gdzie każdy wtorek jest Azjatyckim Wtorkiem!

Ps. Oglądaliście się którąś z powyższych dram? A może dodalibyście kolejną bohaterkę do listy? 
Ps2. Uprzejmie informuję, że wystartowała ankieta dla stałych czytelników bloga - bawcie się dobrze podczas wypełniania!

Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella