Jaką dramę obejrzeć, czyli paczka tytułów z Korei #4


Wakacje to okres posuchy w amerykańskich serialach, więc siłą rzeczy paczka z koreańskimi dramami nadleciała szybciej! Tym razem przeplatałam sobie starsze produkcje z premierami, więc jest w czym wybierać.


Madame Antoine
Gatunek: komedia, romans
Romans: Tak, ale kibicować im nie będziecie.

Fabuła: Go Hye Rim jest słynną wróżką przepowiadającą przyszłość znaną pod pseudonimem Madame Antoine. Twierdzi, że jest duchowo związana z Marią Antoniną, od której pożyczyła imię, jednak nie jest to prawdą. Swoje przepowiednie opiera o wyjątkowo wnikliwą obserwację klientów i umiejętność łączenia faktów. Jednak poza pracą marzy o miłości jak z filmowego romansu. Pewnego razu nadarza się okazja, by wziąć udział w teście psychologicznym przeprowadzanym przez psychoterapeutę Choi Soo Hyuna. Jego celem jest udowodnienie, że prawdziwa miłość nie istnieje. Tak się składa, że jego ośrodek terapeutyczny nosi nazwę Madame Antoine.

Czy warto? O nie, nie, nie! Początek był fajny, bo i pomysł całkiem niezły, ale po kilku odcinakach gdzieś zgubiono sens, a akcja kręciła się w kółko, jakby dwoje głównych bohaterów bawiło się w kotka i myszkę. Na dokładkę dostaliśmy całą masę terapeutycznych mądrości, z których wynika, że kobiety ku chwale miłości powinny wsadzić sobie dumę w buty, honor wyrzucić przez okno, a jakiekolwiek poczucie własnej wartości zamordować. Oglądać się tego nie dało, więc zdecydowanie odradzam. Podziękujecie mi za to!

Gu Family Secret / Sekret Księgi Gumiho
Gatunek: historyczny, romans, fantasy
Romans: Tak, do shippowania są przynajmniej dwie pary.

Fabuła: Choi Kang Chi jest sierotą, która po latach dowiaduje się, że jest w połowie człowiekiem i w połowie gumiho. Nadnaturalna część jego dziedzictwa wywołuje w chłopaku agresje, jednak wiążę się również z niezwykłymi zdolnościami. Mimo wszystko wychowany przez ludzi Kang Chi postanawia w pełni się stać jednym z nich. Problem polega na tym, że by ochronić ludzi, których kocha będzie musiał wpierw zapanować nad swoją dziką stroną.

Czy warto? Są dramy złe, średnie i genialne, ale nie wiem, gdzie tę zakwalifikować. Podobała mi się. Nawet bardzo, ale do genialności jej daleko. Podobało mi się to, że nie mamy tylko jednego Gomiho (pierwszy lis podbił moje różowe serce — domyślicie się dlaczego!) i tylko jednej historii miłosnej. Niemniej naprawdę doceniam wiele rozwiązań fabularnych zaserwowanych przez twórców, ale z zakończeniem to trochę przegięli. Mały spoiler: zastanawia mnie dlaczego tytułowa księga w ogóle się nie pojawiła. To trochę bez sensu. Niemniej polecam!

Bride of the Water God
Gatunek: fantasy, romans, melodramat
Romans: Wszędzie go pełno.

Fabuła: Habaek jest bogiem wody, który niebawem ma zostać królem. Nim to się jednak stanie musi zdobyć magiczne kamienie znajdujące się w świecie ludzi. Dziwnym zbiegiem okoliczności po przybyciu na miejsce traci wszystkie swoje moce, przez co musi znaleźć swoją ludzką służkę. Problem polega na tym, że dziewczyna nie ma pojęcia o swoim dziedzictwie, nie wierzy w bogów i ma Habaeka za wariata, co w sumie chyba jest naturalne dla wszystkich psychiatrów. 

Czy warto? Pierwsze odcinki bardzo mnie oczarowały. Wszystko było świetne, a ja jestem bardzo łasa na wszystko z wątkiem fantasy. Urzekł mnie klimat, gra aktorska, pomysł etc. ale dość szybko twórcy tej dramy chyba się pogubili w tym, co właściwie chcą zrobić, więc po kilku odcinkach wszystko spaprali. Szczerze mówiąc dawno nie widziałam tak koszmarnego zakończenia zrobionego na łapu capu. Naprawdę nie wiem, co tam się stało. Wątki zostały zbabrane, część urwanych, happy end na siłę i ogólnie dramat. Trzymajcie się od tego z daleka i pamiętajcie, że ludzie, którzy Wam to polecą nie są Waszymi przyjaciółmi!

Rooftop Prince/ Książę Poddasza
Gatunki: Dramat, romans, komedia, podróże w czasie, fantasy, fikcja historyczna
Romans: Tak, nawet trójkąt miłosny

Fabuła: 300 lat temu w Joseon żył sobie książę, który chciał poślubić najpiękniejszą pannę. Jego wybranka została jednak potraktowana przez swoją siostrę żelazkiem po twarzy, więc oszpecona blizną na pół twarzy odpadła z wyścigu o tytuł księżniczki. Zwyciężczynią została jej siostra. Jednak pewnego dnia książę znalazł jej zwłoki w stawie, a los przeniósł go (wraz z trzema uroczymi sługami) do współczesnej Korei, gdzie żyją inkarnacje wspomnianych wcześniej sióstr.

Czy warto? Może i nie jest to chwytający za serce romans ani dobry wyciskacz łez, ale całkiem zabawna komedia. Uwielbiam giermków księcia. Żółty jest przesłodki, zielony bardzo uroczy, a niebieski cudownie mrukowaty. Choćby dla nich warto obejrzeć „Księcia Poddasza". Zresztą ta drama ma swoje dobre momenty. Niemniej musicie pamiętać, że mistrzostwo świata to to nie jest.

School 2017
Gatunki: Romans, młodzieżowy, szkolny
Romans: Tak, ze słodkim szczeniakiem

Fabuła: Ra Eun Ho jest uczennicą szkoły średniej. Dobrze rysuje i od dawna pragnie zostać w przyszłości autorką manhw. Jednak w szkole radzi sobie nie najlepiej, aby spełnić marzenia musi podnieść się w rankingu. Pewnego dnia niechcący znajdzie się w złym miejscu i czasie, a jej przyszłość stanie pod znakiem zapytania, gdy zostaje oskarżona o bycie X — tajemniczym uczniem walczącym z szkolnymi nieprawidłowościami.

Czy warto? Naprawdę lubię serię School, a moją ulubioną częścią zdecydowanie jest 2015: Who are You. Wersja 2017 jej nie przebiła, ale odnoszę wrażenie, że bardzo mocno bazowała na wcześniejszym scenariuszu i starała się zadość uczynić fanom z SLS. Jeśli oglądaliście poprzednią, to na pewno zobaczycie podobieństwa i wątki, które tym razem rozwinięto. Muszę przyznać, że ta drama mi się podobała, ale głównie romans (szczenię jest niesamowicie urocze!), a cała reszta niby była okey, ale czegoś mi zabrakło.

Queen For Seven Days
Gatunek: historyczny, romans, melodramat, dramat
Romans: Trójkąt! Godny! 

Fabuła: Tragiczna historia dwóch braci o błękitnej krwi - króla i księcia. Król obawia się, że jego młodszy brat w końcu zechce zabrać mu koronę, więc planuje ożenić go z córką swojego najbardziej zaufanego doradcy. Problem polega na tym, że dziewczyna sprowadza na swojego narzeczonego śmierć (okey, ostatecznie nie umarł, ale był całkiem blisko). Po kilku latach los znów zetknął ich ścieżki, jednak tym razem król jest już po uszy zakochany w narzeczonej księcia.

Czy warto? Tak! To świetna drama historyczna oparta na faktach, więc przy okazji skubniecie trochę historii Korei. Bardzo podobał mi się scenariusz, a jeszcze bardziej bohaterowie. Uwielbiam króla (tylko czasami nim pogardzam) i młodszą wersję księcia. Fantastycznie się to oglądało, chociaż bądźmy szczerzy - to historyk, więc tragedia pogania tragedię, a końcówka jest fatalna, ale głównie przeszkadza mi, że była źle rozegrana. Niemniej polecam!

Suspicious Partner
Gatunek: komedia romantyczna, prawniczy

Fabuła: Eun Bong nie znosi swojego byłego, bo ją zdradził i rozpowiedział wszystkim, że to ona zdradziła jego. Na domiar złego musi go oglądać na co dzień, bo razem studiują i razem zaliczają staż w prokuraturze. W końcu jej były zostaje znaleziony martwy w jej mieszkaniu, a Eun Bong staje się główną podejrzaną. Co ciekawe jej jedynym sprzymierzeńcem jest oskarżający ją prokurator.

Czy warto? Raczej tak. Początek niesamowicie mnie bawił i bardzo podobała mi się kreacja głównej bohaterki, która w końcu nie była uległą, nieśmiałą kobietą w pełni zależną od faceta i wypłakującą sobie oczy przez całą dramę. Szkoda tylko, że później się w taką zmieniła, ale przynajmmniej sytuacje ratują wątki z prawdziwym mordercą.

Oh My Venus
Gatunek: Komedia romantyczna, prawniczy

Fabuła: Kang Joo Eun jest prawniczką, która za młodu była prawdziwą pięknością, dla której tracili głowę wszyscy faceci. Obecnie kobieta cierpi na nadwagę i nikt nie widzi w niej już Venus sprzed lat. Nawet jej chłopak, który po 15 latach z nią zrywa. Po serii licznych upokorzeń dziewczyna trafia pod skrzydła bardzo cenionego w USA trenera i zaczyna ostry trening, który prowadzi nie tylko do utraty wagi, ale i romansu.

Czy warto? „Oh My Venus” ma swoje dobre momenty i naprawdę zabawne sceny, ale jak dla mnie przeważają te niesamowicie nudne. Druga połowa dramy to same retrospekcje, a akcje 6 końcowych odcinków można byłoby spokojnie skrócić w jeden i nawet czas na kilka retrospekcji by się znalazł. Szczerze mówiąc tylko dzieciaki, którymi zajmował się Pan Trener ratowały ten tytuł i były naprawdę przeurocze. Niemniej raczej nie polecam. Zbyt byle jakie to to.

Reunited Worlds
Gatunek: romans, fantasy, melodramat
Romans: Trójkąt!

Fabuła: Nastoletni Hae Sung ginie w wypadku samochodowym. Dwanaście lat później wraca do życia. Nie postarzał się nawet o dzień, lecz świat poszedł na przód, a jego znajomi dorośli. Niemniej to wcale nie oznacza, że ich uczucia się zmieniły - zwłaszcza Hae Sung i Jung Won, którzy przed lata byli w sobie zakochani. 

Czy warto? Strasznie urocza to drama i jedna z najciekawszych i najlżejszych, jakie oglądałam w ostatnim czasie. Pomysł bardzo mi się spodobał, realizacja również podołała zadaniu. Muszę przyznać, że to mój zdecydowany faworyt w tej paczce! Na jesienne wieczory to wręcz idealna drama! Szczerze polecam!

☞ Sprawdź także Paczkę K-dram #3

Ps. Oglądaliście już coś z powyższej listy? Podobało się?
Ps2. A może polecicie coś innego, co w ostatnim czasie wpadło Wam w oko?
Czytaj całość

Blood Drive, czyli makabra, absurd i paliwo z krwi i kości!

Blood Drive recenzja serialu

„Blood drive” jest naprawdę dziwnym serialem, który nie wszystkich przyciągnie swoim kiczowatym klimatem w stylu starych filmów w krwistym grindhouse’owym wydaniu. Czego my tutaj nie mamy — seks, kanibalizm, orgie, przemoc i hektolitry przelanej krwi. Jest dziwnie. Jest creepy. Jest obrzydliwie. Ogólnie jest źle, kiczowato, tandetnie i lubię to, więc serialowi masochiści będą zachwyceni!

Akcja serialu ma miejsce w alternatywnej wersji przeszłości, w której woda jest na wagę złota. Benzyna zresztą też, więc niektórzy ludzie przerobili swoje samochody tak, by napędzane były ludzką krwią, chociaż patrząc jak silniki ich fur pożerają swoje paliwo, to możemy dojść do wniosku, że całe człowieki z flakami, kośćmi i ubraniami są w stanie je napędzać. Tak czy inaczej, właściciele tych ludziożernych autek biorą udział w Wyścigu Krwi — projekcie realizowanym przez firmę Serce. Uczestnicy wyścigu ryzykują wiele, bo liczba zgonów zawodników jest wręcz niepokojąca (aż dziw bierze, że ktoś rzeczywiście dojechał na linie mety i wygrał), a w zamian zyskują sławę i bogactwo. Przynajmniej teoretycznie, bo w tym serialu wszystkie oczekiwania bohaterów zawsze biorą w łeb.

Blood Drive opinie Showmax
Tankowanie wymaga trochę więcej wysiłku, ale przynajmniej nie trzeba szukać stacji benzynowej. To zawsze jakiś plus.

To może słówko o bohaterach? Przyjrzyjcie się tej młodej damie pokazanej powyżej. Czyż nie jest urocza? Okey, może nie bardzo, ale za to jaka zaradna! To Grace Argento (Christina Ochoa) - najnormalniejsza uczestniczka Wyścigu Krwi. Wiem, że trochę ciężko w to uwierzyć, skoro poznajemy ją, gdy wkłada człowieka do swojego silnika i jest cała obryzgana jego krwią, ale naprawdę w porównaniu do swoich konkurentów, to istny anioł. W dodatku scenarzyści zadbali o to, by towarzyszyło jej na trasie sumienie w postaci dość niewydarzonego policjanta zmuszonego do udziału w wyścigu. Arthur (Alan Ritchson) i Grace stanowią dość ciekawą parę, jednak nawet w połowie nie tak oryginalną, jak Domi (Jenny Stead) i Cliff (Craig Jackson), czyli przeurocze małżeństwo socjopatycznych seryjnych morderców z problemami małżeńskimi, którzy zamiast wybrać się na terapię, postanowili wziąć udział w wyścigu. O dziwo, to się u nich całkiem dobrze sprawdza, a ja daję słowo, że będziecie z niecierpliwością wyczekiwać na sceny z ich udziałem. Niemniej całe szoł skradł mistrz ceremonii Slink (Colin Cunningham). Wspaniała kreacja bohatera, którą nie sposób się nie zachwycać! Muszę przyznać, że postacie występujące w „Blood Drive” naprawdę są fascynujące. Wszystkie poza główną parą, są mocno przerysowane i jakby z zupełnie innej bajki, a jednak świetnie ze sobą współgrają. To naprawdę ogromny plus.

Niemniej nie oszukujmy się „Blood Drive” jest naprawdę absurdalnym i nietypowym serialem, który zdecydowanie nie jest przeznaczony dla dzieci. Krew leje się strumieniami, odcięte kawałki ciał walają się po ekranie, seks jest nieodłącznym elementem i bynajmniej nie chodzi o ten waniliowy, jak w „50 twarzach Greya". O nie! Mamy tu niemal pełne spektrum dewiacji od orgii po kazirodztwo. Jeśli coś jest w jakikolwiek sposób wynaturzone, to też z pewnością znalazło się w scenariuszu. Okey, nie ma tych naprawdę chorych rzeczy, bo mimo wszystko serial aspiruje do miana zabawnego, a nie creepy do kwadratu. Niemniej lepiej, żebyście sobie wbili do głowy, że nie jest to serial, który chcielibyście oglądać z rodzicami/dziećmi (tak tylko mówię, jakby scena tankowania nie dała Wam tego jasno do zrozumienia). Jeszcze odkryliby, że macie mocno spaczone poczucie humoru i musielibyście się gęsto tłumaczyć. A właśnie! Ten serial naprawdę jest zabawny — nie na tyle, by płakać ze śmiechu, ale wystarczająco, by nazwać go lekkim, jak na ten gatunek i tematykę.

seriale horror gore
Wspominałam już, że trzeba mieć bardzo powichrowane poczucie humoru, by Blood Drive mógł Was bawić?

W „Blood Drive” absurd goni absurd, a scenariusz oparto na Prawach Murphy’ego, czyli wszystko, co robią bohaterowie pójdzie tak źle, jak to tylko możliwe, a wszystkie sprawy biorą w łeb jednocześnie. Wyjątkowo nie narzekam, bo dzięki temu akcja dzieje się w zawrotnym tempie, a my możemy oglądać całą masę dziwactw i wynaturzeń. Już w drugim odcinku twórcy podrzucają nam wątek kanibalizmu, więc wyobraźcie sobie sami, co się dzieje później! Muszę przyznać, że początkowo serial skojarzył mi się dość mocno z The Cannonball Run w wersji gore (stawiam, że większość z Was nie oglądała „Wyścigu armatniej kuli”, więc daję znać, że warto nadrobić), bo naiwnie wierzyłam, że będzie się skupiał na wyścigu, a nie przeżyciu wielkiej konfrontacji z psychopatami i pomyloną korporacją. Po obejrzeniu całości dochodzę do wniosku, że to fani Carmageddonu, filmów Tarantino, czy nawet Scream Queens będą najbardziej zachwyceni oglądaniem.

Wierzę, że w tym momencie jesteście już świadomi tego, czy ten serial i taki klimat ma szansę się Wam spodobać, czy nie, więc nie będę zawracać głowy pisaniem, czy polecam, czy odradzam. Mnie się podobało, ale dlatego, że byłam przygotowana na poziom horrorów klasy b. Wiedziałam, że będzie abstrakcyjnie, krwawo, absurdalnie, obrzydliwie i kiczowato do granic możliwości. Wszystkie dodatkowe rzeczy były tylko bardziej lub mniej pozytywnym zaskoczeniem. Z tych bardziej pozytywnych zdecydowanie obstawiam na reklamy korporacji Serce. Były obłędne!
Wiem za to jedno, jeśli jeszcze nie obejrzycie „Blood Drive”, to nie uwierzycie, że ten serial istnieje i naprawdę tak wygląda!

Ps. Poważnie to nie jest dobry serial dla młodszych widzów. Serio!
Ps2. Tak z ciekawości grał ktoś w Carmageddon, czy tylko ja wychowywałam się na takich grach?
Ps3. Dajcie znać, jaki jest Wasz ulubiony krwawy serial lub film.

Czytaj całość

Zróbmy z tego bajkę: Leatherface


Dawno nie było Zróbmy z tego bajkę, więc pokrótce wyjaśnię zasady. Disney zasłynął z przerabiania strasznych opowieści na bajki dla dzieci, więc idziemy w jego ślady i bierzemy na warsztat znane horrory starając się stworzyć na ich bazie ciepłe opowieści o miłości, wróżkach i innych bzdetach, które powodują, że można usunąć oznaczenie 18+. Damy radę, prawda? No to lecimy z Teksańską Masakrą Piłą Mechaniczną! Ready? Go!


Bajka pisana na żywo, więc dawajcie znać w komentarzach, jeśli macie jakieś życzenia odnośnie dalszego rozwoju fabuły!

awno, dawno temu w Teksasie przyszedł na świat mały chłopiec imieniem Tommy. W przeciwieństwie do typowych bohaterów bajek, Tommy nie był pięknym chłopcem o niebiańskim głosie, w którym każda księżniczka zakochałaby się od pierwszego wejrzenia. Wręcz przeciwnie, każda uciekłaby z krzykiem, a bajkopisarze i scenarzyści Disneya zrobiliby z niego złoczyńcę w swoich opowieściach (w końcu nie od dziś wiadomo, że wygląd bohatera decyduje o jego charakterze). Wszystko przez to, że Tommy urodził się ze zniekształconą twarzą. Już samo to sprawiło, że życie chłopca miało być ciężkie, a sytuację dodatkowo pogorszył fakt, że jego matka zmarła przy porodzie. I tak już pierwszego dnia życia Tommy znalazł się w pechowej sytuacji — mały brzydki niemowlak sam w środku lasu ma małe szanse na przetrwanie, a co dopiero na zostanie głównym bohaterem bajki.


Na szczęście chłopiec miał mocne płuca, więc jego przeraźliwy płacz usłyszała przechadzająca się po lesie Luda. Tylko nie myślcie sobie, że sam fakt, że kobieta przygarnęła dziecko, świadczył o jej szlachetnym charakterze. Na taki łut szczęścia Tommy nie mógł liczyć. Faktem jest, że chłopiec dostał od niej należytą opiekę, dom i miłość, jednak pamiętajmy, że w bajkach każda przybrana matka jest na swój sposób zła. Luda może i nie była wcieleniem okrucieństwa w stosunku do swojego wychowanka, jednak resztę świata traktowała z pogardą. Złośliwców dosłownie zjadała na śniadanie, a głodna nie chodziła, skoro Tommy był od najmłodszych lat wyśmiewany przez rówieśników. Gdy stał się dostatecznie duży, by iść do szkoły, jego życie zmieniło się w piekło. Dzieci nie tylko płakały na jego widok, ale również go wyśmiewały, biły i mówiły, że nawet jeśli założy sobie na szyję wianuszek kiełbasy, to psy i tak nie będą się chciały z nim bawić. Muszę wspominać, że miasteczko zaczęło pustoszeć, gdy Luda postanowiła na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość?  


I tak Tommy dorastał w samotności, co chociaż miał kochającą przybraną matkę, która pożarłaby każdego wroga swojego ukochanego syneczka, to brakowało mu kontaktu z rówieśnikami. Marzył o spotkaniu ludzi, którzy zaakceptują jego wygląd i polubią za to kim jest. Jednak w miasteczku nie pozostała już prawie żadna osoba zbliżona do niego wiekiem, więc kolejne lata mijały w samotności. Nawet przejeżdżające auta przyspieszały, gdy tylko w polu widzenia kierowcy pojawiał się Tommy z piłą mechaniczną w ręce. Sami dodalibyście gazu na taki widok, a nikt nie pomyślałby, że najzwyczajniej w świecie biedny, samotny drwal (przecież drwale nie tylko zasuwają do lasu z siekierami. Piły mechaniczne też są bardzo popularne w tym zawodzie!) wraca do domu.



Pewnego dnia w czasie pracy w lesie Tommy trafił na grupkę obozowiczów, którzy rozmawiali o zbliżającym się bal przebierańców urządzonym w okolicznym miasteczku. W tym momencie zrozumiał, że to może być jego szansa! Szybko ruszył na polanę, by zapytać turystów o termin i miejsce imprezy, jednak ci zaczęli uciekać w popłochu, gdy zobaczyli przerażającego mężczyznę o twarzy potwora z odpalaną piłą mechaniczną w ręce. Nasz bohater przez chwilę ich gonił, jednak przez adrenalinę płynącą w ich żyłach szybko go zgubili. Zrezygnowany Tommy wrócił do porzuconego obozowiska. Siadł na porzuconym pniaku i już miał zapłakać nad swoim marnym losem, gdy w oczy rzuciła mu się zmięta ulotka dotycząca owego balu! Takie szczęście! Rozentuzjowany wrócił czym prędzej do domu i oznajmił Ludzie, że za 3 dni idzie na bal halloweenowy! 


Wbrew oczekiwaniom Luda nie sprzeciwiła się temu pomysłowi. Wręcz wspólnie zastanawiali się, za kogo Tommy mógłby się przebrać. Pomysłów było wiele, jednak szybko okazało się, że w okolicy nie było żadnego czynnego sklepu z przebraniami, więc zrozpaczony chłopak musiał iść ubrany w swoje codzienne ubrania. Miał jednak nadzieję, że będąc po raz pierwszy w otoczeniu dużej grupy dorosłych, pijanych ludzi, uda mu się znaleźć choć jednego, który nie ucieknie od niego z krzykiem. Rzeczywistość przerosła jego oczekiwania! Gdy tylko pojawił się na balu wszyscy wręcz piszczeli na jego widok. Jednak po raz pierwszy w życiu Tommy nie słyszał pisku czystego przerażenia, lecz pisk zachwytu! Każda osoba była zachwycona i gratulowała mu przebrania. Jedni robili mu zdjęcia, inni klepali po plecach, a jeszcze inni podchodzili i rozmawiali. Tommy był zachwycony, że po raz pierwszy w życiu był najpopularniejszą osobą w otoczeniu. W końcu się dopasował! Co prawda trochę smucił go fakt, że wszyscy jego nowi znajomi byli jedynie przebrani za postacie z koszmarów, a on po prostu tak wyglądał na co dzień. Niemniej szybko mu przeszło, gdy o północy wręczono mu nagrodę za najlepszy męski kostium. I wtedy się stało! Zobaczył zwyciężczynię najlepszego damskiego kostiumu, a jego serce zabiło mocniej!


Dziewczyna była piękna… a przynajmniej bardzo w typie Tommy’ego! Uśmiechnięta blondynka w czerwonej sukience, a może w białej? Ciężko było to stwierdzić, skoro była cała umazana czerwoną farbą, jakby dopiero wyszła z planu „Carrie”. Jak przystało na króla i królową balu, bawili się wspólnie do jego końca. Zakrwawiona blondynka imieniem Erin okazała się bardzo sympatyczną dziewczyną. Przyjazną. Uśmiechniętą. Rozmowną. Tommy nie był przyzwyczajony do takiej życzliwości, zwłaszcza ze strony pięknych dziewczyn. Marzył o tym, by ten wieczór nigdy się nie skończył i mógł już zawsze przebywać wśród ludzi nie wzbudzając w nich odrazy. Niestety, gdy jest się szczęśliwym czas mija szybciej, więc nim Tommy się spostrzegł bal dobiegał końca. Ludzie powoli opuszczali imprezę i zdejmowali swoje maski. Nasz bohater wiedział, że musi się, jak najszybciej ewakuować, dlatego, gdy tylko dziewczyna zaczęła ścierać sobie chusteczką sztuczną krew z twarzy, Tommy wybiegł z sali.


Scena ucieczki naszego Kopciuszka <3
Po powrocie do domu Tommy opowiedział Ludzie, jak niesamowicie magiczny wieczór przeżył! Matka była zachwycona, że jej synkowi w końcu udało się wpasować, ale trochę martwiła się, że Halloween jest raz w roku, jednak największym problemem wydawała się Erin, którą chłopak wydawał się zachwycony. Luda aż za dobrze znała takie królowe balu — śliczne dziewczyny zwracające uwagę tylko na króla. Przeczuwała, że kolejne spotkanie jej syna z Erin może się dla niego skończyć złamanym sercem, dlatego przekonywała go, by nie próbował jej odnaleźć i potraktował tę noc, jako cenne wspomnienie — spełnione marzenie, które powinno ogrzewać jego serce w samotne noce. Tommy miał jednak inne zdanie. Był zmotywowany jak nigdy, by znaleźć sposób na normalne funkcjonowanie wśród ludzi. 


Tommy chwytał się każdej możliwości. Kupował kremy do twarzy. Łapał złote rybki w rzece. Próbował stworzyć sobie maski ze skór leśnych zwierzątek. Nocami nawet wypatrywał spadających gwiazd. Wszystko bez rezultatów, ale Tommy się nie poddawał. Wiedział, że stawką jest jego szczęście i ponowne spotkanie z dziewczyną, która podbiła jego serce. W końcu jego błagalne prośby usłyszała dobra wróżka (która chciała odpokutować za to, jak fatalnie poszło jej z Bestią). Wróżka w przebraniu starej żebraczki podeszła do siedzącego w lesie Tommy’ego i zaczęła z nim rozmawiać. Szybko uznała, że przeciwieństwie do poprzedniego chłopca, na którego rzuciła zaklęcie, ten jest osobą obdarzoną dobrym sercem, dlatego postanowiła wykorzystać swoją magię. Machnęła różdżką nad głową Tommy’ego i powiedziała, że jeśli znajdzie prawdziwą miłość i przypieczętuje ją pocałunkiem to jego lico zostanie piękne i gładkie już na wieki.

Jak się zapewne drogie dzieciaczki domyślacie, to wcale nie rozwiązywało problemu Tommy'ego, chyba że poczekałby rok do kolejnego balu halloweenowego. Wróżka jednak była dobrej myśli, bo skoro Bella zakochała się w Bestii, to Erin mogła pocałować mężczyznę o zdeformowanej twarzy, prawda? I tak za namową wróżki Tommy podążył szlakiem mającym zaprowadzić go do domu jego ukochanej. Niemniej zabrakło mu odwagi, by zapukać do drzwi i stanąć z dziewczyną twarzą w twarz. Dlatego stał nocą przed jej domem wpatrując się w okno. I tak dzień w dzień. Noc w noc. Obserwował i podsłuchiwał niezauważony przez nikogo, aż do jego uszu doleciała informacja, która mogła mu się przydać. Erin wybierała się na kolejny bal! Tym razem miał to być bal maskowy! 


Nic tylko całować.
Co prawda jak widać na powyższej ilustracji, Tommy pomimo maski weneckiej, nie prezentował się jako urodziwy młodzieniec, ale dodała mu tyle odwagi, by na balu podejść do Erin i wyznać prawdę. Niepewnym krokiem wkroczył do sali pełnej pięknie ubranych zamaskowanych ludzi pogrążonych w tańcu. Z każdym postawionym krokiem kolejni ludzie przerywali taniec i zaskoczeni wpatrywali się w nowo przybyłego gościa. Tommy jednak nie zwalniał. Nie zwracając na nich uwagi coraz bardziej zbliżał się do dziewczyny w czerwonej sukience, której oddał serce. Gdy zatrzymał się przed Erin, ta spojrzała na niego zaskoczona kompletnie nie go nie rozpoznając, bo i jak, skoro ostatnio widziała go dwa miesiące temu. Nasz bohater wziął dziewczynę za rękę i zaprowadził do ogrodu, a tam opowiedział swoją historię. O dzieciństwie, upokorzeniach, wyalienowaniu, spotkaniu jej na balu i dobrej wróżce. Gdy skończył, dziewczyna zdjęła mu maskę z twarzy i pocałowała. 

Zaskoczony Tommy nie mógł uwierzyć, że poszło tak łatwo. Niby to bajka, a jego wspierała dobra wróżka, ale i tak to wszystko wydawało mu się zbyt proste. Zaskoczony spojrzał na Erin, ale ta tylko wybuchła śmiechem i powiedziała, że to urocze, że uważa się za brzydkiego. 
- W całym swoim życiu nie widziałam tak przystojnego mężczyzny. Każda osoba na balu zamierała z zachwytu na Twój widok, a Ty mówisz, że dzieci rzucały w Ciebie kamieniami nucąc :
♫ Od dzieciństwa nam powtarzano
Że deformacja określa spaczenie
Więc gdy twoja twarz brzydkie przybierze miano
Czekają na ciebie potępienia kamienie 

Tommy nie krył zdziwienia, gdy to usłyszał. Jak to ON przystojny? Czyżby Erin miała wadę wzroku? Chłopak nie zdawał sobie sprawy, że dzięki zaklęciu (zaklęciu anonimowego autorstwa „Od dziś wiadomo, że ciało to odbicie duszy”) wróżki ludzie nie widzieli jego zniekształconej twarzy, lecz piękno jego wnętrza.

Zaskoczony chłopak chciał czym prędzej sprawdzić, czy inni ludzie także postrzegają go teraz jako przystojnego młodzieńca, dlatego ciągnąc Erin za rękę czym prędzej wbiegł na sale balową. Tam jednak czekała na niego niespodzianka z gatunku tych średnio przyjemnych. Gdy para wkroczyła na sale zobaczyła wszystkich gości leżących na podłodze, która ściekała krwią. Piękne sukienki kobiet, które jeszcze przed chwilą wirowały w tańcu, teraz były umazane czerwoną mazią. Większość masek zsunęła się z twarzy ich partnerów, którzy leżeli porozrzucani po całej sali, jak lalki. Pośrodku tej makabry stała kobieta uśmiechająca się z szaloną satysfakcją. Zapytacie jak do tego doszło, że Luda wymordowała wszystkich? 

Gdy tylko dźwięk piły mechanicznej umilkł, Tommy podszedł do matki. Nie był przerażony, bo podobne widoki oglądał od dziecka. Zapytał tylko dlaczego to zrobiła, a w odpowiedzi usłyszał, że tym razem chciała oszczędzić mu smutku, dlatego unieszkodliwiła gości, nim zdążyli wyszydzić jej synka. Ach! Cóż za troskliwa matka! To jest prawdziwa miłość rodzicielska. Jedyny problem polegał na tym, że tym razem nic złego nie miało spotkać Tommy'ego. Zaskoczona Luda była bardzo zawstydzona swoim zachowaniem, jednak z ulgą przyjęła wiadomość, że jej synek już nigdy nie będzie wyszydzany i może żyć szczęśliwie wśród innych ludzi.

Miała być bajka. Miało być magicznie. Miało być szczęśliwie, a teraz nasz bohater był rozdarty. Jego ukochana matka zaserwowała mu prawdziwą masakrę piłą mechaniczną w najpiękniejszym dniu jego życia, a jego ukochana, na którą czekał całe swoje życie stała zszokowana pośrodku tej rzezi i opłakiwała swoich przyjaciół. Jak z tego wybrnąć - myślał Tommy. Wiedział, że dziewczyna nigdy nie wybaczy jego matce. Wiedział również, że jego matka zrobiła to z miłości i była jedyną osobą na całym świecie, która kochała go takim, jakim jest. Mógł zrobić już tylko jedno.

Wybiegł z sali ile sił w nogach, by jak najszybciej trafić do lasu i znaleźć dobrą wróżkę. Szanse na jej znalezienie wydawały się znikome, jednak ku własnemu zaskoczeniu ta czekała na niego tuż przy przy wyjściu z sali. Zrozpaczony Tommy błagał ją, by cofnęła czas. Zapewniał, że wcale nie chce już być przystojny, byle tylko jego biedna matka nie musiała odpowiadać za śmierć tuzina niewinnych osób. Nawet smutnym głosem zaśpiewał:
♫ Kiedyś całe życie wierzyłem, że jestem naznaczony
Nie dla mnie bale, zaszczyty korony
Lecz dobry czar sprawił, co niemożliwe
Że mogłem wieść losy szczęśliwe
Teraz jednak rozdarty między dwa światy
Choć osiągnąłem szczęście, to poszło w katy
Jedyne osoby, która mnie kochają
Naprzeciw siebie teraz stają
Czy istnieje szansa, że
To wszystko dobrze skończy się?
Czy dane mi będzie zyskać wybaczenie
I spełni się moje jedyne życzenie
O akceptacji społeczeństwa
Czy pogrążony w amoku szaleństwa
Dane mi będzie skończyć jako morderca
A przecież nie jestem pozbawiony serca
Chciałbym złączyć losy nas wszystkich
Lecz ten cel nie wydaje się rzeczywisty 

Wzruszona wróżka postanowiła ulitować się nad nim i dała mu wybór: Cofnie czas do momentu, w którym nie znał jeszcze Erin (i nigdy nie pojawił się na balu halloweenowym) albo sprawi, że matka zostanie ukarana, ale za to Erin zostanie z nim na zawsze. To był trudny wybór, jednak Tommy się nie wahał. Wybrał matkę i tak jak obiecała wróżka. Czas został cofnięty. [No co? Tylko twórcom horrorów wolno tworzyć reboot?]


Tommy znów był brzydkim, samotnym chłopcem mieszkającym w niemal wymarłym miasteczku ze swoją matką. Lata mijały. Chłopak nie skarżył się już na samotność. Wystarczała mu nieograniczona miłość lekko psychopatycznej matki. Był szczęśliwy na swój sposób i mógłby bez marudzenia żyć tak do końca swych dni. Jednak los bywa czasem życzliwy. Kilka lat później, gdy Tommy wracał z lasu do domu, zobaczył na drodze popsute auto, a obok niego Erin, która nieporadnie próbowała je naprawić. Tommy bez zastanowienia podszedł do dziewczyny oferując pomoc, a ta o dziwo nie uciekła z krzykiem. Była przerażona, co oczywiste, ale wiedziała, że jeśli nie przyjmie jego pomocy, to będzie musiała spędzić kilka dni na tym pustkowiu (pamiętajcie, że to było dawno, dawno temu, gdy ludzie nie mieli nawet telefonów komórkowych — to dopiero horror!). I wiecie co? Po kilku godzinach rozmowy, Erin przestała postrzegać Tommy'ego jako potwora. Przestała wzdrygać się na jego widok i przekonała się, że jest dość ciekawą osobą. Co było dalej pewnie się domyślacie, skoro bajki kończą się happy endem. 

[Koniec]
Ps. Luda jej nie zabiła.
Ps2. A wszystko wyglądałoby inaczej, gdy zwyczajnie poszedł do chirurga plastycznego!
Ps3. Okey, Teksańska masakra zdecydowanie nie jest dobrym materiałem na bajkę.

Czytaj całość

Podążaj za jednorożcowym pyłkiem, czyli Gosiarellowo zankietowani


Tegoroczną ankietę mamy już za sobą! Wielkie serducho dla wszystkich, którym chciało się ją wypełnić! A skoro już się napracowaliście udzielając odpowiedzi, to teraz moja kolej, by je wszystkie podsumować i przedstawić, co najlepszego nawyprawialiście!

Bądźmy szczerzy, Wasze odpowiedzi w dużej mierze będą miały wpływ na to, jak w najbliższym roku będzie wyglądał Różowy Blog. Między innymi dlatego pytałam o Wasze ulubione Gosiarellowe teksty. Podejrzewałam, że True Story będzie przeważającą odpowiedzią, jednak byłam ciekawa czy coś jeszcze jest dla Was równie interesujące i tu wiele przykładów mnie zaskoczyło. Jasne, zombie, superbohaterowie, historia, a nawet seria Zróbmy z Tego Bajkę była do przewidzenia, ale przeżyłam mały szok, że recenzje filmów i seriali były równie popularne. A już całkiem szczęka mi opadła, gdy wymienialiście też comiesięczne zapowiedzi. Szczerze przyznam, że miałam w planie po wakacjach powoli odchodzić od pisania recenzji, bo wydawały mi się najmniej angażującym typem wpisów. No cóż... uratowaliście je, więc zostawię je w spokoju. Ogólnie to odrobinę bawi mnie, że każda Różowa Sałata ma swój ulubiony typ artykułów i aby wszystkim dogodzić, trzeba będzie nimi dalej żonglować. Inaczej moglibyście mnie spalić na stosie... Tylko jest jedna sprawa. Bardzo ciężko jest mi wyczuć, co Wam się podoba, jeśli (poza odpowiedziami ankietowymi) nie dacie mi tego jasno do zrozumienia. Mogę opierać się głównie na komentarzach pod danymi tekstami. Jeśli jest ich mało, to uznaję, że nie wzbudzają zainteresowania i wolę przeznaczyć czas na pisanie czegoś, co pozwoli mi z Wami pogadać w komentarzach. Dlatego nie wstydźcie się - piszcie, gdy coś jest okey lub takie nie jest. W końcu to nie tak, że jestem sobie tutaj sama. Gosiarella tylko prowadzi ten wirtualny domek.

Tęcza! Widzę tęczę! 

Skoro już przy komentarzach jesteśmy, to zdumiewa mnie, że dalej przy pytaniu "czy udzielacie się w komentarzach i dlaczego?", pada odpowiedź, że się wstydzicie lub boicie. Serio, przestańcie. Gosiarella nie gryzie - Gosiarella serduszkuje! Lubię wiedzieć co myślicie, a przeważnie myśli macie szalone i bardzo mnie bawią. Nie ładnie pozbawiać Gosiarelli odrobiny rozrywki z wdawania się w bardziej lub mniej normalne dyskusje! Poza tym zdradzę Wam sekret. Najlepszą motywacją do pisania jest świadomość, że ktoś to przeczyta i wyrazi swoją opinię, a Wy naprawdę dajecie mi niesamowitego kopa motywacyjnego i zawsze napełnia mnie dumą, jak wiele genialnych osób ściągnęło tutaj przeznaczenie (lub dziwne wyszukanie w Google). Wiem, że wszystkich nie zachęcę, ale wiem, jak ułatwić zadanie niezdecydowanym. W Disqusie jest taka fajna opcja, że nie musicie zakładać konta, by komentować. Wystarczy zaznaczyć, że chcecie pisać, jako gość i wpisać byle jaki adres mailowy (tak, niekoniecznie prawdziwy). Także tego... mam nadzieję, że do sklikania!

Wiem, że w przypadku osób, które ponownie wypełniają ankietę nie zmienia się odpowiedź na przynajmniej jedno pytanie, czyli jak trafiliście na bloga. Prawdą jest, że to jedna z rubryk najbardziej pomocnych, bo daje pewne pomysły na zwerbowanie większej ilości Różowych Sałat, dlatego bardzo pomagają mi te merytoryczne, ale te totalnie odklejone też robią mi dzień. Dlatego Panie, Panowie i Różowe Sałaty wszelkiej maści! Poznajcie drogę, jaką przebyli Wasi współbracia:

☞ Podążałam za jednorożcowym pyłkiem
☞ Przez otchłań internetu, podczas szukania skarbów interesujących po drugiej stronie tęczy.
☞ Moi pobratyńcy z krainy Terror wysłali mnie tutaj z misją zrozumienia człowieków! Jak na razie wiem, że dobra maczeta nie jest zła więc chyba idzie mi nieźle...nie? [Twój raport może okazać się najlepszą oceną ludzkości od momentu naszego istnienia!]
☞ Wpisawszy w wyszukiwarce ,,Czarne charaktery, które wygrały" i natrafiwszy przez to na tekst Gosiarelli rozsądnie wydedukowałem, iż jest to ewidentny dowód na wybitność tego bloga, co obudziło we mnie chęć zapoznania się z jego treścią. Potem to już tylko kwestia zanim przeistoczyłem się w Sałatę. [Dobra pamięć! Gosiarella ją szanuje!]


Niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia, by trafić na drugą stronę tęczy, czy ślady pyłku jednorożca, dlatego pomóżcie im! Macie Gosiarellowe pozwolenie i błogosławieństwo do zostawiania różowych śladów i innych linków w internecie. Idźcie i szerujcie z bloga wszyscy ^^


UWAGA! ROZPOCZYNAMY CZĘŚĆ NARCYSTYCZNĄ!

Nawet nie będę udawać, że część pytań miało dopieścić moje i tak przerośnięte ego. Niemniej i tak jestem strasznie zaskoczona, jak wiele ciepła, miłości i przeuroczych komplementów mi zaserwowaliście! Jesteście najlepsi i mocno Was za to serduszkuję! Gdybym miała sobie narysować lepszych czytelników, to nie dałabym rady. You're the best of the best! Dziękuję Wam ślicznie! Postaram się nie spieprzyć niczego przez kolejny rok, żeby znów to wszystko móc przeczytać.
Bez wstydu przyznam, że odpowiedzi do pytania dlaczego czytasz Gosiarellę są moim ulubionymi. Dzięki Wam naprawdę chcę pisać. Pisać lepiej. Pisać zabawniej. Pisać mądrzej. Pisać ciekawiej. Jesteście moją motywacją! A teraz nim się wzruszę, łapcie kilka odpowiedzi z tej rubryczki:

☞ Bo poruszasz tematy, które lubię. Opowiadasz o popkulturze, którą uwielbiam i masz całkiem podobny gust. Sprawiasz, że odkrywam nowe rzeczy, o których dotąd nie wiedziałam. No i chcę żebyś została prezydentem (nadajesz się) ^^ [Gosiarella na prezydenta! Szukam szefa kampanii wyborczej!]
☞ <3 -> w tych dwóch znaczkach tworzących serduszko mieści się cała odpowiedź, bo chyba nie ma tutaj tyle miejsca, żeby napisać kilkustronicowy esej na ten temat. To już jest kwestia egzystencjalna. Właściwie można by było zorganizować takie studia! [Gdy już zostanę prezydentem, to je wprowadzę! Szukam wykładowców!]
☞ Bo się uzależniłam <3 i nie chce iść na odwyk <3 <3 [Nie idź, bo to drogie, a mi statystyki spadną i nici z prezydentury!]
☞ Bo to najbardziej unikalne miejsce w internecie, które zawsze poprawia mi humor, przypomina o tej masie tytułów do nadrobienia, daje zajęcie podczas codziennych powrotów autobusem (godzina publikacji wpisów jest świetna) i okazję do dyskusji z równie oderwanymi od rzeczywistości jednorożcami <3 [Obiecuję, że nawet po przejęciu władzy godzina się nie zmieni! Czy jednorożce mają prawa wyborcze?]

Więcej przykładów znajdziecie w filmiku, który specjalnie dla Was przygotowałam, aby chociaż odrobinę się odwdzięczyć!



Przy okazji wszyscy ankietowani, którzy nie mieli pojęcia czym jest Gosiarella Show, to już wiedzą, że chodzi o Gosiarellę na YouTubie! Swoją drogą, czy to nie czas na kolejny wykresik?

Szczerze mówiąc, to ja też przyglądam się temu jeszcze podejrzliwie.

Ufff... to byłoby na tyle! Dzięki raz jeszcze! Na koniec jeszcze tylko wspomnę, że większość próśb do Gosiarelli postaram się w najbliższym czasie zrealizować!  Do zankietowania za rok!

Ps. Wszystkim osobom, które w ankiecie zaznaczyły opcję "Czasami stoję pod oknem, ale rolety przeszkadzają mi w podglądaniu", chciałam powiedzieć, że macham Wam codziennie wieczorem. I dajcie znać, jeśli zrobi Wam się zimno, to przyniosę hektolitry herbaty!
Ps2. Pamiętajcie, że w piątek nowe Zróbmy z tego Bajkę pisane na żywo!
Czytaj całość

Jak przetrwać jesiennego buba w 5 krokach?



Jesienna buba jest ciężkim przeciwnikiem i z pewnością straszniejszym od Buki! Nie tylko wiąże się ją z chłodem i paskudną pogodą, ale na domiar złego powoduje strach, smuteczek i ogólnego niechcieja do życia. Niektórzy chcąc z nią walczyć za pomocą przeróżnych aktywności i witamin, ale nie dajcie się im zwieść! Tylko skrajne metody pomogą Wam przetrwać jesień!


Krok pierwszy: Rzuć wszystko!

Każdy z nas ma obowiązki, które może da się wytrzymać w normalnych porach roku, ale podczas jesieni obowiązki zmieniają się w prawdziwą katorgę. Po co się dodatkowo dołować? Rzućcie wszystko w diabły. Szkoła? Praca? Rzućcie to! Jeśli strach Wam nie pozwala, to sprawę załatwi lekarz z magicznym bloczkiem L4. Ostatecznie podrzućcie na swoje stanowisko manekina, a na laptopie ustawcie zapętlony dźwięk klikania w klawisze. Może pomoże. 

A co z obowiązkami domowymi? Zmywanie naczyń? A po co chcecie zmywać pudełka po pizzy i styropianowe pojemniki z chińczyka? Nie przesadzajmy. Pranie? Jeśli wypełnicie kolejne kroki, to piżama wystarczy Wam na długo, a później możecie ją zastąpić wszystkim, co macie w szafie. Powinno wystarczyć do wiosny. Problemem może być smrodek, ale jeśli mieszkacie sami to nikt nie będzie narzekał, a Wy szybko się do niego przyzwyczaicie. Jeśli nie mieszkacie sami, to na listę zakupów z kroku drugiego dopiszcie odświeżacze powietrza. Dużo.

Krok drugi: Zrób zapasy

Robienie zapasów na zimę jest dla nowicjuszy. Wy musicie myśleć szerzej i przygotować się już na jesień, dlatego Wasze zapasy powinny być tak ogromne, jakby właśnie zbliżała się zombie apokalipsa (lub jakikolwiek inny armagedon)! Na liście powinno się znaleźć jedzenie, ale nie przejmujcie się, jeśli w końcu go zabraknie, bo na szczęście żyjemy w czasach jedzenia na telefon i zakupów internetowych, które przychodzą do domu, dzięki czcigodnym dostawcom.  Z głodu nie umrzecie! Dlatego pamiętajcie, by w czasie przygotowań kupić też inne niezbędne artykuły w tym m.in.:

- Świeczki zapachowe, które nie tylko pomogą zamaskować smrodek, ale również przydadzą się, jeśli pracownicy elektrowni też czytali punkt pierwszy lub zwyczajnie wyłączą prąd przez niezapłacone rachunki.
- Herbata, bo jeśli kupicie zbyt dużo napojów w kartonach lub butelkach, to braknie Wam miejsca do ich magazynowania.
- Książki. Dużo książek. Dlaczego? Będziecie ich potrzebować, jeśli rzeczywiście wyłączą Wam prąd. Oszukacie system, jeśli będziecie czytać przy świeczkach. Poza tym, jeśli wyłączą Wam również ogrzewanie, to ognisko z książek w pokoju będzie świetnym pomysłem.
- Słodycze. Niby to jedzenie, więc nie powinnam tego powtarzać, ale uznajmy, że dodatkowa porcja nie zaszkodzi, więc po włożeniu do koszyka czekolad, wróćcie po więcej. Wszyscy są zgodni, że poprawia humor, więc nad czym się tu zastanawiać, skoro walczycie z bubą jesienną?!


Krok trzeci: Zbuduj bazę

Najodpowiedniejszą bazą będzie łóżko, ale nada się też sofa lub wanna. Przygotuj ciepłą kołdrę (opcjonalnie dwie), masę jaśków, misia do przytulania (jeśli buba będzie wyjątkowo agresywnie atakować), masę ładowarek, sprzęt do odtwarzania filmów i chusteczki (to jesień, więc na pewno złapię was choróbsko). Stertę książek ustaw obok łóżka, a koło nich połóż pierwszą partię prowiantu. Pamiętajcie, że dobrze przygotowana baza pozwoli wam na nieopuszczanie jej przez kilka dni, więc zawczasu przynieście wszystko, czego możecie potrzebować, by nie musieć co chwila wychodzić z łóżka. Od teraz będziecie żołnierzami, a baza Waszym okopem!

Krok czwarty: Nie wychodź z domu!

Jeśli poprawnie wykonaliście trzy poprzednie kroki, to jesteście w komfortowej sytuacji. Przed Wami żołnierze, długa i mozolna walka, która potrwa co najmniej pół roku! Musicie oszczędzać energię! Nie możecie ruszać się z domu, bo za progiem czyha na Was buba, a wraz z nią deszcz, śnieg, wiatr i przeraźliwe zimno. Po co się na to narażać, skoro w domku jest ciepło i przytulnie, a w dodatku macie wszystko, czego potrzebujecie do szczęścia. Jeśli koniecznie chcecie utrzymać kontakt ze znajomymi i rodziną, to przecież macie telefony i czaty. Pamiętajcie, że osoby chcące wyciągnąć Was z domu nie są Waszymi przyjaciółmi! Jeśli chcą zasłużyć na to miano, to niech lepiej przyniosą popcorn i usadowią się z Wami w bazie!

Czyż to nie wydaje się lepszą opcją od tego, co nas czeka za oknem?

Krok piąty: Walcz!

Wszystkie poprzednie kroki postawiliście prawidłowo, więc czas najwyższy podjąć walkę z tym niesłychanie groźnym przeciwnikiem, jakim z pewnością jest jesienna buba. Szybko załóżcie wygodne ciuchy, zamknijcie okna, zasłońcie żaluzje, zamknijcie drzwi, zróbcie sobie herbatę i wskakujcie do bazy! Tam za pomocą kołdry zwińcie się w ślimaka, czy tam naleśnika. Znajdźcie komfortową pozycję. Włączcie film lub sięgnijcie po książkę. Teraz najważniejsze: ograniczajcie swoje ruchy i starajcie się nie ruszać stamtąd przez pół roku. Zapewniam, że dzięki temu jedyny smuteczek, jaki Was dopadnie, to ten spowodowany śmiercią fikcyjnego bohatera lub obejrzeniem „Pamiętnika” (opcjonalnie porządnej kdramy).

WAŻNE: Pamiętajcie! W razie, gdyby ktoś zapytał, skąd wzięło się Wasze zachowanie, to Gosiarella nie miała z tym nic wspólnego!

Podobało się?

Ps. Znacie inne sposoby walki z jesienną bubą?
Ps2. Za tydzień możecie się spodziewać nowego odcinka z serii „Zróbmy z tego bajkę” pisanego na żywo!
Czytaj całość

My Girlfriend Is a Gumiho, czyli mała syrenka czy koreański lis?

My Girlfriend Is a Gumiho anime girl fox

Wypadałoby zacząć od wyjaśnienia, czym jest Gumiho. Gumiho to taka koreańska wersja japońskiego Kitsune, czyli iście mitycznego lisa z dziewięcioma ogonami. Legendy o tej istocie mają przeważnie dwie cechy wspólne — Gumiho może zostać człowiekiem i słynie z wyżerania ludziom wątrób. Obie te rzeczy pojawiają się również w dramie „My Girlfriend Is a Gumiho”.

Na wstępie wolę jednak zaznaczyć, że nasza śliczna Gumiho nie zjadała ludzkich wątróbeczek, lecz była to jedynie złośliwa plotka głoszona przez zazdrosne kobiety, które nie chciały oddać jej człowieka za męża. Widzicie Gumiho dostała się do świata ludzi, a jej babcia-stwórca obiecała, że lisica zostanie człowiekiem, jeśli poślubi człowieka. Gdyby nie te plotki o wątrobie nie byłoby z tym żadnego problemu, bo Gumiho była przepiękna i wszyscy mężczyźni tracili dla niej głowę... niestety wątrób oddać się bali, więc nieszczęśliwa Gumiho musiała opuścić ludzki świat. Została uwięziona w obrazie na 500 lat, aż pojawił się chłopak na tyle głupi, by dorysować lisowi dziewięć ogonów. Mniej więcej w tym momencie zaczyna się akcja dramy. Gumiho — od teraz już Gu Mi Ho (Shin Min-ah), po odzyskaniu wolności przywiązuje się do swojego wybawcy Cha Dae Woonga (Lee Seung-gi), chociaż początkowo nie z sympatii, lecz przez to, że pożyczyła mu swoje ratujące życie łzy. Jednak jak to w dramach bywa z czasem Mi Ho zaczyna lubić chłopaka, od którego się uzależniła i postanawia znaleźć sposób, by zostać człowiekiem.

My Girlfriend Is a Gumiho recenzja
Jestem pewna, że podczas oglądania tej sceny będziecie się śmiać — wszyscy polskojęzyczni widzowie będą.

Mam nieodparte wrażenie, że każda opowieść o nadprzyrodzonej istocie pragnącej zmienić się w człowieka, jest w mniejszym lub większym stopniu podobna do historii „Małej Syrenki” Andersena. Twórcy „My Girlfriend Is a Gumiho” nawet nie próbują ukryć powiązania dosłownie dając dziewczynie do ręki książkę Andersena i poświęcając jej odcinek. Niemniej i bez tego dostrzeglibyście masę podobieństw pomiędzy oboma historiami. I to nie tylko dlatego, że obie dziewczyny marzą o pozbyciu się swoich ogonów! [Spoiler] Gdy Mi Ho zakochuje się w swoim księciu zawiera pakt z bliżej niezidentyfikowaną istotą, która wręcza jej fiolkę, którą musi wypić, by po upływie 100 dni umrzeć i narodzić się jako człowiek. Problem polega na tym, że w końcu dziewczyna dowiaduje się, że po upływie tego czasu przeżyje tylko jedno z nich — ona lub jej książę. Lisica planuje się poświęcić i zniknąć w imię miłości. Brzmi znajomo? Na szczęście po pewnym czasie drama zrywa ze znanym nam wzorcem i zaczyna podążać własną ścieżką.

„My Girlfriend Is a Gumiho” polecało mi mnóstwo osób, jednak bardzo długo nie mogłam się przełamać. Powód jest bardzo prosty i trywialny, bo jest nim plakat reklamowy. Serio, patrząc na niego i znając już dramę jestem przekonana, że ktoś tam naprawdę nie chciał, by ta drama stała się popularna. Dawno nie widziałam tak kiczowatego plakatu. Zresztą spójrzcie na poniższy obrazek po prawej. Te lisie ogony wyglądają koszmarnie tandetnie, a główny aktor jak stary pryk, a nie dwudziestolatek. Patrząc na nich naprawdę nie miałam ochoty użerać się przez kilka dni oglądaniem pokrzywionych aktorów, a tym bardziej kiepskich efektów specjalnych. Na szczęście okazało się, że tandetny jest jedynie plakat, a w dramie wszystko wygląda znacznie lepiej. Ogony nie wyglądają, jak wypchane watą futrzane macki (tylko tak jak w zdjęciu po prawej), a aktorzy nie przypominają starych koreańskich perwerów (serio, spójrzcie na ich miny!).

Seriale o Kitsune
Nagroda za najgorszy filmowy plakat reklamowy wędruje do... twórców „My Girlfriend Is a Gumiho”!
Ogólnie muszę przyznać, że drama mi się podobała, ale daleko jej do uznania za naprawdę dobrą. Powiem Wam, czego mi zabrakło, ale najpierw sprzedam wszystkie zalety. Przede wszystkim podoba mi się całkiem nieźle rozwinięty wątek mitologiczny, czy też fantasy, którego zawsze mi brakuje w kdramach. Shin Min-ah świetnie pasuje do roli Gumiho. Jest śliczna i naprawdę widzę w niej coś lisiego, gdy wchodzi w rolę lisicy. Lubię też lekkość i humor tej produkcji. Momentami można się uśmiechnąć i dobrze bawić oglądając wszystkie niedorzeczności, a innym razem zachwycają nawiązania do baśni o syrence. Dodatkowo całkiem dobrze pasują do całości sceny związane z kręceniem dramy (zapomniałam wspomnieć, że główny bohater jest początkującym aktorem). Co prawda trochę irytuje bohater grany przez Lee Seung-gi i momentami ma się ochotę przeskoczyć wszystkie sceny z jego udziałem, bo podczas oglądania ma się wrażenie, że ogląda się dziecko, a nie ponad dwudziestoletniego faceta! Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje, skoro w "Gu Family Secret" świetnie sprawdził się w roli lisa. 

A! I płakać się na tym nie da, bo ta drama prawie wcale nie wywołuje emocji. Chyba że na scenę wchodzi No Min Woo grający Park Dong Joo.

Park Dong Joo to szalenie intrygująca postać, przy której momentalnie skupiam się na dramie. Sceny z jego udziałem są świetne, a on sam wygląda tak, jak wyobrażałabym sobie udającą człowieka istotę z legend. Problem polega na tym, że jego postać została całkiem zignorowana przez wszystkich - bohaterów i twórców, dlatego niewiele o nim wiadomo. Szkoda, bo ta drama mogłaby się spokojnie znaleźć w moim TOP10, gdyby wyciąć połowę scen i ten czas poświęcić przedstawieniu historii Park Dong Joo.

My Girlfriend Is a Gumiho recenzja dramy pl
Też ucieklibyście z nim!

Ej, czekajcie! Skoro już sobie marzę, to nie będę się ograniczać! Chrzanić „My Girlfriend Is a Gumiho” - niech zrobią dramę w całości poświęconą Park Dong Joo! I wcale nie przemawia przeze mnie Second Lead Syndrome (bo w sumie mu nie kibicowałam, ale to chyba przez to, że do końca nie wierzyłam w jego uczucia do lisicy). Zwyczajnie jest najciekawszą postacią tam występującą. Zresztą sami się przekonacie, jeśli zdecydujecie się obejrzeć, a ja w tym czasie ruszam na poszukiwania innych lisów. Może gdzieś znajdę Gumiho podobne do Dong Joo?

Ps. Znacie inne produkcje o gumiho/kitsune warte polecenia?
Ps2. Są jakieś stworzenia z azjatyckich wierzeń, które Was ciekawią?

Czytaj całość

© Copyright Gosiarella