Twój Simon...oraz inni Homo Sapiens, czyli książka vs film


Muszę przyznać, że nie miałam w planach czytania "Simon oraz inni Homo Sapiens" Becky Albertalli. Chciałam się wykpić filmem "Twój Simon", jednak bardziej lub mniej przypadkowo książka do mnie trafiła i totalnie w sobie rozkochała. Do tego stopnia, że rzuciłam wszystkie plany i dzień później obejrzałam ekranizację. Ta wersja też mi się podobało, ale są pewne różnice, które zmieniły wiele. Co powiecie na małe porównanie?

Zarówno film, jak i książka opowiadają historię nastoletniego Simona, który ma uroczą rodzinę, fajnych przyjaciół i sekret, który przed nimi ukrywa. Jest gejem. Nie wstydzi się tego, zwyczajnie denerwuje go sam fakt, że musi wszystkim publicznie ogłaszać jakiej jest orientacji. Jego życie zmienia się, gdy na szkolnym Tumblrze znajduje wpis Blue, a następnie zaczyna wymieniać z nim maile. Wraz z kolejnymi wiadomościami zakochuje się w chłopaku. Niestety są dwa problemy. Pierwszym jest to, że Blue nie chce ujawnić kim jest. Drugim jest to, że Martin chce ujawnić kim jest Simon i szantażem zmusza go do zeswatania go z Abby.

Obie wersje opowiadają dość podobną historię. Pełną ciepła skupiającą się na pierwszych miłościach i wychodzenia z szafy. Przyglądając się bliżej można dostrzec, że twórcy nie pokazują wyłącznie zmagań z przyznaniem się do swojej orientacji seksualnej, ale również na ogólnym wychodzeniu z cienia swoich lęków, które dotyczą wszystkich nastolatków. Przykładem niech tu będzie Lea, która przez lata skrywała swoją miłość do wieloletniego przyjaciela i zazdrość o tę nową, popularniejszą dziewczynę w ich grupie. To świetne, że mimo spoglądania z perspektywy Simona, którego właściwie napędza głównie obawa o własny coming out, udaje się nam dostrzec również problemy pozostałych postaci, nawet jeśli nie są one tak ważne.

Love Simon
Statuetkę dla tego pana! Migusiem! 

Szybko powiem, że obie wersje mi się podobały, a teraz przejdźmy do porównania, gdzie niestety będzie sporo spoilerów (tylko tożsamości Blue Wam nie zdradzę!). Na wstępie mała ciekawostka: dopiero w 25 minucie filmu zaczyna się akcja znana z książki. A teraz czas na konkrety!
Przede wszystkim podobał mi się dobór aktorów. Ludzie od castingów sprawili się wyśmienicie! Nick Robinson w tytułowej roli sprawdził się świetnie. Josh Duhamel jako ojciec Simona to czyste złoto! Zakochałam się w nim po uszy i jeśli ktoś kiedyś będzie przyznawał statuetkę dla najlepszego ojca w popkulturze (lub aktora grającego taką postać), to zatłukę maczetą, jeśli do niego nie trafi! Jorge Lendeborg Jr. i Alexandra Shipp jako Nick i Abby też mi pasowali, ale to para z planu "Trzynastu powodów" zrobiła mi dzień. Oglądanie Katherine Langford jako Lea oraz Miles Heizer jako Cala wywoływało uśmiech i miała ochotę na więcej scen z ich udziałem Dlatego ucieszyłam się, że Lea dostała ich większą rolę, niż w książce. Właściwie w pewien sposób zjadła Abby, od której tam się roiło. Niestety Cal ucierpiał. [Spoiler] Poza tym, że było go mniej, to nie pozwolono mu przyznać się do bycia bi, a tym samym odegrać istotnej roli w relacji Simona i Blue. [Już możecie odetchnąć z ulgą - spoiler minął]
Muszę szczerze przyznać, że zachwyciło mnie wprowadzenie nowych postaci, jak zabawny dyrektor szkoły (Tony Hale), czy Ethan (Clark Moore), a także rozbudowa charakteru Pani Albright (Natasha Rothwell). Sceny z udziałem tej trójki, a zwłaszcza pracowników szkoły wywoływała u mnie dziki uśmiech. Czysta perfekcja, która sprawiła, że historia Simona stała się znacznie zabawniejsza!


[Od tego momentu spoiler goni spoiler i wspólnie hasają wesoło]

Coming out

Zacznijmy od samej sytuacji, w której Martin wrzucił post o orientacji Simona. W książce zrobił to przez zazdrość i dostanie kosza od Abby, a w filmie była to przyczyna pośrednia. Dostał kosza błąźniąc się przed całą szkołą, a dzieciaki nie omieszkały wyśmiewać go i robić memy. Dla odwrócenia uwagi wrzucił do sieci maile Simona (w książce skasował je, gdy się zaprzyjaźnili, chociaż dalej go nimi szantażował). Niby to nie jest jakaś ogromna różnica, a jednak zmienia wiele w tym, jak postrzegam Martina. Filmowego poniekąd rozumiem. Było mu wstyd i chciał przekierować uwagę w inną stronę. Dalej było to głupie i złe, jednak nie tak, jak w książce, w której nic na tym nie zyskał poza własną, chorą satysfakcją. Widzicie krzywdzenie innych bez własnych korzyści jest gorsze od robienia tego dla korzyści. Bezcelowe okrucieństwo jest zwyczajnie złe (nie żeby celowe było dobre, bo też nie jest!).

Mam wrażenie, że książka lepiej podeszła zarówno do samego coming outu Simona, jak i lepiej wyjaśniła, dlaczego tak długo się z tym wstrzymywał. Tam dość jasno wyraził, że jest świadomy faktu, że ujawnienie swojej orientacji nie spowoduje, że rodzice wyrzucą go z domu, a znajomi przestaną się do niego odzywać i w zasadzie nic się nie zmieni, w tym jak go traktują. Powstrzymywało go to, jak sam się czuł z myślą o publicznym definiowaniu się, a także nie czuł takiej potrzeby. Chciał to zrobić na własnych warunkach we właściwym czasie, bo tak wybrał, a nie ze strachu i to było niesamowicie fajne. Zwłaszcza gdy okazało się, że miał rację. Rodzina nie zawiodła, a przyjaciele zachowywali się jak chodzące pitbulle, gdy tylko komuś obcemu zebrało się na głupie żarty. To było absolutnie urocze! Wiem, że jestem białą heteroseksualną dziewczyną, więc tak naprawdę nic nie wiem o coming outach, więc mogę je oceniać jedynie ze swojej perspektywy i tak też zrobię. W "Simon oraz inni Homo Sapiens" zakochałam się w tym, że przy ujawnianiu orientacji seksualnej obyło się bez wielkich dram. Nie było rodziców zastanawiających się "gdzie popełnili błąd" i wyrzekających się syna. Nie było niezręczności między przyjaciółmi, który wpadliby na pomysł, że po kilkunastu latach znajomości mógłby ich nagle obmacywać. Wszystkie klisze towarzyszące tej tematyce wyrzucono przez okno, ale co równie ważne, nie zapomniano o tym, że na świecie są nie tolerancyjne dupki. Tak że drama była, ale na zewnątrz.


Z kolei w "Twój Simon" to zaprzepaszczono. Niby dalej wszystko było w porządku, ale Jennifer Garner grająca matkę Simona, wyglądała, jakby miała dostać załamania nerwowego i wybuchnąć płaczem, gdy jako mówiła o akceptacji. Poza tym przyjaciele Simona nie stanęli na wysokości zadania i w pierwszym dniu po ujawnieniu jego orientacji postanowili puścić na niego focha. Nie wspierali go wcale. Możecie mi mówić, że nastolatkowie tak mają, że są samolubni i stawiają siebie w centrum świata, ale to bzdura. Nastolatkowie to dalej ludzi i samolubni wyrastają na samolubnych dorosłych, a ci wspierający również nie porzucają tego z wiekiem. To cechy charakteru, a nie wieku, na bloga! Dlatego uważam, że twórcy filmu odrobinę spieprzyli to świetne wspierające środowisko Simona, które tak dobrze wykreowała Becky Albertalli.

Romans

Tak to już jest z książkami, że pozwalają nam tworzyć w głowach własną interpretację bohaterów, więc nie jestem pewna, czy podzielicie moje zdanie na temat Blue... bo z Simonem z pewnością się zgodzicie. Papierowy Simon był nomen omen ciepłą kluchą - uroczą, przezabawną, ale wciąż kluchą. Nie potrafił przeciwstawić się szantażyście, spełniając jedną jego zachciankę za drugą. Ba! W pewnym momencie nawet się z nim w pewnym sensie zaprzyjaźnił. Ponad to jego pchanie Abby w stronę Martina również było subtelniejsze. W ekranizacji widać był więcej buntu wobec Martina, ale również chłopak posuwał się znacznie dalej w działaniu na jego korzyść. Co nie zmienia faktu, że obie wersje bohatera bardzo polubiłam. Przy okazji Nickowi Robinsonowi w roli Simona, daleko do ciepłej kluchy.

I choć jak wspominałam, polubiłam Simona. Bardzo. To moim ulubieńcem był Blue (swoją drogą aktora wybrali idealnie do tej roli, ale nie zdradzę Wam jego prawdziwej tożsamości). Byłam zachwycona jego delikatnością. Choć był anonimowy dało się się wychwycić, że jest osobą nieśmiałą, wrażliwą i pod wieloma względami był również perfekcjonistą. Doskonale rozumiałam dlaczego główny bohater stracił dla niego głowę, chociaż nie znał jego prawdziwej tożsamości, a gdy Blue w końcu się ujawnił stał się jeszcze bardziej uroczy. Domyśliłam się przed Simonem, kim jest Blue, a jednak nawet mnie zaskoczyło, jak wiele Blue zrobił zrobił, by zbliżyć się do chłopaka. Muszę przyznać, że w pewnym sensie to był romans idealny, bo B. chciał, by osoba, z którą pisze była Simonem, choć nie chciał się z nim spotkać w realu, zaś Simon nie miał bladego pojęcia, a naciskał bardziej na ujawnienie się. Poza tym, damn it! Ich związek był perfekcyjny! Taki ciepły i delikatny, że porwałby chyba każdego!


W filmie było to trochę inaczej przedstawione. Było za mało maili, by widz mógł pokochać Blue (można było wyciąć kilka scen z wyobrażeniami Simona i akurat znalazłby się na to czas!). Praktycznie nic o nim nie wiedzieliśmy i nie było żadnej chemii, więc wyglądało to trochę tak, jakby Simon zakochał się w samej idei posiadania chłopaka ze szkoły. Jak dla mnie filmowcy za bardzo spłaszczyli tę postać. A i tak największy grzech popełniono przy ujawnieniu, gdy Blue nagle odciął się od chłopaka, gdy cała szkoła się o nim dowiedziała. To było słabe i nie pasowało do Blue, którego poznałam w książce. Ta cała dziwna sytuacja zmusiła Simona do napisania na publicznym forum wiadomości do Blue i ostatecznie doprowadziła do niesamowicie krępującej sceny na diabelskim młynie. Słyszeliście o secondhand embarrassment? Oznacza to odczuwanie zawstydzenia przez samo obserwowanie kogoś, kto robi coś żenującego.Tak się czułam oglądając scenę na diabelskim młynie. Cholera moment z Martinem był jedyną dobrą chwilą w tym! Jak mogło do tego dojść, skoro tak podobna scena w książce, prawie mnie rozczuliła? Coś poszło nie tak, jak pójść powinno.
[Koniec spoilerów!]

To porównanie zabrzmiało tak, jakbym uważała film za zły, a to bzdura! Zwyczajnie książka jest o niebo lepsza! Choć film zdecydowanie zabawniejszy. Chcę przez to powiedzieć, że się różnią i każdy z nich może funkcjonować niezależnie od siebie i obie wersje dobrze jest poznać. Powieść Becky Albertalli jest cieplejsza i ma bardziej wciągający romans, za to wersja aktorska bawi, a przy tym nie zapomina, że również porusza ważne tematy. Szczerze polecam i życzę sobie więcej takich książek i ich adaptacji!
Czytaj całość

Dajmy Avengersowi Księżniczkę!


Po tylu latach blogowania zaczęłam dostrzegać pewien wzorzec tematów, które poruszam i nawet taki ignorant, jak ja widzi, że superbohaterowie i księżniczki Disneya wysuwają się na pierwszy plan. Dziś wyjątkowo ich połączę i to dosłownie, bo w pary! Pomyślcie tylko, co by się stało, gdyby wywalić wszystkich królewiczów z bajek Disneya i zastąpić ich bohaterami Marvela?



Hulk i Bella

Ta para przyszła mi do głowy z oczywistych względów i nie, nie mam absolutnie na myśli tego, że Hulk jest bestią... chociaż jest. Bardziej przemawiały do mnie preferencje Belli. Ta dziewczyna naprawdę potrzebuje silnego mężczyzny z podwójną osobowością. Bruce Banner sprawdziłby się idealnie w roli towarzysza zaspokajającego jej intelektualne potrzeby. Co prawda wątpię, by Bella zrozumiała, jego wywody o fizyce jądrowej, czy promieniach gamma, ale Bella już w pierwszej piosence, którą śpiewała udowodniła, że jest snobką, więc zdecydowanie będzie entuzjastycznie kiwać głową, jakby wiedziała o czym mowa. Poza tym stawiam, że Banner też ma pokaźnych rozmiarów bibliotekę. Z drugiej strony Bella miałaby też Hulka, którego mogłaby udomawiać, jak zwierzątko (co zresztą robiła z Bestią) i miałaby po kim sprzątać bałagan. Pytanie tylko, czy Banner chciałby naszą księżniczkę? Cóż... obstawiam, że tak, skoro w jego typie jest Czarna Wdowa, a Bella ubrana w skórzany kombinezon wyglądałaby całkiem podobnie.

Alternatywa: Myślałam również o połączeniu Hulka z Pocahontas, by mogli sobie wspólnie hasać po lasach. Ostatecznie Hulka ze Śnieżką, ponieważ posiada najwięcej zwierzęcych niewolników sprzątających, którzy jako jedyni mogliby sprzątnąć zniszczenia, które Hulk powoduje. Niemniej w obu przypadkach Banner umarłby z nudów.

Kapitan Ameryka i Aurora

Czy jest ktoś, kto lepiej zrozumie klątwę snu, niż koleś, który przez 70 lat hibernował? Ta dwójka jako jedyna będzie potrafiła zrozumieć swoje lęki przed możliwością obudzenia się w zupełnie innym świecie. Ponadto oboje zostali ulepszeni. Steven poddał się działaniu eksperymentalnego serum, które dodało mu kilkanaście centymetrów tu i ówdzie, a przy okazji stał się dzięki temu szybszy, silniejszy i bardziej wytrzymały. Z kolei Aurora miała magiczne dopalacze od wróżek, dzięki czemu jest piękna i ładnie śpiewa. Ile pozostałych superbohaterów i księżniczek zaliczyło lepsze poprawki, niż mogliby zaproponować współcześni chirurdzy plastyczni? Zero!

Hawkeye i Merida

Merida ma dość dużą alergię na związki, lubi być sama sobie panią i główną (najlepiej jedyną) bohaterką swojej historii, więc jeśli mamy ją z kimś parować, to lepiej, by była to osoba, która nie zajmuje zbyt dużo czasu antenowego. Hawkeye nadaje się do tego idealnie, bo jak nikt inny potrafi kryć się w cieniu! Nie pamiętam nawet, czy zniknął, gdy Thanos pstryknął palcami, czy zwyczajnie od początku nie pojawił się w filmie - to jest wyczyn! Ponadto łączą ich wspólne zainteresowania - strzelanie z łuku, więc to zawsze jakiś start znajomości.

Groot i Pocahontas

Nawet nie będę udawać, że wpływu na ten paring nie miał fakt, że Pocahontas to jedyna księżniczka Disneya, która potrafi dogadać się z drzewami. Lepszego wyjaśnienia nie wymyślę.

Doctor Strange i Kida

Dlaczego? Powód jest dość trywialny - sądzę, że to jedyny Avengers, który mógłby przypadkowo trafić do Atlantydy. Ponadto Strange lubi dziwne, mistyczne i niespotykane rzeczy posiadające w sobie jeszcze bardziej mistyczne i tajemnicze moce, więc zdecydowanie byłby zafascynowany Kidą i miastem, w którym mieszka. Jak Serce Atlantydy mogłoby nie zdobyć serca Doctora Strange?! W końcu dziewczyna też jest bystra i ciekawa świata, więc z pewnością mieliby o czym rozmawiać. Poza tym nie wierzę, że jakakolwiek inna księżniczka Disneya spełniła wymogi Stephena. Idealnie wystylizowane fryzury i kolorowe sukieneczki z bufkami nie wydają się w jego stylu.

Thor i Roszpunka

Wcale nie tylko dlatego, że oboje mają piękne włosy! No dobra, to stanowiło główny powód, ale nie jedyny! Ta dwójka ma ze sobą wiele wspólnego! Pomyślcie tylko, Thor ma (a raczej miał) swój super młot (teraz super siekierę), a Roszpunka swoją niezwyciężoną patelnię. Ona chce zobaczyć świat, on jest z innego świata. Widzicie jak do siebie pasują?

Alternatywa: Thor mógłby również umawiać się z Meg. Kto jak kto, ale Thor zdecydowanie jest w jej stylu - taki piękny cud chłopiec, a w dodatku bóg. 100% w jej typie!

Ant-Man i Jasmina

Jasmina ma dość wątpliwy kręgosłup moralny i nie przeszkadza jej umawianie się ze złodziejem, nawet takim, który gnił już w celi, więc kryminalna przeszłość Scotta Langa i jego lepkie rączki nie będą stanowiły problemu. Nie stanowiłoby problemu również to, że mężczyzna nie ma własnego domu, czy majątku, skoro Jasmina to jedna z nielicznych księżniczek Disneya mających w sobie królewską krew, a jednocześnie będąca jedynym potomkiem władcy. To oznacza, że Ant-Man zostałby władcą Agrabahu, a dzięki pozyskanej technologii umożliwiającej zmniejszanie materii i możliwości przemiany w małą mróweczkę mógłby bez trudu zapełnić królewski skarbiec zdobyczami z Jaskini Cudów! To się nazywa win-win!

Drax i Alicja

Zarówno Drax, jak i Alicja mają swój własny świat. Ciężko znaleźć inną bohaterkę bajek Disneya, która byłaby równie pokręcona, jak kosmita, który wierzy, że jest niewidzialny, jeśli będzie się bardzo powoli ruszał. Wierzę, że ta dwójka leci na tych samych grzybach. Poza tym Drax czułby się w Krainie Czarów, jak w domu... chociaż istnieje szansa, że w końcu wymieniłby Alicję na Królową Kier lub Szalonego Kapelusznika.

Star Lord i Śnieżka

Star Lord lubi old school, a nie ma bardziej old schoolowej księżniczki, niż Śnieżka (w końcu jest najstarsza). Lubi również muzykę, więc dziewczyna może mu śpiewać cały czas. Oboje potrafią komunikować się ze zwierzętami. Poza tym, jeśli przez przypadek Quill zjadłby zatrute jabłko od Śnieżki, to istnieje szansa, że padłby nim zniszczy idealny plan ratowania świata. I nie martwcie się, zatrute jabłka można wyleczyć pocałunkiem, gdy będzie już po wszystkim.

Spider-man i Anna

Peter i Anna mają wiele wspólnego. Oboje pozytywni, nadpobudliwi i dość zabawni. Ona skacze jak opętana od rana i on też sobie skacze, tylko po budynkach. Mogliby więc poskakać sobie razem. A tak całkiem poważnie, to Spider-man słyszy od Iron Mana słowo "nie" tak często, jak słyszy to Anna od Elsy, Równie dobrze ci dwaj Avengersi mogliby zastąpić księżniczki w piosence "Ulepimy dziś bałwana" zmieniając lepienie bałwana na ratowanie świata.

Przy okazji podrzucam supermoce u księżniczek Disneya:
,

Ps. Zostawiłam Wam wielu Avengersów do połączenia z księżniczkami Disneya, więc zaszalejcie! Jestem ciekawa, jak ich sparujecie! Wiem tylko, że lepiej nie łączyć Esmeraldy z Zimowym Żołnierzem, bo raczej nie przypadnie jej chłopak bez ręki, skoro odrzuciła chłopaka z garbem.
Ps2. A Iron-Mana nie ma, ponieważ Gosiarella jeszcze nie wystąpiła w bajce Disneya!
Czytaj całość

Bezzębne warzywa z horroru, czyli Atak Pomidorów Zabójców!


Po przerwie wracam z nowym Kiczowatym Horrorem, żebyście czasem nie uwierzyli, że jest ich mało! Tym razem wrzucimy na ruszt pomidory, a konkretnie "Atak Pomidorów Morderców", w którym krwiożercze warzywa nie mają nawet zębów! Powiało grozą, prawda?



Czytaj całość

Gosiarella i Ralph Demolka w internecie, czyli reakcja na zwiastun


Niedawno pojawi się w sieci nowy zwiastun "Ralpha Demolki w internecie". Pewnie większość z Was już go widziała, a Gosiarella dopiero wczoraj, gdy część z Was zalała mnie linkami do niego z żądaniem natychmiastowego obejrzenia. Abyście mieli pewność, że już to zrobiłam, nagrałam bardzo spontaniczną reakcję na zwiastun. Wybaczcie mi to.





Ps. W poprzednim filmie mówiłam, że nie mam problemów ze wzrokiem, a jednak Marvela nie zauważyłam, więc chyba okulista wzywa!
Czytaj całość

Czy Shuri może zostać oficjalną księżniczką Disneya?


Nie sposób zaprzeczyć, że Shuri, czyli młodsza siostra T’Challa z "Czarnej Pantery", jaśniała na ekranie stając się jedną z ciekawszych damskich postaci w MCU. Jak większość z nas doskonale wie Marvel należy do Disneya, więc czy istnieje szansa, by księżniczka Wakandy mogła zostać uznana za oficjalną Księżniczkę Disneya?

Ostatnio trafiłam na kilka artykułów (zarówno polskich, jak i amerykańskich), które ogłosiły Shuri oficjalną Księżniczką Disneya. Nie wiem, skąd czerpią swoje informację, bo nie znalazłam oficjalnego potwierdzenia, dlatego zaliczę to jako kolejny fake news. Wiem, że w tym momencie łamię serce nie jednej dziewczynki, która chciałaby, aby Shuri została uznana oficjalnie za księżniczkę, ale szanse na to są w najlepszy razie marne. Oczywiście nie mam w sobie ani kropli krwi Walta Disneya (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), ani nie jestem ich oficjalnym rzecznikiem, jednak jestem przekonana, że Shuri nie zostanie oficjalną Księżniczką Disneya. Przynajmniej nie ma na to szans, dopóki obowiązują aktualne zasady i wymogi zostania jedną z Disney Princess. I nawet nie chodzi o to, że jest bohaterką filmu spod logo Marvela, a nie Disneya, bo to jeszcze dałoby się obejść, jak w przypadku Meridy pochodzącej od Pixara. Problem leży gdzie indziej.



Zacznijmy od podstaw, czyli kim są Oficjalne Księżniczki Disneya? W skrócie są nimi bohaterki, które spełniły wymogi i zostały oficjalnie koronowane, a dzięki temu zostały wciągnięte do serii Disney Princess. Chcecie sprawdzić, czy Shuri spełnia te kryteria? Proszę bardzo!
Czy bohaterka jest człowiekiem? Tak, zdecydowanie jest, więc lecimy dalej.
Czy jest głównym bohaterem animacji? Nie i nie. Nie jest ani główną bohaterką, ani nie występuje w animacji, więc możemy sobie odpuścić dalsze sprawdzanie.

Głównym problemem jest tutaj głównie fakt, że Shuri dostała swoją ludzką oficjalną odsłonę -  Letitię Wright. Podobny problem był z księżniczką Giselle z "Zaczarowanej", która teoretycznie spełniała wszystkie wymogi, by zostać wciągnięta do franszczyzny, jednak została odrzucona, ponieważ jej odsłonę w prawdziwym świecie odgrywała Amy Adams.
Widzicie w świecie Disneya i oficjalnych księżniczek istnieje coś takiego, jak oficjalna koronacja na księżniczkę. W czasie uroczystości pojawiają się wszystkie wcześniej koronowane księżniczki, by powitać w swoim gronie tę nową i oficjalnie wcisnąć jej koronę na głowę, a później wspólnie spacerują po parku rozrywki. Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby Disney ukoronował Letitię Wright i kazał jej do końca życia biegać po parku, ku uciesze turystów. Po pierwsze dlatego, że Letita jest aktorką większego formatu, po drugie nie będzie Disneya na to stać, a po trzecie ona kiedyś się zestarzeje, a jak powszechnie wiadomo księżniczki Disneya są wiecznie młode i nieśmiertelne. Pomyślcie tylko o Śnieżce, która zadebiutowała na ekranie 81 lat temu i jak się trzyma!

Oto wszystkie oficjalne Księżniczki Disneya.

Wynika z tego, że Shuri jest w takim samym stopniu księżniczką Disneya, jak Thor jest królewiczem Disneya, czyli w zasadzie żadną. Chyba że uznajecie również Leię z "Gwiezdnych Wojen" za disneyowską księżniczkę. Niemniej osobiście uważam, że nie ma co płakać. Shuri jest świetną marvelowską księżniczką i nie trzeba na siłę ją wpychać do Disneylandów, bo i po co? Na moje oko znacznie bardziej poszkodowane są Kida, Meg, czy wspomniana wcześniej Giselle.

Ps. Gdyby ktoś mnie pytał chętnie zobaczyłabym linię księżniczek (i księciuniów) Marvela, choćby po to, żeby zobaczyć w takiej roli Lokiego. Tak tylko mówię...
Czytaj całość

Co przywlecze czerwiec, czyli premiery filmowe i książkowe!


Uznajmy, że nadejście nowego, czerwcowego zestawienia najciekawszych premier książkowych i filmowych, całkiem przypadkowo zbiegło się w czasie z Dniem Dziecka. Sprawdźcie, wybierajcie i korzystajcie z okazji, by jeszcze z prośbą w oczach zażyczyć je sobie z okazji tego prezentogennego święta!

Madeline Miller - Kirke 
Wydawnictwo: Albatros
Data: 13 czerwca

Opowieści oparta na motywach mitologicznych zawsze chętnie sprawdzam, więc ta zdecydowanie trafia na moją listę must-read!

W domu Heliosa, boga słońca i najpotężniejszego z tytanów, rodzi się córka. Kirke jest dziwnym dzieckiem – nie tak potężnym jak ojciec ani tak bezwzględnym jak matka... Dziewczyna próbuje odnaleźć się w świecie śmiertelników, lecz odkrywa w sobie czarnoksięską moc, dzięki której może zagrozić samym bogom... Z tego powodu zostaje wygnana. Nie zamierza jednak przestać kształcić się w czarach. Jej ścieżki skrzyżują się z Minotaurem, Dedalem, jego synem Ikarem, morderczą Medeą i, oczywiście, z przebiegłym Odyseuszem.
Samotna kobieta zawsze narażona jest na niebezpieczeństwo, a Kirke nieświadomie budzi gniew zarówno w ludziach, jak i w mieszkańcach Olimpu. Aby ochronić to, co kocha, będzie musiała zebrać wszystkie siły i zdecydować, czy należy do bogów, z których się urodziła, czy do śmiertelników, których pokochała. 

Jakub Ćwiek - Stróże
Wydawnictwo: SQN
Data: 6 czerwca


LOKI - kłamca, oszust, zdrajca i... ostatnia nadzieja Twojego anioła stróża!
Nietypowe śledztwa, dziwne międzygatunkowe przyjaźnie i całe tony niebiańskiej biurokracji... Ot, dzień jak co dzień w pracy anioła stróża.
Wszystko komplikuje się – jak zwykle... – przez Lokiego: cyngla od brudnej roboty, prowodyra i sprawcę niejednego zamieszania. Tym razem nordycki bóg kłamstwa pokaże pełnię swoich możliwości.
Jeśli znasz i lubisz Kłamcę, Stróże sprawią, że polubisz go jeszcze bardziej. Jeśli nie znasz, oto świetna okazja, by zacząć właśnie od tej książki! A jeśli znalazłeś się w grupie, która miała autorowi za złe zakończenie tamtej historii, wiedz, że nic nie kończy się ostatecznie ani tylko na jeden sposób.
Stróże zmienią wszystko!

Lisa Maxwell - Ostatni mag
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data: 13 czerwca


Współczesny Nowy Jork. Magia została tu niemal całkiem zapomniana. Nieliczni ludzie obdarzeni nadprzyrodzoną mocą – Magini – muszą ukrywać swoją prawdziwą tożsamość. Każdy Magin przybywający na Manhattan staje się więźniem Krawędzi, bariery energetycznej, która otacza wyspę ze wszystkich stron. Kto ją przekroczy, ten straci moc, a często i życie.
Esta jest zdolną złodziejką od dziecka szkoloną w sztuce wykradania czarodziejskich artefaktów z rąk Zakonu, złowrogiej organizacji, która stworzyła Krawędź. Dzięki darowi panowania nad czasem Esta potrafi cofać się do przeszłości i podbierać magiczne przedmioty niezauważona. Teraz czeka ją najważniejsza ze wszystkich dotychczasowych misji: będzie musiała się przenieść do roku 1902 i ukraść prastarą księgę zawierającą sekrety Zakonu i Krawędzi, zanim tajemniczy Mag zniszczy ją i pozbawi Maginów szans na lepsze jutro.

David Lozano - Valkiria. Game over
Wydawnictwo: Finebooks
Data: 20 czerwca

Wiadomość na telefon komórkowy.
Nadawca nieznany.
Groźba, że jeśli nie weźmiesz udziału w grze, obciążający cię film dotrze do właściwej osoby.
Twój związek, twój świat, a nawet twoje życie znalazło się w niebezpieczeństwie.
Valkiria cię wybrała.
Nie uciekniesz.

Marion Zimmer Bradley - Mgły Avalonu
Wydawnictwo: Zysk i Ska
Data: 4 czerwca


Magiczna legenda Króla Artura, opowiedziana z perspektywy kobiet, które dzierżyły władzę zza tronu
Albowiem, tak jak mówię, zmienił się sam świat. Był taki czas, kiedy wędrowiec, jeśli miał ochotę i znał choćby kilka tajemnic, mógł wypłynąć łodzią na Morze Lata i dotrzeć nie do Glastonbury pełnego mnichów, lecz do Świętej Wyspy Avalon. W tamtych czasach wrota łączące światy unosiły się we mgle i otwierały się wedle woli i myśli wędrowca…
Morgiana, obdarzona darem Wzroku i związana z losem Artura Pendragona, swego brata-kochanka, opowiada historię krótkiej świetności Camelotu. Nie jest to jednak opowieść o rycerskich czynach, lecz widziana kobiecym okiem wizja społeczeństwa u progu dziejowych zmian.

Wydawnictwo: Moondrive
Data: 29 czerwca

Ostatnią, ale równocześnie najbardziej pożądaną przeze mnie nowością jest drugi tom "Illuminae" Jay'a Kristoffa i Amie Kaufman (jeśli nie znacie, to sprawdźcie video recenzję "Illuminae")! Osobiście uwielbiam akcje wydawnicze Moondrive i liczyłam, że kolejny tom tej serii również będzie w taki sposób wydawany (tyle gadżetów!). Dlatego już teraz zachęcam do sprawdzenia i kupienia przedpremierowo, bo a) wspomożecie jej wydanie, b) dostaniecie gadżety, c) znając życie taniej nie będzie i d) nigdzie indziej nie da się kupić.


Jurassic World: Upadłe królestwo - 8 czerwca

Twój Simon - 15 czerwca

Kochając Pabla, nienawidząc Escobara - 15 czerwca


Uprowadzona księżniczka - 22 czerwca


Ps. A Wy czym będziecie się truć w czerwcu?
Ps2. Wszystkiego dobrego dzieciaczki!
Czytaj całość

Polityka Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Małgorzata Stefanik, e-mail: gosiarella@gmail.com. Zamieszczając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez Administratora. W każdej chwili masz prawo do: żądania dostępu do swoich danych osobowych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania, przeniesienia, cofnięcia zgody na przetwarzanie oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego. Na blogu zaimplentowany jest kod śledzenia Google Analitycs w celach analizy statystyki bloga.

© Copyright Gosiarella