Gdzie moja sowa?! Rzeczy, których już nie zrobię.


Pochłaniając popkulturę od najmłodszych lat, miałam duże oczekiwania względem swojego życia. Dość szybko zrozumiałam, że skoro nie urodziłam się w rodzinie królewskiej i tym samym nie będąc królewną, to nie mam co liczyć na rozmawianie z leśnymi zwierzakami, czy zamknięcie w wieży, ale przecież książki i filmy obiecywały mi tyle ciekawych alternatyw, że nie byłam tym specjalnie zdołowana.

Pierwszy raz przeczytałam Harry'ego Pottera, gdy miałam 11 lub 12 lat i wiecie co? Przeżyłam traumę, gdy zrozumiałam, że żadna sowa z Hogwartu (ani z Beauxbatons, czy z Koldovstoretz) nie przyleciała, ani już nie przyleci do mnie z zaproszeniem do podjęcia nauki w szkole magii. Przeterminowałam się czekając. Kto zestrzelił tę moją sowę? Przecież to niemożliwe, abym była mugolem! Mój list gdzieś się zawieruszył (odnalazłam go w Dziórawym Kotle, ale było już za późno). Lata mijały i nadszedł czas wybrać uczelnie. Znów czekałam dzielnie, ale nikt mnie nie zaprosił do Brakebills University, ani żadnego jej europejskiego odpowiednika. To skandal, że ktoś dwukrotnie pomylił się przy rekrutacji uczniów do magicznej szkoły! Napisałabym skargę, ale nie wiadomo było na jaki adres ją wysłać, dlatego postanowiłam zerwać z magią i poszukać innej drogi.

Brak listu nie mogłam zrzucić na działanie Poczty Polskiej


Gosiarello, myśl! Na pewno popkultura zostawiła Ci jakieś wskazówki! Zastanówmy się. Nie zostanę już wylosowana na Trybuta, ale to akurat dobrze, bo na arenie w Głodowych Igrzyskach z pewnością najlepiej bym sobie nie poradziła. Z pewnością jestem też za duża, by zmieścić się w króliczą norę, więc Krainę Czarów mogę skreślić z listy. Podobnie, jak Nibylandię, chociaż akurat ona nigdy nie była mi potrzebna, by na zawsze pozostać dzieckiem. Drzwi do Narnii pewnie także nie znajdę, a wierzcie mi szukałam z zapałem! Otwarłam wszystkie w Leroy Merlin i pozostałych sklepach, lecz poza dziwnymi minami sprzedawców, nie czekało tam na mnie nic niezwykłego! Próby przejścia na drugą stronę lustra też kończyły się porażką i to bolesną, dlatego trzeba było odpuścić.

Co prawda mam strych i może udałoby się odnaleźć wehikuł czasu wśród wszystkich znajdujących się tam rupieci, ale mam arachnofobię, więc dałam sobie spokój. Niby kupiłam na Allegro zmieniacz czasu, jednak okazał się niedziałającym bublem - jak większość magicznych przedmiotów w internecie. Co prawda pierścień mi powierzono, ale nikt nie wspominał, abym zniszczyła go w Mordorze. Gdybym się uparła mogłabym tam iść i sprawdzić, czy po drodze przeżyję niezwykłe przygody, ale żadne karły nie chcą mi towarzyszyć, a jedyny ziomek, który mógłby przypominać Gandalfa co chwilę mówi do mnie 'pani kierowniczko'. Thanks, I'll pass.

Historia mojego życia.


A skoro przy wycieczkach jesteśmy, to do morza mam daleko, więc nie ma szans na zaciągnięcie się na statek piracki - zresztą one i tak w niczym nie przypominają tych z "Piratów z Karaibów". Współczesnym piratom nawet nie chce się porządnego przebrania kupić, a o przepasce na oko i papudze szkoda nawet wspominać. W ogródku smoka nie znalazłam - nawet po najbliższą jaszczurkę musiałabym iść do sklepu zoologicznego, bo mieszkam w mieście. Fuck!

Nastoletniego wampira też już raczej nie poderwę - za stara jestem albo to on byłby za stary. W każdym razie różnica wieku mogłaby być problemem. Zostają mi jeszcze pomarszczone wampiry odziane w szerokie kołnierze i peleryny, ale coś czuję, że nie gustują w dziewczynach piszących różowe blogi. Za wilkołaka podziękuję, bo nie wiadomo kiedy to było odrobaczane, szczepione i czy pcheł przypadkiem nie ma. Niby w domu coś straszy, ale nie robię sobie większych nadziei. Z kolei za kosmitów podziękuję. To mnie nie kręci, więc mogą pukać do drzwi kogoś innego.

Pozostaje pokładać wiarę w genach. Jestem przekonana, że ewolucja była dla mnie łaskawa i mam w DNA kod odpowiedzialny za supermoce. Nawet wiem, jaką konkretnie zdolnością dysponuję! Jestem gąbką - potrafię wchłaniać i korzystać z mocy innych superludzi, a to, że nie mieszkają w pobliżu to inna sprawa. Może w końcu to się pojawią i będę mogła latać, strzelać laserami z oczu lub przenikać przez ściany! Może zaćmienie słońca aktywuje moce sąsiadów, jak u "Heroesów"? A jeśli nie, to mam jeszcze parę opcji, bo nie wykluczam, że jakiś zabawny i niesamowicie przystojny geniusz, filantrop i wynalazca o nazwisku Stark postanowi zbudować dla Gosiarelli różową zbroję. Chociaż nie będę wymagająca - czarna też się nada. Poza tym na zombie apokalipsę zawsze są jakieś szansę. Obym tylko nie robiła za zomiaka, tylko zombie huntera i będzie spoko. Zbroję się od dawna, drużyna przygotowana, więc bring it on!
A jeśli się znudzę czekaniem, to po prostu przejmę władzę nad światem i pobawię się w królową!

Ps. Przeczytaliście moją smutną historię oczekiwania na magiczną odmianę losu, więc czas na Was! Powiedzcie co Wam złamało serce i obdarło ze złudzeń. Jeśli znaleźliście smoka w ogródku, to też chętnie i o tym przeczytam!