Kiczowate Horrory: Mordercza Opona


Statystyki wypadków samochodowych potrafią przerażać, ale okazuje się, że to nie auta, a opony są prawdziwymi, zimnokrwistymi (zimnogumowymi?) mordercami? Nie wierzycie? Cóż... ja też w to nie wierzyłam, dopóki nie obejrzałam "Morderczej Opony". Panie, Panowie, Różowe Sałaty wszelkiej maści, oto Gosiarella Show przedstawia nowy Kiczowaty Horror!




Ps. Głosowanie na kolejny tytuł w serii Kiczowatych Horrorów odbywa się w facebookowej grupie Armii Różowych Sałat, ale jeśli chcecie podrzucić swoje propozycje, to śmiało możecie je pisać w komentarzach.
Czytaj całość

Więcej niż wygnanie, czyli Armagedon powrócił!


Kronika upadku ludzkości z hordą zombie w rolach głównych powróciła! Pół roku temu zachwycałam się „Armagedonem Dzień po dniu” J.L. Bourne'a, dziś wracam do Was z wrażeniami po lekturze drugiego tomu i muszę przyznać, że jestem zadowolona tak bardzo, jak radioaktywne zombie, gdy dopadnie cieplutką ludzinę!

Akcja „Więcej niż wygnanie” rozpoczyna się niedługo po wydarzeniach z pierwszego tomu „Armagedonu Dzień po dniu”, czyli kilka dni po odparciu ataku na Hotel 23. W wojskowym schronie znajduje się garstka ludzi, których nie zdążyły zjeść zombiaki. Jednak już po kilkunastu stronach akcja ponownie nabiera tempa. Nasz bohater (dalej nie jestem pewna, jak ma na imię) szybko natrafia na ślad innych ocalałych — zarówno cywili, jak i wojskowych. Zatrzymajmy się na chwilę w tym momencie.

Pomyślcie, że rzeczywiście wybucha epidemia, która doprowadza do powstawania morderczych zombie, a Wy znajdujecie się w 1% ludzi, którzy nie przemienili się w krwiożercze bestie. Macie szczęście. Ba! Macie ogromne szczęście, bo dodatkowo znajdujecie podziemny, dobrze zapatrzony schron. Całkiem miło, prawda? Dodajcie teraz do tego fakt, że przypadkowo natrafiacie na małą armię żołnierzy. Cieszycie się? Pytam poważnie: cieszycie się? Jeśli tak, to pewnie liczycie, że w końcu ktoś zacznie za Was ogarniać ten cały bałagan i sprzątać wszystkie zombiaki z drogi, po której chodzicie. W końcu to ktoś inny będzie się martwił o przetrwanie i utrzymanie Was przy życiu. Całkiem miła perspektywa. Tylko, co jeśli ta armia w czasie armagedonu nie będzie wcale taka chętna do troszczenia się o cywili i zwyczajnie wykopie Was z Waszego schronu?


J.L. Bourne Day by day Armageddon 2

Spotkanie z bandą przeszkolonych i dobrze uzbrojonych żołnierzy może potoczyć się różnie i okazać się albo bardzo dobre, albo bardzo złe. Nie wiadomo, czy warto kusić los. Nie zdradzę Wam, jak potoczyła się ta sytuacja w „Więcej niż wygnanie". Zamiast tego powiem, że nasz główny bohater znów znalazł się w sytuacji, w której samotnie musi walczyć o życie (trochę Was trolluję, ale to naprawdę nie jest spoiler, tylko praktycznie codzienność w świecie Z-apo). Podczas czytania tego tomu "Armagedonu" uzmysłowiłam sobie, że mam bardzo sprzeczne reakcje na sytuacje, w których znajduje się nasz bohater. Z jednej strony cieszę się, że gdy jest bezpieczny w schronie i mocno kibicuję wszystkim żywym, by skopali tyłki martwym i zagwarantowali przetrwanie rasy ludzkiej. Z drugiej strony zaś nie mogę się doczekać, gdy w końcu wyjdzie z tego schronu, zacznie strzelać do zombiaków i odnajdywać innych ocalałych. To jeszcze brzmi całkiem spójnie, dlatego dodam, że jestem równie zadowolona, gdy przemierza pustkowia, a radioaktywne zombie za nim gania.

Lubię ten dreszczyk niepewności (i co z tego, że książka jest napisana w formie pamiętnika głównego bohatera? A nuż go zombie jednak zje. Przecież po jego śmierci, ktoś inny mógłby znaleźć notatnik i kontynuować jego zapiski, więc 100% gwarancji  nieśmiertelność nie ma), ale również to, jak wiele ciekawych sztuczek survivalowych się uczę przy okazji czytania o jego próbach przetrwania. Chociaż tym razem trochę mniej niż poprzednio. Niemniej w zamian pojawiło się wiele nowych wątków, więc jestem to w stanie wybaczyć. Jednym z nich jest tajemnicza, dobrze zorganizowana organizacja dysponująca niezwykle zaawansowaną technologicznie bronią, dzięki której zombie apokalipsa powinna się szybko zakończyć. Strasznie ciekawi mnie ten wątek, bo raz, że jeszcze z takim motywem w książkach o zombie jeszcze się nie spotkałam, a dwa czuję, że kryje się za tym naprawdę dobra historia.

Zresztą „Więcej niż wygnanie” wprowadza jeszcze jeden nowy wątek. Tym razem dotyczący przyczyn wybuchu apokalipsy. Co prawda raport dotyczący tej sprawy pojawia się dopiero na ostatnich stronach, jako wprowadzenie do następnego tomu, ale pomysł prawie mnie z kapci wyrwał. Nic nie zdradzę, poza tym, że nie jestem pewna, czy jestem zachwycona wyobraźnią autora, czy zaczynam się martwić, że poważnie poniosła go wyobraźnia. Naprawdę jeszcze nie zdecydowałam.

Wszyscy, którzy czytali pierwszy tom „Armagedonu Dzień po dniu”, poznali już styl autora i ciekawą formą, jaką zdecydowanie jest pamiętnik pisany przez żołnierza próbującego się odnaleźć w post-apokaliptycznej rzeczywistości. Podoba mi się, że i w tym tomie poza treścią właściwą, pojawiają się różnego rodzaju załączniki - raporty, rysunki, notatki, które wzbogacają całość w bardzo fajny sposób. Osobiście szczerze polecam zapoznanie się z serią Armagedonu, bo od dawna nie czytałam tak pomysłowej historii ze świata martwych mózgożerców! A sobie życzę, by jak najszybciej pojawił się kolejny tom, bo ten pożarłam zbyt szybko.
Czytaj całość

[YT] Typy ludzi oglądających filmy Marvela


Im dłużej patrzę na ludzi siedzących obok mnie w kinie, rozmawiam ze znajomymi i czytam komentarze w internetach, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że fanów filmów Marvela można podzielić na 5 grup. Jesteście ciekawi jakich?




Ps. A Wy do której grupy należycie?
Czytaj całość

Nowy Hercules Poirot i Morderstwo w Orient Expressie

Morderstwo w Orient Expressie recenzja

Moim ulubionym typem kryminału są te, w których w odciętych od świata miejscach ktoś ginie i nikt nie ma szans opuścić miejsca zbrodni. Morderca ukrywa się wśród zebranych świadków całego zdarzenia i należy wydedukować, kto nim jest.

Właśnie to dzieje się w „Morderstwie w Orient Expressie". Powszechnie znany i doceniany detektyw Hercules Poirot (Kenneth Branagh) zostaje poproszony o pomoc w rozwikłaniu pewnej sprawy, więc musi skrócić swoje wakacje i czym prędzej dostać się na miejsce zbrodni. W tym celu wsiada do luksusowego pociągu — Orient Expressu. Powoli poznajemy jego współtowarzyszy podróży między innymi niezwykle pobożną i niezwykle depresyjną Pilar Estravados (Penélope Cruz), niezwykle bogatą Księżnę Dragomiroff (Judi Dench) i jej służkę, niezwykle agresywnego Hrabiego Rudolpha Andrenyi (Sergei Polunin) z ukochaną, czy dość nerwowego Edwarda Ratchetta (Johnny Depp). Ten ostatni ma prawo się niepokoić, bo od pewnego czasu otrzymuje listy z pogróżkami. Postanawia nie bagatelizować zagrożenia i wynająć Poirota do ochrony, jednak spotyka się z odmową. Na drugi dzień jest już martwy, a morderca wciąż jest w pociągu. Tym sposobem wszyscy stają się podejrzani.

Morderstwo w Orient Expressie Johnny Depp
Osobiście nie uśmiechałabym się trzymając list z pogróżkami... chyba, że byłabym nadawcą.

Lubię kryminały Agaty Christie, jednak jakimś cudem "Morderstwa w Orient Expressie" dotąd nie czytałam, ani nie nie oglądałam wcześniejszych filmowych adaptacji, więc siłą rzeczy miałam taką samą zagwozdkę, jak Hercules Poirot. Od początku miałam swoich głównych podejrzanych, jednak kilka rzeczy mi się nie zgadzało, więc siedziałam grzecznie, przysłuchując się przesłuchaniom pasażerów. Byłam szczerze zaskoczona, gdy na jaw wyszła prawdziwa tożsamość ofiary i co mogło stanowić motyw zbrodni.

Niemniej nie zmienia to faktu, że rozwiązania zagadki domyśliłam się na kilka scen przed naszym światowej sławy detektywem (poza jednym drobnym szczegółem [SPOILER: Michelle Pfeiffer nie wygląda jak babcia dorosłej kobiety, więc nie domyśliłam się w jaki sposób jest powiązana z ofiarą], więc nie poczułam się w żaden sposób olśniona pod koniec filmu. Wręcz przeciwnie, miałam ochotę pociągnąć Poirota za te jego cudownie dziwaczne wąsy i pokazać, co mu umyka. Niemal zaczęłam się nudzić i trzymać kciuki za nagły, ekscytujący zwrot akcji, bo robiło się mniej dynamicznie. Myślałam, że zakończenie śledztwa będzie pokazane bardziej... sama nie wiem... spektakularnie? Pytanie tylko, czy to, że odgadłam zagadkę, naprawdę jest wadą? Chyba nie bardzo, skoro „Morderstwa w Orient Expressie” jest niezwykle popularną i wielokrotnie ekranizowaną książką. Podejrzewam, że wiele osób oglądających tę produkcję będzie doskonale zdawać sobie sprawę, jaki będzie wynik śledztwa.

Morderstwo w Orient Expressie 2017 opinie
Kto okaże się prawdziwym zbrodniarzem? 


W „Morderstwie w Orient Expressie” najbardziej zachwyciło mnie to, jak pięknie został zrealizowany. Wiele scen dosłownie zapierało dech! Genialne kadry, scenograficzne i kostiumowe detale również stanowią ogromną zaletę. Widać, że film był wysokobudżetowy nie tylko po znakomitej obsadzie aktorskiej. A wierzcie mi, Johnny Depp, Judi Dench, czy Willem Dafoe okazali się fenomenalni w swoich rolach. Pozostali aktorzy również stanęli na wysokości zadania i tchnęli w swoje postacie to coś, co wyróżniało ich na tle pozostałych. Wbrew wszystkim uważam, że Kenneth Branagh także bardzo dobrze sprawdził się w głównej roli i pasuje mi jako Hercules Poirot.

Zachwalam, zachwalam, a jednak czegoś mi zabrakło. Liczyłam na odrobinę więcej emocji. Więcej zaskoczeń. Więcej... cóż... po troszku wszystkiego. Nie zrozumcie mnie źle, uważam „Morderstwo w Orient Expressie” za naprawdę całkiem niezły film i szczerze go Wam polecam, bo najpewniej będziecie się na nim dobrze bawić. Jednak spodziewałam się po nim czegoś więcej. Być może zbyt dużo od niego wymagałam, ale to ja, więc zawsze muszę choć trochę po marudzić, nawet gdy film mi się podoba. Nie przejmujcie się tym, idźcie oglądać, bo jest duże prawdopodobieństwo, że Was zachwyci!

Ps. Macie swoją ulubioną część przygód Herculesa Poirota, którą chcielibyście, by zekranizowano? "Morderstwo na Nilu" już oficjalnie potwierdzono, więc zobaczymy, co będzie dalej.
Ps2. Jeśli kojarzycie inne, dobre filmy, w których akcja dzieje się w zamkniętej lokalizacji, a morderca musi ukrywać się wśród świadków, to podrzućcie kilka tytułów ciekawych w komentarzach.
Czytaj całość

Co przyniesie grudzień, czyli premiery filmowe i książkowe!


Jeżeli spodziewacie się tutaj znaleźć całą masę ciekawych premier książkowych na najbliższy miesiąc, to muszę Wam popsuć humor - grudzień, to czas, w którym wydawnictwa wstrzymują się z wydawaniem interesujących tytułów (albo nie potrafię szukać). Za to studia filmowe wręcz przeciwnie! Dlatego nastawcie się na oglądanie lub nadrabianie książkowych zaległości.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data: 4 grudnia

W książce Davida Daya znajdziemy tablice chronologiczne, zestawiające najważniejsze wydarzenia z historii Śródziemia i Nieśmiertelnych Krajów czy rozmaitych królestw oraz wojen, barwne mapy ukazujące poszczególne etapy tworzenia Ardy, tablice genealogiczne ras, a także wizualizacje flory Tolkienowskiego świata. Poszczególne wydarzenia, postacie i miejsca są opisane w zwięzłych notkach, ozdobionych ilustracjami licznych autorów, znanych z wcześniejszej publikacji Davida Daya, Bestiariusza Tolkienowskiego.
Przewodnik jest podzielony na osiem rozdziałów, traktujących o stworzeniu Ardy, o Nieśmiertelnych Krajach, o Śródziemiu, o królestwach Beleriandu w Pierwszej Erze, o imperium Númenoru w Drugiej Erze, o królestwach Dúnedainów w Trzeciej Erze, o wyprawie do Samotnej Góry i o wyprawie z Jedynym Pierścieniem.

Stanisław Szanter - Ukryty wymiar
Wydawnictwo: AlterNatywne
Data: 5 grudnia


Z całą pewnością homo sapiens nie jest ostatnim stadium ewolucji gatunku ludzkiego.Jaki jednak będzie kolejny etap? I co się stanie, jeśli nie obejmie on wszystkich ludzi, a jedynie mieszkańców pewnej szczególnej planety? Jak nowy człowiek – homo developed – ustosunkuje się do swojego ewolucyjnego poprzednika?
Na Planecie – Stolicy Cesarstwa, na której nie działa elektryczność, pojawia się zagadkowa anomalia, zdająca się umożliwiać podróże w czasie. Niestety jej działanie jest nieprzewidywalne i nikt nie potrafi go kontrolować, a zbadanie zjawiska utrudnia trwająca od lat wojna pomiędzy planetami Zamieszkałego Wszechświata.
Członek najwyższych władz Cesarstwa wysyła swoich dwóch synów z delikatnymi misjami – jeden ma wyjaśnić anomalię, a drugi przynieść imperium zwycięstwo w wojnie. Sprawy komplikują się jednak, gdy obaj synowie znikają bez śladu, w Stolicy wybucha bunt, a na tyłach wroga pojawia się tajemniczy kult religijny, którego przywódca podaje się za mesjasza.

Na karuzeli życia - 1 grudnia


Co wiecie o swoich dziadkach? - 1 grudnia


Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi - 14 grudnia



Jumanji: Przygoda w dżungli - 29 grudnia



Ps. Jak zwykle dajcie znać w komentarzach, co Wam wpadło w oko!
Czytaj całość

Nowości z małego ekranu, czyli jesienne debiuty serialowe


Może i jesień jest depresyjna, ponura, mokra i zimna, ale ma przynajmniej jedną zaletę, którą doceniają wszyscy serialomaniacy - na antenę wracają ciekawe seriale i debiutują najbardziej obiecujące tytuły. Przyjrzyjmy się tej drugiej grupie, czyli świeżutkim nowością serialowym. Wierzcie mi, są naprawdę obiecujące!


The Gifted: Naznaczeni

"The Gifted" przenosi się nas do świata X-manów, a raczej do ponurej wizji rzeczywistości, przed którą zawsze ostrzegał Magneto. X-mani odeszli, a ludzie nie są przychylnie nastawieni do mutantów. Większość z nich musi żyć w ukryciu, by nadwrażliwi policjanci i prokuratorzy ich nie dopadli. Jednym z tych złych prokuratorów jest Reed Strucker, którego dzieci, Andy i Lauren okazują się posiadaczami genu X.  Teraz, by uniknąć więzienia rodzinka Struckerów musi szukać pomocy u grupy mutantów. Ołł... to się nazywa ironia losu.

Osobiście jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona tą produkcją. Bohaterowie są nawet ciekawi, a jeśli nie są to przynajmniej mają ciekawe moce. Fabuła jest dobrze prowadzona, aktorzy pasują do swoich ról, a przede wszystkim czuć klimat X-manów, którzy zawsze podkreślali, jakie skutki może mieć ujawnienie się mutantów. Na chwilę obecną jestem bardzo pozytywnie nastawiona i polecam przyjrzeć się "The Gifted".

Marvel's Inhumans

Tym razem przenosimy się do uniwersum znanego z Avengersów. Nieludzie pojawili się już w serialu "Agneci T.A.R.C.Z.Y.", jednak "Inhumans" skupia się na rasie potężnych (nie)ludzi obdarzonych super mocami, żyjących na Księżycu. Konkretnie na problemach w ich rodzinie królewskiej, która zostaje zdradzona przez królewskiego brata. Gdy ich władca zostaje zdradzony przez brata, rodzina królewska musi uciekać na Ziemię.

Ten serial zdecydowanie odradzam! Niemal wszystko w nim poszło źle - od fabuły przez brak logiki, aż po aktorstwo. Nawet nie chcę ponownie zaczynać się nad tym badziewiem pastwić, więc jeśli jesteście ciekawi, dlaczego nie warto się za niego brać, to odsyłam do recenzji "Inhumans"Serial jest w ofercie Showmax.

Marvel's Runaways

"Runaways" ma być osadzone w świecie MCU i ma się pojawić wiele nawiązań do Defenders, ale jak będzie - zobaczymy. Na razie wiemy, że po dwóch latach grupa nastolatków znów zaczyna spędzać ze sobą czas. Pech chciał, że akurat wtedy przypadkowo przyłapują swoich rodziców na składaniu ofiary z człowieka. Teraz nie mogą dać po sobie poznać, czego byli świadkami, a jednocześnie upewnić się, czy naprawdę ich rodzice są złem wcielonym... i jakimi mocami dysponują. 

Po obejrzeniu 3 odcinków Runaways jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona serialem! Spodziewałam się, że będzie to produkcja o nastolatkach przeznaczona dla nastolatków w najgorszym znaczeniu. Jednak okazało się, że serial zamiast infantylnej teen dramy pełnej głupich zachowań, produkcja wydaje się być całkiem dojrzała i przemyślana. Ma bardzo fajny klimat, ciekawe wątki i wiele tajemnic, które chcę odkryć. Do kilku bohaterów jeszcze nie jestem całkiem przekonana, ale dam im czas. "Runaways" ma szansę stać się najlepszym serialem pod logiem Marvela. Serial jest w ofercie Showmax.

The Brave

Niektóre misje, które pozostają ściśle tajne i wymagają dużej precyzji muszą być zarówno dobrze zaplanowane, jak i dobrze przeprowadzone. "The Brave" skupia się zarówno na oddziale specjalizującym się w najtrudniejszych zadaniach, jak i grupie analityków, którzy prowadzą ich i dostarczają niezbędnych informacji.

Serial odrobinę nie w moim stylu, ale czasami potrzeba średnio wymagającego procedurala, w którym bohaterowie nie są królowymi dramatu, ani łowcami demonów, tylko (nad)zwyczajnymi żołnierzami rozprawiającymi się z wrogami cywilizowanego świata. Serial jest w ofercie Showmax.

Dynastia

Serial opowiada o niezwykle potężnej i bogatej rodzinie Carringtonów. Akcja zaczyna się w momencie, gdy Fallon wraca do rodzinnej rezydencji przekonana, że w końcu otrzyma od ojca imperium, jednak zamiast tego otrzymuje nową macochę, Cristal, która równie dobrze mogłaby być jej rówieśniczką. Na domiar złego to właśnie swojej nowej żonie Blake powierza najważniejsze stanowisko w firmie, dlatego Fallon postanawia założyć konkurencyjną firmę.

"Dynastia" jest rebootem opery mydlanej o tym samym tytule. Z racji tego, że wcześniejsza wersja była emitowana przez stację ABC pod koniec lat '80, nie potrafię porównać oryginału z nową odsłoną The CW.

The Good Doctor

Głównym bohaterem serialu jest Shaun - chłopak cierpiący na autyzm oraz zespół sawanta, który zostaje rezydentem w prestiżowym szpitalu na oddziale chirurgii. Początkowo przez jego ograniczenia nikt nie chce powierzyć mu pacjentów, jednak dość szybko przekonują się w jak niezwykły sposób działa jego mózg.

Nie jestem fanką seriali medycznych, ale po obejrzeniu filmu Wybrednej Marudy. Nie zawiodłam się. Serial, jak na razie ma naprawdę ciekawą fabułę i dobrze prowadzony scenariusz, ale nie dziwi mnie to, skoro produkcja powstała na bazie koreańskiej dramy o tym samym tytule. 

Young Sheldon

Znacie The Big Bang Theory? Lubicie Sheldona? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to powinien Was zainteresować Młody Sheldon, czyli serial opowiadający o dzieciństwie egocentrycznego geniusza Sheldona Coopera. Po obejrzeniu kilku odcinków mam wrażenie, że bohater jest znacznie mniej irytujący (nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Sheldona, ale bądźmy szczerzy - jest wrzodem na tyłku dla osób, które go otaczają) od osoby, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Serial też ma trochę inny humor i klimat. Aktualnie nie jestem do końca przekona, czy warto go polecać, ale spokojnie - sprawdzę to oglądając dalej.

Ghost Wars

Akcja serialu dzieje się w małym mieście na Alasce, które jest intensywnie nawiedzane przez duchy. Jedynym ratunkiem dla mieszkańców jest Roman Mercer, który jest wyrzutkiem, ale posiada moce do walki z duchami. Sama nie zostałam fanką tej produkcji i już ją porzuciłam, ale jeśli ktoś lubi tematykę związaną z duchami, nieco bardziej ponury klimat i przeciętnie interesujące tajemnice, to może spróbować obejrzeć.

Ghosted / Agenci paranormalni

Max jest naukowcem wykładającym na uniwersytecie, a raczej był nim, nim go wyrzucono za głoszenie poglądów o istnieniu paranormalnych zjawisk. Leroy był świetnym śledczym potrafiącym wytropić niemal każdą zaginioną osobę, ale i tak skończył jako ochroniarz. Oboje zostali zwerbowani przez ściśle tajną jednostkę do walki z paranormalnymi zagrożeniami.
Przyznam, że obejrzałam jeden odcinek i on w zupełności wystarczył, żebym odpuściła sobie dalszą przygodę z serialem. Drętwy humor, przerysowanie i absurd mogą się wielu osobom podobać, ale ja do nich nie należę.

Ps. Oglądaliście powyższe seriale, a może skusiliście się na inne debiutujące tej jesieni? Dajcie znać!
Czytaj całość

© Copyright Gosiarella