Jak Zmierzch, czyli książka do książki podobna

By 14:00 , ,

Co znaczy, że książka jest jak Zmierzch

Cześć, nazywam się Gosiarella i jestem nieanonimowym książkoholikiem.  Zresztą tak, jak i Wy, więc doskonale zdajecie sobie sprawę co to oznacza i jakie są tego symptomy. Jednym z nich jest potrzeba rozmawiania, słuchania i czytania o książkach, a podczas tego ciągle natykam się na trzy słowa "jest jak Zmierzch". To chyba najbardziej nadużywane porównanie przy omawianiu młodzieżówek, więc poświęćmy chwilę na zastanowienie się co to właściwie znaczy i jak powinno się wykazywać podobieństwo między książkami.

Powiedzmy sobie szczerze Stephenie Meyer przy pisaniu sagi "Zmierzch" nie wysilała się specjalnie, przez co książki są nafaszerowane wcześniej wykorzystanymi motywami (jeśli kiedyś będę się wybitnie nudzić to Wam opiszę z jakich powieści czerpała Meyer).  Tak, zdecydowanie "Zmierzch" nie jest wybitnie oryginalną historią, jednak co by o nim nie mówić podbił świat. Książkoholicy całego świata o nim słyszeli, a większość pewnie przeczytała. Później pojawiła się ekranizacja, która jeszcze bardziej podbiła mu fejma. Każdy wie o co mniej więcej tam chodzi, zna imiona bohaterów, ich historię i wydarzenia, które przedstawiła Meyer. Z tego powodu, gdy widzimy coś o podobnym schemacie mówimy 'jest jak Zmierzch', a wszyscy wiedzą o co chodzi. A przynajmniej powinno tak być, gdyby ten tekst nie był tak nadużywany i za każdym razem używany właściwie. Nie jest!

Nie zliczę ile razy ktoś użył tego porównania, gdy chodziło mu tylko i wyłącznie o to, że w książce, serialu, czy filmie są wampiry. I to byłoby w porządku, gdyby książka faktycznie była jak "Zmierzch", a nie przez samo występowanie krwiopijców i jakiś tam wątek romantyczny. Wybaczcie, ale "True Blood" nawet nie stało obok "Zmierzchu" i nie są do siebie w żaden sposób podobne. A o "Underwoldzie" i "Wywiadzie z wampirem" nawet nie chcę wspominać, bo krew mnie zaleje! Tworów o wampirach jest cała masa i wierzcie mi, one naprawdę nie powstały po to, by kopiować "Zmierzch". Jasne, można uprościć porównanie bohaterów przez porównanie i ciężko nie wspomnieć Edwarda, gdy spotykamy innego fikcyjnego wampira, który jest na wegetariańskiej diecie, a na słońcu świeci się jak obsypana brokatem striptizerka w klubie go-go (swoją drogą podrzucam filmową ewolucję wampira). Takie życie, ale samo to, że bohaterowie są do siebie w pewien sposób podobni nie oznacza, że książka przypomina inną. Nie, to tak nie działa. Przy takim porównaniu liczy się każdy aspekt (w tym oczywiście też bohaterowie), ale przede wszystkim opisywana historia. Schemat!


To po lewej to nie to samo, co to po prawej!
Nawet porównanie "Pamiętników Wampirów" ze "Zmierzchem" to delikatna przesada, choć kilka elementów w pewien sposób się pokrywa. Są wampiry, w tym jeden na diecie, jest trójkąt miłosny i są wilkołaki. Jest nawet liceum! Ale to by było na tyle. Prawdziwe podobieństwo wygląda inaczej i powinno być więcej pokrywających się szczegółów. Posłużę się przykładem i opowiem Wam o książce, którą ostatnio przeczytałam:

Do zapomnianego przez świat miasteczka wprowadza się nastolatka mieszkająca z jednym rodzicem, którego praktycznie nigdy nie ma w domu, więc nie będzie miał pojęcia o przyszłych szaleńczych przygodach swojej córeczki. Dziewczyna spotyka chłopaka. Chłopak jest zabójczo przystojny i nie chce mieć z nią nic wspólnego. Odpycha ją, ale i tak nie może się jej pozbyć. Działają na zasadzie przyciąganie-odpychanie-przyciąganie. Chłopak jest dziwny i zdecydowanie skrywa jakąś tajemnicę. W szkole trzyma się tylko ze swoją rodziną i zaprzyjaźnionymi dzieciakami, które wprowadziły się do miasta w tym samym czasie co oni. Wszyscy są zabójczo piękni i jacyś tacy złowieszczy. Ich stolik w stołówce jest vipowski - plebs może tylko patrzeć z oddali i wzdychać. Część mieszkańców miasteczka się ich boi. Nasza bohaterka zaprzyjaźnia się z siostrą naczelnego przystojniaka, która jest radosna niczym chochlik. W końcu pojawia się auto, które zabiłoby naszą bohaterkę, gdyby ta nie została uratowana przez przystojniaka. Wtedy wychodzi na jaw, że przystojniak ma niezwykłe zdolności i zdecydowanie nie jest człowiekiem. Ona nie może nikomu wyjawić jego tajemnicy przez co jest odizolowana od normalnych ludzi, choć zdarza się jej spędzać z nimi czas. W końcu jest nowa w szkole, więc ludzie chcą się koło niej kręcić. Oczywiście jest też bal maturalny, szukanie sukienki i wizyta w bibliotece, która nie kończy się najlepiej. W drugim tomie pojawia się też przystojny nastolatek, który zakochuje się w głównej bohaterce. Szybko okazuje się, że on również nie jest normalnym człowiekiem, ale też nie należy do tego samego gatunku, co główny przystojniak. 

A teraz niespodzianka - nie pisałam o "Zmierzchu" tylko o książkowej serii Lux J
ennifer L. Armentrout, która nie jest o wampirach tylko o kosmitach. Zaskoczenie co?  To może dorzucę drugi przykład:

W małym mieście, w którym wszyscy się znają i opisanym, jakby znajdował się w najmniej popularnym mieście świata, żyje niezwykła dziewczyna. Mieszka sama z ojcem, choć jej matka gdzieś tam sobie żyje. Wszyscy uważają bohaterkę za piękną, choć ona sama ma niską samoocenę i stroni od ludzi (wręcz chciałaby się przed nimi ukryć). Wszystko się zmienia, gdy poznaje niezwykłą rodzinę, której wszyscy członkowie są niezwykle piękni, bogaci, utalentowani i mają świetne auta. Początkowo czują do siebie antypatie, najsilniejsza łączy dziewczynę z najprzystojniejszym synem owej rodziny. Wszystko się jednak zmienia, gdy ktoś komuś ratuje skórę. Od tej chwili wszyscy trzymają się razem, zwłaszcza, że ktoś dybie na życie dziewczyny. Wtem członkowie bogatej familii, trzymają nocą warty koło domu zagrożonej niewiasty. Chłopak i dziewczyna zakochują się w sobie, ale z pewnych względów ich zbliżenie może okazać się katastrofalne w skutkach. Nie przeszkadza to naszej bohaterce rozwodzić się, przez niezliczoną ilość stron, nad urodą swojego wybranka. Dodam, że siostra Pana Super Pięknego widzi przyszłość.

Tak, to znów nie jest "Zmierzch" tylko "Spętani przez bogów" Josephine Angelini, a książka ponownie nie jest o wampirach, lecz o potomkach greckich bogów. Jeśli te dwie opisane książki wydają się Wam podobne to znaczy, że udało mi się udowodnić, iż "jak Zmierzch" wcale nie powinno oznaczać jakiejkolwiek książki o wampirach, lecz o  byle jakich bohaterach, jednak z historią napisaną według podejrzanie podobnego schematu. Zresztą pomijając sagę Meyer ta zasada działa do każdej książki, filmu, czy serialu. Jeśli porównując dwa twory popkultury stwierdzamy, że jeden jest jak drugi to lepiej, byśmy potrafili to obronić, bo argument 'tam też są wampiry/wilkołaki/duchy/cokolwiek' jest tak samo ambitny jak stwierdzeni 'bo tak'.

Ps. Dobrze, to kto będzie odważny i powie mi jakie książki są podobne do "Zmierzchu"? 

You Might Also Like

0 komentarze