Filmowe i książkowe premiery października!

Książkowe premiery październik 2016

Jesień ma dla mnie tylko dwie zalety. Pierwszą z nich są powracające seriale po wakacyjnej posusze, a drugą Halloween. No może jeszcze warto wspomnieć o Krakowskich Targach Książki. Ten ponury okres próbują osłodzić nam kina i wydawnictwa - sami oceńcie, jak im to wyszło.


Wydawnictwo: Iuvi
Data wydania: 26 października

Po przebudzeniu nie pamiętasz nic. Nie wiesz, jak się nazywasz i skąd pochodzisz. Nie rozpoznajesz twarzy ludzi, których kiedyś znałaś. Masz tylko ostrzeżenie, które napisałaś do siebie samej, zanim wymazałaś z pamięci całą przeszłość: 
"Emily, to ja. Ty. Nie pytaj o dwa minione lata... Nie szukaj ich w pamięci i nie staraj się grzebać w przeszłości. Od tego zależy twoje życie. Życie innych ludzi również. Tak przy okazji, nie masz na imię Emily... " 
21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią "Krwawej Hrabiny" Elżbiety Batory, największej morderczymi wszech czasów. I jesteś ścigana. Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia. Uciekasz. Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno: twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień. 


Margaret Stohl - Czarna Wdowa. Na zawsze czerwona
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 12 października

Książka o Czarnej Wdowie
Fani MCU znają już Czarną Wdowę, jednak dotychczas nie doczekała się swojego własnego filmu, więc nie wiemy o niej tyle, ile moglibyśmy sobie życzyć. Istnieje spora szansa, że najnowsza książka Stohl nam to wynagrodzi.

Potem jej powieki opadły, a ogień, chaos, śmierć i krzyki zniknęły. Natasha Romanoff jest jednym z najgroźniejszych zabójców. Trenowana od najmłodszych lat w sztuce zwodzenia i zabijania przeciwników. Natasha otrzymała pseudonim Czarnej Wdowy od Ivana Somodorova – swojego okrutnego i brutalnego nauczyciela z moskiewskiej szkoły superszpiegów zwanej Czerwoną Komnatą. 


Cecelia Ahern - Skaza
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: 26 października

Walka z bezdusznym systemem i gorąca miłość, konspiracja i budzące się namiętności, starcie młodzieńczego entuzjazmu z politycznym wyrachowaniem. Ukarana przez bezduszny Trybunał, 17-letnia Celestine, zostaje ikoną rewolucji zmierzającej do obalenia rządów ludzi, którym się wydaje, że mają prawo narzucać społeczeństwu swoje moralne i obyczajowe dogmaty. Choć napiętnowana Skazą, razem z ukochanym Carrickiem podejmuje walkę o powrót jej świata do normalności.

Susan Dennard - Prawdodziejka
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 12 października


Safiya i Iseult, młode czarodziejki, znów wpadły w tarapaty. Muszą uciekać. Natychmiast. Safi jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, zdolną zdemaskować każde kłamstwo. Swój dar trzyma w sekrecie, inaczej zostanie wykorzystana w konflikcie między imperiami. Z kolei prawdziwe moce Iseult są tajemnicą nawet dla niej samej. I lepiej, żeby tak zostało. Safi i Iseult pragną jedynie wolności. Niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Zbliżają się niespokojne czasy, wojna wisi w powietrzu i nawet sojusznicy nie grają fair. Przyjaciółki będą walczyć z władcami i ich najemnikami. Niektórzy posuną się do ostateczności, by dopaść prawdodziejkę. 

Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 22 października

Uwielbiam cykl o Potterze, ale szczerze mówiąc najprawdopodobniej nie będę tego czytać. Słyszałam o tej książce tak wiele złego, że bez sensu psuć sobie nerwy czytaniem scenariusza sztuki teatralnej, która udaje książkę. Niemniej nie wypada nie wspomnieć o premierze.

Nowa książka o Harrym Potterze scenariuszHarry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym.

Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, które nigdy nie było jego własnym wyborem. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.


Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 12 października

Polska powieść o diable
Opowieść o polskim miasteczku, któremu nawet zastępy piekielne nie dają rady. Diabeł Zygmunt nie ma lekkiego życia: nie dość, że musi wyrobić normę duszyczek dla korporacyjnego piekła, to jeszcze trafił do Wyplut, najbardziej parszywego miejsca w Polsce. Zbieranie punktów za pomocą diabelskich mocy nie powinno być takie trudne, lecz po pierwszych sukcesach okazuje się, że sztuczki Zygmunta nie działają, a rzeczywistość jest jeszcze bardziej parszywa. W tym zapomnianym przez Boga, ale nie przez diabła mieście Zygmunt trafia na jedyne istoty, które mogłyby mu stanąć na drodze, menażerię rodem ze słowiańskich bajek i legend: wujka Czesława, który jest leszym, wiedźmę Natalię, Rycha wodnika, Jaro, pomniejszego demona, i Łukasza – sfrustrowanego nauczyciela historii. Teraz to już brakuje tutaj chyba tylko Biedy, tego Biedy! A czas na wykonanie zadania ucieka nieubłaganie.
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 26 października

Nowa książka Kisiel
Szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego! Światem rządzi prawo równowagi. To za jego sprawą wymiętolony pisarz oraz wiking z wyboru dzielą dom, w którym strych zamieszkują widma ze skłonnością do cielesności, w piwnicy leży ciało bez skłonności do czegokolwiek, a na piętrze urzęduje urocze Licho oraz anioł nie tyle stróż, ile strażnik więzienny. Równowaga zadbała nawet o to, by siła wyższa znalazła przeciwwagę w fatum o nikczemniejszych gabarytach, za to z przerostem ambicji. Jako posiadaczka patentu na efekt motyla i śnieżnej kuli siła niższa dokłada wszelkich starań, by Konrad Romańczuk ponownie stał się bohaterem dramatu w nowej obsadzie. Fabułę tym razem dyktuje proza życia, a codzienność występuje jedynie w dwóch wariantach: albo kolejna fucha, albo sterczenie przy garach. Konrad na własnej skórze przekona się, że zaburzona równowaga grozi nie tylko urwaniem głowy i postradaniem zmysłów: gdy siła niższa pokonuje wyższą, zatracić można samego siebie...


Osobliwy dom Pani Peregrine - 7 października



Inferno - 14 października




Bociany - 14 października



Doktor Strange - 26 października


Ps. Gosiarella, jak co roku wybiera się na Krakowskie Targi Książki (na pewno będę w sobotę), więc jeśli też się na nie wybieracie, to mam nadzieję, że uda mi się spotkać. Wszystkie Różowe Sałaty zasługują na real hive-five! Kto z Was się wybiera?

Ps2. Które z wyżej wymienionych zapowiedzi zwróciły Waszą uwagę?


Czytaj całość

Nerve - Jeanne Ryan: Grasz, czy oglądasz?

Książka Nerve recenzja

Zadam Ci jedno, niezwykle ważne pytanie: Wolisz płacić za oglądanie, jak inni się bawią i stawiają czoła niezwykłym, a czasami niebezpiecznym wyzwaniom, czy może zarabiać i zyskując sławę samemu przeżywając przygody oraz poznając własne ograniczenia? Jesteś Obserwatorem czy Graczem?

Gdy półtora miesiąca temu wydano w Polsce "Nerve" Jeanne Ryan, wiedziałam o nim dokładnie tyle: "Uczennica ostatniej klasy liceum dołącza do internetowej gry "Nerve". Wkrótce odkrywa, że każdy jej ruch jest manipulowany przez anonimowych obserwatorów". Niby niewiele, ale w zupełności wystarczyło, by książka była dla mnie pozycją obowiązkową do przeczytania. Wiem jednak, że nie wszyscy zadowolą się dwoma, skąpymi zdaniami, więc już wyjaśniam o co dokładnie chodzi.

Vee jest Koziorożcem (taki znak zodiaku), co według niej oznacza, że jest słowna, zawsze wywiązuje się z obowiązków i nie naraża się na niepotrzebne ryzyko. My poznajemy nieco inną Vee, która choć nieśmiała, chciałaby w końcu wyjść z cienia swoich popularnych przyjaciół. I to dosłownie, bo podczas, gdy jej najlepsza przyjaciółka wraz z obiektem westchnień Vee, co wieczór występują na scenie, nasza bohaterka dogląda wszystkiego niczym niewidzialna dobra wróżka - tu zrobi makijaż, tam odświeży kostium, a nawet z aktorami nauczy się tekstu. W końcu jednak zapragnęła być główną bohaterką swojego życia i zdobyć chłopaka marzeń. Porażka pchnęła ją do wyjścia z własnej strefy komfortu, czyli udziału w drugiej edycji niesamowicie popularnej gry Nerve. W czasie drugiego zadania poznaje Iana, który od tej pory staje się jej partnerem podczas wyzwań i kto wie - może także w życiu, jeśli tylko okaże się godny zaufania.


Nerve opinia o książce
Zaufacie mu?
Stawiam, że powyższy akapit nie zmusił Was do rzucenia wszystkiego, by już w tej chwili lecieć do księgarń. Nie dziwię się, bo jeszcze nie opowiedziałam Wam o Nerve, które jest naprawdę niezwykłą grą. Organizatorzy wiedzą o uczestnikach WSZYSTKO i nie wahają się wykorzystać tego przy przydzielaniu kolejnych wyzwań, znajdowania odpowiedniego motywatora w formie nagród, czy haka, gdy trzeba uczestnika przystopować. Wykonywane przez uczestników zadania oglądają tysiące ludzi - zarówno Ci, którzy zapłacili za możliwość podglądania ich przez internet, jak i Ci, którzy zapłacili jeszcze więcej pieniędzy za oglądanie wszystkiego na żywo. Niby fajnie, bo skoro oglądają ich ludzie, to jest spora szansa, że interweniują, jeśli sprawy przybiorą niebezpieczny obrót, ale nie bez powodu gra nazywa się Nerve (ang. nerw, odwaga, energia). Ogólnie gra mnie fascynuje, choć ludzie potrafią przerazić.

Aktualnie w kinach można obejrzeć ekranizacje tej powieści. Po przeczytaniu książki i zobaczeniu trailera nie mogę się już doczekać seansu! Niemniej pojawienie się książki i filmu niemal w tym samym czasie miało dodatkową zaletę poza możliwością pochłonięcia obu produktów naraz. Bohaterowie, których przygody poznawałam mieli już twarze. Vee twarz Emmy Roberts, a Ian Dava Franco. Może to w pewnej mierze wpłynęło na zwiększenie więzi z bohaterami, choć ich historia nie została do końca opowiedziana, a przynajmniej nie Iana, o którym z przyjemnością dowiedziałabym się więcej. Ogólnie po skończeniu lektury doszłam do wniosku, że wiele informacji autorka nam poskąpiła. Co się działo z uczestnikami poprzedniej edycji? Jak daleko posuną się organizatorzy w kolejnych? Te i kilka innych pytań (nie przedstawię Wam ich, bo wiążą się z zakończeniem) pozostało bez odpowiedzi. I choć w żaden sposób nie stanowi to większego problemu (to nie cliffhangery) w odbiorze książki, jako zamkniętej całości, to stwarza idealne pole dla Jeanne Ryan do stworzenia serii powieści poświęconych nie tyle poznanym nam bohaterom, co samej grze, która jest fascynująca! 


Jaka nagroda przekonałaby Was do udziału w Nerve?
To dzięki niej mamy nieustające tempo, adrenalinę i zagadkę. Akcja nawet nie biegnie, ale pędzi. Wszystko rozgrywa się w ciągu trzech wieczorów, a Wy przeczytacie to w jeden, bo nie będziecie mogli się od niej oderwać. Zauważycie wady, jednak nie będą Wam specjalnie przeszkadzać. Najważniejszy stanie się wynik.

Ps. W tekście zadałam Wam dwa pytania, na które możecie odpowiedzieć w komentarzach. Dla przypomnienia: 1. Jesteś Obserwatorem czy Graczem? 2. Jaka nagroda przekonałaby Was do udziału w Nerve?

Ps2. Niebawem wrócę do Was z wrażeniami z filmu!
Czytaj całość

Kobieto, nie jest dobrze! Obudź się!


Przez całe swoje życie nie czułam się dyskryminowana. Nie czułam się gorsza, jako kobieta i przez myśl mi nie przeszło, że ktokolwiek mógłby uważać mnie za gorszą tylko ze względu na moją płeć. Jeśli już słyszałam seksistowskie odzywki to były one jedynie żartami osób, które same w nie nie wierzą. To miało działać, jak ciągnięcie za kucyk, tylko w wersji dla starszych chłopców. Właściwie to nie dość, że nie byłam dyskryminowana, to w dodatku uważałam, że kobiety są tymi bardziej zaradnymi życiowo i to o mężczyzn trzeba się troszczyć. 

Wychowywała mnie mama i babcia, więc od dziecka wiedziałam, jak zachowują się zaradne i silne kobiety. Mój brat, chociaż znacznie ode mnie starszy nigdy nie wydawał się mądrzejszy, czy też bardziej poukładany. Chłopcy w szkole orłami w nauce nie byli i trzeba było im wszystko tłumaczyć, jakby byli delikatnie opóźnieni. Nic więc dziwnego, że dorosłam w przekonaniu, że to właśnie płeć męska jest jakaś taka mniej ogarnięta i my - genetycznie lepsze kobiety (naprawdę tak sądziłam) powinniśmy się o nich troszczyć, bo sami ani śniadania sobie nie zrobią, nie wiedzą gdzie mają czyste ubrania, ani nawet nie potrafią odpowiednio się komunikować, czy werbalizować swoich uczuć i emocji. Jak można im nie współczuć? Jak można im nie pomóc? 

Bardzo długo żyłam z przekonaniem o kobiecej wyższości lub przynajmniej równości, aż tu nagle usłyszałam o dyskryminacji płciowej. Jakiej dyskryminacji? - pomyślałam. Przecież żyjemy w XXI wieku w cywilizowanym, demokratycznym kraju, a wedle danych statystycznych 52% światowej populacji ludzkiej stanowią kobiety, czyli jesteśmy w większości. I to my mamy niby być dyskryminowane? Przecież to głupie i całkiem nielogiczne. Jak zawsze będę z Wami szczera: kompletnie zbagatelizowałam informację o dyskryminacji. Niemniej to, że ja miałam to głęboko wcale nie znaczyło, że świat życzył sobie mojej ignorancji w tym temacie. Stopniowo dowiadywałam się o sytuacji kobiet w krajach muzułmańskich, przymusowym obrzezaniu kobiet w Afryce, czy handlu żywym towarem w Ameryce Południowej. Nie potrafiłam zrozumieć, jak może do takich rzeczy dochodzić współcześnie, ale gdzieś z tyłu głowy kołatała mi myśl, że to kraje trzeciego świata. Później usłyszałam o teście Bachdel używanego do sprawdzenia, czy kobiety w popkulturze są prawdziwymi postaciami, czy też służą za ładne tło. Test jest prosty i by go zdać film musi spełnić trzy warunki:(1.) Muszą się w nim pojawić przynajmniej dwie postacie kobiece, (2.) które rozmawiają ze sobą (3.) o czymś, co nie dotyczy mężczyzn. Przeprowadziłam test na serialu Fringe. Wiecie, to serial, więc ma całą masę odcinków! Dokładnie 5 sezonów, które mają łącznie 100 odcinków i przy założeniu, że każdy odcinek trwa 40 minut, serial łącznie trwa w przybliżeniu 66 godzin. Sądzicie, że jest możliwe, by 66 godzinna produkcja oblała test Bachdel? Ja też nie wierzyłam w negatywny wynik, a jednak serial oblał test. Oho! Chyba mamy problem, który zaczęłam dostrzegać. Niemniej by zachować zdrowie psychiczne starałam się go zbagatelizować - w końcu moje ulubione tytuły przeszły test pomyślnie. 



Jednak z każdą nową informacją musiałam przedefiniować swój obraz otaczającej mnie rzeczywistości. I chociaż dalej nie czułam się ofiarą seksizmu, zaczęłam rozumieć, że ten problem dotyczy również krajów cywilizowanych. Może w dalszym ciągu nie czułam się personalnie nim dotknięta, to zaczęłam się budzić. Dziś nie mogę już napisać, że problem mnie nie dotyczy. W ciągu ostatnich dni, nawet bardziej, bo okazuje się, że rząd mojego kraju poważnie rozważa, czy nie odebrać mi podstawowych praw człowieka i możliwości decydowania o swoim życiu. Jednym z elementarnych Praw Człowieka gwarantowanym również przez naszą konstytucję jest prawo do ochrony zdrowia - zarówno w rozumieniu fizycznym, jak i psychicznym. Jestem przekonana, że domyślacie się, jaką sprawę za moment poruszę. Wolę jednak od razu przypomnieć, że nie lubię poruszać na blogu tematów politycznych (napisał politolog) i religijnych, dlatego nawet przez moment nie poświęcę im uwagi. Olejmy też moje, czy Wasze stanowisko w sprawie aborcji, bo nie ma sensu wdawać się w jałowe dyskusje, a co mądrzejsze teksty już na ten temat w internetach powstały. Skupmy się po prostu na człowieczeństwie, które nie powinno nikomu pozwolić, by doprowadzono do sytuacji, w której 52% populacji poczuje się gorszym człowiekiem. Gorszym, bo żyjącym w strachu, że jeśli zajdzie w ciąże, to może zapłacić za to najwyższą cenę. 

Wszyscy wiemy, że nasz gatunek nie przetrwa, jeśli nie będziemy się rozmnażać, a kobiety przestaną rodzić dzieci. Chyba nikt nie będzie się z tym kłócił. Co ciekawe dużo kobiet chce rodzić dzieci, więc zasadniczo wszystko powinno być okey, prawda? Problem w tym, że mniej kobiet będzie chciało rodzić dzieci, gdy wedle prawa przestaną na 9 miesięcy być traktowani, jak ludzie, lecz jako ludzkie inkubatory. W końcu lekarz nie będzie mógł im pomóc, jeśli ciąża będzie zagrażać życiu przyszłej matki. I co z tego, że dziecko też może tego nie przeżyć? Prawo to prawo. Zamiast dorobić się dodatkowego członka społeczeństwa, stracimy tego, który już nim jest. Tak, kobieta jest członkiem społeczeństwa i Proszę Państwa, teraz wielkie zaskoczenie: ma nawet pełne prawa wyborcze! 



Odchodząc od sytuacji zagrażającej życiu matki mam dla Was jeszcze gorszą wizję Polski, jeśli to absurdalne prawo całkowitego zakazu aborcji wejdzie w życie. Właściwie to nawet nie jest wizja przyszłości, ale rzeczywistość kobiet w Salwadorze, w którym ten zakaz od kilku lat obowiązuje. W Salvadorze kobiety trafiają do więzienia na 40 lat nie tylko za przerwanie ciąży, ale też za poronienie czy komplikacje zdrowotne. Polecam przeczytać cały artykuł poświęcony ich ciężkiej sytuacji, w której żadna kobieta, Ba! żaden człowiek nie chciałby się znaleźć. Czy potraficie sobie wyobrazić, w jak okropnym stanie psychicznym są pary, które straciły dzieci, chociaż bardzo ich pragnęły? To jest traumatyczne i nikt nie powinien bardziej obciążać ich psychiki. 

Nie napisałam tego tekstu po to, by zmienić Wasze podejście do aborcji, nakłonić do głosowania w przyszłych wyborach na inną partię polityczną, nawet nie po to, byście wyszli na ulicę i zaczęli protestować, chociaż sama to robię. Nie. Napisałam ten tekst po to, byście się obudzili, bo być może tak, jak ja przez długie lata nie zdawaliście sobie sprawy z problemu, który w XXI wieku nie powinien istnieć. Obudźcie się! I obudźcie innych!



[Udostępniajcie ten tekst gdzie popadnie, rozmawiajcie, budźcie się wszelkimi możliwymi sposobami, bo gdy zaśpimy możemy się obudzić w gorszej rzeczywistości!]
Czytaj całość

Oklepane sekretne życie zwierzaków domowych

Film animowany o życiu zwierząt domowych

Macie swojego ukochanego zwierzaka? Kota? Psa? Królika? Chomika? A może kanarka? Zastanawialiście się, co Wasz pupil robi, gdy zostawiacie go samego w domu? Niektórzy po powrocie zastają swojego zwierzaka podczas snu, zjadania butów lub koczującego pod drzwiami i radośnie witającego swojego człowieka już od progu, ale przecież  niemożliwym jest, by spędziły tak cały dzień. Nie codziennie! 

"Sekretne życie zwierzaków domowych" miało za zadanie opowiedzieć widzom historię naszych czworonogów wyczyniających cuda pod naszą nieobecność. Udało im się to w trailerze i pierwszych dwudziestu minutach filmu. Przyznaję, że pomysły twórców były całkiem zabawne (jak choćby pudel świrujący przy heavy metalu) lub całkiem prawdopodobne. Niestety odniosłam wrażenie, że z głównym wątkiem odrobinę twórców poniosło i dostaliśmy coś zupełnie innego od tego, co nam obiecano. Może na chwilę wstrzymam się z narzekaniem, by chociaż odrobinę nakreślić Wam fabułę.

Głównym, czworonożnym bohaterem filmu jest Max, który wiedzie idealny żywot u boku swojej ukochanej Katie, która co prawda codziennie zostawia go na kilka godzin w domu, ale zawsze wraca. Niestety sielanka kończy się, gdy Katie przyprowadza ze schroniska nowego psa, Duka. Chłopaki raczej się ze sobą nie dogadują, wiecie psia zaborczość, zazdrość i te sprawy. Ich niesnaski doprowadzają do podróży przez całe miasto, zgubienia drogi powrotnej do domu, znalezienia sobie wrogów i oczywiści wielkiego pojednania. Tak, akcja jest aż tak przewidywalna i do bólu banalna. A przecież nie musiała taką być. 


Film o życiu zwierząt domowych
Stereotypowy pies.
Universal Pictures miało rewelacyjny pomysł - stworzyć animacje o tym, jak wygląda życie zwierząt, gdy człowieki nie patrzą. Na potrzeby filmu stworzyli rewelacyjnych bohaterów, które odzwierciedlają zabawne stereotypy czworonogów. Max jest psiakiem zapatrzonym w swoją panią. Chloe pożerającą co popadnie kotą, która ma w sobie tyle znużenia i pogardy dla świata, ile ma przeciętny mruczek. Mops przypomina mi Odiego od Garfielda, który jest równie pocieszny, jak głupi. Ogólnie trzeba przyznać, że twórcy naprawdę genialnie odtworzyli zachowania i charakter stereotypowych czworonogów. Przy takich bohaterach i takim pomyśle "Sekretne życie zwierzaków domowych" zwyczajnie nie mógł się nie udać... a jednak się nie udał. Chris Renaud i Yarrow Cheney postawili na zbyt oklepaną historię, którą widzieliśmy już na ekranach nie raz i nie dwa (choćby w "Toy Story", w którym również o względy właściciela walczy wieloletni kompan z nowym przybyszem, a w efekcie oboje gubią się w nieznanym świecie i wspólnie muszą odnaleźć drogę do domu). 

Jestem przekonana, że film okazałby się strzałem w dziesiątkę, gdyby tylko zdecydowano się uprościć fabułę zamiast niepotrzebnie ją komplikować, nieustannie rozpędzać i przeładowywać akrobacjami, które żaden zwierzak nie jest w stanie zrobić niezauważony. Przykład? Proszę bardzo! Królik prowadzący auto. Zwierzęta wszelkiej maści tarasujące most i bawiące się ninja. Wybaczcie, ale takie sytuacje ludzie raczej zauważyliby i dali cynk mediom, a jak sam tytuł wskazuje, mieliśmy poznać sekretne życie. Czy nie lepiej byłoby odpuścić sobie te wszystkie niestworzone akcje, a w zamian przedstawić widzom bardziej prawdopodobną historię, która utkwiłaby nam w głowach tak bardzo, by już zawsze patrzeć z podejrzeniem na nasze pupile, gdy zostawiamy je same w domu? Wydaje mi się, że tak! Dawno temu emitowano serial animowany opowiadający o psach, które pod naszą nieobecność zmieniały się w tajnych agentów walczących z kotami planującymi przejąć władzę nad światem. Pamiętam, że psi agenci komunikowali się z bazą za pośrednictwem muszli klozetowej i do dziś patrzę na Bajera podejrzliwie, gdy myśląc, że go nie widzę kręci się przy sedesie. True story. Wydaje mi się, że tak zapadająca w pamięć teoria spiskowa na temat sekretnego życia zwierząt jest lepsza od kolejnej banalnej, a zarazem przesadzonej opowieści, o której zapomnimy za miesiąc.


Bajka dla dzieci o psach
Niektóre sceny były genialne! Aż chciałoby się pociąć poszczególne fragmenty i pomieszać je tak, by powstał lepszy film.
To byłoby na tyle w kwestii oceniania "Sekretnego życia zwierzaków domowych" w kategorii filmu animowanego oglądanego z perspektywy dorosłej osoby. Spójrzmy teraz na niego, jak na zwykłą bajkę dla dzieci o psach i kotach, bo dzięki temu można powiedzieć o nim coś miłego. Ba! Jestem przekonana, że dzieciaki film pokochają! W końcu jest momentami zabawny, a te kicające po ekranie zwierzaczki są urocze i robią dziwne rzeczy. Zwłaszcza słodka i puchata Gidget, którą nawet ja serduszkuję, bo moim zdaniem jest najciekawszą postacią. Podsumowując możecie śmiało zabrać dzieci do kina na ten film - one będą się świetnie bawić, Wy raczej też nie będziecie się nudzić, ale jeśli chcecie iść bez dzieci, bo zwyczajnie tak, jak Gosiarella lubicie bajki, to zastanówcie się, czy w kinach nie grają czegoś ciekawszego, bo "Sekretne życie zwierzaków domowych" jest w najlepszym razie średnie.

Ps. Macie jakieś podejrzenia na temat tego, co mogą robić Wasze zwierzaki, gdy zostawiacie je same w domu? Piszcie!
Czytaj całość

Warto zwiedzać swoje miasto?

Kraków

Jestem Krakuską z dziada pradziada. Chodzenie ulicami mojego miasta nie jest dla mnie zwiedzaniem. Przeważnie już spóźniona na spotkanie, przebiegam Rynkiem w biegu. Mijając Sukiennice odpisuje na smsy, pod Adasiem nie robię sobie zdjęć, tylko czekam na kogoś i jak każdy Krakus z krwi i kości, mogę się spokojnie podpisać pod słowami Wisławy Szymborskiej:


Mieszkam w Krakowie, a to znaczy, że go nie zwiedzam. Zwiedzam od czasu do czasu miasta dalsze i robię to z taką samą gorliwością, z jaka mieszkańcy tychże miast zwiedzają Kraków. Mieszkam w Krakowie, a to znaczy, że przechodząc koło Wawelu myślę zazwyczaj o czym innym, niekoniecznie ważniejszym. Że mijając kościół św. Andrzeja nie zwalniam kroku, nie wzdycham, choć to przecież najpiękniejszy kościół w Krakowie. Że idąc Rynkiem nie przystaję przed kościołem Mariackim z głową ufnie zadartą w oczekiwaniu na trąbkę hejnału. (...) Po co udawać, po co kłamać: bardzo jest mi potrzebny (i chyba nie mnie jednej) ktoś, kto by czasem łokciem trącił i powiedział: przeszłaś i nie widziałaś, widziałaś i nie dostrzegłaś, poświęć jeszcze dwie minuty, zawróć, odejdź trzy kroki w lewo, cztery w prawo, tutaj spójrz w górę, a tam popatrz w dół, przyjdź tu po deszczu, tam po pierwszym śniegu, tu wcześnie rano, tam o zmierzchu, tu latem, tam jesienią, połącz jednym spojrzeniem wieżę z chmurą, chmurę z drzewem, drzewo z murem, mur z cieniem rzuconym na ziemię…  [Lektury nadobowiązkowe. Część 2, Wydawnictwo Literackie 1981]

Jestem przekonana, że podzielacie te uczucia względem swoich miast. Mijacie turystów zachwycających się okolicznymi atrakcjami, które Wy znacie od dziecka, więc nie robią na Was większego wrażenia. Jasne, są piękne. Zauważyliście ich urok za pierwszym razem, za drugim, za dwudziestym, a po pięćdziesiątym wtopiły się w krajobraz. Jeśli mieszkacie w mieście bardziej nastawionym na turystykę, to najprawdopodobniej nie raz mijaliście grupę turystów oprowadzanych przez przewodnika, który opowiadał historię co ciekawszych miejsc. Zwróciliście uwagę na jego słowa? Nie, ja też nigdy nie miałam na to czasu. W końcu Wawel zwiedzałam na wycieczce szkolnej w podstawówce, a o historii Krakowa uczyłam się w szkole, więc naiwnie zakładałam, że wiem już wszystko. Rzecz jasna to bzdura! 

Oczywiście znam swoje miasto — zarówno tę stronę turystyczna, jak i tę pomijaną przez przewodniki i grupy zorganizowane. Niemniej sama przed sobą muszę przyznać, że skupiam się głównie na okolicach, które stanowią część mojego życia - okolice szkół, do których chodziłam, obszar w pobliżu kolejnych miejsc pracy, czy mieszkań znajomych. Gdy nie miałam potrzeby zapuszczać się w inne rejony Krakowa, to zazwyczaj tego nie robiłam, dlatego chociaż nie zgubiłabym się, to zdecydowanie mogłam przegapić wiele pięknych miejsc, urokliwych zakamarków, czy urzekających kawiarni. 


Czasami warto się zatrzymać i spojrzeć na rzeczy, koło których przechodzimy codziennie.
Czasami warto wybrać inną trasę. Pewnego dnia wybrałam drogę i trafiłam do parku na Czarodziejskiej. Chyba najmniej uczęszczanego miejsca w Krakowie, a jednak jednego z najbardziej urokliwych. Przypadkowy skręt w nieznaną uliczkę sprawił, że odwiedzam go kilka razy w roku, zachwycając się panującym spokojem. To właśnie takie przypadkowe odkrycia uzmysłowiły mi, że warto zwiedzać nie tylko inne miasta, ale również własne. Zaczęłam przełamywać się do zwiedzania. Ostatnio wybrałam się na wycieczkę tematyczną z przewodnikiem, który prowadził szlakiem Krakowskich zbrodni: morderstw, afer, prostytucji, oszustów, złodziei, zawadiaków i dziewek wszetecznych, pseudoczarownic, zdrady i tragicznej miłości. I chociaż podczas zwiedzania nie zobaczyłam ani jednego miejsca, którego wcześniej bym nie widziała, to poznałam ich historię — krwawą historię mojego miasta, o której nie miałam pojęcia. Przy okazji wpadło mi do głowy kilka tematów, o których chciałabym napisać, więc zdecydowanie było warto poświęcić tych kilka godzin na błąkanie się uliczkami Krakowa. 

Być może tak, jak ja kiedyś, wierzycie, że znacie swoje rejony na wylot. Dlatego dostaniecie ode mnie zadanie: Zgooglujcie Wasze miasto pod kątem ciekawych, rzadko uczęszczanych miejsc, a także historii związanych z tymi najbardziej rozpoznawalnymi. Może okaże się, że dowiecie się czegoś interesującego lub odkryjecie swoje nowe, ulubione miejsca. Idźcie, zwiedzajcie! Odkrywajcie! Warto!

Ps. Jesteście w stanie opowiedzieć mi jedną najciekawszą historię związaną z Waszym miastem? Nie krępujcie się — Gosiarella chętnie poczyta!
Czytaj całość

15 produkcji, dzięki którym przekonasz rodziców, że warto oglądać seriale


[Wpis gościnny - głos przejęła Kreatywa]
Jeszcze do niedawna nasze matki orientowały się jedynie w życiu Lubiczów i Mostowaków, ewentualnie czasem zaglądały na Wspólną lub – te nieco bardziej otwarte – na Wisteria Lane. Ojcowie ograniczali swoją bytność przed telewizorem do Ligi Mistrzów i powtórek filmów ze Stevenem Seagalem, ewentualnie rzucali okiem na kanały przyrodnicze. Teraz jednak rodzice są nowocześni, bardziej otwarci i z chęcią otwierają się na wszelkie popkulturowe dobra. Wiedzą, co to „Gra o Tron”, wiedzą co Michael Scofield miał wydziarane na plecach i nie ograniczają się do telenowel i tego, co podsuną im najpopularniejsze stacje TV. Dla nich, a także dla tych, którzy dopiero chcą zacząć swą przygodę z serialami, mam przygotowanych kilkanaście wartych poznania tytułów.

Jeżeli więc szukacie inspiracji, co podrzucić rodzicom do oglądania wieczorem albo dopiero macie zamiar przekonać ich, że warto seriale oglądać – ten wpis jest stworzony dla Was. Zakładam, że stereotypowy rodzic nie ma jakichś konkretnych preferencji i może go zainteresować właściwie wszystko – dobry kryminał, ciekawa historia polityczna czy porządna produkcja obyczajowa, rzadziej coś z klimatów sci-fi, choć, właściwie, czemu nie? Takiemu stereotypowemu rodzicowi zaproponowałabym, po konsultacji z gronem innych serialomaniaków, między innymi:

„Poldark – Wichry losu” – brytyjski dramat kostiumowy, z akcją osadzoną w malowniczej Kornwalii. Historia człowieka, który wraca z wojny i próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie jego ukochana związana jest z innym, a życie zwykłych ludzi staje się coraz trudniejsze.

„Narcos” – biografia człowieka, którego kojarzą chyba wszyscy, a już szczególnie ci, których młodość przypadła na czasy jego wielkiej „sławy”. Mowa o Pablo Escobarze, kolumbijskim bossie narkotykowym, który dorobił się miliardów na przemycie kokainy. „Narcos” opowiada o legendzie tego człowieka, o tym jak rodziło się jego imperium narkotykowe i o ludziach, którzy usiłowali uratować przed nim Kolumbię. Mocna rzecz!

„Wataha” – pierwsza od wielu lat rodzima produkcja, która podbiła serca polskich widzów. Piękne Bieszczady i zagadkowy zamach, którego tajemnicę próbuje rozwikłać kapitan Straży Granicznej – tego nie można przegapić!

„Zawód: Amerykanin” – opowieść o tym, jak dwoje agentów KGB udaje małżeństwo, aby móc spokojnie żyć na przedmieściach Waszyngtonu i szpiegować amerykański rząd. Czasy zimnej wojny nie są może tym, czym chcielibyśmy sobie umilać wieczory, ale produkcja ta zdecydowanie warta jest uwagi.

„Downton Abbey” – pięknie zrealizowany dramat kostiumowy, prezentujący losy brytyjskich arystokratów i przedstawicieli służby zamieszkujących imponujący majątek Downton Abbey. Niezwykle klimatyczna propozycja, wspaniale oddająca realia epoki.



„House of Cards” – świat bezwzględnej polityki ukazany we wciągającym i intrygującym serialu z Kevinem Spacey w roli głównej. Świetnie zrealizowany, trzymający w napięciu i dający do myślenia – trudno będzie Wam oderwać od niego rodziców.

„Pakt” – kolejna polska propozycja od HBO, która pozytywnie wyróżnia się w morzu rodzimego chłamu. Osadzony we współczesnych realiach thriller, którego głównym bohaterem jest znany dziennikarz śledczy. Spotkamy tu m.in. Marcina Dorocińskiego, Magdalenę Cielecką, Witolda Dębickiego czy Edwarda Linde-Lubaszenkę.

„Outlander” – dramat kostiumowy z motywem podróży w czasie, w którym piękna sanitariuszka wojenna w tajemniczy sposób przenosi się do 1743 roku. Skierowany głównie do kobiet, które lubią płomienne romanse ze sporą dawką pieprzu. 

„Wikingowie” – zrealizowany w imponujący sposób dramat historyczny, który na długie godziny przyciągnie przed ekran miłośników gatunku. Telewizja History zadbała o wierne oddanie realiów epoki, co gwarantuje nie tylko wspaniałe wrażenia, ale również bliższe poznanie nordyckiej mitologii.

„Żona idealna” – seriale prawnicze cieszą się sporą popularnością widzów, a „Żona idealna” wydaje się być jedną z czołowych pozycji tego gatunku. Jej główną bohaterką jest Alicia, która po publicznej kompromitacji męża-polityka musi wrócić do zawodu prawnika, aby utrzymać rodzinę. Serial trzyma poziom przez całe siedem sezonów i warto go polecać.



„Artyści” – prawdziwa perełka prosto z polskiego podwórka. Produkcja, która nawiązuje do złotych czasów polskiego serialu i ma zadatki na dzieło, którym moglibyśmy chwalić się w całej Europie. Widz może tutaj zajrzeć za kulisy teatralnego życia i zetknąć się z aktorstwem na najwyższym poziomie. Perełka, mówię Wam!

„Białe kołnierzyki” – lekka propozycja kryminalna podszyta niezłą dawką humoru. Jej głównym bohaterem jest genialny fałszerz, który – w zamian za wolność - rozpoczyna współpracę z FBI i swoimi genialnymi umiejętnościami stara się pomóc rządowi i samemu sobie.

„Homeland” – nagrodzony pięcioma Złotymi Globami thriller, który przyciąga doskonałym aktorstwem i pochłaniającą fabułą. Kiedy do kraju wraca „cudownie ocalony” jeniec wojenny, nieprzejednana agentka CIA stara się udowodnić, że to już nie jest ten sam człowiek, który przed wieloma laty wyruszył do Iraku i może stanowić zagrożenie dla kraju.

„Orphan Black” – choć do klimatów sci-fi trudno będzie przekonać większość stereotypowych rodziców, „Orphan Black” zasługuje na szczególną uwagę dzięki głównemu motywowi (klonowanie), wciągającej fabule, niepowtarzalnemu klimatowi i bardzo dobremu aktorstwu.

„Broadchurch” – na zakończenie została trzymająca w napięciu propozycja kryminalno-obyczajowa z brytyjskiego podwórka. Wspaniała ścieżka dźwiękowa, aktorstwo na wysokim poziomie oraz niesamowita atmosfera – od tego serialu nie będą mogli się oderwać nie tylko rodzice, ale i Wy. I jeszcze sąsiedzi na dokładkę.



Powyższy spis to tylko piętnastu przedstawicieli różnych gatunków, motywów i klimatów. Jeżeli nasz stereotypowy rodzic wciągnie się w kilka z nich, z łatwością będzie można mu polecić kolejne i kolejne propozycje. Dożyliśmy pięknych czasów, kiedy produkcje serialowe wyrastają jak grzyby po deszczu i do tego stoją na naprawdę wysokim poziomie.

Z takim arsenałem możliwości z łatwością przekonacie każdego sceptyka, że warto oglądać seriale. Arcydzieł filmowych powstaje coraz mniej, do tego zajmują one jeden wieczór i odchodzą w zapomnienie. Dobry serial przyciągnie i zapewni rozrywkę na kilka dni albo tygodni, a jego bohaterowie staną się nowymi kumplami naszych rodziców. Jeżeli więc macie w otoczeniu kogoś, kto jeszcze nie przekonał się, że seriale oglądać warto, wyciągnijcie 15 wyżej wymienionych argumentów. Trudno będzie mu z nimi dyskutować.




Wierzę, że Wasi rodzice oraz przynajmniej większość Waszych znajomych sceptycznie nastawionych do seriali, teraz zmieni zdanie. Przy okazji dostaliście potężną dawkę tytułów, z którymi warto się bliżej poznać (moimi osobistymi faworytami są "Downton Abbey", "Outlander" i "Żona idealna"). Jednak nim zaczniecie oglądać - koniecznie zajrzyjcie na bloga Kreatywa.net, gdzie znajdziecie nie tylko wpisy o popkulturze, ale również rozwoju osobistym, nauce języków i rodzicielstwie! Bawcie się dobrze!
Ps. Jakie seriale dorzucilibyście do powyższej listy?
Czytaj całość

© Copyright Gosiarella