Lux, czyli ONI nie są tacy jak MY

By 14:00 , , , ,


Od bardzo dawna słyszałam, że koniecznie powinnam przeczytać serię Lux Jennifer L. Armentrout, ale nie potrafiłam się zmusić. W końcu jednak stwierdziłam, że paranormalny romans z kosmitą może nie być najgorszą rzeczą, jaką w życiu przeczytam, prawda? Prawda?! PRAWDA?! Cóż... wypadało sprawdzić, a lubię wyzwania!

"On nie chce jej znać. Ale kiedy grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo, zrobi wszystko, by ją uratować. Daemon Black zamrozi czas, spali świat, jeśli to będzie konieczne."

W pierwszym tomie, czyli "Obsydianie" poznajemy główną bohaterkę - nastoletnią Katy, która dopiero wprowadziła się do miasteczka na końcu świata. Dalej zaczyna się historia rodem ze "Zmierzchu" - dziewczyna poznaje super przystojnego chłopaka, od którego dosłownie nie potrafi oderwać wzroku. Szkoda tylko, że Deamon jest skończonym dupkiem i dosadnie daje dziewczynie do zrozumienia, że powinna się trzymać z dala od niego oraz jego siostry Dee. Problem polega na tym, że Dee i Katy mają jego groźby głęboko w poważaniu. W końcu nawet Deamon zaczyna się przekonywać do naszej bohaterki i od czasu do czas ratuje jej życie, co doprowadza do love story niosącej apokalipsę. 

Z tego co słyszałam związek tej dwójki powinien mi ścisnąć duszę, zaprzeć dech w piersiach i ogólnie wywołać lawinę emocji. Z jakiego powodu serce nawet mi szybciej nie zabiło. Jakoś tego nie czułam. W pewnym momencie wręcz zaczynało mnie nużyć jej ślinienie się na jego widok oraz jego ciągłą potrzebę, by zaciągnąć ją do łóżka. Mój entuzjazm do wątku romantycznego można sprowadzić do krótkiego: Meh. Znaczy okey, ja rozumiem, że on jest BOSKI i ciągle łazi bez koszulki, ale przez bycie pajacem na początku zraził mnie do siebie i nie potrafię wzdychać do Deamona Blacka. A może nie kręcą mnie kosmici? Przykro mi. Za to Kate mimo wszystko polubiłam, za wiele rzeczy. Lubiłam to, że mimo zakochania w kompletnym palancie nie rzuciła mu się w ramiona, gdy tylko je rozłożył. Również za to, że chciała mieć związek, w którym panuje miłość, a nie relacja na zasadzie love-hate, czy tam wymuszona więź. Dzięki temu wydała mi się bardziej rozsądna, niż większość fikcyjnych bohaterek wiążących się z dupkami. Nie będę ukrywać, że fakt, iż autorka stworzyła ją jako blogerkę książkową nie miał znaczenia. Miał. Każda wstawka o książkach, uzależnieniu od bloga i laptopa powodował u mnie uśmiech. Zdecydowanie lubię czytać o blogerach i geekach - zawsze są uroczy! 

Jako Narcyz z krwi i kości musiałam podkraść tekst z podkoszulka Kat!
Prawdopodobnie część z Was czytała już tekst Jak Zmierzch..., czyli wiecie, że nienawidzę porównywać książek do sagi "Zmierzch", ale w tym przypadku się nie da. Serio, pierwszy tom to powtórka z sagi Stephenie Meyer, tylko wampiry zastąpiono Luksjanami, czyli kosmitami. Geez... nie sądziłam, że kiedyś z własnej nieprzymuszonej woli przeczytam paranormal romanse z kosmitami. Co jest ze mną nie tak?! W każdym razie w serii Lux nawet kosmici się błyszczą. W sumie w ludzkiej formie tylko ich oczy, ale gdy tylko pokażą się w całej, prawdziwej formie to świecą jak ogromna żarówka. Oczywiście są też nieziemsko przystojni (łapcie suchara: NIEZIEMSKO!). Wychodzi na to, że najłatwiej kosmitom podbić świat, gdy uwiodą wszystkie Ziemianki, a kosmitki naszych mężczyzn. Problem z głowy, nie trzeba urządzać nam na Ziemi krwawej masakry. Just sayin.

Kosmita zrzuca koszulkę i wszystkie Ziemianki są jego.
Okey, więc pierwszy tom i niektóre fragmenty drugiego (Onyks) kojarzyły mi się z wiadomo czym. Nie zrobiły też na mnie specjalnego wrażenia. Niby dobrze się czyta, bohaterka jest blogerką i pada kilka zabawnych tekstów, ale nic poza tym. Szału nie ma, a ja i tak nie mam nic lepszego do czytania, więc biorę się za kolejne części. Muszę przyznać, że z czasem robiło się to coraz ciekawsze. Doszły nowe wątki, jak tajne projekty rządowe i gatunki, ale dopiero piąty tomy wgniótł mnie w ziemię. Właściwie zakończenie czwartego, czyli "Origin" i tu właśnie zaczął się problem, bo miałam pod ręką jedynie 4 tomy, a ja chciałam się dowiedzieć już teraz w tej chwili co będzie dalej. Była noc, czyli księgarnie i biblioteki zamknięte, a nie wytrzymałabym całej nocy na głodzie, więc zdecydowałam się sięgnąć po kilka rozdziałów nieoficjalnego tłumaczenia. Znalazłam 4 rozdziały - 50 stron, które całkowicie zmieniły moje podejście do Lux. Każde przeczytanie zdanie było świetne, co chwilę się śmiałam, a akcja w końcu naprawdę mnie wciągnęła. Rewelacja i czysty geniusz! Zaczęłam zakochiwać się w "Opposition", ale skończył się tekst. Rano popędziłam po normalny egzemplarz i po przeczytaniu piątego rozdziału wiedziałam, że coś jest nie tak. Brakowało magii. Z ciekawości cofnęłam się do wcześniej przeczytanych rozdziałów, tylko tym razem w oficjalnym wydaniu i zrozumiałam w czym rzecz. Dla pewności przed napisaniem tego tekstu sprawdziłam jeszcze oryginalne, angielskie wydanie i mogę powiedzieć Wam jedno: Polskie, oficjalne tłumaczenie zabiło Luxa... no dobra, może nie zabiło, ale poważnie okaleczyło. W oryginalne jest bardziej dosadny, zabawny i zdecydowanie czyta się go lepiej. W tej wersji naprawdę można się w nim zakochać, podczas gdy w polską co najwyżej można polubić. Przykre to. 

Niemniej "Opposition", czyli ostatni tom i tak jest moją ulubioną częścią. Jestem pod wrażeniem, jak ze zwykłego paranormala seria wyewoluowała w... no cóż nie mogę Wam napisać, bo to byłby spoiler, ale wierzcie mi wątki stają się coraz bardziej liczne i rozbudowane. Przy tym od pewnego momentu książka robi się mocna. I ciągle padają trupy. Tak właściwie na samym końcu zostaje mało bohaterów z pierwszego tomu, co jest nie lada zaskoczeniem. W sumie zastanawiam się dlaczego seria znajduje się w dziale dziecięcym/młodzieżowym, skoro a) niemal w każdym rozdziale Deamon robi użytek z paczki prezerwatyw, b) trupy padają w co drugim rozdziale i c) w co trzecim podważa się sens bronienia własnej rasy? W każdym razie warto dać Luxowi szansę. Jeśli macie angielski w jednym palcu weźcie się za oryginał, bo lepszy! Aaaa! I pamiętajcie, by mieć pod ręką wszystkie tomy, bo w nocy księgarnie i biblioteki są zamknięte!

Ps. Polećcie mi dobry romans, proszę! Taki, który naprawdę wywoła we mnie jakiekolwiek emocje i rozpuści zamarznięte serce. Wątek fantastyczny mile widziany. W końcu kto to widział czytać o ludzkiej miłości. Fuj! Dobra miłość między gatunkowa jest tak naprawdę fuj, ale fantastyka zawsze spoko. 
Ps2. A teraz przyznać się ilu z Was poleciałoby na seksownego kosmitę/kosmitkę?!

You Might Also Like

0 komentarze