Patologia romansu, czyli będę chamem, więc mnie kochaj!


Ile to już razy oglądaliście film, serial, dramę, czy bajkę lub czytaliście książkę, w której główny bohater romansu był skończonym chamem? Nie mam tu na myśli zwykłego nieuprzejmego mężczyzny, który nie jest dżentelmenem w każdym calu lub nie chciał odkręcić zakrętki od słoika z ogórkami. Nie mam też na myśli typowego aroganckiego dupka powszechnie nazywanego typem niegrzecznego chłopca, którego większość bohaterek chce swoją wielką miłością naprawić, bo wiecie... plotka głosi, że facetów trzeba reperować, bo wszyscy popsuci! Pisząc o skończonych chamach mam na myśli takich skończonych buców (to nie Gosiarella brzydko się wyraża, tylko oni brzydko się zachowują!), co to zabierają dzieciom cukierki, kopią szczeniaczki, poniżają wszystkich wokoło i zabili ostatniego jednorożca! Wiecie, jakich bohaterów mam na myśli? Z pewnością, bo ich w popkulturze nie brakuje.

Oglądając love story, którego głównym bohaterem jest właśnie taki buc zastanawiam się, jakimi ludźmi są osoby odpowiadające za scenariusz. Pytam poważnie, co trzeba mieć w głowie, by dojść do wniosku, że genialna historia miłosna powinna rozpoczynać się od scen, w których dwójka bohaterów poznaje się, a on - ten nasz wielki chamski amant, zaczyna pałać do swej przyszłej lubej czystą pogardą? Bigos? Kisiel? Wyrwane kartki z "Dumy i Uprzedzenia"?

Okey, przyznaję, że przy Jokerze wychodzi na jaw moja hipokryzja.

Wyobrażacie sobie drogie panie, że pewnego pięknego dnia w Waszym życiu pojawia się mężczyzna, który przy pierwszym spotkaniu miesza Was z błotem i opluwa pogardą. Innego dnia znów na niego trafiacie, a on zaczyna Wam ubliżać i popychać. Przy trzecim  spotkaniu robi z Was pośmiewisko na oczach innych ludzi, kopie bezdomnego i powiedzmy sika na małego kociaka. Ile z Was dochodzi do wniosku, że to świetny materiał na męża? Czy widzę las rąk? No poważnie żadna z Was mimo wszystko nie wpadłaby na fenomenalny pomysł, by zakochać się w tym czarusiu po uszy i zacząć budować szczęśliwy związek? No dajcie spokój! To, jak Wy chcecie znaleźć sobie faceta? Wiecie ilu scenarzystom złamałyście właśnie serca? Wstydziłybyście się! A nie... czekajcie, jednak to chyba oni powinni się wstydzić, że wciskają nam taką patologię i nazywają to romansem.

Myślicie, że przesadzam z tym złym traktowaniem? Cóż... po prawdzie byłam zbyt delikatna w opisie, bo tu zaserwowałam dość typowy przykład z większości dram, na jakie trafiłam, a przecież są tytuły, których autorzy posuwają się znacznie dalej. Pozwólcie, że kilka przytoczę. Tym razem wyobraźcie sobie, że pewnego pięknego dnia napada na Was obcy facet, który wpadł na fenomenalny pomysł, by Was porwać. Przy tym oczywiście obowiązkowo Was także poniżać, spętać, grozić i niejednokrotnie uderzyć. Ach! ♫  I feel love in the air! ♫ Niech podniesie łapkę w górę osoba, która od razu zakochałaby się w takim amancie. Nie krępujcie się, śmiało! Znowu nikt? To jednak kobiety nie lubią być pomiatane i poniżane? To jakim cudem "Pocałunek Kier" Lynny Raven, czy "Mroczna bohaterka" Abigail Gibbs są tak wysoko oceniane przez czytelników? Przecież to przykład żywcem wyjęty z tych powieści.

Najwyraźniej dzisiejsze obrazki sponsoruje DC.

Drodzy autorzy, drodzy twórcy, reżyserzy, scenarzyści! Sprzedajecie nam patologiczny obraz związku! Jak u diabła wpadliście na pomysł, że najlepszą metodą na podryw kobiety jest traktowanie jej jak śmiecia? Ktoś Was skrzywdził? Może macie się za dobrych facetów, którzy zbyt dużo razy dostali kosza, przez co doszliście do wniosku, że tylko bad boy może zdobyć dziewczynę? Jeśli tak to naprawdę nie tędy droga. To tak nie działa, a przynajmniej nie powinno, bo jeśli rzeczywiście istnieją na świecie osoby, które zainteresują się wyłącznie partnerem, który nimi pomiata, to powinniście zrobić dobry uczynek i czym prędzej zaprowadzić ich za rączkę do specjalisty. Dlatego grzecznie Was proszę przestańcie nam wciskać taki model związków i nie budujcie na ich podstawie romansów, bo raz, że mam dość oglądania takich głupot, a dwa to niezdrowe. Poważnie, wrzodów się nabawię od tego stresu, że ktoś usłyszy jak wydzieram się do laptopa! I jeszcze czółko zacznie mnie boleć od tych częstych face palmów. A przecież nie mogę być jedyna i potem co? Pozew zbiorowy i będziecie musieli wypłacać nam odszkodowanie!

Dobra, dobra, to ja będę przez chwilę poważna i zapytam wprost: Czy wina leży jedynie po stronie twórców? Może my też jesteśmy odrobinę winne, skoro popkultura w większości jest tworzona pod publikę tak by się sprzedała, a my koniec końców kibicujemy tym bucom, gdy w końcu zmieniają się w prawdziwych rycerzy po zdobyciu kobiet, które ich naprostowały. Zupełnie, jakby w którymś momencie oglądania/czytania ktoś nam zaserwował lobotomię, przez którą kompletnie zapominamy jakimi bucami panowie byli na początku. Pod koniec widzimy tylko, że teraz chłopaki się starają i są tacy biedni, bo tak naprawdę oni wcale nie byli źli, tylko skrzywdzeni, a te popychadła kobiety musiały tylko okazać im trochę serca, by się przed nimi otworzyli, prawda? A guzik! Nie pozwalajcie się omotać! Żadnych negatywnych zachowań nie można tłumaczyć łzawymi historyjkami, bo takie u każdego się znajdą! Nie dawajcie przyzwolenia na to. Nie pozwólcie sobie wciskać romansów budowanych na chamstwie. Potem jeszcze przez przypadek, jakiś realny mężczyzna to zobaczy i pomyśli, że tak trzeba. I idąc argumentem równi pochyłej: później nasze dzieci będą oglądały remake Kopciuszka, w którym dziewczyna na balu dostaje od księcia takiego liścia, że aż ją z buta wyrwało, a my będziemy ciągnięte za włosy do jaskini.

I może tym negatywnym proroctwem zakończmy, bo znów zapomniałam, że przy poważnych tematach powinnam być poważna.

Ps. Możecie podrzucać przykłady patologicznych romansów z popkultury, które Was złoszczą. Nie krępujcie się - wylejcie z siebie jad, by wrzodów nie dostać!
Ps2. Macie inne pomysły na inne przykłady bajek z takiej wizji przyszłości? Na przykład: Śnieżka obudziła się ze snu, bo książę tak jej przyłożył, że aż kawałek zatrutego jabłka wypluła (swoją drogą to akurat całkiem zbliżone do oryginału).