Prawdziwa historia carówny Anastazji


Anastazja jest jedną z moich ulubionych bajek. Oglądam ją regularnie, raz w roku, w okresie świątecznym. Możecie pomyśleć, że przez to potraktuję ją łagodniej, ale to nie prawda. Przedstawię Wam okrutną historię, która stała się inspiracją do powstania tej bajki, a to, że ją przy tym nie zjadę wynika tylko i wyłącznie z tego, że jest bardzo, ale to bardzo dobra! Swoją drogą zdradzę, że dziwnie piszę się True Story, do którego wszystkie informacje są na wyciągnięcie ręki. Innymi słowy czeka Was wiele literek do przeczytania. 


Rasputin i upadek Romanowów w kontekście historycznym



Przy bajkach wzorowanych na prawdziwych historiach nie sposób nie odnieść się do rzeczywistych wydarzeń. Przyjrzyjmy się im z bliska. Na samym początku wytwórnia 20th Century Fox zabiera do 1916 roku nas na bal z okazji trzechsetnej rocznicy panowania dynastii Romanowów, na którym to Rosyjski złoczyńca, Rasputin, obiecując carskiej rodzinie zemstę. Klątwa w ciągu dwóch tygodni miała przynieść koniec ich panowania i życia.
Rzeczywistość wyglądała trochę inaczej (nie mówię, że klątwy nie było, bo w Rosji wszystko może się stać) i było znacznie bardziej skomplikowane. Nie będę się wdawać w szczegóły, jednak warto zaznaczyć, że problemy Romanowów zaczęły się na początku XX wieku, a nie od momentu rzucenia klątwy. Rosjanie byli niezadowoleni z anachronicznego systemu władzy, słabej sytuacji gospodarczej i skorumpowanej administracji. Do tego wszystkiego doszła I Wojna Światowa, a wraz pogorszyła się sytuacja rosyjskiego społeczeństwa. Brakowało żywności, rąk do pracy, a w dodatku wszystko drożało. Dodajmy do tego serię klęsk armii rosyjskiej, w tym utracenie m.in. Królestwa Polskiego. W sierpniu 1915 roku car Mikołaj II, pomyślał, że świetnym rozwiązaniem będzie objęcie naczelnego dowództwa nad armią, w końcu na co komuś kwalifikacje czy doświadczenie, gdy jest carem, prawda? Jednak Rosja to duży kraj i ktoś nią rządzić musiał. Padło na carycę Aleksandrę, której bardzo chętnie szeptał do uszka Rasputin. Dokładnie ten sam, który w bajce robi za złoczyńcę. Zastanawiacie się skąd się wziął tak blisko carycy? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Nasz wielki i zły czarny charakter, Grigorij Jefimowicz Rasputin, już od dzieciństwa nie był wzorowym chłopcem, jednak co ciekawe znalazła się kobieta, która chciała mieć go za męża. Ba! Urodziła mu czwórkę dzieci. Rasputin nie był jednak typem domownika, wolał się włóczyć po klasztorach, pustelniach i biegać na pielgrzymki, w trakcie których zyskał opinię jasnowidza, egzorcysty, uzdrowiciela i przenikliwego kaznodziei. Mniej więcej w tym samym czasie powstało „kółko rasputinowskie”, skupiające ludzi zafascynowanych tym brodatym człowieczkiem. Co ciekawe poza gorliwym modlitwą oddawali się jeszcze gorliwszym uciechom cielesnym, oczywiście jako ku Bożej czci (w imię Boga tyle różnych rzeczy już robiono, że może ja też spróbuję: Na Boga czytajcie tego bloga!). Powiedzmy sobie wprost, Rasputin miał opinię okropnego rozpustnika i pijaka. Po latach, a konkretnie w listopadzie 1905 roku zaprezentowano Rasputina na dworze carskim. Miał za zadanie pomóc carewiczowi Aleksemu (w bajce to ten mały chłopiec, który zachęcał "śpiącą" Anastazję do wyskoczenia za burtę), który był chory na hemofilię. Rasputin podawał się za uzdrowiciela, pamiętacie? Nawet kilka razy udało mu się zatamować krwotok młodego carewicza. W nagrodę caryca Aleksandra Fiodorowna uhonorowała go specjalnym miejscem na dworze carskim, dzięki czemu mógł bez przeszkód przebywać w otoczeniu carskiej rodziny i ich leczyć. Co ciekawe Rasputin był w bardzo przyjacielskich relacjach z wielkimi księżnymi (tj, Marią, Tatianą, Olgą i Anastazją) oraz młodym Aleksym. W końcu stał się jej faworytem, z którego zdaniem bardzo się liczyła. Byli sobie tak bliscy, że w Petersburgu pojawiły się plotki o ich romansie. W każdym razie Rasputin miał szansę wpływać na polityczne sprawy Rosji, a przez szeptanie do uszka carycy Aleksandrze, wybierał osoby obsadzane w rosyjskim rządzie. Tym samym zyskał okazję do niszczenia swoich wrogów. Zapewne domyślacie się, że efektem jego wyborów rząd tworzyli niemal sami nieudacznicy i nikomu, poza nim, się to nie podobało. Niemal wszystkie warstwy społeczne nienawidziły Rasputina, a jego obecność na dworze tylko pogłębiała antycarskie nastroje. W końcu postanowiono się go pozbyć. 

Dotychczas Rasputin nie zasłuż sobie na obraz, jaki zaprezentowali twórcy "Anastazji", jednak to co za moment przeczytacie sprawi, że zrozumiecie skąd wzięła się wizja wytwórni 20th Century Fox. Gotowi? W takim razie lecimy! Jak już wspominałam powstał plan zamordowania Rasputina. Spisek zawiązali młodzi monarchiści z księciem Feliksem Jusupowem na czele. Mieli nadzieje, że likwidacja wroga, a przede wszystkim odcięcie go od Romanowów, poprawi wizerunek carskiej rodziny i ostudzi nastroje w Rosji. 30 grudnia 1916 r. zaproszono Rasputina do pałacu Jusupowa. Przez ponad dwie godziny wlewano w niego zatrute wino, a także częstowano ciastem (tak, też zatrutym). Efekt był marny, prawdopodobnie ciastek jeść nie chciał, a trucizna z wina na niego nie działała. Prawdopodobnie użyty cyjanek potasu stracił na mocy przez złe przechowywanie. Może w pucharach z winem zrobiono za słaby roztwór. A może był diabłem odpornym na truciznę. W każdym razie wkurzony książę Feliks wyszedł z pokoju, by naradzić się z pozostałymi spiskowcami, po czym wrócił z pistoletem. Strzelił Rasputinowi w pierś. Zamachowcy ucieszyli się bardzo stwierdzając zgon, jednak się pomylili. Po pewnym czasie starzec odzyskał przytomność na tyle by otruty i z kulą w piersi, rzucić się na Jusupowa. Ba! Udało mu się nawet wydostać na zewnątrz, jednak na podwórzu zaczął do niego strzelać Puryszkiewicz. Jedna kula trafiła Rasputina w plecy, druga w głowę. Nawet to nie zdołało pozbawić go życia, dlatego Jusupow postanowił masakrować go gumową pałką, aż wyzionie ducha. Gdy się zmęczył, jego ofiara wciąż jeszcze oddychała. Pozostało im tylko związanie Rasputina, wrzucenie do bagażnika, wywiezienie na most na Newie i wrzucili do rzeki, w miejscu w którym nie była skuta lodem. Dla pewności wcześniej obciążono ciało łańcuchami i odważnikami, aby zatonęły. Szybko go jednak odnaleziono. Pozwólcie, że podsumuję: Rasputina otruto, strzelono mu w pierś, plecy i w głowę, następnie porządnie poturbowano, miażdżąc mu przy tym czaszkę, a na koniec wrzucono do lodowatej rzeki. Naprawdę rozumiem, że Rosjanie się nie do zdarcia, ale czy to nie jest lekką przesadą, że jemu w tej rzece udało się jeszcze oswobodzić ręce z więzów? Jak?!
W każdym razie, jak widzicie, Rasputin nie miał powodu by mścić się na Romanowach, którzy notabene uczestniczyli w jego pogrzebie, lecz na swoich oprawcach owszem. Cała historia wielkiej zemsty i klątwy wzięła się z pseudoproroctwa, które wygłosił, a konkretnie, że wraz ze jego śmiercią, upadnie także dynastia. 

Zamordowanie Rasputina nie przyniosło zamierzonego efektu. Rosjanie wciąż mieli mnóstwo zastrzeżeń do cara, a zwłaszcza do carycy. Coraz częściej wybuchały strajki, aż w końcu w 23 lutego 1917 roku (według kalendarza juliańskiego) wybuchła rewolucja lutowa, która doprowadziła do abdykacji cara Mikołaja II, a tym samym 304 letnie panowanie dynastii Romanowów w Rosji dobiegło końca. Niemniej abdykacja nie jest równoznaczna ze śmiercią, więc kiedy i w jakich okolicznościach zginęła rodzina Anastazji? Po abdykacji Mikołaja II, skonfiskowano majątek Romanowów, a carska rodzina została umieszczona w areszcie domowym. Warunki były tragiczne, sposób traktowania więźniów przyprawia mnie o gęsią skórkę. Ogólnie było porównywalnie, jak w więzieniu Diyarbakir, tylko kaci nie musieli dzielić czasu na masę ofiar, lecz ich okrucieństwo skupiało się na jednej rodzinie. W nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku w Jekaterynburgu rozpoczęła się rzeź. Carska rodzina została brutalnie zamordowana przez bolszewików. Daruję wam opis, jednak możecie wierzyć mi na słowo, że nie wyglądało to tak humanitarnie, jak na bajce. Zamordowano wszystkich: cara, carycę, ich dzieci, a nawet służbę. Później ich zwłoki zostały przewiezione do lasu, poćwiartowane (dodatkowo wykonano kilka innych paskudztw) i wrzucone do nieczynnego szybu opuszczonej kopalni. W 1991 roku odnaleziono ich szczątki, a raczej większości z nich, ponieważ brakowało w niej ciał Aleksego i Anastazji lub Marii. Stąd pewnie wzięła się legenda o przetrwaniu małej Anastazji. Niestety to tylko legenda, ponieważ w 2007 roku odnaleziono także ich szczątki, co udowodniły badania DNA przeprowadzone w USA, jednak gdy Anastazja zadebiutowała na ekranach w 1997 roku wytwórnia 20th Century nie mogła jeszcze o tym wiedzieć. Podejrzewam, że gdyby teraz zabrano się za tworzenie tej bajki, w studiu toczyłyby się gorące dyskusję na temat wybrania odpowiedniego czarnego charakteru, czy Rasputina, który 'przepowiedział' upadek Romanowów, czy bolszewików z Leninem na czele, którzy wydali wyrok śmierci na całą rodzinę, czy może Jakowa Jurowskiego, który osobiście zastrzelił cara i jego dzieci, a także głównym organizatorem całej rzezi. Pierwszy z nich zdecydowanie ma w sobie to coś, przez co ciężko go lubić, a dodatkowo bajkowa klątwa pasuje do niego, jak ulał. Z kolei wykorzystanie Lenina mogłoby się spotkać ze sprzeciwem współczesnych Rosjan. Tak, zdecydowanie nie byłby najlepszym wyborem z powodów politycznych i społecznych. Jeśli zaś ja miałabym na któregoś z nich oddać głos to zdecydowanie na Jurowskiego, który naprawdę rewelacyjnie nadaje się na bajkowego złoczyńcę i to takiego, którego nawet ja nie chciałabym bronić. 

Mała Wielka Księżna i jej podróby



Uwierzycie, że przerobiliśmy dopiero pierwsze pięć minut bajki. Aż ciężko uwierzyć, ale obiecują, że teraz pójdzie szybciej. Wróćmy do bajkowych wydarzeń, według których dwa tygodnie po rzuceniu Rasputinowej klątwy, bolszewicy wtargnęli do pałacu by wymordować carską rodzinę. Maria Fiodorowa wraz ze swoją wnuczką Anastazją, wydostały się z rąk oprawców. Niestety na peronie zostały rozdzielone. Babcia ruszyła pociągiem do Paryża (tak właściwie to schroniła się na Krymnie, ale kto przejmowałby się szczegółami), zaś mała wielka księżna została na peronie sama, nieprzytomna. Która kochająca babunia ratowałaby własną skórę porzucając ukochaną wnuczkę? Na pewno nie moja! Pewnie Maria też by tego nie zrobiła, bo kto normalny zostawiłby ośmiolatkę na pastwę losu i porąbanych rosyjskich morderców? No dobrze, może Anastazja nie miała w rzeczywistości ośmiu lat, tylko około 15 lat w dacie przedstawionej przez 20th Century (tj w 1916 r.), zaś w chwili śmierci miała 17 lat. Wyobraźcie sobie scenę z peronu, uwzględniając prawdziwy wiek Anastazji. Czy sądzicie, że dalszy ciąg historii mógłby mieć teraz jakikolwiek sens? Dziewczyna raczej nie trafiłaby sierocińca, a jeśli nawet to wyszłaby z niego po roku. A casting na 'zaginioną księżniczkę' (swoją drogą żadną księżniczkę tylko Wielką Księżną, bo taki tytuł nosiły córki cara! W ostateczności może też być carówna, ale nie księżniczka!)? Przecież po roku, dziewczyna nie mogła się aż tak bardzo zmienić by nie rozpoznały ją bliskie osoby, więc trochę to bez sensu, ale od kiedy tak argument kogokolwiek powstrzymał. Cudem uratowani potomkowie cara Mikołaja II wyskakiwali, jak z kapelusza. 


Za uratowanego carewicza podawali się: Michał Goleniewski, Heino Tammet, Georgi Żudin, Aleksy Pucjato, Joseph Veres i Wasilij Fiłatow. Za wielką księżnę Olgę podszyła się kobieta nazwiskiem Marga Boodts. Tatiana podobno żyła w Anglii jako Larissa Tudor (przynajmniej nazwisko godne), a po jej (ponownej) śmierci jako Maddess Aiort. Maria po rzekomym cudowny przeżyciu swojej egzekucji, uciekła do Włoch, gdzie żyła jako Ceclava Czapska. Większość z 'wielkich ocalałych' ma ciekawą historię, jednak skoro mowa o Anastazji to wypada na niej skupić całą uwagę. Swoją drogą zastanawiam się dlaczego to cudowne ocalenie Anastazji wywołało najwięcej zamieszania? Bo była najmłodszą z córek? Bo jej szczątków (podobnie, jak carewicza) nie można było odnaleźć przez dziesięciolecia? Bo podobno pojawiło się około 80 potencjalnych Anastazji? Czy może dlatego, że jej imię oznacza "wskrzeszenie" i ktoś potraktował to zbyt dosłownie? Tak czy inaczej Anastazji nie brakowało, a nawet teraz jakaś nowa się ujawnia. Jednak najbardziej znaną była Anna Anderson, posłuchajcie jej historii. 

17 lutego 1920 roku, czyli ponad półtorej roku po kaźni Romanowów, w Berlinie wyłowiono z wody niedoszłą samobójczynię. Przewieziono ją do najbliższego szpitala, a następnie do szpitala psychiatrycznego Dalldorf. Początkowo zyskała przydomek "Fräulein Unbekannt", czyli "Panna niewiadoma", ponieważ przez miesiące nie odezwała się do nikogo. [Mam przeczucie, że to właśnie na historii Anny Anderson, wytwórnia 20th Century oparła postać bajkowej Anastazji. Może to trochę naciągane, ale Anastazja w bajce także trafiła do placówki zamkniętej i jej prawdziwa tożsamość była niewiadomą, choć w animacji tłumaczono to amnezją dziewczyny. W końcu obie dostają nowe imię Anna/Anya.] W końcu przemówiła słowami: Nazywam się Anastazja Nikołajewna Romanowa, jestem cudownie uratowaną córką cara Mikołaja II. Wiecie, normalnie po szpitalach psychiatrycznych kręci się wielu Napoleonów, Jezusów i Kleopatr, ale tym razem potraktowano sprawę poważnie przez niezwykłe podobieństwo pacjentki do carówny. Obie miały błękitne oczy, rudo-blond włosy, a nawet zniekształconą lewą stopę. Doktor Otto Reche, niemiecki specjalista od anatomii patologicznej, po porównaniu dawnych portretów Anastazji i Anny Andersen uznał iż "takie podobieństwo możliwe jest tylko, gdy mamy do czynienia z twarzą jednego i tego samego człowieka lub bliźniąt jednojajowych". Doktor Minna Becker przeprowadziła ekspertyzę grafologiczną, którą miała dowieść, że "pani Anna Andersen i Anastazja to jedna i ta sama osoba". A co z krewnymi i przyjaciółmi prawdziwej Anastazji? Część z nich odwiedziła dziewczynę, lecz nic konkretnego z tego nie wynikło. Najpierw mówili, że to nie ona, później zmieniali zdanie. Inni z kolei od razu ją rozpoznawali by później zaprzeczać jej autentyczności. W końcu Annę podano testowi opracowanemu przez jednego z kuzynów prawdziwej carówny. Test składał się z wielu pytań, na które jego zdaniem tylko córka Mikołaja II i  Aleksandry, mogłaby znać odpowiedzi (wiecie o co chodzi, przecież test był na bajce). Muszę mówić, że test został zaliczony przez większość prawidłowych odpowiedzi?

Gdy Andersen postanowiła zwrócić się do sądu o uznanie jej, jako wielkiej księżnej Anastazji, a co za tym idzie prawa do majątku cara, Romanowowie postanowili walczyć. Wynajęli detektywa Martina Knopfa, którego zdaniem dziewczyna w rzeczywistości nazywała się Franciszka Szankowska, robotnicą fabryczną spod Gdańska (cóż... nikt tak dobrze nie udaje zaginionych carskich dzieci, jak Polacy. Pamiętacie Dymitriady?), ale nikogo to specjalnie nie obeszło. Ani nawet to, że Anna Andersen nie potrafiła mówić po rosyjsku, czy francusku, ponieważ tłumaczono to traumą. Nikt nie potrafił dostarczyć jednoznacznych dowodów, że Anna nie jest Anastazją, lecz ona także nie potrafiła bezsprzecznie dowieść, że nią jest. Sądowa batalia ciągła się do momentu jej śmierci w 1984 roku, jednak nie jest końcem tej historii. Po odnalezieniu szczątków Romanowów, porównano ich DNA z materiałem Anny Anderson. Nie zgadzało się. Przy okazji porównano także jej DNA z próbką pobraną od krewnej Szankowskiej i tym razem wykazano pokrewieństwo. To by było na tyle w temacie, ale nie martwcie się, bo Anna i tak miała fascynujące życie i umarła u boku kochającego historyka milionera. 

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że Anna Andersen była inspiracją do stworzenia bajkowej wersji carówny, prawda? Ogólnie trzeba przyznać, że wytwórnia naprawdę wiele zaczerpnęła z historii. Choćby przedmioty pojawiające się w bajce. Obraz przedstawiający koronację Mikołaja i Aleksandry z sali balowej pałacu w Sankt Petersburgu (chociaż w momencie akcji bajki, miasto nazywało się Leningrad), czy też portret przedstawiający całą rodzinę Romanowów wraz z psem, istniały naprawdę. Podobnie, jak pozytywka, którą Anya dostała od babci. W rzeczywistości była srebrna i na wierzchu znajdowała się baletnica, a dziewczynka dostała ją od babci na swoje trzynaste urodziny. Pamiętacie rysunek, który w bajce trzyma babcia, gdy wraz z Anyą wspominają dawne czasy? Podobno prawdziwa Anastazja narysowała dla swojego ojca w 1914 roku. 

Najlepiej jednak sprawdzili się przy odtworzeniu charakteru Anastazji, którą damy dworu i nauczyciele opisywali jako żywą, złośliwą i utalentowaną aktorkę. Jej ostre, dowcipne uwagi czasem trafiały w czułe punkty. Nie jestem przekonana czy na ich miejscu nie użyłabym bardziej dobitnych słów na opisanie dziecka, które jest w stanie z premedytacją rzucać w siostrę śnieżkami z ukrytymi kamieniami, czy kopać nauczycieli. Bajkowa Anya miała cięty język, była dumna i nie pozwalała sobą dyrygować. Chociaż mała diablica Romanowów mogła równie dobrze wyrosnąć na złośliwą kobietę, jak niektórzy opisywali Annę Andersen. Swoją drogą dlaczego właśnie takie nazwisko przyjęła? Ku czci jednego z największych bajkopisarzy, bo sama opowiadała bajki?

Zajmijmy się teraz babcią, czyli Marią Fiodorową. Warto zaznaczyć, że po rewolucji nie przebywała w Paryżu. Schroniła się na Krymie, a później zrobiła krótki postój w Londynie, skąd udała się do rodzinnej Danii. Gdy wyszły na jaw rewelacje o Annie Andersen przysłała do niej swoją damę dworu, która stwierdziła, że Anna jest oszustką. Podobno później cofnęła swój wyrok, ale nie wiele to zmieniło. 

Jeszcze tylko jedna ciekawostka! Wiecie, że Anastazja, jak i jej rodzina, zostali uznanych za świętych przez Rosyjski Kościół Prawosławny?! Ciekawe jest też, że nie uznają oni szczątków znalezionych w 1991 i 2007 roku, więc nie są one relikwiami. 


Gosiarella o Anastazji

Mówi się, że Rosja to stan umysłu i czasami naprawdę utwierdzam się w przekonaniu, że tam obowiązują zupełnie inne prawa. Jakby tam zaginała się rzeczywistość i przestawały działać prawa naszego świata. Wierzyć się nie chcę w niektóre fakty z życia Romanowów, a jeszcze gorzej przebrnąć przez wszystkie teorie spiskowe. No dobrze, część scenariuszy cudownego przetrwania Romanowów lub jednego z nich, czasami brzmią całkiem rozsądnie i przez to jeszcze ciężej było oddzielić prawdę od fikcji. Nie chciałam Wam jednak mieszać w głowie, więc starałam się jak mogłam by wszystkie informacje zamieszczone powyżej były tylko i wyłącznie prawdą. Nie wątpię, że znajdą się wśród Was tacy, którzy zapragną je poznać i być może uwierzą w jedną ocaloną. Osobiście polecam przeczytać Ceclavie Czapskiej, która ponoć miała być ocaloną siostrą Anastazji. Odnoszę wrażenie, że ludzie chcą wierzyć w te historie uzurpatorów, bo ciężko jest nam się pogodzić z myślą, że ludzkość potrafi się dopuścić takiego barbarzyństwa. Choć w wiadomościach słyszy się o większych okropieństwach to mimo wszystko wielu z nas ma w sobie zakorzeniony szacunek do monarchów. Postrzegamy ich inaczej, co jest zupełnie normalne, w końcu przez wieki starali się to w nas i naszych przodkach zaszczepić takie myślenie. Dlatego jest nam przykro, że ktoś dla głupiej idei wymordował carską rodzinę. Dlatego jest nam żal, że szlachetne urodzenie i życie niewinnych dzieci przestało mieć znaczenie. 

Z kolei jeśli chcecie znać moje zdanie na temat bajki to jestem jej fanką. Jest ku temu wiele powodów i mam zamiar wymienić je wszystkie (tak, to zdecydowanie będzie najdłuższe True Story w historii Różowego bloga). Główną zaletą jest główna bohaterka, która ma silny charakter, na wszystko przygotowaną celną odpowiedź, a także dobre serce. Jak często w bajce można trafić na księżniczkę (tfu! Carównę!), która byłaby tak zaradna? Wiecie czego to uczy małe dziewczynki? By realizować swoje cele, korzystać z okazji, jakie podrzuca los i walczyć o swoje. Całkiem rozsądne kobiety mogą z nich wyrosnąć (spójrzcie tylko na Gosiarellę!). Do tego oglądając animację naprawdę ciężko jest pamiętać, że nie pochodzi ona od Disneya. Głównie przez trzy zasadnicze kwestie: piosenki (notabene absolutnie cudowne! Jestem zakochana w "Once upon a December" oraz w "At the beginning"), sposób przedstawienia fabuły (dostajemy zagubioną księżniczkę, która u boku animowanego przystojniaka walczy o Happy End, zwalczając przy tym złoczyńcę) i styl animacji (wypisz, wymaluj, Disney). Całość ogólnie średnio pasuje do reszty bajek wypuszczonych przez wytwórnie, ale Fox zazwyczaj bawi się formą. Mimo wszystko najbardziej bawi mnie wytykanie twórcom wprowadzenie pomocnika-zwierzaka. U Disneya niemal zawsze występują mali pomocnicy, często w absurdalnej formie np. bałwan w Krainie Lodu, kameleon w Zaplątanych, ryba i mewa w Małej Syrence. Czy jednak pies jest taki dziwny? Lubię myśleć, że to miłe upamiętnienie psiaków Romanowów, które często im towarzyszyły. Zwłaszcza, że pies Anastazji, Jimmy, nie przeżył kaźni Romanowów (bolszewicy to nawet psu nie potrafią odpuścić!). Chociaż do roli Muchy (bajkowego psa) pasowałby też Joy, pies małego cara, który podobno po wydarzeniach z tej okropnej nocy, został znaleziony żywy.

Ps. Gosiarella pewnie ogląda Anastazje, gdy czytacie ten tekst, dlatego ograniczę się do życzenia Wam Wesołych Świąt (moje są udane, skoro mam bajkę!).
Ps2. Miałam Wam wrzucić zdjęcie martwego Rasputina, ale jakoś tak bałam się, że uciekniecie z krzykiem... wrzucić w komentarzach?