Limitless, czyli o bogu i jego następcy

NZT-48

Wyobraźcie sobie lek lub narkotyk (zwał, jak zwał), dzięki któremu bylibyście niesamowicie inteligentni. Po jego zażyciu wasz mózg pamiętałby każdą informację, jaką kiedykolwiek wchłonął. Każdą lekcję w szkole, filmik instruktażowy na Youtubie, każdy wpis Gosiarelli. Ba! Nie tylko pamiętalibyście, ale również rozumieli i potrafili wykorzystać do osiągnięcia swoich celów. Dzięki temu potrafilibyście znaleźć rozwiązanie każdego dręczącego was problemu. Mielibyście dostęp do wszystkiego, co wiecie, ale na co dzień nie pamiętacie. Kuszące? Dla niektórych nawet bardzo (dla Gosiarelli również!).

W filmie z 2011 roku "Jestem bogiem", tej cudownej tabletce o niezbyt wdzięcznej nazwie NZT-48, nie oparł się Eddie Morra. Z niespełnionego pisarza i totalnej flei błyskawicznie stał się pożądanym rekinem finansjery, a później także cenionym politykiem. A tak, książkę też wydał i stała się bestsellerem. Osiągnął wszystko, czego pragnął i znacznie więcej, a wszystko to dzięki małej, przeźroczystej tabletce, przez którą ludzie się zabijają. W końcu kto po zostaniu geniuszem, chciałby wrócić do roli przeciętniaka? Sama byłabym gotowa na wiele, by go zdobyć i nigdy nie musieć się z nim rozstawać. Niestety z racji tego, że NZT jest lekiem eksperymentalnym, to ma poważny skutek uboczny - może nas zabić. W filmie śmiertelne skutki ma głównie odstawienie tabletek lub przyjmowanie ich wraz z alkoholem, narkotykami i prowadzeniem zbyt wyniszczającego trybu życia. W serialu samo przyjmowanie ich przez dłuższy czas jest śmiertelnie niebezpieczne, ale do tego wrócimy.

seria Limitless
Nie dawaj jemu! Ja chcę! JA!
Jeśli do tej pory nie oglądaliście "Jestem bogiem", to zdecydowanie powinniście go nadrobić. Intryguje, zachwyca, wciąga i o dziwo motywuje. Nic dziwnego, że doczekał się serialowej kontynuacji o tym samym tytule (przynajmniej w oryginale, bo polskiego tytułu jeszcze nie ma). Jednak w odcinkowej wersji "Limitless", głównym bohaterem nie jest Eddie (chociaż fani Bradleya Coopera nie powinni narzekać, skoro dalej jest kluczową postacią), lecz Brian Finch grany przez Jake'a McDormana (Evan Chambers z Greek). Brian nie jest niezwykły - ot przeciętny amerykański chłopak, któremu nie udało się zrealizować amerykańskiego snu o sławie. Nie potrafi znaleźć swojego miejsca na świecie. Wszystko zmienia się, gdy dowiaduje się o chorobie swojego ojca i spotyka znajomego sprzed lat, który podsuwa mu NZT. Te dwa zdarzenia zmieniły życie Briana i w konsekwencji wielu niezbyt fortunnych wypadków, został współpracownikiem senatora Morry oraz stał się konsultantem FBI faszerowanym NZT... oczywiście pod nadzorem. 

Pewnie myślicie sobie, że to kolejny procedural, który jak większość tytułów w tym gatunku, niczym nie zaskoczy. A jednak czeka was niespodzianka! Limitless nie jest standardowy! Twórcy naprawdę się wykazali realizując swoje genialne pomysły. Dostajemy sporą dawkę humoru (pod tym względem odcinek 9 to majstersztyk! Dawno się tak nie ubawiłam podczas oglądania serialu!), masę rewelacyjnych gadżetów, którymi niestety my jeszcze nie możemy się pobawić (np. bank pamięci, czy plecak odrzutowy) i oczywiście niepełnoetatowego geniusza, który w uroczy sposób łapie przestępców. Może i serial jest odrealniony, ale miło patrzeć, gdy chłopak znikąd traktuje rozwiązywanie zagadek kryminalnych, jak świetną zabawę. Poza tym kto nie lubi połączenia geniuszu z szaleństwem? No właśnie!

Co obejrzeć?
Na pewno Photoshop! 
I chociaż serial jest absolutnie cudowny i świetnie się przy nim bawiłam to ma delikatne wady. Chociaż może wady to lekka przesada. Zwyczajnie nie do końca podobają mi się rozbieżności pomiędzy filmem pełnometrażowym a serialem. Przykładowo reakcja na tabletki w "Jestem bogiem" u Morry była stosunkowo niegroźna. [Najprawdopodobniej spoiler] Mógł brać NZT bez ograniczeń, a jeśli dopadły go jakieś symptomy to wystarczyło zjeść kolejną tabletkę lub odstawić szkodliwe używki. Uzależnienie Eddiego trwało miesiące i nie umarł. Za to w serialu ludzie padali jak muchy po mniej więcej miesiącu lub dwóch. Brian też szybko się wykańczał, ale ratowało go serum od Morry. A właśnie, serum! Senator Morra stworzył serum, dzięki któremu NZT nie zabijało osoby, która je przyjmuje. Co miałoby jakiś sens, gdyby nie fakt, że stworzenie go zajęło dobrych kilka-kilkanaście miesięcy, a może i lat, a jak wspomniałam Eddie nie brał serum i miał się całkiem nieźle. Dodatkowo pod koniec filmu powiedział, że już nie bierze NZT, bo jakimś cudem jego czterocyfrowe IQ się zachowało, a on sam dalej rozwijał swoją inteligencję. Być może kłamał, ale jaki miałoby to sens? Jeśli zaś nie kłamał to a) jakim cudem tabletki tak na niego wpłynęły, b) czemu zawsze miał przy sobie zapas i c) w jego krwi było NZT?! [Koniec spoilerów] Szkoda, że nie udało się zachować pełnej zgodności pomiędzy oboma produkcjami. 

Miałam też delikatny problem z Jennifer Carpenter, która wciela się w Rebeccę Harris, opiekunkę Briana z ramienia FBI oraz jego nową BFF. Wrzucenie Carpenter w rolę policjantki/agentki starającą się rozwikłać zagadkę, która w końcu powinna doprowadzić głównego bohatera tj. jej przyjaciela do schwytania i zamknięcia w więzieniu, za bardzo kojarzy mi się z "Dexterem". Tam aktorka grała Debrę Morgan - policjantkę, która chciała złapać kryminalistę, którym jak się okazało jest jej brat. Nie lubiłam Debry w "Dexterze", więc z powodu tak zbieżnej roli moja antypatia przeniosła się na Rebeccę. Niestety to jedyne wady, jakie posiada Limitless, więc obawiam się, że zalety przeważają znacząco i będę musiała was nakłonić do obejrzenia. Nie rozumiem, jakim cudem serial dostał jedynie jeden sezon. Poważnie, dawno nie widziałam tak ciekawego serialu, ani przy żadnym się tak dobrze nie bawiłam. Jego forma jest boska! Tematyka genialna, a przy okazji NZT jako lek pozwalający mózgowi wydajniej pracować jest znacznie lepszy od tego zaprezentowanego w "Lucy". A ja chcę NZT! Jeśli macie namiary na sprzedawcę to dajcie znać! 

Ps. Trzymajmy się tego, że NZT to lek, a nie narkotyk, bo wyjdzie, że promuję negatywne wzorce (jakby wybielanie Czarnych Chatakterów nie wystarczyło), okey? W takim razie powiedzcie mi proszę, czy gdybyście mieli możliwość wypróbowania NZT to skorzystalibyście? Wiem, że tak, więc od razu przejdę do kolejnego pytania: Co chcielibyście osiągnąć, gdybyście byli mega mózgami faszerowanymi takimi tabletkami?