Inhumans, czyli Nieludzie z Księżyca są absurdalni!

Inhumans serial Marvel 2017

Filmowe Uniwersum Marvela jest już tak ogromne, że niemal niczego (poza X-manami) w nim nie brakuje. Mamy potężną grupę superbohaterów, w skład której wchodzi nawet nordycki bóg piorunów. Mamy bandę powiedzmy bohaterów, którzy przemierzając kosmos, ratują świat. Mamy złe tajne organizacje i dobre organizacje, które z nimi walczą i przy okazji czasami spuszczają łomot kosmitom, więc teraz przyszedł czas na nieludzi żyjących na księżycu. I chyba to był krok za daleko.

Temat Nieludzi pojawił się już w serialu „Agenci T.A.R.C.Z.Y.”, gdzie poznaliśmy historię powstania ich gatunku, za którą odpowiedzialność ponosi kosmiczna rasa Kree. Aktualnie Nieludzie na Ziemi nie mają lekkiego życia, ponieważ ludzie nieobdarzeni mocami nie raz zachowują się wobec nich, delikatnie mówiąc, nieufnie. Niemniej zostawmy Ziemię w spokoju i przenieśmy się na księżyc, gdzie przed setkami lat osiedlili się Inhumans w obawie przed agresją ze strony ludzi. W jednym z kraterów na księżycu zbudowali Atyllian — w pełni autonomiczne miasto, ukryte przed ludzkim okiem... i obiektywem teleskopów... i zdjęciami satelitarnymi... i łazikami. Zasadniczo nie jestem do końca pewna, jak wykombinowali sobie tlen i grawitacje, gdy budowali to miasto, ale skoro mówimy o serialu, którego głównymi bohaterami są osoby obdarzone supermocami i z kosmicznymi genami, to chyba nie powinnam się czepiać.

Akcja skupia się na rodzinie królewskiej, która zostaje zdradzona przez królewskiego brata. I tu pojawia się pierwszy problem. Widzicie, zdrajcy spiskujący przeciwko własnej rodzinie są powszechnie uważani za postacie negatywne, więc siłą rzeczy powinno się kibicować prawowitemu następcy tronu, a jednak jakoś nie bardzo potrafiłam. Maximus, czyli nasz zdradziecki braciszek, jest grany przez Iwana Rheona, czyli znanego nam z "Gry o Tron" socjopatycznego bękarta Boltona, więc na starcie powinniśmy czuć niechęć do człowieka z taką facjatą (chociaż zmiana koloru oczu trochę złagodziła łotrowski wizerunek). Niemniej nawet negatywne uczucia przenoszone z jednej postaci na drugą graną przez tego samego aktora, zdrada rodziny, czy nawet spowodowanie przewrotu pałacowego nie potrafiły mnie zmusić do uznania go za bohatera gorszego od jego brata, Black Bolta (Anson Mount). Poważnie, panująca rodzina królewska była tak beznadziejna, że gdybym jakimś cudem znalazła się w Atyllianie, to dałabym im po twarzy, zabrała koronę i założyła sobie na głowę... ostatecznie oddała Maximusowi.

Inhumans serial opinie
Gdy kibicujesz temu kolesiowi, to wiedz, że z serialem dzieje się coś niedobrego! 

To może, zamiast narzekać, wyjaśnię, dlaczego tak mnie irytuję ta królewska rodzinka. Zacznijmy od systemu klasowego, który co prawda nie został wyjaśniony w odpowiedni sposób, ale możemy wywnioskować, że po rytuale terragenezy określa się przydatność daru 'nowego' członka społeczności, i jeśli zostanie on uznany za niezbyt interesujący, Nieczłowiek zostanie wysłany na roboty do kopalni. Taki system utrzymany jest od wieków i najwyraźniej większości społeczeństwa Atyllianu to przeszkadza, skoro tak chętnie popierają Maximusa, który wbrew wciśnięciu w rolę łotra, ma dość sensowny plan polepszenia życia obywateli, a ostatecznie przeniesienia wszystkich mieszkańców z powrotem na Ziemię. Nie wiem, jak Wy, ale ja wolałabym mieć króla, który wprowadzałby zmiany powodujące, że moje życie staje się lepsze. Nie przeszkadzałoby mi wtedy, że jest skończonym draniem i nie działa z czysto altruistycznych pobudek.  To nie jest istotne, gdy jego reformy są w najlepszym interesie ogółu. Ponadto Maximus jest znacznie lepszą opcją od króla milczka, który sprawia wrażenie niespecjalnie zainteresowanego rządzeniem swoim narodem. Twórcy naprawdę nie wysilili się przy kreowaniu Black Bolta na rozsądnego władcę, chyba że to jego milczenie miało sprawić, że uznamy go za dostojnego, rozważnego i mądrego. Jeśli tak, to nie wyszło.

Będę z Wami szczera, mimo całej moje miłości do Marvela nie potrafię udawać, że ten serial jest dobry. „Inhumans” nie ma najmniejszego sensu, jest pełen błędów i absurdów. Raz królowa Meduza (Serinda Swan) próbuje zdobyć pieniądze, mówiąc do bankomatu, że jest królową Attilan i żąda pieniędzy, jakby kompletnie nie ogarniała ziemskich zwyczajów, a chwilę wcześniej ogolono jej głowę maszynką elektryczną. Drodzy twórcy, zdecydujcie się: albo w Atyllianie mają dostęp do naszej technologii, albo nie mają, bo obie opcje się wykluczają. Błędy logiczne w tej produkcji, aż rażą po oczach. W każdym odcinku jest ich zatrzęsienie! Boję się sprawdzać, kto pisał scenariusze, bo jeszcze okaże się, że ABC zatrudniło dziesięciolatka i stracę do nich cały szacunek. Niemniej najbardziej nurtuje mnie jedna kwestia — skąd u licha księżniczka wzięła tego przerośniętego psa teleportującego? Poważnie, czy Lockjaw jest jakimś nieszczęsnym Nieczłowiekiem, którego terrageneza zmieniła w zwierzaka? W sumie nie takie przypadki już tam widzieliśmy (np. człowiek-mur), więc jeśli dobrze zgaduję, to zabawy księżniczki z Lockjawem są mocno creepy. I'm just sayin.

Inhumans pies
Setki lat życia w ukryciu powodują, że Inhumans wiedzą, jak nie zwracać na siebie uwagi ludzi.

Starczy tego pastwienia się nad bohaterami i scenarzystami. Czas poznęcać się nad aktorami! Zostawię Iwana Rheona w spokoju, bo to naprawdę dobry aktor i nawet w „Inhumans” pokazał klasę, mimo że scenarzyści rzucali mu kłody pod nogi, nie mając kompletnie pomysłu na graną przez niego postać. Skupię się za to na pozostałych, którzy osiągnęli mistrzostwo w drewnianym aktorstwie. Przyznaję, że Anson Mountow miał trudną rolę, która go przerosła. Nie poradził sobie wcale. Być może płacili mu za liczbę wypowiadanych kwestii? Jakimś cudem Serinda Swan okazała się jeszcze gorsza, przedstawiając Meduzę, jako bohaterkę jednej twarzy. Zresztą, po co ja wymieniam aktorów, skoro mogę napisać, że jakieś 80% z nich zawiodło na całej linii.

Wiecie co mnie w tym najbardziej boli? Fakt, że widać duży budżet. Kilka scen jest naprawdę pięknie pokazanych. Efekty specjalne są całkiem zadowalające. Po takich szczegółach widać, że pierwotnie "Inhumans" miał być filmem pełnometrażowym wchodzącym w skład MCU. Ostatecznie okazało się, że lepiej stworzyć z tego 8-odcinkowy serial (co prawda przed premierą zapewniano, że serial nie zastąpi planowanego filmu, ale liczę, że zmienili zdanie), bo po co zaniżać poziom tak dobrego kinowego uniwersum. Niemniej na moje oko najlepiej byłoby wyrzucić cały projekt do kosza. Na koniec, jako oddana fanka Marvela apeluję: jeśli nie musicie, to nie oglądajcie "Inhumans". Szkoda nerwów i szkoda czasu.

Ps. Macie pomysły skąd mógł się wziąć ten pies?
Ps2. Który serial o superbohaterach, czy też ludziach obdarzonych niezwykłymi mocami, jest Waszym ulubionym?

Czytaj całość

Wróciłam do oglądania telewizji i jestem wstrząśnięta!


Przez ponad dekadę nie miałam większej styczności z telewizją - jak większość moich znajomych. Filmy, seriale i inne programy oglądałam przez internet, więc żyło mi się dobrze, aż do czasu, gdy siłą zostałam zmuszona do wskrzeszenia telewizora, a skoro już był, postanowiłam przeprowadzić eksperyment - oglądać telewizję przez pół roku i podzielić się z Wami wrażeniami.

Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy na zajęciach profesor opowiadał nam o początkach telewizji, a konkretnie o tym, że w początkowym zamyśle miało to być szlachetne medium pozwalające ludziom bez wychodzenia z domu poznać świat. Programy miały być na wysokim poziomie, a o reklamach nie było mowy. Chciano tworzyć materiały najwyższej jakości, co wydaje się całkiem logiczne, biorąc pod uwagę, że początkowo kręcenie filmów nie było tanie, ani powszechne. Ciężko uwierzyć, że telewizja miała być szlachetnym medium, bo gdy dziś włączymy swoje magiczne pudełka, od razu zostaniemy zaatakowani ze wszystkich kanałów przez programy paradokumentalne typu „Trudne Sprawy”, a reklamy od czasu do czasu są przerywane scenami filmowymi. Trochę się to rozminęło z pierwotną wizją, prawda? Co więc poszło nie tak? To, co zawsze, czyli hajs się nie zgadzał. Telewizja okazała się zbyt trudna do utrzymania, by stacje mogły sobie pozwolić na brak reklam, a i uwagę widzów trzeba było przykuć prostszą formą rozrywki. Skoro strzeliłam już swój standardowy wykład, to mogę spokojnie przejść do rzeczy.

Wychowałam się z telewizorem. Nie będzie przesadą, jeśli przyznam, że bardzo dużą częścią mojego dzieciństwa była popkultura, a ją mogłam pochłaniać głównie dzięki kasetom VHS (wiecie, co to wgl jest?) lub programom puszczanym w telewizji. Później pojawił się internet, gdzie mogłam wybierać, co chcę oglądać, zamiast dostosowywać się do programów narzucanym przez stacje, dlatego rzuciłam telewizję. Przez ponad 10 lat nie oglądałam telewizji, przez ponad 5 lat nie miałam go nawet pod ręką, a później służył jedynie do grania na konsolach. To nic niezwykłego, bo znam całą masę ludzi, którzy również pozbyli się tego niepotrzebnego grata ze swojego domu. Niemniej to nie tak, że w ogóle przez ten czas nic nie oglądałam. Gdy wpadałam w odwiedziny do rodziny, nie miałam większego wyboru. Wiecie, jak to jest — niektórzy traktują telewizor, jak członka rodziny, więc mimo że niczego nie oglądają, to przecież musi być włączony, by mógł obserwować, kto to ich odwiedził i wyświetlać gościom ruchome obrazki (pal licho, gdy idzie bez dźwięku, bo gdy właściciele dopuszczą go do głosu, to trzeba się przekrzykiwać z TV). Tak czy inaczej, dzięki takim okazjonalnym kontaktom z telewizją, nie byłam całkiem nieświadoma, jak zmieniała się przez ostatnie lata. Niemniej dopiero pół roku temu dałam namówić się na mały eksperyment z oglądaniem telewizji. I wiecie co? Mimo wszystko jestem zaskoczona, w jak fatalnej jest kondycji. Od razu zaznaczam, że oglądałam wyłącznie listę kanałów z telewizji naziemnej.


Zatrzęsienie programów paradokumentalnych


Zasadniczo nie byłam zdziwiona, gdy jednym z pierwszych programów, na które trafiłam po włączeniu telewizji, był program paradokumentalny — nie pamiętam, czy to były „Trudne Sprawy”, „Zdrady”, czy „Ukryta prawda". Poziomem tych programów też specjalnie zaskoczona nie byłam, bo widziałam często skróty z odcinków u Niekrytego Krytyka. Przeraziła mnie za to ilość tych programów! „Szkoła”, „Szpital”, „Gliniarze”, „Fachowcy”, „Policjanci”, „Pielęgniarki”, „Komornicy” etc. Aż dziw bierze, że kominiarze, czy striptizerki nie dostały własnych programów. Poważnie, tych programów jest zatrzęsienie, a w dodatku każdy z nich jest robiony na jedno kopyto. Jakby wszystkie stacje dostały szablon i według niego pisali scenariusze. Widzę, że kreatywność nie jest mocną stroną telewizji. Autentycznie byłam w szoku, gdy ogarnęłam, że każda stacja wypuszcza kilkanaście własnych tytułów. Skacząc po kanałach w poszukiwaniu ambitniejszej rozrywki, trafiałam na paradokument-reklamy-reklamy-reklamy-reklamy-paradokument- i znów reklamy. O przepraszam, jeszcze Kiepscy. Kiedy to się stało?! Od kiedy programy paradokumentalne stały się plagą polskiej telewizji? Gdy wyrzuciłam telewizor, w prime time były puszczane seriale. Może nie jakieś super ambitne, ale „Weronica Mars”, czy „Ally McBeal” zdecydowanie były lepszą opcją.

Gosiarella
Trudna Sprawa Gosiarelli

Naprawdę rozumiem, że paradokumenty dla większości ludzi są odmóżdżeniem po ciężkim dniu i dodatkiem, przy którym nie trzeba się skupiać, gdy telewizor jest włączony, a my robimy coś innego, ale na bloga! To robi papę z mózgu. Dodatkowo przeraża mnie, że te programy mają lektora, który musi objaśniać widzom wszystko, co właśnie zobaczyli, a w dodatku spoileruje. Rozumiem, że reklamy w telewizji trwają wieki i człowiek zdąży zapomnieć, co w ogóle ogląda, ale gdy już zobaczy bohaterów, to powinien skojarzyć fakty, a nie dostać kilkuminutowy skrót. No dobra, może to jest dla ludzi, którzy dopiero włączyli odbiorniki i nie chcą się pogubić w tych jakże skomplikowanych fabułach. W końcu to nie tak, że pani Krysia po kłótni z synem siada przed kamerą i wyjaśnia, że właśnie pokłóciła się z synem i zamierza wyrzucić go z domu, a później widzimy scenę, gdy wyrzuca go z domu. Oh wait... jednak schemat programu wymaga założenie, że widz jest idiotą i należy mu wyjaśnić, co właśnie zobaczył. Tylko dlaczego na samym początku programu lektor wyjaśnia nam, jak przebiegnie rozwój wypadków i jak odcinek się skończy? Serio, jestem zażenowana poziomem programów paradokumentalnych. Poważnie, aż trochę smutno się człowiekowi robi, gdy pomyśli, że są takie osoby, które oglądają wyłącznie  to — być może z braku innej opcji. Wiecie, PRIME TIME!


Promowanie chamstwa


Musicie zrozumieć, że przez ostatnie lata oglądałam głównie zagraniczne filmy, seriale i programy, które wybierałam sama. Większość z nich uczyła mnie nowych rzeczy lub otwierała mi oczy na pewne problemy. Mniej więcej wiecie, co oglądam, bo na blogu pojawiają się recenzje, więc wiecie, że nie mam na myśli ambitnych tytułów, a zwyczajne programy lecące zazwyczaj w prime time w USA, jednak każdy z nich na swój sposób mnie rozwinął lub uwrażliwił. Dlatego w nieopisanym szoku byłam, gdy usłyszałam przekaz polskich programów. Wręcz ugięłam się pod ciężarem nietolerancji, seksizmu, chamstwa i żartów najgorszego sortu.

Włączono mi „Gogglebox. Przed telewizorem”, czyli program, w którym ludzie komentują oglądane przez siebie programy. Pomijam już, że pomysł jest głupi sam w sobie, bo to, jak ci 'przeciętni Polacy' komentują mną wstrząsnął. Chociaż nie, oni zwyczajnie mnie wkurwili. Trafiłam na, to gdy akurat bohaterowie siedzieli sobie radośnie przed telewizorami, oglądając "Damy i wieśniaczki". Gdy zobaczyli wieśniaczkę, zaczęły się sypać teksty "Ale brzydka!", "Ale gruba!", "Ale ma nie równe zęby", brakowało tylko wyzywania jej od wielorybów, czy świń... chociaż jeden osobnik chyba chrumkał... albo tak dziwnie się śmiał? Gdy przyszła pora na 'damę', poleciał grad tekstów typu: "pusta lalunia", "rozpieszczona księżniczka", "z łóżka bym nie wyrzucił". Równo wyśmiewano chamskimi odzywkami jedną i drugą. Komentowano ich najdrobniejsze niedoskonałości w najbardziej prymitywny sposób. Staram się zrozumieć, że uczestnicy takich programów mają za zadanie być skrajni i przyciągać uwagę, ale nie mogę pojąć, że takie chamstwo pokazuje się w ogólnodostępnej telewizji bez żadnego komentarza. Że pokazuje się takie zachowania i w żaden sposób się ich nie neguje. Nie pokazuje, że są niewłaściwe. Jestem w szoku nie dlatego, że po raz pierwszy się spotkałam z chamstwem, ale dlatego, że nie potrafię pojąć, że stacja opisująca się jako 'kanał telewizyjny o charakterze społeczno-interwencyjnym' promuje taki model jako normalny i akceptowalny. POWSZECHNY model zachowania typowego polskiego widza. TTV, pogrzało Was? Gdyby ktoś przy mnie rzucił tak odrażający, seksistowski komentarz to dostałby w łeb, a później strzeliłabym mu godzinną pogadankę, aż odechciałoby się delikwentowi rzucać czymś takim ponownie — przynajmniej przy mnie, a to znaczy, że zacząłby się hamować i może rozumieć, że to nie jest powszechnie akceptowalne zachowanie.

Jeśli tak zachowują się typowi polscy widzowie, to ja wolę sobie telewizję odpuścić. [Źródło: TTV]

Oczywiście TTV i „Gogglebox” nie jest tu wyjątkiem. Trafiłam na całą masę programów, które przeniosły seksizm na zupełnie nieznany mi dotąd poziom. Może nie było to takie natężenie chamstwa jak w powyższym przypadku, ale jednak. O poprawności politycznej nawet boję się wspominać, bo chyba nie istnieje. I może napiszecie mi, że przesadzam, bo to tylko telewizja, a telewizja ma zapewniać rozrywkę, a nie edukować, ale wtedy zastanówcie się, kto kreuje powszechnie akceptowalne wzorce zachowania, skoro nie media. Poza tym sama świetnie się bawię przy żartach nieco wyższych lotów, które nie szydzą z ludzi. A przynajmniej nie na takim poziomie.


Negatywny wydźwięk


Długo nie mogłam się zorientować, dlaczego polska telewizja mnie drażni. Znaczy poza tym, co opisałam powyżej. Coś mi nie grało. Coś mnie dobijało, ale nie mogłam wskazać palcem na nic konkretnego. Aż w końcu mnie olśniło! Niemal wszystko, co pokazuje, ma niesamowicie negatywny przekaz. Kłótliwy politycy ciągle się kłócą. Po obejrzeniu wiadomości chciałam otworzyć sobie żyły, bo nie widziałam sensu żyć w takim świecie (o rzetelności wiadomości nawet boję się wspominać, więc odsyłam Was do notatek Jasona Hunta). Wszyscy są biedni. Wszyscy kradną. Wszyscy zdradzają. Wszyscy chcą nas oszukać. Wszystkim żyje się źle, a jeśli żyje im się dobrze, to są złymi ludźmi. Jakby ktoś starał mi się wyprać mózg, na siłę udowadniając, że świat jest zły, a my żyjemy w najgłębszym padole łez i rozpaczy, gdzie nic dobrego nas już nie czeka. Nawet polskie filmy takie są. Wszyscy są skorumpowani i z władzą się nie wygra. Nadzieja umarła.

W międzyczasie w amerykańskiej telewizji pokazuje się programy o inspirujących ludziach, którzy spędzają życie na pomocy innym. Pokazuje się polityków, którzy nie tylko się ze sobą kłócą, ale też potrafią rozmawiać i o zgrozo! Śmiać się z samych siebie. Pokazuje się, jak można zmienić złą sytuację w lepszą. Tam zło przeplata się z dobrem i daje widzom nadzieje. Tam tworzy się programy, które potępiają negatywne zachowania. Pokazuje się problemy społeczne, nie ucinając tematu w połowie, jakby widzowie musieli się pogodzić z tym, że są i nic już nie można z nimi zrobić, tylko podrzuca pomysły, jak sobie z tym radzić. Jasne, telewizje w obu krajach nie są idealne i mają swoje wady, ale wybieram tę, która nie powoduje, że mam ochotę się pochlastać. Wolę mieć zamerykanizowany mózg, niż mieć depresję do końca życia - jeśli się pochlastam, to niezbyt długiego. Tym przemiłym akcentem ponownie kończę swoją przygodę z polską telewizją.  Mam dość chamstwa, negatywnego obrazu świata, nieustannych reklam i zaczynania filmu od 45 minuty, bo nie ogarniam, jak działa program telewizyjny. Wracam do internetu. Tam mogę sama wybrać, co chcę obejrzeć.

Ps. A co Was najbardziej irytuje w telewizji?
Czytaj całość

Filmowe adaptacje Królowej Śniegu


Mam wrażenie, że nigdy nie zrozumiem, o co chodziło Hansowi Christianowi Andersenowi, gdy tworzył "Królową Śniegu", bo to jest tak pokręcone, że aż ciężko ogarnąć. Niemniej sam motyw samotnej królowej z zamarzniętym sercem jest niezwykle ciekawy i daje twórcom duże pole do popisu. Co prawda potencjał takiej postaci dopiero od niedawna jest wykorzystywany w połączeniu z nowymi rozwiązaniami fabularnymi, jednak udało mi się znaleźć kilka ciekawych pozycji do tej listy filmowych tej adaptacji baśni.


Królowa Śniegu (1957)

Ta bajka może i nie jest najlepszej jakości biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy, jednak chyba jest najbardziej rozpoznawalną odsłoną baśni Andersena. Większość osób poznała tę historię dokładnie w tej odsłonie. Przy okazji jeśli się nie mylę (i dobrze ją zapamiętałam) jest również najwierniejszą ekranizacją "Królowej Śniegu".

Opis: Kaj i Gerda są nierozłącznymi przyjaciółmi, którzy przebywają z sobą każdą wolną chwilę. Codzienne na dachu, w miejscu gdzie łączą się ich domy wspólnie pielęgnują róże. Pewnej jesiennej nocy babcia Gerdy opowiada dzieciom historię o złej królowej, żyjącej w lodowym pałacu. Kaj przekonany o swej sile zapewnia Gerdę, że nigdy nie dał by się zaczarować złej królowej. Na jego nieszczęście rozmowę tę obserwowała sama Królowa Śniegu, która postanawia, wraz z pierwszym śniegiem zaczarować a następnie zabrać do swojego pałacu chłopca. Gdy porwanie dochodzi do skutku na pomoc swojemu przyjacielowi wyrusza Gerda, która mimo wiedzy o czekających na nią niebezpieczeństwach bez zastanowienia podejmuje się wyprawy na poszukiwanie przyjaciela.

Królowa śniegu (1995) i Zemsta Królowej Śniegu (1996)

Brytyjskiej animacji autentycznie bałam się oglądać, więc podrzucę jedynie opisy.

Opis "Królowej śniegu" : Ellie wraz z bratem i młodszą siostra słuchają opowieści swojej babci o Królowej Śniegu, nie zdając sobie sprawy z tego, że historia jest prawdziwa. Zła Królowa istnieje i mieszka w lodowym zamku, gdzie knuje plan zamrożenia całego świata, poszukując ogromnego lustra, którym chce zasłonić Słońce. Gdy je odnajduje, szkło rozbija się, a jego dwa kawałki lądują w sercu i oczach Toma. Wkrótce postanawia ona porwać chłopca, aby zrealizować swój cel zamrożenia całego świata.
Opis "Zemsty Królowej Śniegu": Kiedy Królowa Śniegu ucieka z lodowego więzienia, dokonuje zemsty na dziewczynce, która zapobiegła zamrożeniu Ziemi. 


Królowa Śniegu (2002)

Tym razem USA we współpracy z UK i Niemcami stworzyło film, w którym możecie zobaczyć całkiem niezłych aktorów, jak choćby Daniela Gilliesa (znanego powszechnie jako Elijah Mikaelson), czy Bridget Fondę.

Opis: Gerda to samotna, młoda kobieta zakochana w Kaju, przystojnym mężczyźnie pracującym w odludnym hotelu jej ojca. Pewnej nocy, podczas zbliżającej się burzy śnieżnej do hotelu przyjeżdża eskortowana przez wilki tajemnicza kobieta w futrze i brylantach. Następnego ranka po Kaju nie ma śladu! Tak rozpoczyna się niesamowita przygoda Gerdy, która wyrusza w cudowną , a zarazem przerażającą podróż, by odszukać swego ukochanego. Dociera do krainy, gdzie są przerażające lochy i przepiękne zamki, w których mieszkają polarne niedźwiedzie mówiące ludzkim głosem.

Królowa Śniegu (2012)

Rosyjska animacja, która doczekała się dotychczas dwóch kontynuacji: "Królowa Śniegu 2: Powrót Lodowej Krainy" (2014), w której bohaterowie stają do walki z królem śniegu, oraz "Królowa Śniegu 3: Ogień i lód" (2016), w której Gerda postanawia odnaleźć rodziców porwanych przez Północny Wiatr. Osobiście polecałabym raczej młodszym widzom, ale kim że ja jestem, by zabraniać starszym?

Opis: Zła Królowa Śniegu zamierza zmrozić serca wszystkich ludzi i pozbawić ich emocji. Jeżeli ten niecny plan się powiedzie, artyści i sztuka na całym świecie znikną, a ludzie zapomną, czym są miłość, przyjaźń i dobro. Jednak magiczne lustro Królowej podpowiada, że Gerda i Kai, dzieci słynnego mistrza wyrobów ze szkła, mają moc, by pokrzyżować jej podłe plany. Sługom Królowej udaje się zwabić chłopca i porwać go do lodowej krainy. Mała i odważna Gerda, wraz z przyjaciółmi, wyrusza w magiczną podróż prosto do pięknego i niebezpiecznego świata zimy i mrozu, aby uratować brata i powstrzymać okrutną Królową.


Pewnie jesteście zdziwieni widząc w tym zestawieniu "Krainę Lodu" lub zwyczajnie myślicie, że jestem szalona/głupia, więc wrzucam przypadkowy tytuł, w którym jest dużo śniegu. Spokojnie, Gosiarella nie zwariowała, więc nie zobaczycie tu Jacka Frosta. Zwyczajnie Disney oficjalnie stwierdził, że przy tworzeniu "Krainy Lodu" czerpał inspiracje z "Królowej Śniegu" (coś musiał powiedzieć, gdy wszyscy zarzucali mu plagiat), więc udawajmy, że w to wierzymy.

Opis: Anna wyrusza na wielką wyprawę, by odnaleźć swoją siostrę Elsę, której magiczna moc uwięziła królestwo Arendelle w okowach wiecznej zimy. W poszukiwaniach towarzyszy jej Kristoff, przed którym górskie szlaki nie kryją żadnych tajemnic i jego lojalny renifer Sven. Podczas misji ocalenia królestwa przyjaciele zmierzą się z surową pogodą, napotkają niebotyczne góry, tajemnicze trolle i zabawnego bałwana o imieniu Olaf.

Łowca i Królowa Lodu (2016)

Film jest kontynuacją "Królewny Śnieżki i Łowcy". Tym razem tytułowy Łowca musi się zmierzyć z Królową Lodu - siostrą Złej Królowej. Muszę przyznać, że to najciekawsza i najbardziej pomysłowa wariacja baśni "Królowa Śniegu", jaką oglądałam i można mówić wiele o filmie, ale twórcom zdecydowanie nie zabrakło wyobraźni.

Opis: Na długo nim królową Ravennę przeraziła rozkwitająca uroda Śnieżki i postępujące widmo utarty władzy, Ravenna w cichości przyglądała się jak jej siostra – Freya, po bolesnej zdradzie, która złamała jej serce, opuszcza Królestwo. Potrafiąca zamrażać swoich wrogów Królowa Lodu Freya spędza lata w samotności, tworząc legion śmiercionośnych łowców, w którego zastępach znajdują się Łowca Eryk i wojowniczka Sara, którzy kierują się jedną zasadą – Nigdy nie kochać. Kiedy Freya dowiaduje się o losach swej siostry, wzywa swoich zaufanych łowców, by sprowadzili Magiczne Zwierciadło… 


W "Once Upon a Time" Ingrid aka Królowa Śniegu pojawia się wyłącznie w czwartym sezonie. Niemniej dość szybko udowodniła, że jest jedną z ciekawszych i bardziej skomplikowanych postaci w całym serialu, a jej wątek w połączeniu z historiami bohaterów z "Krainy Lodu" wyszedł znakomicie!

Sprawdźcie inne filmowe adaptacje znanych bajek:
Jaś i Małgosia | Czerwony Kapturek Śnieżka | Piękna i Bestia | Piotruś Pan | Śpiąca Królewna | Kopciuszek


Ps. Trochę powiało chłodem, ale przynajmniej w oczekiwaniu na pierwszy śnieg będziecie mieli co oglądać. A może już widzieliście któreś z powyższych tytułów?
Ps2. Dajcie znać w komentarzach jakiemu tytułowi powinno zostać poświęcone kolejne zestawienie filmowych adaptacji baśni.
Czytaj całość

Teoria Połączonego Uniwersum Bajek Disneya


W popkulturze istnieje wiele filmowych połączonych uniwersów. Najbardziej oczywiste jest oczywiście Marvel Cinematic Universe, a w świecie bajek Teoria Pixara. Jak wiadomo obie firmy (zarówno Marvel, jak i Pixar) należą do The Walt Disney Company, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że i w przypadku bajek Disneya bajeczne światy i ich bohaterowie łączą się ze sobą. Jesteście ciekawi jak? Oto 6 najpopularniejszych teorii!

Disney słynie z tego, że lubi w swoich animacjach wstawiać całą masę easter eggów. Najczęściej jest to przewijająca się na ekranie postać Myszki Miki. Czasami bohaterowie bajek mają zabawki przestawiające postacie z innych animacji. Innym razem gdzieś w tle przewijają się te same przedmioty, jak kołowrotek ze "Śpiącej Królewny" u Roszpunki, czy zastawa stołowa Bestii w "Tarzanie". Jednak czasami bohaterowie starszych produkcji przelotnie pojawiają się w nowszych bajkach i tu zaczyna się robić ciekawie, bo tak jak przypadku Pixara, zaczyna powstawać wiele teorii dotyczących wspólnego uniwersum. A wszystko zaczęło się od "Krainy Lodu"...


Anna, Elsa i Roszpunka są kuzynkami?


O dziwo najważniejszymi osobami w tej teorii są rodzice Anny i Elsy, którzy jak wiemy wypłynęli statkiem w rejs, ale nigdy nie wrócili do Arendelle. Reżyserka "Krainy Lodu" Jennifer Lee, potwierdziła, że władcy Arendelle wybierali się na ślub. Czyj? Możemy zgadywać, że chodziło o ślub Roszpunki i Flynna z racji tego, że miało to miejsce 3 lata przed wydarzeniami z animacji. Dla przypomnienia "Kraina Lodu" zadebiutowała w 2013 roku, a 3 lata wcześniej Disney wypuścił "Zaplątanych". No cóż... jest to prawdopodobne, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że Roszpunka ze swoim mężem pojawiła się na koronacji Elsy.

Zaplątani i Kraina Lodu
Widzicie Flynna i Roszpunkę naprzeciwko Anny?
Niemniej samo uczestnictwo monarchów z jednego królestwa w ważnych wydarzeniach z życia monarchów innego królestwa jest czymś zupełnie normalnym. W końcu Tianę i (jej już nie żabiego) królewicza także można dostrzec w tłumie gości. To jeszcze żaden dowód na pokrewieństwo, a jedynie na to, że obie bajki najprawdopodobniej mają miejsce w jednym uniwersum. Niemniej fani doszukali się podobieństw pomiędzy królową Arianną, czyli matką Roszpunki, a królem Agnarem, ojcem Anny i Elsy. Osobiście nie wiem, co sądzić o teorii z pokrewieństwem, ale jedno jest faktem: obie bajki są ze sobą połączone.


 Anna, Elsa i Roszpunka są kuzynkami


Arielka okrada statek z Arendelle?


O ile poprzednia teoria wydaje się całkiem sensowna, tak ta jest już odrobinę naciągana, jednak nie aż tak, abym ją pominęła. Cały pomysł został oparty na przypuszczeniach, że Arendelle to w rzeczywistości królestwo znajdujące się na terenie Norwegii, a Corona (Królestwo z "Zaplątanych", czyli prawdopodobny cel podróży rodziców Anny i Elsy) została najprawdopodobniej umiejscowiona na terenie Niemiec lub Polski (dla bardziej zainteresowanych podrzucam anglojęzyczny artykuł wyjaśniający). Zakładając, że te założenia są prawdziwe, statek wypływający z Arendelle, by dotrzeć drogą morską do Corony musi przepłynąć obok Danii. Oczywiście dla uwiarygodnienia tej teorii założono, że akcja "Małej Syrenki" rozgrywa się właśnie w Danii, ponieważ...UWAGA!... znajduje się tam pomnik syreny. Kurcze, to trochę tak, jak w Warszawie. Okey, teoria ma odrobinę więcej sensu, gdy wspomnimy, że Hans Christian Andersen, czyli autor oryginalnej wersji "Małej Syrenki" był Duńczykiem, więc Disney mógłby w hołdzie dla pisarza osadzić akcję adaptacji bajki w jego ojczyźnie. Czy w takim razie są szansę, że Ariel plądruje wrak statku z Arendelle?


Pozostaję sceptyczna, bo po pierwsze to mocno naciągane. Po drugie istnieje inna teoria, która łączy Arielkę z inną bajką Disneya i bardziej mnie przekonuje. Po trzecie ta teoria nie ma sensu, jeśli weźmiemy pod uwagę poniższą.

Anna i Elsa są siostrami Tarzana!


Przyznam się, że gdy po raz pierwszy trafiłam na tę teorię uznałam, że jest absolutnie absurdalna, więc naprawdę bardzo się zdziwiłam, gdy Jennifer Lee oficjalnie ją potwierdziła. No dobrze, to może wyjaśnię Wam, jak u licha do tego doszło. Oczywiście znów para królewska z Arendelle musiała namieszać!


Tak, naprawdę reżyserka "Krainy Lodu" napisała, że rodzice Anny i Elsy nie zginęli na morzu, lecz po katastrofie statku zmyło ich na brzeg nieopodal dżungli, gdzie królowa urodziła syna. Następnie wybudowali sobie domek na drzewie, a na koniec para królewska została pożarta przez lamparta. Dość szczegółowy opis. Przypomnijcie mi, jaki inny bohater bajki Disneya miał rodziców rozbitków, urodził się na skraju dżungli w domku na drzewie i został osierocony, ponieważ w okolicy grasował wygłodniały lampart?! A tak, Tarzan. Poważnie, aż ciężko uwierzyć, że Tarzan jest bratem Anny i Elsy, a tym samym księciem Arendelle.

Książę Arendelle
Po wielu miesiącach na morzu i prowadzeniu ciężkiego życia rozbitków, ludzie mogą się zmienić. 

Dla jasności dodam jeszcze wypowiedź Chrisa Bucka - reżysera zarówno "Krainy Lodu", jak i "Tarzana" :
"I said, 'Of course Anna and Elsa's parents didn't die,'" he added. "Yes, there was a shipwreck, but they were at sea a little bit longer than we think they were because the mother was pregnant, and she gave birth on the boat, to a little boy. They get shipwrecked, and somehow they really washed way far away from the Scandinavian waters, and they end up in the jungle. They end up building a tree house and a leopard kills them, so their baby boy is raised by gorillas. So in my little head, Anna and Elsa's brother is Tarzan -- but on the other side of that island are surfing penguins, to tie in a non-Disney movie, 'Surf's Up.' That's my fun little world." [Źródło]

Jane jest potomkinią Belli i Bestii?


Nie ulega wątpliwości, że Bella z "Pięknej i Bestii" oraz Jane z "Tarzana" są do siebie zdumiewająco podobne pod wieloma względami. Wygląd zewnętrzny, osobowość, miłość do nauki, a nawet gust do mężczyzn. W końcu obie zakochały się w dzikusach, których ucywilizowały, a oni na koniec okazali się książętami. Niezły przypadek, prawda?

Piękna i Bestia są dziadkami Jane z Tarzana

W przypadku ojców obu bohaterek również jest widoczne podobieństwo, co nie byłoby niczym niezwykłym, gdyby ta teoria się potwierdziła, ponieważ byliby spokrewnieni. Profesor Archimedes Q. Porter mógł odziedziczyć cechy po swoim przodku i mam tutaj namyśli zarówno te fizyczne, jak i psychiczne, bo nie oszukujmy się, oboje są nie tylko niezwykle inteligentni, ale także dość ekscentryczni. Oczywiście to rzucające się w oczy podobieństwo może wynikać z lenistwa twórców Disneya, a nie pokrewieństwa obu postaci.

Teoria bajek Disneya
Ojciec Belli i ojciec Jane... a co tam robi Arcyksiążę von Szwądękaunt / The Duke of Weselton? Przypadek, czy kolejne pokrewieństwo?

Niemniej fani w przypadku tej teorii naprawdę wysilili się przy podawaniu argumentów potwierdzających ich przypuszczenia. Dość znaczącym jest tutaj zastaw do herbaty, którą Jane przywiozła ze sobą do Afryki, a która wcześniej należała do Bestii. Być może jest to cenna pamiątka rodzinna, którą Jane odziedziczyła po przodkach? Faktycznie mogłoby tak być, gdyby nie jeden drobny szczegół - wspomniany zastaw z "Pięknej i Bestii" był rodziną służących przeklętych przez Piękną Czarodziejkę w przedmioty, a po złamaniu klątwy czajniki i kubki wróciły do swoich ludzkich kształtów. Teraz pozostaje pytanie, czy po przełamaniu zaklęcia zamek Bestii został całkowicie pozbawiony mebli i przedmiotów codziennego użytku, bo wróciły one do życia, czy może Czarodziejka przeistoczyła ludzi w już wcześniej istniejące rzeczy? Jeśli pierwsza opcja jest prawdziwa, to argument z dziedziczeniem zestawu do herbaty możemy skreślić i uznać to za easter egg. Zaś jeśli druga wersja jest tą prawdziwą, to faktycznie możemy zacząć zastanawiać się nad teorią dalej, na przykład dlaczego angielscy podróżnicy mieliby być potomkami francuskich arystokratów? Akurat w tym przypadku wyjaśnienie jest bardzo proste: emigracja... najpewniej spowodowana Rewolucją Francuską.

Możemy założyć, że akcja zarówno disneyowskiej, jak i oryginalnej wersji "Pięknej i Bestii" rozgrywa się w połowie XVIII wieku we Francji, czyli w czasach, gdy życie arystokracji było jeszcze niesamowicie uprzywilejowane.  Niemniej pod koniec XVIII wieku wybuchła Wielka Rewolucja Francuska, a wraz z nią masowo padały trupy i odpadały szlachetnie urodzone główki. Arystokracji mieli wówczas dwie opcje - zostać w kraju i trzymać kciuki, by nikt ich nie zabił lub opuścić Francję. Nie muszę chyba wspominać, że właśnie wtedy zaczęły się masowe emigracje francuskiej szlachty do Anglii i Niemiec, prawda? Tym sposobem Bella i Bestia, a może już ich dzieci, zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny i osiedlenia się w Anglii, skąd jak wiadomo pochodzi rodzina Jane.
Okey, muszę przyznać, że twórcy tej teorii wplątali w to wszystko jeszcze Arcyksięcia von Szwądękaunt, ale na moje oko stanowi to niepotrzebną i naciąganą komplikację.

Herkules i Ariel są kuzynami!

Hercules i Mała Syrenka są kuzynami

Ta jedna teoria jest dla mnie niepodważalna, a przy okazji naprawdę prosta, gdy przyjrzymy się drzewu genealogicznemu Arielki i Herkulesa. Ojcem małej syrenki jest Tryton, który został przedstawiony niemal identycznie, jak w mitologii greckiej. W bajce oddano mu również jego najważniejszy atrybut, czyli trójząb. Rodzicami Trytona jest bogini Amfitryta oraz Posejdon, który jak wiadomo jest bratem Zeusa, a on z kolei jest ojcem Herkulesa, więc niezaprzeczalnie Herkules jest spokrewniony z Ariel.

Kolejne powiązanie, czy tylko easter egg? Tak, czy inaczej truchło wielkiego złoczyńcy powinno być traktowane z większym szacunkiem!

Kapitan Hak zabił matkę Arielki?


W bajce "Piotruś Pan" możemy zauważyć, że przyjaciółką tytułowego bohatera jest młoda syrenka, która jest bardzo podobna do matki Arielki. Długie rude włosy, ogon w dokładnie tym samym odcieniu, a nawet ozdoba do włosów przypominająca kształtem późniejszą koronę królowej Atheny to nie jedne rzeczy, na których opiera się to podobieństwo. Zwyczajnie syrenka z "Piotrusia Pana" wygląda dokładnie tak, jak moglibyśmy sobie wyobrażać młodszą wersję matki Arielki, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że to ta sama osoba, a obie bajki są ze sobą powiązane. Dlatego istnieje ogromna szansa, że złym piratem (historię o śmierci królowej poznajemy w bajce "Mała Syrenka III: Dzieciństwo Ariel"), który zabił Athenę jest Kapitan Hak.

Kapitan Hak zabił mamę Arielki
Młodsza i starsza wersja tej samej syrenki?



Niezależnie od tego, ile z powyższych teorii jest prawdziwych, jedno jest pewne. Uniwersum bajek Disneya łączy się ze sobą w bardziej oczywisty sposób, niż w Teorii Pixara.

Podobało się?


Ps. Dajcie znać, które teorie najbardziej Was przekonują, oraz czy znacie inne równie prawdopodobne, które łączyłby disneyowskich bohaterów.
Ps2. Muszę się upewnić: znacie teorię Pixara?
Czytaj całość

ZombieBOBRY, czyli Gosiarella ocenia kiczowate horrory


Ciągle wypatrujecie pierwszych oznak, że zombie apokalipsa się rozpoczyna i nic nie znajdujecie? Cóż... może to dlatego, że wszyscy żyjemy w błędzie i armagedon nie zacznie się, gdy trupy zaczną powstawać z grobów, ani ludzie przemieniać się nagle w agresywnych mózgożerców pod wpływem wirusa. Może tak naprawdę wszystko zacznie się od zielonej radioaktywnej mazi i bobrów?

Dobra, żartuję. Wiem, jak absurdalnie to brzmi, jednak nie przeszkadzało to Jordanowi Rubinowi nakręcić filmu o bobrach przemienionych w zombie i atakujących ludzi. Cóż... mnie też nie przeszkodziło to w obejrzeniu tego 'dzieła'. Ba! Nawet nakręciłam o nim film, w którym możecie sprawdzić, jaki ogrom absurdu tam wrzucono i jak kiczowato to wyszło. Naprawdę powinniście to zobaczyć!




Przy okazji skoro jesteśmy przy Gosiarella Show, to mam dla Was ważną informację. Gosiarella oceniająca kiczowate horrory będzie stałym punktem programu na kanale! Można powiedzieć, że to moja pierwsza seria filmowa (a planuję kolejne!) i mam ogromną nadzieję, że Wam się spodoba i docenicie moje poświęcenie. Nowe Kiczowate Horrory będą się pojawiać przynajmniej raz w miesiącu, a dokładnie w każdą pierwszą sobotę miesiąca! A jeśli seria okaże się popularna, to pomyślę nad tym, by pojawiała się częściej. Przy okazji w grupie Armia Różowych Sałat na fb będziecie mogli decydować o kolejnych tytułach, które pojawią się w pierwszej kolejności! Przy okazji jeśli macie swoje propozycje kiczowatych horrorów, które powinna ocenić Gosiarella, to dawajcie znać.
Czytaj całość

Magia, sabaty i płonące stosy, czyli seriale o czarownicach

Seriale o magii i czarach

Kto nie lubi historii przepełnionych magią, niezwykłymi mocami i czarownicami? To niezwykłe postacie, które wykorzystują swoje umiejętności, by ułatwić sobie i innym życie lub wręcz przeciwnie. To także postacie, które słusznie lub niesłusznie płonęły za to na stosach. Historia czarownic jest niezwykła i daje wiele możliwości twórcom do tworzenia oryginalnych scenariuszy seriali. Dlatego dziś przygotowałam dla Was listę kilku serial o czarownicach! Bawcie się dobrze!


Czarownice z East Endu

Głównymi bohaterkami serialu są cztery czarownice. Nieśmiertelna i bardzo potężna Joanna Beauchamp (Julia Ormond), która jest matka Feryi i Ingrid. Wendy (Mädchen Amick), siostra Joanny, która zmienia się w czarnego kotka i ma dziewięć żyć. Żywiołowa Freya (Jenna Dewan-Tatum), która jest święcie przekonana, że dysponuję nadprzyrodzonymi mocami i jak niebawem się okazuje, ma rację. Czwartą wiedźmą jest Ingrid (Rachel Boston), cicha, racjonalna bibliotekarka. Bohaterki poznajemy w dzień przyjęcia zaręczynowego Freyi i Dasha (Eric Winter). W trakcie którego wzorowa narzeczona zamyka się w toalecie i namiętnie całuje nowo poznanego brata przyszłego pana młodego. Tym sposobem rozpoczyna się trójkąt miłosny między czarownicą i dwoma braćmi, ale do tego jeszcze wrócę, obiecuję. W międzyczasie osoba wyglądająca dokładnie, jak Joanna popełnia morderstwo. Wiedźma zaczyna zdawać sobie sprawę, że jest ktoś kto nie tylko pragnie jej zaszkodzić, ale i zniszczyć ich rodzinę. 

Czarodziejki

Po śmierci swojej babci, Prue, Piper i Phoebe znów zaczynają mieszkać pod jednym dachem, a podczas porządkowania rzeczy szybko odkrywają na strychu starą książkę – Księgę Cieni. Wkrótce dzięki Księdze Cieni, dziewczyny odkrywają, że nie tylko posiadają niezwykłe moce, ale także pochodzą z prastarego rodu czarownic – Warrenów, a pierwsza z rodu, Melinda Warren, została spalona na stosie podczas procesów czarownic w Salem. Jednakże zanim umarła, przepowiedziała, że moc z każdym pokoleniem będzie rosła, a punktem kulminacyjnym będzie pojawienie się trzech sióstr – najpotężniejszych dobrych czarownic, jakie świat kiedykolwiek widział; trzy siostry ukształtują Moc Trzech, największą magiczną siłę dobra jaka kiedykolwiek istniała na Ziemi, co z pewnością przydaje im się, gdy co chwilę muszą walczyć z demonami i innymi złymi mocami.

Good Witch
Seriale o czarodziejkach

Głównymi bohaterkami i jednocześnie jedynymi naszymi dobrymi czarownicami są Cassie Nightningale i jej córce Grace, które prowadzą uroczy pensjonat. Akcja zaczyna się w momencie, gdy do domu nieopodal wprowadza się nowy sąsiad doktor Sam Radford wraz synem. Sam dość szybko orientuje się, że Cassie ma szczególne zdolności, jednak on sam nie należy do osób, które wierzyłby w istnienie magii. Muszę przyznać, że serial specjalnie nie skupia się na magicznych zdolnościach pań z rodziny Nightningale, lecz na przedstawianiu sennych historyjek z życia mieszkańców uroczego małego miasteczka. Innymi słowy mało wartkiej akcji, dużo gadania.

Salem
Seriale o wiedźmach

Akcja serialu rozgrywa się w XVIII wieku w mieście Salem w stanie Massachusetts. Przedstawia on historię procesów czarownic z miasteczka. Być może w Salem czarownice istnieją naprawdę, ale nie są tym, za kogo je uważamy? Poza mroczną opowieściami o procesach czarownic, walce wiedź i przerażającymi purytanach, mamy tu również wątek romansu głównej wiedźmy, Mary Sibley i weterana wojennego kapitana Johna Aldena.

Seriale o czarownicach

Głównymi bohaterkami serialu są trzy kobiety. Roxie Torcoletti (Rebecca Romijn) jest wdową wychowującą nastoletnią córkę Mię (Ashley Benson grającą Hannę w Pretty Little Liars). Roxie ma duszę artystki i prowadzi mały sklepik ze swoimi rzeźbami. Kat Rougemont (Jaime Ray Newman) jest matką 5 dzieci i żoną nieroba. Z pensji pielęgniarki musi zapewnić byt całej rodzinie. Joanna Frankel (Lindsay Price) jest samotną dziennikarką próbującą znaleźć miłość i uznanie w swoim zawodzie. Każdej z nich brakuje czegoś w życiu, dlatego gdy znajdują monetę, postanawiają wrzucić ją do fontanny by spełniła ich życzenie. Ta chwila połączyła je, a przy okazji zbudziła uśpione moce drzemiące w tej trójce. W odpowiedzi na wezwanie czarownic, do Eastwick przybywa tajemniczy Darryl Van Horne (Paul Gross). Pomysł oparto na na kinowym przeboju George'a Millera "Czarownice z Eastwick" z 1987 roku.

Sabrina - nastoletnia czarownica
Sabrina, the Teenage Witch

Bohaterką tego kultowego (by nie napisać starego) serialu jest Sabrina Spellman (Melissę Joan Hart), nastolatka, która w swoje szesnaste urodziny dowiaduje się od wychowujących ją ciotek, że jest półczarownicą. Życie dziewczyny zmienia się, gdy w końcu może zacząć sobie radzić ze swoim nastoletnimi problemami za pomocą magii. Oczywiście nie może być zbyt łatwo i są pewne ograniczenia w korzystaniu z mocy. Przy okazji chciałam dać znać, że stacja The CW przygotowuje się do wypuszczenia nowej wersji. Porzucono komedię i teraz planują mroczny, straszniejszy klimat.

Seriale o magii i czarodziejach

Cassie Blake po tragicznej śmierci matki, postanawia przeprowadzić się do swojej babci mieszkającej w małym miasteczku Chance Harbor. W nowej szkole poznaje grupę nastolatków, którzy oznajmiają jej, że podobnie jak oni pochodzi z rodu czarownic. Zawiązanie Kręgu, który okiełzna ich moce, łączy ze sobą 6 nastolatków i sprowadza na nich mnóstwo niebezpieczeństw - od demony po łowców czarownic.
Gdybyście byli zainteresowani tym, jaka jest główna bohaterka, to służę pomocą. Cassie (Britt Robertson) jest królową dramatu. Robienie w okół siebie zamieszania wychodzi jej, jak nikomu innemu. Jej najczęściej powtarzaną kwestią jej "Nie mogę przestać myśleć o mamie /tacie /babci /mocy /czarnej magi /łowcach" (niepotrzebne skreślić) oraz "Muszę poznać prawdę!". Najczęściej wypowiada te kwestie w mega romantycznych scenach i psuje cały nastrój. Co ciekawe Cassie nie ma ciekawej osobowości, bo i po co skoro jest piękną blondynką z ogromną mocą? Zresztą każdy czarownik ma do niej słabość (serio, nawet stare dziady ryzykują życie mu mogła poznać prawdę!).

The Originals

Jedyny serial na tej liście, który nie jest w całości poświęcony czarownicom, jednak nie można zaprzeczyć, że magia i sabaty grają w nim bardzo znaczącą rolę. Jako spin-off serialu "Pamiętniki wampirów" pierwsze skrzypce gra w nim rodzina Mikaelsonów - pierwszych wampirów, jakie chodziły po ziemi. Niemniej dość szybko zaczyna się o nich upominać ich pierwotna, magiczna natura i krewni ze strony matki - najpotężniejszej czarownicy w dziejach. Jeśli mam być szczera, to w "The Originals" jest więcej problemów związanych z magią, niż w większości seriali o czarownicach z tej listy.

American Horror Story: Sabat
American Horror Story: Sabat

„American Horror Story: Sabat” opowiada sekretną historię czarownic i uprawiania czarów w Ameryce - zarówno tej współczesnej, jak i tej z XIX-wiecznego Nowego Orleanu. Od burzliwych wydarzeń w Salem minęło ponad trzysta lat, a wiedźmy, którym udało się uciec przed płonącym stosem, muszą teraz ponownie zmierzyć się z niebezpieczeństwem totalnej zagłady. Ataki na czarownice nasilają się, dlatego młode dziewczęta odsyła się do elitarnej szkoły, gdzie mają nauczyć się, jak panować nad mocami i przeżyć.

Oczywiście motyw magii i czarownice przewijają się w wielu serialach, jak choćby w "True Blood", "Buffy", "Sleepy Hollow", "Outlanderze", czy w "Pamiętnikach wampirów", ale tam stanowią raczej dodatek do fabuły niż jej trzon. Oczywiście pojawia się tam wiele czarownic, jednak nie są to seriale stricte o czarownicach. Dlatego, jeśli zacznie brakować Wam seriali poświęconych wyłącznie magii, polecam sprawdzić również seriale o wampirach oraz seriale o wilkołakach!

Ps. Niezapomnijcie dać znać które seriale już oglądaliście, które dopiero planujecie oraz o jakich zapomniałam!
Ps2. Jak wspominałam historie o czarownicach są przeróżne. Czasami za czary płoną na stosie, czasami mamy do czynienia z sabatami, a czasami opowieści o magii są tak cudownie klimatyczne, że aż zapierają dech. Jakie lubicie najbardziej?
Czytaj całość

© Copyright Gosiarella