[Wideo] Jak wyglądałaby rekrutacja na stanowisko Wikinga?


Prawdziwych wikingów już nie ma. Wyginęli, a raczej ucywilizowali się wieki temu. Nikt już na szczęście nie przypływa do nadmorskich wiosek, by grabić, gwałcić i zabijać. Niemniej przez ostatni tekst zestawiający fabułę "Wikingów" z historią zaczęłam się poważnie zastanawiać, jak wyglądałby ten zawód teraz. Na nieszczęście dla Was ta myśl zaowocowała nowym filmem...

... innymi słowy Gosiarella rekrutuje wikinga!




Ps. Oglądacie na własną odpowiedzialność!
Ps2. Skoro jesteśmy przy szalonych pomysłach, to co powiecie, by niebawem pojawił się nowy odcinek serii "Zróbmy z tego bajkę"? Macie jakieś życzenia odnośnie przerabianego horroru?
Czytaj całość

Lecimy w kosmos, czyli 9 książkowych Space Oper

Młodzieżowe space opery książkowe

Ach, space opery! Kosmiczne podróże, romantyczne przygody wśród gwiazd i międzygwiezdne bitwy! Jak ich nie kochać? Nie da się! Dlatego przygotowałam dla Was listę dziewięciu serii książek, które podbiją Wasze serca... a przynajmniej większość z nich powinna!

Przy okazji, jeśli jakiś tytuł szczególnie Was zaciekawi, to możecie przeczytać jego pełną recenzję klikając na podlinkowany (na różowo) tytuł i/lub przejść do księgarni (linki znajdują się zaraz pod okładkami). Tak, tym razem się postarałam, by znaleźć w odmętach internetów egzemplarze w okazyjnych cenach, żebyście mi nie płakusiali, że książek nigdzie nie można znaleźć i tylko złośliwie narobiłam Wam ochoty!



Lista książek o podróżach kosmicznych


[W skład tej trylogii napisanej przez Beth Revis wchodzą "W otchłani", "Milion Słońc" oraz "Cienie Ziemi". Udało mi się znaleźć te tomy w księgarni od 8 zł - śpieszcie się, bo nie wiem, jak długo te ceny się utrzymają]


Fabuła: W niedalekiej przyszłości ludzie dowiadują się o planecie, na której mogą się osiedlić i w tym celu budują ogromny statek kosmiczny - Błogosławionego. Podróż nim ma zając 300 lat, a to, co zastaną na Centauri jest zagadką. Dlatego postanawiają hibernować dowódców, doświadczonych strategów wojskowych oraz naukowców. Wśród wytypowanych na misję znajdują się rodzice Amy, która zostaje wybudzona ze snu przed czasem. Do lądowania na Centauri-Ziemi pozostało 50 lat. Teraz żyje ze świadomością, że musi spędzić życie na statku z bardzo dziwnymi ludźmi. Społeczeństwo z Błogosławionego było szczelnie zamknięte przez 250 lat. Ich pula genetyczna tak się wymieszała, że niczym się od siebie nie różnią: są jednej rasy, nie wyznają żadnej religii oraz nie myślą samodzielnie. Ich prawa i zwyczaje są dla nas - współczesnych ludzi, czymś nie do przyjęcia.



Ocena: Podobało mi się bardzo precyzyjne stworzenia świata i nowej cywilizacji od zera. Wszystkie mechanizmy społeczne, ich przyczyny oraz skutki są precyzyjnie wyjaśnione i czytelne dla odbiorcy. Na plus zaliczam również narracje prowadzoną z punktu widzenia dwójki bohaterów: Amy - nam współczesnej nastolatki oraz Starszego - nastolatka wychowanego na statku. Dzięki temu można poznać oba punkty widzenia i łatwiej wdrożyć się w wykreowany świat. Niemniej największą zaletą jest dla mnie fakt, że w końcu bohaterowie dotarli na Centurię-Ziemię i mogłam przekonać się, jak autorka wyobraża sobie taką planetę i warunki na niej panujące. Przyznaję, że udało jej się mnie zaskoczyć. Polecam!


Książki podobne do W ramionach gwiazd

[Pierwszy tom serii Amie Kaufman i Meagan Spooner jest ogólnodostępny, jednak dwa kolejne można kupić jedynie w Moondrive Shop]

Fabuła: Każdy tom opowiada historię innych bohaterów, jednak ostatecznie łączą się ze sobą w walce z jednym wrogiem. Historię rozpoczyna "W ramionach gwiazd", gdy Ikar - największy prom kosmiczny w całej galaktyce, ulega awarii w trakcie rejsu. Zrządzeniem losu (a jakże!) osiemnastoletni bohater wojenny Tarver i córka najbogatszego człowieka w galaktyce Lilac LaRoux, trafiają wspólnie do jedynej kapsuły ratunkowej, która ocalała z katastrofy. Brzmi, jak początek kosmicznego romansu? Cóż... właściwie tak właśnie jest, ale spokojnie, bo od tego momentu zaczyna się robić ciekawie. Otóż planeta, na której awaryjnie lądują nie jest taka, jakiej się spodziewali. Choć pozornie wykreowana na typową kolonię LaRoux, to w rzeczywistości wydaje się niezamieszkała przez ludzi. Dodatkowo niedługo po katastrofie, pannę LaRoux zaczynają męczyć niepokojące wizje, w których widzi martwych pasażerów Ikara.

Ocena: Głównym tematem "W ramionach gwiazd" jest romans i walka o przetrwanie na wyludnionej ziemi. Przyznaję, że romans był całkiem zgrabnie napisany i jak na opowieść mającą jedynie dwójkę bohaterów całkiem mi się podobała. Niemniej ta seria nie jest ambitna, przełomowa, ani nawet wykreowany świat nie jest specjalnie zachwycający, czy unikalny, ale i tak czytanie jej gwarantuje mile spędzony czas. Dodatkowo podoba mi się, że każda część opowiada o romansie innej pary, a jednak bohaterowie wszystkich tomów pojawiają się w tle kolejnych historii.

Książki podobne do W otchłani

[W Polsce pojawiła się niedokończona seria Amy Kathleen Ryan, czyli pierwsze dwa tomy: "Blask" i "Iskra". Z tego co mi wiadomo wydawnictwo Jaguar wstrzymało się z wydaniem ostatniego tomu, jednak "Blask" znajdziecie w śmiesznej cenie.]

Fabuła: Empireum i Nowy Horyzont są ogromnymi statkami kosmicznymi, który wyruszyły z Ziemi w celu zaludnienia nowej planety. Pierwszy wyruszył Nowy Horyzont, dlatego w chwili, gdy zrównał się ze swym bliźniaczym statkiem, załoga Empireum zaczęła się niepokoić. Niespodziewanie następuje atak. Plan jest niemal doskonały. W ciągu kilku chwil zostaje wymordowana większość dorosłych, a Ci, którzy przeżywają orientują się, że ich dzieci są w niebezpieczeństwie. Wszystkie urodzone na statku dziewczęta zostają porwane, przy próbie uniemożliwienia tego czynu giną kolejni, bezbronni ludzie. Ostatecznie porywacze wraz z młodymi kobietami i dziewczynkami odlatują, a część ocalałych rodziców rusza za nimi w pogoń. Goście zostawili po sobie jeszcze jedną pamiątkę - sprawiają, że stopił się rdzeń reaktora. Gdyby nie udało się opanować awarii, Empireum nigdy nie doleciałoby na nową planetę.

Ocena: "Blask" ma ważną zaletę, a mianowicie przez niemal całą książkę nie wiedziałam komu zaufać i w co wierzyć. Kto jest dobry, a kto zły? W końcu odkryłam, że Amy K. Rayan stworzyła jedną z tych nielicznych książek, w której zło i dobro, niczym czerń i biel przeplatają się ze sobą dając całą gamę szarości. Niestety samych bohaterów niezbyt polubiłam. Ogólnie książka mi się podobała, ale nie na tyle, by przeczytać drugi tom - przynajmniej na razie.

Książki podobne do Fobos

[Na ostatni tom trylogii Victora Dixena jeszcze czekamy, ale z zaufanego źródła wiem, że to kwestia kilku miesięcy. Pierwszy tom znajdziecie tutaj, a drugi w Moondrive shop]

Fabuła: Zapraszam na marsjańskie reality show! Wybrano sześć dziewczyn i sześciu chłopaków w wieku od 17 do 20 lat, którzy spotkali się dopiero na pokładzie statku kosmicznego, gdy lecieli na Marsa. Tam mogli spotkać się jedynie kilkanaście razy przez sześć minut — to miało im wystarczyć, by się poznać i wybrać swoje przyszłego partnera, z którym wezmą ślub, gdy tylko wylądują na Marsie. Nietypowe, ale jakie mają wyjście? Skoro już wsiedli na pokład, to żadnego. Gdyby emocji było mało to, dość szybko dowiadujemy się, że część twórców programu jest świadoma Raportu Noego, wedle którego baza na Marsie jest śmiertelną pułapką, więc uczestnicy nie pożyją tam długo. 

Ocena: Jaram się! Strasznie mi się podobał ten pomysł! Pomysł mnie zachwycił, bohaterowie byli całkiem nieźli, ale chyba najważniejsze w ich przypadku jest to, że każdy z nich ma inną osobowość oraz skrywa zaskakujący sekret. Seria jest pełna zwrotów akcji i zaskakuje. Wciąga i powoduje kaca książkowego! Tylko w pierwszym styl autora trochę razi i pompatyczne teksty (plus totalne skretynienie) wielkich złych konspiratorów. Przeczytajcie recenzje obu tomów Fobosa!

Książki podobne do Illuminae

[W Polsce dopiero niedawno pojawił się pierwszy tom Illuminae Amie Kaufman i Jay'a Kristoffa (kupicie go tylko tutaj), a w Stanach dopiero w marcu 2018 pojawi się trzeci. Jeszcze nie wiadomo ile autorzy mają w planach.]

Fabuła: Po ucieczce z zaatakowanej planety, ocaleni z Kerenza IV wciąż muszą walczyć o przetrwanie. Teoretycznie największym zagrożeniem jest ścigający ich statek kosmiczny wroga, jednak dość szybko dochodzi na pokładzie do katastrofalnych w skutkach wydarzeń, które zdziesiątkują ludność. W całym tym zamieszaniu jest para, która zerwała ze sobą w dzień wrogiego ataku. Teraz Kady i Ezra mają tylko siebie.

Ocena: TA KSIĄŻKA JEST GENIALNA! Pełna zwrotów akcji, które zaskakują. Pełna niezwykłych wydarzeń. Okropnie wciągająca. Rewelacyjna! I niezwykła, bo wydana w taki sposób, jak żadna wcześniej. Zresztą sami zobaczcie i dowiedzcie się o "Illuminae" więcej! Samo czytanie jej jest przygodą. Zdecydowanie polecam!

Książkowe Space opery lista

["Gwiezdny wojownik" Katarzyny Bereniki Miszczuk doczekał się ostatnio wznowienia, więc dostępny jest w księgarniach w dwóch wersjach - jestem ciekawa, którą wybierzecie.]

Fabuła: Wyobraźcie sobie statek kosmiczny, ale nie jakiś nowoczesny i sprawny, lecz największego grata z przestarzałą technologią i Zygmuntem – komputerem pokładowym, który bardziej interesuje się pogaduszkami z członkami załogi, niż pilotowaniem statku. Podejrzewam, że Wasze wyobrażenie dalej jest zbyt dobre, dlatego dodam, że statek ma zepsutą toaletę, a głównemu mechanikowi zostaje dużo (za dużo!) śrubek. Teraz przejdźmy do przeglądu załogi. Komandor jest stereotypowym Polakiem z kanistrem podejrzanej wódki, przyczajonej w najdziwniejszych miejscach na pokładzie. Mechanik o wątpliwej higienie osobistej i olbrzymiej posturze, który nie do końca wierzy w mocowanie śrubami (skąd ja to znam?). Do tego dochodzi pesymistyczny doktor Strzykawka, brzydka, jak noc listopadowa, niemiecka pani naukowiec z zamiłowaniem do pająków, seksowna pani strzelec oraz przystojny nawigator, w którym drzemie hiszpańska krew. To właśnie Ci ludzi mają przemierzyć galaktykę, w kosmicznym złomie, nazwanym dumnie „Gwiezdnym Wojownikiem”, a dodatkowo uratować świat. No tak… ktoś chyba wyraźnie pragnie zniszczenia rodzimej planety.

Ocena: Bardzo podobała mi się absurdalność tej książki, jej bohaterów, ich misji i świata, a raczej wszechświata, w którym żyją. Często przy pewnych stereotypowych problemach, cisnął mi się na usta nieprzyjemny komentarz, którego nawet nie musiałam zapisywać (by Wam go przedstawić), ponieważ autorka mnie wyręczyła wstawiając go do swojej książki. Przez to mam wrażenie, że „Gwiezdny Wojownik” został spisany specjalnie dla mnie i ludzi o podobnym poziomie złośliwości.

Książki o podboju Marsa

[Wszystkie trzy tomy Red Rising Pierce'a Browna, czyli "Złota Krew", Złoty Syn" i "Gwiazda Zaranna" są dostępne w księgarni]

Fabuła: Życie Czerwonych na Marsie nie jest łatwe. Zwłaszcza tych, którzy pracują w kopalniach i nigdy nie widzą słońca. Żyją krótko. Umierają młodo. I nie ma dla nich sprawiedliwości.
Darrow Helldiver, Czerwony górnik, przez okrutne prawo Złotych stracił wszystko. Teraz ma szansę walczyć o wolność dla swoich ludzi, jeśli tylko uda mu się wślizgnąć się w szeregi panujących i rozbić system od środka.

Ocena (zdaniem eM, bo Gosiarella nie czytała): Może to nie jest nic nadzwyczajnego, ale ciekawie jest zobaczyć nowe połączenie motywów w bardziej realistycznej (chociaż może to brzmi niezbyt dobrze, biorąc pod uwagę, że eM pisze o książce w której wszystko dzieje się w kosmosie, a nauka ewoluowała tak, że ludzie są naprawdę podzieleni w kasty także poprzez manipulację biologiczną). Czyta się całkiem szybko, chociaż początek pierwszej i drugiej części trochę się dłużył, ale potem akcja gnała do przodu tak, że eM nie była pewna czy wszystko dobrze rozumie.


[Dopiero niedawno pierwszy tom pojawił się w Polsce, dlatego "Samotność odległych gwiazd" znajdziecie bez problemu tutaj w zaskakującej cenie]

Fabuła: Ventura to gigantyczny statek kosmiczny, dwutysięczne miasto. Wyruszył z Ziemi 84 lata temu. Za 262 lata dotrze do planety, z której odebrano tajemniczy sygnał. Nikt z załogi nie zna Ziemi i nie pozna kresu podróży. Na Venturze się urodzili i na Venturze umrą. Mają tylko jeden obowiązek: przekazywać ziemską wiedzę kolejnym pokoleniom. Tylko Seren odczuwa beznadziejność tej egzystencji, która nie daje wyboru. Marzy, by poczuć dotyk słońca na skórze. Domingo staje się jej słońcem. Ale na Venturze to system wybiera każdemu partnera.

Młodzieżowe książki o kosmosie i gwiazdach

[Aktualnie wydano jedynie pierwszy tom serii Rominy Russell. "Zodiaka" znajdziecie tutaj.]

Fabuła: Świat stanął na krawędzi chaosu: galaktykę Zodiaku i jej Dwanaście Domów nawiedza seria zaburzeń pogodowych, niosących śmierć i zniszczenie. Rho, 16-letnia mieszkanka konstelacji Raka, ma przed sobą najtrudniejsze zadanie. Musi przekonać nieświadomych Strażników pozostałych jedenastu domów, że zaburzenia mogą być związane z powrotem Ochusa, mitycznego założyciela Trzynastego Domu.

Podobało się?

Ps. Lubicie klimat podróży w kosmosie? Jeśli tak, to za co?
Ps2. Dorzucilibyście do powyższej listy inne ciekawe space opery?
Czytaj całość

PopHistoria: Wikingowie vs Historia

Historia Ragnara z Wikingów

"Wikingowie" mają już na swoim koncie cztery sezonu i nie można zaprzeczyć, że ten serial cieszy się niezwykłą popularnością, więc z pewnością chcielibyście wiedzieć, co z tego, co zaprezentowali twórcy było oparte na faktach, a co całkiem zmyślone. Mamy naprawdę sporo materiału, więc lepiej od razu weźmy się za prawdziwą historię Wikingów!

Mimo wielu wspaniałych, dzielnych wojowników biegających na ekranie, to niezaprzeczalnie Ragnar Lodbrok jest głównym bohaterem serialu. Warto wiedzieć, że nie jest on jedynie wytworem wyobraźni Michaela Hirsta. Co prawda wikingowie nie byli zbyt dobrzy w dokumentowaniu swoich dziejów, więc większość z tego, co Wam za moment opowiem, opiera się na skandynawskich sagach i kronikach krajów, które najechali. Zasadniczym problemem Ragnara Lodbroka jest to, że historycy wciąż się sprzeczają, czy istniał naprawdę oraz czy był on Ragnarem Lodbrokiem, czy może Ragnarem i Lodbrokiem tj. dwoma różnymi osobami, których po kilku wiekach połączono w jednego wielkiego wikinga z masą dokonań na koncie. My łaskawie założymy, że wszystkie czyny, które przypisują mu w "Sadze o Ragnarze" i Gesta Danorum, czyli średniowiecznej kronice historii Danii spisanej przez Saxo Gramatyka na przełomie XII i XIII wieku, to dokonania jednej osoby. Nie będziemy się też przejmować tym, że oba dzieła momentami są rozbieżne, ponieważ chce Wam jedynie pokazać na czym twórcy serialu opierali się przy jego tworzeniu, a co było ich wkładem własnym. 
Ragnar w serialu uważał się za potomka Odyna, ale w rzeczywistości przypisuje mu się pokrewieństwo z królem. Powiedziałabym, że to i tak całkiem spoko. Zadajmy sobie najważniejsze pytanie: Czy Ragnar łupił tam, gdzie wikingowie zazwyczaj nie łupili? W końcu serial zaczyna się od jego wielkiego marzenia, by wspólnie z kompanami grabić, gwałcić i zabijać na nowych terenach. Cóż... Ragnarowi rzeczywiście przypisuje się wiele niezrównanych bitew i podbojów. Najeżdżał Brytanię i Francję, udało mu się nawet złupić Paryż. Co prawda to nie były takie dokonania, jak jego synów, ale do nich jeszcze dojdziemy i wtedy wyjaśni się, czego dokonał Ragnar, a czego członkowie jego rodziny. Niemniej by opowiadać o potomkach, musimy najpierw poznać historię jego żon! 

Ragnar & Lagertha
Legenda o Lagertha

Źródła, które wcześniej wymieniłam wspominają o trzech żonach Ragnara, jednak podobnie jak twórcy serialu, pominiemy Thorę, by zacząć od mojej ulubionej postaci, czyli Lagerthy. Wedle legendy Lagertha była spokrewnioną z norweskim królem Siwardem, który zginął z ręki szwedzkiego króla Fro. Fro po swoim zwycięstwie postanowił oddać kobiety bliskie upadłemu królowi do burdelu. Wyobrażacie sobie tak upokorzoną Lagerthę? Ona też sobie nie wyobrażała, więc gdy tylko Ragnar przybył ze swoją armią, ta stanęła do boju. Ba! Postanowiła wyszkolić pozostałe kobiety, odziać je w męskie ubrania i dać broń, by również mogły walczyć o swoje dobro. Ragnar od razu zakochał się w dzielnej wojowniczce, która stanęła w pierwszym szeregu i walczyła równie zaciekle, jak jej towarzysze. Co ciekawe nasza dzielna bohaterka niespecjalnie była zadowolona z rychłych oświadczyn, a przynajmniej tak wnioskuję na podstawie tego, że tuż po ich przyjęciu zwabiła Ragnara do chatki, którą strzegł niedźwiedź i ogar. Ku własnemu zdziwieniu zobaczyła, że jej adorator zabił oba zwierzaki, więc nie miała wyjścia. Para doczekała się dzieci, jednak ich związek, podobnie jak w serialu zakończył się rozwodem. Wiele lat później ich losy ponownie się złączyły, bo gdy Ragnar potrzebował jej pomocy, ta zjawiła się wraz z nowym mężem, armią i okrętami. No cóż... takiej byłej żony każdy mógłby Ragnarowi pozazdrościć. Chociaż żona z niej nie najlepsza, skoro zaraz po tych wydarzeniach, doszła do wniosku, że najroztropniej dla niej będzie zamordować owego nowego męża, by samotnie rządzić swoimi włościami.


Ragnar & Aslaug
Po rozstaniu z Lagerthą, nasz wiking na jednej ze swoich licznych wypraw poznał piękną dziewczynę, która nie chciała mu zdradzić swojej prawdziwej tożsamości. Uwiodła go jej niezwykła uroda i spryt, jakim się wykazała, gdy kazał jej zjawić się przed jego obliczem: ani nagą, ani odzianą, ani wyposzczoną ani najedzoną, a przy okazji nie powinna też przychodzić sama, ale nie może jej towarzyszyć żaden człowiek. Dziewczyna test zdała uciekając się do niemal tych samych rozwiązań, co serialowa Aslaug.

Wikingowie jakie są fakty?
Taka spryciula!

W przeciwieństwie do tego, co pokazano nam w serialu, Ragnar nie zdradził Lagerthy biorąc sobie za żonę Aslaug. Skoro nienawidzimy jej odrobinę mniej, to zajmijmy się jej historią. W końcu Ragnar poznał jej pochodzenie, a rodowód to ona miała całkiem niezły. Ojcem Aslaug był Sigurd legendarny bohater nordyckiej mitologii, który zabił Fafnira tj. smoka. Matką z kolei była walkiria Brynhilda. Wiecie, walkirie były nadnaturalnymi wojowniczkami, córkami Odyna, a wśród nich jedną z najbardziej znanych była właśnie Brynhilda. Pomijając już to, że saga o romansie rodziców Aslaug jest jedną z najczęściej pojawiających się w popkulturze, to chciałabym zaznaczyć, że patrząc na drzewo genealogiczne Aslaug była wnuczką Odyna - naczelnego boga w ich mitologii! To trochę tak, jakbyśmy się dowiedzieli, że praprzodkiem naszej znajomej był nie jakiś tam Mieszko I, a Jezus.

Małżeństwo Ragnara i Aslaug miało swoje wzloty i upadki, jednak ostatecznie trzeba przyznać, że gdyby nie ono, to nie pojawiłyby się cztery dzieciaki, które dość mocno, czy też krwawo zapisały się na kartach historii. Mowa oczywiście o Ivarze Bez Kości, Halfdanie Ragnarssonie, Sigurdzie Wężoweoko oraz Ubbe Ragnarssonie. Nim jednak Wam o nim opowiem skupmy się na innym krewnym, by zachować względny porządek chronologiczny.


Rollo

W serialu Rollo jest dość niewiernym bratem Ragnara, jednak w rzeczywistości ciężko dopatrzeć się między nimi tak bliskiego pokrewieństwa, skoro nasz główny bohater zmarł przed 865 rokiem, zaś Rollo urodził się w 846 roku (według innych źródeł ok. 860 roku, niby to się nie wyklucza, ale w chwili śmierci Ragnara, Rollo miałby jedynie 19 lub 5 lat). Niemniej nie wszyscy badacze wykluczają ich pokrewieństwo, więc nie będę Wam łamać serca. Tak czy inaczej Rollo był wikingiem i brał udział w napadach na Anglię, a później był również jednym z wielu pomniejszych wodzów podczas oblężenia Paryża w 885 roku. Chyba wyjątkowo mu się tam spodobało, bo jeszcze wielokrotnie się tam zapuszczał. Udało mu się nawet opanować ziemie u ujścia Sekwany, które stały się zaczątkiem przyszłej Normandii. Oczywiście jak na wikinga przystało - nie przestał poszerzać swoich terytoriów. 





Zawsze bawiło mnie, że w serialu Rollo jest najczęściej chrzczonym wikingiem. W rzeczywistości oficjalnie przyjął chrzest w 912 roku, chociaż niewiele to dla niego zmieniło. Dalej kultywował wiarę swoich przodków nie widząc nic złego w zabieganiu o pomoc i protekcję różnych bóstw. Zresztą podobnie wyglądał jego pochówek. Gdy książę Rollo zmarł, urządzono mu chrześcijański pochówek, ale później na jego grobie zabito stu jeńców, by dzielnie mu służyli jako niewolnicy w zaświatach (w Walhalli chyba nie było niewolnictwa, bo jak oni mogliby zostać tam zaproszeni?). Zastanawiacie się co na to wszystko jego serialowa bogobojna żona, księżniczka Gisela? Otóż zupełnie nic, bo w rzeczywistości to nie ona była jego małżonką, a hrabina Poppą z Bayeux, z którą doczekał się dwójki dzieci: Adeli i swojego następcy Wilhelma I Długiego Miecza. Jeśli dobrze prześledziłam jego potomków, to wychodzi na to, że Rollo był przodkiem Henryka II Plantageneta, a co za tym idzie również Henryka VIII - ta myśl mnie bawi bardziej, niż wypadałoby. Niemniej zostawmy w spokoju potomków Rollo i zajmijmy się synami Ragnara.

Bjørn Żelaznoboki

Nie ma wątpliwości, że Bjørn Żelaznoboki był postacią historyczną. Cicho szepnę: Król Szwecji. Trzeba przyznać, że Bjørn obierając drogę kariery wzorował się na tacie - z tym, że miał większy rozmach. Drżeli przed nim zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie. Chłopak złupił Francję i Hiszpanię, gdzie założył bazę wypadową na Gibraltarze i szturmem ruszył na Morze Śródziemne. Do Italii dotarł w 860 roku, gdy splądrował Pizę. Kolejnym celem był Rzym, który najpewniej nie miałby się najlepiej, gdyby nie to, że Bjørno pomylił go z Luną, której mury stanowiły pewne wyzwanie. Na szczęście na wszystko jest sposób, więc sprytny wiking użył podstępu. Kazał swoim ludziom przekazać biskupom Luny wieść, że umarł, na łożu śmierci przyjął wiarę chrześcijańską, a jego ostatnią wolą jest zostać pochowanym w poświęconej ziemi. Tak! Tę scenę pamiętacie z serialu, więc wiecie jak to się skończyło! Tylko to wcale nie było dokonanie Ragnara. Po tych wydarzeniach Bjørn wrócił do ojczyzny, gdzie mógł spokojnie żyć w dostatku jako król Szwecji.

Nie to państwo, nie ten bohater, ale scena mniej więcej się zgadza.

Niemniej saga głosi, że jego sukcesy wzbudziły zazdrość Ragnara. Fejm mu się nie zgadzał, więc nasz dzielny wiking postanowił ponownie najechać Anglię. Tylko trochę słabo się do tego zabrał, bo ruszył z bardzo malutką armią. Porażka była nieunikniona. Ragnar został  pojmany przez władcę Nortumbrii, króla Ellą, a następnie na jego rozkaz wrzucony do jamy z jadowitymi wężami, gdzie zmarł (865 rok). Co ciekawe scena ze słynną przemową "Jakże będą chrząkać warchlaki gdy usłyszą jak cierpiał stary dzik", która dotarła do synów Ragnara - ma pokrycie w legendzie. Jego proroctwo się wypełniło. Chłopaki zebrały się, by wspólnie pomścić ojca na Anglikach wycinając na plecach Elli słynnego "krwawego orła"... a później mścili się dalej na Szkotach, Walijczykach, Irlandczykach, Francuzach, Hiszpanach i Włochach. A co się będą ograniczać! Dopiero później powrócili ojczyzny, by podzielić królestwo Ragnara.

Sprawdź również PopHistoria: Reign vs historia

Pierwszym wydarzeniem, które potrafię dopasować do historycznych wydarzeń jest mający miejsce w trzecim odcinku pierwszego sezonu atak na angielski klasztor benedyktynów na wyspie Lindisfarne, z którego Ragnar zabrał Athelstana. Atak wikingów na to miejsce odbył się w 793 roku. Czwarty sezon kończy się mniej więcej, gdy dzieciaki pomściły swojego legendarnego papę, a wedle zapisków historyków Wielka Armia Pogan z Ragnarssonami na czele, zaatakowała Wschodnią Anglię w 865 roku tj. tym samym, w którym umarł Ragnar. Jeśli dobrze kalkuluję, to z tego wychodzi, że akcja ciągnie się na przełomie 73 lat. W takim razie ile miał Ragnar, gdy zaatakował Lindisfarne?! Obstawiam, że w najlepszym razie około 20 - czy to znaczy, że nasz wiking postanowił przypuścić ostatni w swoim życiu szturm na Anglię mając około 93 lat? Damn! Ci wikingowie to się dobrze trzymali! A tak całkiem poważnie ciężko jest wymagać od twórców, by trzymali się się historii, zwłaszcza gdy w grę wchodzą tak szczątkowe informacje o dziejach wikingów.

Podobało się?

Ps. Przyznajcie się, która postać z Wikingów najbardziej przypadła Wam do gustu?
Ps2. Macie życzenia odnośnie kolejnego odcinka PopHistorii? Gosiarelli marzy się druga część Reign, co Wy na to?
Czytaj całość

[Wideo] Illuminae Folder_01, czyli książka inna niż wszystkie!

Jay Kristoff, Amie Kaufman - Illuminae Folder 01

Być może słyszeliście już o "Illuminae" Jay'a Kristoffa i Amie Kaufman, a być może nie. Jedno jest pewne - to książka jedyna w swoim rodzaju! Dawno nic mnie tak nie zaskoczyło i zachwyciło jednocześnie. Poza tym "Illuminae" zdecydowanie nie jest normalną książką, a skoro tak, to nie powinno się jej opisywać w normalny sposób...

... innymi słowy oto pierwsza Gosiarellowa wideo-recenzja!



Czytaj całość

Jaką dramę obejrzeć, czyli paczka tytułów z Korei #3



Nadleciała kolejna paczka z koreańskimi dramami. Przyznaję, że w ostatnich miesiącach trafiłam na wiele bardzo dobrych produkcji (zresztą za moment sami się o tym przekonacie!), jednak tylko jedna zmusiła mnie do opisania jej w osobnym tekście. Pozostałe wolę Wam przedstawić skrótowo, abyście sami mogli wybrać coś odpowiedniego dla siebie, a jest z czego wybierać! Enjoy!


The Master’s Sun


Gatunek: komedia romantyczna, fantasy (duchy), thriller

Romans: Wszystko kręci się wokół głównej pary i ducha

Opis: Wierzycie w duchy? Tae Gong Shil nie musi, bo je widzi, a wręcz nie może się ich pozbyć. Duchy wciąż ją nawiedzają i czegoś od niej chcą. Przerażona dziewczyna ma tego dość i chciałaby w końcu odpocząć od ich przeraźliwych twarzy i nękania, dlatego gdy tylko orientuje się, że istnieje na świecie osoba, której dotyk neutralizuje jej dar widzenia duchów, robi wszystko, by być jak najbliżej niego. Niestety sam Joo Joong Won nie jest tym faktem zadowolony, a przynajmniej do czasu, gdy okazuje się, że jej talent może się okazać dla niego przydatny.

Czy warto? Mam mieszane uczucia. Sam pomysł mi się podobał, wykonanie też było całkiem niezgorsze, ale po pewnym czasie zaczęło mnie odrobinę nudzić. Domyśliłam się rozwiązania głównej zagadki, więc kolejne próby odkrycia tego przez bohaterów wydawały mi się zbyt ślamazarne. Sam romans też nie wywołał większych emocji. Niemniej muszę przyznać, że drama sama w sobie jest całkiem przyzwoita.


Dramaworld
Gatunek: Komedia, Romans
Romans: To nie romans jest tu najważniejszy!

Opis: Claire Duncan jest oddaną fanką dram. Ogląda je, gdy tylko może i gdzie tylko może. Wsiąknęła w ich świat tak głęboko, że w końcu wciągnął ją Dramaworld. Dosłownie. Bohaterka została wciągnięta do fikcyjnego świata jednej z oglądanych przez nią dram, gdzie dowiedziała się, że z Dramaworldem jest coś nie tak i powinna to naprawić, nim wszytko się rozleci.

Czy warto? Jeśli macie już wiele kdram za sobą i wyłapujecie schematy, to zdecydowanie powinniście poświęcić czas na obejrzenie tej produkcji. Jest bardzo krótka, bo ma jedynie 10 odcinków trwających po mniej więcej 10 minut. Bawiło mnie i na długo zostało w pamięci, więc zdecydowanie polecam każdemu, kto ma już wiele obejrzanych dram na koncie!

My Secret Hotel
Gatunek: komedia romantyczna, suspense
Romans: Bardzo udany trójkąt miłosny.

Opis: Nam Sang Hyo jest organizatorką ślubów w jednym z najlepszych hoteli w Korei. Pewnego dnia przypadkiem odkrywa, iż jej kolejnym klientem jest  jej były mąż, Goo Hae Young. Najchętniej zrezygnowałaby ze zlecenia, jednak to miałoby negatywne skutki dla hotelu i dyrektora, z którym zaczęła się spotykać. Niemniej w czasie ceremonii dochodzi do morderstwa, przez co ślub zostaje odwołany.

Czy warto? Naprawdę podobał mi się romans. Może nie porywał serca, ale jednocześnie kibicowałam obu mężczyzną zakochanym w głównej bohaterce, a to wcześniej mi się nie zdarzyło. Zagadka morderstwa była intrygująca i dość ciężko było wskazać winnego. Niemniej całość nie wciągnęła mnie tak, jak powinna przy tylu udanych elementach. Czegoś brakowało. Może właśnie tego, że nie wywołała u mnie żadnych emocji? Mimo tego muszę przyznać, że jest to całkiem ciekawy tytuł.

Blood
Gatunek: medyczny, thriller, fantasy, romans, wampiry
Romans: Niezbyt porywający.

Opis: Grupa naukowców w tajemnicy przed światem odkryła wirusa V-16, który zmienia ludzi w wampiry. Jednymi z pierwszych są państwo Park, którzy giną z rąk innych zainfekowanych. Ich syn jako pierwszy wampir czystej krwi stara się odnaleźć lekarstwo na wirusa. W tym celu zatrudnia się w szpitalu, gdzie trafia na morderce swoich rodziców.

Czy warto? Szczerze? Wynudziłam się. Motywy postępowania bohaterów do mnie nie trafiały i wydawały mi się strasznie naciągane. Przez to całe współegzystowanie ze swoim wrogiem obie strony narobiły sobie tylko zbędnych kłopotów. Najlepiej, gdyby pozabijali się od razu, a my dostalibyśmy krótszą dramę. Kto by się spodziewał, że nadejdzie dzień, w którym będę narzekać, że drama jest za długa?! "Blood" nie jest złe (chociaż może trochę), jest zwyczajnie nudne, byle jakie i nielogiczne. Poważnie, żałuję, że nikt mnie tego tytułu nie odradził, więc mam nadzieję, że weźmiecie sobie moje ostrzeżenie do serca.

Iljimae
Gatunek: historyczny, melodramat
Romans: Trójkąt z Iljimae i dwoma niewiastami.

Opis: Czasy Dynastii Joseon. Yong nie miał łatwego dzieciństwa, ale o tym nie pamięta. Dzięki temu może być lekkoduchem, by nie napisać: wioskowym głupkiem. Gdy w końcu odzyskuje utracone wspomnienia nie może się nikomu do nich przyznać, dlatego tworzy sobie nową tożsamość - plądrującą nocami domy bogatych urzędników. Po każdej kradzieży zostawia namalowany znak przedstawiający kwitnącą gałązkę . Jest to jego znak rozpoznawczy i przez to zostaje nazwany Iljimae. I chociaż bawi się w koreańskiego Robin Hooda, to prawdziwym celem Yonga jest znalezienie właściciela pewnego specjalnie zaprojektowanego miecza, który widział w dzieciństwie.

Czy warto? Mam mieszane uczucia, ponieważ drama mi się podobała i wywarła na mnie mocne wrażenie, ale nie umiem odwrócić wzroku od wad. Przede wszystkim pierwszy odcinek przypomina mi jakąś tanią parodię z aktorami, których zdolności są na poziomie dzieciaków występujących w szkolnym przedstawieniu. Z czasem to jednak całkiem znika i jest dobrze. Niemniej zakończenie bardzo mnie boli, bo nie znoszę otwartych. Za to muszę przyznać, że jest to mocna, krwawa, okrutna i dobrze przemyślana drama, którą warto obejrzeć.


Queen In-Hyun’s Man
Gatunek: romans, fantasy, historyczna
Romans: Standardowy dwuosobowy

Opis: Kim Boong Do jest uczonym z ery Joseon, który zrobi wszystko, by uratować królową In Hyun, nawet za cenę swojego życia. Hee-jin Choi jest początkującą aktorką ze współczesności, która dostaje rolę królowej In Hyun. Pewnego dnia na plan zdjęciowy trafia Kim Boong Do, gdzie spotyka Hee-jin Choi.

Czy warto? Zdecydowanie tak! To bardzo ładna i lekka drama, która wywołuje uśmiech. Najważniejsze jest jednak to, że można się do niej przekonać od pierwszego odcinka, co jest raczej rzadkością! Jeśli mam być szczera, to "Queen In-Hyun’s Man" została jedną z moich ulubionych dram, więc szczerze polecam!

Gatunek: romans, historyczny, komedia romantyczna
Romans: Trójkąt.

Opis: W XIX-wiecznym Joseon żyła sobie mała dziewczynka, która musiała udawać chłopca. Mijały lata, a dziewczynka w przebraniu chłopca zaczęła czuć się lepiej, niż we własnej skórze. Hong Ra On (Kim Yoo Jung) brykała tu i tam, aż narobiła sobie kłopotów. Raz przez serie niefortunnych zdarzeń (lub jedno wielkie nieporozumienie) zaczęła podrywać księcia koronnego (to taki koreański królewicz) nie wiedząc, że jest księciem koronnym, za to podejrzewając go o skłonności homoseksualne (pamiętacie, że dziewczyna udawała faceta). Innym razem została sprzedana i miała zostać eunuchem (trochę ciężko przerobić dziewczynę na eunucha, ale co tam!) w pałacu królewskim i ta właśnie historia stała się początkiem naszej opowieści — romansu między dziewczyną eunuchem i księciem koronnym Lee Yeongiem (Park Bo Gum).

Czy warto? Zdecydowanie tak! Nie tylko przez Park Bo Guma! Ta drama jest zabawna, lekka i urocza, a przy okazji przyjemna, co dość rzadko zdarza się w dramach historycznych. Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, to przeczytajcie pełną recenzję "Moonlight Drawn by Clouds".

Weightlifting Fairy Kim Bok Joo
Gatunek: komedia romantyczna, sport
Romans: Nawet nie wiem, jak to zakwalifikować.

Opis: Historia skupia się na 20-letniej sztangistce, Bok Joo, która przeżywa swoje pierwsze miłosne uniesienia i zawody. Drama jest inspirowana prawdziwą historią sztangistki Jang Mi Ran.

Czy warto? Początkowo byłam zachwycona! Bawiło mnie i wciągnęło strasznie, ale pod koniec zaczęła mnie męczyć do tego stopnia, że zrobiłam sobie przerwę (dość długą). Mam mieszane uczucia. Z jednej strony niewiele mogę temu tytułowi zarzucić, a z drugiej ciężko mi do końca polecić. Jest niezła, ale są lepsze.

Chicago Typewriter
Gatunek: fantasy, romans, suspense
Romans: Trójkąt z duchem.

Opis: Han Se Joo jest sławnym autorem bestsellerów, który budzi duże zainteresowanie. Jeon Seol jest jego fanką numer jeden. Ich drogi krzyżują się za sprawą tajemniczej maszyny do pisania, która podsuwa pisarzowi wizje dotyczące jego poprzedniego życia w latach trzydziestych podczas japońskiej okupacji Korei.

Czy warto? Podchodziłam sceptycznie do tej dramy, ale już pierwszy odcinek udowodnił mi, że to naprawdę dobra rzecz. Podobało mi się zetknięcie teraźniejszości z przeszłością oraz wątek kolejnego życia, w którym wiele osób powiela swoje błędy. "Chicago Typewriter" jest wciągający, ciekawy i zdecydowanie warty obejrzenia!

☞ Sprawdź też Paczkę dram #2

Ps. Oglądaliście już coś z powyższej listy? Podobało się?
Ps2. A może polecicie coś innego, co w ostatnim czasie wpadło Wam w oko?
Czytaj całość

Głupia, dlaczego go wybrałaś?! Plusy i minusy bycia z wampirem.


Tematyka wampirów już od dłuższego czasu jest passe, ale i tak od czasu do czasu wpadają nam w ręce tytuły poświęcone krwiopijcą. Nie czarujmy się: niemal zawsze rozgrywa się w nich romans pomiędzy wampirem a piękną niewiastą. Czasami miłosna relacja jest wzbogacona o jeszcze jednego pana stającego w szranki o serce kobiety, ale z takiego trójkąta zwycięzcą zawsze jest osobnik o niebijącym sercu.

Ja się pytam: DLACZEGO?! Nie żebym była uprzedzona do martwych kolesi wysysających krew z ludzi, ale jakim cudem zyskują oni aż taką sympatię u płci pięknej? Może rozważę to w starym dobrym stylu, czyli za pomocą listy plusów i minusów. Jestem ciekawa, czy też wybrałabym wampira.


1. Jest stary.
Niby z jego strony to nie pedofilia, skoro nie jestem dzieckiem, ale z mojej można byłoby to wówczas zakwalifikować jako gerontofilię. Niemniej to zależałoby od wieku wampira. Taki świeżo przemieniony jeszcze mógłby być całkiem znośny, ale jeśli pamiętałby czasy napoleońskie, to zdecydowanie coś jest na rzeczy. Poza tym wyobraźcie sobie jak długa byłaby lista jego kobiet! I jak być zazdrosnym o kogoś, kogo szczątki już dawno rozsypały się w proch?!

2. Jest (w pewnym sensie) martwy
Niby to nie nekrofilia, skoro te zwłoki ożyły... chociaż kto wie? Ale wyobrażacie sobie jak creepy musiałoby być leżenie obok kogoś, kto zasadniczo umarł, był całkiem sztywny, pochowany w ziemi, a później ożył, ale i tak wedle wszystkich źródeł jest zimny, krew nie płynie mu w żyłach, a serce nie bije. Przerażająco to dziwne, a ciekawość i tak zmusi nas do zadawania pytań o choćby wampirzą fizjologię. No bo kto nie byłby tego ciekawy? Poza tym jego znajomi albo w końcu posłużą mu za danie na wynos, albo będą równie martwi, jak on — tak czy inaczej to będzie dość drętwe towarzystwo! [Nie mogłam się powstrzymać przed tym sucharem]

Z Edwarda taki wampir jak z koziej dupy trąbka, ale zostańmy już przy Zmierzchowych obrazkach.

3. Nocne życie.
Nigdzie z takim za dnia nie wyjdziesz — przynajmniej nie za dnia. Opalanie nad wodą w upalny dzień? Zapomnij! Nie ma też kogo wysłać po brakujący produkt do sklepu, gdy jesteśmy w trakcie gotowania. I jak psa wyprowadzi? Wszystko za dnia na głowie żyjącego! No, chyba że zamiast palić się na słońcu, jedynie połyskuje, ale wtedy też z takim nie wyjdziesz, bo ludzie będą się gapić! I tym sposobem wszyscy będą wierzyć, że macie wymyślonego faceta.

4. Zabija ludzi...
... a przynajmniej wysysa z nich krew. Niby większość z nas ma słabość do fikcyjnych socjopatów, ale prawdziwi seryjni mordercy napawają mnie odrazą. Pomyślcie tylko, że całowałyby Was usta, które przed chwilą chleptały krew z czyjejś tętnicy. Fuj! Dziękuję bardzo, ale spasuję. Poza tym gdzieś zawsze czai się jakiś łowca wampirów!

5. Jest nieśmiertelny!
O tak! 100 lat życzę!

Nie dość, że już swoje przeżył (patrz punkt 1 i 2), to i nas przeżyje. Wyobrażacie sobie starzeć się u boku kogoś wiecznie młodego? On dalej będzie piękny i gładki, gdy my stopniowo zaczniemy się marszczyć i siwieć. Z roku na rok będzie coraz mniej przypominał naszego partnera, a coraz bardziej syna, a później wnuka. Dziwnie bym się czuła i tym razem to jego można byłoby oskarżyć o gerontofilię.


1. Jest stary. 
Lubię historię. Fascynuje mnie. Taki bardzo stary wampir mógłby mi opowiedzieć wiele ciekawych rzeczy, ciekawostek, anegdot, a może nawet miałyby interesujące pamiątki. No nie mówcie, że przegapilibyście okazję do rozmowy z kimś, kto dajmy na to grał w karty z Henrykiem VIII, gawędził z Hitlerem o malarstwie lub widział las głów nabitych na pal przez Valda Palownika! To dopiero byłby interesujący rozmówca! Przy okazji może zdążył zebrać spory majątek?

2. Jest (w pewnym sensie) martwy.
Mamy teraz upalne lato i nie ma jak przytulić drugiego człowieka, bo taki kontakt parzy! Tu z pomocą przyjdzie chłodniutki wampirek, który nas trochę ochłodzi. Poza tym nie musicie takiemu gotować — wystarczy nadstawić szyję. Ile to garnków mniej do mycia!

3. Nocne życie.
Za dnia ma się pełną swobodę i można robić co się chce bez strachu, że wampir nas na tym przyłapie. Powiedziałabym, że to wręcz współlokator idealny! Zwłaszcza dla mnie, skoro i tak funkcjonuję głównie nocami, chociaż głównie dla ciszy i spokoju, więc chyba tym razem to wcale nie jest taka zaleta.

4. Zabija ludzi...
...okey, tej cechy nie potrafię przerobić w zaletę, ale chyba każdy musi mieć jakieś wady.

5. Jest nieśmiertelny!
Wyobrażacie sobie starzeć się u boku kogoś wiecznie młodego? Ciągle to samo ciacho, które brałyśmy na początku. Zero zmarszczek, zero piwnego brzuszka — no, chyba że miał taki od początku. A całkiem poważnie: może nas zmienić w nieśmiertelnego, co jest przeważającą zaletą, dla osób chcących (jak ja!) żyć wiecznie!

Dodatkowo po przemianie człowiek jakoś tak lepiej wygląda i staje się ciut fajniejszy!

Podsumowując, wady wygrywają, więc teoretycznie nie ma sensu wybierać wampira. Złotym środkiem byłoby przekonanie krwiopijce, by przemienił nas w wampira. Wtedy wszystkie wady stają się jakieś takie mało istotne. Niemniej bądźmy szczerzy: przemawia teraz przeze mnie wyrachowanie i pazerność na nieśmiertelność (chociaż właściwie długowieczność).

Ps. Dodalibyście inne plusy i minusy?
Ps2. Wybralibyście wampira?
Czytaj całość

© Copyright Gosiarella