Kopciuszek na rurze, czyli patologiczna Papierowa Księżniczka


Erin Watt w "Papierowej Księżniczce" zaserwowała nam kolejną wariację opowieści o Kopciuszku... tzn. gdyby Kopciuszek nie miał złej macochy, tańczył na rurze w podrzędnej knajpie, a jej przyszły królewicz chciał ją zniszczyć. Cała reszta względnie się zgadza, ale może po kolei.

Ella Harper jest nastolatką, która musi sobie radzić sama. Jej matka umarła kilka lat wcześniej. Ojca nigdy nie poznała. Fortuny nie odziedziczyła, a przynajmniej tak myślała do czasu, gdy w jej szkole zjawił się pan Royals (naprawdę autorka była subtelna przy wybieraniu tego nazwiska), który okazał się przyjacielem jej zmarłego ojca. Royals niczym dobra wróżka, zaproponował Elli układ - będzie dostawała olbrzymią sumę pieniędzy w zamian za mieszkanie z jego rodziną w luksusowej rezydencji ze wszelkimi możliwymi udogodnieniami i nawet nie po to, by tam sprzątać! Gdzie w tym haczyk? Cóż... czwórka jego synów to istne utrapienie.


Muszę przyznać, że początkowo byłam zachwycona dość odświeżającym i odważnym podejściem do tematu. Patrząc na okładkę i tytuł spodziewałam się lekkiej młodzieżówki z typową dla gatunku bohaterką, która będzie grzeczną, ułożoną dziewczynką zmagającą się najpierw z biedą, a później z podstępnym światem bogaczy. A jednak Erin Watt mnie zaskoczyła już na wstępie. Ella jest zaradna, wyszczekana i rozbiera się w klubie ze striptizem - bądźmy szczerzy, to nie jest postać, której bym się spodziewała. Bawiły mnie strasznie jej próby uciekania przed podejrzanym człowiekiem, który przyszedł znikąd i obwieścił, że od teraz jest jej prawnym opiekunem. Sytuacje, jakie z tego wynikały były absurdalnie komiczne. Niestety później wszystko zaczęło się psuć.

Z przebojowej i ogarniętej dziewczyny, która sama potrafi o siebie zadbać, nasza bohaterka szybko zmienia się w płaczliwą niewiastę z poważnymi problemami (psycholog zbiłby na niej małą fortunę). Chcecie przykładów? Proszę bardzo! Dziewczyna szczyci się, że patrząc na umierającą matkę nie zapłakała dopóki wszyscy lekarze i pielęgniarki nie wyszły z pokoju, ale płakusia, gdy tylko nowy zły brat zacznie jej dokuczać. Najwyraźniej są rzeczy smutne i smutniejsze. Jeśli o mnie chodzi, to najbardziej mnie smuci, a raczej poważnie irytuje jak autorka zbudowała wątek romantyczny - jest totalnie patologiczny. Zresztą wszystkie relacje między bohaterami takie są w "Papierowej księżniczce". Mamy pana Royalsa, który praktycznie uprawia seks ze swoją nową dziewczyną na oczach synów i nowej podopiecznej. Mamy czwórkę młodych Royalsów, którzy praktycznie molestują seksualnie i znęcają się psychicznie nad nową członkinią klanu, ale po chwili już zostają psiapsiółami, jakby nigdy nic.

Niemniej i tak najgorsza jest relacja Elli z Reedem, czyli nasze główne love story. Chłopak jej grozi, upokarza, znęca się nad nią psychicznie, pozwala swoim minionom ją znieważać, ale najwyraźniej Erin Watt uważa to za normalne zwyczaj godowe nastolatków. Brawo! W nagrodę powinny panie (ten potworek ma dwie autorki) wziąć rozpęd i walnąć głowami w ścianę! Następnie przeznaczyć cały dochód z książki na schroniska dla kobiet. A całkiem poważnie (choć poprzednie zdania też były na poważnie!) boli mnie, że książki młodzieżowe potrafią kreować tak patologiczne romanse z chamami! Nie ma to, jak idealizowanie toksycznych związków opartych na przemocy! Świetne wzorce! Jednak nie oszukujmy się, autorki wiedziały do kogo kieruje swoje pożal się Thorze dzieło, skoro zawarła instrukcje robienia loda. Tak, w "Papierowej Księżniczce" scen erotycznych też nie brakuje. Odniosłam wrażenie, że autorki chciały pod płaszczykiem powieści dla nastolatków upchnąć odważną historię z nieszablonowymi bohaterami, jednak na samych chęciach się skończyło, ponieważ kompletnie im to nie wyszło. Szkoda, zmarnowały ciekawy pomysł.
Aż dziw bierze, że ta padaka ma kontynuacje. Tyle zmarnowanych drzew [*]

Do wszystkiego podeszły po macoszemu. Bohaterowie są płascy, jak papier i poza ich licznymi dysfunkcjami niewiele o nich wiadomo. Fabuła (jaka fabuła?!) zresztą także. Wszystko opiera się na upokarzaniu głównej bohaterki, przez co dziewczyna od razu miała ochotę wskoczyć 'oprawcy' do łóżka. Noż k#!$@! Serio?! Wybaczcie, ale samo wspomnienie i pisanie o "Papierowej Księżniczce" podnosi mi ciśnienie. Niby mogłabym napisać, że styl jest w porządku i całość czyta się dość szybko, ale po co, skoro uważam sięgnięcie po nią za stratę czasu i nerwów? Szczerze odradzam. Choć muszę przyznać, że z ciekawości zerknęłam na oceny innych czytelników i zdania są mocno podzielone i zawsze skrajne - albo się jej nienawidzi albo kocha. Bałabym się wchodzić w interakcje z ludźmi, którzy dają tej pozycji 10/10. Poważnie nie marnujcie na nią czasu i pieniędzy! To tylko ładnie opakowana padaka.

Ps. Zróbmy sobie mały festiwal gorzkich żali - dajcie znać, jakie okropne gnioty przeczytaliście tylko dlatego, że skusiła Was piękna okładka.