Historia z Hameln, czyli jak zgubić 130 dzieci?


W True Story mieliśmy już oryginalne wersje znanych produkcji Disneya, historie oparte na prawdziwych zdarzeniach, plagiaty, dobranockę, mangę i mniej popularne baśnie. Tym razem chciałam spróbować czegoś innego. Legendy, która przeplata się z historią. Teoretycznie Flecista z Hameln czy też Szczurołap z Hameln nie jest jedną z najpopularniejszych opowieści, jednak jestem przekonana, że większość z Was słyszała ją w dzieciństwie. Dziś przyjrzymy się jej bliżej.

Dawno, dawno temu...
[Źródło]
...a konkretnie w 1284 roku. Za górami, za lasami w niemieckim miasteczku Hameln (konkretnie w północnych Niemczech, w południowo-wschodniej części kraju związkowego Dolna Saksonia nad rzeką Wezerą na Pogórzu Wezerskim, współrzędne geograficzne sobie daruję) pojawiła się plaga szczurów. Niby nic niezwykłego, bo szczury były dla nich chyba w równym stopniu uciążliwe, jak dla nas komary, ale mniejsza z tym. W końcu w mieście pojawił się mężczyzna wyróżniający się wielobarwnym strojem. Facet był szczurołapem, więc zaoferował swoje usługi mieszkańcom Hemeln. Oczywiście nie ma nic za darmo, więc uzgodnili cenę takiej usługi, a wieśniacy obiecali zapłacić mu po wykonaniu usługi - normalna transakcja. Średniowieczny deratyzator postanowił od razu zabrać się do pracy, wyciągnął piszczałkę i zagrał na niej odpowiednią melodię, a szczury i myszy, jak na komendę wyszły ze swych kryjówek i ruszyły za nim. Szczurołap i jego gryzonie przeszli przez bramę miasta, aż dotarli do Wezery. Flecista wlazł do rzeki, a za nim wszystkie biedne stworzonka, które jak się domyślacie utopiły się. Z jednej strony rozumiem, że ludzie na ogół nie lubią myszy i szczurów, ale to i tak przykre! 
[Powyższa część historii jest lepiej znana, niż to co przeczytacie za moment, chociaż od chwili, gdy zostało to wykorzystane w serialu Once Upon a Time, to mogło się zmienić]

[Źródło]
Deratyzacja udana, dusze gryzoni poszły do nieba, mieszczuchy zadowolone, a Flecista czeka na zapłatę. I tu właśnie pojawia się problem, bo biedny chłopaczyna czekał, czekał i nic. Jego dłużnicy dwoili się i troili w wymyślaniu wykrętów i nie zapłacili mu ani grosza (czy jaką oni tam wtedy mieli walutę). W końcu Szczurołap się wkurzył i odszedł (w sumie wcale mu się nie dziwię, bo nikt nie lubi się prosić o swoje pieniądze, ale na jego miejscu poszłabym do komornika)26 czerwca postanowił wrócić by odebrać wierzycielom coś dla nich cennego. Nie jestem pewna ile czasu minęło od poprzedniej wizyty, jednak teraz się przebrał, co właściwie jest stosunkowo normalne, bo ludzie zazwyczaj mają więcej niż jedno ubranie i często odzwierciedla ich nastrój, jednak z jakiegoś względu uznano za ważne, że tym razem pojawił się w przebraniu myśliwego ze strasznym wyrazem twarzy i w czerwonym, dziwacznym kapeluszu (może blogerki modowe spisywały tę legendę?). Na ulicach Hameln rozbrzmiał dźwięk wydobywający się z fletu przybysza, a z domów wyszły dzieci i podobnie, jak wcześniej szczury, podążyły za Szczurołapem. 
Czekajcie! Pauza! Ogólnie zastanawiam się gdzie byli rodzice tych dzieci i czemu tego nie zauważyli? I co na to opieka społeczna? Poważnie: 130 (słownie: STO TRZYDZIEŚCI!!) dzieciaków wychodzi nagle z domu i jak zaczarowane lezie za jakimś obcym facetem do lasu? Seriously?! Nikt nic nie wiedział?
Ok. Wracamy.
Skoczyliśmy na tym, że gromada dzieciaków szła za nim, a on wyprowadził ich za miasto na wzgórze, a tam ślad po nich zaginął. Całą scenę widziała z daleka dziewczyna (a jednak ktoś widział!), która wracała do miasta i poinformowała mieszkańców, którzy wyszli i zatroskani szukali swoich dzieci (rychło wczas). Wysłano posłańców do okolicznych miejscowości, czy aby nie widziano tam zagubionych dzieci, ale jak się domyślacie nikt nic nie widział. Dzieciaki przepadły na zawsze.

Między prawdą a fikcją
[Źródło]
Jak Wam się podobała bajka/legenda? Gosiarellowym zdaniem jest taka sobie i raczej nie zdobyłaby miejsca na blogu, gdyby nie to, że dowiedziałam się, że niedaleko Hameln odkryto masowy grób, w którym znaleziono kilkaset szkieletów dzieci. Macie ciary na plecach czy staracie sobie to właśnie logicznie wyjaśnić? Podkręcę pierwsze i objaśnię drugie - dokładnie w takiej kolejności.   
Opisana historia została spisana m.in. przez braci Grimm, lecz nie w zbiorze bajek, a w Die deutsche Heldensage (1816-1818), w którym zebrali podania i legendy niemieckie. Teraz więcej faktów. W Hameln jest ulica zwana Bungelosenstraße (tł. Ulica Ciszy), którą ponoć dzieci zostały wyprowadzone z miasta. Nie wolno na niej śpiewać, tańczyć ani koncertować. Znajduje się tu także Dom Szczurołapa, na którym wyryto inskrypcję upamiętniającą czyn grajka. Co ciekawe mieszkańcy Hameln zaczęli liczyć czas od momentu utraty dzieci i opisali owe wydarzenie w miejskich księgach. Przykład: Napis "Datum per manus Johannis Tulemani nostri notarii et actum anno domini MCCCLI ipso die Ambrosii post exitum puerorum CCLXXXIII" (tł. Dan ręką Jana Tulemana naszego notariusza i zdarzyło się Roku Pańskiego 1351 tego dnia św. Ambrożego od odejścia dzieci 283) widnieje na dokumencie kupna-sprzedaży domu w Hameln. 
Teraz czas na logiczne wyjaśnienie. 


[Źródło]
Gosiarellowym zdaniem legenda może mieć w sobie dużo prawdy, bo właściwie dlaczego nie? Szczurołap przyszedł, zagrał na flecie, a gryzonie opuściły miasto, chyba nic w tym dziwnego? Nikt przecież nie powiedział, że zadziałały czary. Są dźwięki, które ludzkie ucho nie słyszy. Istnieją gwizdki na psy, więc dlaczego miałoby nie być częstotliwości dla myszy i szczurów? Wyjaśniliśmy to sobie, więc przejdźmy dalej. Ludzie nie chcieli zapłacić (chciwość i nieuczciwość nie są wynalazkiem XXI wieku), grajek się zdenerwował, więc zapragnął zemsty. Jego celem stały się dzieci, które patrząc przez pryzmat tamtych czasów, raczej nie błyszczały intelektem, przez co z łatwością ktoś w miarę sprytny mógł je namówić by poszły za nim za miasto (może miał cukierki, może powiedział, że znajdą tam gadający krzak, nie ważne). Dzieci przepadły na zawsze, a to jakieś totalne czary? Socjopaci zdolni do masowych morderstw w średniowieczu nie wiedzieli, że mogą zabijać? Albo sprzedać dzieciaki jako niewolników? Może wyjaśnienie tak proste?


Bo morze się nie rozstąpiło [źródło grafiki]
Najwyraźniej nie, bo nawet historycy badający tę legendę nie są zgodni co tam właściwie się stało. Jedni zrzucają winę na dżumę szalejącą w tamtych okolicach w  1350 roku, ale to dla mnie zbyt naciągane, bo można sobie mówić co się chce, ale obejrzałam dość seriali historycznych by wiedzieć, że dżuma nie zabija tylko dzieci. No dobra, nie tylko z seriali to wiem, to zwyczajnie wiedza ogólna, tak, jak i to, że nie muszę Wam tłumaczyć czym do diabła jest dżuma. Chyba, że przyjmiemy szaloną hipotezę, że na polecenie dorosłych wszystkie dzieci, zarówno zdrowe, jak i chore, zostały wyprowadzone z miasta i zakopane żywcem na wzgórzu, bo jako najsłabsze ogniwa mogły się przyczynić do rozprzestrzeniania choroby, ale nawet Niemcy nie są do tego zdolni, prawda?
Druga teoria to krucjata dziecięca. Wiem, że brzmi to absurdalnie, jednak naprawdę ludzie (ludzie to za duże słowo, chodzi mi tylko o Francuzów i Niemców) w 1212 roku byli tak szaleni by wysłać dzieciaki by oswobodziły one Ziemię Świętą z rąk muzułmanów. Litości! Czy ktoś jeszcze się dziwi mojej pogardzie? W każdym razie wyobraźcie sobie, że  cały plan został zapoczątkowany przez niemieckiego pastucha Nikolasa, który transportował dzieci przez Alpy do Italii. Około 7000 z nich dotarło do Genui pod koniec sierpnia 1212. Jednak ich plany zostały pokrzyżowane, kiedy wody Morza Śródziemnego nie rozstąpiły się przed pielgrzymami, jak obiecywał Nikolas. Część pielgrzymów skierowała się do domów, inni powędrowali do Rzymu, jeszcze inni mogli powędrować doliną Renu do Marsylii, gdzie zostali prawdopodobnie sprzedani w niewolę. Do domów dotarło jednak niewielu, a do Ziemi Świętej - nikt [źródło]. Poważnie... morze się nie rozstąpiło przed nimi. Zaskakujący zwrot wydarzeń... Tego się nie spodziewałam.

Ps. Miałam napisać co sądzę o tej bajce, ale po niespodziewanym braku reakcji i niewzruszeniu Morza Śródziemnego jestem zbyt zaskoczona by napisać coś mądrego. Chyba powinnam się przerzucić na pisanie o ciekawostkach historycznych (tak, ciekawostkach, bo to zdumiewające, że ludzkość jeszcze nie wyginęła). 
Ps2. Jeszcze szybciutko dorzucę wnioski końcowe. Moje kochane Różowe Sałaty pamiętajcie by zawsze płacić za wykonane usługi, bo może dojść do tragedii.  I nie topcie szczurów ani myszy, bo znęcanie się nad zwierzętami jest złe! Aaaa! I pamiętajcie: w morzu pływamy, a nie przechodzimy przez niego, ok? Głupio stracić w ten sposób czytelników. 
Ps3. Pisała dla Was Gosiarella ubrana w fioletową bluzę z kapturem (informacja o stroju jest w tym poście widocznie bardzo ważna).