Slenderman: Gdy dowiesz się o nim, on dowie się o Tobie

Kim jest Slanderman

Słyszeliście o Slander Manie? Z pewnością go widzieliście. Być może ukrytego gdzieś w tle zdjęć, a być może na filmach krążących po falach internetu. Jedno jest pewne - nie da się żyć we współczesnym świecie, by choć raz nie trafić na wizerunek niezwykle wysokiego mężczyzny w garniturze i bez twarzy. Dziś dowiecie się o nim więcej, ale uważajcie, bo podobno, gdy ktoś dowiaduje się o jego istnieniu, Slander Man również dowiaduje się o istnieniu tej osoby. Zabrzmiało creepy?


Kim jest Slenderman?


Slanderman to tajemnicza postać (tak tajemnicza, że nie do końca wiadomo, jak poprawnie napisać jego nazwę - ze spacją? z pauzą? bez spacji? Do jasnej ciasnej, chociaż tyle mógłby zdradzić!). Na wszystkich zdjęciach, na których się pojawia jedynie sobie spokojnie stoi gdzieś w oddali. Zawsze w garniturze. Zawsze bez twarzy. Czasami jest wyższy (tak 4 metrowy), czasami niższy. Czasami czarne macki wychodzą mu z pleców. Często obserwuje dzieci. Może jest stalkerem, może nową wersją Pedobeara, może kanibalem lubującym się w świeżym dziecięcym mięsku, a może przypadkowym przechodniem, who knows? Chociaż najczęściej przypisuje mu się zbrodnie. Ich historie są różne i zmieniają się w zależności od tego, kto Wam o nich opowie, ale zazwyczaj ich początek jest wspólny. Opowiedzieć Wam o tym, gdy po raz pierwszy natrafiono na ślad Slandermana? Głupie pytanie, wybaczcie.



Wszystko zaczęło się od dwóch powyższych zdjęcia, które opatrzone zostały krótkimi informacjami. Po przetłumaczeniu na polski brzmiałoby to tak:
Pierwsze zdjęcie: "Nie chcieliśmy iść, nie chcieliśmy ich zabijać, ale jego nieustające milczenie i wyciągnięte ramiona przerażały i pocieszały nas w tym samym czasie...

-  1983, fotograf nieznany, przypuszczalnie martwy."

Drugie zdjęcie: "Jedna z dwóch odzyskanych fotografii po pożarze Biblioteki Miejskiej w Stirling. Godne uwagi jest to, że zostało zrobione w dniu, w którym zginęło czternaścioro dzieci i odnosi się do "The Slender Man". Zniekształcenia zostały uznane za wady filmu przez urzędników. Pożar w bibliotece nastąpił tydzień później. Oryginalna kopia zdjęcia skonfiskowana jako dowód.
-  1986, fotograf: Mary Thomas, zaginiona od 13 czerwca 1986 r."

Te dwie wzmianki stały się punktem wyjścia dla licznych opowieści, które opisują Slandermana, jako tajemniczą postać lubiącą dzieci tj. porywać dzieci. Nie do końca wiadomo, w jakim celu. Co ciekawe zdawać by się mogło, że tylko one mogą go dostrzec, gdy on je obserwuje. Dlatego dzieciaczki moje drogie, jeśli zobaczycie gdzieś kolesia w garniturze albo Wam się przyśni, to... kopnijcie go w kostkę i powiedzcie, że stalkował kogoś innego, bo Gosiarella jest straszniejsza i nie lubi, gdy czytelnicy znikają! Okey?

Kim naprawdę jest Slanderman?


O ile w przypadku pozostałych potworów z legend trudno jednoznacznie udowodnić, że nie istnieją (wiem, jak to brzmi, ale jak udowodnić, że coś nie istnieje? Można to głównie kwestionować.), tak obalenie realności Slandermana jest dziecinnie proste, ponieważ narodził się w internecie, a jego ojcem jest Eric Knudsen (podpisujący się jako Victor Surge), który 10 czerwca 2009 roku na forum Something Awful opublikował te dwa spreparowane zdjęcia. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że skoro Knudsen wymyślił tę postać i zmajstrował w Photoshopie, to nie jest ona prawdziwa, prawda? Okazała się za to całkiem chwytliwa i już niebawem zaczęła żyć własnym życiem i dzięki ludzkiej kreatywności szerzyć swój mit po zakątkach internetu. Muszę przyznać, że osobiście uważam to za szalenie fascynujące, bo dzięki temu, że Slanderman postał w XXI wieku (czyli tych naszych cudownych czasach, gdy żadna informacja nie znika ot tak) można spokojnie prześledzić całą jego historię od czasu narodzić, aż po dzień dzisiejszy. To naprawdę fajne, bo w przeciwieństwie do wampirów, zombie, czy wilkołaków nie trzeba przegryzać się przez tryliardy dokumentów powstałych na papierze przez ostatnie stulecia w niemal każdym języku świata.

Zbrodnie popełniane w imieniu Slandermana

Oto Morgan Geyser i Anissa Weier. Zaraz się dowiecie, jak pasują do całej historii.

Chyba jedyny problem polega na tym, że mimo tak oczywistego dowodu jego fikcyjności, znajdują się na świecie osoby (dzieci to też ludzie!), które uznają go za realne monstrum. Ba! Nawet popełniają w jego imieniu zbrodnie. Najgłośniejszy przypadek miał miejsce 31 maja 2014 roku w Wisconsin, gdy dwie dwunastolatki - Anissa Weier i Morgan Geyser zwabiły do lasu i 19 razy dźgnęły nożem swoją przyjaciółkę, Payton Leutner. A wszystko po to, by Slanderman uznał je za swoje wierne wyznawczynie i zabrał ze sobą do swojej posiadłości. Jeśli rezydencją Slandermana nie jest szpital psychiatryczny (Morgan została skazana na 40 lat, a Anissa na 24 lata przebywania w takiej placówce), to zdecydowanie im nie wyszło. Na szczęście nie wyszło im także morderstwo, bo Payton cudem udało się doczołgać do ścieżki, gdzie została odnaleziona i przewieziona do szpitala.

Niestety to nie jest odosobniony przypadek. Nie jestem pewna na ile łączy się to z samym Slandermanem, a na ile z chęcią zdobycia rozgłosu, bo kolejne opisywane ataki nastąpiły tuż po ujęciu wcześniej wspomnianych dziewczynek. Na początku czerwca 2014 r. w Ohio, trzynastolatka ubrana w białą maskę (o garniturze nikt nie wspominał) zaczaiła się w kuchni i zaatakowała swoją matkę nożem. Mimo ran na szyi i plecach, kobieta przeżyła i zeznała, że córka ma problemy psychiczne. Nie chcę obwiniać ofiary, bo tak nie wypada, jednak ciężko uciec przez myślą, że chorym psychicznie powinno się ograniczać dostęp do strasznych historii i horrorów. Kolejny atak miał miejsce na Florydzie we wrześniu i był związany z podpaleniem.

Te historie stały się punktem wyjścia do debat na temat tego, jak druzgocący wpływ na dziecięcą psychikę ma internet i wiecie co? Nie do końca zgadzam się z powszechną opinią, jakoby to internet był winien. Nie jestem psychologiem dziecięcym, ani wróżką zębuszką, więc nie bierzcie moich słów za pewnik, jednak wydaje mi się, że skoro u wszystkich dzieciaków z morderczymi zapędami zostały stwierdzone choroby psychiczne, to może winne są ich choroby psychiczne, a nie coś, co ich zainspirowało, czy posłużyło za wymówkę? Zazwyczaj jest tak, że gdy chcemy coś zrobić, to najpierw pojawia się potrzeba, a dopiero później wymówka. Oglądałam fragmentarycznie nagrania z przesłuchania Morgan Geyser i Anissy Weier i doszłam do wniosku, że ich motywacja nie do końca trzyma się kupy, bo chociaż mają tę samą wersję wydarzeń, to powód trochę się rozmywa. Niby wspominały, że zaatakowały przyjaciółkę, by ich rodziny były bezpieczne i nie dopadł ich Slanderman, a tak w sumie to chciały do niego dołączyć w myśl zasady - składamy ofiarę, więc się nami zainteresuj. Nie słyszałam, by któraś z nich powiedziała, że Slanderman im kazał to zrobić, a tym bardziej, by przeczytały w internecie, że tak trzeba zrobić (chociaż jak wspominałam, nie oglądałam wszystkich materiałów z ich licznych przesłuchań). Równie dobrze mogły wpaść na pomysł, by napisać do niego list, tak jak do św. Mikołaja, albo ubrać garnitur i stać w lesie przez kilka dni, ale one wybrały opcje dźgania. To jednak o czymś świadczy, ale odbiegłam od tematu.

Tak czy inaczej, niebawem do kin trafi horror "Slander Man", gdzie dalej będziemy mogli być świadkami tego, jak rozwija się mit tej postaci. Przyznaję, że jestem ciekawa, jak podejdą do kreowania jego motywacji i działań. Niezależnie od tego, jesteście przygotowani na stawieniu mu czoła. Wiecie wszystko, co wiedzieć powinniście!

Zajrzyjcie na Gosiarellowego Facebooka:

Ps. A Wy jak sądzicie, co kieruje Slandermanem?
Ps2. Przyznajcie się, co sądziliście o koreańskich dramach, nim zaczęliście je oglądać?
Ps3. Ruszyła ankieta dla czytelników bloga, więc jeśli macie wolną chwilę i myszkę, to do dzieła! Przy okazji, jeśli chcecie się spotkać ze mną za tydzień w Krakowie, to szczegóły znajdziecie tutaj.

Ps4. Dajcie znać, czy chcecie serie o potworkach (nie tylko z creepypast).