HistoryLand - miejsce, w którym klocki LEGO uczą historii!

HistoryLand opinie

Co łączy ze sobą historię Polski, unikatowe wykorzystanie technologii i klocki LEGO? Do niedawna powiedziałabym, że niewiele, jednak zmieniam zdanie, bo poznałam prawidłową odpowiedź: HistoryLand! HistoryLand to miejsce, które obiecuje naukę historii przez zabawę w czasie zwiedzania interaktywnej wystawy z klocków LEGO. Brzmi intrygująco, a jak jest w rzeczywistości?

Na zaproszenie HistoryLandu grzecznie się wstawiłam na miejscu. W kasie biletowej dowiedziałam się, że zwiedzanie jest możliwe, co pół godziny, więc miałam wystarczająco czasu, by rozejrzeć się, jak zmieniono stary Krakowski dworzec PKP w raj dla miłośników klocków LEGO. Gdybym nigdy wcześniej nie była w tym miejscu, nie uwierzyłabym, że mieścił się tam dworzec. Zerknęłam na salę zabaw wypełnioną klockami i sklep, ale ostatecznie moją uwagę przykuła budka „Ubierz się w historię”, gdzie moja facjata trafiała do ciała żołnierza, kapitana statku etc. Taka mała rzecz, a cieszy... i zdecydowanie wystarczy, by umilić oczekiwanie na wejście.



Po przekroczeniu barierek trafiłam na klockową makietę osady w Biskupinie. Sporą. Znacznie większą, niż spodziewałabym się zobaczyć i co najważniejsze przedstawioną z detalami, które wywoływały uśmiech. Niby nic niezwykłego, jak choćby klockowy pastuszek wyprowadzający na spacer swoje klockowe krowy, a jednak przedstawiono nie tylko same budowle, ale i scenki z codziennego życia mieszkańców. Oczywiście, centrum nie byłoby interaktywne, gdyby wystawa składała się z samych makiet, więc w tle wyświetlane było wideo z ciekawostkami historycznymi. Popatrzyłam, dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, więc czas ruszać dalej. Czujecie mój umiarkowany zachwyt, prawda? Niby mi się podobało, ale szczególnie zachwycona nie byłam. Spokojnie, a może wręcz odwrotnie, bo w następnej sali z nóg zmiótł mnie efekt WOW!

Przyszedł czas na Bitwę pod Grunwaldem! Chyba po raz pierwszy w życiu mnie zamurowało. Wiedziałam, na co patrzę, jednak nie potrafiłam pojąć, jak ludziom udało się ją tak epicko odtworzyć za pomocą klocków LEGO! Tam znajdowało się ponad 12 tysięcy małych, klockowych koni, które dźwigają na grzbietach armie spod Grunwaldu. Ogrom pracy i staranność w odtworzeniu położenia poszczególnych armii mnie powaliła. W tym momencie naprawdę cieszyłam się, że HistoryLand odwiedziłam tuż przed zamknięciem, gdy nie było wielu zwiedzających, bo chyba byłoby mi odrobinę głupio po tym, gdy biegałam tam i z powrotem piszcząc z zachwytu, jak mała dziewczynka w sklepie ze słodyczami. A wierzcie mi, nabiegałam się! Sala była naprawdę długa, a makiety z obu stron zajmowały całą długość. Nasza armia znajdowała się po jednej stronie, wroga po drugie, a za nimi ogromne ekrany. Przy okazji warto wspomnieć, że w sali znajdowały się także tablety, dzięki którym można było dowiedzieć się odrobinę więcej o walczących armiach, a w dodatku były one podświetlane, abyśmy mogli zobaczyć, gdzie były rozmieszczone.



Nie dość, że wszędzie klocków jak mrówków, to w dodatku całość zdumiewała nie tylko liczebnością, ale też detalami. Drzewa, trawa, wydeptane ścieżki, chorągwie, czy nawet jezioro. JEZIORO! Wspominałam, że były także dwa słynne miecze? Biegałam po sali tak długo, że pani z obsługi zapytała, czy zaświecić górne światło, żebym mogła się lepiej przyjrzeć wystawie. Tiaaa... chyba mnie tam zapamiętają... ale przynajmniej macie dzięki temu lepsze zdjęcia! Ha!


Nie da się ukryć, że odtworzenie Bitwy pod Grunwaldem zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, więc z sali wychodziłam z myślą, że oto był główny punkt programu. Niczym więcej mnie nie zaskoczą. Lepiej nie będzie, więc można iść do domu. Cóż... jasnowidzem nie zostanę, bo następny w kolejności był Wawel i SMOK! Wcale nie piszczałam. Każdy, kto twierdzi inaczej, kłamie! Wierzcie mi! W końcu, jaka normalna dorosła osoba piszczałaby na widok latającego smoka ziejącego ogniem nad Wawelem? No dobra, każda, a już na pewno każdy Krakus.

Prawda jest taka, że każdy kolejny punkt wystawy zdumiewał mnie i zachwycał nowym elementem. Raz był to wspomniany smok siejący postrach w Krakowie. Innym razem były to okulary VR, dzięki którym można zobaczyć z lotu ptaka sanktuarium OO. Paulinów na Jasnej Górze, której odpowiednik LEGO przed momentem podziwialiśmy. A następnym gra świateł z zawieszonych nad makietą projektorów, które sprawiały, że widzimy, jak dzień po dniu klasztor na Monte Cassino zmieniał się w ruinę. Ba! Możemy zobaczyć nawet cienie samolotów prowadzonych przez naszych pilotów.


Widziałam wiele wystaw klocków LEGO, więc spodziewałam się, że HistoryLand będzie utrzymany w podobnym stylu. Jak dobrze się pomylić, bo tym razem nie czekały na mnie jedynie budowle doprawione prezentacją zawierającą garstkę informacji. O nie! W HistoryLandzie trafiłam na prawdziwy spektakl z mistrzowskim wykorzystaniem zabiegów audiowizualnych! Płonące lasy w Westerplatte, huk wybuchów armat, szalejący sztorm w czasie Bitwy pod Oliwą i wiele, wiele innych rzeczy nadawało wystawie dynamiki oraz sprawiało, że całość ożywała. Wykorzystanie technologii było tak proste, a zarazem tak pomysłowe!

Jeśli ja — osoba dorosła byłam tak zachwycona wystawą, to jak musi się czuć dziecko? Dla nich historia Polski ożyła, dzięki klockom LEGO. Od zawsze powtarzam wszystkim, którzy chcą słuchać, że historia, zwłaszcza Polski, jest fascynująca, dlatego nie powinna być przedstawiana w nudny sposób. Daty bitew, nazwiska dowódców i gołe fakty, które z takim wysiłkiem tłuką nam do głów w szkołach, to tylko jeden ze sposobów opowiadania historii. Istnieją inne — takie, dzięki którym przeszłość wyda się prawdziwsza i wywoła w nas emocje. Twórcy HistoryLandu wykorzystali jeden z nich, by zafascynować nas najważniejszymi momentami Polskiej historii — pozwolili nam wejść z nią w interakcję! Na moje oko nauczyciele z każdej szkoły powinni zabrać swoich uczniów na wycieczkę do HistoryLandu, by zaszczepić w nich pasję i wiedzę w bardziej kreatywny sposób!
Mogę Wam pisać o tym, jak wiele fajnych rzeczy możecie tam odkryć, oraz jak wiele może Was zaskoczyć, ale prawda jest taka, że musicie to zobaczyć na własne oczy i pozwolić się oczarować. Życzę sobie i Wam więcej takich miejsc na mapie Krakowa i Polski.

Ps. Jaki moment z Polskiej historii chcielibyście zobaczyć w wersji LEGO?