Pewnego razu we śnie, czyli Śpiąca królewna dla dorosłych (+18)


"Śpiącą Królewnę" Disneya, Gosiarella obejrzała dopiero w zeszłym tygodniu (ta to ma refleks!) i choć znała jej założenia, zdziwiło ją przerobienie tej baśni. Oryginał znała od kilku dobrych lat, inne wersje (czyt. dla dzieci i bardziej kiczowate) też nie były jej obce, choć nigdy za nimi szczególnie nie przepadała. Wersja Disneya jest urocza, dlatego tym, którzy ją tak uwielbiają, chciałabym ją zniszczyć. Jeśli czytają mnie dzieci, niech zasłonią oczy, bo to co wam Gosiarella opowie jest przeznaczone dla czytelników dorosłych, dlatego wyłączcie szybko komputer, zgaście światło i czekajcie cierpliwie dwa dni na kolejny tekst Gosiarelli. Chociaż lepszym wyjściem będzie zawołanie rodziców - niech przeczytają bajeczkę dla dorosłych! 


Śpiąca królewna, którą znacie i kochacie 
Właściwie jest wiele wersji tej baśni. W zbiorze baśni, czytanej wam do snu i animowanej wersji Disneya jest wiele różnic, na które pewnie nawet nie zwróciliście specjalnej uwagi, ponieważ mają wspólną podstawę: Dawno, dawno temu w dalekim Królestwie żyli Król i Królowa, którzy bardzo pragnęli dziecka. Gdy urodziła im się córeczka byli bardzo szczęśliwi, dlatego postanowili wydać ogromne przyjęcie, na które zaprosili wszystkich mieszkańców. Pojawiły się dobre wróżki, które obdarowały małą królewnę darami urody, wdzięku, słowiczego głosu i innymi bzdetami. Wtem pojawiła się zła wiedźma, która zupełnie bez powodu (lub z wrodzonej złośliwości) postanowiła przekląć biedną Aurorę/Różyczkę, tak by ta w wieku szesnastu lat ukłuła się wrzecionem i umarła. Ostatnia z dobrych wróżek złagodziła złe zaklęcie by nastolatka jedynie zapadła w głęboki sen, z którego obudzić by ją mógł (a jakże!) pocałunek. Przyśpieszę trochę akcje: minęło 16 lat, księżniczka się ukłuła, zasnęła, a wraz z nią całe Królestwo. Później przyszedł królewicz, cmoknął wybrankę, a ta się obudziła i mamy Happy End!

Śpiąca królewna, której nie znacie 
„Śpiąca królewna” tak naprawdę nie została stworzona w 1959 roku przez Disneya, ani pod koniec XVII wieku przez Charlesa Perraulta, czy braci Grimm. Powstała (a raczej została spisana) w 1636 roku przez Giovana Battiste Basile, a brzmiała mniej więcej tak: Dawno temu przyszła na świat królewna Talia. Para królewska udała się do wróżbitów by poznać przyszłość swej córeczki, a nie była ona wesoła, gdyż miała umrzeć od ukłucia wrzecionem. Tym sposobem kazano zniszczyć wszystkie kołowrotki w całym Królestwie. Kilkanaście lat później Talia zderzyła się ze swoim przeznaczeniem, gdy znalazła dawno zapomnianą komnatę, a w niej ocalały kołowrotek. Ciach! Skaleczyła się i zapadła w sen. Czas mijał, zamek obrósł krzewami. W końcu pewien król (przystojnych królewiczów w bajkach szukacie? Seriously?) przejeżdżał na koniu (przynajmniej rumak się uchował) nieopodal zamku i postanowił sprawdzić co ów zamek w sobie kryje. A tu proszę: piękna, śpiąca królewna, która nie stawia oporu! Zacny król, jak na prawdziwego władcę z tamtego okresu przystało, postanowił skorzystać z okazji i dosiąść śpiącą piękność (zastanawiam się czy to podchodzi pod gwałt, czy nekrofilię?), która pod wpływem jego perwersyjnych amorów wcale się nie obudziła, więc ją zostawił. Teoretycznie w tym momencie bajka powinna się skończyć, ale nawet na to nie liczcie, bo dopiero zaczyna być super creepy! 

Śpiąca Talia zaszła z królem w ciążę. Po 9 miesiącach przyszły na świat bliźniaki. Biedne upiorne maleństwa, poczęte z gwałtu, były bardzo głodne, więc pełzając po matce w poszukiwaniu pożywienia zaczęły ssać jej palec, a ich siła ssąca wyciągnęła wrzecion, dzięki czemu klątwa zniknęła. Po pewnym czasie rozochocony król powraca do swojej nałożnicy, gdzie czeka go niespodzianka - rozzłoszczona królewna i dwójka dzieci: Słoneczko i Księżyc. Król się pokajał i miał na tyle przyzwoitości by zabrać nową rodzinkę do swojego zamku. Uwierzycie, że na tym historia się nie kończy?

Nasza biedna, zgwałcona, około 116 letnia, świeżo upieczona matka musi się zmierzyć z teściową, a to jak każdy (czy to średniowieczna wieśniaczka, księżniczka po przejściach, czy współczesna czytelniczka) dobrze wie, jest prawdziwym piekłem. Hmmm... Teraz wiem skąd Disney wziął pomysł na wprowadzenie do bajki ziejącego ogniem smoka! Wróćmy jednak do naszej historii o śpiącej królewnie. Królowa Matka, niezadowolona z uczynku syna, postanowiła go ukarać w okrutny sposób. Zaprowadziła Słoneczko i Księżyc do nadwornego kucharza, któremu rozkazała zarżnąć dzieci, jak prosiaki i przyrządzić z nich potrawkę by król mógł wypić piwo, które nawarzył... tzn. zjeść to co stworzył, czy jakoś tak. Po kolacji, matka wyjawiła swemu synowi prawdę o posiłku, a ten wstrząśnięty wbiegł do kuchni by ubić kucharza (dziwię się, że nie mamusię), jednak ku jego ogromnej uldze okazało się, że kucharz nie miał serca zabić niewinnych bliźniaków. Zła królowa, rozzłoszczona porażką, postanowiła dokonać zemsty w inny sposób. Rozkazała pojmać Talię i upichcić ją na stosie. Przerażona królewna przekonała królową, że jej ubrania są zbyt cenne by spalono ją wraz z nią. Królowa zgodziła się, a Talia zaczęła się rozbierać (by zyskać na czasie) bardzo powoli. Myślę, że śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że Talia jako pierwsza królewna, wprowadziła striptiz! Królowi udało się zdążyć w samą porę na koniec pokazu, a przy tym uratować swą ukochaną striptizerkę/królewnę. Zła królowa stwierdziła, że do trzech razy sztuka, lecz tym razem z zamachem na synową i wnuki, wstrzymała się do wyjazdu króla z zamku. Wówczas rozkazała przygotować wielki kocioł wypełniony jadowitymi wężami. Talię, Słoneczko, Księżyc i kucharza rozkazała związać i wrzucić do kotła. Tym razem pewnie by się jej udało, gdyby król ponownie nie pokrzyżował jej planów. Rozwścieczona, wiedziona gniewem wyrodna babka sama wskoczyła do gara, w którym dokonała żywotu. Osobiście wierzę, że ktoś dobrodusznie pomógł jej wskoczyć do tego kotła, ale co ja tam wiem. The End.

Gosiarella o Śpiącej Królewnie 

Oryginalna wersja „Śpiącej Królewny” jest mocna i zdecydowanie nie dla dzieci. Część z was zaczyna już rozumieć skąd Anne Rice wziął się pomysł na trylogię o Śpiącej Królewnie? Gosiarella jednak chciałaby dodać kilka słów od siebie w nawiązaniu do ugrzecznionej wersji Disneya (tak by zniszczyć bajkę do końca). Zauważyliście, jak bardzo w tej bajce ważny jest wygląd? Aurora w darze od wróżek dostała niezwykłą urodę i piękny głos, jakby nie było nic ważniejszego od powierzchowności! Niezwykle bystry umysł, niespotykane, przydatne talenty, charyzma, czy zdolności przywódcze przecież nie są potrzebne żadnej kobiecie, ani księżniczce?! Czy tylko mi się wydaje, że Aurora nie ma za grosz osobowości? Widać to nawet, gdy dowiaduje się, że pozna rodziców: zamiast się cieszyć, ta głupia ryczy, że przypadkowo spotkanego chłopaka wystawi do wiatru. W tym momencie przydałby się nowy dar od dobrej wróżki, jak właściwa hierarchia wartości, bo Aurora uczy małe dziewczynki, że jedyną rzeczą ważną dla kobiety jest miłość! Podsumowując: uroda i miłość są najważniejsze i nic poza nimi nie powinno się liczyć. Tak, to nawet trzyma się kupy, jeśli jesteś próżną blondynką (blond to stan umysłu), która nie została obdarowana inteligencją. W sumie taka cecha mogłaby ją uchronić przed ukłucie się wrzecionem. Oczywiście, gdyby szczerość była promowana w bajkach. Czy rodzicom Aurory nigdy nie przyszło do głowy, że wystarczyłoby jej powiedzieć "Nie dotykaj wrzeciona, bo zostałaś obdarzona klątwą!"? To rozwiązałoby problem! Najwidoczniej sensowniej było oddać niemowlaka pod opiekę dobrych wróżek, a przy tym nigdy jej nie odwiedzać, bo tak właśnie zachowują się odpowiedzialni rodzice, którzy od zawsze pragnęli dziecka. WTF?!


Ps. Podobał Wam się tekst? Bądźcie na bieżąco i polubcie Gosiarellę na facebooku!
Ps2. Wszystkie grafiki użyte w tym poście pochodzą z tej strony